29.10.2016

Rozdział XIII

ALYSSA
Stała w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w Nadię i mając wrażenie, że ta mówiła w jakimś innym, obcym języku. Słowa kobiety dźwięczały dziewczynie w głowie, ale choć wyraźnie słyszała je raz za razem, jeszcze długo po tym, jak te już zostały wypowiedziane, wciąż nie była w stanie zrozumieć ich znaczenia.
– Co takiego…? – wyszeptała, właściwie nieświadoma tego, że w ogóle zdecydowała się odezwać.
Cisza dzwoniła jej w uszach, ciężka i tak ostateczna, że aż poczuła się nieswojo. Słyszała swój przyśpieszony oddech i szaleńcze bicie serca, kiedy puls przyśpieszył do tego stopnia, iż zaczęła mieć wrażenie, że nieszczęsny narząd za moment wyrwie się na zewnątrz, wcześniej rozrywając klatkę piersiową. Czuła dotyk Eleonory, która wciąż trzymała ją w ramionach, ale prawie nie była bliskości kobiety świadoma, myślami gdzieś daleko – przy Nadii i słowach, które ta w przypływie frustracji wykrzyczała.
Nie, jednak się pomyliła… Przecież musiała się pomylić! Zdecydowanie coś źle usłyszała albo po prostu wcześniej wyciągnęła złe wnioski, bo i jak inaczej mogłaby wyjaśnić to, co właśnie się działo? Tak, inna możliwość nie wchodziła w grę, koniec, kropka.
To tylko sen, pomyślała i w przypływie paniki zapragnęła zacisnąć powieki, zakryć uszy dłońmi i zacząć nucić pod nosem, trwając w tym stanie oderwania tak długo, aż się obudzi. Jasne, że to sen. Jeden z tych zdrowo pieprzniętych snów, które wydają się niezwykle realne do momentu przebudzenia, kiedy zaczyna się dostrzegać wszystkie luki w fabule. Zaraz się obudzę… Albo raczej obudzi mnie Mary, żeby po raz kolejny wyciągnąć na jakieś poranne bieganie albo inną prozdrowotną akcję, która w rzeczywistości okaże się sprytną intrygą, sprowadzającą się do jednego słowa: podryw.
Z tym, że kolejne sekundy mijały i nic nie wskazywało na to, żeby w najbliższym czasie miało pojawić się cokolwiek, co wyzwoliłoby ją z tego, co uważała za koszmar. Wciąż tkwiła w tym samym miejscu, zagubiona gdzieś pośrodku lasu, mogąc co najwyżej spoglądać na te… Te istoty, bo już nie miała wątpliwości co do tego, że nie ma do czynienia z ludźmi. Eleonora nadal była obok, a Nadia w milczeniu, w niemalże oskarżycielski sposób spoglądała na zamyślonego Carlosa. Ten ostatni wpatrywał się bezpośrednio w nią, a Alyssę naszła niepokojąca myśl o tym, że był w stanie przeniknąć jej myśli – że dobrze wiedział, co takiego czuła i co ją przerażało, starannie analizując i po swojemu interpretując poszczególne myśli i uczucia. Ta myśl wydawała się niedorzeczna, ale mimo wszystko…
Wypuściła powietrze ze świstem, nie po raz pierwszy ogarnięta niejasnym wrażeniem, że wcale nie potrzebuje go w takiej mierze, jak mogłaby oczekiwać. Oczywiście i tym razem głębokie oddychanie nie przyniosło ukojenia, wręcz potęgując poczucie rozbicia oraz tego, że wszystko wymyka się spod kontroli. Już nie tylko jej ciało było obce, ale również wszystko inne – zwłaszcza otaczająca ją rzeczywistość – i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan rzeczy miał w najbliższym czasie ulec zmianie.
W odpowiedzi na słowa Nadii wszyscy zamarli, łącznie z samą zainteresowaną. Blondwłosa piękność wpatrywała się w Carlosa, zachowując się tak, że nagle prawdopodobnym wydało się to, że będzie w stanie kogoś zabić samym tylko spojrzeniem. Atmosfera momentalnie zgęstniała, zaś dotychczas przyjemnie chłodne, nocne powietrze, stało się tak ciężkie, że oddychanie zaczęło jawić się jako coś niemalże niewykonalnego. Alyssa dyszała ciężko, łapiąc oddech trochę zbyt szybko i walcząc z mętlikiem, który jak na zawołanie pojawił się w jej głowie, jakby już do tej pory logiczne myślenie nie stanowiło wybitnie trudnego zadania. Uparcie nie chciała przyjąć do świadomości tego, co się działo, chociaż zarazem miała wrażenie, że znów oszukuje samą siebie. Gdzieś w pamięci dziewczyny zamajaczyło wspomnienie z łazienki – to, co zobaczyła na krótko przed utratą przytomności, kiedy to sama… kiedy ona zabiła…
Och, no i wcześniej w lesie. Wtedy, kiedy znalazł ją Jason, który widział, że…
Nie… Nie, nie, nie, och nie…
Dlaczego to brzmiało jak kłamstwo?
Wraz z kolejnym drżącym oddechem, znalazła w sobie dość siły, by nachylić się do przodu i w przypływie frustracji, zażądać wyjaśnień:
– Czy ona właśnie…? – Pokręciła głową, niezdolna do tego, żeby tak po prostu dokończyć pytanie. Czuła się tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie, nie po raz pierwszy w ciągu ostatnich godzin. Kiedy sądziła, że jest na dobrej drodze, by przynajmniej spróbować zaakceptować otaczającą ją rzeczywistość, działo się coś, co znów sprawiało, że miała wrażenie, iż za chwilę rozpadnie się na kawałeczki, a to zdecydowanie niczego nie ułatwiało. Chciała wyjaśnień i kilkukrotnie już obiecanej pomocy, a co otrzymała w zamian? – Czy ona właśnie powiedziała, że… Powiedziała, że ja…? – wymamrotała, plątając się i nie mając w sobie dość odwagi, żeby chociaż spróbować dokończyć.
Poczuła pieczenie pod powiekami, co ją zaskoczyło, bo nie sądziła, że będzie w stanie płakać. Otarła oczy gniewnym ruchem, nie chcąc pozwolić sobie na słabość – nie po raz kolejny, gotowa zrobić wszystko, byleby tym razem nie ulec narastającemu w niej pragnieniu ucieczki. Czuła, że wydarzyło się zbyt wiele, a zmiany zaszły za daleko, by dłużej była w stanie trwać w niepewności, unikając prawdy. Miała dziesiątki pytań, na które pragnęła poznać odpowiedzi, obojętna na to, co i dlaczego miałaby usłyszeć. Była tutaj, tak bardzo przerażona i… inna. Wiedziała o tym już od chwili przebudzenia w tamtym lesie, a skoro tak…
Wyprostowała się, po czym stanowczo odsunęła od stojącej przy niej Eleonory. Kobieta zrobiła takich ruch, jakby zamierzała ją powstrzymać, ale w ostatniej chwili wycofała się, pozwalając Alyssy podjąć decyzję. Dziewczyna nie miała pojęcia jak wyglądała, a tym bardziej co takiego wyrażała jej twarz, ale wolała się nad tym nie zastanawiać. Miała dość – wszystkiego, a już zwłaszcza wątpliwości, które odczuwała niemalże na każdym kroku.
– Na wrota piekielne, księżniczko! – Carlos spojrzał na nią w co najmniej zaskoczony sposób. Uniósł brwi, po czym raz jeszcze zmierzył ją wzrokiem, jakby licząc na to, że stroiła sobie z niego żarty. Już samo to wystarczyło, by poczuła jeszcze silniejszą irytację, bo żarty były ostatnim, na co miała w obecnej sytuacji ochotę. – Mam przez to rozumieć, że… Och, wciąż ci nie powiedzieli? – zapytał z niedowierzaniem.
– Nie powiedzieli czego?! – przerwała mu spiętym tonem. Aż wzdrygnęła się, samą siebie zaskakując tym, że w ogóle zdecydowała się podnieść głos. Drżała coraz bardziej, co najmniej jakby miała febrę, samej sobie nie potrafić wytłumaczyć tego, jakim cudem wciąż była w stanie utrzymać się w pionie.
Przez twarz Carlosa przemknął cień. Zaraz po tym mężczyzna przeniósł wzrok na swoich braci, całą uwagę poświęcając przede wszystkim Michaelowi.
– Do cholery, naprawdę? – W jego głosie dało się wyczuć sfrustrowaną nutę. – Przysłałem ją, bo miałem nadzieję na to, że ułatwicie nam zadanie, a wy nawet nie uświadomiliście ją, że jest…
– Nie zapędzaj się! – przerwał mu Jason, decydując się odpowiedzieć zamiast brata. – Śmiesz czegokolwiek wymagać po tym, jak nas potraktowałeś? Przysyłasz do nas przerażoną, nieświadomą niczego dziewczynę, która przy pierwszej okazji mdleje nam z nerwów. Spójrz na nią teraz i powiedz, że wygląda, jakby była gotowa na prowadzenie jakiejkolwiek rozmowy! – żachnął się mężczyzna, machnięciem ręki wskazując na wciąż oszołomioną Ali. – Nie było okazji, poza tym… Rozumiesz, co powiedziałem? Zemdlała. To ty nawaliłeś Carlos. Jak mogłeś zrobić jej coś takiego, a potem tak po prostu zostawić i…?
– Jestem tutaj, do cholery!
Spojrzeli na nią, jakby zaskoczeni tym, że mogłaby się odezwać. Wciąż drżała, już nie tylko bliska płaczu, ale wybuchu gniewu, o który nigdy dotąd się nie podejrzewała. Nie przypominała sobie, by przez całe życie kiedykolwiek czuła coś aż tak intensywnego – złość, która wydawała się narastać z każdą kolejną sekundą i wypowiedzianym słowem, przywodząc dziewczynę na skraj wytrzymałości. Drżała, mocno zaciskając dłonie w pięści i obojętnie podchodząc do wrażenia, że niewiele brakuje, żeby w przypływie emocji połamała sobie palce. Chciała zacząć krzyczeć, ale i to nie wydało się Alyssy wystarczające. Pragnęła czegoś więcej, ale…
Pragnęła zadać im cierpienie – tak po prostu, tylko i wyłącznie po to, żeby przestali ją ignorować.
Jakim prawem mieliby ignorować właśnie mnie…?
Wciąż o tym myślała, spazmatycznie chwytając powietrze i nie będąc w stanie zmusić się do ruchu albo wypowiedzenia jakiegokolwiek jeszcze słowa – nawet najmniej sensownego, stanowiącego co najwyżej ponaglenie względem tego, by zechcieli jej cokolwiek wytłumaczyć. Cisza, która tak nagle zapadła, dzwoniła jej w uszach, choć tym razem do Alyssy dotarło, że milczenie wcale nie było aż tak ostateczne, jak początkowo mogłaby przypuszczać. Wyraźnie słyszała szum wiatru i szelest łagodnie poruszanych liści. Była świadoma bliskości lasu, charakterystycznych zapachów przyrody i natury, która z jakiegoś powodu nagle wydała się dziewczynie równie niezwykła, co i niebezpieczna. Choć to wydawało się bez sensu, coś w myśli o tym, że w każdej chwili mogła spróbować rzucić się do ucieczki, a potem skryć w gęstwinie, tym samym odcinając się od tego całego szaleństwa, przyniosło Alyssy ukojenie.
Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, kiedy zapanowała nad sobą wystarczająco, by ponownie skoncentrować wzrok na Carlosie. Naszło ją niepokojące wrażenie, że kontur sylwetki mężczyzny rozmazuje jej się przed oczami, otoczony czymś, co wyglądało jak dziwna, czerwona mgiełka, która…
Mogłabyś go zabić, pomyślała, a przynajmniej takie miała wrażenie, bo również myśli wydały jej się obce. To było tak, jakby wpatrywała się wyryte na jakiejś niezwiązanej z nią powierzchni, a ona co najwyżej je czytała. Za wszystko, co ci zrobił, zasłużył sobie na to…
Przez ułamek sekundy była gotowa przysiąc, że wystarczy tylko jedna decyzja, by zginęli wszyscy – wyraźny rozkaz, który mogła wydać, mając przy tym gwarancję, że zostanie spełniony.
To było co najmniej przerażające.
– Ach… Toście mnie wkopali – stwierdził jej „wybawca”, tonem wypranym z jakichkolwiek emocji. Najwyraźniej wciąż nie docierały do niego argumenty Jasona na temat tego, dlaczego jego oczekiwania mogłyby wydawać się co najmniej śmieszne. – Ach… Dziękuję, Carlos? – zasugerował, celowo przeciągając sylaby.
Alyssa spojrzała na niego z niedowierzaniem, coraz bardziej wytrącona z równowagi. Prawie nie była świadoma chłodnego dotyku Eleonory, która w pewnym momencie jednak podeszła bliżej, stając tuż obok niej.
– Że co?
Carlos nieznacznie pokręcił głową.
– Zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu, w porządku? – zaproponował, w przeciwieństwie do braci i swojej bratowej nie zamierzając silić się na delikatność. – Seattle? Dwa wampiry, które zdecydowanie nie życzyły ci dobrze? Coś ci świta, czy mam mówić dalej? – Carlos potrząsnął głową i westchnął cicho. – Nie wspomnę o tym, że rzuciłaś we mnie szafką, a ja dopiero co po raz kolejny cię uratowałem. Nie oczekuję niczego szczególnego, aczkolwiek gdybyś była na tyle uprzejma, żeby przynajmniej…
– Albo jakimś cudem właśnie się naćpałeś, albo upadłeś na głowę – przerwała mu, nawet nie próbując zastanawiać się nad doborem słów. – Mam ci podziękować? Ja mam ci podziękować?! – wykrzyczała, ponownie tracąc nad sobą kontrolę. Emocje, które od jakiegoś czasu kumulowały się wewnątrz niej, momentalnie znalazły ujście, a Alyssa poczuła nieopisany gniew i żal – coś po stokroć silniejszego niż jeszcze w domu, kiedy stali naprzeciwko siebie w jej pokoju. – Zabiłeś mnie! – uświadomiła sobie. Przycisnęła dłoń do ust, nagle znów czując smak jego krwi. W pamięci zamajaczyło echo piekła, przez które przeszła z chwilą, w której Carlos stanął na jej drodze, zapoczątkowując coś, co dopiero teraz zaczęło nabierać dla niej sensu. Słowa Nadii i to, jak swobodnie posługiwał się tym jednym, jedynym terminem w rozmowie z nią… To było tak, jakby w rzeczywistości wiedziała już od samego początku, ale dopiero teraz zaczęła akceptować prawdę. – A przynajmniej próbowałeś, ale najwyraźniej ci nie wyszło i… – Urwała, czując coraz silniejszy uścisk w gardle. Zamrugała energicznie, walcząc z pieczeniem pod powiekami. Nie chciała płakać, ale nie była w stanie dłużej się powstrzymać, przez co pierwsze łzy złości spłynęły po jej policzkach, nim w ogóle spróbowała doprowadzić się do porządku. – A potem mnie tam zostawiłeś…! Zostawiłeś mnie samą, bez jakichkolwiek odpowiedzi, nie fatygując się nawet poinformować mnie, że właśnie zrobiłeś ze mnie… potwora!
Ostatnie słowo przeszło jej przez gardło z największym trudem, w efekcie brzmiąc niczym najgorsza obelga. W tamtej chwili nie dbała o to, że najpewniej igra z ogniem, obrażając tych, którzy jej towarzyszyli – ich wszystkich, bo wiedziała już, że w niczym nie przypominali istot ludzkich, które dotychczas spotykała na swojej drodze. Wpatrywała się w Carlosa, drżąc na całym ciele i będąc w stanie ustać w miejscu wyłącznie dzięki pomocy trzymającej ją mocno Eleonory – obecnej, tak bardzo pomocnej i na pierwszy rzut oka niepasującej do reszty towarzystwa. Czuła się rozbita, porzucona i zła, a jedynym, czego naprawdę pragnęła, było zmuszenie Carlosa do tego, żeby jakimś cudem cofnął wszystko to, co wydarzyło się od chwili, w której po raz pierwszy stanął na jej drodze.
Nie zrobił tego.
Uśmiech w końcu zniknął z jego ust, ale wcale nie poczuła z tego powodu ulgi. Mężczyzna – wampir, choć to słowo wciąż nie znaczyło dla niej nic – spoważniał i zmrużył oczy, wciąż uważnie się jej przepatrując. Ciemne tęczówki wydawały się przeszywać ją na wskroś, jak gdyby nigdy nic lśniąc w mroku i sprawiając, że Alyssa poczuła się jak rozemocjonowane, głupie dziecko.
– Niczego nie wiesz – stwierdził z powagą i to była najbardziej szczera wypowiedź, jaka do tej pory padła z jego ust.
– Więc mi wytłumacz – wyszeptała z pewnym wysiłkiem, czując jak uchodzi z niej cała energia. Chwiała się na nogach, nagle zmęczona i tak bardzo zniechęcona, że wręcz wydało jej się to nierealne.
Nie odpowiedział, a Alyssa zrozumiała, że najpewniej nie miał tego zamiaru. Po prostu na nią patrzył, podczas gdy ona odwdzięczyła mu się tym samym, na dłuższą chwilę zapominając, że nie są sami. Czuła się tak jak wtedy w pokoju, kiedy w równym stopniu pragnęła go przepędzić, co i zmusić do tego, żeby zaczął mówić.
Carlos milczał, tym samym sprawiając, że poczuła, iż emocje po raz kolejny wymykają jej się spod kontroli. Chciała go zmusić, zacząć krzyczeć – zrobić… cokolwiek – ale nie była w stanie, poza tym…
– Nie masz prawa – powiedziała znacznie głośniej niż wcześniej. – Musisz mi powiedzieć, bo… Po prostu musisz!
– Przestańcie wszyscy! – padło, zanim Carlos w ogóle zdążył podjąć decyzję o tym, żeby jakkolwiek zareagować.
Alyssa zauważyła, że mężczyzna westchnął cicho, chcąc nie chcąc koncentrując wzrok na Michaelu. Na jego twarzy pojawił się pozbawiony wesołości, niemalże zmęczony uśmiech.
– No  cóż… – Urwał, podchwyciwszy udręczone spojrzenie brata. – Chyba wypadałoby chwilę porozmawiać… Chcesz ode mnie wyjaśnień, księżniczko? – zwrócił się do niej, jak gdyby nigdy nic ignorując Michaela. – O co mnie zapytasz, hm? Dlaczego ty? Dlaczego traciłem czas, żeby uganiać się za studentką? – dodał i coś w jego słowach dało jej do myślenia. – A przecież to takie proste. Dziewczyna urodzona w najdłuższą noc w roku… „Naznaczona przez ciemność. Dwa ugryzienia, by zyskać nieśmiertelność – trzecie, by przypieczętować przeznaczenie” – powiedział takim tonem, jakby właśnie recytował coś z pamięci, chociaż równie dobrze mogło być to wyłącznie wrażeniem. Przez cały ten czas spoglądał jej prosto w oczy, aż poczuła się tak, jakby nagle poraził ją prąd. – Powiedz mi, proszę, czy to nie brzmi znajomo? W którym miejscu twoim zdaniem spieprzyłem sprawę, co Alysso? Mam wrażenie, że masz do mnie żal, chociaż sama musisz przyznać, że mogłaś trafić gorzej. Gdybym pozwolił, by ktoś inny wtedy do ciebie dotarł… Ale hej! Po co ja się tłumaczę, skoro sama już zauważyłaś, że jestem potworem – niemalże zadrwił, ale dla niej z równym powodzeniem mógłby milczeć.
Cofnęła się o kolejny krok, stanowczo odpychając od siebie Eleonorę i nie będąc nawet w stanie zmusić się do spojrzenia kobiecie w twarz. A potem jeszcze jeden i jeszcze… Chciała uciekać, jednak nogi odmawiały jej posłuszeństwa, dziwnie ciężkie i w równym stopniu zesztywniałe, co i całe ciało. Czuła się oszołomiona i bliska tego, żeby jednak rozpaść się na kawałeczki, przytłoczona ciężarem wypowiedzianych słów oraz narastającymi w niej, jakże trudnymi do opanowania. Niemal czuła palenie znamienia na plecach – tego samego, które tak często komplementowała Mary, śmiejąc się, że wyglądało jak tatuaż. Wciąż słyszała słowa Carlosa i chociaż starała się jakkolwiek przed nimi obronić albo przekonać samą siebie, że to jedynie wyobraźnia albo wierutne kłamstwa…
Ale przecież wiedziała.
Dwudziesty pierwszy grudnia. Przesilenie zimowe…
Jej urodziny.
– Obserwowałeś mnie – zarzuciła mu. To było oczywiste już od chwili, w której uświadomił jej, jak wiele o niej wie, jeszcze tam w lesie, zanim… – A potem na mnie eksperymentowałeś. Jeśli się pomyliłeś…
– Ja, Alysso? – przerwał jej cicho. – Już wszyscy wiedzą kim jesteś – to, że Dorian omal cię nie zabił, jest tego doskonałym dowodem. Polowanie właśnie się zaczęło, a gdyby nie ja, pewnie już byłabyś albo martwa, albo… Och, chyba wolałabyś tego nie wiedzieć – stwierdził takim tonem, że faktycznie zaczęła się cieszyć z tego, że nie rozwinął tej myśli.
Polowanie… Dorian… Seattle…
To, kim była…
Więc kim jestem, co? Kim, do cholery, jestem, skoro ty…?
– Zostawiłeś mnie tam. Pozwoliłeś, żebym myślała…
Carlos z niedowierzaniem potrząsnął głową, bynajmniej nie zamierzając pozwolić na to, żeby dokończyła myśl.
– Zabiłem Doriana, a wcześniej omal nie oberwałem od Chloe. To mała diablica, a ja nie mam w zwyczaju poświęcać się dla każdej napotkanej przypadkowo dziewczyny – westchnął, coraz bardziej zniecierpliwiony. – Interpretuj to jak chcesz, ale naprawdę mogłaś trafić o wiele gorzej, gdybym nie zdecydował się wtrącić. Zapewniłem ci bezpieczeństwo i, jak podejrzewam, powinno być ci tutaj dobrze… – Wzruszył ramionami, po czym jakby od niechcenia rozejrzał się dookoła, spoglądając na każdego z obecnych z osobna. Jego wzrok zatrzymał się na Eleonorze. – Jej ufasz… Mylę się?
Alyssa przełknęła z trudem.
– Nie. – Jakkolwiek by się nie czuła, inna odpowiedź na to jedno pytanie okazałaby się kłamstwem.
– Sama widzisz…
Rzuciła mu ostre spojrzenie, nie pozwalając, żeby znowu zaczął mówić.
– Ale to niczego nie zmienia – przerwała chłodno. Głos lekko jej zadrżał, więc przełknęła z trudem, próbując doprowadzić się do porządku. – Wyrwałeś mnie z dotychczasowego życia. Nie wiem, dlaczego to zrobiłeś i właściwie mnie to nie obchodzi. Teraz też nie chcesz mi niczego wytłumaczyć, a ja… – Urwała, rozmyślając się w ostatniej chwili. Czuła, że naciskanie na niego nie ma sensu, zresztą wątpiła, by zniosła jego złośliwe uwagi i jeszcze więcej faktów związanych z jej życiem. – Nie wiem kim jestem, a ty kluczysz i… I wiesz co? Mam tego wszystkiego dość! – oznajmiła dobitnie, po czym jak gdyby nigdy nic, odwróciła się na pięcie, gotowa odejść.
Chciała uciec.
Ta potrzeba narastała w niej już od dłuższego czasu, kiedy zaś odzyskała panowanie nad ciałem, nie była w stanie dłużej się jej opierać. Miała wrażenie, że skrajne emocje i wątpliwości rozerwą ją od środka, jeśli natychmiast nie odejdzie – nie znajdzie się gdzieś daleko, gdzie mogłaby złapać oddech. Potrzebowała chwili wytchnienia i samotności, by przynajmniej spróbować jakkolwiek poukładać sobie to w głowie, bez względu na to, że był środek nocy, a ona miała na sobie wyłącznie cienką koszulę nocną.
Jakkolwiek wydawałoby się to oczywiste, Carlos i tym razem okazał się obojętny również na jej potrzeby.
– Jeśli chcesz teraz odejść, proszę bardzo – nie będę się za tobą uganiał – usłyszała tuż za sobą jego opanowany, wyprany z jakichkolwiek emocji głos. – Zastanawia mnie tylko to, czy nie pożałujesz swojej decyzji, kiedy złożę małą wizytę twojej przyjaciółce…
Trochę mi zeszło, wiem o tym, ale sądzę, że nie ma tego złego. Jest Carlos w swojej wyjątkowo złośliwej formie, a jak dobrze pójdzie, w następnym może pojawi się trochę wyjaśnień… A może i nie, zobaczymy.
Dziękuję za komentarze, wyświetlenia i obecność, bo to wiele dla mnie znaczy. Dla mojej Mrs. Cross, która dzielnie udaje, że nie wie dokąd to wszystko zmierza i cierpliwie podsuwa mi błędy. W ogóle dziękuję, że jesteś.
Do napisania!

3 komentarze:

  1. Hej, wiem, że nie skomentowałam poprzednich rozdziałów, ale postaram się jakoś do nich odnieść. Cieszę się, że pojawił się Carlos i że on i Alyssa ponownie się spotkali. Nie dziwie się wszystkim jej emocjom - przede wszystkim temu, że jest na niego wkurzona. Naprawdę Carlos zachował się jak taki nieodpowiedzialny dupek, który oczekuje, że wszyscy dookoła będą zachowywali się dokładnie tak jak to sobie zamarzył.
    A Alyssa... jest oczywiście po prostu zagubioną młodą wampirzycą, która jeszcze w pełni nie zdaje sobie sprawy, kim jest. Oprócz tego, że w pewnym sensie jest potworem xD
    Co do samych informacji z tego rozdziału, to trochę to zamieszało, a równocześnie dodało takiej fajnej tajemnicy. Podobał mi się ten "wierszyk" i oczywiście jestem ciekawa, do czego to wszystko zmierza.
    A co do końcówki - serio, Carlos? Szantaż? Bardzo to dojrzałe. I dupkowate.
    (Ale tak ogólnie to nawet go lubię xD)

    OdpowiedzUsuń

  2. Bry :3
    Tym razem o ludzkiej porze. Wstałam, nie miałam ochoty ruszać się z łóżka, więc pomyślałam, że dzień trzeba dobrze zacząć i przeczytam jeden zaległy rozdział, który mi został. I tak oto jestem. :D
    Na zakończenie rozdziału jedyne co mi przyszło do głowy to - Boże, jaki z niego dupek. Serio, koleś Mode dla mnie startować w zawodach "Kto okaże się być większym dupkiem". Myślę, że zgarnąłby nagrodę za pierwsze miejsce bez większego problemu. ;)
    Nie dziwię się Alyssi wcale, że jest taka zdenerwowana. Kto by na jej miejscu nie był? Kompletnie nie ma pojęcia co się z nią dzieje, ani tym bardziej gdzie jest. Jakiś nieznajomy facet ja zabija, wcześniej ratując przed wampirami, x które chciały ja zabić. Ironia? Potem zostawia ja sama sobie i robią co chceta! Swoją drogą bardzo musiał być pewny tego co robił skoro zostawił ja na pustkowiu. W końcu skąd mógł mieć pewność, że dziewczyna akurat trafi do tego miasteczka, gdzie mieszka jego rodzina? Zawsze mogła wsiąść do pojazdu jadącego w zupełnie inna stronę.
    Wierszyk, który wyrecytował Carlos jest na swój sposób przerażający. Ale za to też intrygujący. ;) Wspomniałam Ci może kiedyś, że te wierszyki/piosenki, które tworzysz są genialne? Jeśli nie to teraz Ci to mówię. Są genialne. ❤
    Szybko pochłonęłam tej rozdział, co mnie trochę zdziwiło. Zwłaszcza, że poprzedni trochę dłużej czytałam. Ale od czego to zależy to obie wiemy, chociaż nie twierdzę, że w poprzednim nie działo się nic. To pewnie przez pozna porę, o. ;)
    No to kochana weny, clweny i jeszcze raz weny. ❤ A ja czekam już na ciąg dalszy.

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!

    Jejku, jakie miłe słowa. Mam podły nastrój, ale czytając te słowa się Uśmiechnęłam. Nie masz za co dziękować <3 Wyjawić nic nie wyjawię bo skoro mi zaufałaś, muszę być teraz grzeczna. I nie masz za co dziękować. Jestem, bo tego chce i żaden to dla mnie wysiłek. A błędy... skoro czytam, mogę też pomóc. Prawda?

    Przechodząc do rozdziału! To już XIII a my tak mało wiemy! W sumie to praktycznie nic. Znaczy zależy kto, ale... ja też wszystkiego w końcu nie wiem!
    Alyssa twardo wypierała to kim może być. Aż w końcu usłyszała to i chyba zacznie do niej docierać, że jednak wcale nie śni, a istoty z filmów naprawdę istnieją. Ale wszystko powoli, tak? Kiedyś byłam za szybkimi akcjami (w gimnazjum), ale teraz całkiem rozumiem to odwlekanie i całą resztę.
    Mówiłam już, że lubię jak Carlos mówi do Ali "księżniczko"? Chociaż ta jego groźba na końcu... na miejscu młodej wampirzycy bym się nie powstrzymywała i zrobiła mu poważną krzywdę. I w sumie to się zastanawiałam czy ona naprawdę ich nie zaatakuje. Mogłoby być ciekawie, chociaż wampirzyca mogłaby mieć małe szanse w styczności z doświadczonymi krwiopijcami. Albo by nas zaskoczyła swoimi zdolnościami. W końcu różnie to bywa, szczególnie w Twoim przypadku.
    "Naznaczona przez ciemność. Dwa ugryzienia, by zyskać nieśmiertelność - trzecie by przypieczętować przeznaczenia". Ciekawi mnie to zdanie. Na pewno nie dałaś go tak po prostu tylko ma on duże znaczenie. Ale nic nie wyjaśniłaś.
    Jak to robisz? XIII świetnych rozdziałów, niewiele się jeszcze w nich działo. Bo taka prawda. Jedyne co się wydarzyło to "randka", spotkanie w lesie no i Ali przebiegła do rodziny Carlosa.
    Mówiłam już, że Cie podziwiam? Nie wiem co więcej mogłabym napisać x.x Rozmawiałam przez telefon i to co miałam w głowie mi wyleciało. I mam nadzieję (jak zawsze), że niczego nie pomieszałam.
    No i co? Do napisania! :* I jeszcze raz - Nie ma za co.

    Ściskam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń