09.12.2016

Rozdział XIX

ALYSSA
Zatrzasnęła za sobą drzwi, po czym z jękiem oparła się o nie plecami, wciąż oszołomiona. Oddychała szybko i płytko, czując się jak po przebiegnięciu całego maratonu, choć nie sądziła, że jakiekolwiek oznaki zmęczenia są możliwe w przypadku wampira. Wyrwał jej się zdławiony jęk, kiedy z wolna osunęła się do pozycji siedzącej, na dłuższą chwilę zamierając w przedsionku i bezmyślnie wpatrując się w przestrzeń. Choć teraz miała pewność, że nic jej nie zagraża, nie była w stanie się uspokoić, ogarnięta niejasnym przeczuciem, że to, co wyczuła w lesie, wcale nie stanowiło czegoś więcej, niż wytwór wyobraźni.
Nie była pewna, jak długo trwała w miejscu, kuląc się pod drzwiami i nie będąc w stanie zmusić się do tego, żeby wrócić do pokoju. Nie czuła się zmęczona, a tym bardziej nie wyobrażała sobie tego, że miałaby jak gdyby nigdy nic położyć się do łóżka i spróbować zasnąć. W głowie miała mętlik, nie tylko nie potrafiąc wytłumaczyć, co takiego podkusiło ją do wyjścia na zewnątrz, ale również nie będąc w stanie określić, co myślała o wzywającym ją głosie, który…
Och, tak naprawdę nawoływał niejaką Arianę.
Zadrżała mimowolnie, aż nazbyt pewna tego, że powinna znać to imię. Na krótką chwilę ukryła twarz w dłoniach, energicznie pocierając skronie i podświadomie szykując się co najmniej na dający się we znaki ból głowy. Czuła się zdezorientowana bardziej niż do tej pory, w coraz większym stopniu żałując, że Carlos nie wytłumaczył jej niczego. Co prawda naturalnym wydawało się, że powinna być przytłoczona nie tylko przemianą, ale przede wszystkim nadmiarem informacji, które łączyły się z nową postacią oraz wyrwaniem z dotychczasowego życia, ale mimo wszystko nic podobnego nie miało miejsca – a przynajmniej nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać. W jednej chwili była gotowa przysiąc, że doskonale wie kim jest i czego powinna spodziewać się po nieśmiertelności, a w następnej czuła się niemalże jak zagubiona dziewczynka, niepewna tego, co i dlaczego powinna zrobić. Ta niespójność ją przytłaczała, zresztą tak jak i świadomość tego, że chwilami zatracała siebie, coraz częściej mając wrażenie, że nie jest sama – i że w jej wnętrzu istnieje ktoś jeszcze, o wiele pewniejszy i bardziej świadom własnej natury.
Ta myśl była przerażająca, przez co prawie natychmiast ją od siebie odrzuciła, choć to wydawało się ucieczką przed prawdą. Carlos nie wybrał jej bez powodu, chociaż jak na razie nie zamierzał zachować się jak na dobrego stwórcę przystało, całą odpowiedzialność zrzucając na rodzinę. Ci z kolei albo nie do końca wiedzieli w co ten kretyn pogrywał, albo nie chcieli jej powiedzieć, jakkolwiek by jednak nie było, faktem pozostawało, że tkwiła w miejscu.
Minęła dłuższa chwila, zanim zdążyła uspokoić się na tyle, by móc w miarę swobodny sposób zapanować nad myślami. Skupiła się na oddychaniu, w duchu licząc kolejne wdechy i wydechy, choć to na dłuższą metę prowadziło donikąd. Choć próbowała się skupić w nadziei na to, że będzie w stanie ocenić, czy ktoś dalej kręcił się w lesie albo koło domu, to okazało się zbyt trudne, a Alyssa niemalże przegapiła ciche, wyraźnie zmierzające ku niej kroki. Wzdrygnęła się, po czym z opóźnieniem poderwała głowę, spoglądając ku schodom. Spróbowała się podnieść, nagle zmieszana i sama niepewna tego, jak powinna wytłumaczyć swoją obecność na dole. Choć mogła poruszać się po domu w całkowicie swobodny sposób, w tamtej chwili poczuła się jak intruz i to na dodatek przyłapany na gorącym uczynku, choć przecież nie robiła niczego złego.
Jason przystanął wpół kroku, blady i zaspany ze względu na wczesną porę. Jego spojrzenie jak na zawołanie skoncentrowało się na niej, sprawiając, że zmieszała się jeszcze bardziej.
– Alyssa? – Po jego tonie poznała, że udało jej się go zaskoczyć, choć zdecydowanie nie była z takiego stanu rzeczy zadowolona. – Dlaczego tutaj siedzisz? Stało się coś? – zapytał, bez trudu orientując się, że coś jest nie tak.
Jeszcze kiedy mówił, zbiegł z kilku ostatnich stopni, zatrzymując się tuż przed nią. Ciemne włosy miał w nieładzie, poza tym sprawiał wrażenie kogoś, kto planował wrócić na piętro i nie wychodzić z pokoju przez kilka następnych godzin, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle się obudził, a tym bardziej co skłoniło go do tego, żeby się nią zainteresować, to jednak nie miało większego znaczenia. Bardziej skupiła się na tym, że podobnie jak i podczas jej pierwszego dnia w tym miejscu, tak i tym razem poczuła się przy wampirze zaskakująco wręcz spokojna.
Nie odpowiedziała, sama niepewna tego, co powinna mu powiedzieć. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, tym samym przekonując się, że wcale nie rozluźniła się w aż takim stopniu, jak wcześniej sądziła.
– Ja… – wykrztusiła z siebie w końcu. Odchrząknęła, próbując oczyścić gardło i zrobić cokolwiek, byleby jej głos przestał brzmieć w tak dziwny, piskliwy sposób. – Nie mogę spać – powiedziała po chwili zdecydowanie zbyt długiej, by jej słowa zabrzmiały naturalnie.
– I tyle? – Po tym pytaniu i sceptycznym wyrazie twarzy Jasona poznała, że nie wierzył w żadne z wypowiedzianych przez nią słów. Chciała powiedzieć coś, co zabrzmiałoby choć odrobinę bardziej przekonująco, ale w głowie miała pustkę, zresztą wampir nie dał jej po temu okazji. – Coś jest nie tak? – drążył, kucając tuż naprzeciwko niej.
Zesztywniała, kiedy nagle znalazł się tak blisko. Znów potrzebowała dłuższej chwili, żeby chociaż spróbować odpowiedzieć, zbyt oszołomiona jego obecnością i znajomym już zapachem. Zmierzyła go wzrokiem, w pierwszym odruchu mając ochotę zachować się tak, jak po przybyciu do tego domu, a więc wpaść mu w ramiona, żeby poczuć się bezpieczniej. Jakoś nie miała wątpliwości co do tego, że by ją ochronił, choć zarazem nic nie wskazywało na to, żeby istniała taka potrzeba.
Jason westchnął, po czym wyprostował rękę, wyciągając ją ku twarzy Alyssy. Bezwiednie spróbowała się odsunąć, co jednak nie powstrzymało mężczyzny przed tym, żeby odgarnąć jej włosy na bok, żeby lepiej móc widzieć twarz. Po jego spojrzeniu nie była w stanie określić, co tak naprawdę chodziło mu po głowie, nie wspominając o tym, że czuła się coraz bardziej zdezorientowana sytuacją. Ten nieśmiertelny miał w sobie coś takiego, co miało na nią wpływ od pierwszej chwili, choć nie potrafiła stwierdzić czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. To on ją znalazł i przyprowadził do miejsca, które teraz mogła chyba określić mianem domu, skoro nie istniało żadne inne, do którego mogłaby się udać. Wiedziała, że nigdy by jej nie skrzywdził, a przynajmniej nie świadomie, choć zarazem zdawała sobie sprawę z tego, że w większości przypadków najbardziej sensowna pozostawała zasada ograniczonego zaufania. Jakby tego było mało, nie potrafiła stwierdzić, jakimi uczuciami darzył ją sam Jason, co prawda będąc w stanie zaoferować jej pomoc, ale nic ponadto. Czasami, kiedy dostrzegała zniecierpliwienie w jego spojrzeniu albo kiedy przypominała sobie oszołomienie, które wydawał się odczuwać, kiedy w przypływie paniki się do niego przytuliła, miała wątpliwości co do tego, czy w ogóle ją lubił, czy może po prostu zachowywał się „właściwie”.
