27.07.2016

Rozdział III

ALYSSA
Gniewne, zwierzęce warknięcie, które nagle wyrwało się z ust Doriana, zdezorientowało nawet na wpół przytomną Alyssę. Dziewczyna zamarła, na moment przestając walczyć o wyzwolenie z żelaznego uścisku. Ciało już i tak zaczynało się poddawać, jakby podświadomie wiedziała, że toczy z góry skazaną na przegraną walkę. Kimkolwiek był stojący przed nią mężczyzna, na pewno nie należał do normalnych ludzi; w zasadzie w pewnym momencie zwątpiła w to, czy w ogóle był człowiekiem, chociaż taka myśl wydawała się być nierealna.
Od braku tchu i niemożności zaczerpnięcia powietrza, zaczynało jej się kręcić w głowie. Krztusiła się, obolała i coraz bliższa omdlenia, chociaż z jakiegoś powodu uparcie nie była w stanie stracić przytomności. Umrę, uświadomiła sobie, ale ta myśl nie wywołała w niej lęku. To jedno słowo było jakby wypisane na kartce papieru – czytała je, pokornie przyjmując do wiadomości. Być może była w szoku, ale uznała, że tak jest lepiej. Nie chciała się bać, a tym bardziej pozwolić sobie na żałowanie którejkolwiek z podjętych decyzji. Wtedy musiałaby przyznać, że wpakowała się w kłopoty z własnej woli, zachowując się w najgłupszy z możliwych sposobów, a umieranie ze świadomością popełnionych błędów zdecydowanie nie było szczytem marzeń.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała pojęcia, dlaczego to musiało się stać. Balansowała gdzieś na granicy życia i śmierci, chociaż nie była na to gotowa, a tym bardziej nie wiedziała czym podpadła duszącemu ją mężczyźnie. Gdyby przynajmniej w jakiś sposób mu się naraziła, może wszystko byłoby łatwiejsze. Gdyby tylko zrozumiała…
Nieludzko piękna twarz oprawcy zaczynała rozmazywać się przed jej oczami. Alyssa czuła się trochę tak, jak w jednym z tych swoich pokrętnych snów, kiedy zapadała się w ciemność. Pod wpływem impulsu zamknęła oczy, nagle marząc ni mniej, ni więcej, niż o zapadnięciu się w pustkę. Gdyby zaczęła spadać, poczułaby się bezpieczniej. Spadanie było czymś znajomym i bliskim, było… spokojne.
Spokojna śmierć. Tylko tego chciała, tylko tego pragnęła…
Kolejne dzikie warknięcie doszło jakby z oddali, przytłumione niczym próbujący dotrzeć pod wodę dźwięk. Mimo osłabienia i tego, jak niewiele brakowało, by straciła przytomność, również tym razem nieludzki odgłos oszołomił ją do tego stopnia, że znalazła w sobie dość siły, by otworzyć oczy. Twarz Doriana zamajaczyła zaledwie kilkanaście centymetrów od jej własnej. Blada, skupiona, zimna i tak pewna siebie, jakby zabijanie było dla niego czymś równie naturalnym, co dla niej oddychanie – to wszystko samo w sobie wydawało się nie do pojęcia, jednak najbardziej oszołomiły ją jego tęczówki. Wcześniej brązowe, barwy błota, nagle zabłysły szkarłatem, dokładnie w ten sam sposób, co wcześniej u tej młodej dziewczyny.
Właśnie wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dorian nagle zesztywniał, po czym oderwał wzrok od jej twarzy, żeby obejrzeć się za siebie. Nie poluzował uścisku na gardle, jednak to nie miało znaczenia, bo ten i tak w jednej chwili zelżał. Wraz z kolejnym dzikim warknięciem i hukiem, który przypominał trochę dźwięk zderzających się ze sobą skał, Dorian najzwyczajniej w świecie zniknął. Alyssa ciężko osunęła się na kolana, kaszląc i walcząc o oddech, nawet mimo oszałamiającego bólu, kiedy powietrze zaczęło trzeć o jej obolałe gardło. Wciąż mała wrażenie, że za moment straci przytomność, ale znalazła w sobie dość samozaparcia, żeby przynajmniej spróbować do tego nie dopuścić. Oddychała spazmatycznie, drżącymi dłońmi masując szyję i rozkoszując się tlenem, niczym topielica, której jakimś cudem w ostatniej chwili udało się wypłynąć na powietrze.
Ktoś cicho zaklął, a chwilę później cisza nocy po raz kolejny została przerwana, tym razem przez ogłuszający dźwięk pękającego drewna. Ziemia zadrżała w posadach, wytrącając Alyssę z równowagi. Upadła twarzą na trawę, zbyt zdezorientowana, żeby w porę wyciągnąć przed siebie ręce. W przypływie paniki natychmiast spróbowała się podnieść, ale zdołała jedynie podeprzeć się na łokciach i rozejrzeć dookoła. Widok powalonego drzewa, leżącego zaledwie dziesięć metrów od niej, całkiem ją zdezorientował, jednak to był dopiero początek. Kolejny pniak złamał się z trzaskiem, zupełnie jakby był zapałką albo kruchym wafelkiem, a nie podstawą potężnego, wiekowego dębu.
– To było cholernie nieprzyjemne! – usłyszała czyjś zagniewany głos; jakaś postać mignęła Ali przed oczami, przyczajona niczym dzikie zwierzę.
Kiedy przyjrzała się uważniej, dostrzegła ciemnowłosego mężczyznę, o równie olśniewającej urodzie, co i Dorian. W mroku nie była w stanie dostrzec zbyt wiele, ale zdążyła zauważyć nienaturalną bladość skóry oraz krwisty błysk oczu nieznajomego. Szatyn uniósł dłoń i niedbale zaczął strzepywać odłamki drewna z opinającej jego ramiona, skórzanej kurtki. Lekko skrzywił się, po czym musnął palcami bok, jakby martwił się o stan swoich żeber, jednak nawet jeśli odczuwał jakiś dyskomfort, nie dał niczego po sobie poznać. Gdyby nie to, że taka myśl wydawała się idiotyczna, Alyssa doszłaby do wniosku, że to pod jego ciężarem potężny dąb zakończył swój żywot.
Mężczyzna nagle rozmył się w powietrzu, zamieniając w różnobarwną smugę, kiedy z zawrotną prędkością odskoczył do tyłu, materializując się dobrych kilka metrów dalej. Ali z niedowierzaniem spojrzała na Doriana, który znikąd pojawił się w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej stał jej wybawiciel. Teraz gniewnie zaciskał dłonie w pięści, łypiąc na prawo i lewo, być może w poszukiwaniu dziewczyny – Chloe – którą widziała wcześniej. Z jakiegoś powodu ta myśl wydała się niepokojąca, dlatego dla pewności rozejrzała się dookoła, nigdzie jednak nie widziała nieznajomej. Być może była w szoku, bo strach przed nastolatką raczej nie był czymś normalnym, ale w obecnej sytuacji wszystko wydawało się możliwe – nawet to, że kolejna istota, której oczy lśniły przerażającą czerwienią, tylko czekała na to, żeby ją zaatakować.
Alyssa zadrżała, kiedy Dorian i szatyn po raz kolejny rzucili się na siebie. Teraz już nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że nie ma do czynienia z ludźmi, zwłaszcza, że obaj mężczyźni poruszali się w tak niesamowity sposób, że ledwo za nimi nadążała. Dwie nacierające na siebie smugi kolorów raz po raz pojawiały się i znikały, przyprawiając ją o zawroty głowy. Takich rzeczy nie oglądało się na co dzień, na dodatek w przekonaniu, że to może być ostatni widok w jej życiu. Jakby tego było mało, przynajmniej kilka razy miała wrażenie, że słyszy trzaski, które z jakiegoś powodu przywiodły dziewczynie na myśl dźwięk pękających kości, jednak prawie natychmiast odrzucała od siebie tę i podobne możliwości; już i tak miała wrażenie, że za moment zwymiotuje, a więcej by nie zniosła.
Jedna ze smug zwolniła, a oczom Alyssy po raz kolejny ukazał się ciemnowłosy mężczyzna, który dopiero co ją uratował. Nawet z tej odległości widziała, że jest niezwykle przystojny, chociaż wyraz opanowania i zimnej furii, którą wyrażały jego oczy, przyprawił ją o dreszcze. Bez wątpienia powinna być wdzięczna za to, że wciąż oddychała, ale obserwując swojego wybawcę, momentalnie zwątpiła w to, czy jego intencje są o wiele lepsze od tego, co planował jej niedoszły zabójca.
Dorian zaatakował po raz kolejny, ale i tym razem brunet okazał się szybszy. Natychmiast odskoczył, po czym celnym kopnięciem w klatkę piersiową posłał przeciwnika na kolejne drzewo. Tym razem na własne oczy mogła się przekonać, jak konar pęka pod ciężarem Doriana – a potem jeszcze trzy kolejne drzewa, niczym domino przewracając się jedno na drugie.
Kiedy po tym wszystkim mężczyzna jak gdyby nigdy nic zerwał się na równe nogi, Alyssa poczuła, że to zdecydowanie ponad jej nerwy.
To się nie dzieje naprawdę. To się nie dzieje…
Powtarzając to jedno zdanie niczym mantrę, zaczęła powoli czołgać się do tyłu. W pośpiechu uderzyła o coś nogami i wzdrygnęła się, gotowa zacząć krzyczeć, ale kiedy obejrzała się za siebie, odkryła, że to po prostu kolejne drzewo. Wciąż trzymając się blisko ziemi, ostrożnie wyminęła przeszkodę, modląc się w duchu, żeby walczący mężczyźni nie zwrócili najmniejszej uwagi na jej zniknięcie. Trzęsąc się przy tym, niepewnie usiadła, dla pewności opierając się plecami o szorstką korę i przez dłuższą chwilę kompletnie nie ufając własnemu ciału. W głowie miała kompletną pustkę, ale za wszelką cenę starała się ułożyć w myślach jakiś sensowny plan działania.
Była dziennikarką – a dziennikarz musiał myśleć praktycznie, nawet w tak chorej sytuacji.
Drżącymi dłońmi podniosła z ziemi zawieszoną na nadgarstku torebkę. Nie była pewna jakim cudem nie zgubiła jej w całym tym zamieszaniu, ale teraz nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Natychmiast rozpięła zamek, próbując odszukać telefon, ale jak na złość nie była w stanie znaleźć niczego, co chociaż trochę przypominałoby komórkę. Sfrustrowana, natychmiast odwróciła torebkę do góry dnem i wytrząsnęła zawartość na trawę, błędnym wzrokiem wodząc po kolejnych przedmiotach.
– Gdzie jesteś? Do cholery, gdzie… – wymamrotała, coraz bliższa płaczu. Na oślep błądziła dłońmi dookoła, zbyt zdenerwowana, żeby skupić na czymkolwiek wzrok. – Tak!
Niedbale zgarnęła zalegające na trawie rzeczy z powrotem do torebki, przewiesiła ją sobie przez ramię i ściskając telefon, znalazła w sobie dość siły na to, żeby stanąć na nogi. Krótko zerknęła na wyświetlacz i skrzywiła się, widząc zaledwie jedną kreskę zasięgu, jednak prawie natychmiast doszła do wniosku, że to lepsze niż nic. Grunt, że w ogóle mogła liczyć na jakąkolwiek możliwość kontaktu, ale w obecnych warunkach próba dzwonienia gdziekolwiek i tak nie wchodziła w grę. Wciąż ściskając w dłoni komórkę, zrzuciła szpilki, nie chcąc ryzykować upadku, gdy niewiele myśląc rzuciła się do ucieczki, przez cały czas mając wrażenie, iż za moment potknie się o własne nogi i wszystko zepsuje. Mięśnie jej drżały, a serce waliło jak oszalałe, ale Alyssa nie zamierzała poddać się słabości, w przypływie desperacji gotowa zrobić wszystko, byleby przeżyć.
Musiała uciec. Musiała zawiadomić policję. Musiała…
Gdzieś za plecami usłyszała kolejną serię warknięć, czyjś pełen bólu i gniewu krzyk, a potem całą wiązankę raniących uszy przekleństw. Kiedy na dodatek rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, a potem do jej umysłu wdarł się przenikliwy dźwięk alarmu, uświadomiła sobie, że walczący najprawdopodobniej uszkodzili samochód.
Szkoda, pomyślała i zapragnęła roześmiać się histerycznie. Dobry Boże, zamiast skupić się na tym, żeby walczyć o życie, przejmowała się tym, że mercedes mógł ucierpieć? Przecież i tak nie byłaby zdolna do tego, żeby do niego dotrzeć, a tym bardziej odjechać, nie wspominając już o tym, że nawet nie miała pewności, czy kluczyki zostały w stacyjce.
Nie była pewna, jak daleko udało jej się odbiec, zanim palenie w płucach i drżenie mięśni zmusiło ją do tego, żeby zwolnić i przynajmniej na moment się zatrzymać. Jedną dłoń wspierając na udzie, uniosła telefon i aż krzyknęła z radości, widząc, że zasięg wzmocnił się o kolejne dwie kreski. Wciąż znajdowała się w samym środku lasu, otoczona przez drzewa, nie mając najmniejszego pojęcia, gdzie się znajduje, ale nie dbała o to. Nie myślała również o tym, jak beznadziejnie zabrzmią jej wyjaśnienia, kiedy zacznie pleść trzy po trzy na temat dwóch walczących mężczyzn o bladych cerach i jarzących się na czerwono oczach, którzy potrafili złamać sobą nawzajem drzewo i na dodatek wyjść z tego cało.
Drżącymi dłońmi wystukała numer, wcześniej myląc się dwukrotnie. Za trzecim razem w końcu usłyszała sygnał łączenia, a chwilę później trzask odebranego połączenia.
– Dziewięćset jedenaście, słucham? – doszedł ją opanowany głos operatorki. Sztuczność wyćwiczonych już słów wydawała się obiecująca.
– Pomocy… – zaczęła, a przynajmniej spróbowała, bo głos miała w opłakanym stanie. Odchrząknęła, obojętna na ból i suchość w gardle, bezskutecznie próbując jakoś zapanować nad tonem i własnym ciałem. – Potrzebuję pomocy. Jestem…
Telefon bezceremonialnie został wyrwany z jej dłoni. Krzyknęła i odskoczyła do tyłu, oszołomiona pojawieniem się ciemnowłosego mężczyzny – tego samego, który wcześniej odepchnął od niej Doriana. Wciąż zdezorientowana, uprzytomniła sobie, że czerwień jego oczu przygasła na rzecz bardziej przystępnego, mlecznego brązu. Nieznajomy uważnie mierzył ją wzrokiem, samym tylko spojrzeniem mrożąc krew w żyłach i przyprawiając o palpitacje serca.
– Halo? – Do głosu operatorki wkradła się wątpliwość. – Jest pani tam? Proszę…
Alyssa nigdy nie miała usłyszeć zakończenia wypowiedzi, bo w tym samym momencie mężczyzna bezceremonialnie zmiażdżył telefon w dłoni. Dźwięk pękającej obudowy zabrzmiał dziwnie płasko i jakby z oddali, będąc niczym w porównaniu z wcześniejszymi warknięciami, hukami i trzaskami łamanych drzew.
– Całkiem już zgłupiałaś? – zapytał z rozdrażnieniem mężczyzna, rozluźniając uścisk i odrzucając od siebie to, co zostało z telefonu Ali. Drobne odłamki i części wewnętrznego mechanizmu cicho opadły na trawę. – Wierz mi, złotko, że policja jest ostatnim, czego oboje potrzebujemy.
– Nie zbliżaj się! – Machinalnie cofnęła się o krok. – Przysięgam, podejdź do mnie jeszcze bliżej, a wtedy…
Przystojną twarz bruneta rozjaśnił kpiarski uśmiech.
– Wtedy co? – zadrwił, wywracając oczami. – Spróbujesz mnie kopnąć, czy zemdlejesz? Dla twojego własnego bezpieczeństwa sugerowałbym ci to drugie.
Fakt, że najwyraźniej dobrze bawił się jej kosztem, zirytował ją do tego stopnia, że przez ułamek sekundy miała ochotę uderzyć go w twarz. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że to raczej nie najlepszy pomysł, ale była gotowa zrobić wszystko, byleby zniknął ten irytujący uśmieszek.
Mężczyzna przesunął się ku niej, ale nie zamierzała pozwolić mu się do siebie zbliżyć. Pod wpływem impulsu odwróciła się na pięcie, po czym rzuciła się do ucieczki, chociaż podświadomie wiedziała, że to nie ma najmniejszego sensu. Gdzieś za plecami usłyszała rozdrażnione sapnięcie, ale nie zwróciła na nie najmniejszej uwagi. Nie zdążyła nawet mrugnąć, a tuż obok niej przemknęła znajoma jej już, rozmazana smuga, kiedy brunet wyminął ją i zagrodził jej drogę.
– Naprawdę? – zapytał z kolejnym teatralnym westchnieniem. – Jestem szybszy. Zdawało mi się, że tyle zdążyłaś już zaobserwować.
– Daj mi spokój! – warknęła, odwracając się po raz kolejny; skręciła w lewo, ale i tym razem brunet pojawił się przed nią. – Zostaw mnie! – jęknęła, coraz bardziej podenerwowana i zdesperowana.
Odpowiedziało jej urażone, pełne niedowierzania westchnienie. Dając sobie spokój z kolejnymi próbami ucieczki, Alyssa zaczęła się cofać, w duchu modląc się, żeby mężczyzna w końcu został na swoim miejscu i więcej nie próbował się do niej zbliżać. Niestety, facet miał najwyraźniej skłonność do robienia innym na przekór, bo bez chwili wahania – wciąż uśmiechając się w ten niepokojący sposób – ruszył naprzód, sprawiając, że czuła się tak, jakby brała udział w idiotycznej, pozbawionej sensu grze, której nie miała prawa wygrać. Kiedy ona się cofała, on robił krok do przodu, przez co dzieląca ich odległość pozostawała wciąż taka sama.
Co powinna była zrobić? Machinalnie zacisnęła dłonie w pięści, zastanawiając się, co takiego stałoby się, gdyby jednak spróbowała się na niego rzucić. W najlepszym wypadku może zdołałaby złamać mu nos, chociaż bacząc na to, że nawet drzewa ustępowały pod ciężarem jego ciała, pewnie raczej pogruchotałaby sobie kości, nie czyniąc mu przy tym żadnej krzywdy. W zasadzie wątpiła, żeby zdołała się zbliżyć do niego chociażby na milimetr, bo albo by uskoczył, albo – znów poruszając się w niemożliwie szybki sposób – pochwyciłby ją w pasie, zanim zdecydowałaby się, co takiego powinna zrobić.
Aż zaparło jej dech, kiedy uderzyła plecami o konar drzewa. Przywarła do chropowatej powierzchni, wciąż zaciskając dłonie w pięści i to tak mocno, że poczuła ból wbijających się w skórę paznokci. Zauważyła, że ciemne tęczówki mężczyzny na ułamek sekundy spoczęły na rękach dziewczyny, a oczy jakby pociemniały w odpowiedzi na kropelki krwi, które pojawiły się na bladej skórze. Co prawda od razu nad sobą zapanował i teraz wodził wzrokiem po całej sylwetce, dosłownie pożerając ją wzrokiem, ale i tak nogi omal nie odmówiły jej posłuszeństwa, kiedy podchwyciła jego wygłodniałe spojrzenie.
– Kim jesteś? – zapytała, zadając pierwsze pytanie, które przyszło jej do głowy. W ten sposób było łatwiej, poza tym miała przynajmniej pozorne wrażenie tego, że chociaż w niewielkim stopniu panuje nad sytuacją.
– To zależy – odparł, ostrożnie dobierając słowa. – Mogę być twoim przyjacielem albo najgorszym koszmarem. W tej kwestii pozostawiam ci pełną dowolność.
Dupek. Pieprzony, seksowny dupek, pomyślała i ledwo powstrzymała się od wypowiedzenia tych słów na głos. Może niekoniecznie drugiej części, ale pierwsze wrażenie byłoby jak najbardziej uzasadnione.
– Czego ode mnie chcesz? – drążyła, nie spuszczając z niego wzroku. Zaczęła stopniowo przesuwać się w lewo, starając się dyskretnie okrążyć pień. – Dlaczego…?
– Jej, ty naprawdę jesteś dziennikarką – przerwał jej, kręcąc z niedowierzaniem głową. Otworzyła usta, zaskoczona tym, że mógł o niej cokolwiek wiedzieć, ale tym razem nie dał jej dojść do słowa: – Posłuchaj. Mamy mało czasu, a ja nie jestem w stanie ci teraz wszystkiego wyjaśnić. Ważne jest to, że właśnie ocaliłem twoją marną, ludzką egzystencję, co już samo w sobie zasługuje na przynajmniej odrobinę wdzięczności z twojej strony. Co prawda nie oczekuję, że będziesz mi dziękować, zwłaszcza w świetle tego, co zamierzam zrobić, ale i tak…
Nagle urwał i zaklął pod nosem, niespokojnie oglądając się za siebie. Alyssa natychmiast wykorzystała chwilę jego nieuwagi, żeby podjąć jeszcze jedną, desperacką próbę ucieczki. Rzuciła się przed siebie, nie dbając o to, że biegnie boso, a ostre odłamki kaleczą stopy, utrudniając poruszanie się. Czuła przenikliwy chłód, poza tym dobrze wiedziała, że czarną koronkową sukienkę ma w strzępach, ale to w tym momencie miało dla niej najmniejsze znaczenie. Biegła przed siebie, drążąc i mrugając pośpiesznie, żeby zapanować nad cisnącymi się do oczu łzami, strachem oraz gniewem na samą siebie. Dlaczego nie mogła dać sobie spokoju z facetami, zwłaszcza, że Dorian od samego początku wydawał się niebezpieczny? Co prawda zawód, który sobie wybrała, wymagał odrobiny fantazji i skłonności do podejmowania ryzyka, ale i tak…
– Alyssa, do cholery! – usłyszała za sobą podenerwowany głos mężczyzny. Omal nie popłakała się z frustracji, kiedy pojęła, że najprawdopodobniej jest tuż za nią. – Zatrzymaj się! Powiedziałem, żebyś się zatrzymała! – powtórzył, ale z jakiegoś powodu nie próbował jej dogonić.
Jeszcze czego! Może jeszcze owinę się wstążeczką, żeby było bardziej estetycznie?!
Musiałaby całkiem postradać zmysły, żeby w ogóle brać pod uwagę podporządkowanie się do tego, czego oczekiwał od niej brunet. W końcu miała swoją szansę, a potem…
Właśnie wtedy na jej drodze wyrosła Chloe. Pojawiła się znikąd i już samo to wystarczyło, żeby Alyssa straciła równowagę, potykając się o własne nogi. Starając się wyhamować, jednocześnie spróbowała skręcić i omal nie przypłaciła tego manewru bolesnym spotkaniem z kolejnym drzewem. Nie rozumiała, dlaczego drobna dziewczyna napawała ją większym niepokojem, niż możliwość ponownego spotkania z ciemnowłosym mężczyzną albo Dorianem, jednak z jakiegoś powodu była gotowa zrobić wszystko, żeby zejść tej przerażającej istocie z oczu.
Pod wpływem impulsu obejrzała się za siebie. Dostrzegła swojego wybawcę oraz niedoszłego mordercę, który po raz kolejny zaatakował, jeszcze bardziej rozzłoszczony niż na początku. Przez ułamek sekundy Ali poczuła chęć, żeby zawrócić i mimo wszystko spróbować brunetowi pomóc, ale przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie niczego zrobić. Biegnij, głupia!, nakazała sobie stanowczo, na oślep prąc przed siebie. Wzrok dziewczyny raz po raz uciekał w stronę walczących, kiedy zaś dostrzegła, że Dorianowi udało się odepchnąć od siebie swojego przeciwnika, wyrwał jej się cichy jęk.
– Chloe! – zawołał, stanowczo kiwając głową w stronę Alyssy.
Dziewczyna natychmiast odwróciła się we wskazanym kierunku, wbijając w Ali swoje przerażające, lśniące oczy. Na jej ustach pojawił się piękny, okrutny uśmiech, który – ku zaskoczeniu Alyssy – doskonale pasował do tej drobnej postaci. Serce natychmiast podskoczyło jej do gardła, mięśnie spięły się do granic możliwości, a ciało jeszcze bardziej panicznie zaczęło wyrywać się do ucieczki.
– Nie! – zaoponował brunet, nagle materializując się u jej boku. Zdążyła zaledwie krzyknąć, kiedy bezceremonialnie chwycił ją za ramię, wciągając za najbliższe drzewo. Instynktownie szarpnęła się, ale ramiona mężczyzny i tak owinęły się wokół jej talii. Chwilę później nieznajomy obrócił ją, aż praktycznie wpadła mu w ramiona. Trzymał ją delikatnie, niczym kochanek, kiedy zaś do tego wszystkiego poczuła na szyi jego lodowaty, słodki oddech, doszła do wniosku, że jest coraz bliższa tego, żeby stracić przytomność. – Cokolwiek będzie się działo, nie szukaj mnie, a tym bardziej ich. Kiedy tylko będziesz mogła, masz stąd uciekać. Rozumiesz, Alysso? Musisz uciekać – wyszeptał nerwowo, wzmagając uścisk do tego stopnia, że ledwo mogła oddychać. – Będziesz wiedziała, gdzie biec… A przynajmniej mam taką nadzieję.
Chciała go zapytać, co takiego miał na myśli, ale nie miała po temu okazji. Wargi mężczyzny nagle znalazły się na szyi dziewczyny, kiedy nachylił się, żeby ją pocałować, ale…
Nie, on jej nie pocałował. On ją ugryzł.
Kiedy ostre zęby przebiły cienką skórę na szyi, Alyssa miała wrażenie, że ktoś nagle wrzucił ją wprost w płomienie. Krzyknęła, próbując odepchnąć od siebie swojego przeciwnika, jednak z równym powodzeniem mogłaby siłować się z najbliższą ścianą. Zaraz po tym coś przycisnęło się do jej ust, tak gwałtownie, że omal się nie udławiła. Poczuła słodycz na języku, kiedy coś – jakiś cudowny, chociaż przyprawiający o mdłości płyn – znalazł się w jej gardle, nie dając szans na to, żeby zwymiotowała. Obejmujące ją ramiona zniknęły, ale prawie nie była tego świadoma, podobnie zresztą jak i momentu, w którym bezwładnie wylądowała na ziemi. Jedynym, z czego zdawała sobie sprawę, był palący ból, który w zawrotnym tempie rozprzestrzeniał się po całym ciele.
Gdzieś w oddali usłyszała ciche kroki, a potem wyczuła przy sobie obecność więcej niż jednej osoby. Na wpół przytomna, ledwo rozpoznała głos Chloe, ale nie była w stanie rozpoznać poszczególnych, wypowiedzianych przez dziewczynę słów.
Zanim Alyssa straciła świadomość, poddając się kolejnej oszałamiającej fali bólu, zdążyła jeszcze usłyszeć rozdzierający, pełen bólu wrzask.
Chwilę zajęło mi poprawienie tego rozdziału, tym bardziej, że musiałam podjąć decyzje do sposobu przedstawienia wampirów w tej historii. Mam już pewien zamysł, ale czas pokaże, czy okaże się dobry – mam nadzieję, że tak.
Dziękuję za wszystkie komentarze, nie tylko pod ostatnim rozdziałem, ale wszystkimi innymi. Witam nowych czytelników i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej. Historia powoli nabiera tempa, co bardzo mnie cieszy, bo bardzo zależy mi na tym projekcie.
Przy okazji chciałabym podziękować Frixowi, który jest taki dobry, że pokusił się o betowanie moich autorskich historii. Dziękowałam i dziękować będę. Na razie efekty jego pracy można zaobserwować w prologu tej historii, ale z czasem również z rozdziałów zostaną wyeliminowane literówki i powtórzenia, których – ja, niedobra istota z nadmiernymi opisami – po prostu nie zauważam. Tym bardziej jestem wdzięczna osobom, które na co dzień podsyłają mi pewne uwagi, tym samym czyniąc to opowiadanie lepszym.
Na dzisiaj to chyba wszystko. Kolejny rozdział planuję na weekend, więc do napisania!

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Witam...
      Ej, no jestem i tutaj. Ja taka nie dobra. Nie wiem kiedy uda mi się przeczytać od razu. Ale jeden dzień to chyba nie tak długo, prawda? Czekam na zwiastun wciąż i wciąż, a tu co? Nico :c
      Nie wiem jak zachowałabym się na miejscu Ali i chyba nie chcę wiedzieć. Chociaż z drugiej strony... Jeśli by mieć takiego obrońcę... Ewentualnie obrońcę jak Ian, w tym przypadku jest Nicholas... Cholerka, to chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji ^^ A może też nie?
      Człowiek w takich sytuacjach nie myśli racjonalnie. Chce się ratować. I choć Alyssa wie, że nie ma szans w starciu z mężczyzną i tak ucieka, mając nadzieję, że może jednak. Chęć przetrwania zawsze jest silniejsza. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Nikt się pod tym podpisywać nie musi :)
      "Dupek. Pieprzony, seksowny dupek" Tak! Tak to się właśnie robi :D Chętnie bym zobaczyła minę tego dupka gdyby wypowiedziała to na głos :D
      Na forever cieszyłam się z normalnego zakończenia, ale tu oczywiście musiało być! Nic, tylko Cię udusić! Poprawiaj czwórkę i dodawaj. Już już. Szybciutko :3 Nie mam żadnych zastrzeżeń do III, moja droga. Wszystko jest idealnie, a i błędy tylko dwa udało mi się znaleźć. Wprawdzie czytałam rozdział na kilka rat, bo rodzinka, ale i tak bardzo mi się podoba :3 I ta walka... Aż sobie wyobraziłam jak te drzewa się łamią niczym patyczki.
      I powtórzę, że naprawdę cieszę się, że zaczęłaś to od nowa. Teraz wiem, że wiele bym straciła. No i trzymam kciuki za to, by wszystko wyszło wręcz idealnie :3


      Ściskam,
      Mrs.Cross!

      PS. Tu też nie ma kotów? O.o Mam przestać czytać czy jak?

      Usuń
  2. Mojeee... Nie, wcale tu nie wpadałam co jakiś czas (nie co pięć minut xD), by sprawdzić czy nie ma rozdziału c:
    (Nadal cholernie wystraszona), ale zadowolona z rozdziału :D
    Crazy Girl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, Kochana :*
      PROLOG
      Czytam i czytam… :D Ten prolog jest tak samo cudowny jak wtedy, gdy czytałam go po raz pierwszy C:
      Te błękitne oczy… Ach <3 Jak dzięki temu opowiadaniu przyśni mi się taki sen chyba przez tydzień będę chodzić z uśmiechem na twarzy xD
      ROZDZIAŁ 1
      Kurde… Carlos wręcz wymusił na Michaelu, by złożył mu obietnicę. Cóż, może relację między resztą klanu Sorenti(tak wgl świetne nazwisko!), a samym Carlosem nie są idealne, ale widać, że Michael kocha brata mimo wszystko i się o niego martwi.
      ROZDZIAŁ 2
      Mary to taka pogodna istota :D
      Ali podekscytowana tą randką. No, ale chyba nie dałoby rady inaczej c: (Tym bardziej, że jeździ czarnym mercedesem. Kocham mercedesy )
      A szkoda, że to się tak wszystko skończyło :/
      ROZDZIAŁ 3
      Cholera. Alyssa w ciągu tego jednego wieczoru przeżyła dużo. „Musisz uciekać”… Tak po prostu ją zostawił z tymi dwoma słowami. Ech.
      (Tak. Chaotycznie i trochę dziwnie. W moim przypadku to chyba norma, co?)
      Pozdrawiam i weny życzę,
      Crazy Girl.

      Usuń
  3. Trzecie miejsce jest moje<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej<3
      Jakbyś nie mogła się wstrzymać z dodaniem nowego rozdziału jeszcze trochę czasu. Mogłabym na spokojne skomentować dwójeczkę, a potem dodać śliczny komentarz pod trójką, a tak muszę dwa pod jednym! :p
      Jestem za to dumna, że drugi dostałam jako pierwsza. Jeszcze przed oficjalna premiera na blogu. *to się nazywają znajomości.😎*
      Wcale nie jestem zdziwiona, że się nie może skupić na niczym. Jakby mnie Dem... cholera, Dorian zaprosił na randkę też bym się nie mogła na niczym skupić. Wiesz, stare przyzwyczajenie zostaje. xD
      Ktoś chyba lubi sportowe autka, hm?;> Ale no nie będę narzekać, bo kto nie lubi jeździć takimi fajnymi, drogimi samochodami, które cudnie mruczą, kiedy jeżdżą?^^
      Mam ochotę coś Ci zrobić za to, że kończysz w takim momencie, ale zaraz będę czytać kolejny rozdział.
      Ten bardzo mi się podobał. Nadal nie wiem po jaką cholerę jest im potrzeba Alyssa. Ale akurat tego się dowiemy później.^^
      I Carlos wkracza do akcji! Jak tu tego faceta nie uwielbiać? Nie dość, że przystojny to jeszcze dobrze wychowany i wie, kiedy się pojawić, aby uratować damę z opresji! :3
      Poza tym jak ja się mam skupić na czytaniu, kiedy na górze taki cudowny gif z Josephem? .-.
      O nie, zniszczyli to fajne autko. Jak mogli coś takiego zrobić. ,_,
      A teraz ładnie proszę mi poprawiać czwarty rozdział:D
      Przebrnęłam szybko przez trójkę, a końcówka... Dobra, czyżby Carlos zrobił komuś poważna krzywdę, a może to oni zrobili jemu krzywdę?
      Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział, a Tobie życzę weny i czasu!:* <3

      Gabi.

      (Trochę chaotycznie. I'am sorry c:)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Uczyniłaś mój dzień piękniejszym, dziękuję :) Czytam z przyjemnością!
      Wciąga.

      Usuń
  5. No kurde, a już myślałam, że będzie chociaż podium. Piąteczka dla mnie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie, na liście jestem jako piąta, a komentarz publikuję pierwsza. Ironia!!

      Dziewczyno, masz talent, a ten rozdział to mistrzostwo świata <3 Opowiadanie mega! Czytałam z zapartym tchem. Przez cały dzień będę myśleć co się wydarzy później czy Alyssa zdoła uciec, czy może ktoś jej pomoże. Zdziwiło mnie zachowanie mężczyzny, który daje dobre rady, „masz uciekać” a później ją gryzie. Dziewczyna nie ma siły biec, no nie wiem, może tak miało być. Chodzi mi o to, że on uznał, że tak będzie lepiej, no ale sorry ona jeszcze chwilę temu była bliska śmierci, dusił ją. Opowiadanie naprawdę dobre, czytało się nieźle. Co Ci jeszcze powiedzieć. Zaskakujesz, piszesz świetnie, opisy nie przynudzają, dialogi też. Fajnie się czyta, miła odskocznia od codzienności. No i dlatego wampiry walczą ze sobą? Mają jakieś spięcia, czy może ich powodem jest Alyssa. Czekam na więcej! Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Jestem i tu c: Nie chciałam mieć zaległości, a tu proszę, trzy rozdziały do tyłu. To dowodzi albo mojemu lenistwu, albo temu, że jesteś niewyżyta i wrzucasz rozdziały tak często, że człowiek nie może się ogarnąć :p
    Dorian. Nadal nie lubię tego imienia. Nope. Zbyt wiele złych wspomnień. (Wybacz, Dorianku z "Penny Dreadful", ciebie akurat uwielbiam.) I jak widać moja awersja wcale nie jest bezpodstawna. Doriany to zakłamane, groźne bestie.
    Ta randka od razu zapowiadała się źle. Szkoda biednej Alyssy. Dziewczyna tak długo czekała na kogoś odpowiedniego, a trafiła na dupka, właściwie to dwóch dupków, którzy... A no też właśnie. Zaden z nich nie jest takim zwykłym dupkiem, który łamie serca. Oni łamią karki. A w międzyczasie również przemieniają biedne niewiasty w wampiry. No cóż, zdarza się. Ewolucja, te klimaty. Z seksownych dupków zrobili się nieseksowni, na dodatek z kłami.
    Świetnie opisana akcja. Po prostu wow. Opis walki bardzo realistyczny, no ale co tu się dziwić. Przecież to dla ciebie takie typowe. Niemniej nadal cię podziwiam za tę zdolność.
    Carlos, Carlos, co ty robisz, debilu? Gdybyś nie miał mordki Josepha to sama bym ci przywaliła.
    Dobra, nie przeciągam, lecę dalej.

    Buziaki!
    Wiecznie spóźniona Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  7. W ogóle, jak możesz być tak niedobra i kończyć w takim momencie, co? C: A zresztą, co ja narzekam, mam jeszcze rozdziały przed sobą przecież. XD
    Dalej upajam się Twoimi opisami. Takie barwne i plastyczne.
    Opis walki wyszedł ci naprawdę dobrze. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jakbym się zachowała na miejscu Ali.
    Ach, biedna dziewczyna, oj biedna...

    OdpowiedzUsuń