28.12.2016

Rozdział XXII

MARY
Mary DeLuca siedziała na niewygodnej, drewnianej ławeczce w korytarzu. Podrygiwała nerwowo, w milczeniu obserwując przemykających w obie strony ludzi, ale przy tym nie będąc świadomą tego, co działo się wokół niej. Czuła narastającą irytację, zwłaszcza, że cierpliwość nigdy nie była jej mocną stroną. Miała wrażenie, że minuty ciągną się w nieskończoność, przemieniając kolejno godziny, miesiące, lata, a może całe wieki, zaś świadomość, że umówione piętnaście minut jeszcze nie minęło, dodatkowo uprzykrzała dziewczynie życie.
Gdzie on był? Zadawała sobie to pytanie raz po raz, przerywając jedynie po to, żeby po raz wtóry zacząć wyzywać w duchu na czym świat stoi. Atmosfera panująca na komisariacie działała na nią przygnębiająco, chociaż i tak wolała siedzieć tutaj, niż kolejny raz przeżywać katusze związane z godzinami spędzonymi w szpitalnej poczekalni. Teoretycznie czuła się lepiej w miejscu pozbawionym sterylnego zapachu oraz atmosfery śmierci i cierpienia, a jednak nie mogła pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia, że za moment wydarzy się coś niedobrego. Czuła się prawie tak jak podczas tych wszystkich nocy, kiedy…
Nie, nie będzie o tym myśleć. Nie teraz.
Zacisnęła dłonie w pięści i wsunęła je między uda, żeby powstrzymać się od nerwowego obgryzania paznokci. Od lat próbowała się tego oduczyć i zwykle jej się to udawało, ale w naprawdę stresujących sytuacjach stare przyzwyczajenia wracały, a ona nic nie mogła na to poradzić. Wbiła wzrok w wiszący na przeciwległej ścianie plakat, propagujący jakąś kolejną społeczną akcję, chyba dotyczącej nastolatków i zagrożeń płynących z zażywania narkotyków (Rodzicu, strzeż się!), ale nie miała pewności. Obrazy rozmazywały jej się przed oczami, zamieniając się w różnobarwne, pozbawione sensu plamy, co i tak było lepsze od liczenia sekund i obserwowania tych wszystkich ludzi – umundurowanych funkcjonariuszy, którzy nie zwracali na nią najmniejszej uwagi, zajęci swoimi sprawami albo sporadycznie prowadzący jakichś klnących pod nosem nieszczęśników. Oczywiście z założenia wszyscy byli niewinni.
To zaczynało być coraz bardziej irytujące. Miała wrażenie, że traci czas, ale przecież nie mogła tak tego zostawić! Trzy tygodnie czekania były już wystarczająco trudne, a przeszła przez to tylko po to, żeby od osób trzecich dowiedzieć się, że policja po raz kolejny spieprzyła sprawę. Na dodatek nikt nawet nie pofatygował się, żeby ją o tym poinformować! Do cholery, powinna być jedną z pierwszych osób do których doszłaby wiadomość o planach zawieszenia śledztwa, a jednak dowiedziała się tego przypadkiem, jedynie dlatego, że weszła do damskiej toalety akurat w momencie, w którym Francisca plotła trzy po trzy, jak zwykle nie okazując nawet minimum zrozumienia. Cokolwiek złego można było o niej powiedzieć, Mary nie mogła zaprzeczyć, że jako córka jakiegoś wysoko postawionego urzędnika ta cholerna plotkara zwykle wiedziała zdecydowanie więcej od pozostałych studentów – a sprawy Alyssy nie odpuściłaby sobie za żadne skarby.
I jeszcze ta jej mina, kiedy Mary zdecydowała się schować dumę do kieszeni, żeby dowiedzieć się więcej. Niebieskie oczy lśniły złośliwe, doprowadzając ją do szaleństwa, chociaż to i tak było niczym w porównaniu z tonem Franciski.
– Ty nic nie wiesz, Mary? A wydawało mi się, że to twoja przyjaciółka… – Chytry uśmieszek. – Nawet jeśli nie… Popraw mnie, jeśli się pomyliłam, ale czy my przypadkiem nie studiujemy dziennikarstwa?
W tamtej chwili Mary ledwo powstrzymała chęć przyłożenia jej w twarz.
Och, skąd w ogóle brali się tacy ludzie? Słuchała plotek na temat Alyssy, tych wszystkich rzekomo zatroskanych uwag, i za każdym razem dostawała szału, świadoma fałszywych intencji otaczających ją studentów. Ali zniknęła, a dla nich był to kolejny powód do sensacji, chociaż już teraz głosy zaczynały cichnąć, jakby jakimś cudem zapominano o dziewczynie, która przez kilka lat uczęszczała wraz ze wszystkimi na zajęcia. Mary nie słyszała już nawet plotek na temat rzekomej ucieczki Alyssy z dopiero co poznanym mężczyzną. Również po Dorianie wszelaki słuch zaginął, a policja załamywała ręce, już przy przesłuchaniu patrząc na nią w taki sposób, jakby wątpili w jej prawdomówność.
Nie wierzyła w żadną z usłyszanych wersji, zwłaszcza tych, które oczerniały jej najlepszą przyjaciółkę. Alyssa nie uciekłaby – nie w taki sposób. Telefon dziewczyny milczał, co również nigdy wcześniej nie miało miejsca. Mary znała Ali od dziecka, czasami nawet lepiej niż przyjaciółka samą siebie, dlatego była gotowa dać sobie rękę uciąć, że ta nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Podświadomie czuła, że stało się coś niedobrego, a z każdym kolejnym dniem coraz bardziej odchodziła od zmysłów z niepokoju. Jeśli to miał być jakiś żart, zamierzała skręcić Alyssy kark przy pierwszej możliwej okazji. A potem jakimś cudem przywróci ją do życia i zabije raz jeszcze, żeby raz na zawsze zapamiętała sobie, że kochającym osobom nie wolno robić takich rzeczy!
Wciąż klęła na czym świat stoi, kiedy uświadomiła sobie, że ktoś ją obserwuje. Natychmiast poderwała głowę, a już po chwili zerwała się na równe nogi, w końcu dostrzegając osobę na którą niecierpliwie czekała już od dłuższego czasu. Zauważyła konsternację w ciemnych oczach przypatrującego się jej mężczyzny, dlatego szybkim krokiem ruszyła w jego stronę, nie chcąc ryzykować, że ten spróbuje ją spławić albo odwróci się na pięcie i ucieknie, zwłaszcza, że wyglądał na chętnego, żeby postąpić w ten sposób.
– Alex – rzuciła, żeby nie miał wątpliwości, iż go widziała.
Zauważyła, że westchnął, ale przynajmniej poczekał aż się z nim zrówna. Stanęła naprzeciwko niego, wspierając obie dłonie na biodrach i spoglądając nań z tak wielką irytacją, tak wielkim rozżaleniem…
– Dzień dobry, Mary – odparł denerwująco rzeczowym, wręcz profesjonalnym tonem. – To nie jest najlepsza pora…
– Dla ciebie nigdy nie ma odpowiedniej pory – żachnęła się, nie zważając na to, że w dość marny sposób próbował ją spławić. Znów westchnął, najwyraźniej w końcu pojmując, że nie ma innego wyboru, jak w końcu z nią porozmawiać. – Tkwię tutaj jak idiotka chyba całą wieczność, więc nawet nie próbuj mówić mi takich rzeczy!
– Mogłaś zadzwonić. – Alexander spojrzał na nią ostro. – I nie unoś się w ten sposób, dobrze?
– Ja mam się nie unosić…? – zaczęła, po czym zmuszona była urwać, bo na usta cisnęła jej się cała wiązanka niecenzuralnych słów. – Dzwonię do ciebie od rana, to po pierwsze. A po drugie… Kiedy w ogóle zamierzałeś mi powiedzieć?! – nie wytrzymała. Coraz trudniej było jej panować nad emocjami, a jego postawa bynajmniej jej nie pomagała.
Alexander Malone westchnął ciężko, po czym spojrzał na nią ze znużeniem. Wyglądał na zmęczonego i rozdrażnionego, co w zasadzie jej nie zdziwiło, bo sama czuła się podobnie. Spojrzała na jego twarz i nieco złagodniała, kiedy dostrzegła głębokie cienie pod oczami. Nie pierwszy raz zwróciła uwagę na to, że jest przystojny, a wycieńczenie w najmniejszym stopniu nie wpłynęło negatywnie na jego wygląd. Chociaż dopiero zbliżał się do trzydziestki, już teraz zajmował niezwykle wysoką pozycję, będąc jednym ze skuteczniejszych policyjnych śledczych. Dobrze zbudowany i ciemnowłosy, bez trudu wzbudzał zainteresowanie kobiet, jednak nigdy nie udało mu się stworzyć trwałego związku; Mary wielokrotnie zastanawiała się nad tym czy nie chciał, czy może jak do tej pory nie znalazł tej jedynej.
– Mary. – Rzucił jej kolejne znużone spojrzenie.
Zamrugała kilkukrotnie i nieznacznie pokręciła głową.
– Przepraszam – zreflektowała się. – Po prostu nie mogę uwierzyć… Alex, to jakaś bzdura, prawda? To znaczy… Oni nie mogą tego zrobić. Nie zrobili tego! – powtórzyła, przy końcu mając ochotę cisnąć czymś o ścianę.
– Owszem, mogli i zrobili. Nie ma efektów, nie ma śledztwa. Brak dowodów, umorzone i do szuflady, wcześniej ładnie opatrzone kolejnym numerkiem, żeby wszystko zgadzało się w statystykach. Oficjalnie będzie to kolejna ucieczka zakochanej dziewczyny, bo w końcu miłość jest taka ogłupiająca, zwłaszcza w przypadku nastolatek… – podjął tym samym wypranym z jakichkolwiek emocji tonem Alexander, przyśpieszając i zmuszając ją do tego, żeby niemal biegła, by dotrzymać mu kroku. – Przepisy, Mary. Wszędzie rządzą pierdolone przepisy – dodał, a ona niemal potknęła się o własne nogi, wyczuwając nutkę gniewu w jego głosie.
Kiedy na nią spojrzał, przekonała się, że porzucił już maskę pozornego spokoju, w końcu okazując swoje prawdziwe uczucia. Kiedy spojrzał na nią tymi ciemnymi, przeszywającymi oczami, poczuła się trochę tak, jakby poraził ją prąd. Zawsze traktowała Alexa jak starszego brata albo okazyjnie ojcującego jej i Alyssy faceta, ale w tamtej chwili naprawdę ją przeraził i zrozumiała, co takiego zapewniło mu tak wysoką pozycję i szacunek w policji. Już wcześniej słyszała, że metody, którymi w pracy posługiwał się Alexander, nie zawsze były zgodne z prawem (chociaż oficjalnie nikt się nie skarżył, nawet jeśli podczas przesłuchania zdarzyło mu się „motywować” rozmówcę w dość dyskusyjny sposób), ale zazwyczaj starała się o tym nie myśleć.
Aż do tej chwili.
Widząc wyraz jego twarzy i słuchając tego, co mówił, w jednej chwili dotarło do niej, że tutaj już nawet nie chodziło o przypadek Alyssy – dziewczyny, którą znał i która w pewnym sensie była jego przyjaciółką. Po jego oczach wiedziała, że znowu myślał o Jessice i to wystarczyło, żeby pożałowała, że w ogóle tutaj przyszła i potraktowała go w taki sposób, jakby to on zdecydował się na zaprzestanie poszukiwań Ali.
Dobrze pamiętała Jessie, młodsza siostrę Alexandra. Poczuła ukłucie w sercu, przypominając sobie dawną przyjaciółkę swoją i Alyssy. Miały wtedy zaledwie po dwanaście lat, ale były dla siebie jak siostry, zawsze trzymając się razem. Jessica była drobną, pełną entuzjazmu blondynką, niezwykle urodziwą jak na swój wiek – chociaż nie w tak egzotyczny sposób, jak to było w przypadku Alyssy.
A potem Jessica zniknęła.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nie będąc w stanie spojrzeć Alexandrowi w oczy. Nigdy nie zapytały go o to z Alyssą wprost, ale czasami miała wrażenie, że obwiniał je za to, co stało się osiem lat temu, podczas najzwyklejszej w świecie szkolnej potańcówki. Poszły razem, oczywiście, jak zwykle zresztą. Mary doskonale pamiętała przyciemnione światła sali gimnastycznej, głośną muzykę, kłębowisko ludzi… Pamiętała śmiech Alyssy i to, jak tańczyły ze sobą, wygłupiając się wzajemnie i wymownie spoglądając na podpierających ściany chłopaków. Wtedy jeszcze nie interesowały się rówieśnikami, wywracając oczami i śmiejąc się z ich dziecinności, chociaż same nie były wiele dojrzalsze w tamtym okresie. Aż nazbyt dobrze potrafiła przywołać w pamięci szeroki uśmiech Jessici, to jak ta wirowała w rytm muzyki w swojej plisowanej spódniczce i wyszywanej cekinami bluzeczce, która połyskiwała bajecznie, wychwytując nawet najdrobniejsze załamanie światła. To były dobre wspomnienia i Mary do tej pory nie rozumiała, jak tamten wieczór mógł przerodzić się w koszmar.
Alex nigdy nie dał jej czy Alyssie do zrozumienia, że ma im za złe to, że straciły Jessie z oczu. Wszystkie były wtedy tylko dziećmi, a w zamieszaniu w ogóle nie zorientowały się, kiedy przyjaciółka się od nich oddaliła. Na litość Boską, były wtedy w szkole, pośród znajomych! Czuły się tam bezpieczne i żadnej z nich nie przyszło do głowy, że Jessie wyjdzie na zewnątrz, że wsiądzie do tamtego samochodu…
Wtedy też dni wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Ktoś widział drobną dwunastolatkę wsiadającą do czarnego samochodu… Widział jak auto odjeżdża, prowadzone przez bezimiennego kierowcę. Ktoś widział, a jednak to było zbyt mało, a kiedy Jessica w końcu się odnalazła, było za późno.
Mary prawie bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści. Pomijając rodziców Jessie, to Alex przeżył to najgorzej. Jego mała siostrzyczka – zgwałcona i zamordowana, porzucona gdzieś na odludziu jak jakaś popsuta zabawka…
To go zmieniło. Od tamtej chwili był inny – i ostatecznie znalazł się tutaj.
Poczuła, że robi jej się niedobrze na samą myśl o tym, co mogło spotkać Alyssę. Teraz również ona zniknęła, niemal w podobnych okolicznościach, i podobnie jak wtedy zarówno Mary, jak i Alex czuli się bezradni. Kolejne tygodnie mijały i żadne z nich nie chciało przyjąć do wiadomości tego, że Ali mogłaby nie wrócić, tak jak osiem lat temu, kiedy zaginęła Jessica. Jak długo mieli wątpliwości…
Ale odnalezienie Jessie niczego nie zmieniło. Była martwa, a ten, który jej to zrobił, nigdy za to nie odpowiedział.
W tamtej chwili Mary zrozumiała, że dla Alexandra to coś zdecydowanie więcej niż zaginięcie i to nie tylko dlatego, że przypadek chciał, że padło akurat na Alyssę.
– Alex… – zaczęła cicho, po czym zawahała się, bo gwałtownie obrócił głowę, spoglądając na nią w taki sposób, jakby zdążył zapomnieć, że mu towarzyszyła.
– Nie przejmuj się – powiedział stanowczo, chyba bardziej do siebie niż do niej. – To moja sprawa. Jeśli będzie trzeba… – Nie dokończył, ale i tak poczuła narastający niepokój.
– To wtedy co? – niemal warknęła, a kiedy nie odpowiedział i po prostu szedł przed siebie, chwyciła go stanowczo za ramię. Wzdrygnął się i zrobił taki ruch, jakby w ostatniej chwili powstrzymał się przed odepchnięciem jej. – Do cholery, obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego – nakazała mu stanowczo, jakby wcale nie było pomiędzy nimi prawie dziesięciu lat różnicy. W tamtej chwili czuła się znacznie starsza i bardziej doświadczona od niego, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to absolutna bzdura. – Alex…
– Nigdy nie postępuję głupio – mruknął, chociaż to akurat była sprawa dyskusyjna. Mary wyrwało się ciche przekleństwo, kiedy w ostatniej chwili powstrzymała się przed zapytaniem go o to, jak wiele razy omal go nie zawiesili. Jakby nie patrzeć, pojęcie głupoty było dość dyskusyjną kwestią. – Je… Alyssy – poprawił się błyskawicznie – na pewno nic nie będzie. – Wiedziała, że kłamie, zwłaszcza, że nawet nie wysilał się, żeby ukryć targające nim emocje. Alex już zwątpił, poza tym to, co mówił… – Idź do domu, Mary. Pogadamy później – uciął i wyminął ją bez słowa, nawet nie dając jej okazji do tego, żeby zaprotestowała.
Została sama na korytarzu, sfrustrowana i oszołomiona jego zachowaniem. Już odkąd dowiedziała się, że Alex będzie zajmować się sprawą Alyssy, wyczuwała kłopoty, ale nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielki wpływ na jego zachowanie miało zniknięcie dziewczyny. Niejednokrotnie miał styczność z zaginięciami, czasami też zdarzało się, że takie sprawy kończyły się tragicznie, jednak tym razem to było coś więcej, bo w grę wchodziła przyjaciółka jego zmarłej siostry. Mary miała wrażenie, że Alexander jest myślami gdzieś daleko.
Jessica. Myślał o Jessice, a to zdecydowanie mu nie służyło.
Powinna była go zatrzymać, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nawet gdyby stanęła na głowie, nie byłaby w stanie odwrócić uwagi, kiedy był w takim stanie. Usłyszała trzaśnięcie drzwi i wzdrygnęła się, uświadamiając sobie, że została w korytarzu sama. Powstrzymała się od dziecinnego pragnienia, żeby coś kopnąć, najlepiej drzwi do biura Alexandra. Sama nie była pewna, czego oczekiwała po spotkaniu z nim; prawdopodobnie przynajmniej częściowego ukojenia, ale jak na razie czuła się jeszcze bardziej zdenerwowana, zwłaszcza, że zachowanie mężczyzny przypomniało jej o tragedii sprzed lat, a to było ostatnim, czego potrzebowała. Martwiła się o Alyssę, a wspominanie Jessie…
Poczuła wibracje, co w pierwszej chwili ją zdekoncentrowało, póki nie uświadomiła sobie, że to po prostu telefon. Wyciągnęła komórkę z kieszeni, wbiła wzrok w ekran i jęknęła w duchu, natychmiast rozpoznając numer swojego szefa, tuż pod informacją o otrzymaniu nowej wiadomości. Mimo wszystko ulżyło jej, bo najbardziej bała się telefonu ze szpitala, chociaż perspektywa spędzenia wieczoru w barze również nie była szczytem jej marzeń. Od przeszło roku dorabiała sobie wieczorami jako kelnerka w leżącym dobrych czterdzieści minut jazdy autobusem od akademika barze i chociaż musiała przyznać, że była z tej pracy zadowolona, w obecnej sytuacji nie miała cierpliwości do szczerzenia się, wesołego trajkotania i spełniania każdej zachcianki wieczornych klientów. Mogła się spodziewać, że wieczorna zmiana po raz kolejny przypadnie jej – czasami miała wrażenie, że szef polega wyłącznie na przejawianym przez nią wyjątkowym talencie radzenia sobie z tymi mniej przystępnymi bywalcami baru, zwłaszcza tymi, którzy zbyt często zaglądali do kieliszka – i chociaż w normalnym wypadku by jej to pochlebiało, tym razem miała ochotę z czystej przekory odpisać, żeby się wypchał.
Westchnęła, po czym odesłała krótko, pozbawioną emocji odpowiedź – „OK.”. Może tak nawet było lepiej, bo potrzebowała czegoś, żeby się wyciszyć, a przesiadywanie w pustym pokoju nie było szczytem jej marzeń. Ledwo o tym pomyślała, poczuła się lepiej, póki irytujący głosik w jej głowie nie przypomniał jej o tym, że przecież od kilku dni obiecywała sobie, że odwiedzi matkę. Jutro, pomyślała nie po raz pierwszy i zaraz ogarnęły ją jeszcze silniejsze wyrzuty sumienia, bo przecież właśnie okłamywała się po raz kolejny. Jutro również przełoży to na następny dzień. A później kolejny i kolejny, jeszcze następny…
Och, była beznadziejna. Na pewno nie zachowywała się lepiej od Alexa, chociaż w jej przypadku słabość sprowadzała się do wciąż żyjącej matki, a nie martwej od lat siostry. Mimochodem pomyślała, że chyba lepiej byłoby dla niej, gdyby mama jednak umarła, po czym natychmiast zbeształa się za podobne myśli. Ale czuła się już tak bardzo zmęczona tymi wszystkimi wizytami w szpitalu, udawaniu silnej i obserwowaniu, jak traci jedyną rodzinę, która jej pozostała. Miała wrażenie, że połowa jej dzieciństwa, a później nastoletniego życia, sprowadzała się do przesiadywaniu w szpitalnych poczekalniach i czekaniu, czekaniu, czekaniu…
Nienawidziła czekać.
Kiedy właściwie tak naprawdę miała matkę? Przed oczami Mary natychmiast stanął obraz ładnej, jasnowłosej kobiety, którą znała ze zdjęć. Pamiętała również siebie jako ośmioletnią dziewczynkę, siedzącą na jej kolanach i nieśmiało uśmiechającej się do aparatu. Jako dziecko wyglądała zupełnie inaczej, w pełni naturalna i z jasnymi, kręconymi włosami, sięgającymi pasa. Teraz nie potrafiła wyobrazić sobie swojego wyglądu inaczej, aniżeli z prostymi, czarnymi kosmykami. Już dawno przestała być niewinna i wrażliwa, przestała być tamtą słodką Mary. Była sobą i czuła się z tym dobrze, a przynajmniej tak utrzymywała.
Nieważne. Nie raz czuła na sobie krytyczne spojrzenia, nie wspominając o licznych komentarzach na temat jej stroju, stylu, ostrego makijażu… Nie dbała o to. Już dawno przestała się przejmować, chociaż jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że to również rodzaj ucieczki. Starała się o tym nie myśleć, ale bywały takie chwile, zwłaszcza kiedy wspominała matkę…
Stanowczo odwróciła się na pięcie, po czym niemal biegiem ruszyła w stronę wyjścia. Komisariat nie był duży, poza tym w ostatnim czasie bywała w tym miejscu tyle razy, że nikogo już nawet nie dziwił jej widok, nawet jeśli niejednokrotnie czuła na sobie wymowne, krytyczne spojrzenia. Martwiła się o Alyssę, jednak tym razem nie tylko sprawa przyjaciółki potęgowała odczuwane przez nią przygnębienie. Ali była dla niej niczym siostra, jedyna osoba, którą miała i przy której mogła być sobą. Jeśli coś jej się stało, Mary zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy sobie tego nie wybaczy, nawet jeśli nie miała wpływu na to, co spotkało dziewczynę. Z drugiej strony, to przecież ona sama zaczęła dopingować ją przed wyjściem na tę nieszczęsną randkę... Mimo wszystko miała wrażenie, że mogła i powinna coś zrobić, nawet jeśli nie wiedziała od czego zacząć.
Poczuła się trochę lepiej, kiedy znalazła się na zatłoczonej ulicy. Ruszyła wraz z tłumem przechodniów, właściwie nie zwracając uwagi na to, gdzie idzie i myślami będąc gdzieś daleko. Jakby od niechcenia spojrzała na zasnute chmurami niebo, akurat w momencie, w którym ciężkie chmury otworzyły się, a na ziemię spadły pierwsze krople deszczu.
Mary zamknęła oczy.
Spadające krople przypominały łzy, ale ona już lata temu oduczyła się płakać.
Ostatni rozdział w tym roku – jeden z moich „gotowców”, bo nie zmieniłam w nim praktycznie nic. Pamiętam, że zaraz po napisaniu byłam z niego zadowolona i jeśli mam być szczera, dalej jestem. Znów Mary, poznajemy Alexandra i trochę przeszłości… Ot taka mieszanka. Plus Ness w roli twórcy kryminałów. Proszę mnie zjechać, jeśli coś zepsułam!
Dziękuję za obecność i komentarze. Tym rozdziałem zamykam tutaj rok dwa tysiące szesnasty, więc pozwolę sobie życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze w nowym, który dopiero nadejdzie. Ze swojej strony mogę obiecać kolejną część w przyszłym tygodniu, więc do napisania!
Aha, na zakończenie dodam, że do spisu treści wrzuciłam okładkę pierwszej księgi, bo czemu nie? Dla zainteresowanych – wygląda tak [KLIK].

5 komentarzy:

  1. *0*
    I jaka ładna okładka. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty wiesz, że moja obsesja na punkcie Jensena jest duża. Dlatego minęła chwilka zanim zaczęłam czytać. Piękny gif wybrałaś dla tego rozdziału. Tylko czemu jego piękne, zielone oczy zmieniłaś na ciemne. :( Ale nie ważne, to nie jest najważniejsze w tej chwili.^^
      Cholera, jaki on jest biedny. Serce mi zawsze się rozdziera, kiedy czytam lub widzę coś, gdzie mój biedny mąż cierpi. Nie potrafię sobie wyobrazić tego co musi przechodzić Alexander w tej chwili, siostra, której życie zostało w tak brutalny spodoba odebrane i teraz Ali, która zaginęła w podobnych okolicznościach. Ale my wszyscy wiemy, że ma się całkiem dobrze, pomijając ten kołek, który wbiła jej Nadia w plecy. Mam nadzieję, że to faceta od Jessici znajdą i wsadzą mu ten kołek w... No. Najstraszniejsze jest to, że takie historie są prawdziwe i dzieją się naprawdę, a tacy ludzie chodzą pośród nas i nigdy nie wiadomo czy przypadkiem w autobusie nie siedzisz obok potencjalnego mordercy czy gwalciciela. ;_;
      Rozumiem jak najbardziej obawy Mary. Jej najbliższą przyjaciółka, osoba która kocha, zaginęła i nie ma żadnych oznak życia. Ja bym chyba zwariowala, gdyby coś takiego się wydarzyło. Nie moglabym siedzieć na miejscu. A policja, jak policja niby coś robią, ale zawsze nie wystarczająco. Chociaż w tym przypadku znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem. Może Mary trafi sama jakoś na ślad Alyssy lub sama "zaginiona" się do niej odezwie. Zobaczymy jak to będzie dalej.
      Ten rozdział naprawdę mi się podobał. Był ciekawy, szybko się go czytało i trochę więcej już wiemy, ale to wciąż nie wszystko. ;) Ja czekam więcej na Alexa, bo wydaje się być skomplikowana postacią, a jednocześnie ciekawa bardzo. No i też na więcej Mary, bo po tym rozdziale zauważyłam, że bardzo mi się spodobała jej perspektywa. C:

      Gabi

      Usuń
  2. Cześć! Czytam Twojego bloga/opowiadanie (jak kto woli) od pewnego czasu, nawet dodałam do obserwowanych, ale jakoś nigdy nie mogłam zostawić komentarza. Nie, że nie chciałam, tylko nie wiedziałam co mogłabym napisać, ale wzięłam się w garść i pisze. :)
    Cieszę się, kiedy widzę, że dodałaś nowy rozdział, bo wciągnęła mnie ta historia. Zaintrygował mnie Carlos, jest chyba moją ulubioną postacią jak na razie, choć za dużo o nim nie było i ogólnie jest dupkiem (:D), ale ma w sobie to coś.
    Czasami czytając, denerwuję się na Ciebie, bo chciałabym wiedzieć już co tam będzie dalej, a tu nic... Do następnego rozdziału, więc cierpliwie czekam. Ogólnie rzecz biorąc, świetna robota!
    Pozdrawiam i do przyszłego roku! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Dziękuję bardzo za miłe słowa – to zawsze pozytywne zaskoczenie, odkryć, że ma się kolejnego czytelnika. Tym milsze, że już od dłuższego czasu zabieram się za Twoją najnowszą historię; czekam na natchnienie, bo lubię komentować konkretnie ;)
      Heh, nie jesteś pierwszą osobą, która się na mnie denerwuje za końcówki. Lojalnie uprzedzam, że mam to do siebie, że akcję rozwijam powoli, o nieszczęsnych końcówkach nie wspominając. Mam nadzieję,że ze mną wytrzymacie!
      Również pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za ciepłe słowa! Komentarzami się nie przejmuj, bo nie one są ważne – mnie zawsze wystarczy świadomość tego, że ktoś jest. Za to jestem najbardziej czytelnikom wdzięczna: za obecność, bo zdaję sobie sprawę, że do napisania komentarza też trzeba mieć czas i wenę :3

      Nessa.

      Usuń
  3. Biedna Mary - stracić przyjaciółkę w taki sposób i to na dodatek dwa razy. Szkoda, że dowiedziała się o umorzeniu śledztwa od Franciski. Nie cierpię takich dziewczyn, którym wydaje się, że są takie świetne i lepsze od innych. Zresztą, chłopaków też nie. W każdym razie to przykre, kiedy zawodzi nawet policja, ale co się dziwić - w końcu została uprowadzona przez wampiry. To zdecydowanie utrudnia dochodzenie :P
    No ale Alex jest naprawdę zdeterminowany - na pewno bardziej od niektórych swoich kolegów po fachu. Chociaż nie wiem, czy to dobrze dla niego że będzie zajmował się sprawą koleżanki - to może mu cały czas przypominać o siostrze. Myślę, że może jednak wpaść na jakiś trop, więc jestem ciekawa jak to się później rozwinie.

    OdpowiedzUsuń