Wciąż o tym myślała, gdy Jason ujął jej ramię, delikatnym acz stanowczym ruchem dając Alyssy do zrozumienia, że powinna się podnieść. Choć wciąż nie była pewna ile tak naprawdę powinna mu powiedzieć, skorzystała z jego pomocy, ostatecznie niepewnie stając na nogi. Próbowała ignorować wzajemną bliskość i to, że mógłby jej dotykać, ale to okazało się trudne, tym bardziej, że wciąż miała świadomość, iż właściwie nie odrywał od niej wzroku.
– Więc? – odezwał się ponownie. – Powiesz mi, czy mam się domyślać? Błagam, nie zmuszaj mnie do tego… Wystarczy, że Nadia czasami to robi – dodał, wywracając oczami.
– Ona cię denerwuje, prawda? – zapytała pod wpływem impulsu.
To było oczywiste, choć zarazem nie dziwiła się zachowaniu wampirzycy. Nie chciała wnikać w to, jak sprawy miały się pomiędzy nią a Jasonem, ale przez krótki pobyt w domu Sorentich zdążyła zaobserwować, że Nadia wyraźnie coś do tego z braci miała – i że bynajmniej nie była to niechęć, ale żal o nieodwzajemnione uczucia. Jakby tego było mało, nie rozumiała dlaczego traktowano ją w aż tak chłodny sposób. Może i okazywała wrogość czy to względem Carlosa, czy samej Alyssy, ale dziewczyna była w stanie to zrozumieć, zresztą tak jak i odczuwany przez kobietę strach. Gdyby znalazła się na miejscu nieświadomej sytuacji Nadii, której każdy powtarzał, że czasami lepiej jest nie poznać prawdy, pewnie już dawno by oszalała.
Cóż, możliwe, że już jedziemy na jednym wózku… W końcu Carlos jakoś nieszczególnie pali się do tego, żeby przyjść i cokolwiek wytłumaczyć, pomyślała mimochodem i przez chwilę aż się w niej zagotowało. Póki nie myślała o zachowaniu wampira, potrafiła zignorować narastającą w związku z zachowaniem mężczyzny gorycz, ale to nie znaczyło, że ta nagle znikała.
– Nadia… jest trudna, poza tym ma problem ze zrozumieniem odmowy – stwierdził lakonicznie Jason, tym samym wyrywając Ali z zamyślenia. – Jeśli znowu powiedziała ci coś przykrego, nie przejmuj się nią. Zwykle najpierw mówi, a dopiero potem myśli – zapewnił, a Alyssa potrząsnęła głową.
– Nie rozmawiałam z Nadią – zapewniła pośpiesznie, nie chcąc dodatkowo komplikować sytuacji. Nie, jej nastrój i to, jak się czuła, zdecydowanie nie miało związku z wrogością, którą okazywała ta wampirzyca. – Ja… Mam wrażenie, że to zabrzmi głupio – przyznała w końcu.
Jason uniósł brwi, wyraźnie zaintrygowany jej słowami. Przez jego twarz przemknął cień, być może związany z irytacją, którą miał prawo odczuwać w związku z tym, że kluczyła, nie mogąc zdecydować się, co i dlaczego powinna mu wyznać, ale nawet jeśli miał jakieś uwagi, ostatecznie zachował je dla siebie. Zaskoczył ją tym, tym bardziej, że zdążyła zaobserwować, że bywał bardzo porywczy, a już na pewno nie grzeszył cierpliwością. Fakt, że przez wzgląd na nią mógłby starać się trzymać nerwy na wodzy i zachowywać w niemalże łagodny sposób, wydał się Alyssy… bardzo miły.
– Co z tego? Uważasz, że wyśmieję cię, bo możesz mieć wątpliwości co do życia, którego wciąż nie poznałaś? – Potrząsnął głową. – Nie musisz mi się spowiadać, jeśli nie chcesz, ale jak coś, to jestem. W końcu to ja cię tutaj przyprowadziłem i…
– Czujesz się za mnie odpowiedzialny? – wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
O dziwo, Jason nawet nie zawahał się przed odpowiedzią.
– Ktoś musi, skoro mój kochany braciszek się do tego nie nadaje – stwierdził, na ułamek sekundy zaciskając obie dłonie w pięści. – Tylko nie bierz tego osobiście. Nie żałuję tego, że tutaj trafiłaś… Wierz mi, że każde z nas przechodziło przez to, co ty teraz. Tyle że my wiedzieliśmy, co takiego nas czeka, a po przemianie mieliśmy kogoś, kto nas poprowadzi. Carlos prawie cię tego pozbawił… I szczerze mówiąc, nie mam ochoty robić niczego, co jemu mogłoby być na rękę, ale przecież ty niczym nie zawiniłaś.
Nie była w stanie stwierdzić, co takiego czuła, słuchając jego słów. Wciąż nie była pewna, jak prezentowały się ich relacje, choć nie mogła zaprzeczyć, że Jason przez większość czasu okazywał względem niej życzliwość. Zwłaszcza w tamtej chwili wydało jej się, że jego emocje jednak były szczere i wynikały z czegoś więcej, niż tylko poczucia obowiązku albo żalu. Nie chciała, żeby zbliżał się do niej z litości, ale przynajmniej tymczasowo nie miała wrażenia, żeby to robił. Po prostu chciał i z jakiegoś powodu musiał jednak darzyć ją sympatią, choć i tej kwestii nie mogła być całkowicie pewna.
Wciąż o tym myślała, uparcie milcząc i dla zyskania na czasie w milczeniu rozglądając się dookoła. Zarówno przedsionek, jak i przystający do niego salon, pogrążone były w półmroku, bowiem starannie zaciągnięte zasłony nie przepuszczały nawet odrobiny światła słonecznego. O tej porze to było normalne, zresztą tak jak i to, że wszyscy mieszkańcy najpewniej spali, przez co obecność Jasona wydała jej się bardziej nienaturalna. Miała ochotę zapytać, co takiego ściągnęło go na dół, ale nie zrobiła tego, podświadomie czując, że to zły pomysł, skoro sama unikała odpowiadania na jego pytania.
Chwilę jeszcze wahała się, bezskutecznie próbując zapanować nad własnymi emocjami i stwierdzić, co takiego powinna zrobić. Decyzję podjęła dosłownie w ostatniej chwili, w zasadzie pod wpływem impulsu, by nie dać sobie czasu na jej zmianę. Skoro tutaj była i coś im wszystkim zawdzięczała – a już zwłaszcza Jasonowi i Eleonorze – chyba była winna przynajmniej odrobinę szczerości.
– Wyszłam na zewnątrz – oznajmiła wprost.
Jason, który zdążył już chyba zwątpić w to, że w ogóle doczeka się jakiejkolwiek odpowiedzi, zesztywniał, po czym chwycił ją za ramiona tak gwałtownie, że przez ułamek sekundy była gotowa przysiąc, że za moment pogruchocze jej kości. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, po czym napięła mięśnie, gotowa jak najszybciej wyrwać się z jego uścisku, ale nie miała po temu okazji, tym bardziej, że nieśmiertelny po raz kolejny spojrzał na nią w tak intensywny sposób, że aż poczuła się nieswojo.
– Co takiego…? – wykrztusił z siebie, wyraźnie wstrząśnięty. Odsunął ją od siebie na długość wyciągniętych ramion, uważnie oglądając, jakby spodziewał się dostrzec otwarte rany na jej ciele, które wcześniej jakimś cudem mógłby przeoczyć. – Dlaczego? Poparzyłaś się czy…? – Potrząsnął z niedowierzaniem głową, coraz bardziej podenerwowany. – Boli cię coś? Alyssa, do cholery…
– Nie, nie… Właśnie chodzi o to, że nic mi nie jest – powiedziała w pośpiechu, chociaż miała wątpliwości, czy wampir w ogóle zwracał uwagę na to, co próbowała mu przekazać. – Rozumiesz? Poszłam na spacer o poranku i nic mi się nie stało. Stałam w świetle dnia i czułam się dobrze! – dodała o wiele bardziej stanowczym tonem, by móc zwrócić na siebie jego uwagę.
Mimo wszystko poczuła ulgę, kiedy cofnął się o krok, wcześniej luzując uścisk na jej ramionach. Był wstrząśnięty i to najdelikatniej rzecz ujmując, co jednoznacznie dało dziewczynie do zrozumienia, że wszystkie opowiastki o tym, że wampiry paliły się na słońcu, musiały być prawdziwe. Nie żeby choć przez moment wątpiła w prawdomówność Eleonory, ale mimo wszystko…
– Niemożliwe… – wyszeptał Jason, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. – To nie jest…
– Dopiero co wróciłam z lasu. Ja po prostu… Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale musiałam iść. Chyba wiedziałam, że nic złego mi się nie stanie – wyrzuciła na wydechu, bezwiednie zaczynając się przed nim tłumaczyć. Wciąż wpatrywał się w nią w oszołomieniu, nie kryjąc narastającej z każdą kolejną sekundą dezorientacji i niedowierzania – przynajmniej początkowo. – Co jest ze mną nie tak, Jason?
Nawet słowem nie zająknęła się na temat wzywającego ją głosu, mając wrażenie, że już i tak ledwo nadążał za tym, co wyjawiła mu do tej pory. Spoglądał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy i to wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi, sprawiając, że zapragnęła się wycofać i jak najszybciej uciec na piętro. Zawahała się, niemalże siłą zmuszając do tego, żeby pozostać w miejscu, nie wspominając o podjęciu decyzji, by jednak spojrzeć wampirowi w twarz. Niczego już nie była pewna, ale do tego stopniowo zaczynała przywykać, mając wrażenie, że w ostatnim czasie całe jej życie pozostawało jedną wielką niewiadomą, której nie miała być w stanie zrozumieć, a tym bardziej sensownie uporządkować.
Nie była pewna, jak długo stali, wzajemnie mierząc się wzrokiem i trwając w coraz bardziej dającej się we znaki ciszy. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że drży, co zresztą nie uszło uwadze Jasona, bo ostatecznie wziął się w garść, spoglądając na nią w niemalże łagodny sposób.
– Alyssa…
Cofnęła się, tym razem nie pozwalając mu się dotknąć, choć wyraźnie miał to w planach. Cofnął rękę, zaciskając ją w pięść.
– Jeśli mi nie wierzysz, mogę ci pokazać – oznajmiła, po czym spróbowała go wyminąć, żeby dostać się do salonu. Pośpiesznie zablokował jej drogę, nie zamierzając pozwolić, by zbliżyła się do zasłoniętych okien.
– Nie powiedziałem, że nie wierzę. To po prostu… – Wypuścił powietrze ze świstem, wyraźnie oszołomiony. – Michael trochę spekulował, odkąd się u nas pojawiłaś, ale dopiero teraz mam wrażenie, że jego przypuszczenia mają sens – stwierdził mimochodem, po raz kolejny wzbudzając w niej wątpliwości.
– Na mój temat? – zapytała zaskoczona, nie mając pojęcia, co powinna sądzić o tym, że mogliby spekulować za jej plecami.
Jason westchnął, ale ostatecznie chcąc nie chcąc z wolna skinął głową.
– Tylko nie miej nam tego za złe, w porządku? Po prostu… jest w tobie coś takiego, co cię wyróżnia. Nie mówiliśmy ci o tym wcześniej, bo to bez znaczenia, ale czy to zapach twojej krwi, czy fakt, że mogłabyś tak po prostu zemdleć… Takie rzeczy rzadko nam się zdarzają. A teraz mówisz mi, że blask dnia na ciebie nie działa – dodał, a ona zapragnęła histerycznie się roześmiać.
– Czyli co? Nie dość, że Carlos mnie zmienił, to jeszcze coś zepsuł? – zapytała z niedowierzaniem. – Jestem jakimś cholernym wybrykiem natury czy…?! – zaczęła, nie mogąc powstrzymać się przed podniesieniem głosu.
– Nie, to nie jest aż tak niezwykłe, tylko… – Jason uspokajającym gestem położył obie dłonie na jej ramionach. Wciąż była spięta, poza tym wzdrygnęła się pod jego dotykiem, ale nie próbowała protestować. – W zasadzie odporność na światło dnia jest normalna, tyle że… Szlag, nie wiem, jak powinienem ci to powiedzieć – stwierdził, rzucając Alyssy niemalże udręczone spojrzenie.
Wyczuła, że rozmowa sama w sobie zaczynała być równie problematyczna dla każdego z nich i przez moment nawet miała ochotę się wycofać, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Czuła się zbyt roztrzęsiona, by tak po prostu się na to zdobyć, poza tym chciała, żeby Jason wszystko jej wytłumaczył – przynajmniej on jeden, skoro upierał się, że chciał dla niej dobrze. Wciąż stała naprzeciwko niego, drżąca i niespokojna, ogarnięta w równym stopniu gniewem, co i niewyobrażalnym wręcz smutkiem. Znowu działo się coś, czego nie rozumiała, chociaż powinna. W głowie miała mętlik, a to zdecydowanie nie powinno mieć miejsca, poza tym…
– Co takiego? – zapytała nieco drżącym głosem. Zignorowała to, gotowa zrobić dosłownie wszystko, byleby poznać odpowiedzi. – Odpowiedz mi. Po prostu mi odpowiedz – powtórzyła z naciskiem.
Nie wyglądał na przekonanego, ale coś w jej tonie i zdesperowanym spojrzeniu musiało dać mu do zrozumienia, że odmowa nie wchodziła w grę. Kiedy w końcu się odezwał, zabrzmiał zaskakująco łagodnie, niemalże troskliwie, choć musiało go to kosztować sporo wysiłku.
– W porządku – zgodził się, po czym zachęcającym gestem wyciągnął ku niej rękę. – Chodź, porozmawiamy. Uspokoisz się trochę – zaproponował, choć szczerze wątpiła zwłaszcza w to drugie.
Mimo wszystko nie zawahała się, ostatecznie ujmując jego dłoń. Z chwilą, w której palce Jasona zacisnęły się wokół jej własnych, wydarzyło się coś, czego zdecydowanie się nie spodziewała – bardzo szybko, przez co nie potrafiła stwierdzić, czy wszystko nie było w rzeczywistości wytworem wyobraźni. Alyssa drgnęła, kiedy obraz przez oczami stracił na ostrości, przez co poczuła się tak, jakby w każdej chwili mogła stracić przytomność. Nic podobnego nie miało miejsca – wręcz przeciwnie.
Bo właśnie wtedy zobaczyła dziewczynę.
Widziała ją zaledwie ułamek sekundy – drobniutką, roześmianą i ciemnowłosą. Jej uwagę przykuło zwłaszcza bystre spojrzenie lśniących, bystrych oczu i…
– Alyssa? – usłyszała i to wystarczyło, żeby wszystko wróciło do normalności.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym na powrót skoncentrowała wzrok na Jasonie. Chociaż bardzo chciała, nie potrafiła mu odpowiedzieć.
Nie miała pojęcia, co właśnie się wydarzyło i jaki to miało związek z myślą, która chwilę później pojawiła się w jej głowie, ale wiedziała jedno: właśnie miała przed sobą kogoś, komu mogła ufać.
Przyjaciela i nic ponadto.
No i jest dziewiętnastka. Rozdział pisany z czystą przyjemnością, bo właściwie tworzył się sam, co bardzo mnie cieszy. Wciąż mieszam, ale mogę obiecać, że z czasem wszystko się wyjaśni… Albo przynajmniej większość, bo co to za historia, która nie pozostawia po sobie pytań i jakiejś tajemnicy? Tak czy inaczej, ja jestem zadowolona i mam nadzieję, że Wam również ostateczny efekt przypadł do gustu. Co więcej, bardzo cieszy mnie to, że doszłam do momentu, w którym z czystym sumieniem mogę zacząć pisać o wampirach w bardziej swobodny sposób, choć Ali nadal ma wątpliwości. Może się mimo wszystko wydawać, że jej oswajanie się idzie trochę zbyt szybko, ale… po dojściu do sedna tej historii szybko okaże się, że tak nie jest, tak więc cierpliwości.
Dziękuję tym, którzy czytają. Piszę dla siebie i dla Was, a ze świadomością, że ktoś czeka przychodzi mi to dużo łatwiej. I będę powtarzać to do znudzenia, bo samą obecnością robicie dla mnie naprawdę wiele.
Do następnego!

3 komentarze:

  1. Hej!
    Jejku, ten rozdział... zaczyna się coś dziać. A z rozdziału możesz być bardzo zadowolona. Chociaż gdybyś nie skończyła w takim momencie, byłabym bardzo wdzięczna!
    Zastanawia mnie relacja Alyssy i Jasona. Nie spekuluje tu żadnych romansów, ale głównie chodzi mi o to, że... Jason nie wydawał się być taki, że wyciąga rękę do każdego, kto potrzebuje pomocy. Dodatkowo nie był zadowolony, że Carlos zrzuca na nich za coś odpowiedzialność. A mimo to, właśnie on i Eleonora są dziewczynie najbliżsi z tej rodziny. No i się o nią troszczy, bo gdyby było inaczej nie podbiegłby do niej. Muszę przyznać szczerze, że gdy zaczynałaś tego bloga pod swoją wersją, widziałam Jasona raczej jako złego i że to prędzej Michael okaże dobroć dziewczynie. Ale miło być zaskoczonym :)
    Jestem ciekawa tych wyjaśnień. Myślałam, że będą jeszcze w tym rozdziale, ale oczywiście to nie u Ciebie :p Musiałaś zacząć, ale dokończyć to już nie, bo trzeba nas podręczyć trochę i zmusić nasze mózgi do intensywnych rozmyślań.
    No i końcówka z drobniutką, roześmianą i ciemnowłosą dziewczyną... raczej ludzi, których nie ma obok nas się nie widzi, co nie? Ale tutaj to chyba wiem o co chodzi ^.^
    SPOJLER! W tym na pewno chodzi o to, że *********************** (by poznać odpowiedź wystarczy zdrapać).
    W sumie to chyba tyle co chciałam zaznaczyć. A jak o czymś zapomnę to napisze Ci w bezpośredniej wiadomości.

    Ściskam,
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, no może jednak jej tak całkiem nie wkręcali z tym słońce ale też nie powiedzieli jej że są wyjątki xD W sumie to cieszę się, że zrobiłam sobie te zaległości bo teraz nie muszę czekać na rozmowę Alyssy z Jasonem, ha!
    Co do ich relacji to nie spodziewałam się po Jasonie takiej delikatności .Brałam go za kogoś bardzo surowego- głównie po jego relacji z Nadią, ale tu pokazał inne oblicze. Z Alyssą musi go łączyć jakaś szczególna tajemnicza więź. A co do tej "wizji" z dziewczynką to nie mam innego pomysłu oprócz mojej teorii z wcieleniami :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej^^
    Ominęłam poprzedni rozdział z komentarzem specjalnie i musisz mi za to wybaczyć, bo po produktu zabrakło mi słów, żeby opisać tamten rozdział. Sam najpewniej wiesz, że wyszło Ci dobrze, dziewczyny Cię o tym zapewniły w swoich komentarzach. Ja się również dołączam do ich słów, a teraz wracam do tego rozdziału...
    Podobnie jak Natalia liczyłam, że jeszcze w tym rozdziale dasz nam jakieś wyjaśnienia. Znam Cię jednak zbyt długo, aby wiedzieć, że coś takiego nie ma prawa się wydarzyć w tym samym rozdziale. Chyba lubisz, kiedy cierpimy i musimy czekać na kolejny rozdział, co? Ja mam to szczęście, że mam zaległości i wystarczy przesunięcie palcem w prawo i będę miała co czytać. ^0^ No ale... Który autor tego nie robi?^^
    Widać, że Jason jest nieco zszokowany. Chociaż może to jest niedopowiedzenie, facet naprawdę jest w szoku. Coś co brał tylko za ewentualne rozwiązanie okazuje się jednak być prawdą.
    Końcówka tego rozdziału jest tajemnicza, a raczej tylko ta wzmianka o roześmianej, ciemnowłosej dziewczynie, która przez chwilę widziała Alyssa. Nie mam pojęcia kogo mogła wtedy zobaczyć, chociaż w myślach już mi się pali mała lampeczka, że może to ktoś o kim było parę razy już wspomniane. ^^ Albo ów Ariana, która wolał ten głos z poprzedniego rozdziału. C:
    Ściskam mocno i lecę czytać dalej,

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń