08.09.2016

Rozdział IX

ALYSSA
Nie miała pojęcia, jak prezentuje się jej wyraz twarzy, to zresztą wydało jej się najmniej istotne. Jakkolwiek by jednak nie było, musiała wyglądać na przerażoną, bo Jason spojrzał na nią w bliżej nieokreślony sposób, intensywnie nad czymś myśląc.
– Musimy porozmawiać – oznajmił w końcu. – I to teraz, jeśli nie masz nic przeciwko.
Nie odpowiedziała, zdolna wyłącznie bezmyślnie mu się przypatrywać. Westchnął przeciągle, wyraźnie sfrustrowany, po czym bezceremonialnie chwycił ją za ramiona, zdecydowanym ruchem obracając w swoją stronę. Zesztywniała, w pierwszym odruchu mając ochotę mu się wyrwać, jednak ostatecznie tego nie zrobiła. Chcąc nie chcąc spojrzała mężczyźnie w oczy i to wystarczyło, żeby z miejsca opanował ją spokój – dziwny, nienaturalny, ale mimo wszystko…
Rozluźniła mięśnie, właściwie nieświadoma tego, co robi. Jason najwyraźniej tego oczekiwał, bo nie wyglądał na zaskoczonego jej reakcją. Wręcz przeciwnie – coś w jego spojrzeniu złagodniało; tylko odrobinę, ale to i tak wystarczyło, żeby poczuła się odrobinę pewniej.
– W porządku – powiedział. Alyssy trudno było stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się po nim spodziewać, a tym bardziej czy w tej jednej kwestii mogła mu wierzyć. Jasne, czuła się przy nim bezpieczna, ale to jeszcze nie znaczyło, że mogła któremukolwiek z obecnych zaufać. – To Carlos ci to zrobił, prawda? – zapytał wprost, bez trudu interpretując jej reakcję.
– Ja…
Skrzywiła się, zresztą nie po raz pierwszy, bo czuła się okropnie za każdym razem, kiedy przypominała sobie, jak bardzo zmienił się jej własny głos. W głowie miała pustkę, przez co nie była w stanie ani udzielić odpowiedzi, ani choć spróbować sformułować jakiekolwiek z dręczących ją pytań. Dotychczas miała ich mnóstwo, teraz zaś miała wrażenie, że nareszcie natrafiła na osoby, które mogły udzielić jej odpowiedzi na przynajmniej kilka z nich, to jednak przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie, skoro nawet nie potrafiła ich zadać. Czuła się zbytnio zdezorientowana, by skoncentrować się na czymkolwiek innym, poza tym…
Och, jak miałaby w ogóle myśleć, skoro najpewniej zabiła człowieka?
Ta myśl uderzyła w nią z siłą rozpędzonego pociągu, sprawiając, że niewiele brakowało do tego, żeby osunęła się na kolana. Musiała przytrzymać się Jasona, żeby nie upaść, tym samym po raz kolejny wprawiając swojego wybawcę w konsternację. Oddech gwałtownie jej przyśpieszył, nagle płytki i urywany, do oczu zaś jak na zawołanie napłynęły świeże łzy. Zamrugała kilkukrotnie, próbując walczyć z drżącym ciałem i rozmazującym się obrazem, to jednak okazało się trudne. Już od dłuższego czasu była na granicy załamania, a w tamtej chwili coś ostatecznie w niej pękło, sprawiając, że Ali poczuła się tak, jakby za moment miała rozpaść się na kawałeczki.
– Co ty właściwie robisz, Jason? – zaoponowała Eleonora. Rozpoznała jej głos, bez trudu orientując się, że kobieta ruszyła w ich stronę.
– Co masz na myśli? – zniecierpliwił się mężczyzna. – Próbuję rozmawiać. Jeśli dziewczyna coś wie, to…
Eleonora z niedowierzaniem pokręciła głową.
– Jest przerażona, to raz. Nie wierzę w to, że możesz być aż taki niedelikatny – oznajmiła lodowatym tonem. Patrząc na nią wcześniej, Alyssa nawet nie przypuszczała, że kobietę w ogóle może być stać na takie zachowanie. – Dwa, skoro już zadajesz pytania, może zacznij od tego, jak ma na imię. Znacznie łatwiej jest się porozumieć, kiedy twój rozmówca nie jest na granicy omdlenia – dodała z naciskiem.
Jeszcze kiedy mówiła, jej spojrzenie skoncentrowało się na Ali. To wystarczyło, żeby zarówno wyraz twarzy, jak i ton głosu kobiety złagodniały, znów wydając się dziewczynie niezwykle łagodne i… po prostu ludzkie. Z wahaniem przyjrzała się Eleonorze, zwłaszcza, że ta zachęcająco wyciągnęła rękę w jej stronę. Wydawała się zdecydowana, poza tym nie zachowywała się już tak, jakby miała przed sobą potencjalne zagrożenie – niebezpieczne, dzikie zwierzę, którego należało się wystrzegać. Zauważyła, że Michael wciąż przypatrywał jej się ze swego rodzaju obawą, ale nie próbował zatrzymywać partnerki, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że tej nie spotka nic złego.
Nie jestem potworem, pomyślała Alyssa, ale nie była w stanie wypowiedzieć tych kilku słów na głos, nagle uświadamiając sobie, że to byłoby wierutnym kłamstwem. Potrafiła krzywdzić i już zdążyła się o tym przekonać, chociaż na wszystkie możliwe sposoby próbowała wyrzucić to jedno wspomnienie z pamięci. Z dwojga złego wolała pustkę w głowie od ponownego przeżywania tego, jak okropnie czuła się przez palenie w gardle, a także później, kiedy… pewne rzeczy ostatecznie zostały dokonane. Pamiętała swój krzyk, gdy w końcu dotarło do niej to, co zrobiła, zauważyła krew na rękach i…
Krew na rękach.
Poruszając się trochę jak w transie, uniosła ramiona w taki sposób, żeby móc przyjrzeć się swoim dłoniom. Przynajmniej miała w planach to zrobić, ale powstrzymały ją inne ręce, które nagle zacisnęły się na jej nadgarstkach. Uścisk Eleonory okazał się zaskakująco silny i stanowczy, zaś Alyssa zdołała jedynie spojrzeć na nią w oszołomieniu, coraz bardziej wytrącona z równowagi.
– Cii… – Kobieta obrzuciła ją łagodnym, zatroskanym spojrzeniem. – To nic, jasne? Nic się nie stało – dodała tonem, którym można by przemawiać do małego dziecka, które dopiero co obudziło się z koszmaru.
– Ale…
Eleonora uciszyła ją spojrzeniem.
– Za chwilę – obiecała. – Na razie po prostu mi zaufaj. Chodź, pokażę ci łazienkę – zaoferowała, a jej palce ostatecznie zacisnęły się wokół dłoni dziewczyny. – Uspokoisz się, doprowadzisz do porządku i dopiero wtedy porozmawiamy. Znajdziemy ci jakieś ubranie – dodała, a milczący dotychczas Jason prychnął, wyraźnie nie dowierzając temu, co słyszał.
– Naprawdę uważasz, że to w tym momencie jest priorytetem? – zapytał, ale nie zabrzmiał na szczególnie zdeterminowanego, najwyraźniej już pogodzony z tym, że ktoś inny przejął kontrolę nad sytuacją.
– To, żeby zająć się nią po ludzku? – Eleonora rzuciła mu wymowne spojrzenie. – Tak, jak najbardziej.
Nie dodała niczego więcej, najwyraźniej uznając to za całkowicie zbędne. Wciąż trzymała Alyssę, ale nie próbowała do czegokolwiek jej zmuszać, w zamian przypatrując się dziewczynie w znaczący, zachęcający sposób. W tamtej chwili do Ali dotarło, że wcale nie miałaby nic przeciwko, żeby gdziekolwiek z kobietą pójść, chociaż zarazem nie chciała oddalać się od Jasona. Mimo wszystko czuła się przy nim bezpieczna, a to, że nie wyglądał na zachwyconego propozycją Eleonory, jedynie podsycało wątpliwości.
Zawahała się, niespokojnie spoglądając najpierw na swojego wybawcę, a później na wciąż przytrzymującą ją kobietę. Jason musiał wyczytać pytanie w jej oczach, bo z niedowierzaniem potrzasnął głową, ostatecznie cofając się o krok i wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście.
– Róbcie co chcecie – stwierdził z rezerwą i to najwyraźniej wystarczyło Eleonorze, bo przesunęła się bliżej.
– Jak masz na imię? – zapytała łagodnie.
W pierwszym odruchu Ali spojrzała na nią w nieco nieprzytomny, wciąż jeszcze oszołomiony sposób, czując się trochę tak, jakby mówiono do niej w innym języku. Zwłaszcza w porównaniu z tym, jakie pytania zadawał jej Jason, to wydawało się zdecydowanie zbyt błahe. W efekcie dopiero po kilku kolejnych sekundach zdołała wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowo, uświadamiając sobie, że ignorowanie kogoś, kto próbował jej pomóc, zdecydowanie nie było rozsądne.
– Alyssa… Ali.
Na nic więcej nie było ją stać, ale Eleonora najwyraźniej była na to przygotowana. Korzystając z tego, że nie doczekała się żadnych oznak protestu, kobieta bez pośpiechu ruszyła w głąb korytarza. Uścisk palców na dłoni Alyssy zelżał i dziewczyna zrozumiała, że gdyby tylko zechciała, mogłaby się wyrwać, ale nie zrobiła tego, w zamian bez chwili wahania ruszając za swoją tymczasową opiekunką. Czuła, że ktoś ją obserwuje, więc nerwowo obejrzała się przez ramię, bez trudu orientując się, że zarówno Michael, jak i Jason właściwie nie odrywają od niej wzroku. Speszyła się, ale nie skomentowała tego nawet słowem, w zamian przyśpieszając, by łatwiej dotrzymać kroku Eleonorze.
– Musiała to zrobić, prawda? – mruknął z irytacją Jason; nie zwracał się do niej, ale Ali i tak spięła się, nagle zaniepokojona.
– Sam przyznaj, że zachowałeś się trochę… zbyt szorstko – padło w odpowiedzi.
Chłopak prychnął, wyraźnie nieusatysfakcjonowany uwagą Michaela. Rzucił w odpowiedzi, ale Alyssa już nie była w stanie skoncentrować się na poszczególnych słowach, myślami zbyt daleko, by zdołała skoncentrować się na czymkolwiek. To, jak łatwo można było ją rozproszyć, zaczynało być niepokojące, nie wspominając o tym, że zdecydowanie nie wydało jej się normalne.
Cóż, w ostatnim czasie nic takie nie było.
Eleonora faktycznie zaprowadziła ją do łazienki, wciąż łagodna i pełna troski. Alyssa pomyślała, że powinna czuć się z tego powodu zażenowana, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Czuła się zbyt otępiała, żeby myśleć, dlatego już tylko bezmyślnie obserwowała kobietę, podczas gdy ta próbowała jej tłumaczyć, że nie ma powodów do obaw. Ostatecznie wyszła, mówiąc coś na temat tego, że ktoś – Nadia, a przynajmniej tyle zdołała zapamiętać – powinien mieć ubrania w odpowiednim rozmiarze, by mogła je ubrać. Coś w tonie Eleonory sprawiło, że Ali z miejsca zwątpiła w to, czy prawowita właścicielka będzie zadowolona z tego, że ktokolwiek inny mógłby dotykać należących do niej rzeczy, ale nie próbowała się kłócić, dochodząc do wniosku, że jest jej wszystko jedno.
Po wyjściu kobiety przez kilka sekund po prostu stała, bezmyślnie rozglądając się po pomieszczeniu. Łazienka była duża, obszerna i bardzo jasna, co z jakiegoś powodu przyprawiło Alyssę o zawroty głowy. Coś we wszechogarniającej bieli sprawiło, że momentalnie zapragnęła się schować, nie po raz pierwszy dochodząc do wniosku, że zdecydowanie bardziej preferowałaby skryć się w jakimś ciemnym miejscu – chociażby pokoju, w którym się obudziła. Wtedy mogłaby skulić się w kącie i już więcej się stamtąd nie ruszać, czekając na… W zasadzie cokolwiek, jeśli tylko mogłoby przynieść jej chociaż chwilowe ukojenie.
Spojrzała na swoje ręce, po czym skrzywiła się, dostrzegając zaschnięte, pociemniałe już plamy. To była krew, ale chociaż zdawała sobie z tego sprawę, mimo wszystko zaczęła przekonywać samą siebie do tego, że się pomyliła. Drżąc i bezskutecznie próbując zapanować nad własnym ciałem, chwyciła ręcznik i kosmetyki, które przed wyjściem znalazła dla niej Eleonora i błyskawicznie dopadła do prysznica. Jeszcze przed ściągnięciem ubrań (albo raczej tego, co zostało z jej wyjściowej sukienki), odkręciła wodę, by móc wsunąć ramiona pod gorący strumień. Ciecz natychmiast zabarwiła się na czerwono, mieszając się ze śladami osoki, spływając po bladej skórze dziewczyny i ostatecznie lądując w brodziku. Coś w tym widoku skutecznie przyprawiło Alyssę o mdłości, zwłaszcza kiedy patrzyła, jak zabarwiona woda znika w odpływie.
O mój Boże… O mój…, myślała gorączkowo, marząc o tym, żeby kąpiel faktycznie mogła zmyć z niej wszystko to, co niewłaściwe. Wiedziała, że to naiwne, zresztą przekonała się o tym, kiedy w całości weszła pod prysznic, nastawiając twarz ku gorącemu strumieniowi. Czuła, że strzępki sukienki kleją się do jej ciała, a włosy do karku i policzków, ale to działo się jakby poza nią – odległe i pozbawione głębszego znaczenia. Stała, czekając na coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować, to jednak nie nachodziło, jej zaś pozostały wyłącznie rozczarowanie, ból i poczucie narastającej pustki.
Gdyby tylko mogła to z siebie zmyć…
Próbowała, ale chociaż widziała spływające krew i brud, wcale nie czuła się lepiej. Wciąż je na sobie czuła – nie tyle pokrywające jej skórę, ale wnikające w nią i dosłownie palące ją od środka. Objęła się ramionami, przemoczona, niemalże naga i drżąca, próbując pogodzić się z czymś, czego nawet nie rozumiała. Pamiętała, co takiego wydarzyło się w lesie – jak przez mgłę, wciąż walcząc z tym, żeby nie dopuścić do siebie tego jednego, jedynego wspomnienia, ale to zaczynało być coraz trudniejsze. Nie możesz uciekać w nieskończoność, pomyślała i niewiele brakowało, żeby z krzykiem chwyciła się za głowę, próbując w ten sposób zmusić samą siebie do tego, żeby jednak próbować – po prostu uciekać, jakkolwiek tchórzliwe by się to nie wydawało. Pragnęła odciąć się od wszystkiego, a zwłaszcza wspomnienia, które jawiły jej się jako najbardziej bolesne, nieprzyjemne doświadczenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła w życiu.
Z jękiem oparła się o ścianę kabiny, by po chwili osunąć się do pozycji siedzącej. Już prawie nie czuła ciepła spływającej po jej ciele wody, chociaż ta bez wątpienia wciąż płynęła, przypominając trochę nieustającą, gwałtowną ulewę. Jeśli to był deszcz, nie przeszkadzał ani trochę, stanowiąc co najwyżej trochę uciążliwą, aczkolwiek całkowicie akceptowalną okoliczność – coś na co nie miała wpływu i co dla kogoś takiego jak ona tak czy inaczej nie miało znaczenia.
W ułamku sekundy wszystko się zmieniło, chociaż w oszołomieniu nie potrafiła stwierdzić, z czym tak naprawdę miałaby mieć do czynienia. Cokolwiek się działo… To było niczym sen na jawie – niezrozumiały, ale znajomy, a przynajmniej tak podpowiadało jej rozochocone ciało. Nie potrafiła tego opisać, ale czuła – po prostu czuła! – że powinna pamiętać, nawet jeśli umysł podpowiadał jej, że jest inaczej. Co więcej, tym razem wcale nie chodziło o wspomnienie tego, co wydarzyło się w lesie, ale coś zupełnie innego – bardziej odległego, zamazanego i… bardzo intymnego, chociaż w żaden sposób nie potrafiła określić, skąd to wie.
Łazienka zniknęła, zupełnie jakby nigdy jej nie było. Nagle poczuła się jak we śnie, po prostu przyjmując kolejne zmiany do wiadomości, bez zadawania jakichkolwiek zbędnych, prowadzących donikąd pytań. To po prostu się działo, Alyssa zaś czuła się dziwnie spokojna, pozwalając, żeby wszystko zmieniało się na jej oczach – ot tak, jakby podobne sceny w jej przypadku miały miejsce na co dzień. Teraz niemalże widziała siebie, stojącą na skraju pogrążonej w mroku, okazałej polany i wpatrzoną w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą. Wcześniej nie zwróciła uwagi na to, że ktokolwiek mógłby jej towarzyszyć, a jednak wcale nie poczuła się zaskoczona widokiem stojącego zaledwie kilka metrów przed nią, przypatrującego jej się rozszerzonymi do granic możliwości oczami mężczyzny. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, skoczyła do przodu, z wprawą kogoś, kto robił już to nie raz, chwytając nieznajomego za ramiona i szarpnięciem przyciągając go do siebie. Wyczuła jego strach – dziwny, metaliczny posmak na języku, który aż nazbyt dobrze znała – ten jednak nie zrobił na niej najmniejszego nawet wrażenia. Zaraz po tym odrzuciła głowę do tyłu, wysunęła kły i po prostu zatopiła zęby w karku mężczyzny, obojętna na jęk, który z siebie wydał. Piła łapczywie, pozwalając, żeby znajome już ciepło rozchodziło się po całym jej ciele, niosąc ze sobą siłę i czystą euforię.
Posiłek nie trwał długo, ale i to wydało się Alyssy naturalne – w końcu postępowała w ten sposób nie raz, doskonale wiedząc w jaki sposób powinna się zachować. Poczuła, że ciało ofiary wiotczeje, bez życia osuwając się w jej ramionach. Zadowolona z siebie, odrzuciła je od siebie, po czym cofnęła się o krok, wierzchem dłoni niedbale ocierając usta.
Usłyszała śmiech – melodyjny, bez wątpienia należący do mężczyzny śmiech. Dochodził jakby z oddali, a ona nade wszystko chciała się go uczepić i z jego pomocą dotrzeć głębiej, by móc przypomnieć sobie wszystko. Gdzieś na krawędzi jej świadomości zamajaczyło wspomnienie czyjejś twarzy, jednak im bardziej próbowała się na niej skoncentrować, tym bardziej ta wydawała się niewyraźna. Taki stan rzeczy zaczynał być irytujący, ale zmusiła się do tego, żeby o tym nie myśleć, wciąż walcząc o utrzymanie obrazów, które tak nagle zrodziły się w jej umyśle. Jedynym, co zapadło jej w pamięć, była para intensywnie niebieskich, znajomych oczu – tych samych, które nawiedzały ją każdej nocy, niemal w każdym śnie.
Dotyk dłoni na biodrach…
Przyjemnie ciepło rozeszło się po całym jej ciele – coś więcej, aniżeli prysznic, Alyssa zaś uświadomiła sobie, że już właściwie nie czuje spływającej wody. Było wyłącznie wspomnienie miękkich warg, które musnęły jej usta, zamykając je w długim, namiętnym pocałunku, któremu natychmiast zapragnęła się poddać. Wciąż miała krew na wargach, co najpewniej spodobało się jej towarzyszowi, bo przyciągnął ją do siebie mocniej. Zaraz po tym znów rozbrzmiał ten śmiech – radosny i pełen samozadowolenia – będący pochwałą tego, że zdołała zrobić to, czego właściciel tych pięknych oczu oczekiwał.
– Bardzo ładnie, Aniele – usłyszała i to wystarczyło, by całkowicie wytrącić ją z równowagi.
Sama również się uśmiechnęła, nie mogąc się powstrzymać. Czuła się silna, pewna siebie i zdeterminowana, poza tym bardzo chciała odwrócić się w stronę kogoś, kto znajdował się za jej plecami, motając w głowie samym tylko brzmieniem głosu. Pokusa była silna, ale zdołała ją zignorować, raz po raz powtarzając sobie, że On tylko tego wyczekiwał, dręcząc nawet teraz, kiedy już należała do niego. Chociaż to wymagało mnóstwa samozaparcia, zamierzała się podroczyć, nim w końcu padnie mu w ramiona, wynagradzając konieczność czekania – i to nie tylko jemu, ale przede wszystkim sobie.
Ach, ale ty nie wiesz… Nadal nie wiesz, na ile mnie stać, chciała odpowiedzieć, jednak nie wypowiedziała żadnego z tych słów na głos.
Więc mi pokaż. Nie dręcz mnie, Nemezis, tylko mi pokaż…, rozległo się w jej głowie i to wystarczyło, żeby ostatecznie podjęła decyzję.
W tamtym momencie nabrała pewności, że Jego słowa odnoszą się do czegoś więcej niż tylko jej zdolności.
Ktokolwiek to był, tęsknił za nią.
Ktokolwiek to był, wyzwalał tęsknotę również w niej…
Wzniosła twarz ku górze, pozwalając, by ciepły wiatr bawił się jej ciemnymi włosami, które… Och, nie ciemnymi. To było wyłącznie wrażenie, czy włosy naprawdę były jaśniejsze? Złote loki, miękkie i długie, spływały na ramiona i plecy, muskając policzki i osłaniając kark. Wpatrywała się przed siebie, w oddali widząc zarys gór i miasta, podświadomie jednak wiedziała, że miejsce to nie przypomina żadnego, jakie spotkała w ostatnim czasie. To nie było Seattle, a tym bardziej nie Home; była tego pewna i to nie tylko dlatego, że wyczuwalne w powietrzu ciepły klimat w niczym nie przypominał wiecznie deszczowej aury stanu Waszyngton.
Zacisnęła dłonie w pięści, dopiero w tamtej chwili pojmując, że ściska coś w prawej ręce. Instynktownie chciała spojrzeć w tamtą stronę, ale ciało jej nie słuchało, jakby nie należało do niej. Jasnowłosa piękność, która jednocześnie była i nie była Alyssą, roześmiała się melodyjnie, niewinnie niczym dziecko, którym od dawna nie była. Zaraz po tym obróciła się na pięcie, rzucając przed siebie i instynktownie wiedząc, że już czekają na nią znajome ramiona, które owiną się wokół niej, kiedy tylko znajdzie się wystarczająco blisko. Ramiona, które ją złapią; które łapały ją zawsze, kiedy tego potrzebowała – znajome, stworzone dla niej, bliskie…
Alyssa zamarła, widząc parę wpatrzonych w nią, cudownie niebieskich oczu. To była zaledwie chwila – zaledwie sekunda – bo wszystko działo się tak szybko i chaotycznie, że czuła się tak, jakby trwała we śnie. Niczym w transie wpadła w silne, znajome ramiona, układając policzek na torsie kogoś, kogo powinna znać. Nie potrafiła tego opisać, ale w jednej chwili poczuła się tak, jakby trafiła do domu – odnalazła swoje miejsce, poczucie bezpieczeństwa i wszystko to, czego tak bardzo potrzebowała.
Niebieskie oczy – te same, które dręczyły ją od miesięcy, które nawiedzały ją w snach…
Zadarła głowę, chcąc zobaczyć je raz jeszcze, w nadziei, że może w końcu uda jej się dostrzec Jego twarz. Gdyby to było możliwe, w tamtym momencie serce wyskoczyłoby jej z piersi, tak bardzo rozemocjonowana była. Gdyby jeszcze zdołała mu się przyjrzeć…
Ale nie zobaczyła niczego ponad te oczy. Błękit tych tęczówek ją pochłonął, przysłaniając wszystko inne i sprawiając, że wizja w jednej chwili się rozwiała. W jednej chwili stała w tamtym dziwnym miejscu, trwając w silnych objęciach kogoś, kogo twarzy nawet nie potrafiła sobie przypomnieć, a już w następnej znalazła się w pustce – absolutnie sama, pomijając lśniące, wyróżniające się we wszechogarniającej czerni tęczówki w tym niezwykłym kolorze. Piękne oczy, które tyle dla niej znaczyły i których wspomnienie pielęgnowała w sobie, nie będąc w stanie o nich zapomnieć nawet wtedy, kiedy się budziła i wracała do rzeczywistości. Ktoś powiedziałby, że żyła iluzją, ale to przecież nie było tak... Nawet jeśli sama nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie o to, jak w takim razie wygląda prawda.
A potem wszystko inne przestało istnieć, a ona już tylko spadała, spadała i spadała w pustkę…
No cóż… Pozwolę sobie pozostawać tę część bez komentarza, tym bardziej, że gdybym czytała to opowiadanie, nie mając pojęcia o tym, co wydarzy się wkrótce, moją jedyną reakcją byłoby: „Co, do cholery?!”. Zdaję sobie sprawę z tego, że końcówka może wydawać się bardzo chaotyczna, ale… Hej, to po prostu ja!
Pomijając zawiłość, wszystko wyszło tak, jak od samego początku chciałam. Jestem z tego rozdziału bardzo zadowolona i aż nie mogę doczekać się, żeby móc zabrać się za następny, ale na to będzie trzeba trochę poczekać. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu właśnie rozpoczął się rok szkolny, przez co z czasem i chęciami bywa różnie. Sama jeszcze tego nie doświadczam, ale i tak życzę Wam powodzenia.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem, bo to przede wszystkim one motywują mnie do tego, żeby pisać dalej. Przy okazję witam nowych czytelników; mam wielką nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej.
Hm… Na tę chwilę to wszystko. Do napisania!

4 komentarze:

  1. Jeeest<3 I ten gif na górze:D
    Zaklepuję, wpadam na dniach! :D

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry :3
      Szczerze mówiąc nie wiem jak kona nie lubić Eleonory. Ona jest naprawdę wspaniała kobieta, a to widać po tym rozdziale. Jest taka opiekuńcza, czuła i dobra. Jako jedyna zauważyła, że trzeba się zająć dziewczyna. Z całą pewnością Ali będzie się lepiej rozmawiać, kiedy będzie czysta i w świeżych ubraniach. To w końcu już różnica, niż mając na sobie zlepek ubrań i być całą we krwi. Panowie w tym domu jeszcze trzymają ja na dystans, ale nawet to mnie nie dziwi. Pojawia się obca wampirzyca, której nikt nie zna i jedynie domyślają się, że to wina Carlosa. A może raczej już wiedzą, że to on. Skoro tak zareagowała wcześniej na jego imię.
      Teraz po przeczytaniu nawet nie wiem w jaki sposób mam skomentować końcówkę rozdziału. Mam naprawdę jedno wielkie wtf w głowie. :D Ja podobnie jak Natalia nie miałabym nic przeciwko, aby Pan z tymi oczami również i mi się czasami śnił. Serio, dzień od razu byłby o wiele lepszy, gdybym się budziła zaraz po śnie z nim. ^0^
      Rozdział był naprawdę świetny i już teraz czekam z utęsknieniem na kolejny. ;)
      Pozdrawiam,

      Gabi.

      Usuń
  2. Hej!

    Powoli sobie czytam i czytam. Idzie lekko i przyjemnie, choć co jakiś czas jestem wołana i muszę przestać na jakąś chwilę. Jednak i tak mogę stwierdzić, że rozdział mi się podoba, a do tego jestem zadowolona, że pojawił się nowy.
    Już lubię Eleonore ^^ Mimo iż jest wampirem jest ciepła i życzliwa. Dobrze, że wzięła Ali pod swoją opiekę by ta mogła trochę ochłonąć. Gdyby została z Jasonem, ten zacząłby pewnie zadawać pytania i dziewczyna poczułaby się bardziej zagubiona, choć przy tym wampirze czuje się bezpiecznie. A przynajmniej takie moje wrażenie, lecz co ja mogę wiedzieć? :D
    Podobała mi się koncówka ^^ choć faktycznie wydawała się być chaotyczna, ale gdy wie się nieco więcej to jest do zrozumienia. I zrobiłaś to naprawdę w świetny sposób ^^ Zrozumiałam też co miało oznaczać "Rozdział w stylu WTF?!" No i trochę mi się w tej mojej łepetynie rozjaśniło w związku z Panem CudowneBłękitneOczy, który nawiedza(ł) naszą Ali w snach. Ech... mnie też by mógł. Nie pogniewałabym się ^^
    Zazdroszczę Ci umiejętności opisywania wszystkiego w... taki sposób. Ja zawsze próbuje i nigdy mi nie wychodzi x.x Ale dzięki temu, że potrafisz rozdziały lepiej i chętniej się czyta!

    Ściskam mocno i już czekam na kolejny rozdział!
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :)
    Polubiłam Eleonorę, bo jak na razie jako jedyna porządnie zajęła się naszą Ali. W ogóle nie sądziłam, że ona w dalszym ciągu jest brudna z tej krwi! To zdecydowanie nie byłby dobry moment na jakąś poważniejszą rozmowę.
    Końcówka rozdziału... Rzeczywiście trochę WTF więc pozwolę sobie na gdybanie xD Wydaje mi się, że to jest w jakiś sposób związane z tym, jak instynktownie Ali wiedziała, że Home "to jest to". Może to jakieś wspomnienia z przeszłości, ale wręcz przeciwnie - z przyszłości, jakieś takie wizje czy cóś. Koniec gdybania. Tak czy siak, miło się czytało ;)

    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń