23.07.2016

Rozdział II

ALYSSA
– Alysso Del Vaccio, czy ty mnie słuchasz?
Mary wydawała się co najmniej rozdrażniona. Zaciskała usta, napinała mięśnie i wręcz przeszywała spojrzeniem zielonych, kocich oczu. Co jak co, ale nigdy nie przyjmowała do wiadomości tego, że ktokolwiek mógłby ją ignorować, zwłaszcza w momencie, kiedy mówiła coś bardzo ważnego, co zresztą zdarzało jej się nader często.
– Oczywiście, że cię słucham – zapewniła przymilnie Alyssa, prostując się i starając się przybrać poważny, skupiony wyraz twarzy. Spojrzenie wbiła we własne lustrzane odbicie, po czym po raz wtóry przeciągnęła szczotką po długich, ciemnych włosach. – Tak, masz rację. To, jak Vanessa zachowała się względem ciebie, jest niedopuszczalne.
– Wiedziałam. – Mary westchnęła ciężko. – Ali, temat Vanessy porzuciłyśmy dobry kwadrans temu.
Alyssa zaklęła w duchu, ledwo powstrzymując się od jęknięcia. Odłożyła szczotkę, po czym odwróciła się do toaletki plecami, tak, żeby widzieć Mary. Z zaskoczeniem odkryła, że jej przyjaciółka nie wygląda na rozeźloną, ale bardziej na zmartwioną, co w przypadku tej energicznej istoty było dość nietypowe.
– Przepraszam cię, Mary – zreflektowała się. – Jakoś nie mogę się skoncentrować – przyznała, po czym – dla podkreślenia swoich słów – ziewnęła szeroko.
– Właśnie widzę. – Dziewczyna podeszła do toaletki, nie odrywając wzroku od twarzy przyjaciółki. – Daj mi to. Pomogę ci się uczesać, skoro już wybierasz się na tę randkę. Jakby mnie taki seksowny facet zaproponował spotkanie, pewnie też byłabym kłębkiem nerwów – stwierdziła, uśmiechając się promiennie.
Takie szybkie zapominanie jak najbardziej było w stylu Mary. Ta dziewczyna zawsze dużo mówiła, obojętna na to, czy ktokolwiek słuchał. Alyssa uwielbiała dźwięczny głos swojej najlepszej przyjaciółki, zwłaszcza, że sama nigdy nie była specjalnie gadatliwa. Chyba właśnie dlatego tak dobrze zawsze się rozumiały – Mary mówiła, a Ali słuchała. Oczywiście w miarę możliwości, bo przy trajkotaniu dziewczyny bardzo łatwo można było sobie pozwolić na to, żeby się wyłączyć.
Alyssa przeciągnęła się leniwie, po czym ponownie odwróciła w stronę lustra. Natychmiast poczuła na karku muśnięcie ciepłych dłoni przyjaciółki, kiedy ta zebrała włosy razem i sięgnęła po szczotkę. Przymknęła oczy, całą sobą chłonąc przyjemność płynącą z miarowego rozczesywania włosów. Sama nigdy nie potrafiła się porządnie uczesać, wolała zresztą, kiedy ktoś inny zajmował się jej fryzurą.
Usłyszała ciche westchnienie Mary. Dziewczyna wpatrywała się w ich wspólne odbicie, nerwowo przygryzając dolną wargę.
– Dlaczego życie musi być takie niesprawiedliwe, hm? – zagaiła, raz jeszcze wzdychając ciężko. – Jakby mało było, że sama z siebie wyglądasz zajebiście, to jeszcze zupełnym przypadkiem wpadasz na kogoś, kto samym spojrzeniem powala kobiety na kolana.
– Po prostu powiedz, że mam zapytać go, czy nie ma jakiegoś seksownego kolegi – zaśmiała się Alyssa, szczerząc się w uśmiechu. – Jeśli ten Dorian okaże się dupkiem, bardzo chętnie ci go odstąpię.
– Piękne dzięki – żachnęła się Mary. – Nie, po prostu załatw mi numer jego kumpla. Powiedziałaś, że jak on się nazywa?
Alyssa lekko przekrzywiła głowę.
– Felix – przypomniała sobie. Oba imiona wydawały się trochę dziwne, ale to jej nie przeszkadzało.
