29.08.2016

Rozdział VIII

ALYSSA
Przebudzenie przyszło nagle, niosąc ze sobą oszołomienie i przejmujący strach. Samo uczucie okazało się co najmniej niewłaściwe, a przynajmniej takie wrażenie odniosła Alyssa z chwilą, w której zaczęło do niej docierać to, co działo się wokół niej. Walczyła ze sobą i zawrotami głowy, stopniowo odzyskując przytomność i zaczynając pojmować, że cokolwiek mogłoby być nie tak, chociaż w żaden sposób nie potrafiła tego opisać.
Kiedy wysiliła pamięć, jej umysł zaatakował cały kalejdoskop niespójnych, przyprawiających o jeszcze silniejsze oszołomienie bodźców. Niewyraźne sceny, dźwięki i zapachy – wszystko to dziwnie przytłumione i tak odległe, że ledwo była w stanie nadążyć za tym, co działo się wokół niej. Wydarzyło się coś niedobrego, pomyślała, ale nawet to nie wystarczyło, żeby zdołała zebrać myśli i uporządkować wszystko w taki sposób, by uświadomić sobie to, co takiego miało miejsce. Ostatnim wyraźnym wspomnieniem był moment, w którym wypadła z auta Lucka i – wcześniej jakimś cudem przekonawszy go do zostawienia jej na uboczu – rzuciła się do szaleńczego biegu przez las.
Potem było coś jeszcze, a przynajmniej takie miała wrażenie. Problem polegał na tym, że prócz palącego bólu w gardle oraz oszałamiającej, hipnotyzującej wręcz słodyczy, nie potrafiła przywołać do siebie niczego, co…
Och, coś czerwonego.
Coś czerwonego znaczyło jej dłonie – lepka, połyskująca łagodnie ciecz, która…
Z jakiegoś powodu Alyssa poczuła przybierające na sile mdłości, te jednak nie były na tyle silne, żeby straciła nad sobą kontrolę. Zacisnęła usta, bojąc się tego, jak mógłby zareagować jej żołądek, gdyby ostatecznie odmówił posłuszeństwa. Mimowolnie wzdrygnęła się, a odczuwany dotychczas niepokój jakimś cudem przybrał na sile, stopniowo zaczynając doprowadzać dziewczynę do szału. W ostatnim czasie targające nią emocje przechodziły swoim natężeniem wszelakie pojęcie, całkowicie poza kontrolą. Wszystko, czego doświadczała, całkowicie różniło się od tego, do czego przywykła przez całe swoje życie. Nic już nie rozumiała, a to, że w którymś momencie straciła przytomność, dodatkowo komplikowało sytuację.
Kiedy wysiliła umysł, zdołała przywołać do siebie coś jeszcze, bardziej spójnego i… na swój sposób bezpieczniejszego od wspomnienia dominującego strachu, słodyczy czy czerwonych plam na dłoniach. Przez kilka sekund walczyła ze sobą i zaćmionym umysłem, próbując rozgraniczyć ewentualny sen od rzeczywistości, zwłaszcza kiedy w naturalny sposób pomyślała o parze błękitnych oczu i wrażeniu, że zapada się w pustkę. Przed utratą przytomności prawie na pewno doświadczyła czegoś podobnego, z tym, że zamiast oczu, widziała twarz mężczyzny – poważnego, wpatrującego się w nią i chyba próbującego udzielić pomocy. Gdzieś w zakamarkach jej pamięci zachowało się jeszcze wspomnienie kobiecego głosu, to jednak zeszło na dalszy plan, wyparte przez czyjeś silne ramiona i obietnicę, która…
Dom. Tamten mężczyzna obiecał, że zabierze mnie do domu…
Wciąż niczego nie rozumiała, ale to nie miało znaczenia. W zamian uczepiła się tej jednej myśli, zupełnie jakby ta była jej jedynym ratunkiem – kotwicą, której mogłaby się uchwycić i tym samym zagwarantować samej sobie pozostanie przy zdrowych zmysłach. Z jakiegoś powodu do głowy przyszło jej to, że w przypadku kogoś takiego jak ona to mogłoby być trudne i że tak naprawdę nie miała na co liczyć, ale nie zamierzała się tym przejmować. Była tu i teraz, bliska przebudzenia i – tylko być może – pojęcia tych wszystkich dziwnych rzeczy, które przez cały ten czas działy się wokół niej.
Mgła, która przez cały ten czas zasnuwała jej umysł, stopniowo zaczynała ustępować, pozwalając dziewczynie skupić się na podsuwanych przez ciało bodźcach. Chociaż wciąż oszołomiona, bez trudu zorientowała się, że już nie znajdowała się w lesie; była o tym przekonana nie tylko dlatego, że nagle zrobiło się cieplej, ale przede wszystkim przez sam fakt tego, że prawie na pewno leżała na czymś miękkim, być może materacu, chociaż i do tego nie mogła mieć pewności. Kiedy bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, poczuła pod palcami delikatny materiał czegoś, co mogłoby być pościelą, tym samym niejako potwierdzało jej wcześniejszą teorię, wprawiając Alyssę w jeszcze silniejszą konsternację.
Mniej więcej w tamtej chwili znalazła w sobie dość siły, by otworzyć oczy. Gwałtownie poderwała się do pozycji siedzącej, prostując niczym struna, prawie jak w chwili przebudzenia z koszmaru, choć tym razem przynajmniej nie czuła potrzeby, żeby zacząć krzyczeć. Serce waliło jej jak oszalałe, uderzając tak mocno, jakby chciało połamać dziewczynie żebra i wyrwać się gdzieś na zewnątrz – a potem uciec, chociaż sama nie miała pewności, gdzie i dlaczego nieszczęsny narząd miałby chcieć się znaleźć. Poza niespójnymi urywkami, ostatnie godziny jawiły się jako jedna wielka niewiadoma – czara dziura, której w żaden sposób nie była w stanie uzupełnić. Nie miała nawet pewności, czy cokolwiek jej się śniło, ale z drugiej strony…
Z jakiegoś powodu była gotowa przysiąc, że po raz kolejny mogła cieszyć się towarzystwem właściciela błękitnych oczu – że znów spadła, tylko po to, żeby po przebudzeniu przekonać się, że jednak jest sama. Coś w tej myśli sprawiło, że poczuła przeszywającą wręcz tęsknotę i rozczarowanie, o wiele silniejsze niż kiedykolwiek wcześniej i całkowicie bezzasadne. Dlaczego miałoby być w sytuacji, w której nie istniał żaden powód do tego, by darzyła jakimkolwiek uczuciem senny majak – kogoś, kogo nawet nie znała, nie wspominając o tym, że nigdy tak naprawdę nie miała okazji zobaczyć jego twarzy?
Wciąż niespokojna, bezwiednie powiodła wzrokiem dookoła. Widok skromnie urządzonej, obcej sypialni, przyprawił ją o jeszcze silniejsze zawroty głowy, tym razem zupełnie niezwiązane z gwałtownym przebudzeniem. Przez kilka sekund wciąż jeszcze miała nadzieję na to, że to wyłącznie wytwór jej wyobraźni – że wciąż śniła, przez co nie była w stanie rozpoznać pokoju, który w akademiku zajmowała z Mary. Chciała wierzyć w to, że za ułamek sekundy wszystko wróci do normy, a ona zauważy sąsiednie łóżko, które będzie zajmowała przyjaciółka. Pragnęła wyżalić się, by usłyszeć melodyjny śmiech i kilka złośliwych komentarzy na temat tego, co mogłoby jej się śnić – jakikolwiek namacalny dowód na to, że jednak to sobie wyobraziła i że tak naprawdę wszystko było w absolutnym porządku.
Dorian. Randka. Walczący mężczyźni…
Energicznie pokręciła głową, żeby odgonić od siebie niechciane wspomnienia. To okazało się trudne, a umysł Alyssy ostatecznie skoncentrował się na najbardziej uciążliwym bodźcu, który już od dłuższego czasu nie dawał dziewczynie spokoju – na tym, czego nie pamiętała. Skrzywiła się, raz po raz przywołując w pamięci twarz tamtego mężczyzny, wypowiedziane słowa…
Zwłaszcza tę obietnicę. Przyrzeczenie, które pozwoliło jej zaznać ulgi i ostatecznie zapaść się w niebyt.
Słowo, które ostatecznie zostało złamane, skoro po raz kolejny była sama.
Nie miała pewności, w którym momencie podjęła decyzję o tym, żeby poderwać się na równe nogi. Jej ciało wydawało się działać samoistnie, nie po raz pierwszy podejmując decyzje na krótko przed tym, jak w ogóle zaczynała być ich świadoma. Wciąż napinając mięśnie, powiodła wzrokiem po pokoju, zwracając uwagę przede wszystkim na zasłonięte starannie, ciężkie kotary. Zmrużyła oczy, sama niepewna tego, co powinna o tym myśleć, tym bardziej, że wrażenie było takie, jakby ktoś za wszelką cenę usiłował trzymać ją z daleka od światła słonecznego. To idiotyczne, przeszło Ali przez myśl, ale z jakiegoś powodu instynkt podpowiedział jej, że sprawy wcale nie były aż takie proste i że unikanie blasku poranka w istocie miało sens. W mroku czuła się bezpiecznie, chociaż z logicznego punktu widzenia powinna była się go obawiać.
Przemieściła się, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy drzwiach. Jej palce z siłą zacisnęły się na klamce, ale nie od razu zdecydowała się ją nacisnąć, przez ułamek sekundy niemalże całkowicie pewna tego, że została w tym miejscu zamknięta. Czuła się prawie jak zwierzę, które ktoś zapędził w pułapkę i wciąż mu zagrażał – zdezorientowana, niespokojna i skoncentrowana tylko i wyłącznie na tym, żeby przetrwać. Chciała biec – uciekać – chociaż sama nie wiedziała gdzie i dlaczego. Ta dezorientacja doprowadzała ją do szału, czyniąc sytuację o wiele gorszą, aniżeli mogłaby przypuszczać. Zagubienie potęgowało strach, zresztą tak jak i świadomość tego, że znajdowała się w całkowicie obcym sobie miejscu, nie mając pojęcia, czego tak naprawdę powinna się spodziewać.
Nasłuchiwała, gotowa zareagować, gdyby tylko pojawiły się jakiekolwiek przesłanki co do tego, że nie jest sama, jednak odpowiedziała jej cisza. Uznała, że to dobry znak – jedyna szansa na to, żeby spróbować się wydostać – i to ostatecznie przekonało Alyssę do tego, żeby wyjść z pokoju. Naparła na drzwi, na dłuższą chwilę zamierając, kiedy te ustąpiły bez najmniejszego nawet problemu. W porządku, więc nie była więźniem, przynajmniej teoretycznie, chociaż to nadal niczego nie tłumaczyło. Miała złe przeczucia, z kolei to, że nie miała pojęcia, gdzie i dlaczego się znalazła, jedynie podsycało odczuwaną przez dziewczynę dezorientację. Czuła, że znalazła się gdzieś na granicy paniki, ale choć raz po raz powtarzała sobie, że musi nad sobą zapanować, by mieć szansę się bronić, wszelakie próby okazały się bezskuteczne.
Nie usłyszała niczego, co mogłoby świadczyć o pojawieniu się kolejnej osoby i czyjejkolwiek obecności. Tym większym szokiem był dla niej widok spokojnie stojącej kilka metrów od niej, blokującej dojście do schodów kobiety. Nieznajoma milczała, uważnie obserwując Alyssę i początkowo wyglądając na chętną do tego, żeby do dziewczyny podejść, ale ostatecznie tego nie zrobiła. Ali nie miała pewności, jak prezentował się wyraz jej twarzy, ale podejrzewała, że wystarczająco źle, by kobieta wolała trzymać się na dystans.
Panującą dookoła ciszę przerwał znajomy już, zwierzęcy charkot. Tym razem Alyssa nie miała wątpliwości co do tego, że dźwięk wyrwał się gdzieś z głębi jej gardła, jednak ta świadomość i tak była dla niej szokiem.
To, że nieznajoma nawet nie drgnęła w odpowiedzi na jawne ostrzeżenie z jej strony, również.
– W porządku – powiedziała w zamian. Alyssa zamarła, porażona czystością i opanowaniem, którego doszukała się w jej głosie. – Nie zamierzam cię skrzywdzić.
Chociaż słowa brzmiały szczerze, dziewczyna mimowolnie cofnęła się o krok. Ciało Ali napięło się, a ona sama lekko pochyliła się do przodu, przybierając pozycję, która – jak nagle sobie uświadomiła – miałaby ułatwić ewentualny atak albo obronę. Nie po raz pierwszy w ostatnim czasie zaczęła mieć problemy z tym, żeby zrozumieć własne reakcje, zwłaszcza w takiej sytuacji, tym bardziej, że nie docierało do niej to, że miałaby na kogokolwiek się rzucić. Przede wszystkim kobieta wyglądała na kogoś, kto nie byłby w stanie kogokolwiek skrzywdzić, coś jednak podpowiadało Alyssy, że to tylko i wyłącznie pozory.
Pierwszym, co zwróciło jej uwagę, było to, że nieznajoma wyglądała doskonale – piękna pod każdym względem w sposób, którego zdecydowanie nie można było uznać za naturalny. Ten sam rodzaj szokującej, przyciągającej urody przejawiali obaj mężczyźni z lasu, co wystarczyło, żeby Alyssa momentalnie doszła do wniosku, że kobieta ma z nimi jakiś związek. Coś ścisnęło ją w gardle, nie pozwalając wykrztusić z siebie nawet słowa, nie wspominając już o tym, że sama nie miała pewności, o co tak naprawdę miałaby zapytać. Bezpieczniej było trzymać się na dystans i uciekać, ale i na to nie potrafiła się zdobyć, ogarnięta oszałamiającym wręcz przekonaniem, że nieznajoma nie pozwoliłaby jej się tak po prostu oddalić.
Bezwiednie po raz wtóry zmierzyła kobietę wzrokiem, tym razem nie będąc w stanie powstrzymać się przed uważnym wodzeniem po delikatnych rysach twarzy. Długie do pasa, jasne kosmyki wydawały się tworzyć złocistą aureolę wokół jej głowy, błękitne oczy zaś miały w sobie coś, co chyba powinno było wzbudzać zaufanie, to jednak w przypadku Alyssy nie miało miejsca. Walczyła ze sobą, rozdarta pomiędzy pragnieniem natychmiastowej ucieczki a pozostaniem w miejscu i poczekaniem na to, aż sprawy rozwiną się po swojemu. Miała złe przeczucia, a brak możliwości ich sprecyzowania sprawiał, że wszystko wydawało się jeszcze bardziej skomplikowane.
– Kim…? – zaczęła, ale na nic więcej nie było ją stać. Nie miała nawet pewności co do tego, czy chce poznać odpowiedź.
O dziwo, kobieta zdołała się uśmiechnąć. Było w tym coś kojącego, zresztą jak i w spojrzeniu, którym obdarowała Alyssę – niezwykle łagodnym, niemalże troskliwym, chociaż zarazem na tyle zdecydowanym, by dziewczyna poczuła względem niej respekt. Nie znała jej, ale w tamtej chwili nabrała silnego przekonania co do tego, że nieznajoma nie pozwoliłaby się zranić, nawet pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wyglądała na całkowicie bezbronną.
– Mam na imię Eleonora.
Nie dodała niczego więcej, chcąc dać swojej rozmówczyni czas na przetworzenie tej informacji. W tamtej chwili Ali pomyślała, że być może powinna się odwdzięczyć i zdradzić również swoje imię, jednak pomimo starań nie była w stanie wykrztusić z siebie nawet słowa.
Kobieta musiała to wyczuć, bo westchnęła cicho. Alyssa jęknęła, kiedy Eleonora zrobiła krok w jej stronę, zmusiła się jednak do tego, żeby spokojnie stać w miejscu. Tak chyba jest najbezpieczniej, prawda? Nie należy okazywać strachu, ale…, pomyślała, jednak i tego nie była pewna. Nie potrafiła nawet stwierdzić, skąd tak naprawdę brały się te wszystkie wątpliwości, tym bardziej, że zdecydowanie nie miała przed sobą kogoś, kto mógłby okazać się niebezpieczny.
Gdzieś za plecami kobiety rozległy się ciche kroki, a chwilę później do Eleonory dołączył mężczyzna. Było coś przenikliwego w spojrzeniu, które rzucił kolejno swojej towarzyszce, a ostatecznie Alyssy. Wydał jej się o wiele bardziej podejrzliwi i ostrożniejszy, kiedy zaś przemieścił się, stojąc tak, żeby częściowo osłonić jasnowłosą piękność, dziewczyna poczuła się jeszcze bardziej osaczona.
– Daj spokój, Michael – zaoponowała kobieta, układając dłonie na ramionach mężczyzny. Było w tym geście coś zaskakująco intymnego, co sprawiło, że Ali zapragnęła momentalnie odwrócić wzrok. Co więcej, mimowolnie pomyślała o tym, że tę dwójkę musiały łączyć jakieś bliższe relacje, chociaż czuła się zbyt oszołomiona, by jednoznacznie określić, czy może mieć rację. – Jest wystraszona… A mnie chyba dobrze szło – dodała Eleonora, wydymając usta i ponad ramieniem Michaela usiłując raz jeszcze spojrzeć na Alyssę.
– Tak… Właśnie widzę. – Po tonie mężczyzny trudno było stwierdzić, czy sobie żartował.
Było coś takiego w jego zachowaniu, co z miejsca sprawiło, że dziewczynie przyszło do głowy, iż oboje mogliby obawiać się jakiejkolwiek reakcji z jej stron. To wydawało się niedorzeczne, przynajmniej w pierwszej chwili, póki nie przypomniała sobie swojej reakcji na obecność Lucka. Wystarczyło samo tylko wspomnienie tego, co czuła przy mężczyźnie, zdolna tylko i wyłącznie do walki z samą sobą i przybierającym na sile pragnieniem. Tym razem przynajmniej nie czuła głodu, jednak poczucie zagrożenia nie zniknęło, osiągając jakiś szczególny, nieznany jej do tej pory poziom.
Skoro spoglądali na nią tak, jakby była niebezpieczna, musieli zdawać sobie sprawę z tego, kim była. Sama myśl o tym przyprawiła ją o palpitację serca, tym bardziej, że po cichu liczyła na jakiekolwiek wyjaśnienia. Chciała o coś zapytać, jednak poszczególne słowa i myśli mieszały się ze sobą, utrudniając Alyssy koncentrację. Wpatrywała się w Eleonorę i Michaela, za wszelką cenę próbując ocenić, czy to ich mogłaby zapamiętać z chwil na krótko przed utratą przytomności, to jednak okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby przypuszczać. Była wręcz gotowa przysiąc, że się myli i że był ktoś jeszcze, ale…
– Do cholery, co tutaj się znowu dzieje? – usłyszała kolejny głos i to wystarczyło, żeby sytuacja zmieniła się w niemalże diametralny sposób.
Spokój spłynął na nią z chwilą, w której w końcu go zobaczyła. Chociaż głos dobiegł tuż zza jej pleców, nawet nie przejęła się tym, że miałaby się odwrócić. Zwrócenie się tyłem do Eleonory i Michaela przyszło Alyssy zaskakująco naturalnie, zaś cała uwaga dziewczyny z miejsca skoncentrowała się na osobie, która nadeszła z przeciwległego końca korytarza.
Natychmiast rozpoznała jego twarz i ciemne, skupione oczy – te same, które miała okazję zobaczyć, zanim pochłonęło ją zapomnienie. To nie były te niebieskie tęczówki z jej snów – zdawała sobie z tego sprawę – jednak i tak wystarczyły, żeby poczuła się spokojna. To on, uświadomiła sobie. On mi obiecał… I wciąż tutaj jest.
Nie miała pojęcia, dlaczego to takie ważne, ale nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Wiedziała, że nie myśli jasno, zbytnio rozproszona nadmiarem bodźców i emocji, ale również to nie miało dla niej znaczenia. Zależało jej tylko i wyłącznie na poczuciu bezpieczeństwa, a ten mężczyzna z jakiegoś powodu stał się dla niej jego gwarancją w chwili, w której zaoferował pomoc. Mimowolnie pomyślała o tym, że to było głupie i że najpewniej zachowywała się jak idiotka, aż prosząc o to, żeby wydarzyło się coś niewłaściwego, jednak i nad tym nie zamierzała się zastanawiać, całą sobą koncentrując się wyłącznie na możliwości odnalezienia utraconej równowagi.
Właściwie nie zastanawiała się nad tym, co robi, kiedy błyskawicznie przemknęła przez korytarz, niemalże wpadając na swojego wybawcę. Nie zaprotestowała, gdy to on ją pochwycił, być może uznając, że zamierzała go zaatakować albo uciec. W zamian jak gdyby nigdy nic uczepiła się jego ramienia, trochę jak nieśmiałe dziecko, które dla pewności woli skryć się za plecami kogoś dorosłego. Zastygła w bezruchu, absolutnie nieskrępowana tym, że mogłaby tulić się do kogoś, kogo imienia – w przeciwieństwie do pozostałej dwójki – nawet nie znała. To nie miało znaczenia, a Ali już nawet nie próbowała doszukiwać się we własnym zachowaniu logiki.
Czuła się bezpieczna. To się liczyło. Tylko to miało dla niej sens.
Nieznajomy zamarł, spoglądając na nią w co najmniej skoncentrowany sposób, ale ostatecznie nie skomentował jej zachowania nawet słowem. Wolną ręką przeczesał już i tak zmierzwione, ciemnobrązowe włosy, tym samym robiąc sobie na głowie jeszcze większy bałagan. Wyczuła, że napiął mięśnie, najwyraźniej sam niepewny tego, jak powinien się zachować. Nie odepchnął jej i w tamtej chwili właśnie to wydawało się dziewczynie najważniejsze, tym bardziej, że zdecydowanie nie miała w planach tego, by się odsunąć – i to niezależnie od tego, czego on mógłby chcieć.
– Hm… Jason, chyba cię polubiła – oceniła Eleonora. Alyssa prawie zdążyła o niej zapomnieć, tak jak i o tym, że ta mogłaby ich obserwować.
Konsternacja na twarzy mężczyzny – Jasona, jak starannie zarejestrowała w pamięci Ali – wydała się jeszcze wyraźniejsza.
– Aha, świetnie. – Gniewnie zmrużył oczy, ostatecznie przenosząc wzrok na nią. Mimo wszystko odniosła wrażenie, że coś w jego spojrzeniu złagodniało. – Nikt cię nie skrzywdzi. Naprawdę.
Skinęła głową, chociaż nie miała pewności, czy faktycznie w to wierzy. Co prawda z jakiegoś powodu mu ufała, stopniowo uspokajając się i zaczynając dochodzić do wniosku, że walka będzie zbędna, jednak to wciąż nie wydawało jej się wystarczającym argumentem, by poczuć spokój. Jak mogłaby, skoro ostatnie godziny stanowiły dla niej jedną wielką niewiadomą, niosąc ze sobą więcej pytań, aniżeli jakichkolwiek odpowiedzi?
Nie wiedziała kim jest, gdzie się znalazła i dlaczego w ciągu kilku minut ktoś zdecydował się wywrócić całe jej dotychczasowe życie do góry nogami. W takim wypadku niepokój wydawał się jak najbardziej uzasadniony.
Jason westchnął ponownie, wyraźnie zrezygnowany. Wciąż pozwalał na to, żeby trwała u jego boku, ale i tak wydał się Alyssy skrępowany.
– Znalazłem ją w lesie i tyle – oznajmił zniecierpliwionym tonem. Zwracał się do pozostałej dwójki, zachowując się tak, jakby jej nie było, ale wyjątkowo nie poczuła się z tego powodu źle. – Nie wiem, co myśleć, ale jeśli to sprawka Carlosa, przysięgam, że go zabiję – rzucił gniewnym tonem. Z jakiegoś powodu przyszło jej do głowy, iż mówił jak najbardziej poważnie.
Poza tym… Carlos…?
Alyssa zamarła.
Miałam malutkie opóźnienie, przez co nic nie pojawiło się w zeszłym tygodniu, ale nie ma tego złego, prawda? Jestem z tego rozdziału zadowolona, zresztą tak jak i z tego, jak rozwija się ta historia. Już wiem jak poukładać stare elementy z kilkoma nowymi, więc spokojnie uda mi się doprowadzić wszystko do właściwego stanu – o wiele lepszego niż zakładałam, mam nadzieję. Wciąż trudno mi przewidzieć, ile rozdziałów będzie miała ta część, ale nie sądzę, żeby to było istotne.
Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia. Dzięki temu wiem, że pisanie tej historii na nowo jak najbardziej miało sens. Niezmiennie dodajecie mi skrzydeł.
Kolejny rozdział najpewniej we wrześniu. Wciąż mam wakacje (uroki studiów), nie sądzę zresztą, by powrót na uczelnię jakoś szczególnie odbił się na częstotliwość z jaką piszę.
Do następnego!

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Hejka!
      Można?

      Nie lubię mieć zaległości, bo potem czuje się strasznie winna, ale nie zawsze jest czas bądź chęci. Ale w końcu się zbieram w sobie!
      Wiele osób narzeka na długie opisy. Ilekroć czytam Forever czy SOTA, nigdy nie miałam takiego odczucia, nawet pomimo rozdziałów bez ani jednego dialogu czy nawet monologu. Twoje rozdziały czyta się lekko i przyjemnie, dlatego chętnie wyczekuje kolejnych, choć nie zawsze czytam je od razu.
      Też bym chciała cieszyć się towarzystwem właściciela niebieskich oczu. Ale z tego co wiem (i znając Ciebie, oczywiście), będziemy musieli się jeszcze narzekać. Poczekamy ^^
      Nie wiem jakbym zachowywała się na jej miejscu. Budzi się w nieznanym sobie miejscu, ma lukę w pamięci, a potem jeszcze spotyka ludzi, których widzi pierwszy raz na oczy. Więc wcale się jej nie dziwię, że jest zdezorientowana. Jeszcze jej ciało sprawia jej figle i reaguje zanim sama się zdecyduje. Choć wiem, że z czasem wszystko sobie przyswoi. Powiedziałabym: w końcu ma go dużo, ale z Tobą to nic pewnego, więc uznajemy, że wcale tego tam nie było.
      Och! Podobało mi się, jak Ali podbiegła do Jasona i uczepiła się jego ramienia. Wprawdzie mógłby jej skręcić kark w ułamku sekundy, ale przecież jej obiecał. Dobrze, że osobę, przy której czuje się bezpiecznie. Przynajmniej nie będzie tak zdezorientowana. Bo gdyby była wśród wampirów, których w ogóle nie zna? A tak ma przynajmniej Jasona. Ale ciekawe jak zareaguje Nadia... :D
      I oczywiście końcówka. Jakże mogłoby jej u Ciebie zabraknąć? :p

      No cóż... to tyle. W końcu nadrobiłam chociaż tutaj! I powtórzę po raz enty, że bardzo się cieszę iż zaczęłaś tego bloga od początku ^^

      Ściskam,
      Mrs.Cross!

      Usuń
  2. Hej. Z tej strony nowa czytelniczka. Przyznaję, co prawda, że już kiedyś zaczynałam czytać Twoje opowiadania, ale jakoś nie przepadam za Renesmee,a jeśli chodzi o "Zagubieni w czasie" to czytałam czasami urywki i zawsze uważałam, że to jest zbyt dobre na tylko fanfiction i po prostu było mi zbyt przykro xD W każdym razie, cieszę się, że trafiłam na twoje autorskie opowiadanie!
    Co do Alyssy, nie przypadła mi do gustu w rozdziale II – wydała mi się trochę zarozumiała i naiwna, ale później naprawdę było mi jej szkoda – to okrutne przemienić ją, nie wytłumaczyć, co się stało, dokąd ma iść i myślę, że poradziła sobie naprawdę świetnie. Myślałam, że zaatakuje Lucka, ale jednak udało jej się powstrzymać – choć było tak blisko!, i cieszę się, bo fajny staruszek i szkoda by było :( Tak czy siak, w końcu zabiła i chyba nawet nie jest mi przykro, bo przynajmniej ma za sobą swój „wampirzy chrzest”.
    Rodzina Sorentich rzeczywiście może być bardziej interesująca od Cullenów, bo z tego, co zdążyłaś już przedstawić, jest pomiędzy nimi o wiele więcej konfliktów, więcej przeszłości i tajemnic, a przede wszystkich – nie są tacy idealni i kochający. Najbardziej oczywiście ciekawi mnie Carlos, jego dawna miłość i jego zemsta.
    No i co do tego wszystkiego ma Alyssa. Co takiego ma w sobie? Musi być ważna, Dorian i ta diaboliczna dziewczynka chcieli się jej pozbyć.
    Wiem, że masz betę, ale wyłapałam literówkę i w sumie to nic ważnego, ale nawet sobie zrobiłam screena na telefonie, żeby nie zapomnieć, więc proszę xD
    Rozdział III – „Gdyby przynajmniej w jakiś sposób mu się naraziła, może wsztsrji byłoby łatwiejsze.”

    Do następnego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :3
      Bardzo dziękuję za komentarz. Zawsze bardzo się cieszę z każdej nowej osoby, która z jakiegoś powodu zainteresuje się tym, co piszę, tak więc witam serdecznie – mam nadzieję, że dalsza część historii również przypadnie Ci do gustu. Na wszystkie pytania odpowiedzi się pojawią – prędzej czy później, bo już od dawna mam wszystko starannie zaplanowane :) To, że Alyssa wzbudza różne emocje, również mnie cieszy, bo nie znosiłabym wykreowania kogoś, kto byłby tylko… Cóż, imieniem w rozdziale =P
      Również uważam, że Sorenti będą o wiele ciekawszym rozwiązaniem. Ta historia była eksperymentem, a ja już w trakcie przekonałam się, że uczynienie z tego fan fiction to błąd, który teraz zresztą naprawiam. Czas pokaże, co z tego wyjdzie :D
      LITT… Hm, szczerze powiedziawszy, to nigdy nie była i nie będzie historia po prostu Renesmee, chociaż to mimo wszystko główna bohaterka. To opowiadanie to mimo wszystko moja perełka – sześć lat ciągłej pracy. Zmieniało się razem ze mną, tak jak i moja bohaterka, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że z gustem bywa różnie. No i cieszy mnie to, że ostatecznie trafiłaś tutaj, bo moja pisanina Cię zaintrygowała :3
      Betę mam, owszem, ale żadne z nas nie jest idealne. Literówka czy nie, błędy wciąż mogą się zdarzać, a ja zawsze jestem wdzięczna za każdą uwagę. Już poprawiam i dziękuję :D

      Pozdrawiam i do napisania,
      Nessa.

      Usuń
    2. Jeszcze co do LITT to tak szczerze, to myślę, że się kiedyś do tego zabiorę. Pewnie nie za tydzień, nie za miesiąc - ale kiedyś. Bo jakoś mimo że czytałam tylko urywki, kawałki to historia do mnie co jakiś czas wraca - przynajmniej na tyle, żeby zajrzeć i sprawdzić jak Ci idzie ;)

      A co do bety, to jeszcze tak chciałam sprostować, że to absolutnie nie miał być przytyk czy coś (bo łomójboże, ile ja pewnie mam literówek!), bardziej coś w stylu "co z tego, że masz od tego ludzie, wtrącę swoje 3 grosze!" :D

      Usuń
    3. O, właśnie: miało być "ludzi" xD

      Usuń
    4. Bardzo miło mi to słyszeć :3 Tym bardziej, że LITT ma aktualnie jakieś 1250 rozdziałów, a ja zawsze jestem w szoku, kiedy ktoś chociaż myśli o tym, żeby spróbować to nadrobić =P Nie ma pośpiechu, a i ja zdaję sobie sprawę z tego, że to może być… trudne do realizacji wyzwanie, którego być może ja sama bym się nie podjęła :)
      Nie, spokojnie, nie przyjęłam tego jako przytyk. Jak wspomniałam, jestem wdzięczna, bo nawet literówka czy przecinek to zawsze duża pomoc dla mnie ^-^

      Nessa.

      Usuń
  3. Hej!
    Wreszcie się zabrałam w sobie i nadrabiam powoli zaległości. :3
    Ja zdecydowanie powinnam przestał oglądać tyle SPN, bo znowu, czytając imię Lucka przeczytałam je tak jak się pisze i zastanawiałam się, naprawdę!, dlaczego ona do cholery była w samochodzie Lucka. W końcu to jeszcze za wcześnie na używanie tego imienia. Ale ja już wracam do tematu, bo chyba w każdym możliwym komentarzu o tym wspominam i pewnie robi się to już powoli nudne, więc już milknę. xD
    Eleonora wydaje mi się być taką jeszcze bardziej delikatniejszą wersją Esme. Oczywiście wiem, że to zupełnie inne postacie, ale patrząc na to, że poprzednia wersja Alyssy była oparta na Zmierzchu to mimo wszystko sobie czasem coś tam porównam, a to to, a to tamto, ale to nic takiego znaczącego, więc to nie ważne. Czytając odnosiłam wrażenie, że zwraca się do niej jak do takiego szczeniaka, którego wyrzucono i przywiązano do drzewa w lesie, a jacyś dobrzy ludzie się nad nim zlitowali i go zabrali do domu. Wiem, porównanie niezbyt fajne, ale to mi przyszło do głowy. I widać, że powoli zaczęła właśnie jej ufać, ale potem pojawił się Jason i nagle to tylko jemu była w stanie zaufać. Myślę, że Nadia będzie się miała o co spinać. Wspomniałam może, że ukochałam sobie bardzo to imię? Prześliczne jest, serio.
    Zupełnie nie spodziewałam się tego, że Ali tak nagle rzuci mu się w ramiona, jakby przytulała się do dawno niewidzianego przyjaciela, ale nie jestem chyba zdziwiona. W końcu to on ją uratował, obiecał zabrać do domu. A takie obietnice to dużo, prawda? Jestem ciekawa jak się rozwinie ich relacja, w zasadzie jestem ciekawa relacji wszystkich z Alyssą, a najbardziej mnie ciekawi ta dwójka i Nadia, która raczej zadowolona nie będzie. Swoją drogą, skoro jesteśmy przy Nadii, zupełnie nie tak ją sobie wyobrażałam. Dla mnie Alona zostanie już tylko Jo, którą w SPN uwielbiam, zaczyna się kręcić łezka w oku. Chociaż ją uwielbiam, to zostanę przy swoim chyba wyobrażeniu Nadii, ale wiadomo, wyobraźnia u każdego działa zupełnie inaczej. :D
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, a teraz lecę przeczytać jeszcze Forever i mam nadzieję, że uda mi się też skomentować. :D
    ściskam,

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń