04.01.2017

Rozdział XXIII

ALYSSA
Czas płynął powoli, choć nie sądziła, że to w ogóle możliwe. W zasadzie spokój, który z dnia na dzień wkradł się do jej codzienności, wydawał się wręcz nienaturalny, jawiąc się dziewczynie jako coś, co tak naprawdę nie powinno mieć miejsca – nietypowe zrządzenie losu, które równie dobrze mogło okazać się pułapką, w którą właśnie bardzo chętnie wpadała. Wiedziała o tym, podświadomie wciąż wyczekując momentu, w którym wszystko na powrót przybierze nie taki obrót, jak mogłaby tego oczekiwać, ale przynajmniej tymczasowo nic nie wskazywało na to, żeby coś podobnego faktycznie mogło mieć miejsce.
Chwilami sama nie była pewna, co powinna o tym sądzić. To chyba nazywało się „ciszą przed burzą”, a przynajmniej tak sądziła, woląc jednak nie zastanawiać się nad tym, co to musiało oznaczać. Chyba nawet podobał jej się ten stan – ta bezczynność, chwila wytchnienia, a więc czas, którego tak bardzo potrzebowała. Dzięki temu w końcu mogła zebrać myśli, stopniowo dochodząc do wniosku, że z tego nowego życia rozumiała o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać, że powinna. Z czasem choćby perspektywa picia krwi zaczęła jawić się dziewczynie jako coś oczywistego, choć chyba powinno być odwrotnie – w końcu sama możliwość wydawała się przerażająca. Z drugiej strony, trudno jej było traktować jako niewłaściwe coś, co sugerowała Eleonora, a więc jedna z osób, którym Alyssa najbardziej ufała. Drugą naturalnie pozostawał Jason, choć ten dziwnie spoglądał na nią od czasu wspólnego treningu, gdy właściwie bez powodu mu odpłynęła.
Wciąż nie rozumiała, dlaczego wtedy tak po prostu straciła przytomność. Kiedy go o to zapytała, uśmiechnął się jakby od niechcenia i stwierdził, że to musiało być dla niej za dużo – poranna przechadzka, a później starcie z nim. Miała wrażenie, że to nie wszystko i że powinna zapamiętać coś jeszcze, ale w głowie miała pustkę, zaś z czasem przestała walczyć o wspomnienia tamtego dnia. To wydawało się bezcelowe, a Alyssa nie widziała powodu, dla którego miałaby zadręczać się czymś, co na dłuższą metę wcale nie było sensu.
Podobną taktykę próbowała obrać w stosunku do Nadii, która zdecydowanie za nią nie przepadała. Tego Ali tym bardziej nie potrafiła zrozumieć, ale nie miała odwagi wprost zapytać wampirzycy o to, w czym leżał problem. Podejrzewała, że wszystko sprowadzało się do sytuacji, w której postawił ich wszystkich Carlos, tak po prostu podsyłając nieświadomą niczego wampirzycę pod opiekę… Albo pół–wampirzycę, bo już sama nie była pewna, kim tak naprawdę jest. Wiedziała jedynie, że przy następnym pojawieniu się jej jakże odpowiedzialnego opiekuna, miała w planach przycisnąć go do ściany i zażądać wyjaśnień. Co prawda wątpiła, żeby rzucanie się z pięściami na kogoś, kto był o wiele bardziej doświadczony od niej, stanowiło najlepszy pomysł, ale jaki tak naprawdę miała wybór? Początkowo sądziła, że spokój i czas na poukładanie sobie wszystkiego, są czymś, czego mogłaby potrzebować, ale teraz wyraźnie widziała, że to wcale nie musiało być takie proste. W zasadzie wszystko wskazywało na to, że bez prawdy wciąż miała tkwić w miejscu, zadręczając się tymi kwestiami, których z jakiegoś powodu nie rozumiała.
Nie miała pojęcia, kim tak naprawdę jest. Nie pojmowała, co takiego w niej było, skoro Carlos zdecydował się wyrwać ją z dotychczasowego życia i uczynić nieśmiertelną – najwyraźniej dość nieudolnie, skoro wciąż odstawała od reszty wampirów. Nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego za każdym razem, kiedy zamykała oczy, jednak będąc w stanie zasnąć, wciąż spadała, spadała i… spadała w pustkę, wypatrując znajomych, błękitnych tęczówek, które…
– Alyssa.
Poderwała się na swoim miejscu, myślami wciąż będąc gdzieś daleko. Potrzebowała kilku sekund, żeby skupić się na tym, gdzie i dlaczego była, a tym bardziej skoncentrować wzrok na siedzącym tuż obok Jasonie. Mężczyzna nie patrzył na nią, całą uwagę skupiając na prowadzeniu samochodu i właściwie nie odrywając wzroku od pasma drogi przed sobą. Grube krople deszczu rytmicznie uderzały w szybę i karoserię auta, mieszając się z pracą silnika i panującym na ulicy chaosem, tworząc niemalże kojącą atmosferę, która przy panującej w aucie, sennej aurze wręcz sprzyjała temu, żeby zamknąć oczy i spróbować zasnąć.
– Przepraszam – mruknęła, energicznie potrząsając głową, żeby wyrwać się z letargu. Wyprostowała się na siedzeniu, za wszelką cenę próbując sprawiać wrażenie kogoś, kto doskonale wie, co takiego dzieje się wokół niej, choć podejrzewała, że szło jej to co najmniej marnie. – Gdzie jesteśmy?
– Bardzo blisko – zapewnił Jason, jednak przenosząc na nią wzrok. Obrzucił ją wymownym spojrzeniem, intensywnie nad czymś myśląc. – Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Mogę załatwić to sam, jeśli nie czujesz się na siłach i…
– Nie, nie! – zaoponowała o wiele gwałtowniej, aniżeli pierwotnie zamierzała. – Jest w porządku.
Chciała wierzyć, że to prawda, choć chwilami wcale nie była tego taka pewna. Wiedziała, że nie tylko Jason z rezerwą podchodził do perspektywy wypuszczenia jej z domu, tym bardziej, że pomimo miesiąca, który minął od chwili, w której pojawiła się w domu Sorentich, wciąż pozostawała młoda i niedoświadczona. Jak przez mgłę pamiętała moment, w którym – na krótko przed tym, jak znalazł ją jej tymczasowy opiekun – zabiła człowieka, ale to nie zmieniało faktu, że na wspomnienie krwi na rękach robiło się Alyssy niedobrze. W efekcie pomysł wspólnej wyprawy do miasta jawił się jako czyste szaleństwo, a jednak kiedy pojawiła się sugestia, by sensownie rozwiązać sprawę jej rzekomego zaginięcia, nie wyobrażała sobie biernego siedzenia w domu, skoro Jason postanowił udać się do Seattle. Sądziła, że będzie musiała przekonywać go całe wieki, najpewniej na próżno, więc tym większym szokiem było dla dziewczyny to, że wampir tak po prostu się zgodził. Gdzieś w myślach cichy głosik podpowiadał jej, że tak naprawdę nie pozostawiła mężczyźnie wyboru, ale w żaden sposób nie potrafiła sobie wytłumaczyć, jakim cudem miałaby tego dokonać. Z drugiej strony, może po prostu nie chciała wiedzieć.
Sam plan był prosty, chociaż im więcej razy rozważała sens historyjki, którą zamierzała przedstawić na uczelni, tym więcej wątpliwości miała. Czuła się dziwnie na samą myśl o tym, że miałaby tak po prostu wejść do budynku, spokojnie udać się do sekretariatu i – zachowując się przy tym jak ktoś, kto wcale nie zniknął na cały miesiąc – złożyć rezygnację, motywując wszystko małymi zawirowaniami w życiu prywatnym, zwieńczonymi informacją, że została przyjęta na staż dziennikarski w Nowym Jorku. To nie brzmiało ani trochę wiarygodnie, przynajmniej zdaniem Alyssy, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie zachowałby się w tak nieodpowiedzialny sposób. Wiedziała, że nie tak dawno temu zakończyło się dość nieudolne śledztwo w sprawie jej zniknięcia, co jedynie utwierdziło dziewczynę w przekonaniu, że skutecznie napsuła niektórym osobom nerwów. Jak po tym wszystkim miałaby ot tak wrócić i udawać, że chodziło wyłącznie o pracę…?
Cóż, w końcu od tego miała Jasona, prawda? Wampiry potrafiły manipulować ludźmi, więc gdyby zaszła taka potrzeba, on miał zająć się resztą. Co więcej, zarazem pozostawał w pogotowiu na wypadek, gdyby okazało się, że wpuszczenie jej do budynku publicznego jest jednak wybitnie głupim pomysłem. Miała nadzieję, że w razie potrzeby faktycznie był w stanie w porę zorientować się, kiedy najlepiej będzie jej przyłożyć i zaciągnąć do auta, zanim dokonałaby czegoś, co zdecydowanie zaszkodziłoby wszystkim wokół, nie wspominając o tym, że najpewniej nigdy nie wybaczyłaby sobie masowego mordu na studentach.
Jakkolwiek by jednak nie było, wciąż towarzyszyło jej poczucie, że jedna rozmowa w dziekanacie wcale nie rozwiąże problemów. Zmyślona historyjka również, niezależnie od tego, jak wiarygodna by się nie okazała. W porządku, mogła naprawić bałagan, który zostawiła za sobą, kiedy z dnia na dzień przestała przychodzić na zajęcia – jej kariera dziennikarska dobiegła końca, przynajmniej na tę chwilę – a także jakoś wyciszyć plotki, tym bardziej, że teraz policja nie miała już powodów, żeby jej szukać, ale to wciąż nie rozwiązywało najważniejszego z problemów.
Mary…
Ona nie miała uwierzyć. Przyjaciółka znała ją zbyt dobrze, żeby przyjąć do wiadomości coś tak nieprawdopodobnego, jak wyjazd w pogoni za karierą. Kto jak kto, ale Mary na pewno doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Alyssa nigdy tak po prostu nie zostawiłaby studiów i dotychczasowego życia, żeby wyjechać do innego stanu – gdzieś daleko, gdzie byłaby całkowicie sama. Odkąd tylko sięgała pamięcią, zarówno ona, jak i jej najlepsza przyjaciółka, nade wszystko pragnęły stabilności, a trudno było takowej doszukać się w decyzji, która na pierwszy rzut oka wydawała się czystym szaleństwem i wiązała się z diametralnymi zmianami w całym dotychczasowym życiu. Co prawda pojawienie się osobiście zdecydowanie było o wiele lepszym pomysłem, niż zniknięcie bez słowa, ale Ali wątpiła, by Mary takie traktowanie odpowiadało. Ona sama czuła się jak potwór, który po latach przyjaźni i traktowania współmieszkanki niemalże jak siostry, tak po prostu kończyła najważniejszą dla siebie relację. Sama myśl o tym bolała, sprawiając, że chciało jej się płakać, ale z drugiej strony… jaki tak naprawdę miała wybór? To Carlos zadecydował za nią, a jeśli chciała zapewnić kochanej osobie bezpieczeństwo, najzwyczajniej w świecie musiała się dostosować.
Rozwiązanie było jedno, ale Alyssa nie miała pojęcia, jak w ogóle powinna zabrać się za to, co powinno zostać zrobione. Miała dość współczujących spojrzeń bliskich oraz tego, jak uspokajającym tonem wszyscy wokół powtarzali jej, że prędzej czy później i tak musiała się zdecydować na podjęcie pewnych kroków. „Szybkie cięcie” – powiedział przed wyjazdem Jason, jakby w rzeczywistości w ten sposób dało się rozwiązać każdy problem. – „Im dłużej będziesz to odwlekała w czasie, tym bardziej obie będziecie cierpieć. Po prostu to zakończ, zanim naprawdę wydarzy się coś, czego wszyscy pożałujemy”. Wiedziała, że radząc jej, wszyscy mieli na myśli wyłączne jej dobro (albo swoje własne, jednak o tym próbowała nie myśleć), ale to i tak doprowadzało dziewczynę do szału. Im łatwo było mówić, skoro każde z nich cieszyło się całymi dziesięcioleciami doświadczenia jako wampiry. Z perspektywy czasu więzi zacierały się, a ludzkie wspomnienia zanikały, jawiąc się niczym niespójny sen, jednak ona nie miała na co liczyć – to przynajmniej wytłumaczyła jej Eleonora podczas jednej z licznych rozmów, które razem odbyły. Problem polegał na tym, że ona sama nie była nawet wampirzycą, więc jak miała odnaleźć się w czymś, co niezmiennie ją przytłaczało, sprawiając, że czuła się coraz bardziej zagubiona? Niejednokrotnie miała ochotę po prostu uciec, jednak i to wydawało się niemożliwe – nie, jeśli tym, od czego tak naprawdę pragnęła się odciąć, była w rzeczywistości ona sama.
Deszcz przybrał na sile, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Z drugiej strony, w Seattle często padało, a wyższe temperatury, zwiastujące nadejście lata, jedynie sprzyjały takiemu stanowi rzeczy i bardziej gwałtownym nawałnicom. Wiedziała, że pogoda odpowiadała przede wszystkim Jasonowi, który mógł w końcu pozwolić sobie na wyjście z domu o wcześniejszej porze. To zresztą tłumaczyło przesadną wręcz uwagę, którą poświęcał prowadzeniu samochodu – wampiry może i miały znakomity refleks, ale ten łatwo mógł okazać się niewystarczający, skoro w ciągu dnia nieśmiertelni w naturalny sposób czuli się osłabieni. Żyli odwrotną dobą, która powoli również dla niej zaczynała jawić się jako coś normalnego, tym bardziej, że chcąc spędzać czas z którymkolwiek z domowników, musiała przywyknąć do nocnego czuwania. Swoją drogą, to też już nie wydawało się dziewczynie dziwne, jawiąc się jako coś w pełni naturalnego – przynajmniej do pewnego stopnia.
Samochód zatrzymał się bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, a serce Alyssy chyba jedynie cudem nie wyskoczyło z piersi. Przez ścianę deszczu ledwo widziała zarys górującego nad kampusem budynku, ale i tak coś w tym kształcie przyprawiło ją o dreszcze. Teraz już nie było odwrotu, ale…
– Idziemy?
Rzuciła Jasonowi nieco roztargnione spojrzenie, po czym nieznacznie potrząsnęła głową.
– Szczerze mówiąc, chciałabym iść sama – oznajmiła pod wpływem impulsu, dla lepszego efektu spoglądając mężczyźnie w oczy. – Proszę, Jason – dodała i w tamtej chwili coś w jej tonie uległo zmianie, a wampir, który już otwierał usta, żeby zaprotestować, po prostu zastygł w bezruchu, bezmyślnie się jej przypatrując.
Ze świstem wypuściła powietrze, po czym – wciąż utrzymując przy tym kontakt wzrokowy – otworzyła drzwiczki po swojej stronie. Co ja robię?, zapytała samą siebie, ale oczywiście nie otrzymała odpowiedzi. Nie dając sobie czasu na dalsze wątpliwości, w pośpiechu wyśliznęła się z samochodu, wychodząc wprost na coraz intensywniejszy, rzęsisty deszcz. Zadrżała raz jeszcze, czując przenikliwy chłód; od chwili przemiany nie była aż tak wrażliwa na zmiany temperatury, ale dawne przyzwyczajenia pozostały, a ona nie była wstanie pozostać obojętną na to, że ubranie klei jej się do ciała i w szybkim tempie nasiąka lodowatą wodą.
Dawne przyzwyczajenia…
Gniewnym ruchem odgarnęła wilgotne włosy z twarzy, po czym szybkim krokiem ruszyła w stronę administracyjnej części uczelni. Przez cały czas czuła na sobie przenikliwe spojrzenie Jasona, ale kiedy obejrzała się przez ramię, nawet ze swoimi wyostrzonymi zmysłami miała trudność z tym, żeby przez ścianę deszczu i przyciemniane szyby dostrzec samotną postać w samochodzie. W jednej chwili wstrząsnął nią kolejny dreszcz, nie tyle związany z nieprzyjazną pogodą, co niepokojącą myślą o tym, że w takich warunkach ktoś – Carlos chociażby – mógłby swobodnie ją obserwować, nie narażając się na to, że ktoś przypadkiem go zauważy. Coraz bardziej niespokojna, szybkim krokiem ruszyła przed siebie, niemal wyobrażając sobie, jak gdzieś poza zasięgiem jej wzroku czai się coś niedobrego, gotowego skrzywdzić nie tylko ją, ale również tych, których najbardziej chciała chronić.
Sama nie była pewna, skąd brały się te i im podobne myśli, ale od jakiegoś czasu lęki towarzyszyły jej praktycznie cały czas, zwłaszcza nocą. Rzadko sypiała, zresztą po przebudzeniu zwykle nie potrafiła stwierdzić, co takiego jej się śniło, ale od chwili wizyty Carlosa regularnie budziła się roztrzęsiona i zlana potem. Niejednokrotnie próbowała przypomnieć sobie treść nocnych majak, ale starania zwykle okazywały się stratą czasu, a jedynym, co pamiętała naprawdę wyraźnie, była para znajomych niebieskich oczu, które…
Och, nawet nie była w stanie o tym spokojnie myśleć!
W pośpiechu ruszyła przez opustoszały kampus, coraz bardziej zdenerwowana, chociaż starała się tego nie okazywać. Oddychała płytko, próbując zapoznać się z otaczającymi ją zapachami i jakoś przyzwyczaić do obecności słodyczy ludzkiej krwi. Deszcz i niepogoda robiły swoje, jakimś cudem jeszcze bardziej wyostrzając jej zmysły, choć obecność wilgoci powinna raczej zacierać ślady. No cóż, nie tym razem – miała wręcz wrażenie, że im mocniej padało, tym bardziej świadoma obecności ludzi była. Każdy wdech wzmagał poczucie palenia w gardle, przez co oddychanie wydawało się katorgą, chociaż oczywiście zadbała o to, żeby odpowiednio przygotować się do wyjazdu. Pierwszy raz od tygodni miała przebywać wśród ludzi, na dodatek bez wsparcia, niejako na własne życzenie, skoro doprowadziła do tego, że Jason czekał na nią zaledwie kilkanaście metrów dalej, gotowy zareagować, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.
Skryła się pod daszkiem przy wejściu, próbując choć częściowo osłonić się przed deszczem. W pośpiechu wbiegła po stromych, wilgotnych stopniach, po czym wpadła do głównego hallu budynku, drżąc i ociekając wodą. Lekko potrząsnęła głową; kątem oka obserwowała, jak krople z jej włosów opadają na lśniące podłogi przedsionka. Kiedy ruszyła przed siebie, jej kroki wydawały się nienaturalnie głośne, przez co tym trudniej było się skoncentrować na tym, gdzie i dlaczego zamierzała pójść. Celowo wybrała moment, w którym – miała nadzieję – większość studentów siedziała na zajęciach, nie chcąc ryzykować, że przypadkiem wpadnie na kogoś znajomego. Co prawda to Mary przejmowała się najbardziej, ale podejrzewała, że znajomi z roku również nie pozostawali obojętni na jej zniknięcie, tym bardziej, że przez cały ten czas szukała jej policja. Łatwo było o plotki, a kiedy obracało się w towarzystwie przyszłych dziennikarzy, sytuacja jeszcze bardziej się komplikowała – wiedziała o tym i ta kwestia ją niepokoiła, choć nie tak, jak perspektywa kolejnej przepychanki słownej z Carlosem.
Niepokój nasilił się, kiedy ruszyła w głąb opustoszałego korytarza. Choć wszędzie były pozapalane światła, cisza i nienaturalna pustka sprawiły, że momentalnie poczuła się nieswojo. Machinalnie przyśpieszyła, raz po raz upominając się w duchu i powtarzając, że musi zachować ludzkie tempo, nawet jeśli w tej części uczelni nie było kamer. Gdyby puściły jej nerwy albo ktoś by ją zobaczył, wtedy nie tylko ona, ale również Sorenti mogli mieć kłopoty; zwracanie na siebie uwagi nigdy nie było dla nieśmiertelnych dobre i rozumiała to doskonale, choć dopiero zaczynała uczyć się zasad, którymi rządził się świat, do którego od jakiegoś czasu przynależała. Musiała być ostrożna, zresztą miała wrażenie, że od jakiegoś czasu jest zdecydowanie zbyt przewrażliwiona, ale z drugiej strony…
Machinalnie rozejrzała się dookoła, nagle zaniepokojona. Nie potrafiła wyjaśnić poczucia zagrożenia, które nagle ją ogarnęło i którego mimo usilnych starań nie była w stanie zignorować. Zdawała sobie sprawę z tego, że to najpewniej jej przewrażliwienie, ale dla pewności i tak rozejrzała się na boki, spojrzeniem szukać kogoś, kogo nie powinno tam być…
Albo czegoś.
Zadrżała na tę myśl, w jednej chwili zaczynając żałować, że jednak nie zabrała ze sobą Jasona. Sama nie była pewna, co takiego ją podkusiło, kiedy zdecydowała się poprosić go o to, żeby został – o ile to faktycznie można było uznać za prośbę, której dobrowolnie uległ. W jednej chwili niepokój przeszedł w niemal paniczny strach, kiedy nabrała irracjonalnej z logicznego punktu widzenia pewności, że ktoś ją obserwuje. Ktoś tutaj jest?, pomyślała spanikowana, nerwowo rozglądając się na boki, ale mimo napięcia, nie odważyła się zadać tego pytania na głos. Idiotyzm. A tak swoją drogą, to czy w podobny sposób nie zachowywały się wszystkie bohaterki tych bezsensownych horrorów, wręcz prosząc się o to, żeby ktoś na nie skoczył i przy pierwszej okazji rozerwał im gardło…?
Zacisnęła dłonie w pięści, machinalnie napinając mięśnie, jakby przygotowywała się do odparcia ataku. Mimo jasności, korytarz nagle wydał jej się nieznośnie długi, jakby nie miał końca, bądź jakby to ona bezsensownie szła przed siebie, w rzeczywistości wciąż stojąc w miejscu. Cienie wydłużyły się nienaturalnie, ciemniejsze niż wcześniej, a do tego… jakby żywe? To nie miało sensu, tak jak i myśl o tym, że prócz niej ktoś jeszcze mógłby być w tym korytarzu, a jednak mogłaby przysiąc, że…
Lampa nad jej głową zamigotała i przygasła na ułamek sekundy. Miała wrażenie, że coś poruszyło się tuż za jej plecami, tak szybko, że ledwo była tego świadoma. Chciała się odwrócić albo rzucić do ucieczki, ogarnięta paniką, której nie była w stanie pojąc, a która wydała jej się uzasadniona.
Uciekać. Musiała uciekać, bo…
– Alyssa?
W jednej chwili wszystko zniknęło, a ona stała w znajomym, dobrze oświetlonym korytarzu. Dziwne uczucie znikło równie nagle, co się pojawiło. Poruszając się niczym w transie, Alyssa machinalnie obejrzała się za siebie, instynktownie reagując na cichy, zdławiony szept, który zwrócił jej uwagę – a potem zamarła, oszołomiona.
Już nie była w korytarzu sama, choć – ogarnięta tymi dziwnymi uczuciami – nie zarejestrowała momentu nadejścia kogokolwiek. Być może powinno było ją to zaniepokoić, ale była zbyt oszołomiona czymś o wiele ważniejszym, żeby zastanawiać się nad targającymi nią uczuciami.
Mary stała na samym środku przedsionka, przemoczona i śmiertelnie blada. Lekko rozchyliła usta, spazmatycznie łapiąc oddech i rozszerzonymi w nienaturalny sposób oczami spoglądając w przestrzeń.
Już w następnej sekundzie dziewczyna wyprostowała się, zacisnęła dłonie w pięści i szybkim, gniewnym krokiem, ruszyła w stronę Alyssy.
Witam wszystkich w nowym roku! Kolejny rozdział częściowo przerobiony, ale za to pisany z dużo większą przyjemnością. Taki mały wstęp do rozmowy z Mary i… Ehm, ale nie uprzedzajmy faktów. Tak czy inaczej, proszę o wybaczenie za końcówkę!
Dziękuję za komentarze i obecność – za to, że wciąż Was przybywa, bo to wiele dla mnie znaczy. Pojawiły się już pierwsze teorie co do tego, kim jest Alyssa i o co tutaj chodzi, ale na razie niczego ani nie odrzucam, ani nie potwierdzam. Niedługo przekonacie się sami i może uda mi się Was zaskoczyć.
Na tę chwilę żegnam się i do napisania!

3 komentarze:

  1. A co tutaj taka cisza? C;
    Nie spodziewałam się tego, że zatają przed nią fakt, że Nadia wbiła jej w plecy kołek. Ale może to nawet i lepiej, bo dziewczyna mogłaby stracić przez to do nich zaufanie. Nikt z nich na pewno nie chciał takiego zakończenia tamtej walki, ale no cóż stało się. A my znowu nie dostaliśmy wyjaśnień! Liczyłam, że może będzie rozdział z Michaelem i Nadia, ale jak widać na chwilę obecną wolisz wszystko trzymać dla siebie. No i dobrze - przynajmniej bardzo powoli będziemy dowiadywać się kolejnych rzeczy, które będą w następnych rozdziałach. Mam nadzieję, że następny pojawi się w miarę szybko. Z chęcią bym już przeczytała co stanie się dalej, bo Mary na pewno tak łatwo nie odpuści i będzie chciała wyjaśnień dotyczących jej zniknięcia, a bajeczka o stażu w Nowym Jorku w tym wypadku nie przejdzie. Może gdyby znały się nieco krócej to Mary i by w to uwierzyła.
    Miło ze strony Jasona, że zgodził się z nią pojechać. I to jeszcze w ciągu dnia, chociaż nie wyobrażam sobie tego, że w środku nocy mieliby tam jechać. Taki z niego uczynny facet, że dla dziewczyny zakrywa dzień i zabiera ja na uczelnie.
    Swoją drogą, jestem ciekawa czy teraz spotka też kogoś innego. To na pewno byłoby ciekawe, gdyby pojawiły się jakieś osoby trzecie, chociaż... Sama nie wiem. Jak na razie na pierwszym planie jest konfrontacja Mary i Ali, która raczej nie przebiegnie gładko. Ale tego wszystkiego się dowiemy w kolejnym, mam nadzieję, rozdziale.^^
    Dużo weny życzę, kochana^^
    Ściskam mocno,

    Gabi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Czyżby Ali miała w sobie jakieś moce, przez które, albo dzięki którym, Jason nie miał szans odmówić? Raczej nie wydawał się typem mężczyzny, który spełnia prośby bez mrugnięcia, zwłaszcza gdy chodzi o bezpieczeństwo.
    I to przygaśnięcie świateł. A może czuła też siarkę? Bo jak wiadomo, światło mruga, to demon się zjawia. ;)
    Tylko nie mów, że Mary ma w sobie demoniczną krew, albo sama jest demonem. :X
    Chyba za długo wczoraj oglądałam Winchesterów... Więc dość spekulacji z mojej strony i czekam na dalsze, może wyjaśnienia, albo jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi.
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Alyssa postanowiła załatwić sprawę swojego zniknięcie, chociaż myślę, że ciężko będzie uwierzyć w jej historię. W końcu szukali jej przez jakiś czas. A nawet jeśli uwierzą, to z pewnością będą w szoku.
    Nie wiem, czy Alyssa dobrze zrobiła, że zdecydowała się iść sama. Z jednej strony ludzie w dziekanacie, i ogólnie ludzie, jeśli kogoś spotka, mogą być jeszcze bardziej podejrzliwi, że nagle wraca z jakimś obcym facetem. Ale z drugiej strony ktoś powinien jej pilnować, no i Jason miał jej pomóc z przekonywanie w razie czego. Być może to była "sprawka" tego głosu. W końcu to, co zdarzyło się na korytarzy było dość dziwne. Ale może to tylko wyobraźnia Alyssy.
    Miała pecha, że spotkała akurat Mary, ale może lepiej załatwić to od razu. Rozmowa na pewno nie będzie łatwa i mam nadzieję, że Aly nic nie zrobi swojej najlepszej przyjaciółce, bo nigdy by sobie tego nie wybaczyła.

    OdpowiedzUsuń