Mary pokiwała głową, skoncentrowana na włosach Ali. Niejednokrotnie komentowała niezwykły wygląd przyjaciółki, otwarcie zazdroszcząc dziewczynie nie tylko figury, ale… wyjątkowości. Alyssa nie tylko była ładna, ale wręcz piękna. Miała długie, ciemne włosy, które mocno kontrastowały z gładką, mleczną skórą. Mary również była brunetką, co podkreślała gotyckim stylem i ostrym makijażem, ale nawet godzinami przesiadując w łazience, nigdy nie osiągała takiego efektu, co jej przyjaciółka – i to pozostając w pełni naturalną. Ktoś o tak regularnych rysach twarzy, mocno zarysowanych kościach policzkowych oraz gęstych rzęsach, którymi można byłoby spokojnie obdarzyć przynajmniej jeszcze jedną dziewczynę, nie musiał się wysilać, żeby w każdej sytuacji wyglądać dobrze. Tym dziwniejsze zdawało się to, że Alyssa wciąż pozostawała samotna, nawet jeśli od najmłodszych lat płeć przeciwna zachwycała się jej wyglądem, gotowa ustawić się w kolejce, gdyby tylko dziewczyna sobie tego zażyczyła.
Z tym, że kwestia płci przeciwnej wydawała się dość problematyczna; życie uczuciowe praktycznie nie istniało, chociaż kilka razy umówiła się z kolegami z akademika na spotkania, które można było określić mianem randek. Znajomość najczęściej urywała się po pierwszej kolacji czy wyprawie do kina, nawet jeśli delikwent wyrażał chęć na to, żeby zobaczyć się ponownie. Mary zawsze kręciła głową, twierdząc, że jej przyjaciółka ma zbyt wysokie wymagania i może w istocie tak było, ale Alyssa nie czuła się dobrze w towarzystwie mężczyzn. Szkolni koledzy wydawali się nudni i niedojrzali, a nawet jeśli trafił się jakiś miły, zrównoważony student… Cóż, to nadal nie było to. Wolała być sama, podświadomie unikając randek i czegokolwiek, co wymagałoby zaangażowania się uczuciowo. Przelotne romanse ją nie interesowały, nie wspominając o szukaniu partnera tylko po to, żeby w końcu stracić dziewictwo. Część dziewczyn, które znała ze studiów – zwłaszcza tutaj, w akademiku – za punkt honoru stawiały sobie współżycie jeszcze przed dwudziestym pierwszym rokiem życia, ale Alyssy to nie dotyczyło. Kilka razy nawet zastanawiała się, czy przypadkiem coś nie jest źle z jej psychiką, ale nigdy nie czuła pociągu do kobiet, dlatego miała pewność, że jeśli miałaby się z kimś związać, bez wątpienia będzie to mężczyzna.
Były jeszcze te sny albo raczej sen. Dziwny, cyklicznie powtarzający się sen, w którym spadała w pustkę. W którymś momencie zawsze dołączał do niej mężczyzna, nigdy jednak nie była w stanie zapamiętać jego twarzy, po przebudzeniu z kolei pamiętała wyłącznie jego piękne, błękitne oczy. To spojrzenie dręczyło ją nie tylko nocami, ale również na jawie, nawet teraz, kiedy wpatrywała się we własne lustrzane odbicie, w milczeniu kontrolując zabiegi rozczesującej jej włosy Mary.
No dobrze, kwestię swojej orientacji już od dawna miała wyjaśnioną. Prawda była taka, że naiwnie szukała ideału, czekając na księcia na białym koniu, bo do tego w zasadzie sprowadzały się przeciąganie poszukiwania i odrzucanie kolejnych zalotników. W którymś momencie naprawdę zostanie sama, a to też nie było szczytem marzeń dla kogoś, kto nade wszystko pragnął założyć prawdziwą rodzinę.
– Mam ci je upiąć czy zostawić rozpuszczone? – zapytała Mary, raz po raz unosząc i opuszczając ciemne włosy Alyssy.
– Obojętnie – zapewniła, wzruszając ramionami. – Jeśli o to chodzi, w pełni zdaję się na ciebie.
Mary w lustrze zacisnęła usta.
– Znowu miałaś ten sen, prawda? – To było pytanie, ale dziewczyna tak naprawdę nie oczekiwała odpowiedzi. W końcu znała Ali jak nikogo innego na świecie. – Jezu, jeśli będziesz w każdym facecie dopatrywać się podobieństwa do…
– Mary, ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to po prostu sen – przerwała jej zniecierpliwionym tonem. – Nie jestem aż do tego stopnia szalona. Poza tym… No cóż, Dorian naprawdę mi się spodobał – powiedziała i na swój sposób była to prawda.
Sama nie była pewna, co takiego ją podkusiło, żeby umówić się z chłopakiem, którego znała raptem kwadrans, ale z jakiegoś powodu nie mogła postąpić inaczej. Wszystko zaczęło się od niewinnego spotkania w niewielkiej kampusowej kawiarni, którą często odwiedzała po zajęciach, żeby odreagować. Alyssa uwielbiała dziennikarstwo, a studia były dla niej prawdziwym wybawieniem i to nie tylko dlatego, że mieszkając w akademiku nareszcie czuła się tak, jakby znalazła dom. Uwielbiała drążyć, zadawać pytania, a tym bardziej opisywać prawdę; wręcz łaknęła kontaktu z ludźmi, a przynajmniej tak jej się wydawało, bo podobnie jak w przypadku chłopców, miała niejasne wrażenie, że nie pasuje do otaczającej ją rzeczywistości. Bywały momenty, kiedy nie marzyła o niczym innym, jak o chwili wytchnienia i spokoju, a szybka kawa była jedynym komfortem na który mogła sobie pozwolić. Przez kawę zresztą spotkała Doriana – i to dosłownie, bo wylała mu ją na koszulę, kiedy w pośpiechu przepychała się między stolikami, zmierzając do wyjścia.
Sam moment spotkania był dla niej prawdziwym szokiem. Chyba nigdy nie widziała kogoś tak pięknego, tak… doskonałego. Dorian nie był po prostu przystojny; on był niesamowity, chociaż Alyssa nigdy nie należała do osób, które zachwycały się czyimkolwiek wyglądem. Dla mężczyzn z taką urodą kobiety są gotowe zabijać, jednak to nie oszałamiające piękno sprawiło, że – jąkając się i przepraszając – Ali ostatecznie zgodziła się na spotkanie z nieznajomym chłopakiem. Istotniejszy był fakt, że Dorian samym tylko spojrzeniem wyzwolił w niej uczucia, których nigdy dotąd nie zaznała, a których nie potrafiła zidentyfikować. Nie, to nie było zauroczenie, zachwyt czy pożądanie, ale coś zdecydowanie subtelniejszego. Kiedy później się nad tym zastanawiała, doszła do wniosku, że to ciekawość – i coś, co przypominało uczucie przynależności. Chłopak emanował czymś zarazem niepokojącym i przyciągającym; jakaś tajemnica, którą powinna znać i którą za wszelką cenę pragnęła odkryć.
Alyssa nie była pewna, ale to chyba było to, czego od samego początku brakowało jej w normalnych mężczyznach, których spotykała na co dzień. Być może to oznaka naiwności, ale była skłonna pokusić się o stwierdzenie, że nadchodzący wieczór będzie stanowił prawdziwy przełom w jej dotychczasowym życiu.
– No dobra, śliczna – stwierdziła z zadowoleniem Mary, odsuwając się o krok, żeby lepiej przyjrzeć się swojemu dziełu. Alyssa przekrzywiła głowę, żeby lepiej widzieć luźnego koka na który zdecydowała się przyjaciółka, a który idealnie pasował do czarnej, koronkowej sukienki, którą sama wybrała na ten wieczór. Kilka luźnych kosmyków opadało na twarz albo muskało kark. – Jej, mówiłam już, że uwielbiam to twoje znamię? – dodała dziewczyna, nie odrywając wzroku od odsłoniętych pleców przyjaciółki; wpatrywała się w niewielki znak półksiężyca, znaczący prawą łopatkę Alyssy i wyglądający trochę jak tatuaż.
– Kilka razy – zapewniła ją Ali. Wywróciła oczami, mimochodem myśląc o tym, że półksiężyc od jakiegoś czasu wydawał się jeszcze ciemniejszy niż wcześnie. – Dorianowi też się podoba.
– Widział je? – Brwi Mary powędrowały ku górze, jakby nie potrafiła sobie wyobrazić, że obcy mężczyzna mógłby aż tak dokładnie oglądać ciało współmieszkanki.
– Mhm… – Wzrok Alyssy machinalnie powędrował w stronę wiszącego na ścianie zegara. Natychmiast zerwała się, chwytając torebkę i balansując na czarnych, kilkucentymetrowych szpilkach. – Spóźnię się. Porozmawiamy jak wrócę – obiecała, przelotnie całując Mary w policzek i pędząc w stronę drzwi.
Z jakiegoś powodu miała wrażenie, że to kłamstwo.
~*~
Czarny mercedes wyglądał na drogi i luksusowy. Alyssa w milczeniu wpatrywała się w przyciemniane szyby, mając wrażenie, że wszyscy studenci stoją w oknach swoich pokoi, obserwując ją i samochód. No dobrze, może przede wszystkim samochód, bo nawet ona – prawdziwa ignorantka, jeśli chodzi o kwestie motoryzacji – była pod wrażeniem zaparkowanego przed akademikiem pojazdu.
Drzwi od strony kierowcy otworzyły się, a Ali oczom ukazała się przystojna twarz Doriana. Chłopak posłał jej olśniewający uśmiech, bez chwili wahania wyślizgując się z auta i samym tylko spojrzeniem przyprawiając Alyssę o zawrót głowy. Zdążyła już zapomnieć jaki był olśniewający z tą swoją bladą skórą, ciemnymi włosami i zawadiackim uśmiechem. Miał intrygujące rysy twarzy i mówił ze zdradzającym włoskie pochodzenie akcentem, chociaż miała wrażenie, że to nie jest jego ojczysty język. Zwłaszcza w ciemnościach rozjaśnionych przez kilka stojących w pobliżu lamp oraz reflektory samochodu, jego blada karnacja zdawała się wyróżniać, sprawiając, że wyglądał trochę tak, jakby był chory. Na sobie miał zwykłe jeansy i białą, rozpiętą pod szyją koszulę, ale nawet w tak zwyczajnym zestawie wyglądał olśniewająco. Alyssa wodziła wzrokiem po jego umięśnionych ramionach, ostatecznie ponownie koncentrując się na twarzy i zastanawiając się nad dziwnym kolorem jego czekoladowych oczu. To był brąz, ale jakiś dziwny i dziewczynie przeszła przez głowę nieco nietypowa myśl o tym, że chłopak nosi soczewki.
– Bardzo cieszę się, że nie zmieniłaś zdania. Wyglądasz olśniewająco, Alysso – powiedział z uznaniem, okrążając samochód i zatrzymując się przy drzwiczkach pasażera. Poruszał się tak lekko i cicho, że sprawiał wrażenie jakby płynął w powietrzu. Wtedy, w kawiarni, Ali również nie usłyszała kiedy się pojawił, wtedy jednak to nie wydało się aż takie dziwne. – Pani pozwoli – dodał z szelmowskim uśmiechem, zachęcająco wyciągając dłoń w jej stronę.
– Dziękuję – wyszeptała, niezdolna do tego, żeby wysilić się na cokolwiek więcej.
Mój Boże, on robił to niejednokrotnie, pomyślała oczarowana, bez chwili wahania podając mu rękę. Zachowując się jak prawdziwy dżentelmen i chociaż Alyssa była pewna, że wcześniej złamał niejedno kobiece serce, to jednak nie wydawało się zniechęcające. W końcu to, co działo się przed ich spotkaniem, nie miało większego znaczenia, prawda?
Dorian pomógł jej wsiąść do samochodu. Siadając w miękkim, obitym skórą fotelu i wdychając zapach nowości, czuła się trochę tak, jakby śniła. Mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się znów po swojej stronie pojazdu, po czym wsiadł do środka, zatrzaskując za sobą drzwiczki. Natychmiast otoczyła ich ciemność oraz słodki, obezwładniający zapach od którego zawirowało Alyssy w głowie. Czuła go już wcześniej, a woń nasilała się, kiedy Dorian przypadkiem zbliżył się do niej albo otarł ramieniem o jej odsłoniętą rękę. Nigdy nie czuła takich perfum, zresztą nie wyobrażała sobie, żeby w jakimkolwiek sklepie znalazła tak cudowną wodę kolońską.
Silnik samochodu zaskoczył od razu, mrucząc niczym rasowy kot. Poczuła się zażenowana na myśl o swoim starym, wysłużonym pontiaku, który rzężał jak konający staruszek i miał w zwyczaju buntować się w najmniej spodziewanych momentach. Pół roku temu auto ostatecznie dało za wygraną i od tamtego momentu musiała obejść się bez samochodu, nie mając funduszy i motywacji do tego, żeby poszukać nowego.
Oboje milczeli, kiedy Dorian zawrócił i bez większego wysiłku wymanewrował samochód z terenu kampusu. Alyssa wpatrywała się w przyciemnioną przednią szybę, mrużąc oczy i starając się zobaczyć cokolwiek, to jednak okazało się niemożliwe. Widziała co najwyżej plamy światła, kiedy mijali kolejne znaczące ulice lampy albo gdy z naprzeciwka nadjeżdżały inne pojazdy z włączonymi reflektorami. Jedynie to dało jej do zrozumienia, że znaleźli się na głównej drodze. To ją zaniepokoiło, zwłaszcza, że nie wyobrażała sobie, jak Dorian mógł cokolwiek widzieć w takich warunkach, ale kiedy na niego spojrzała, nie miała wątpliwości co do tego, że chłopak doskonale sobie radzi.
– Dokąd jedziemy? – zaryzykowała, decydując się przerwać panująca ciszę.
W mroku zabłysły śnieżnobiałe zęby milczącego dotychczas towarzysza.
– Pozwól, proszę, że to będzie niespodzianka – zaproponował, tym samym ucinając jakąkolwiek dyskusję.
Alyssa westchnęła bezgłośnie, po czym skuliła się na swoim miejscu. Już w momencie, w którym Dorian zamknął za nią drzwi samochodu, poczuła się trochę tak, jakby znalazła się w potrzasku. Chłopak od samego początku roztaczał wokół siebie dziwną aurę zagrożenia, ale tym razem uczucie to było jeszcze silniejsze. Ali czuła, że włoski na jej ramionach i karku stają dęba i pożałowała, że nie wzięła ze sobą swetra, chociaż majowa noc zapowiadała się wyjątkowo ciepło.
Podróż trwała prawie godzinę, aż w którymś momencie Alyssa zaczęła się niecierpliwić. Szum miasta zaczął cichnąć a światła za szybami przemykały coraz rzadziej, co dawało do zrozumienia, że musieli opuścić centrum Seattle. Machinalnie napięła mięśnie, świadoma tego, że nie ma co liczyć na kolację w restauracji albo kino; w zasadzie zwątpiła w to, czy Dorian zabierał ją w jakiekolwiek normalne miejsce, ale nie chciała zastanawiać się nad tym, czego w takim razie mógłby od niej oczekiwać.
Machinalnie zacisnęła dłonie mocniej wokół torebki. Czy wzięła ze sobą komórkę? Nawet jeśli, jakie miała szanse na to, żeby dodzwonić się do Mary albo gdziekolwiek indziej, skoro nawet nie wiedziała, gdzie się znajduje? Jak w ogóle mogła być taka głupia i zgodzić się na to, żeby w ciemno pojechać gdziekolwiek z zupełnie obcym mężczyzną? To musiało się źle skończyć, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Gdyby przynajmniej spróbowała dostać się do gazu pieprzowego, który miała w torebce…
Dyskretnie rozsunęła zamek i wsunęła dłoń do środka. Pod palcami wyczuła niewielką kosmetyczkę, komórkę oraz notatnik z którym praktycznie się nie rozstawała, ale nic poza tym.
Gaz pieprzowy zostawiła w innej torebce.
– Już prawie jesteśmy na miejscu – odezwał się pogodnym tonem jej towarzysz, nawet na nią nie spoglądając. Spróbowała się rozluźnić, ale nawet mimo uspokajającego tonu, czuła się jakby siedziała na szpilkach.
Samochód w istocie łagodnie skręcił, przejechał bez pośpiechu jeszcze kilka metrów, po czym w końcu znieruchomiał. Zapadła cisza, przerywana przyśpieszonym oddechem Alyssy i nienaturalnie szybkim biciem jej rozkołatanego serca. Zamarła w bezruchu, podświadomie czekając na moment, gdy Dorian przestanie udawać i zacznie się do niej dobierać, ale kiedy nic podobnego się nie wydarzyło, naszły ją wątpliwości.
– Czy… mogę wysiąść? – zapytała z wahaniem, próbując wypatrzeć w ciemnościach jego bladą twarz.
– Oczywiście. – Spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem. – Dlaczego miałoby być inaczej? – zdziwił się, wprawiając ją w jeszcze większą konsternację.
Alyssa nie odpowiedziała, drżącymi dłońmi próbując wymacać w ciemnościach klamkę. Kiedy tylko się to udało, wypadła na zewnątrz, lekko zdezorientowana tym, że drzwi nie okazały się zamknięte. Obcasy jej butów zapadły się w rozmiękłą ziemię, więc przytrzymała się dachu auta, próbując je wyszarpnąć i pewniej stanąć na nogach.
Usłyszała trzaśnięcie drzwi od strony kierowcy, kiedy Dorian dołączył do niej. Krótko spojrzała w jego stronę, ale bardziej była zainteresowana tym, żeby rozejrzeć się dookoła. Widok otaczających ją ze wszystkich stron drzew oraz charakterystyczny zapach lasu były ostatnimi, których się spodziewała. Z jakiegoś powodu zapragnęła momentalnie wrócić do samochodu, mając wrażenie, że właśnie weszła z deszczu pod rynnę. Adrenalina krążyła w jej żyłach, pobudzając ją i sprawiając, że czuła się coraz bardziej spięta i gotowa do ataku albo ewentualnej obrony. Przyłapała się nawet na tym, że w pamięci próbuje przywołać podstawy lekcji samoobrony, które miała jeszcze w szkole średniej, ale w głowie odczuwała kompletną pustkę.
Dorian nagle zmaterializował się za plecami dziewczyny, chociaż chwilę wcześniej znajdował się w zupełnie innym miejscu. Podskoczyła i z zażenowaniem obróciła się w jego stronę, czując trudną do opanowania mieszaninę podenerwowania i gniewu.
– No dobra – powiedziała, siląc się na zdecydowany ton głosu. Co prawda nie odważyła się do niego zbliżyć, ale kiedy pokusiła się o to, żeby na niego naskoczyć, poczuła się trochę pewniej. – Możesz mi powiedzieć, co takiego robimy na tym zadupiu? Ja nie jestem z gatunku tych, które robią to gdzie i z kim popadnie, dlatego…
Nie miała okazji do tego, żeby powiedzieć cokolwiek więcej, bo wtedy ciszę nocy przerwał zimny, przeszywający śmiech. Alyssa zesztywniała, porażona lodowatym pięknem tego chichotu dobiegającego gdzieś poza zasięgiem wzroku.
– Kto by pomyślał, Dorianie, że tak szybko się na tobie pozna – stwierdził ktoś melodyjnym, wysokim sopranem.
Chociaż czuła wewnętrzny opór przed tym, żeby spuścić chłopaka z oczu chociaż na chwilę, odwróciła się do Doriana plecami, w zamian spoglądając na drobną postać, która majaczyła pośród drzew. Kiedy bardziej wysiliła wzrok, była w stanie dostrzec anielską wręcz, wciąż jeszcze nieco dziecięcą twarzyczkę, otoczoną sięgającymi ramion, brązowymi włosami. Widok najwyżej piętnastoletniej, pozornie kruchej i niewinnej dziewczyny, na dodatek o tak szokującym, pozbawionym emocji głosie, miał w sobie coś nierealnego, ale nie tak bardzo jak wpatrzone w nią oczy.
Para intensywnych, lśniących tęczówek barwy świeżej krwi.
Alyssa machinalnie cofnęła się o krok. Wzdrygnęła się, wpadając plecami na stojącego za nią Doriana. Natychmiast odskoczyła od niego, porażona niską temperaturą jego ciała.
– Chloe – mruknął znudzonym tonem Dorian. Nie wyglądał na zaskoczonego olśniewającą urodą, a tym bardziej oczami przybyszki.
– Jak zwykle niezawodny – odezwała się ponownie. Podeszła bliżej, a Alyssie omal szczęka nie opadła do ziemi, bo Chloe w jednej chwili stała dobrych dziesięć metrów od niej, a już w następnej zmaterializowała się przed nią. – Załatwmy to szybko.
Jej słowa były niczym znak, którego podświadomie wyczekiwało napięte do granic możliwości ciało Alyssy. Dziewczyna odwróciła się na pięcie, machinalnie rzucając się do ucieczki – a przynajmniej spróbowała to zrobić, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że traci czas.
Dorian dogonił ją w ułamku sekundy. Alyssa nabrała powietrza do płuc, żeby zacząć krzyczeć, ale i to nie było jej dane, kiedy została pchnięta na najbliższe drzewo. Jęknęła cicho, uderzając plecami o chropowatą powierzchnię. Dorian uśmiechnął się z zadowoleniem, przyciskając ją do przeszkody całym ciałem. Natychmiast szarpnęła się, próbując go od siebie odepchnąć, ale to przypominało trochę siłowanie się ze ścianą albo czymś równie nieprzystępnym.
A potem dostrzegła parę ostrych, wysuniętych kłów, które mężczyzna zaprezentował wraz z olśniewającym, drapieżnym uśmiechem i z wrażenia omal się nie przewróciła.
Chłodne palce bez ostrzeżenia zacisnęły się na szyi Alyssy. Kiedy zabrakło jej tchu, świat na moment zwolnił – i to tylko po to, żeby już w następnej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Wrzucam szybciutko poprawioną dwójeczkę, która zalega mi w projektach już od kilku dni. Ten rozdział niewiele się zmienił, ale i tak byłam i jestem z niego zadowolona. Sam początek jest dość dynamiczny, chociaż tak naprawdę nie wyjaśnia niczego, ale spokojnie – to wyłącznie kwestia czasu.
Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia, bo to one motywują mnie do pisania. Nie mam na myśli wyłącznie tego bloga, ale wszystkie przeze mnie prowadzone, gdzie – tak swoją drogą – w ostatnim czasie również pojawiły się nowe wpisy.
Na tę chwilę to wszystko; śpieszę się do pracy, a muszę się jeszcze przygotować. Jeśli nic się nie zmieni, planuję kolejny rozdział w środę. Tak więc do napisania!

8 komentarzy:

  1. Tu miejsce dla Gabi, jak obiecałam! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję. 💖💗😘

      Usuń
  2. Gabi jaka spryciula, znalazła sobie wafla i pierwsza dupę w komentarzach posadziła! No popatrz, ale wredniara! Ale zarzeka się, że już się pożegnała z rudością!
    Cześć, tak w ogóle :D
    Wpadam i wypadam, ale znalazłam chwilę, to nadganiam zaległości. PLL może poczekać.
    Dorian. Chyba nie było tego imienia w pierwotnej wersji, co? No ale mniejsza. Wiem już, co się stanie dalej, dlatego nie zabiję cię za końcówkę. A tak jak do imienia Dorian miałam sentyment, teraz już za nim nie przepadam ;-; Nie zmieni tego nawet Dorian Gray grany przez Bena czy Reeve'a. Nope.
    Mary - to imię akurat lubię. Podobnie jak i ją jako bohaterkę tego opowiadania. Chociaż to dopiero pierwsze spotkanie z jej postacią, wywiera dobre wrażenie. Nie sposób nie obdarować ją odrobiną sympatii. To typ lekkoducha, pełnej życia istotki, która nie uznaje trosk i problemów, a życie spędza przede wszystkim goniąc za marzeniami. Ona i Allysa stanowią ciekawy kontrast. Dziewczyny niewątpliwie sporo razem przeszły, co od razu widać. To nie jest przyjaźń z dnia na dzień, ale oparta na stopniowym pozyskiwaniu zaufania.
    Sen Alyssy stawia przed dziewczyną całą masę pytań, na które nie może znaleźć odpowiedzi. Jest tak zdesperowana, by odnaleźć swojego wyśnionego księcia, że w mężczyznach, z którymi się umawia, próbuje odnaleźć właśnie Jego. Niby zarzeka się, że tego nie robi, ale powiedzmy to głośno - która z nas nie chciałaby Iana? No też właśnie, Al. Przegrałaś, kłamczucho.
    Gaz pieprzowy w torbie. O skubana, dobra jest.
    Co do tej całej "randki"... Cóż, Al postąpiła niewątpliwie głupio, ale nie od dziś wiadomo, że przystojni faceci potrafią wywrócić nam w głowach na maksa. Dlatego też piętnaście minut rozmowy wydawało jej się odpowiednim czasem na to, by mężczyźnie zaufać i gdzieś z nim wyjść. Przecież od tego są randki - by się poznawać. Szkoda tylko, że to całe spotkanie od początku było ukartowane. Dziewczyna pewnie nigdy więcej nie wyjdzie na randkę ;-;
    Czekam na trójkę! A że wena ostatnio Ci dopisuje, obstawiam, że ta chwila nadejdzie niebawem.

    Buziaki!
    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  3. Obiecałam, że będę, więc jestem.
    Rozdział fenomenalny, czytało się genialnie. Bardzo, ale to bardzo podobają mi się Twoje opisy, a także wtrącenia, nad którymi ja osobiście muszę jeszcze popracować. Opowiadanie długie, ale to bardzo dobrze, czytało się świetnie. Nie potrafię pisać komentarzy, więc nie zdziw się jak zaraz odejdę od tematu, ale to takie ostrzeżenie na przyszłość :)
    "Jakby mnie taki seksowny facet zaproponował spotkanie, pewnie też byłabym kłębkiem nerwów – stwierdziła, uśmiechając się promiennie." - chyba każda by tak przeżywała. W stu procentach, ba nawet dwustu jestem zdania tego samego co bohaterka. Opowiadanie naprawdę dobre, czekam na więcej, mogę mieć tylko nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybko.
    Nie myśl, że zapomniałam a raczej nie wspomnę o tym co zrobiłaś na samym końcu! Jak mogłaś??
    "Chłodne palce bez ostrzeżenia zacisnęły się na jej szyi. Kiedy zabrakło jej tchu, świat na moment zwolnił – i to tylko po to, żeby już w następnej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie."
    W takim momencie przerywasz? Ja chcę więcej, szybkoo! Jak ja mam teraz wrócić do pracy kiedy nie wiem co wydarzy się dalej.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć!
    Jestem, jestem. Ja zawsze jestem. Bez zbędnego pisania, przechodzę do kometowania! *poetka tak bardzo* Tak na początek, śliczny gif! Ja czekam, aż uda Ci się stworzyć jakiś zwiastun na SOTH.
    Nie dziwię się Ali. Sama też wolę, kiedy ktoś mi bawi się włosami - najcześciej jest to moja przyjaciółka. Niby nie fryzjerka, ale wystarczy jej pokazać zdjęcie i fryzury potrafi zrobić piękne.
    I całkiem rozumiem to, że żaden z kolegów jej nie odpowiadał. Poza tym nie ma się co śpieszyć, jeśli nie jest się gotowym czy pewnym, że właśnie z tym kimś chce się być. Prawda? I lepiej poczekać, niż wpaść na kogoś nieodpowiedniego, a potem przez niego cierpieć. Takie jest moje zdanie, inni mają prawo do własnego i podzielać go nie muszą : )
    Od samego początku intrygował mnie ten cały Dorian. I przez cały ten czas podejrzewałam nie jest zwyczajnym facetem, który zaprosił Alyssę na randkę, bo ta mu się spodobała - w końcu już Cię ciut znam i wiem, że nie poświęciłabyś całego rozdziału na opisanie zwykłej randki. A Alyssa się zgodziła, bo jak to się mówi - niegrzeczni chłopcy przyciągają. Niby nie wspominałaś nic, że coś jest nie tak, ale w swoich cudownych opisach dawałaś do zrozumienia, że po tym facecie można spodziewać się czegoś więcej - a przynajmniej ja tak to odbierałam. I jak zwykle wyszło Ci genialnie!
    No i oczywiście takie zakończenie, po prostu w Twoim stylu! Nic, tylko udusić Cię za to, bo lubisz nas trzymać w napięciu. Ale rozdział bardzo mi się spodobał, więc Ci wybaczam. Tym razem. No i nie mam się do czego przyczepić, przykro mi. A kilka maleńkich błędów, które wyłapałam, będą na GG : )

    Pozdrawiam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  5. Znamię półksiężyca? Hmm... skądś to znam :D Czy oba opowiadania dzieją się w tym samym uniwersum?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie :)
      Wszystko wyjaśni się z czasem, bo w tym wypadku znamię oznacza coś zupełnie innego :D
      Jak zwykle dziękuję za komentarz,
      Nessa.

      Usuń
  6. Dobra, przeczytałam kolejny rozdział. :D Wybacz, że idzie mi tak powoli, ale nie mam wiele czasu na siedzenie w sieci, poza tym, jeszcze inne blogi są do nadrobienia i wszystko czytam na raty. :D
    Ja po prostu wiedziałam, że to wszystko źle się skończy. Wiedziałam, że spotka się z wampirem, wiedziałam. Ale wiesz co? Świetnie ci to wyszło. Tak zgranie operujesz opisami i uczuciami bohaterów, że normalnie czułam to zdenerwowanie Ali.
    Chciałabym ci powiedzieć, że zaraz wezmę się za następny rozdział, a jednak muszę iść robić śniadanie i ogarniać się do pracy. Życie takie niesprawiedliwe. :<
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń