30.07.2016

Rozdział IV

ALYSSA
Ból ją oszałamiał.
Cierpienie raz po raz wzmagało się, przypominając trochę nawracającą falę, która zalewała jej ciało, paraliżując i obezwładniając. Alyssa miała wrażenie, że dryfuje w ciemnościach, odcięta od wszelakich zmysłów, może pomijając czucie. Czuła się tak, jakby z jakiegoś powodu oddzielono ją od organizmu, chociaż taka możliwość wydawała się nie mieć racji bytu. Gdyby nie była materialna, nie czułaby bólu.
Doświadczenie przypominało trochę znajome zapadanie w pustkę, takie samo, jakiego doznawała w swoich dziwnych snach. Tym razem również czuła, że spada, ale zamiast w ciemność, stopniowo zatracała się w tym wszechogarniającym cierpieniu. W którymś momencie straciła poczucie czasu, wręcz zaczynając wątpić w to, czy coś podobnego w ogóle istnieje. Kolejne sekundy wydawały się ciągnąć w nieskończoność, przepełnione paraliżującym bólem i strachem. Już nie była w stanie zapanować nad własnymi emocjami, nie widziała zresztą sensu w tym, żeby próbować. W zasadzie nie była pewna, czy istniał powód do walki o cokolwiek, zwłaszcza o samą siebie, skoro najprawdopodobniej była martwa.
Martwa…
To jedno słowo odbiło się echem w umyśle dziewczyny, dziwnie zwielokrotnione. Jeśli to była śmierć, to w takim razie z jakiegoś powodu została skazana na piekło. Nie rozumiała, co takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na takie cierpienie, ale pal to licho. Życie nigdy nie było sprawiedliwe, a ona nieświadomie rozgniewała kogoś tam na górze, chociaż nie potrafiła przypomnieć sobie kiedy i co takiego zrobiła, skoro teraz musiała płacić za to tak okrutną cenę. Najwyraźniej ktoś bardzo jej nie lubił, ale tym również nie czuła się specjalnie zdziwiona. W końcu już od urodzenia była niechciana; w innym wypadku nie spędziłaby dzieciństwa w domu dziecka, przerzucana z jednej rodziny zastępczej do innej, niczym niechciana zabawka, która nudzi się po kilku zaledwie miesiącach.
A ostatecznie na pewno nie wylądowałaby tutaj.
Ból nie ustawał, wciąż na przemian to przybierając, to tracąc na sile. Miała wrażenie, że kilka razy straciła przytomność, ale nie miała pewności, czy coś podobnego w istocie miało miejsce. Kiedy wracała świadomość, zmysły i tak okazywały się bezużyteczne, oszołomione przez palący ból, nie opuszczający jej nawet na moment. W którymś momencie chyba nawet zaczęła się do niego przyzwyczajać, jeśli oczywiście to było możliwe. Nie wyobrażała sobie, jak można oswoić się z cierpieniem, ale najwyraźniej wszystko było o wiele bardziej skomplikowane, aniżeli do tej pory się wydawało. Ostatnie wydarzenia, które majaczyły gdzieś na granicy świadomości, wybitnie potwierdzały, że tak naprawdę nie wiedziała, czym jest życie – i prawdopodobnie nigdy nie miała mieć okazji tej wiedzy uzupełnić.
Nie miała pojęcia czy krzyczała, czy może tylko wiła się w milczeniu, pozostawiając swój ból wyłącznie dla siebie. Wiedziała jedynie, że w którymś momencie została sama, chociaż nie potrafiła stwierdzić, skąd to wie. Czasami miała wrażenie, że zbliża się przebudzenie, a świat realny jest na wyciągnięcie ręki, ale mimo usilnych starań nie wiedziała jak do niego dotrzeć. Za każdym razem ból ponownie spychał ją w ciemność, przecinaną szkarłatnymi pasmami nieskończonego cierpienia.
Jeśli płonęła, dlaczego to trwało tak długo? Swoją drogą, ciekawe jak wiele czasu minie zanim ktoś dostrzeże płomienie w lesie i się tym zainteresuje. Nawet jeśli w końcu do tego dojdzie, to i tak będzie dla niej za późno. Pewnie minie mnóstwo czasu zanim ktoś zidentyfikuje zwęglone zwłoki, jeśli oczywiście w ogóle do tego dojdzie. Martwiło ją trochę to, że ostatecznie skończy jako kupka popiołów, ale może tak było lepiej; w końcu niektórzy wiele by dali, żeby zostać skremowanym, chociaż sama nigdy nie cieszyła się podobnymi pragnieniami. Tym bardziej nie myślała o tym, że zakończy swój żywot w wieku zaledwie dwudziestu lat, a umierać przyjdzie jej w takich warunkach, ale na to jeszcze była w stanie przymknąć oko.
Och, gdyby przynajmniej tak nie bolało. Była gotowa oddać wszystko, byleby w końcu zaznać spokoju, zapaść się w ciemność…
Nigdy nie była religijna, ale w tamtym momencie zaczęła modlić się w duchu o szybką śmierć oraz to, żeby nareszcie przestać cokolwiek czuć. Modliła się, błagała i szlochała, pragnąc zaznać jakże upragnionego ukojenia, to jednak nie nadchodziło. Ból wciąż pozostawał wszechobecny, aż w końcu Alyssa zaczęła godzić się z tym, że się od niego nie uwolni. Najwyraźniej cierpienie już zawsze miało stanowić cały jej świat, niezależnie od tego, czy sobie na to zasłużyła, czy też nie.
Z bolesnym westchnieniem, w pełni poddała się wszechogarniającej pustce. Pragnęła zacząć spadać, dokładnie tak jak we śnie, w nadziei, że może przynajmniej będzie jej dane zobaczyć piękną twarz anioła ze swoich wspomnień – chociaż raz spojrzeć w jego niebieskie oczy, które w jakiś pokrętny sposób stanowiły najcenniejszy, starannie pielęgnowany przez nią w pamięci obraz. Gdyby znów mogła zacząć spadać wraz z tajemniczym nieznajomym, nawet najgorsze katusze przyjęłaby z wdzięcznością. Gdyby tylko mogła…
Ale nie była w stanie.
Chociaż była gotowa przysiąc, że czeka całą wieczność, ciemność pozostawała dokładnie taka sama, jaką od początku była. Również ból utrzymywał się na jednym poziomie, rozrywając jej ciało i drażniąc już i tak nadwyrężone nerwy, ale do tego zaczynała przywykać, nawet jeśli ta świadomość miała w sobie coś niepokojącego, co niezmiennie napawało ją lękiem.
Była ciemność, była ona – i był ból.
Niczego więcej.
Już nigdy więcej…
~*~
Świadomość wróciła nagle, chociaż Alyssa nie przypominała sobie, żeby traciła przytomność. Drżąc i powoli przywykając do tego, że znów czuje swoje ciało, potrzebowała dobrych kilku sekund, zanim uświadomiła sobie, że coś się zmieniło. Kiedy w końcu zrozumiała, to odkrycie oszołomiło ją do tego stopnia, że przez następnych pięć minut była w stanie jedynie leżeć, niezdolna do tego, żeby poruszyć się chociaż o milimetr.
Czekała, wręcz ogłuszona spokojem, który zapanował, kiedy ból zniknął. Alyssa czuła, że gdyby tylko zechciała, mogłaby napiąć mięśnie, a może nawet się podnieść, ale nie potrafiła się na to zdobyć, trwając w przekonaniu, że to jedynie chwilowa ulga, a koszmar rozpęta się na nowo, gdy tylko zdecyduje się ruszyć. Leżała, całą sobą chłonąc uczucie lekkości, które wypełniło całe ciało dziewczyny, sprawiając, że wydawało jej się, iż unosi się w powietrzu albo dryfuje w tej wszechogarniającej ciemności. Teraz wiedziała również, że ma zamknięte oczy i wręcz kurczowo zaciska powieki, ale pozwoliła sobie zaledwie na rozluźnienie mięśni. Powoli wypuściła powietrze z płuc, niczym mantrę powtarzając sobie, że teraz najważniejsze jest zachowanie spokoju, jeśli nie chce przypadkiem doprowadzić do tego, żeby znów wszystko ją bolało.
Z tym, że mimo upływu czasu, ból nie wracał, a Ali wcale nie czuła się tak, jakby przez ostatnie godziny wiła się w męczarniach, błagając kogokolwiek o litość i szybką śmierć. Wspomnienie katuszy jawiło się w mglisty sposób, tak zamazane i odległe, jakby przydarzyło się komuś innemu, w jakimś innym życiu. Kiedy odważyła się zaryzykować i na próbę napięła mięśnie ramion, nie poczuła niczego, prócz pragnienia, żeby wesprzeć się na łokciach i w końcu oderwać twarz od podłoża. Czuła smak ziemi w ustach, a ciągłe muskanie czegoś, co miała pod policzkiem, i co chyba było źdźbłem trawy, zaczynało doprowadzać ją do szaleństwa.
Kolejne nieznośne minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Podjęcie decyzji o tym, żeby w końcu otworzyć oczy, przyszło jej z trudem, ale gdy w końcu się na to zdobyła, poczuła się trochę lepiej. Sądziła, że będzie mieć problem z przyzwyczajeniem źrenic do ewentualnego jasnego oświetlenia, dlatego rozchyliła powieki jedynie nieznacznie, gotowa natychmiast je zamknąć, to jednak okazało się zbędne. Uspokojona, w końcu otworzyła oczy w pełni, żeby przekonać się, że wciąż leży na leśnym podszyciu, a dookoła króluje noc.
Alyssa wzięła kilka głębszych wdechów, próbując uspokoić swoje rozkołatane serce. Nieszczęsny narząd trzepotał się tak rozpaczliwie, jakby za moment miał połamać jej żebra, przedrzeć się przez skórę i wyrwać gdzieś na zewnątrz. Oszołomiła ją cała gama różnorodnych zapachów – przede wszystkim znajoma świeżość lasu, ale również kilka innych woni, których nie była w stanie zidentyfikować. Zdezorientowana, zmusiła swoje ciało do współpracy, po czym wsparła się na rękach, powoli podnosząc do pozycji siedzącej. Wciąż pełna wątpliwości, zaryzykowała poderwanie się na równe nogi, do samego końca podejrzewając, że jednak straci równowagę albo znów oszołomi ją palący ból. Nie rozumiała, co takiego się wydarzyło, ale panujący dookoła spokój wydawał się co najmniej nienaturalny. Fakt, że od chwili przybycia do lasu, musiało minąć co najwyżej kilka godzin, dezorientował ją jeszcze bardziej, zwłaszcza, że chwile cierpienia jawiły się w jej umyśle jako cała wieczność.
Zważając na każdy swój ruch, Alyssa uważnie rozejrzała się dookoła. Zauważyła swoją torebkę, leżącą kilka metrów od miejsca w którym upadła, ale nie zwróciła na nią większej uwagi – w końcu i tak nie znalazłaby tam niczego, co mogłaby wykorzystać w obecnej sytuacji. Już nie miała telefonu, chociaż uparcie nie chciała wracać pamięcią do tego, jak straciła komórkę… I to nie tylko dlatego, że wspomnienie Doriana, tamtego ciemnowłosego mężczyzny oraz tej dziwnej dziewczynki – wszystkich pięknych i o tych niesamowitych, jarzących się czerwienią oczach – jawiło jej się niczym pokręcony, przyprawiający o dreszcze koszmar. Może gdyby obudziła się w innym miejscu, uwierzyłaby, że to w istocie wytwór wyobraźni, ale w obecnej sytuacji…
Zamknęła oczy i mimowolnie skuliła się, kiedy świeże wspomnienia zalały otępiały umysł dziewczyny. Kolejne sceny w zawrotnym tempie przewijały się przed oczami dziewczyny, jakby na wewnętrznej stronie powiek znajdował się wirtualny ekran na którym właśnie rozpoczęła się projekcja. Alyssa zadrżała i spróbowała odsunąć od siebie niechciane myśli, ale nagle okazało się, że nie jest do tego zdolna. W głowie miała nienaturalnie dużo miejsca, co jeszcze bardziej ją dezorientowało. Nie miała pojęcia, co się z nią stało, ale czuła się… inaczej.
Nie potrafiła zapanować nad mętlikiem, chociaż z zaskoczeniem odkryła, że jest w stanie myśleć o kilku rzeczach jednocześnie i to bez większego wysiłku. Drżąc, zaczęła głęboko oddychać, ale chociaż ciało domagało się tlenu, powietrze zdawało się obojętnie przesuwać wzdłuż gardła do płuc, nie przynosząc upragnionego ukojenia. W chwili, w której zdecydowała się ponownie otworzyć oczy, zauważyła, że mimo ciemności wszystko wkoło jest aż nadto wyraźne; była w stanie określić kształty i kolory nawet tych drzew, które znajdowały się dobrych kilkadziesiąt metrów od niej, skryte w panującym dookoła mroku. Przyglądając im się, nieświadomie zaczęła liczyć igły jednej z sosen, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że w zaledwie kilka sekund udało jej się doliczyć do setki. Natychmiast odwróciła wzrok, dla odmiany wbijając spojrzenie w ziemię i we własne stopy. Była boso, ale nie czuła bólu, chociaż usiana drobnymi kamyczkami, gałązkami i igłami drzew ściółka, powinna przynajmniej odrobinę drażnić odsłoniętą skórę.
Palce Alyssy machinalnie powędrowały do gardła. Przełknęła ślinę i skrzywiła się, czując palący ból w krtani. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem aż do tego stopnia chciało jej się pić, ale doświadczenie bynajmniej nie należało do przyjemnych. Szlag, nawet w swoje osiemnaste urodziny, kiedy wraz z Mary wybrała się do baru i trochę przesadziła z alkoholem, nie czuła się później aż tak tragicznie. Jeśli miała być ze sobą szczera, zdecydowanie bardziej wolałaby obudzić się z pękającą głową i kacem, niż na wpół naga i zdezorientowana tkwić w środku tego lasu. Było jeszcze pragnienie – tak silne, że w jednej chwili stało się całym jej światem, będąc niczym echo wcześniejszego bólu, chociaż w intensywności w żadnym stopniu do niego nieporównywalne. Pragnienie tak silne, że...
No cóż, że byłaby w stanie zabić, żeby tylko je zaspokoić.
Masując gardło, próbowała wyczuć pod palcami cokolwiek odbiegającego od normy – lepkość krwi albo otwartą ranę w miejscu, gdzie wbiły się zęby tamtego mężczyzny – ale skóra wydawała się równie gładka i miękka, co zazwyczaj. Alyssa westchnęła cicho, bezskutecznie starając się doszukać sensu w tym, co działo się z nią i jej ciałem. Nie potrafiła nawet określić, co wydarzyło się przed tym, jak straciła przytomność, a co dopiero zaplanować jak powinna postępować dalej. Chociaż ból gardła ją rozpraszał, wiedziała, że najpierw musi wydostać się z tego lasu, niezależnie od tego, czy plan wydawał się dobry i łatwy jedynie w teorii. Wszystkie drzewa wyglądały tak samo i Alyssa sama już nie wiedziała, w którym kierunku powinna się udać. Swoją drogą, kiedyś słyszała, że gdy zgubi się w lesie, najlepiej zostać w miejscu i czekać na pomoc, ale w tym przypadku to wydawało się samobójstwem. Przecież nikt nie miał pojęcia, gdzie się znajdowała – i to łącznie z nią samą. Mary co najwyżej orientowała się, że jej najlepsza przyjaciółka i współmieszkanka w jednym, pojechała na randkę z facetem, którego znała kwadrans. Jeśli chodziło o żałosną próbę rozmowy z operatorką, wolała nawet o tym nie myśleć.
Zważając na każdy swój ruch, przeszła kilka kroków, żeby dostać się do swojej torebki. Z ulgą przyjęła fakt, że ciało i mięśnie pozostawały jej w pełni posłuszne, pomimo tego, że wciąż obawiała się, iż nagle wydarzy się coś, co znowu powali ją na ziemię. Poruszanie przychodziło Alyssy z łatwością, a ona sama czuła się tak, jakby płynęła w powietrzu. Niejednokrotnie wcześniej słyszała, że jest zgrabna, ale tym razem dodatkowo sama postrzegała się w ten sposób, nawet jeśli myślenie o takich drobiazgach wydawało się czymś idiotycznym.
Kucając, żeby podnieść torebkę, przypadkiem musnęła palcami coś, co wydało się co najmniej dziwne. Natychmiast poderwała się na równe nogi, oszołomiona tym, że zamiast odskoczyć kawałek, nagle wylądowała dobrych pięć metrów dalej – i to na dodatek w ułamku sekundy. To niemożliwe. Jesteś w szoku i taka jest prawda, skarciła się w duchu, ale chociaż myśl ta wydawała się sensowna, Alyssa czuła, że to jedno wielkie kłamstwo. Nie chcąc dodatkowo zadręczać się i tym, mocno przycisnęła torebkę do piersi, po czym spróbowała odszukać wzrokiem to, co ją zaniepokoiło. Chociaż zmysły miała nienaturalnie wyostrzone, to i tak potrzebowała dłuższej chwili, żeby wypatrzeć w trawie niemal idealnie okrągłe pasmo wypalonej ziemi. Trawa dookoła była niemal doszczętnie zwęglona, a w samym centrum nie zostało nic, może pomijając szczątki drewna albo czegoś innego, co posłużyło za podpałkę.
Coś przewróciło się w żołądku Alyssy, zwłaszcza kiedy raz jeszcze przeanalizowała wszystko, co wydarzyło się przed tym, jak straciła przytomność i ostatecznie poddała się palącemu bólowi. W pamięci miała krzyk bruneta, bliską obecność Chloe i Doriana oraz coś, co początkowo uznała za ciepło związane z tym, co działo się z jej ciałem, ale równie dobrze mogło być żarem bijącym od ogniska. W powietrzu unosił się jakiś dziwny, mdlący zapach, odrobinę jedynie złagodzony przez charakterystyczną leśną woń. Wcześniej nie stanowił dla niej przeszkody, ale teraz z jakiegoś powodu zaczął przyprawiać ją o mdłości, dlatego spróbowała oddychać przez usta. Niestety, takie rozwiązanie również okazało się trefne, zważywszy na stan jej gardła, ale koncentrowanie się na pragnieniu i tak było lepsze od roztrząsania tego, co musiało wydarzyć się tak blisko niej, kiedy wiła się w męczarniach.
Dlaczego została sama w tym miejscu, skoro wcześniej Dorian próbował ją zabić? Chciała wierzyć, że tamtemu mężczyźnie udało się ich odstraszyć, ale to byłoby zbyt łatwe, poza tym nie wyjaśniałoby obecności czegoś, co chcąc nie chcąc musiała określić mianem pozostałości stosu. Kiedy w końcu posunęła się do myśli, że w tym miejscu ktoś – na dodatek było bardzo możliwe, że chodziło o jej wybawcę – został spalony żywcem…
Jęknęła i oparła się o najbliższe drzewo, targana coraz silniejszymi mdłościami. Opierając dłoń na szorstkiej, chropowatej powierzchni, nachyliła się do przodu, ale nie była w stanie zwymiotować, bo żołądek miała pusty. Przejął ją lodowaty chłód, a na czoło wstąpiły kropelki zimnego potu, to jednak nie miało żadnego związku z tym, że stała nocą w samym środku lasu, mając na sobie koronkową sukienkę… Albo raczej to, co z niej pozostało, bo pomijając pasmo materiału opinające jej ciało od bioder po piersi, kreacja nie nadawała się do niczego. Może to było płytkie, ale Alyssy łatwiej przyszło martwienie się ewentualną reakcją kogoś, kto mógł ją w takim wydaniu zobaczyć, aniżeli myśl o tym, że ktoś mógłby zostać zabity zaledwie kilka metrów od niej.
Na moment przymknęła oczy, po czym wypuściła ze świstem powietrze. Uciec. Musiała stąd uciec, nawet jeśli błąkanie się po lesie zachodziło na czyste szaleństwo. To nic, że nie miała pojęcia, w którą stronę się udać. Liczyło się wyłącznie to, żeby przestać tkwić w miejscu, na dodatek tak blisko zwęglonych szczątek.
W przypływie paniki przerzuciła torebkę przez ramię i szybko ruszyła przed siebie, na oślep kierując się w pierwszym kierunku, który przyszedł jej do głowy. Szła powoli, chwiejąc się lekko, chociaż z zaskoczeniem odkryła, że wcale nie czuje się zmęczona. Może oszołomiona, chora i zła tak, ale nie zmęczona, nawet pomimo tego wszystkiego, co się wydarzyło.
Gdzieś w oddali usłyszała cichy, cyklicznie przybierający na głośności i zaraz po tym cichnący szum. Nie miała pewności, czy to nie efekt szoku i wyobraźni, ale brzmiało trochę jak…
Puściła się biegiem, zanim w ogóle zdążyła zastanowić się nad tym, co robi. Pęd rozwiał jej włosy, kiedy rzuciła się przed siebie na oślep, jakimś cudem będąc w stanie bez większego problemu wyminąć kolejne drzewa i nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Czuła się trochę tak, jakby sunęła w powietrzu albo jakby miała skrzydła; leciała, w błyskawicznym tempie posuwając się naprzód i wcale nie czując się zaniepokojoną tym, że mogłaby poruszać się zdecydowanie szybciej niż normalni ludzie. Dawno nie doświadczyła czegoś tak cudownego i teraz całą sobą chłonęła płynącą z biegu przyjemność, w końcu pozwalając sobie na pełne rozluźnienie.
Szum stał się głośniejszy i wkrótce nie miała już najmniejszych wątpliwości co do tego, że właśnie znalazła drogę. Gwałtownie zwolniła, po czym przyczaiła się pomiędzy drzewami, dyskretnie obserwując przemykające ulicą auta. Mrużąc oczy w światłach reflektorów, machinalnie zaczęła poprawiać włosy, żeby doprowadzić się do porządku, ale po zaledwie chwili dała sobie spokój. Prawda była taka, że w podartej sukience i z poplątanymi włosami, z których bezskutecznie próbowała wytrząsnąć wszystkie zaplątane listki, wyglądała jak ofiara gwałtu.
No cóż, gorzej być nie może, pomyślała i stanowczym krokiem wymaszerowała spomiędzy drzew. Już kiedy zatrzymała się na poboczu, wyciągając uniesiony ku górze kciuk, naszły ją wątpliwości. Czy oby na pewno szukanie okazji było w obecnej sytuacji najlepszym pomysłem? Nie miała pojęcia, a palenie w gardle bynajmniej nie pomagało jej w zebraniu myśli.
Minął dobry kwadrans, zanim ktoś zdecydował się zatrzymać. Alyssa odskoczyła do tyłu, widząc jak stara, wysłużona półciężarówka wytraca prędkość i gwałtownie bierze zakręt, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od twarzy dziewczyny. Coś przewróciło jej się w żołądku, kiedy zamarła w oczekiwaniu, obserwując jak drzwiczki od strony pasażera otwierają się z przeciągłym skrzypnięciem. Niepewnie zajrzała do środka i z wrażenia aż westchnęła, widząc wyglądającego sympatycznie staruszka.
Łagodne, niebieskie oczy zmierzyły ją wzrokiem, ale Ali nie doszukała się w nich niechęci czy szoku. Pobrużdżoną, zarośniętą twarz mężczyzny rozjaśnił troskliwy uśmiech.
– Dobry Boże! Wyglądasz, złociutka, jakbyś potrzebowała pomocy – powiedział nieco zachrypniętym głosem. – Wsiadaj. W tym miejscu prędzej doczekasz się huraganu niż tego, że ktokolwiek cię zabierze.
– Ja… – Jasna cholera, do kogo należał ten dźwięczny, melodyjny sopran?! Ledwo powstrzymała się od tego, żeby po raz kolejny nie chwycić się za gardło, bo takie zachowanie raczej nie sprawiłoby, że wypadłaby lepiej w oczach mężczyzny. – Bardzo panu dziękuję – powiedziała, siląc się na spokojny ton.
Staruszek jedynie się uśmiechnął, po czym zachęcająco wyciągnął rękę w stronę Alyssy. Chwyciła ją bez chwili wahania, pozwalając żeby pomógł jej wsiąść i usadowić się w wysłużonym, popękanym fotelu. Mimo wieku, uścisk miał silny i pewny, dzięki czemu poczuła się lepiej. Natychmiast otoczył ją zapach starości i dymu papierosowego, ale przynajmniej w końcu zaryzykowała stwierdzenie, że jest bezpieczna.
– A więc dokąd? – zagadnął pogodnie mężczyzna, obserwując ją z ciekawością. Kiedy się uśmiechnął, wokół jego oczu pojawiło się jeszcze więcej zmarszczek.
Alyssa zawahała się. Co miała mu powiedzieć? Do szpitala? Na policję? Na uczelnię…? Wszystko to wydawało się nierealne, jakby w momencie, w którym zęby tamtego ciemnowłosego mężczyzny z lasu wbiły się w jej skórę, wszystko się zmieniło, ostatecznie odcinając ją od dotychczasowego życia. Nie rozumiała skąd ta pewność, ale to w tym momencie nie miało żadnego znaczenia.
– Przed siebie – oznajmiła pod wpływem impulsu.
Wraz z tymi słowami, zatrzasnęła za sobą drzwi.
Dzień dobry! Przychodzę z kolejnym, czwartym już rozdziałem i dość mieszanymi uczuciami. Teoretycznie mi się podoba, ale mimo wszystko czuję pewien niedosyt, być może związany z tym, że mój styl zmienił się trochę od chwili, kiedy pisałam ten rozdział – z tym, że chyba nie potrafiłabym tak po prostu napisać go od nowa, bo już wtedy oddałam wszystko to, co chciałam. No ale cóż, ostateczną ocenę i tak pozostawię Wam.
Dziękuję za wszystkie komentarze oraz to, że jest Was coraz więcej. To dla mnie wiele znaczy, tak jak i ta historia, bo wiąże z nią duże nadzieje. Postaram się nie zepsuć, ale czas pokaże jak to wyjdzie. Na razie usiłuję wyeliminować niechciane wątki i odpowiednio podkręcić akcje. Wkrótce czeka mnie jeszcze więcej zmiany, tym bardziej, że niedługo Alyssa dotrze do wyznaczonego jej celu – z tym, że to będzie dopiero początek.
Z mojej strony to chyba tyle. Nowy rozdział pojawił się również na Forever you said, więc zapraszam.
Do napisania!

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. My chyba mamy jakąś fazę na te niebieskie oczy. Jednak coś na mnie przestają mieć one teraz taki wpływ jak wcześniej. Ale to temat na inny dzień, a nie pod rozdziałem. :3
      Szczerze mówiąc zabierałam sie za pisanie komentarza już parę razy i nadal nie mam pojęcia co powinnam napisać. Czuję, że piszę, ale to zupełnie nie ma sensu, więc jak coś to proszę o wybaczenie.
      Hej, chcecie rozmawiać o złych rodzicach? Ana z chęcią zostanie sierotą, bo na swoich to nie ma co liczyć w najgorszych chwilach swojego życia ;3 Ale to nie miejsce na to, aby opowiadać o BB, więc wrócę do rozdziału.
      Szkoda mi strasznie Ali. Dobrze, że na drodze pojawił się ten starszy pan i jej pomógł. Mam cały czas wrażenie, że ona go niedługo zje, ale może to tylko ja, która widziała za dużo horrorów, a raczej odcinków Supernatural. Tam takie rzeczy są na porządku dziennym i to na samym początku odcinka!
      Tego rozdziału nie pamiętałam akurat, a dopiero końcowa scena mi się przypomniała.
      Czytało mi się przyjemnie i dość szybko. Naprawde przepraszam za beznadziejność tego komentarza. Starałam się, serio.
      Poza tym bardzo ładny gif tam na samej górze, a ja teraz czekam na nowy rozdział. Ciekawe, kiedy Ali w końcu będzie w odpowiednim miejscu.
      Ściskam,

      Gabi.

      Usuń
  2. No cześć, dziewczyno :* (A pobawię się jeszcze w Rufusa xD)
    Gif piękny <3
    Cholera... Te opisy przemiany. I tak sobie to wszystko wyobrażam słuchając "The Coven" od Petera (Dzięki Ci za tę piękną muzykę! <3) i myślę sobie tak: "O Boże... Ja sobie nie wyobrażam, żebym mogła znieść coś takiego. Biedna Ali..."
    I ten mętlik… No kurde…
    I proszę, ja taki łagodny człowiek, mam ochotę zabić Carlosa. Tak po prostu ją zostawił… Cóż, muszę się z tym wreszcie pogodzić.
    Miły ten pan :D Fajnie, że choć on się zatrzymał ;)
    (Dziś chyba wyjątkowo krótko :/)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Crazy Girl.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!
    Jak sama to ujęłaś, zabłądziłam i tutaj. Ale musisz wiedzieć, że bardzo to lubię ^^ W te rejony warto się gubić.
    Szkoda mi Ali. Rodzice to jednak ważne osoby w naszym życiu. Tak naprawdę to od nich zależy, jacy będziemy, czyż nie? Niestety, nie wszyscy zasługują na miano rodzica. Albo odtrącają swoje dziecko, oddając je do domu dziecka (seksu się chciało, a zabezpieczyć to już się nie umiało?) bądź po prostu je ignorują i pokazują, że jest dla nich nic nie warte, jak na OP. Choć jeśli dziecko nie jest kochane, oddanie go jest dobrym rozwiązaniem, bo może znajdzie ludzi, którzy go pokochają. Ale jeśli oddaje się dziecko, bo "nie ma warunków" to... Uch! Dziecku najbardziej jest potrzebna rodzicielska miłość a nie warunki.
    Obecność "tajemniczego nieznajomego" też chyba byłabym gotowa przypłacić katuszami. Szczególnie, że to TEN nieznajomy. Ach te błękitne oczy... Coś w nich jest, że śnią się po nocach i nie można oderwać od nich wzorku. Eveline, Alyssa... Zobaczymy jak będzie z moją Cath xD
    Nie miej żadnych mieszanych odczuć i po prostu bądź zadowolona z rozdziału! Może i minęło trochę czasu odkąd go napisałaś po raz pierwszy, ale i tak, według mnie, jest wspaniały. Oddałaś wszystko w najbardziej odpowiedni sposób, jaki mogłabym sobie wyobrazić. Od opisywania bólu bo odkrywanie zachodzących w niej zmian. Mi bardzo się podoba i Tobie też MUSI!
    No i nie ma zakończenia w typowy dla Ciebie sposób! Szok!
    Mówiłam już, że cieszę się, że zaczęłaś tę historię od początku? ^^

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, jaki wspaniały gif! Niby takie nic, a jestem pod wrażeniem.
    Opis przemiany. Stawiałam na to od samego początku, bo niby jakbyś mogła go ominąć. Pamiętam, jak podobał mi się on w ostatniej części Zmierzchu. Był podobny do twojego - a przynajmniej równie mocno emocjonalny. Szkoda mi Alyssy, mówię to kolejny raz. Niektórzy po pierwszej randce potrafią zajść w ciążę. A ona dostała od swojego nieszczególnie trafionego partnera zestaw kłów i żądzę krwi c:
    Ech, te niebieskie oczy. Na Forever mieszają, tu pewnie będzie podobnie. Jak to jest, że mamy słabość akurat do tego koloru tęczówek? Odpowiedź jest prosta. Bo takie ma Ian :))
    Carlos zachował się jak śmieć, ale na pewno miał ku temu powody. Porzucił Alyssę, przemienił i nie dał nawet wskazówek, jak radzić sobie z tak ogromną zmianą. Dziewczyna jest autentycznie przerażona i wcale jej się nie dziwię. Poszła na randkę żywa. Wróciła martwa. To na pewno jest trauma, z której niełatwo będzie jej się otrząsnąć.
    Rozdział był dobry! A nawet bardzo, świetny wręcz! Więc nie marudź, bo... No, bo coś ci zrobię. Muszę ci przypominać o gifie z łopatą? Mogę się założyć, że Gabi w razie czego podeśle mi nowe. Także ty uważaj. (Groźby wzbogacone gifami z łopatami mogą się okazać naprawdę skuteczne. Opatentujmy to!)
    Też mam wrażenie, że ten dobry pan nie pożyje zbyt długo ;-;

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń