04.08.2016

Rozdział V

ALYSSA
To przypominało męki piekielne.
Każdy wdech powietrza przesyconego dymem, starością, ale przede wszystkim dziwną słodyczą, wydawał się wzmagać palenie w gardle. Alyssa czuła się coraz gorzej, a fakt, że nie rozumiała, co takiego właściwie się z nią działo, jedynie wszystko niepotrzebnie pogarszał.
Półciężarówka powoli parła przed siebie, utrzymując prędkość osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. Światła reflektorów wyławiały z ciemności szare pasmo drogi na którym starała się koncentrować, ale ból wydawał się przysłaniać wszystko, utrudniając myślenie o czymkolwiek. Alyssa była aż nazbyt świadoma bliskości kierującego pojazdem mężczyzny i to nie tylko dlatego, że ten trajkotał radośnie, mówiąc to, co tylko przyszło mu do głowy. Wiedziała już chociażby, że miał na imię Luck i pochodził z Kansas, ale poza tym kolejne słowa przemykały przez udręczony umysł dziewczyny, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Oczywiście sympatyczny staruszek nie musiał o tym wiedzieć, a i Ali nie miała serca powiedzieć mu, że lepiej czułaby się w milczeniu. Słuchanie go przychodziło o tyle łatwo, że pod względem gadatliwości przypominał Mary, chociaż jego zachrypnięty głos był trochę trudniejszy do zniesienia.
Poza tym wciąż pozostawał ten nieznośny, palący ból. Co prawda niczego nie dało się przyrównać do wcześniejszych cierpień, ale Alyssa i tak czuła się, jakby ktoś wetknął jej rozgrzany do białości pogrzebacz do gardła. Tym bardziej bezsensowne wydawało się to, że z jakiegoś powodu należący do niej głos brzmiał piękniej niż kiedykolwiek wcześniej, ale to była zaledwie jedna z wielu kwestii, dla których nie potrafiła znaleźć wyjaśnienia.
– No dobrze, bo za chwilę cię zanudzę. Nawet nie dałem ci dojść do słowa – zreflektował się mężczyzna jakiś kwadrans po tym, jak zdecydował się zatrzymać i ją zabrać. – Może teraz ty powiesz mi coś o sobie? – zaproponował.
Alyssa odważyła się na niego spojrzeć, w duchu modląc się o to, żeby nie dostrzegł cierpienia w jej oczach. Nie chciała go niepokoić, a tym bardziej próbować tłumaczyć się z czegoś, co i dla niej pozostawało niezrozumiałe.
– Co takiego? – zapytała i znów cała zesztywniała, słysząc ten zarazem znajomy i obcy sopran. Dobry Boże, co się z nią stało…? – To znaczy… Nie mam nic przeciwko temu, żeby pan mówił – zapewniła, siląc się na delikatny uśmiech.
– Jaki pan? Przy tobie czuję się staro! – stwierdził ze śmiechem. – Bardzo cię proszę, mów mi po imieniu.
– Przepraszam, Luck – zreflektowała się, chociaż zabrzmiało to trochę dziwnie. Z zaciekawieniem popatrzyła na tę sympatyczną, pobrużdżoną twarz, zastanawiając się, co byłoby, gdyby trafiła na kogoś innego. – A więc co miałabym ci o sobie powiedzieć?
– Może zacznijmy od tego, że powiesz mi, jak masz na imię? – zaproponował pogodnym tonem.
Lekko przekrzywiła głowę w taki sposób, by ciemne włosy opadły jej na twarz, choć częściowo ją zasłaniając. Znajomy zapach szamponu sprawił, że poczuła się trochę lepiej, zwłaszcza, że w ten sposób nieznacznie zagłuszyła tę nieznośnie pociągającą słodycz, choć to i tak było zbyt mało.
– Alyssa. Ale wszyscy mówią na mnie Ali – powiedziała z opóźnieniem; sądząc po wyrazie twarzy mężczyzny, nawet tej chwili wahania nie zauważył.
– W takim razie, miło cię poznać, Ali – oznajmił nieco oficjalnym tonem. Gdyby nie to, że właśnie skręcała się z bólu, pewnie w tym momencie by się uśmiechnęła. – Powiesz mi, co takiego ci się stało? Nie żebym był wścibski, ale mimo olśniewającej urody, wyglądasz dość marnie.
Westchnęła i spuściła wzrok na swoją brudną, poszarpaną sukienkę. W duchu dziękowała za to, że jest ciemno, bo materiał ledwo osłaniał to, co najważniejsze.
– Cóż, na pewno bywało lepiej.
Luck pokiwał ze zrozumieniem głową, a ona po raz kolejny doceniła to, że trafiła właśnie na niego. Nie dość, że bez chwili wahania zatrzymał się, żeby zabrać ze sobą nieznajomą, brudną dziewczynę, która wyglądała jakby ledwo wymknęła się komuś, kto próbował ją zgwałcić, to jeszcze na dodatek dobrze zorientował się, że wolałaby nie musieć omawiać tego, co ją spotkało. Ktoś inny na jego miejscu pewnie zawiózłby ją od razu do szpitala albo na policję, ale to najwyraźniej nie było w stylu tego mężczyzny.
Mimo niezręcznej sytuacji, Alyssa nagle poczuła się tak, jakby zeszło z niej całe napięcie. Udało jej się rozluźnić, więc wygodniej ułożyła się w fotelu, znów popadając w letarg, kiedy Luck po raz kolejny zaczął mówić, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że jego pasażerka nie ma nic przeciwko. Tym razem w pełni skoncentrowała się na słowach, odkrywając, że analizowanie wypowiedzi przynajmniej chwilowo pomaga zapomnieć o palącym, nieodpuszczającym nawet na moment bólu. Mimo wszystko próbowała wstrzymywać oddech, by z niedowierzaniem odkryć, że jest w stanie wytrzymać bez tlenu dłużej niż wypadałoby. To odkrycie wytrąciło ją z równowagi do tego stopnia, że ostatecznie zdecydowała się męczyć ze słodkim zapachem, chociaż i tak dyskretnie majstrowała palcami przy korbce po swojej stronie, żeby chociaż nieznacznie uchylić okno.
– Duszno ci? Mogłaś powiedzieć. – Choć zaabsorbowany mówieniem i jazdą, Luck okazał się zaskakująco bystry. Zanim się obejrzała, nachylił się tak, że jego ramię otarło się o jej piersi, kiedy sięgnął do drzwi po stronie Ali, żeby pomóc w walce z mechanizmem. – Lubi się zacinać. Tak swoją drogą, mamy wyjątkowo ciepłą noc…
Mówił coś jeszcze, ale w tamtym momencie z głowy Alyssy uleciały wszelakie myśli. Kiedy ciało mężczyzny znalazło się tak blisko niej, przez kilka sekund była przekonana, że ból za chwilę rozerwie ją od środka. Oczy dziewczyny rozszerzyły się do granic możliwości, gardło płonęło, a wzrok momentalnie powędrował w stronę odsłoniętej szyi Lucka. Właśnie wtedy stało się coś naprawdę dziwnego, bo kiedy Ali tak spoglądała na jego gardło, palenie nie tylko przybrało na sile, ale dodatkowo poczuła coś… coś, jakby pragnienie, żeby…
Nie potrafiła tego ubrać w słowa, ale przez ułamki sekund przed oczami dziewczyny stanął obraz jej samej, wbijającej zęby w skórę mężczyzny, dokładnie tak, jak zrobił z nią tamten brunet w lesie. Nie wiedziała jakim cudem, ale doskonale widziała plątaninę błękitnych żył, które tworzyły nieregularną siatkę na gardle staruszka. Widziała i – czy to możliwe? – była gotowa przysiąc, że słyszy szum krążącej w jego ciele krwi oraz bicie pompującego osokę serca. To odkrycie ją oszołomiło i w konsekwencji sprawiło, że wbiła się w fotel, dyskretnie zaciskając palce na brzegach swojego siedziska.
To nie miało sensu. Nie mogła przecież…
– No i gotowe – oznajmił z zadowoleniem Luck, w końcu prostując się i odsuwając na bezpieczną odległość.
Chłodne, nocne powietrze uderzyło Alyssę w twarz, przynosząc nieopisaną wręcz ulgę. Przez moment miała wrażenie, że zakrztusi się tlenem, ale ostatecznie udało jej się złapać oddech. Łapczywie chwytała powietrze do płuc, koncentrując się przede wszystkim na tym, żeby jakkolwiek otrząsnąć się z dziwnego, hipnotycznego stanu w który popadła chwilę wcześniej. Chociaż wszystko trwało zaledwie kilka sekund, z perspektywy Alyssy wydawało się ciągnąć w nieskończoność.
Niczego nieświadomy Luck najwyraźniej nie zauważył, że cokolwiek jest z nią nie tak albo dyskretnie udawał, że nie dostrzega, iż wiezie w samochodzie kogoś, kto zachowuje się tak, jakby był niespełna rozumu. Cóż, zdążyła się zorientować, że staruszek ma dość ekscentryczne podejście do świata, a więc trochę inaczej definiuje pojęcie „dziwne”, ale chyba nawet on powinien prędzej czy później zrozumieć, że jego pasażerka jest inna niż zwykłe dziewczyny.
Alyssa ostatecznie zdecydowała się popaść w letarg, wcześniej wykręcając się zmęczeniem – drobne kłamstwo, które pozwoliło jej uniknąć konieczności rozmowy. Mimo oszołomienia i wcześniejszych godzin męczarni, nie czuła się znużona. Pragnęła zamknąć oczy i spróbować zasnąć, jednak kiedy ułożyła się w fotelu, zwracając twarz w stronę uchylonego okna, żeby mieć stały dostęp do świeżego powietrza, senność nie nadeszła. Z jakiegoś powodu niemożność zapadnięcia w sen, zdezorientowała ją bardziej niż wszystkie inne rzeczy razem wzięte. Zegar na desce rozdzielczej pokazywał, że jest kwadrans przed piątą rano; na zewnątrz powoli zaczynało robić się jasno, a jednak nie mogła spać – i to mimo wszystkiego, czego doświadczyła minionej nocy. Swoją drogą, wciąż nie wierzyła w to, że cierpienie mogło trwać zaledwie kilka godzin, zwłaszcza, że czas ten wydawał się ciągnąć w nieskończoność.
Torebka ciążyła jej na kolanach, jakby ważyła tonę. Luck w którymś momencie zamilkł i w samochodzie zapanowała przyjemna, niekrępująca cisza. Ali wyrównała oddech i przymknęła powieki, starając się sprawiać wrażenie, że zasnęła. W rzeczywistości walczyła z plątaniną myśli i ciągłym, męczącym ją coraz bardziej pragnieniem. W pamięci miała swoją reakcję na obecność i widok odsłoniętej szyi swojego kierowcy. Dobry Boże, to nie powinno być możliwe i za nic w świecie nie chciała się do tego przyznać, ale… w tamtym momencie naprawdę pragnęła go ugryźć. Już sama myśl o tym, że mogłaby się do tego posunąć, wydawała się szalona, a przecież to był dopiero początek.
Wszystko szło nie tak. Kiedy wieczorem, zanim wyszła ze wspólnego mieszkania i wsiadła do samochodu Doriana, żegnała się z Mary, miała niejasne wrażenie, że jednej nocy całe jej życie się zmieni. Wtedy jeszcze nie podejrzewała jak bardzo – i że ta zmiana będzie dotyczyła również jej samej.
Kim jestem?, pomyślała, ale to pytanie zabrzmiało dziwnie płasko i nierealnie. W rzeczywistości chciała i chyba powinna była zadać je inaczej, chociaż posunięcie się do tego byłoby zbyt ostateczną decyzją. Istniało wiele kwestii, które wolała jak na razie zostawić nienaruszonymi, nie czując się na siłach, żeby próbować je analizować i wyciągać wnioski. Mary zawsze śmiała się, twierdząc, że Alyssa mimo zamiłowania do humanistyki, równie dobrze nadawałaby się na naukowca. Może coś w tym było, tym bardziej, że kiedy zachodziła taka potrzeba, Ali potrafiła być chłodna i praktyczna.
Zabawne, bo w tamtej chwili wcale się tak nie czuła.
No dobrze… W takim razie, czym jestem?, poprawiła się i omal nie jęknęła z frustracji. Palenie w gardle nie pomagało, podobnie jak i bolesna wręcz świadomość tego, że Luck siedzi tuż obok niej, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie chciała wyobrażać sobie tego, że to właśnie on mógł dysponować tym, czego najbardziej pragnęła. Do cholery, że niby krew? Oczywiście na myśl nasuwał się jedyny sensowny wniosek, ale musiałaby całkiem upaść na głowę, żeby wziąć go pod uwagę i nazwać rzeczy po imieniu.
Chociaż z drugiej strony… Jak inaczej mogła wyjaśnić sobie to, że nie tylko czuła, nie tylko pragnęła, ale też słyszała krew?
To ostatnie stanowiło jedną z największych zagadek, zaraz po wcześniejszych godzinach tortur oraz tym dziwnym paleniu w gardle. Teraz na dodatek nie mogła spać. No i była strasznie szybka, bo jak inaczej mogłaby określić uczucie unoszenia się w powietrzu, kiedy pędziła przed siebie, instynktownie wymijając drzewa i w ułamku sekundy pokonując dość spore odległości? Jej głos nie należał do niej, podobnie jak ciało, chociaż paradoksalnie czuła się sobą bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. To uczucie swojskości, podobnie jak i wrażenie tego, że nareszcie jest prawdziwie wolna, dezorientowały ją, jakby mało było tego, iż już teraz nie czuła się wystarczająco oszołomiona.
Zwalczyła odruch nakazujący obejrzeć się za siebie i wyjrzeć przez tylną szybę, by spojrzeć na umykający pas drogi. Już dawno zostawiła Seattle za sobą, nawet nie czując z tego powodu żalu. To było tak, jakby odcięła się od swojego dawnego życia, zamykając pewien rozdział, żeby otworzyć kolejny – i to na dodatek taki, którego tytułu ani tematu nie znała. W jednej chwili po prostu się zdecydowała, podejmując decyzję tak naturalnie, jakby nic nie trzymało jej przy tym, co miała dotychczas. Chyba w istocie tak było – nie miała swojego kąta, a pomijając Mary, nikt o nią nie dbał – ale mimo wszystko…
Czuła się, jakby brała udział w czymś, czego podświadomie wyczekiwała już bardzo długi okres czasu. Nagle była tutaj, całkowicie odmieniona, chociaż taka sama, siedząc w obcym samochodzie u boku nieznanego mężczyzny i powoli zmierzając w kierunku, którego nie potrafiła określić.
Czy zwariowała? Bardzo możliwe.
~*~
Alyssa wzdrygnęła się i otworzyła oczy. W pierwszym momencie oślepiło ją światło, bez trudu przenikające przez przednią szybę półciężarówki. Słońce świeciło wysoko na niebie, chociaż – mogłaby przysiąc! – kiedy ostatni raz sprawdzała, dopiero majaczyło na horyzoncie, barwiąc szarość poranka kolorami pomarańczy i czerwieni. Ali była pewna, że nie zasnęła – zorientowałaby się, że tak się stało, zwłaszcza, że podświadomie czekała na sen – ale nie przypuszczała, że byłaby w stanie zamyślić się na aż tak długi okres czasu.
– Która godzina? – zapytała, prostując się gwałtownie i omal nie zrzucając z kolan torebki. Szybko ją przytrzymała, ledwo panując nad własnymi odruchami i mając niejasne wrażenie, że poruszyła się odrobinę zbyt gwałtownie.
– Coś po dziewiątej – odparł pogodnie Luck, posyłając jej promienny uśmiech, gdy tylko spojrzała w jego stronę. Miał podkrążone oczy i bez wątpienia był zmęczony, ale najwyraźniej nocne czuwanie było dla niego czymś normalnym. – Jak się spało? Chyba trochę odpłynęłaś.
– Hm… Pewnie tak – zgodziła się, próbując uciszyć wyrzuty sumienia. Po co miała wyprowadzać go z błędu? – Wszystko w porządku? Mogłabym poprowadzić, jeśli chcesz – zaproponowała, chociaż coś podpowiadało jej, że się nie zgodzi.
Jakby w odpowiedzi na te podejrzenia, Luck jedynie uśmiechnął się i energicznie potrząsnął głową. Alyssa wzruszyła ramionami, wyprostowała się na swoim siedzisku, po czym wyjrzała przez okno. Kiedy ostatnim razem sprawdzała, pędzili jedną z licznych autostrad, które łączyły Seattle z innymi miastami, teraz jednak półciężarówka bez pośpiechu przemierzała kolejne kilometry jakiejś bocznej, rzadko uczęszczanej drogi, trochę podobnej do tej, przy której staruszek znalazł zagubioną pasażerkę. Po obu stronach ciągnął się gęsty, mieszany las, a rośliny zieleniły się w łagodnych promieniach majowego słońca. Jak na uroki stanu Waszyngton przystało, nawet pnie drzew porośnięte były mchami, przez co mogło się odnosić wrażenie, iż znalazło się na jakiejś obcej planecie, gdzie dominowała zieleń.
Jakiś czarny samochód przemknął tuż obok ciężarówki, szybko znikając za zakrętem. Alyssa rozpoznała charakterystyczny znaczek Citroena, jeden z nielicznych, które potrafiła zidentyfikować. W pierwszym momencie widok czarnego lakieru sprawił, że serce dziewczyny zabiło szybciej, a mięśnie machinalnie napięły się, ale już w następnej sekundzie przypomniała sobie, że Dorian stracił swoje cudeńko podczas walki z tamtym brunetem z lasu. Coś przewróciło jej się w żołądku na samo wspomnienie tego, co działo się od momentu, w którym wysiadła z auta, dlatego szybko odrzuciła te myśli od siebie. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęła być przewrażliwiona… Poza tym tamten samochód, to był mercedes i to na dodatek wysokiej jakości. Kiedy jeszcze widziała mijający ich pojazd, mogłaby przysiąc, że lakier był wyblakły i w niczym nie przypominał lśniącej, głębokiej czerni luksusowego pojazdu Doriana.
Cholera, jeszcze trochę, a zacznie bać się własnego cienia. Teoretycznie miała do tego prawo, ale taka perspektywa bynajmniej nie napawała Ali entuzjazmem.
– Moja pamięć ma skłonność do tego, żeby szwankować, ale jestem w pełni przekonany, że tutaj niedaleko jest miasteczko – zagaił pogodnie Luck, decydując się przerwać przeciągającą się ciszę. – Nie wiem jak ty, ale ja wręcz marzę o chwilowym postoju. Co powiesz na śniadanie, Ali? Może wtedy na spokojnie porozmawiamy o tym, gdzie chciałabyś się znaleźć.
Propozycja brzmiała całkiem kusząco, ale Alyssa miała wątpliwości. Nie odpowiedziała, w zamian posyłając mężczyźnie sympatyczny, niezobowiązujący uśmiech. Owszem, marzyła o znalezieniu jakiejkolwiek łazienki, gdzie mogłaby doprowadzić się do porządku, ale poza tym nie miała żadnego konkretnego planu. Jak mogła powiedzieć Luckowi o tym, gdzie chciała się znaleźć, skoro sama nie miała pojęcia? Co więcej, w którymś momencie jednak musiało paść pytanie o to, co ją spotkało i czuła, że do tego czasu powinna jakoś się ulotnić, nawet jeśli wydawało się to niewdzięczne. Z drugiej strony, chyba lepiej żeby wyszła na nieuprzejmą, niż go okłamywała, chociaż… Co tak naprawdę miałaby mu powiedzieć?
„Wiesz co, Luck? Chętnie bym zaspokoiła twoją ciekawość, ale prawda jest taka, że sama nie mam pojęcia, co takiego z tobą robię. Umówiłam się na randkę z genialnym gościem – wierz mi, takie ciacho!, a przynajmniej tak twierdzi moja najlepsza przyjaciółka. Problem w tym, że na dobry początek facet próbował mnie udusić. Ale nie martw się! Pojawił się jakiś gość, który mi pomógł, chociaż na sam koniec ugryzł mnie w szyję. O, a tak swoją drogą, on chyba nie żyje, ale nie jestem pewna, bo ostatnich kilka godzin wiłam się z bólu. Była jeszcze nastoletnia dziewczyna o diabelskim charakterze… W ogóle oni wszyscy wyglądali jakby uciekli prostu z wybiegu, może pomijając fakt, że od czasu do czasu mieli czerwone oczy, poruszali się z prędkością pędzącego wiatru, byli cholernie silni i łamali sobą nawzajem drzewa. A teraz ze mną też jest coś nie tak i jeśli mam być szczera, najchętniej skosztowałabym twojej krwi…”
O tak, na pewno by ją wysłuchał – a potem odwiózł do najbliższego zakładu zamkniętego.
Kiedy tak o tym myślała, coś za oknem przykuło jej uwagę. Jednym uchem słuchając entuzjastycznego wywodu Lucka na temat śniadań, jakie przygotowywała jego zmarła żona (wiedziała już, że był wdowcem, w całym swoim życiu żonatym dwukrotnie), wyjrzała na zewnątrz. Co prawda krajobraz nie zmienił się specjalnie i nadal pędzili leśną drogą, chociaż gęstość zalesienia powoli zaczynała się zmieniać. Tuż przed nimi, niepozorna i stojąca na uboczu, majaczyła tablica powitalna, świadcząca o tym, że Luck jak najbardziej miał rację i gdzieś na wyciągnięcie ręki znajdowało się miasto. Mimo prędkości, tablica wciąż znajdowała się daleko, ale Alyssa odkryła, że jest w stanie bez trudu ją przeczytać.

Witamy w Home
Aktualna liczba mieszkańców: 471

Home… Zabawne, bo zdecydowanie nie jestem w domu.
Chociaż w nazwie miasteczka nie było niczego specjalnego, a w porównaniu z metropolią, jaką było Seattle, liczba mieszkańców świadczyła o tym, że Home spokojnie można było określić mianem wsi, o ile w ogóle mogło poszczycić się prawami miejskimi. W normalnym wypadku Alyssa nie zwróciłaby na nie najmniejszej uwagi, nawet gdyby faktycznie się tam zatrzymali, żeby zjeść śniadanie i chwilkę odpocząć.
A jednak widząc tę tabliczkę, poczuła się tak, jakby poraził ją prąd.
W jednej chwili cała zesztywniała, obojętna na pogodny ton głosu Lucka i to, że ten chyba o coś ją pytał. Na moment zapomniała nawet o ciągłym pieczeniu w gardle oraz tym, że rozmyślała nad czymś zupełnie innym, a konkretnie nad planami na przyszłość. Wszystko w jednej chwili przestało mieć znaczenie, w głowie zaś zamajaczyło wspomnienie ostatnich słów, które wyszeptał jej do ucha tamten mężczyzna z lasu.
„Będziesz wiedziała, gdzie biec… A przynajmniej mam taką nadzieję.”
Będę wiedziała…
– Zatrzymaj się! – powiedziała nerwowo, tak piskliwym głosem, że sama go nie rozpoznawała.
– I wtedy… Słucham? – Luck zamrugał pośpiesznie, po czym spojrzał na nią nieco urażony tym, że nie dała mu dokończyć myśli.
– Zatrzymaj się – powtórzyła o wiele łagodniej, zwracając się w stronę mężczyzny. W niebieskich oczach dostrzegła odbicie swoich własnych, błyszczących tak niezdrowo, jakby miała gorączkę. – Zatrzymaj się, proszę…
– Ale…
Pokręciła głową, czując narastającą frustrację.
– Zatrzymaj się! – wrzasnęła po raz wtóry, tak zdesperowana, jakby od tego zależało całe jej życie.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się, a Alyssa z niedowierzaniem uprzytomniła sobie, że chyba się wystraszył. Już w następnej sekundzie samochód skręcił gwałtownie, zjeżdżając na pobocze i omal nie potrącając przy tym powitalnej tablicy, która wprawiła ją w tak niecodzienny stan.
Alyssa nie czekała, aż samochód zatrzyma się w pełni. Kiedy tylko zwolnił, szarpnęła za klamkę i wyskoczyła na zewnątrz, wychodząc wprost na chłodne powietrze poranka. Roztrzęsiona i oszołomiona, przeszła kilka kroków, po czym zatrzymała się i wsparłszy dłonie na udach, lekko nachyliła się do przodu. Nagle ogarnęło ją dziwne uczucie, którego w pierwszym momencie nie rozpoznała, tak bardzo wydawało jej się bezsensowne.
Tym czymś była ulga.
W końcu jest, co bardzo mnie cieszy. Staram się znaleźć odpowiedni rytm, tym bardziej, że doszłam do tej części Light in the Darkness, gdzie wprowadzenie zmian będzie wymagało przebudowania całych rozdziałów, o ile nie napisania ich od podstaw. Tak będzie już od następnego albo siódmego – przekonam się wraz z czytaniem i poprawianiem tekstu, tym bardziej, że w pierwszej wersji tej historii znajdowało się kilka momentów, które bardzo chciałabym zmodyfikować.
Dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia. Wiecie, że Was uwielbiam, prawda? No, ja wiem.
Na koniec dodam, że prolog i części do rozdziału czwartego zostały już poprawione. Dzięki, Frix.
Do napisania!

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Super rozdział! Czekam na kolejny! :D

      Usuń
    2. Cześć!
      No wiem, że mam skomentowane, ale to mnie nie satysfakcjonuje :D Sama uważam, że jak już komentować to porządnie, a nie jedno zdanie. Czego też rezultat widzisz pod każdym rozdziałem, bo chociaż u Ciebie staram się być na bieżąco. No nic, lecę czytać!
      Przyznam szczerze, że przez cały czas myślałam, że Alyssa rzuci się na Luck'a. Myśl sobie o mnie co chcesz, ale widziałam jak rzuca mu się do gardła i je rozszarpuje na strzępy, a ten traci zdolność do kierowania i uderzają w drzewo. Alyssa i tak tego nie widzi, dalej pijąc jego krew. A potem spektakularne odejście, jak wychodzi z samochodu jak gdyby nigdy nic i odchodzi z uśmieszkiem, wycierając usta. Cóż... XD Ale w ostateczności dobrze, że zostawiła staruszka. Tak. Właśnie.
      Nie wiem co bym zrobiła, gdybym nie mogła zasnąć. Z jednej strony to fajne, bo masz więcej czasu na robienie... wszystkiego. Ale z drugiej sen pomaga zapomnieć. Niby dla nas to i tak tylko krótka chwila, bo jak zaśniesz to zaraz Ci się wydaje, że wstajesz, ale... Sen to taka odskocznia, że tak powiem. Zapomnisz choć na chwilę o swoich problemach i troskach. Ali przydałoby się to szczególnie, zważywszy na okoliczności.
      Dorian to "takie ciacho"? Pff! *wywraca oczami* Młoda damo, zaczekaj aż poznasz Nicholasa. Wtedy się przekonasz, to tym ciachem jest :D Prawda, Ness? ^^ Wiem, że się naczekam na spotkanie z Nicholasem, ale już się go nie mogę doczekać ^^ Poza tym zważywszy na tempo w jakim dodajesz rozdziały to szybko zleci. A ja wcale nie będę Cię prześladować - w c a l e.
      Hah! Szkoda, że Ali tak nie powiedziała. Zastanawiam się czy najpierw Luck dostałby zawału czy może zawiózł ją do psychiatryka. Pewnie do psychiatryka. Choć swoim końcowym wrzaskiem na staruszka mogła się jednak przyczynić do zawału. Niedobra Ali. On taki miły dla niej, a ona co? Musi się poprawić i być dobra dla staruszków :D
      Skoro już nadrobiłam V to nie pozostaje mi nic innego jak czekać na VI :3

      Ściskam,
      Mrs.Cross!

      PS. Oczywiście zapraszam do siebie, a co!

      Usuń
  2. Szalejesz, Justyna😂
    Mojeeee<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :3
      Wreszcie sobie siadłam i na spokojne mogę przeczytać oraz skomentować rozdział.
      Pan z ciężarówki jest naprawdę przyjemna osoba. Przez cały rozdział miałam nadzieję, że Ali nic złego mu nie zrobi, bo naprawdę jest fajny, a poza tym taki nie szkodliwy. Kojarzy mi się z tymi wszystkimi staruszkami, którzy jeżdżą ciężarówkami i są mega mili. Ogólnie zapomniałam wspomnieć w poprzednim rozdziale o tym, że ta scena, kiedy ja spotkał skojarzyła mi się z momentem w SPN, kiedy dziewczyna łapała przypadkowych ludzi dla stada wampirów. Tylko, że ona, (imię wyleciało mi z głowy), miała na sobie zwykle biała sukienkę i była suką, momentami. ;3
      Szkoda mi jej teraz, bo nie wie co się z nią dzieje, ale mimo to ma swoje podejrzenia. Wcale się nie dziwię, że tak reaguje. W końcu nikt chyba nie spodziewał się tego, co się z nią dzieje. Tym bardziej, branie pod uwagę tego, że może być wampirem jest dość... no, głupie. Bo ludzie w końcu nie wierzą w takie rzeczy, ale wiadomo to zupełnie coś innego w opowiadaniu niż w prawdziwym życiu. :3
      No to teraz czekam na nowy rozdział, który mam nadzieję pojawi się już niedługo. ;3 Poza tym... co tam się dzieje z Carlosem? ;>
      Ściskam,

      Gabi.

      Usuń
  3. Sobie zajmę miejsce i... Dziękuje z dedykację! Już drugą w ciągu TYGODNIA!
    Nie wiem czy za mało w siebie wierzę... Może tak może nie to tylko naukowiec Rufus wie.

    OdpowiedzUsuń