06.11.2016

Rozdział XIV

ALYSSA
Zatrzymała się wpół kroku, sztywniejąc niczym porażona prądem. W jednej chwili już nie była w stanie się ruszyć, sparaliżowana narastającym z każdą kolejną sekundą lękiem. Wiedziała, że to tylko wrażenie i szok, którego doznała po raz kolejny w ostatnim czasie, ale doświadczenie samo w sobie okazało się co najmniej frustrujące. W pewnym stopniu zdawała sobie również sprawę z tego, że Carlos igrał z jej uczuciami, próbując uderzyć tam, gdzie zaboli najmocniej, ale chociaż usiłowała przekonać samą siebie, że to po prostu pozbawiony większego znaczenia blef, okazało się to o wiele trudniejsze, niż mogła przypuszczać.
W zasadzie z równym powodzeniem mógłby ją spoliczkować – nie poczułaby różnicy, a ostateczny efekt i tak byłby taki sam. Jego słowa podziałały na nią niczym kubeł lodowatej wody, w jednej chwili sprowadzając na ziemię i w skuteczny sposób zmuszając do tego, żeby obejrzała się przez ramię. Jakimś cudem odważyła się na niego spojrzeć, choć jeszcze ułamek sekundy wcześniej była skoncentrowana wyłącznie na myśli o tym, jak bardzo chciała uciec i się od tego odciąć. Miała dość Carlosa, jego bezczelnych uwag i tego przenikliwego spojrzenia, tak jak i nie była już w stanie dłużej znosić milczenia ze strony pozostałych osób. To donikąd nie prowadziło, zaś każda kolejna sekunda wydawała się przybliżać roztrzęsioną dziewczynę do tego, co nieuniknione – szaleństwa, które już od dłuższego czasu wydawało się nad nią wisieć.
Wystarczyło tak niewiele, żeby to wszystko zniszczyć, a jej dotychczasowe plany trafił szlag…
– Co ty powiedziałeś? – zapytała drżącym głosem. Chciało jej się wyć z frustracji albo – co skutecznie wytrąciło Alyssę z równowagi – rzucić się na niego z pięściami. Miała ochotę roznieść go na kawałeczki, rozjuszona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, choć nigdy nie spodziewałaby się po sobie podobnej reakcji. Poniekąd to właśnie szok sprawił, że nawet nie drgnęła, zdolna co najwyżej bezmyślnie się w jego wpatrywać. Mierzyli się wzrokiem, każde z nich w równym stopniu uparte i nieustępliwe, nie zamierzające zrobić nic, żeby sprawić przyjemność drugiemu. – Ty… Ona nie ma z tym nic wspólnego – wyszeptała przez zaciśnięte zęby. Mocniej zacisnęła dłonie w pięści, obojętna na ból, który poczuła, kiedy paznokcie nieprzyjemnie wbiły się w skórę.
– Nie ma. I twoja głowa w tym, żeby tak pozostało – odparł z porażającym wręcz spokojem Carlos. Mówił cichym, opanowanym głosem, zupełnie jakby prowadzili uprzejmą pogawędkę na tematy tak neutralne, jak chociażby pogoda, a ona wcale nie musiała walczyć z pokusą zrobienia czegoś naprawdę głupiego. – Zbyt wiele poświęciłem, żeby zapewnić tobie i nam wszystkim bezpieczeństwo, Alysso, byś teraz tak po prostu to zaprzepaściła. Zastanów się nad tym dobrze.
– Mary nie ma z tym nic wspólnego! – powtórzyła gniewnie, w jednej chwili tracąc nad sobą panowanie. – Przestań pieprzyć o bezpieczeństwie, bo to nie ma sensu! Jak możesz nazywać grożenie mi moją najlepszą przyjaciółką, żebym tylko… Do diabła, czego ty właściwie chcesz?
Jego oczy pociemniały w odpowiedzi na jej słowa, jakby wychwycił w nich coś, co wyjątkowo nie przypadło mu do gustu. Wciąż obserwując ją niczym drapieżnik swoją ofiarę, z wolna zrobił krok do przodu, ale nie miał okazji podejść zbyt blisko, ponieważ drogę w ostatniej chwili zastąpił mu stojący najbliżej Michael.
– Carlos… – rzucił ostrzegawczym tonem, jednak mężczyzna nawet na niego nie spojrzał, całą uwagę wciąż koncentrując na Alyssy.
– Nie wzywaj diabła, bo może ci odpowiedzieć – doradził jej cicho.
Zaśmiała się odrobinę histerycznie, nie mogąc się powstrzymać.
– Powiedział wampir-morderca i to na chwilę po tym, jak próbował mi grozić – zadrwiła, dopiero po dłuższej chwili uprzytomniając sobie, że po raz pierwszy użyła tego słowa. Wampir… Dlaczego przyszło jej to aż do tego stopnia naturalnie? Sama siebie nie poznawała, ogarnięta palącym gniewem i podatna na myśli, które nigdy wcześniej nie przyszłyby jej do głowy. Wiedziała, że Carlos powinien wzbudzać w niej lęk, a jednak czuła przede wszystkim rozdrażnienie i chęć natychmiastowego starcia mu tego cynicznego uśmieszku z twarzy… I to najlepiej pięścią, chociaż podejrzewała, że gdyby spróbowała, efekt okazałby się co najmniej marny. – Mam uwierzyć, że jesteś aż do tego stopnia bogobojny?
– Sądzę, że mógłbym cię pod tym względem zaskoczyć – stwierdził z dzikim błyskiem w oczach mężczyzna. – Gdybyś żyła przynajmniej kilka dekad dłużej i doświadczyła tyle co ja, nie zachowywałabyś się w aż tak niedojrzały sposób.
Niedojrzały? On śmiał mówić jej o dojrzałości, podczas gdy sam zachowywał się w sposób, który przekraczał zdolności pojmowania? Kto „dojrzały” z premedytacją posuwał się do tego, żeby zamienić czyjeś życie w piekło, nie zważając na konsekwencje? Kto pojawiał się i znikał według własnego uznania, unikając sensownej rozmowy i przez cały czas udzielając lakonicznych, pozbawionych jakiegokolwiek sensu wskazówek? Kto zostawił ją z tym wszystkim samą, wysyłając do obcego miejsca ze słowami, że powinna wiedzieć, dokąd ma się udać? Miała wrażenie, że trwała w piekle, a każda kolejna sekunda ciągnęła się w nieskończoność, stopniowo popychając ją ku czemuś, czego nie rozumiała, ale…
Zniszczył wszystko. Po tym wszystkim naprawdę chciał wymagać od niej dojrzałości i chociaż odrobiny zdrowego rozsądku?
– Czego chcesz? – zapytała gniewnie, starając się zrobić wszystko, byleby nie pozwolić się sprowokować i wciągnąć w te jego bezsensowne gierki. – Tylko szczerze. Zaatakowałeś mnie. Uczyniłeś… potworem, bo inaczej nie mogę tego nazwać. – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową, wciąż nie będąc w stanie zaakceptować tego, co właśnie jej oznajmił. Wampiry… Jak mogłabym być…? – Jesteś mi coś winien, skoro już rozmawiamy o dojrzałości i… Och, nie ukrywajmy! Jesteś za mnie odpowiedzialny, Carlos!
Zauważyła, że nieznacznie drgnął, kiedy wypowiedziała jego imię. Prawie natychmiast wziął się w garść, przez co można by uznać, że przyjął jej słowa spokojnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mogła tylko zgadywać, co takiego działo się w jego głowie, tuż pod maską obojętności i cynizmu, za którą z takim uporem usiłował się kryć.
– Moja obecność sprowadza na ciebie niebezpieczeństwo. Wydaje mi się, że to dość oczywiste – stwierdził, spoglądając na nią w niemal pobłażliwy sposób. – Zabiłem członka jednego z najbardziej nieprzewidywalnych klanów, jakie znam i który od dawna ma z nami na pieńku. Co więcej, udało mi się uciec żywym, a to wszystko komplikuje, bo chyba oczywistym jest, że teraz tym bardziej znajduję się na ich czarnej liście. – Przez jego twarz przemknął prawie niezauważalny cień – tak szybko, że równie dobrze mogło być wyłącznie wrażeniem. – Być może powinienem trzymać się na dystans, ale sama zauważyłaś, że jestem ci coś winien. Zostawienie cię samej, choćby tutaj, mogłoby wiele kosztować każdego z nas, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, kim jesteś.
– A kim jestem? – zapytała, ale Carlos puścił jej pytanie mimo uszu.
– Jeśli odejdziesz, wtedy wszystko to, co się wydarzyło – moje próby ochronienia cię – dodał, dosłownie taksując ją wzrokiem – stracą jakikolwiek sens. Naprawdę tego chcesz?
Nie odpowiedziała, w pierwszej kolejności spoglądając mu w oczy. Coś w jego spojrzeniu sprawiło, że ostatecznie odwróciła wzrok, nie będąc w stanie dłużej mierzyć się z mocą tych lśniących, wręcz hipnotyzujących tęczówek.
– Chcę prawdy – powiedziała cicho; jej głos zabrzmiał słabo i niemal żałośnie. – Chcę tylko…
– I dostaniesz ją, prędzej czy później – odparł z przekonaniem. Nie chciała i nie potrafiła mu uwierzyć, zwłaszcza po tym wszystkim, co jej zaserwował. Carlos był mordercą i kłamcą, czego pozostawała w coraz większym stopniu świadoma. – Myślisz, że dlaczego tutaj jestem? Sprawy się skomplikowały, Alysso, na dodatek z twojej winy. Po prostu przestań zachowywać się jak obrażona księżniczka, a wtedy wszyscy na tym skorzystamy…
Nie miała pojęcia jak to robił, ale ledwo tylko zaczynała myśleć o tym, że może jednak mogłaby na spokojnie go wysłuchać, zawsze mówił coś, co w skuteczny sposób wyprowadzało ją z równowagi. Coraz bardziej rozeźlona, otworzyła usta, gotowa zaprotestować albo – co bardziej prawdopodobne – zaskoczyć samą siebie i wszystkich wokół, zaczynając wyzywać na czym świat stoi. Mary zawsze twierdziła, że Alyssa jest zdecydowanie zbyt łagodna, ale tym razem wcale nie czuła się spokojna i opanowana. Trudno było zachować spokój, skoro jej dotychczasowe życie uległo zmianie, nie wspominając o tym, że Carlos miał w sobie coś, co pobudzało w niej jakieś mroczne instynkty albo coś… Och, coś, co w niej było, a czego nie potrafiła opisać słowami.
Coraz bardziej zaczynała bać się tego, co się z nią działo.
– Zastanów się nad tym dobrze, Alysso – podjął spokojnie Carlos, nie widząc albo nie chcąc widzieć tego, jak rozeźlona się czuła. – Pomogłem ci. Poświęciłem wiele, żeby cię odnaleźć i tutaj sprowadzić. Dałem ci trochę czasu, żebyś oswoiła się z sytuacją i…
– Oswoiła? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Uważasz, że doba… Słodki Jezu, o czym ty do mnie mówisz?!
Jedynie wzruszył ramionami.
– Robię, co mogę. Jakbym mógł, poczekałbym jeszcze trochę, ale – jak już wspomniałem – sprawy się skomplikowały… Możesz odejść, ale wtedy skażesz na śmierć nie tylko mnie, ale nas wszystkich. – Carlos urwał i przez kilka następnych sekund lustrował wzrokiem jej twarz. – Nie chcesz tego, prawda? – Lekko uniósł brwi ku górze. Na jego ustach z wolna pojawił się ujmujący, pełen samozadowolenia uśmiech. – Ach, tak właśnie myślałem…
Słuchała jego słów, ale te dochodziły do niej jakby z oddali. Wiedziała, że robił to specjalnie, próbując igrać na jej uczuciach, ale nic nie mogła poradzić na to, że świadomie bądź nie trafił w jej najsłabszy punkt – w jedyną osobę, która była dla niej jak siostra i dla której bez chwili wahania zrobiłaby dosłownie wszystko.
W tamtej chwili naprawdę zaczęła go nienawidzić.
Nigdy nawet nie przypuszczała, że znajdzie się w podobnej sytuacji. Nie chodziło nawet o coś tak abstrakcyjnego, jak wampiryzm i sposób w jaki została wyrwana ze swojego dawnego życia. Od dziecka czuła się niczym intruz, wielokrotnie przerzucana pomiędzy ośrodkiem opiekuńczym, a najróżniejszymi rodzinami zastępczymi, w żadnej nie będąc w stanie zagrzać sobie miejsca na dłużej. Wyłącznie ostatni raz – jej oschła, przybrana matka i Jimie, który pokochał ją w tak szczery sposób, jakby faktycznie była jego rodzoną siostrą – oficjalnie stanowili jej rodzinę, ale to w gruncie rzeczy nie znaczyło niczego. Nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać.
Diana – jej matka – nigdy nie traktowała Alyssy jak kogoś, kim warto się przejmować. Wręcz poczuła ulgę, kiedy dziewczyna przy pierwszej okazji zadecydowała się zamieszkać w akademiku, by móc studiować dziennikarstwo z daleka od hałaśliwego Nowego Jorku. Były na siebie skazane od chwili, kiedy Ali jako piętnastolatka przekroczyła próg domu Wilde’ów, jednak całych pięć lat znajomości nie wystarczyło, żeby pomiędzy nimi nawiązało się coś ponad poprawne, oparte na przymusowej uprzejmości relacje.
Jeśli miała być ze sobą szczera, była skłonna stwierdzić, że Eleonora w ciągu tych kilku godzin przerażenia i paniki dała jej więcej ciepła, aniżeli Diana przez całych pięć lat.
– Nie odejdę – powiedziała cicho. Zaskoczyła samą siebie ulgą, którą poczuła, ledwo wyrzuciła z siebie tych kilka słów. – To właśnie chciałeś usłyszeć? Że nie odejdę? W takim razie zostaję, ale – na litość Boską! – zostaw Mary w spokoju! – warknęła. Nienawidziła siebie za to, że w jakimkolwiek stopniu szła mu na rękę.
– Znakomicie. – Carlos uśmiechnął się w nieco chłodny sposób. – Pomyśl o przyjaciółce za każdym razem, kiedy coś głupiego przyjdzie ci do głowy, a wtedy naprawdę wszystko będzie dobrze.
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, coraz bardziej rozeźlona. Miała wrażenie, że mężczyzna pogrywa sobie z nią w jakiś okrutny sposób, czerpiąc przyjemność z tego, że może ją dręczyć i w tak prosty sposób doprowadzić do szaleństwa. Nie rozumiała już niczego, może pomijając to, że jej uczucia do Carlosa były coraz trudniejsze do okiełznania…
Och, chyba naprawdę był na dobrej drodze do tego, żeby zaczęła go nienawidzić.
– Carlos, do cholery! – wycedził przez zaciśnięte zęby Jason, przybierając taką pozycję, jakby niewiele brakowało, by spróbował rzucić się bratu do gardła. Poczuła, że robi jej się słabo, kiedy uprzytomniła sobie, że mężczyzna wysunął kły – ostre i bez wątpienia niebezpieczne, jeśli zrobić z nich należyty użytek. – Przestań ją straszyć! Masz, czego chciałeś – wciąż jest tutaj, na dodatek przerażona. Do cholery, nie bądź większym dupkiem niż musisz być – warknął, ale na samym zainteresowanym nie zrobiło to najmniejszego nawet wrażenia.
W oszołomieniu spojrzała na mężczyznę, który okazał jej choć odrobinę ciepła i przy której mimo wszystko czuła się bezpieczna. Poczuła nieopisaną wręcz wdzięczność, słysząc jak Jason ją broni – tak po prostu, jakby mu zależało, chociaż podejrzewała, że z perspektywy postronnego obserwatora musiała zachowywać się jak wariatka. Bezwiednie podeszła bliżej, instynktownie przesuwając się ku wciąż stojącej u jej boku Eleonory. Nawet nie drgnęła, kiedy kobieta ujęła ją za rękę, niemalże opiekuńczym gestem przygarniając do siebie.
– Jason ma rację – powiedziała cicho. Chociaż jej głos zabrzmiał łagodnie, Alyssa doszukała się czegoś co najmniej niepokojącego w sposobie, w jaki zdecydowała się spojrzeć na mężczyznę. – Daj spokój, przynajmniej na razie. Ja… Pozwól mi ją teraz ze sobą zabrać – poprosiła, a Ali drgnęła, zaskoczona tymi słowami. – Wytłumaczę jej wszystko i uspokoję… A przynajmniej się postaram. Rozmowa w tym tonie prowadzi donikąd – stwierdziła, nie odrywając wzroku od – jak uświadomiła sobie dziewczyna – najpewniej swojego szwagra.
Sądziła, że Carlos ją wyśmieje albo zaprotestuje, ale nic podobnego nie miało miejsca.
– Skoro tak uważasz… – Lekko przekrzywił głowę, wciąż nie odrywając wzroku od Eleonory. Zaraz po tym przeniósł wzrok na Michaela i uśmiechnął się nieco cierpko. – Urocze stworzenie sobie wybrałeś, wiesz? Słodka, ale zadziorna.
– Wiedziałbyś o tym od dawna, gdybyś chociaż trochę przejmował się własną rodziną – stwierdził z powątpiewaniem Michael.
Carlos jedynie wywrócił oczami.
– Obawiam się, że moja rodzina umarła już dawno temu – powiedział cicho, nawet nie zastanawiając się nad doborem słów.
– Może po prostu sobie na nią nie zasłużyłeś – wyszeptała pod wpływem impulsu.
Mężczyzna drgnął, reagując co najmniej tak, jakby spróbowała go uderzyć. Nie sądziła, że istnieje sposób na to, by wzbudzić w nim jakiekolwiek emocje; co więcej, poczuła swego rodzaju przyjemność na myśl o tym, że nie tylko on był zdolny do tego, żeby ranić wszystkich wokół.
– Naprawdę tak uważasz, Alysso?
Coś w sposobie, w jaki wypowiadał jej imię, skutecznie przyprawiło dziewczynę o dreszcze.
Nie odpowiedziała, nie chcąc po raz kolejny wdawać się z nim w dyskusję. Machinalnie uścisnęła przyjemnie chłodną dłoń trzymającej ją Eleonory, próbując odnaleźć w bliskości utraconą równowagę. Kobieta odwzajemniła uścisk, a po chwili bez słowa i w najzupełniej naturalny sposób otoczyła Alyssę ramieniem, żeby móc ją uściskać. Dopiero w tamtej chwili do Alyssy dotarło to, jak bardzo roztrzęsiona była, ale zmusiła się do tego, żeby zachować spokój. Jeszcze tylko trochę – do czasu, aż wraz ze swoją opiekunką miała znaleźć się wystarczająco daleko, żeby Carlos nie mógł okazać się świadkiem jej słabości. Tylko tego sobie życzyła, gotowa nawet mierzyć się z prawdą i tym, co miała jej do powiedzenia Eleonora, byleby dłużej nie musieć rozmawiać ze… swoim stwórcą, jakkolwiek niedorzecznie by to nie brzmiało.
Przez kilka sekund panowała cisza, którą ostatecznie zdecydowała się przerwać blada jak papier, niespokojna Nadia:
– A co ze mną? – zapytała cicho. – Żadne z was mi nie powie o co chodzi, tak? Ona tutaj zostaje, chociaż wciąż nie powiedziałeś, dlaczego… – zaczęła, ale nie było jej dane dokończyć.
Carlos westchnął, wyraźnie rozdrażniony. Wyglądał na coraz bardziej niespokojnego i skrępowanego tym, że coraz więcej osób próbowało mu się sprzeciwiać. Gdyby nie był takim cholernym dupkiem, Alyssa pomyślałaby, że sam ma do siebie pretensje o to, że postawił ją w aż tak niezręcznej sytuacji – a może nawet żałował tego, że zafundował jej aż tak wielki przewrót w życiu, odbierając wszystko to, co miała do tej pory. Co prawda prawie natychmiast doszła do wniosku, że to niedorzeczne i że ktoś taki nie był zdolny do tego, by czuć cokolwiek, ale…
– Nie mnie jest wnikać w to, ile masz w tym domu do powiedzenia. W zasadzie jest mi wszystko jedno – oznajmił, rzucając Nadii wymowne spojrzenie. Kobieta drgnęła, krzywiąc się i wyglądając tak, jakby ktoś właśnie ją uderzył. – Ale mogę dać ci przyjacielską radę: czasami niewiedza jest najlepszym, czego można doświadczyć.
Wszyscy spojrzeli na niego w oszołomieniu, również Alyssa, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Oddech Nadii przyśpieszył, zaś ona sama – o dziwo – zdecydowała się nie komentować słów mężczyzny. Po prostu stała, błędnym wzrokiem przypatrując się Carlosowi z taką niechęcią, że każda inna osoba na jego miejscu już dawno poczułaby się z tego powodu w co najmniej niezręczny sposób.
Wampir zignorował jej zachowanie, w zamian na powrót przenosząc wzrok na skuloną w objęciach swojej tymczasowej opiekunki Alyssy. Kiedy się odezwał – zaskakująco łagodnym tonem, co również wytrąciło dziewczynę z równowagi – zwracał się bezpośrednio do Eleonory:
– Zajmij się nią lepiej niż ja bym mógł, co? – rzucił jakby od niechcenia. Przez moment miała ochotę prychnąć, bo chyba każdy odnalazłby się w roli potencjalnego stwórcy lepiej od niego. – Nigdy nie byłem cierpliwy… A teraz dzieje się zbyt dużo, bym miał czas, żeby siedzieć i tłumaczyć małolacie, dlaczego powinna mnie słuchać. Nie zamierzam też latać za nią, jeśli zacznie panikować, więc…
– Jeśli dziwi cię to, że masz przed sobą przerażoną sytuacją dziewczynę, jesteś nie tylko bezduszny, ale również wybitnie głupi – oznajmiła z powagą Eleonora. Kąciki ust Carlosa drgnęły, zresztą tak jak i Michael, który przez moment wyglądał na chętnego dla pewności osłonić partnerkę, jakby z obawy przed tym, jak mógł zareagować jego brat. – Zajmę się nią, ale nie przez wzgląd na ciebie… Jednak nie oczekuj ode mnie tego, że zdejmę z ciebie odpowiedzialność, bo to tak nie działa. Wiedziałeś w co się pakujesz i to już wtedy, kiedy byłeś w naszym domu po raz pierwszy. Nie zadawałam pytań wtedy i nie zamierzam robić tego teraz – dodała z powagą. – Postaram się dla tej dziewczyny, bo nie miałeś prawa jej tego zrobić.
Carlos nieznacznie potrząsnął głową, wyraźnie zaskoczony tym, że ktokolwiek, a już zwłaszcza drobniutka Eleonora, mógłby zwracać się do niego w taki sposób. Alyssa mimowolnie pomyślała o tym, że zaistniała sytuacja na swój sposób go bawiła, jakby wciąż nie docierała do niego pełnia zawartych w słowach kobiety oskarżeń.
– Masz ode mnie zielone światło, tak długo, jak nad wszystkim panujesz – odparł spokojnie, uśmiechając się blado. – A wydawałaś się taka niegroźna… No cóż, ale w porządku. Mimo wszystko jestem cierpliwy, nawet bardzo, ale tylko do czasu. – Urwał, po czym zmierzył kobietę wzrokiem. – Po prostu zrób to tak, żeby żadne z nas niczego nie żałowało – dodał niemal łagodnym tonem.
A potem – jak gdyby nigdy nic – odwrócił się i bez słowa rzucił do biegu, już w następnej sekundzie rozpływając się w ciemnościach. Zniknął równie nagle, co się pojawił, zostawiając Alyssę z jeszcze większą ilością pytań i wątpliwości.
Wciąż oszołomiona, mocniej przywarła do Eleonory, mając wrażenie, że jest coraz bliższa tego, by ostatecznie stracić nad sobą panowanie. Twarz kobiety nie wyrażała żadnych emocji, kiedy lekko odsunęła od siebie dziewczynę, żeby łatwiej móc spojrzeć jej w oczy.
– Chodź – powiedziała cicho, a przy tym wystarczająco kojąco, by Ali poczuła się bezpieczniej. – Wszystko ci pokażę – dodała, bardziej stanowczo ściskając swoją podopieczną za rękę.
Chociaż wciąż przerażona, nawet nie zaprotestowała, kiedy Eleonora pociągnęła ją w stronę domu. Pomimo obaw, ruszyła za wampirzycą bez chociażby cienia wątpliwości.
Nowy rozdział, dość udany moim zdaniem, chociaż to nie mnie oceniać ostateczny efekt. Mogę już w tym miejscu obiecać, że następna perspektywa należeć będzie do kogoś innego i… Hm, że jest dość ciekawa, bo najbliżej dwa rozdziały mam gotowe od dawna. Trochę namieszam, a przynajmniej mam nadzieję, że uda mi się to zrobić tak, jakbym chciała.
Dziękuję pięknie za komentarze. Rozdział z dedykacją dla Sparks Fly, której bardzo dziękuję za obecność – cieszę się, że wciągnęłaś się w tę historię. No i nie przeczę, że przyjemnie czyta się spekulacje osoby, która do tej pory nie miała styczności z moim stylem pisania i pomysłami w pierwotnej wersji ;) Dziękuję Ci za to i dodam, że od dłuższego czasu przymierzam się do czytania Twojej historii, bo już po prologu mnie masz.
Na koniec dodam, że po tych kilku miesiącach pojawił się zwiastun tego opowiadania – zapraszam [TUTAJ]. Zakochałam się w piosence i teledysku, a potem już samo poszło, bo dokładnie czegoś takiego mi brakowało. Lojalnie ostrzegam, że zwiastun może rzucić trochę światła na tę historię, więc uwaga na spojlery.
Do następnego!

3 komentarze:

  1. Jestem i tu!

    Człowiek tak już działa. Oczywiście nie każdy, ale większość. Gdy nam na kimś zależy i ktoś im grozi, zaczynamy się bać. Nawet jeśli myślimy, że to blef, wahamy się i czujemy strach, tak jak jest w przypadku Alyssy. Carlos zagroził jej przyjaciółce. Najbliższej osobie jaką miała.
    Chociaż rozumiem wampira, to jednak nie popieram tego co zrobił. Zagroził jej, bo chciał ją zatrzymać. Sam powiedział, że poświęcił wiele. Jednak wydaje mi się, że mógłby znaleźć jakieś inne sposoby by osiągnąć co chciał. Ale chyba Carlos nie baczył na to by być grzecznym. Bo to w końcu Carlos, nie?
    "Nie wzywaj diabła, bo może ci odpowiedzieć." Jedyne co mi się nasuwa by skomentować to zdanie to bardzo, że tak powiem, kreatywne (nie)słowo heh. Ja i te moje bogate słownictwo, co nie? :D
    W pięknej historii po słowach Ali "Chcę prawdy", Carlos zaprosiłby ją do domu, bo nie wypada rozmawiać na zewnątrz. Eleonora zrobiłaby jej herbatkę i bam! Słowa płynęły by jak woda, a Carlos wszystko ładnie by wyśpiewał, w następnym pewnie byłoby rozwiązanie problemów a jeszcze kilka następnych byłby ślub <- Pamiętaj, że tu jeszcze możesz wszystko naprawić! A tak już poważnie, wszystko ma swoje naturalne tempo. Nie ma żadnego przyśpieszenia, by jak najszybciej wszystko wyszło na jaw. Wszystko dzieje się w odpowiednim tempie i w odpowiedni sposób, co bardzo mi się podoba i co na pewno pisze w każdym rozdziale. Ale ważne kwestie powinno się powtarzać, prawda?
    Ajajajaj! Alyssa nieświadomie, ale nadepnęła Carlosowi (dlaczego chciałam napisać Carlo Rossi?!) na odcisk. W sumie mogłoby mi być wampira szkoda, ale nie jest przez to jak potraktował Ali, grożąc jej. I to nie raz. Więc sobie na to zasłużył i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Co więcej, liczę na Ciebie, że Ali da mu jeszcze w kość.
    CHOCIAŻ I TAK CZEKAM NA TEGO PANA CO TAM SOBIE GRA GŁÓWNĄ ROLĘ! (wcale nie spojlerowałaś).
    Mówiłam, że ja Nadii nie lubię? I w ten oto sposób, choć Carlos jest wredny itd., łącze się z nim i go lubię gdy on się do niej tak milusio odzywa. Tutaj znów liczę na Ciebie, że jeszcze niejednokrotnie będzie nasz Carlos jeździł po Nadii i ją wkurzał. Chętnie sobie poczytam, wiesz? No i widać, że najlepiej Carlos traktuje Eleonora (przynajmniej chwilowo). Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że zwraca się do niej tak jak do reszty czy do Nadii. Ale to Carlos (i Ty) więc wszystko jest możliwe.
    Alyssa miała do tej pory jedynie Mary. Jak sama zaznaczyłaś, była przerzucana pomiędzy ośrodkami opiekuńczymi a rodzinami zastępczymi. Teraz pojawiła się Eleonora, której dziewczyna zaufała i która jest taką opiekuńczą osobą, w której jest dużo dobroci. Chociaż do wampir, ale kto powiedział, że wampir musi być zły? Jednak chodzi mi o to, że to dobrze iż grono bliskich osób Ali się powiększa.
    Jeśli komentarz wydaje się chaotyczny - wybacz! Piszę, czytam, piszę, czytam. I tak może wyjść. No i godzina też nie jest zbyt wczesna :)
    Teraz czekam na następny i cieszę się, że nie ma końcówki, za którą bym Cie chciała udusić - ale spokojnie, nie miałabym serca tego zrobić!

    Mrs.Cross!

    Ps. Pamiętaj! Jeszcze wszystko możesz naprawić!

    OdpowiedzUsuń

  2. Hej!:)
    Przywiało mnie znowu i tutaj. Jestem zdziwiona tym ile mam zaległości na blogach. Jak o wiele łatwiej by było, gdybym miała je wszystkie zapisane jako książki. Papierowe, z tym cudownym książkowym zapachem... Ale czytanie na telefonie też jest w porządku. O parę szczebelków niżej niż książka, ale wraz jest ok. Dobra, nie przedłużając przechodzę już do rozdziału.
    Mam wrażenie, że nienawiść do Carlosa ze strony rodzinki będzie jeszcze bardziej się powiększać. Facet pojawia się i znika kiedy tylko chce. Poza tym mam wrażenie, że narobił sobie wrogów na całym wiecie i w razie kłopotów - A one będą na 100% - Nie będzie nikogo kto zechciałby mu pomóc się z nimi uporać. To w jaki sposób się zachowuje do Ali... dobra, ja w pewnym sensie rozumiem to, że nie może jej tego wszystkiego za bardzo wytłumaczyć, czas goni, on ma na pieńku z dużą liczbą osób, ale mógłby chociaż się jak człowiek zachować, (xD?)
    Strasznie mi się podoba zachowanie Eleonory w stosunku do Ali. Kompletnie nie zna dziewczyny, jest dla niej obca, a zachowuje się w taki sposób... To naprawdę kochane z jej strony. I dobrze, że w domu była taka osoba jak ona, bo gdyby były tam takie dwie Nadie to Ali mogłaby nie mieć tam taryfy ulgowej. W końcu widać tą niechęć Nadii do dziewczyny, aż za dobrze.
    Nie przedłużając dobrze wiesz, że rozdział mi się podobał. I teraz powinnam napisać, że czekam na kolejny, ale mam to szczęście i przede mną jest jeden rozdział. ;) Także lecę przeczytać i po przeczytaniu zastanowić się, na jaki blog udać się później. ;p
    Weny!^^

    Gabi.❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Po pierwsze, bardzo dziękuję za dedykację :* Bardzo mi się miło zrobiło.
    Co do rozdziału. Podoba mi się jak Alyssa odkrywa swoją mroczną naturę - te wybuchy złości i chęć skrzywdzenia Carlosa (co akurat byłoby dość naturalne nawet dla zwykłego człowieka :P) i jak zaczyna przyzwyczajać się to słowo "wampir". I choć w ogóle wszyscy mają prawo się na niego wściekać, a jego zachowanie nie poprawia jego sytuacji, to jednak w niektórych jego wypowiedziach wyczuwam taki... smutek. Jakieś zadumanie i dystans. Jeszcze nie czytałam tego kolejnego rozdziału, ale widziałam, że jest właśnie o nim, więc może utwierdzę się w swoich przekonaniach ;)
    Co do reszty bohaterów to Eleonora zdecydowanie błysnęła w tym rozdziale. Z jednej strony jest taka ciepła i czuła, ale nie jest znowu przesadnie potulna i cicha, co mi się bardzo spodobało.
    Z kolei co do Nadii... Mogłaby wykazać się większym współczuciem, ale jakoś nie potrafię jej tak całkiem nie lubić, może później. Bo tak naprawdę Carlos sprowadził zagrożenie także i na nią, a ona wydaje się nie mieć w domu żadnego prawa głosu. Wszyscy ją trochę zbywają, a ona po prostu stara się pokazać, że też się liczy i może dlatego pozoruję na taką typową "mean girl".
    Przez weekend przeczytam kolejny :D

    OdpowiedzUsuń