08.10.2016

Rozdział XII

ALYSSA
Była gotowa przysiąc, że w ułamku sekundy czas stanął w miejscu. Wpatrywała się w niego uważnie, równie przerażona, co i podekscytowana, raz po raz wodząc wzrokiem po bladej twarzy. Carlos stał spokojnie, wciąż trzymając ją na rękach i uparcie milcząc, co okazało się gorsze od krzyku, jakichkolwiek złośliwych uwag albo nawet najbardziej szczerej odpowiedzi na pytanie, które mu zadała. Czuła, że serce tłucze jej się w piersi, tak mocno, jakby chciało połamać żebra i wyrwać się na zewnątrz, ale również to działo się jakby gdzieś poza nią, wyparte przez nadmiar niespójnych myśli i nieustępujący choćby na chwilę szok.
Nie podobało jej się to, że mógł znaleźć się tak blisko i to pomimo tego, że sama obejmowała go za szyję. Pomyślała, że gdyby tylko zechciał, byłby w stanie ją pocałować albo faktycznie zabić, zależnie od tego, co akurat przyszłoby mu do głowy. Nie miała pojęcia, czego tak naprawdę powinna spodziewać się po tej istocie, ale każda możliwość wydała się Alyssy równie prawdopodobna. Miała przed sobą potwora, tak? Wiedziała o tym doskonale, w pamięci wciąż mając wydarzenia z lasu – przerażające i niepojęte, przynajmniej dla niej, choć nie mogła zaprzeczyć, że mężczyzna ją uratował. Problem polegał na tym, że ten „ratunek” zapoczątkował całe to szaleństwo, które coraz bardziej zaczynało ją przerastać, niosąc ze sobą wyłącznie paraliżujący strach i żadnych odpowiedzi.
– Dlaczego? – usłyszała i to wystarczyło, żeby wyrwać ją z zamyślenia. Zamrugała nieco nieprzytomnie, bezmyślnie spoglądając na twarz wpatrzonego w nią mężczyzny. Brzmienie jego głosu się zmieniło, jakby również Carlos miał problem z zapanowaniem nad emocjami. – Jakim cudem właśnie to przyszło ci do głowy, księżniczko? Nie po to tyle ryzykowałem, byś znalazła się tutaj, by teraz osobiście pozbawić cię życia.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, niezdolna wykrztusić z siebie choć słowa. Jak niby miała go rozumieć? Czuła się tak, jakby mówił do niej w jakimś obcym języku, bynajmniej nie rozjaśniając tym samym sytuacji, w której oboje się znaleźli. Wciąż była pod wpływem silnych emocji, majaczącego gdzieś w pamięci snu i gwałtownego przebudzenia, które ostatecznie doprowadziło do tego, że oboje znaleźli się na zewnątrz. Chłodne powietrze przenikało materiał cieniutkiej koszuli nocnej, którą miała na sobie, skutecznie przyprawiając dziewczynę o dreszcze, ale to wydawało się dziać jakby poza nią, nie mając dla Alyssy większego znaczenia. Jak mogłoby, skoro całą uwagę koncentrowała na nim – przyczynie wszystkich swoich problemów?
Chciała o coś zapytać – powiedzieć cokolwiek – ale to okazało się zbyt trudne, ona zaś była za bardzo rozproszona, żeby zdobyć się na podjęcie jakiejkolwiek decyzji. Jego dotyk również wydawał się wszystko komplikować, z kolei Ali naszła dziwna, niedorzeczna wręcz myśl, że powinna natychmiast zrobić coś z tą bliskością. Czy on miesza mi w głowie?, pomyślała w oszołomieniu, chociaż taka możliwość wydawała się całkowicie pozbawiona sensu. Niby jak miałby to zrobić? No i jakim prawem miałby próbować się zabawić akurat jej kosztem? To wszystko nie powinno mieć racji bytu, a może po prostu zwariowała, skoro po tym wszystkim mogłaby choć próbować zaprzeczać temu wszystkiemu, co w ostatnim czasie działo się wokół niej.
A tak swoją drogą, to dlaczego mówił do niej „księżniczko”? Co to, do licha ciężkiego, miało znaczyć i od kiedy to jedno słowo mogło brzmieć zarazem pieszczotliwie, jak i sugerować, że mimo wszystko miał ją za idiotkę, która…?
– Carlos!
Mężczyzna drgnął, przez co omal nie wyszła z siebie, instynktownie mocniej obejmując go za szyję. Później próbowała usprawiedliwić swoją reakcję tym, że obawiała się, że nagle wyląduje na ziemi, chociaż zarazem zdawała sobie sprawę z tego, że ta istota dysponowała zbyt wieloma wyjątkowymi umiejętnościami i refleksem, by pozwolić sobie na upuszczenie jej.
Serce dziewczyny zabiło szybciej, gdy rozpoznała głos Jasona. Kiedy na dodatek ten pojawił się znikąd, poruszając się tak szybko, że jego postać aż zamazywała się przed oczami, przez ułamek sekundy była gotowa przysiąc, że wciąż śniła. Ba! Chyba nade wszystko pragnęła, żeby tak było, choć nadzieja na takie rozwiązanie zniknęła już jakiś czas temu, najpewniej w chwili, w której uświadomiła sobie, że jest cała we krwi i że najpewniej…
Nie. Nie chciała o tym myśleć.
Jason zmaterializował się zaledwie kilka metrów od Carlosa, co wyraźnie nie przypadło temu drugiemu do gustu. Dziewczyna wyczuła, że mężczyzna zesztywniał, wzmagając uścisk wokół niej i prostując się niczym struna. Kiedy niespokojnie spojrzała na jego bladą twarz, przekonała się, że ta nie wyrażała już żadnych emocji, zaś ciemne oczy niepokojąco lśniły, wydając się wręcz jarzyć w ciemnościach. Tym bardziej niepokojący okazał się moment, w którym Carlos powoli się uśmiechnął, w cyniczny, przyprawiający o dreszcze sposób, a ona dostrzegła w jego ustach parę wydłużonych, zaostrzonych kłów – coś, co była w stanie zaobserwować już wcześniej, choć zarazem za żadne skarby nie chciała przyjąć takiej możliwości do świadomości.
– Dobry wieczór, bracie – rzucił niemalże pogodnym tonem trzymający ją mężczyzna, uważnie przypatrując się Jasonowi. – Wybacz mi, proszę, to zamieszanie, ale moja podopieczna troszeczkę się zdenerwowała – wyjaśnił, brzmiąc przy tym tak, jakby prowadził uprzejmą, najzupełniej normalną konwersację.
Bracie? Jesteście braćmi…?, pomyślała w oszołomieniu, wodząc wzrokiem to w stronę jednego, to znowu drugiego mężczyzny. W zaistniałej sytuacji to, jakie łączyły ich relacje, wydawało się najmniej istotne, ale prościej było jej koncentrować się na względnie przyziemnych drobiazgach. Więzy rodzinne były normalne, a przynajmniej chciała w to wierzyć, choć sytuacja sama w sobie okazała się dość problematyczna, skoro nic z tego, co ją otaczało, nie było nawet po części normalne.
Przestała o tym myśleć, kiedy zauważyła, że Jason wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł go trafić szlag. Napiął mięśnie, poza tym – była gotowa to przysiąc, choć zarazem nie miała całkowitej pewności – wstrzymał oddech, wydając się całkowicie obojętny na to, że właśnie dobrowolnie pozbawił swój organizm tlenu. Przybrał dziwną pozycję, lekko uginając nogi w kolanach i sprawiając wrażenie kogoś, kto w każdej chwili może rzucić się do ataku. Tak mógłby wyglądać polujący drapieżnik, który już upatrzył sobie ofiarę i teraz zamierzał rozerwać ją na kawałeczki.
– Puść dziewczynę – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał Jason. W oszołomieniu uprzytomniła sobie, że jego głos brzmiał trochę jak gniewny, nieludzki charkot. – Carlos…
– Chyba sobie żartujesz. – Mężczyzna z niedowierzaniem pokręcił głową. – Och, bracie, daj spokój. Ona przecież… – zaczął, ale nie było mu dane dokończyć.
Krzyknęła, kiedy Jason nagle skoczył do przodu, na jej oczach na powrót zamieniając się w wielobarwną smugę. Carlos przemieścił się błyskawicznie, w pierwszej chwili odskakując na bok, a po chwili bezceremonialnie odrzucając ją od siebie. Jęknęła, kiedy wylądowała na kolanach, początkowo oszołomiona uderzeniem. W efekcie prawie nie poczuła bólu, a może jej odmienione ciało nie było aż tak wrażliwe na tego rodzaju bodźce – nie miała pewności i chyba tak naprawdę nie chciała tego wiedzieć.
Kiedy poderwała głowę, przez ułamek sekundy naszła ją przerażająca myśl o tym, że jakimś cudem cofnęła się w czasie o kilka ostatnich godzin (albo dni, zależnie od tego, jak wiele czasu minęło od chwili, w której uciekła z tamtego lasu, ostatecznie docierając tutaj). Znów miała przed sobą dwóch mężczyzn, obu poruszających się z nadludzką wręcz szybkością. Carlos i Jason trwali w jakimś dzikim tańcu, choć nie odebrała tego w aż tak gwałtowny, szalony sposób jak wcześniejszą walkę z Dorianem. Jedynie drugi z braci wydawał się zdeterminowany, nie tyle żeby zabić, ale przynajmniej uderzyć – dać upust złości, którą z jakiegoś powodu odczuwał względem kogoś, kto przecież był jego rodziną. Carlos jedynie unikał ciosów, wydając się przy tym doskonale bawić i zachowując się ni mniej, ni więcej, ale jak dupek – ktoś, komu przyjemność sprawiało wytrącenie drugiej osoby z równowagi w aż tak widowiskowy sposób.
Chciała krzyknąć, żeby to przerwać, coraz bardziej przerażona sytuacją, jednak z jej gardła wydobył się jedynie zdławiony jęk. Bezwiednie zacisnęła obie dłonie w pięści, wciąż kuląc się na ziemi i nie będąc w stanie znaleźć w sobie motywacji, żeby wstać. Uświadomiła sobie, że drży – i to nie tyle z zimna czy strachu, ale narastającej z każdą kolejną sekundą złości. Spuściła wzrok, wbijając rozeźlone spojrzenie w ziemię i bezskutecznie próbując zapanować nad własnym, coraz bardziej obcym i niespokojnym ciałem. Jakoś udało jej się poluzować palce, w zamian wbijając je w ziemię i raz po raz szarpiąc zeschniętą trawę na której klęczała. Miała wrażenie, że powietrze wokół niej niespokojnie wiruje, gęstniejąc i podrygując za sprawą czegoś bliżej nieokreślonego, a przy tym co najmniej niebezpiecznego. Zaraz po tym odniosła wrażenie, że wszystkie te negatywne emocje kumulują się w jej wnętrzu, stopniowo przybierając na sile i stopniowo zbliżając się do poziomu, w którym ostatecznie straciłaby cierpliwość, zaś w chwili, w której by się to stało…
– Przestańcie!
Potrzebowała kilku sekund, by uświadomić sobie, że to nie ona wykrzyczała to jedno, jakże adekwatne w obecnej sytuacji polecenie. Głos również należał do kobiety, na dodatek znajomej, choć widziała ją zaledwie przez chwilę. Chociaż znajdowali się tuż przy domu, coś w obecności Eleonory – na dodatek naprawdę zagniewanej i zmartwionej – skutecznie ją zaskoczyło.
Nie musiała się wysilać, by móc odszukać kobietę spojrzeniem. Jasne włosy i smukła sylwetka były aż nazbyt charakterystyczne, zresztą jak i para zwykle łagodnych, błękitnych oczu – tym razem w nienaturalny wręcz sposób emitujących odczuwanym przez nowo przybyłą gniewem. Coś w myśli o tym, że to właśnie Eleonora mogłaby znaleźć się pomiędzy walczącymi, skutecznie Alyssę zaniepokoiło, sprawiając, że ta zapragnęła jakkolwiek kobietę powstrzymać, jednak to okazało się zbędne.
Michael jako pierwszy znalazł się w samym środku całego zamieszania, bez chwili wahania materializując się pomiędzy walczącymi. Wszystko działo się bardzo szybko, przez co ledwo nadążała za tym, co miało miejsce na jej oczach i właściwie nie zarejestrowała momentu, w którym mężczyzna zmusił Jasona i Carlosa do tego, żeby przestali walczyć. Aż zrobiło jej się zimno, kiedy ten pierwszy nagle wylądował na drzewie i to ze znaczącą siłą, bo wyraźnie usłyszała trzask. Nie miała pojęcia, czy dźwięk wiązał się z pękającą korą, czy może… czymś innym, ale mimo wszystko…
Carlos z łatwością odskoczył, w przeciwieństwie do brata materializując się poza zasięgiem rąk Michaela. Lekko zmarszczył brwi, uważnie obserwując niedoszłe pole walki i jakby od niechcenia otrzepując ubranie. Było w tym coś teatralnego, zresztą tak jak i w jego ruchach, które jak nic miały doprowadzić do tego, by wytrącić zebranych z równowagi.
– Mało subtelne – powiedział w końcu. – I wyjątkowo agresywne jak na ciebie, wiesz Mickey? – dodał z bladym uśmiechem, którego mężczyzna bynajmniej nie zamierzał odwzajemniać.
– Do jasnej cholery, całkiem wam już odbiło? – zniecierpliwił się, potrząsając z niedowierzaniem głową. Krótko zerknął na Jasona, kiedy ten błyskawicznie poderwał się na równe nogi, dla bezpieczeństwa trzymając się w bezpiecznej odległości. Nie wyglądało na to, by cokolwiek mu dolegało, może poza zranioną dumą, ale to w przypadku jakiegokolwiek faceta było chyba nawet gorsze. – Żyjesz – odezwał się ponownie Michael, w co najmniej skoncentrowany sposób spoglądając na Carlosa. – To znaczy…
– Dzięki ci wielkie za wiarę we mnie! – żachnął się sam zainteresowany, ale nie brzmiał na szczególne urażonego.
Alyssa była w stanie zrozumieć jakiekolwiek oznaki szoku, tym bardziej, że sama wciąż nie dowierzała temu, iż Carlos tak po prostu mógł pojawić się w jej pokoju. Dopiero co była gotowa przysiąc, że pozwolił się zabić i choć powinna czuć ulgę z powodu tego, że się pomyliła, dziewczyna wciąż miała problemy z tym, żeby się rozluźnić. Obserwowała sytuację, bezskutecznie usiłując zebrać myśli i zrozumieć, co takiego działo się na jej oczach, a tym bardziej co powinna o zaistniałej sytuacji sądzić. Wciąż klęczała na ziemi, drżąca i niespokojna, choć już przynajmniej nie odczuwała napięcia, które towarzyszyło jej chwilę wcześniej. Dziwne uczucie zniknęło, ale wciąż miała wrażenie, że gdyby tylko doprowadzili ją do ostateczności, pokusiłaby się o zrobienie czegoś, czego później mogłaby żałować.
Ruch po prawej stronie sprawił, że wzdrygnęła się niekontrolowanie, gwałtownie podrywając głowę. Miała ochotę warknąć, ale powstrzymała się, kiedy uprzytomniła sobie, że to Eleonora, która pośpiesznie przykucnęła u jej boku, uspokajającym gestem wyciągając ku niej dłoń.
– Cii… To tylko ja – zapewniła i w jakiś niepojęty dla Alyssy sposób te słowa przyniosły jej ukojenie. – Wszystko w porządku? – zapytała i zabrzmiało to tak, jakby naprawdę się nią przejmowała.
Ali z wolna skinęła głową, przynajmniej w tamtej chwili nie będąc w stanie zdobyć się na nic więcej. Bała się odezwać, nie chcąc ryzykować, że jej głos dodatkowo zdradzi to, jak bardzo była podenerwowana. Coś – rodzaj instynktu, który dopiero zaczynała poznawać – podpowiadało dziewczynie, że o wiele bezpieczniej jest pozostawić słabości dla siebie, starannie ukrywając to, jak bardzo przerażona była. Nie miała pewności, czy takie postępowanie miało jakikolwiek sens, ale skoro czuła się dzięki temu lepiej, to chyba mogła założyć, że to był dobry pomysł na to, by cokolwiek miało prawo wrócić do normy.
Nie zaprotestowała, kiedy Eleonora ujęła ją pod ramię, pomagając stanąć na nogi. O dziwo, odzyskanie równowagi przyszło jej z łatwością, dlatego stanęła wyprostowana, po czym z uwagą rozejrzała się dookoła. Nie odsunęła się od podtrzymującej ją kobiety, tak jak i w chwili, w której ta prowadziła ją do łazienki, całą sobą czując, że może jej zaufać. W Eleonorze po prostu było coś takiego, co wzbudzało w niej pozytywne odczucia, tym bardziej pożądane w obliczu tego, że niemalże przez cały czas towarzyszyły jej tylko i wyłącznie strach oraz stopniowo przybierające na sile wątpliwości.
Krótko zerknęła na twarz swojej opiekunki, w następnej chwili zamierzając przenieść spojrzenie na podejrzanie milczących mężczyzn, kiedy ktoś inny przykuł uwagę Alyssy. Wcześniej nie zauważyła, że prócz Eleonory w pobliżu znajdował się ktokolwiek jeszcze, przez co widok jeszcze jednej kobiety ją zaskoczył. Również była blondynką, poza tym z jakiegoś powodu wydała się Ali znajoma, choć przez kilka pierwszych sekund dziewczyna nie potrafiła przypomnieć sobie, gdzie też mogła nieznajomą widzieć. Dopiero po chwili dotarło do niej, że ta prawie na pewno była obecna przy Jasonie, gdy ten znalazł ją w lesie, obiecując zabrać do domu. To teoretycznie powinno było sprawić, by poczuła względem kobiety choć cień sympatii, ale nic podobnego nie miało miejsca. Nie potrafiła stwierdzić, skąd brała się rezerwa, która pojawiła się w chwili, w której nieznajoma ruszyła ku niej, ale mimo wszystko…
– Nie bój się – uspokoiła ją Eleonora. Dziewczyna spojrzała na nią z powątpiewaniem, co najmniej skoncentrowana myślą o tym, że ta mogłaby zgadnąć, jakie targały nią emocje. – To Nadia.
Krótko skinęła głową, ale nawet znajomość imienia kobiety nie sprawiła, że Ali poczuła się jakkolwiek lepiej. Sama Nadia sprawiała wrażenie co najmniej poirytowanej, w milczeniu wodząc wzrokiem dookoła i ostatecznie zatrzymując wzrok na Carlosie. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, a przez twarz przemknął cień, jednoznacznie uprzytomniając Alyssy, że kobieta była zła. Kiedy na dodatek zmieniła kierunek i ruszyła ku mężczyźnie, poruszając się przy tym z gracją rozjuszonej kotki, Ali przestała mieć jakiekolwiek wątpliwości.
– Znowu ty! – wysyczała, a Carlos parsknął pozbawionym wesołości śmiechem, po czym spojrzał na nią z zaciekawieniem.
– Cóż za entuzjazm, moja słodka – rzucił zaczepnym tonem. – Kolejna osoba, która bardzo cieszy się z tego, że nie jestem martwy – dodał, nie szczędząc sobie sarkazmu.
Nadia wydęła usta, najwyraźniej niezadowolona z tego, jak się do niej zwracał. Nie wydawała się zaniepokojona perspektywą tego, że mógłby na nią skoczyć, ostatecznie przystając tylko i wyłącznie dlatego, że na jej drodze znalazł się wciąż wrogo nastawiony do brata Jason.
– Mogę wiedzieć, co to za cyrki? – zapytała gniewnym tonem Nadia, puszczając słowa Carlosa mimo uszu. – Co tutaj się, do cholery, dzieje? Nie mamy połowy okna, wy tłuczecie się jak powaleni, a on… – Urwała, by móc złapać oddech. Gniewnie zmrużyła oczy, po czym powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie zatrzymując wzrok na Alyssy. – Po nią przyszedłeś?
– To trochę za mocne słowo – sprostował niemalże łagodnym tonem Carlos. – Raczej do niej.
Kobieta potrząsnęła głową, najwyraźniej nieusatysfakcjonowana taką odpowiedzią. Nie lubi mnie, przeszło Alyssy przez myśl, ale nie miała pewności skąd w ogóle brało się to przekonanie. Niemniej całą sobą czuła, że Nadia – w przeciwieństwie do wciąż obejmującej ją w niemalże opiekuńczy sposób Eleonory – nie darzyła jej nawet w połowie aż tak ciepłymi uczuciami. Wręcz przeciwnie: odniosła wrażenie, że kobieta bez chwili wahania oddałaby ją komukolwiek, jeśli tylko w ten sposób mogłaby zapewnić sobie i pozostałym chociaż odrobinę spokoju.
– Daj spokój, Nadio – wycedził przez zaciśnięte zęby Jason. – Odsuń się od niego, dobra? To rodzinne sprawy – dodał, a sama zainteresowana drgnęła, po czym spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Och… Mam więc przez to rozumieć, że ja nie jestem w tej rodzinie? – zapytała i choć zabrzmiało to w gniewny sposób, Alyssa odniosła wrażenie, że Nadia poczuła się w tamtej chwili co najmniej zraniona. – Zapomniałam. Oczywiście, że nie należę – rzuciła wypranym z jakichkolwiek emocji tonem. – Nie mam prawa nawet zapytać o to, co tutaj się dzieje, bo i dlaczego, prawda? W końcu wszystko jest w porządku, idealnie jak diabli!
Brzmiała na rozgoryczoną, a Alyssy z miejsca zaczęło robić się jej żal. Nie znała Nadii, a tym bardziej nie wiedziała, jak prezentowały się relacje kobiety z pozostałymi, ale po sposobie, w jaki ta się wyrażała, poznała, że pod tym względem nie wyglądało to dobrze. Co więcej, chyba nawet nie dziwiła się temu, że ta mogłaby być jakkolwiek zmartwiona, tym bardziej, że sama miała okazję zaobserwować, że Carlos zwykle niósł ze sobą tylko i wyłącznie problemy – mniej lub bardziej znaczące. Cóż, najwyraźniej wywracanie innym życia do góry nogami było w jego przypadku czymś w zupełności naturalnym, choć wcale nie poczuła się dzięki takiej świadomości lepiej.
– Nadia… – westchnął Jason, decydując się trochę spuścić z tonu, ale kobieta nie dała mu okazji na to, żeby zacząć się tłumaczyć.
– Daruj sobie – rzuciła z rozdrażnieniem. – Zrozumiałam już, co masz na myśli. W końcu czym ja się przejmuję, prawda? – Urwała, by móc spojrzeć na wyraźnie rozbawionego sytuacją Carlosa. Jako jedyny nie wyglądał na przejętego tym, że atmosfera zgęstniała, w znacznym stopniu zaczynając się komplikować. – On tylko pojawia się i znika, plotąc trzy po trzy. I z tego, co zrozumiałam, bo nikt nie raczył wytłumaczyć mi więcej, możemy mieć z tego powodu kłopoty, ale… to też nie moja sprawa, co? – dodała, a Jason wydał z siebie rozdrażniony, nieco zdławiony jęk frustracji.
– O rany, jest bystrzejsza niż wydaje się na pierwszy rzut oka – skomentował Carlos, po czym zaśmiał się w nieco wymuszony sposób. – Chyba mi się podoba.
Nadia jedynie na niego warknęła. Zignorował jej reakcję, tak jak i to, że gdyby wzrok mógł zabijać, najpewniej już dawno byłby martwy – i to niekoniecznie za sprawą zagniewanych spojrzeń podenerwowanej sytuacją kobiety.
– Jeśli chcecie mnie traktować w ten sposób, proszę bardzo… Ale wydaje mi się, że mam prawo wiedzieć przynajmniej jedno – oznajmiła lodowatym tonem Nadia. Alyssa zesztywniała, kiedy para jarzących się w ciemnościach, zdradzających gniew oczu bez jakiegokolwiek ostrzeżenia spoczęła na niej. Chciała się cofnąć, ale ostatecznie nie ruszyła się z miejsca, tym bardziej, że kolejne słowa kobiety skutecznie wytrąciły ją z równowagi: – Dlaczego Carlos właśnie do nas przysłał niczego nieświadomą, młodą wampirzycę?!
Witam po króciutkiej przerwie! Zeszło mi trochę dłużej, niż zakładany pierwotnie tydzień, ale mam wrażenie, że to wyszło temu rozdziałowi na dobre, bo jestem z niego zadowolona. Wciąż uczę się swoich własnych postaci i chyba coraz lepiej mi to wychodzi – przynajmniej takie mam wrażenie. Ostateczną opinię oczywiście pozostawiam Wam, choć z dość naturalnych powodów (szkoła, studia) aktywność w blogosferze dość drastycznie zmalała.
Dziękuję za komentarze i wyświetlenia – jestem Wam bardzo wdzięczna za samą obecność. Chciałabym również podziękować wszystkim, którzy z jakiegoś powodu głosowali na mnie w plebiscycie na Katalogu Opowiadań o Wampirach. Nie mam pojęcia, jakim cudem zdobyłam pierwsze miejsce, ale… No jej, jesteście niesamowici!
Do napisania, dość szybko, mam nadzieję.
 
PS. Gdyby to kogoś interesowało, udzieliłam wywiadu w związku z wygraną plebiscytu. Jest dostępny [TUTAJ].

2 komentarze:

  1. Bry!
    Księżniczko oj jak słodko. Ale mówiłam, że on jej zabić nie będzie chciał! I wymieniłam argumenty za tym dlaczego tego nie zrobi. A co do (jak to nazwała Carlosa) potwora... Ja nie chce osądzać, ale jakby nie patrzeć, ona też się nim stała po przemianie, czyż nie? :D Ale okej. Rozumiem. Do umysłu Ali jeszcze nie wszystko dotarło. Chociaż mamy do czynienia z XII rozdziałem, nie minęło zbyt wiele czasu od jej przemiany - nie mówię, że to źle!
    Zapewne znów się powtórzę, ale cóż. Ważne kwestie trzeba powtarzać. Podoba mi się to, jak wspominałam wyżej, że ona jeszcze wszystkiego nie zaakceptowała. Chociaż opowiadanie już samo w sobie odbiega od realnego świata (chyba), to jednak z zachowaniem bohaterów starasz trzymać się realizmu. Bywają książki, gdzie bohater bardzo szybko godzi się z istnieniem wampirów i innych postaci rodem z legend. A tu nie. Tu wszystko dzieje się powoli i na spokojnie. Duży plus za to. Nie ma przerysowania, które odpychałoby czytelnika. Za to jest dużo nieznajomych ścieżek, które tylko go przyciągają.
    Czy tylko ja nie lubię Nadii? Wkurza mnie x.x Jednak mało jej było przez te XII rozdziałów, a może kieeeedyś zmieni swoje postępowanie. W końcu dla każdego jest nadzieja. Znaczy prawie dla każdego. Co jednak nie znaczy, że chwilowo po prostu jej nie lubię. Wkurza mnie, denerwuje i najchętniej bym jej kark skręciła. Ale podoba mi się to w jaki sposób Carlos do niej podchodzi xD chyba ją swoim podejściem denerwuje jeszcze bardziej. No cóż... a niech się denerwuje xD
    No i kolejny blog nadrobiłam! Jak miło ^.^ Tylko dlaczego ja pierwsza komentuje? o.O No nic... zawsze lubiłam być pierwsza więc mi to pasuje!
    To do następnego! Może przyjdę trochę szybciej.

    Mrs.Cross

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry wieczór ;3
    Tak wiem - pozna pora. Ja powinnam już dawno spać, bo co lrawda wyłączyłam jakieś dziesięć minut temu film i miałam w planach się już kłaść, ale mój mózg uznał, że skoro dziś przeczytałam.prawie pięćdziesiąt rozdziałów to dwa dodatkowe (lub jeden, zobaczymy jak będzie po dodaniu komentarza) wcale mi nie zaszkodzą. I tak oto jestem.
    Klaus i Caroline na samej górze! Uśmiech od ucha do ucha, chociaż mój zapał do tej dwójki jest już coraz mniejszy. Ale to nie ważne, bo ja nie o tym przyszłam tu pisać. Chociaż co jak co, ale ten gif jest naprawdę fajny.^^
    Carlos jest takim irytującym facetem, że głowa mała. Jego albo się pokocha, albo znienawidzi. Doskonale wiesz, że u mnie jest to pierwsze. Zarówno wcześniej byłam nim zachwycona jak i teraz jestem. Uwielbiam moment jak dogryza Nadii. Swoją drogą czasami jak walniesz jakimś tekstem... Lawenda działa?:D
    Natalia, ja jej też nie lubię! A przynajmniej tymczasowo nie przepadam, bo wiadomo jak to u mnie jest z postaciami. Raz nienawidzę, a potem kocham. Idealnym przykładem jest Isabel z LITT, której nie lubiłam z początku, potem mi się odmieniło i teraz chyba znowu jej nie lubię. Ale nie ważne. To tylko dobry przykład.
    Trochę dziwi mnie to czemu nic nie mówią Nadii. Skoro razem z nimi mieszka, dzieli życie to mimo wszystko powinna wiedzieć o tym co i oni, racja? Może nie należy do rodziny jako siostra czy żona jednego z nich, ale to nie więzy krwi decydują o rodzinie. (Taaaak, wreszcie mogłam użyć prawie cytatu z SPN! XD). Trochę mi się jej szkoda mimo jej sukowatości zrobiło. I zapewne mi minie niedługo to xD
    Ściskam mocno, weny dużo życzę i jednak jutro przeczytam kolejny rozdział.^^

    Gabi.❤

    OdpowiedzUsuń