13.01.2017

Rozdział XXIV

ALYSSA
Gdyby wzrok zabijał, Alyssa bez wątpienia byłaby już martwa. Oczywiście Mary nie chciała jej śmierci – wręcz przeciwnie – ale chyba nigdy nie czuła się aż tak bardzo zdenerwowana na przyjaciółkę. Wpatrywała się w nią i widać było, że nie dowierza i że gdyby tylko mogła, natychmiast rzuciłaby się dziewczynie na szyję – albo po to, żeby ją uściskać, albo żeby własnoręcznie udusić, zależnie od tego, które emocje przeważyłyby w danym momencie.
Alyssa w milczeniu obserwowała miotającą się na wszystkie strony dziewczynę, czując jak wyrzuty sumienia przybierają na sile, przechodząc na jakiś nowy, nieznany jej do tej pory poziom. Kochała Mary jak siostrę i właśnie dlatego tak długo zwlekała z pojawieniem się w Seattle, ale i tak skrzywdziła ją do tego stopnia, że nawet nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Zniknęła, tak jak lata temu Jessica, nie tylko budząc najgorsze wspomnienia i obawy, ale zostawiając przyjaciółkę samą, choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Mary będzie odchodzić od zmysłów. Czegokolwiek by nie zrobiła efekt, zawsze miał być ze szkodą dla dziewczyny, którą do tej pory traktowała jako swoją jedyną rodzinę, więc żadne usprawiedliwienia nie miały być w tym wypadku wystarczająco dobre.
Wiele razy próbowała sobie wyobrazić, jak powinna przeprowadzić rozmowę z Mary, jednak za każdym razem w głowie miała pustkę. Nie do końca to rozumiała, zresztą łatwiej było udawać, że nic takiego się nie wydarzyło. Zwykle wtedy odpuszczała, przekonując samą siebie, że ma jeszcze mnóstwo czasu na to, żeby dobrze się zastanowić albo – co teraz wydawało się jeszcze bardziej naiwnym myśleniem – że odpowiednie słowa przyjdą do niej, kiedy już staną ze sobą twarzą w twarz. Chyba nawet do pewnego stopnia liczyła, że przyjaciółka sama jej wszystko ułatwi i okaże zrozumienie, ale teraz już nie miała wątpliwości co do tego, że to nigdy nie było i nie miało być takie proste. Nie chciała tego ani dla siebie, ani tym bardziej dla swojej dotychczasowej współmieszkanki, ale skoro nie było innego wyboru…
Chciała obwiniać Carlosa, po raz kolejny wyzywając go od najgorszych – bo w końcu to przez niego ostatecznie zmusiła się, żeby przyjechać do Seattle – ale jakaś część niej zdawała sobie sprawę z tego, że to już i tak nie miało sensu. Pewne rzeczy się wydarzyły, a ona w końcu musiała je zaakceptować i spróbować ruszyć dalej, żeby całkiem nie postradać zmysłów. Dobrze znała Mary i wiedziała, że ta nie odpuści, póki nie pozna prawdy, jakakolwiek by ona nie była, więc odwlekanie spotkania w czasie nie przyniosłoby niczego dobrego. Czuła, że jej przyjaciółka może niepotrzebnie wszystko skomplikować, nie tylko angażując Alexandra i policję, ale dosłownie będąc gotową stanąć na głowie, byleby cokolwiek zdziałać. Kiedy dobrze się nad tym zastanowiła, uświadomiła sobie, że sama najpewniej zachowałaby się dokładnie tak samo, gdyby nagle musiały zamienić się miejscami. Trudno jej było wyobrazić sobie coś gorszego od niepewności i nieudanych prób odszukania kogoś, kto był dla niej aż tak ważny.
Mary zasłużyła na coś więcej, a skoro Alyssa nie była w stanie jej tego dać, zamierzała w zamian zapewnić jej coś innego, ale równie istotnego: bezpieczeństwo. Samej siebie nienawidziła za to, że miałaby po tak długim czasie zakończyć wszystko raz a dobrze, póki jeszcze miała po temu okazję, ale trudno. Nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek stanie przed aż tak skomplikowanymi wyborami, lecz to jedynie dowodziło, że los był nieprzewidywalny. Sama została uwikłana w coś, co przekraczało zdolności jej pojmowania, ale skoro mogła oszczędzić tego Mary…
Wyprostowała się i raz jeszcze spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna zrobiła taki ruch, jakby chciała zarzucić Alyssy obie ramiona na szyję, ale w ostatniej chwili wycofała się – czy to zbyt rozeźlona, czy też wyczuwając coś niewłaściwego w spojrzeniu i postawie Alyssy. Już jakiś czas temu odkryła, że wraz z przemianą osiągnęła nie tylko wyjątkową sprawność fizyczną, ale również łatwość w analizowaniu wielu problemów jednocześnie oraz panowaniu nad emocjami. To nie sprowadzało się do „wyłączania” uczuć, choć od Sorentich wiedziała, że niektóre wampiry tak właśnie postępowały, najzwyczajniej w świecie odcinając się od tego, co było w nich ludzkie, ale sama nawet tego nie próbowała, dodatkowo zbyt rozemocjonowana, by być w stanie tego dokonać. Mogła co najwyżej grać, przybierając coś na kształt maski obojętności, która nieraz niepokoiła również ją, a na Mary musiała robić jeszcze większe wrażenie.
Przyjaciółka gniewnie zmrużyła oczy. Jej spojrzenie wydawało się przenikać Alyssę na wskroś, ale trudno było stwierdzić do jakich dziewczyna doszła wniosków. Kątem oka Ali zauważyła, że jej współmieszkanka raz po raz zaciska i rozprostowuje palce; słyszała, jak serce Mary coraz szybciej tłucze się w piersi, zdradzając narastające zdenerwowanie. Oddech jej przyśpieszył, krew krążyła raźno i już nie było wątpliwości co do tego, że – choć przemoczona i drżąca – Mary była gotowa do ataku.
Do ataku… Zabawne, kiedyś nie wzięłabym tego na poważnie¸ pomyślała mimowolnie, czując jak również jej mięśnie napinają się, kiedy podświadomie uznała zachowanie przyjaciółki za oznaki potencjalnego zagrożenia. Nawet gdyby chciała, Mary nie miałaby najmniejszych szans ją skrzywdzić, a jednak instynkt, który przemiana zaszczepiła w Alyssy, wydawał się wiedzieć swoje. Czasami doprowadzał ją do szaleństwa, choć jednocześnie nie raz go doceniła, sukcesywnie starając się uczyć, jak powinna go wykorzystywać.
W korytarzu zapanowała cisza, podczas której tylko mierzyły się wzrokiem. To było nawet gorsze, niż gdyby Mary zaczęła krzyczeć albo rzuciła się na nią z pięściami, prawiąc jej wyrzuty i szlochając jednocześnie. W normalnym wypadku najpewniej by tak zrobiła, choć później bez wątpienia sama miałaby do siebie pretensje o wylane łzy, ale przez minione tygodnie coś się zmieniło, choć Alyssa wciąż nie była pewna, jak najlepiej powinna określić charakter tej zmiany. Była inna – ta jedna kwestia nie pozostawiała najmniejszych wątpliwości – ale z drugiej strony…
Mary także musiała to wiedzieć. Stała przed nią, przypatrując się Ali z taką uwagą, jakby widziała ją po raz pierwszy. Jej zielone oczy, dodatkowo podkreślone wyrazistymi pociągnięciami czarnej kredki, wydawały się o wiele większe niż zazwyczaj. Co więcej, Alyssa bez trudu dostrzegła ciemne cienie, co uświadomiło jej, że dziewczyna musiała zarwać kilka ostatnich nocy albo – choć to wydawało się nieprawdopodobne, skoro zawsze była taka silna – że regularnie wypłakiwała sobie oczy. Przecież nie robiła tego już od dawna, chociaż jej matka…
– Ty... – wyszeptała, czy też raczej poruszyła wargami Mary. Alyssa praktycznie musiała czytać z ruchu jej ust, żeby być w stanie cokolwiek zrozumieć. – Ty! – powtórzyła głośniej, przez co to zabrzmiało raczej jak warknięcie, po czym wyrzuciła przed siebie ręce, ale również wtedy nie odważyła się Ali dotknąć.
To było jak jakaś niezrozumiała gra, a przynajmniej Alyssa tak się czuła. Stały tak blisko siebie, że czuła ciepło bijące od spiętego ciała przyjaciółki, ale jednocześnie miała wrażenie, że pomiędzy nimi powstała olbrzymia przepaść, której żadna z nich nie była w stanie przeskoczyć. Patrzyły sobie w oczy, a równie dobrze mogłyby być w dwóch oddalonych od siebie o setki kilometrów miejscach, jakby już nie należały do tego samego świata.
Tak było w istocie i chyba wiedziały o tym obie, choć żadna z nich nie chciała nazwać rzeczy po imieniu. Alyssa czuła, jak przyjaciółka wodzi wzrokiem po jej twarzy – wyostrzonych przez przemianę rysach, niezwykłym brązie jej nowych oczu, lśniących ciemnych włosach… Mary już wcześniej niejednokrotnie komentowała nietypową urodę Ali, twierdząc, że jej współmieszkanka ma w sobie coś niezwykłego, co podobało się facetom, ale tym razem w grę wchodziło coś zupełnie innego. Znały się tak dobrze, że dziewczyna musiała to zauważyć, tak jak i dostrzegła wszystkie te bardziej subtelne zmiany, które nastąpiły od dnia, kiedy widziały się po raz ostatni.
– Mary… – zaczęła ostrożnie, jakimś cudem będąc w stanie wydobyć z siebie głos. – Ja… Nie myślałam, że tutaj będziesz – przyznała zgodnie z prawdą.
W chwili, w której dziewczyna pobladła jeszcze bardziej, chociaż przy jej ostrym makijażu nie powinno być to możliwe, Alyssa uświadomiła sobie, że popełniła błąd. Nie powinna była tego mówić – w końcu z równym powodzeniem mogłaby teraz Mary spoliczkować.
– Jakbyś wiedziała, nie przyszłabyś, tak? – usłyszała i chociaż było to pytanie, zabrzmiało trochę jak stwierdzenie faktu. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, że… Jak mogłaś mi to zrobić, Alysso?! – wyrzuciła z siebie na wydechu i w tamtej chwili coś ostatecznie w niej pękło.
Alyssa gwałtownie nabrała powietrza do płuc, kiedy Mary bez zastanowienia skoczyła w jej stronę, obejmując ją ramionami, choć jednocześnie wciąż trzęsła się ze złości. Zesztywniała cała, czując jak ciepłe ciało przyjaciółki ociera się o jej własne; natychmiast uderzył ją nieco przytłumiony, ale wciąż wyczuwalny zapach słodkiej krwi Mary i aż zakręciło jej się w głowie, kiedy wyczuła pociągającą, kuszącą mieszankę. Pragnienie towarzyszyło jej przez cały czas i wydawało się czymś naturalnym, ale kiedy Mary znalazła się tak blisko…
Wstrzymała oddech, świadoma wyłącznie pieczenia w gardle oraz bliskości obejmującej ją przyjaciółki. Uścisk Mary był silny i zdecydowany, choć ona sama drżała na całym ciele, jakby nie mogąc się opanować. Alyssa niemal wyczuła jej rozżalenie i rosnące napięcie, tym wyraźniejsze, że nie odważyła się odwzajemnić uścisku. Nie wiedziała, skąd to wie, ale podświadomie wyczuła, co takiego znaczy metaliczny posmak, który wyczuła na języku i który jakimś cudem jeszcze bardziej wzmógł odczuwane przez nią pragnienie.
Ta krew… Gdyby chciała, mogłaby dostać tę krew…
Nie chcesz jej? To dobra krew, moja miła, a ta dziewczyna na pewno nie miałaby nic przeciwko temu, żeby posłużyć ci za naczynie, usłyszała w głowie.
To był kuszący szept, jakże podobny do tego, który już raz słyszała, bliska wybuchu, gdy nade wszystko pragnęła, by Carlos zapłacił za to, jak ją traktował, a także później, być może podczas walki z Jasonem, chociaż wspomnienia okazały się dziwnie zamazane i raczej odległe. To było tak, jakby chciała… Nie, raczej jakby ktoś inny tego pragnął, bo jednocześnie czuła, że te słowa należą i nie należą do niej. Takie rozwiązanie wydawało się pozbawione sensu, ale z drugiej strony…
Ta krew ci się należy. Należy z racji tego, kim jesteś…
Zesztywniała i niewiele myśląc, stanowczo odepchnęła Mary od siebie, jednocześnie energicznie potrząsając głową, jakby w ten sposób mogła opędzić się od niechcianych myśli. Dziewczyna zachwiała się, po czym jak długa poleciała do tyłu, lądując na posadzce. Jęknęła cicho czy to z bólu, czy oszołomienia, po czym poderwała głowę i spojrzała na Alyssę tak, jakby widziała ją po raz pierwszy. Ali z bijącym sercem odsunęła się do tyłu, raz po raz potrząsając głową, choć zdążyła zauważyć, że to i tak prowadziło donikąd. Coś ścisnęło ją w gardle, sprawiając, że miała wrażenie, iż za moment zacznie się dusić. Z trudem łapała oddech, roztrzęsiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – i to łącznie z tym pierwszym dniem w Home, kiedy uświadomiła sobie, że klęczy na ziemi w samym środku obcego sobie lasu, umazana krwią. Serce waliło jej jak oszalałe, tak mocno, że chyba jedynie cudem nie połamało jej żeber i nie wyrwało się gdzieś na zewnątrz. Przed oczami zatańczyły kolorowe plamy i w pewnym momencie nabrała pewności, że jakimś cudem zwymiotuje, chociaż nie była pewna, czy w jej przypadku jest to możliwe.
Kiedy spojrzała na Mary, przekonała się, że dziewczyna wciąż leży na ziemi, wpatrując się w nią rozszerzonymi do granic możliwości oczami. W spojrzeniu przyjaciółki doszukała się oszołomienia, ale również czegoś jeszcze, co udało jej się zinterpretować dopiero po chwili i co całkowicie wytrąciło Alyssę z równowagi. Spodziewała się wielu rzeczy, ale nigdy nie przypuszczała, że ktokolwiek mógłby spojrzeć na nią w ten sposób – a już zwłaszcza osoba, którą uważała niemalże za siostrę.
Strach.
Mary patrzyła na nią jak na kogoś obcego, nie tyle z wrogością, co czystym przerażeniem, a to nigdy nie powinno mieć miejsca.
Wciąż czuła głód, ale ten w jednej chwili zszedł na dalszy plan, zanikając tak jak i niepokojące szepty, które wciąż rozbrzmiewały gdzieś w głowie Alyssy. Stanowczo odcięła się od tych głosów, coraz bardziej spanikowana, sprawiając, że natychmiast ucichły, pozostawiając ją roztrzęsioną i bliską histerii.
Nie zastanawiała się długo, wciąż zbyt przerażona, żeby logicznie myśleć. W jednej chwili rzuciła się biegiem w stronę wyjścia, jedynie cudem pamiętając o tym, że musi zachować pozory normalności. Mimo wszystko i tak miała wrażenie, że poruszała się odrobinę zbyt szybko, jak na zwykłego człowieka, ale nie dbała o to, skoncentrowana wyłącznie na ucieczce oraz tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym samochodzie – a potem po prostu stamtąd odjechać, póki jeszcze miała pewność, że jest w stanie nad sobą zapanować.
Nie zatrzymała się nawet na moment, kiedy znów znalazła się na opustoszałym campusie, wystawiona na działanie rzęsistego deszczu. Obraz natychmiast zaczął się rozmazywać, zniekształcony i niewyraźny, ale nie miała pojęcia, co było tego przyczyną – nerwy, ulewa czy może cisnące się jej do oczu łzy. W gruncie rzeczy nie dbała o to, dochodząc do wniosku, że w takich warunkach mogła płakać do woli, bo i tak nikt nie miał być w stanie tego zauważyć. W gruncie rzeczy to i tak nie miało znaczenia, z kolei Alyssa była świadoma tylko i wyłącznie narastającego w niej pragnienia ucieczki – gdziekolwiek, byleby znaleźć się z daleka od terenu uczelni, tamtego korytarza i Mary. W głowie jej wirowało, niespójne myśli mieszały się ze sobą, a ona już sama nie była pewna, które z nich należały do niej. Wszystko wydawało się równie nierealne, a jakby tego było mało…
W pewnym momencie straciła orientację, sama niepewna, gdzie i dlaczego z takim uporem biegła. Pomyślała, że powinna wrócić do samochodu i poprosić Jasona, żeby zabrał ją gdzieś daleko, zanim zdołałaby zrobić coś, czego przyszłoby jej żałować, ale nie była w stanie się na to zdobyć. Raz po raz potykała się o własne nogi, choć w przypadku kogoś takiego jak ona nie powinno być to możliwe. Z drugiej strony, już dawno uświadomiono jej, że nie jest taka, jak jej pobratymcy, więc być może również w tej kwestii czymś się różniła. W zasadzie każda możliwość wydawała się prawdopodobna, ona zaś doszła do wniosku, że tak naprawdę jest jej wszystko jedno.
Przestała myśleć, zbyt skoncentrowana na bezradnym rozglądaniu się dookoła i błądzeniu po niemalże całkowicie opustoszałym parkingu. Choć wyostrzone zmysły sprawiały, że poruszanie się powinno przychodzić jej z łatwością nawet w takich warunkach, czuła się zbyt roztrzęsiona, by być w stanie skoncentrować się na którymkolwiek z podsuwanych jej bodźców. Nie chciała zastanawiać się nad czymkolwiek, bezradna i roztrzęsiona, a jakby tego było mało…
Nie miała pojęcia, jakim cudem umknęły jej światła nadjeżdżającego z naprzeciwka samochodu. Tępo spojrzała na zmierzający ku niej pojazd, wcale nie mając przy tym wrażenia, że świat nagle zwolnił, zatrzymał się albo cokolwiek uległo zmianie. Wręcz przeciwnie – wszystko działo się bardzo szybko, a ona nawet nie drgnęła, choć ze swoim refleksem nie powinna mieć najmniejszego problemu z uskoczeniem w wystarczająco krótkim czasie. Instynktownie napięła mięśnie, próbując zmusić ciało do współpracy, ale to z uporem odmawiało jej posłuszeństwa, sprawiając, że czuła się jeszcze bardziej bezradna i roztrzęsiona niż do tej pory. W zasadzie to było tak, jakby podświadomie czekała na uderzenie, mimowolnie zastanawiając nad tym, jak to mogłoby skończyć się w przypadku kogoś takiego jak ona – i czy ostatecznie bardziej miał ucierpieć samochód, czy może ona.
Czyjeś ramiona bez jakiegokolwiek ostrzeżenia owinęły się wokół jej talii, dosłownie na ułamek sekundy przed tym, jak bezceremonialnie została odciągnięta do tyłu. Początkowo nawet nie zorientowała się, co się stało, tępo wpatrując się w samochód, który śmignął tuż przed nią, jak gdyby nigdy nic przejeżdżając przez miejsce, gdzie chwilę wcześniej się znajdowała. Być może to szok, ale wcale nie poczuła przerażenia, ale przede wszystkim pustkę – to oraz wątpliwości, sama niepewna, co tak naprawdę właśnie miało miejsce. Czuła, że czyjeś ramiona nadal oplatały ją w pasie, ale nie próbowała się nad tym zastanawiać, a tym bardziej wyrywać, początkowo przekonana, że to Jason – przynajmniej do momentu, w którym usłyszała nieco przytłumione, skierowane bezpośrednio do niej słowa.
– Uważaj! Ja… Nic ci nie jest?
Z jakiegoś powodu aksamitny, męski głos podziałał na nią trochę tak, jak nagły impuls elektryczny. Natychmiast odskoczyła, okręcając się na pięcie, po czym poderwała głowę, coraz bardziej zdezorientowana…
A potem dosłownie zamarła, już tylko tępo wpatrując się w twarz stojącego przed nią mężczyzny.
Wciąż padający deszcz sprawiał, że świat wyglądał inaczej, zniekształcony i niewyraźny, ale to nie przeszkodziło Alyssy w przyjrzeniu się intruzowi. Dziwnie oszołomiona, z uwagą powiodła wzrokiem po szczupłym, ale bez wątpienia umięśnionym ciele. Nawet pod ubraniem widziała zarys smukłego, gibkiego ciała, tym wyraźniejszy, że mokry materiał ciasno przylegał do ciała mężczyzny. Widziała, że był blady, a jego karnacja mocno kontrastowała z gęstymi, ciemnymi włosami, które – wilgotne i ociekające wodą – kleiły się do jego czoła. Choć na pierwszy rzut oka wydawało się to pozbawione sensu, a już na pewno potwierdzało teorię o szoku, Alyssa mimowolnie pomyślała, że tych włosów nie da się tak po prostu ułożyć. Jakby tego było mało, zapragnęła przeczesać je palcami, jakby w nadziei, że będzie w stanie dokonać jakiegoś pieprzonego cudu.
Rysy twarzy z łatwością zapadały w pamięć, niezwykle regularne i harmonijne, co momentalnie skojarzyło jej się z wyjątkową urodą wampirów, tym samym potwierdzając, że nowe życie tak bardzo zamieszało jej w głowie, że chyba już zaczynała tracić zmysły. Nie potrafiła tego jednoznacznie określić, ale coś w wyglądzie nieznajomego w szczególny sposób zapadało jej w pamięć, na swój sposób zadziorne i egzotyczne, chociaż nie potrafiła określić w jakim sensie. Nie był stąd i to wydawało się oczywiste, ale w głowie miała zbyt wielki mętlik, by być w stanie zebrać myśli i jednoznacznie określić jego narodowość.
A potem spojrzała mu w oczy i to było tak, jakby cały świat nagle się zatrzymał, chociaż dopiero po kilku sekundach w pełni dotarło do niej dlaczego.
Bo to były te oczy! Te szokująco niebieskie, oszałamiające tęczówki, które dręczyły ją przez te wszystkie miesiące, prześladując niemalże każdej nocy. Te same oczy, których podświadomie wypatrywała, kiedy rozmawiała z każdym swoim kolejnym partnerem, o ile tym mianem mogła nazwać rówieśników, z którymi zdarzało jej się kilka razy spotkać z nadzieją na rozpoczęcie jakiejś poważniejszej relacji. Oczy, których właściciela tak bardzo pragnęła poznać, ale budziła się za każdym razem, kiedy wydawało jej się, że nareszcie dojdzie do tego jakże upragnionego spotkania…
Teraz z kolei właściciel tych pięknych tęczówek stał naprzeciwko niej, jak gdyby nic spoglądając na nią w równie troskliwy, co i zagniewany sposób – tak blisko… dosłownie na wyciągnięcie ręki…
Gwałtownie nabrała powietrza do płuc. Serce momentalnie zabiło jej jeszcze szybciej, rozpaczliwie tłukąc się w piersi i sprawiając, że ledwo była w stanie oddychać. Spazmatycznie chwytała powietrze, jak urzeczona wpatrując się w mężczyznę i bezskutecznie starając się stwierdzić, co takiego powinna zrobić. Wszelakie myśli jak na zawołanie uciekły z jej głowy, a ona była w stanie już tylko patrzeć, coraz bardziej zatracając się w tych tęczówkach i…
I nagle znów spadała, coraz niżej i niżej, podczas gdy on znajdował się tuż naprzeciwko niej. Spoglądał na nią przenikliwie i już nie miała wątpliwości, że pochwycił ją, by uchronić przed tym, co nieuniknione – upadkiem albo ciemnością. Jedynym, czego była pewna, pozostawało to, że On tutaj był, sprawiając, że czuła się naprawdę spokojna i bezpieczna, chociaż to wydawało się irracjonalne.
– Hej… Nic ci nie jest? – doszło ją jakby z oddali. Uświadomiła sobie, że się trzęsie, jedynie cudem wciąż będąc w stanie ustać na nogach. – Nic ci nie jest? – zapytał ponownie, a jego ramiona nagle owinęły się wokół niej, pomagając jej utrzymać pion.
Jego zapach i bliskość oszałamiały, sprawiając, że jeszcze intensywniej zawirowało jej w głowie. Usłyszała, że znów coś do niej mówił, próbując jakkolwiek zwrócić na siebie jej uwagę, ale puściła jego pytania mimo uszu. W zamian poderwała głowę i raz jeszcze spojrzała w te błękitne tęczówki, momentalnie zapominając o okolicznościach – również o tym, że właśnie odciągnął ją z drogi nadjeżdżającego auta.
– Jak masz na imię? – wyszeptała tak cicho, że właściwie sprowadzało się to do delikatnego ruchu warg, on jednak zdołał ją usłyszeć.
– Jakie to ma…? – zaczął spiętym tonem, jednak coś w jej oszołomionym, aczkolwiek zdeterminowanym spojrzeniu musiało na niego wpłynąć, bo ostatecznie dał za wygraną. – Nick… Jestem Nicholas – wyszeptał.
– Nicholas… – powtórzyła, jakby smakując nowe imię na języku. Podobało jej się, chociaż nie była pewna, jakie to ma znaczenie.
Nicholas…
Znowu miała wrażenie, że się zapada, ale tym razem to uczucie jej nie przeraziło. Czuła się przy nim bezpieczna, jakby w jednej chwili świat wrócił na swój prawidłowy tor, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe… Nie od dnia, w którym całe jej życie uległo zmianie, a jej niejako zostało odebrane człowieczeństwo.
Wyczuła, że Nicholas przesunął się, a po chwili jego dłoń wylądowała na jej ramieniu. Drgnęła, ale nie zaprotestowała, zaś z chwilą, w której mężczyzna spróbował ująć ją pod ramię, a ich dłonie otarły się o siebie, on i parking nagle się rozpryśli, a wszystko po raz kolejny uległo zmianie.
Zeszło mi trochę dłużej niż zwykle, ale to przez pewne problemy z komputerem i to, że przez kilka dni musiałam ograniczać się do tabletu – a na nim nie da się swobodnie pisać. Co więcej, sama nie byłam pewna, jak poprowadzić akcję po rozmowie z Mary, bo przez pewne zmiany nie mogłam wrzucić pełnego gotowca. Ostatecznie w ostatniej chwili zdecydowałam się na takie rozwiązanie – o tyle przemyślane, że brałam je pod uwagę już za pierwszym razem, a potem żałowałam, że jednak się na nie nie zdecydowałam. Cóż, tym razem już się nie wahałam – macie Nicholasa, pierwsze spotkanie i… ogólnie chaos, jak mniemam. Mam nadzieję, że to Was usatysfakcjonuje, tym bardziej, że część wyszła dłuższa niż zazwyczaj ;>
Kolejny rozdział niebawem, tym razem bez niespodzianek – przynajmniej mam taką nadzieję. Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia, witam nowych czytelników i raz jeszcze dziękuję, że ze mną jesteście. To pomaga.
No cóż, z mojej strony to tyle, więc do napisania!

2 komentarze:

  1. No i masz... Alyssa miała pozałatwiać ludzkie sprawy i nie zrobiła nic. Ale w sumie życie takie jest, czy to wampirze czy też ludzkie, że lubi płatać figle. Chociaż może jednak coś zrobiła – jeszcze bardziej wystraszyła Mary swoim dziwacznym zachowaniem, o ucieczce nie wspominając. Tylko kto wie, co by zrobiła, gdyby jednak została, więc może tak było lepiej?
    Żal mi Mary, naprawdę. Dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka żyje, a do tego zachowuje się jakby były dla siebie obce. To musiało zaboleć, cholernie mocno. Jeszcze to, że Alyssa nie sądziła, że Mary tam będzie... Cios poniżej pasa. :/
    Choć jak sądzę, Ali zabolało to równie mocno. Tym bardziej, że robi to dla dobra przyjaciółki.
    Na temat spotkania z Nicholasem, co by tu powiedzieć. Na razie chyba niewiele. Gdybym to ja spotkała faceta, który śni mi się po nocach, albo raczej jego oczy, to pewnie uciekłabym z krzykiem. No cóż... Raczej takie rzeczy zdarzają się rzadko, jak nie w ogóle. :)
    Czyżby Alyssa miała wizję tego kim była? Albo coś w tym stylu?
    Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozmowa z Mary z pewnością nie przebiegnęła tak jak Alyssa by sobie tego życzyła -o ile w ogóle można to nazwać rozmową. To zawsze przykre, kiedy najbliżsi nagle wydają się tak bardzo obcy,. Choć wierzę, że można to wszystko naprawić o ile będą mieć szansę na jedną szczerą rozmowę. Trudno jednak oskarżać Aly o jej zachowanie - to był jedyny sposób żeby uratować Mary, nawet jeśli to sprawiło, że przyjaciółka patrzyła na nią jak na potwora.
    Przyznam, że nie spodziewałam się, że Nicholas będzie tym tajemniczym wymarzonym mężczyzną z pięknymi oczami. I po tym opisie i zachwycie Aly też zaczynam go lubić xD Choć obawiam się, że to może być złudne. Ale tak czy siak, to z pewnością będzie ciekawie o nich czytać ;)

    OdpowiedzUsuń