20.01.2017

Rozdział XXV

ALYSSA
Czerwień jest jej ulubionym kolorem. Materiał w głębokim odcieniu burgunda albo wina, wydaje się wirować bajecznie przy każdym kroku. Tren rozłożystej, balowej sukni faluje i raz po raz muska jej odsłonięte nogi, kiedy z wprawą balansuje na wysokich, złocistych obcasach. Czuje się pewna i piękna, dokładnie taka, jaka powinna być. Tej nocy jest królową, w pełni panującą nad swoim losem oraz tym, jak ma wyglądać jej dalsze życie.
Muzyka gra, wprawiając ją w zachwyt i sprawiając, że ma ochotę śmiać się i wirować, niczym mała dziewczynka. Chociaż jest zaledwie jedną z wielu tańczących w sali balowej kobiet, czuje się wyjątkowa i zdecydowana, garściami czerpiąc z tego, co jest jej dziedzictwem. On trzyma jej rękę, prowadząc z wprawą i taką lekkością, że czuje się, jakby miała skrzydła. Jego dłonie są ciepłe, silne i znajome, a kiedy unosi ją, nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że nie pozwoli, żeby upadła i że jak najbardziej jest przy nim bezpieczna.
Uśmiecha się i posłusznie wykonuje wdzięczny piruet, kiedy jej stopy znów sięgają parkietu. Odpowiada jej na swój sposób pewny siebie, chociaż przy tym niezwykle czuły, oszałamiający uśmiech, jak zawsze przyprawiając ją o szybsze bicie serca. Ta niezwykła istota niezmiennie wpływa na nią w sposób, którego nie zaznała u boku nikogo innego i który w krótkim czasie stał się dla niej dosłownie wszystkim.
Wraz z kolejnym zdecydowanie zbyt pewnym, wyzywającym uśmiechem, stanowczo przyciąga ją do siebie. Ląduje w jego ramionach, spoglądając wprost w lśniące w figlarny sposób błękitne tęczówki, a chwilę później – posłuszna jego znajomym, ciepłym ramionom – wygina się do tyłu. Lśniące blond loki opadają jej na twarz, więc lekko przekrzywia głowę, po czym znów spogląda wprost w te cudowne, przyprawiające ją o dreszcze oczy.
Muzyka wciąż gra, a zabawa trwa w najlepsze, jednak to dzieje się jakby poza nimi, a przynajmniej ona nie zwraca uwagi na to, co dzieje się dookoła. W gruncie rzeczy to i tak nie ma znaczenia, skoro on znajduje się obok. Jest tutaj, pozwalając, żeby ją obejmował i robił dosłownie wszystko, co tylko przyszłoby mu do głowy – nic więcej nie jest żadnemu z nich potrzebne.
Jego uśmiech staje się bardziej zdecydowany i czuły, kiedy z wolna nachyla się w ku niej. Ciemne włosy muskają odsłoniętą skórę, a ona drży, po czym instynktownie wpłata palce w te nieco już przydługie, niesforne włosy, mierzwiąc je jeszcze bardziej.
– Ariano… – słyszy, a jego głos wydaje się owijać wokół niej, tak jak i słodki oddech, który muska jej odsłonięty policzek.
To nie wypada, myśli, jednak i to nie ma dla niej znaczenia, zwłaszcza kiedy w znaczący sposób unosi brodę, jak zwykle chcąc sprawiać wrażenie o wiele pewniejszej siebie, niż w rzeczywistości. Jej towarzysz nawet się nie waha i z wolna nachyla się bliżej, by już ułamek sekundy później móc ją pocałować. Jego usta są ciepłe i miękkie, a przy tym tak bardzo znajome, Ariana z kolei czuje, że chociaż tego jednego wieczora wszystko jest takie, jak być powinno.
Kiedy decyduje się odwzajemnić pocałunek, jest szczęśliwa i zdecydowana.
Tej jednej nocy wierzy, że ta historia jednak ma prawo skończyć się dobrze…
~*~
Przytomność wróciła nagle, tak gwałtownie, że Alyssa przez moment sama nie była pewna, co takiego działo się wokół niej. Zatrzepotała powiekami, wciąż oszołomiona, dopiero po dłuższej chwili będąc w stanie zorientować się, co spotkało ją chwilę wcześniej. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, po czym omal nie krzyknęła, kiedy dotychczas zamazany obraz wrócił do normy, a tuż przed jej oczami sklarowała się twarz nachylonego nad nią Nicholasa – przemoczonego, wyraźnie podenerwowanego, a do tego znajdującego się tak blisko, że gdyby tylko tego zachciała, mogłaby go pocałować, chociaż ta myśl wydawała się co najmniej śmieszna. A jednak te oczy…
Błękitne tęczówki wydawały się ją przenikać, niezwykle poważne i skupione na niej. Oddech dziewczyny momentalnie przyśpieszył, zdradzając o wiele więcej, aniżeli mogłaby sobie tego życzyć. Chciała wyrwać się i spróbować rzucić do ucieczki, a jednak nie była w stanie się ruszyć, zbyt oszołomiona, by pozwolić sobie na coś ponad bezmyślne wpatrywanie w tkwiącego przy niej intruza. Miała wrażenie, że coś do niej mówił, próbując zwrócić na siebie uwagę, ale to okazało się co najmniej problematyczne, tym bardziej, że nawet nie próbowała zrozumieć poszczególnych słów. W zamian po prostu na niego patrzyła, bezskutecznie starając się zebrać myśli i zrozumieć, dlaczego czuła się tak dziwnie.
Jakby tego było mało, w głowie wciąż miała ten dziwny, niezrozumiały przebłysk – wspomnienie, które pojawiło się równe nagle, co ostatecznie zniknęło. To wystarczyło, żeby całkowicie wytrącić dziewczynę z równowagi, sprawiając, że Ali ostatecznie przestała wierzyć własnym myślom. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie choćby słowa – mniej lub bardziej sensownego, zupełnie jakby sama umiejętności mowy stała się nagle czymś, co w znacznym stopniu przerastało jej kompetencje. Nic nie było takie, jak mogłaby tego oczekiwać, a obecność Nicholasa dodatkowo wszystko komplikowała, tym samym zaczynając doprowadzać nieśmiertelną do szału. Sądziła, że po spotkaniu z Mary, nie może być gorzej, ale najwyraźniej się myliła – zresztą nie po raz pierwszy w ostatnim czasie.
Na dłuższą chwilę zacisnęła powieki, jakby brak kontaktu wzrokowego z mężczyzną mógł w jakiś cudowny sposób rozwiązać wszelakie problemy. Najważniejszy z nich polegał na tym, że niczego nie rozumiała – i że pomimo wrażenia, że to szaleństwo, była gotowa przysiąc, że już wcześniej spotkała Nicholasa. Nie chodziło już nawet o to, że mogłaby regularnie zapadać się w pustkę, za każdym razem widząc jego oczy. Sama myśl o tym, że byłaby w stanie śnić na jego temat na długo przed tym, jak się spotkali, wydawała się czymś nieprawdopodobnym, choć ignorancja w jej przypadku wydawała się co najmniej głupia. W zasadzie po tym, czego dowiedziała się na temat istot mroku, powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że nie ma rzeczy niemożliwych.
On wydawał się należeć do tej kategorii, bo zdecydowanie nie powinien istnieć. Nie rozumiała, jakim cudem w ogóle mógł znajdować się tuż obok niej, dosłownie na wyciągnięcie ręki – jak najbardziej żywy, tym bardziej, że przecież zdołał jej dotknąć. Jeśli zaś wziąć pod uwagę to, co stało się z chwilą, w której sobie na to pozwolił…
– Alyssa! – doszło ją gdzieś jakby z oddali i ten głos momentalnie sprowadził ją z powrotem na ziemię. Natychmiast poderwała głowę, ponad ramieniem Nicholasa dostrzegając pośpiesznie zmierzającego w ich stronę, co najmniej zdenerwowanego Jasona. Jeszcze chwilę wcześniej pewnie poczułaby ulgę, gdyby się pojawił – najlepiej w tamtym korytarzu, by powstrzymać ją przed zrobieniem czegoś wyjątkowo głupiego – ale nie w sytuacji, kiedy wciąż wirowało jej w głowie, a ona nie miała pojęcia, co właśnie się wydarzyło. I jeszcze ten mężczyzna… – Co się stało?
Dopiero pytanie wampira uprzytomniło jej, że prawie siedziała na ziemi, a Nicholas nadal obejmował ją ramieniem. Odchylała się do tyłu, gotowa w każdej chwili bezwładnie osunąć na ziemię, jednak silne ramiona nie pozwalały jej upaść. Mężczyzna trzymał ją, a jego palce wciąż owijały się wokół dłoni Alyssy, w jakiś pokrętny sposób sprawiając, że jej serce waliło jak oszalałe i to za sprawą samego tylko dotyku. Przez ułamek sekundy miała wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu, a jej głowę wypełniało wspomnienie tych cudownych, błękitnych oczu i…
I coś więcej, chociaż teraz jaskrawe, szybko zmieniające się obrazy, jawiły się niczym sen. Czy śniła na jawie? Jak inaczej mogłaby wytłumaczyć to, co działo się w jej głowie, do chwili, w której Nicholas pierwszy raz jej dotknął? Jak mogła wytłumaczyć ten obraz i… i to wspomnienie, chociaż taka myśl wydawała się całkowicie pozbawiona sensu? Przecież nie mogłaby rozwodzić się nad czymś, co nigdy się nie wydarzyło. Z drugiej strony, równie nieprawdopodobne wydawało się nagłe spotkanie z kimś, kogo błękitne oczy prześladowały ją przez wszystkie te miesiące, a także teraz, kiedy już nawet nie była człowiekiem.
A potem raz jeszcze spojrzała na Nicholasa, a szok malujący się na jego twarzy, uświadomił jej, że on też to zobaczył.
Nie wiedziała, skąd to wie, ale to wydawało się oczywiste i równie przerażające, co cała ta sytuacja. Trzymał ją i sprawiał przy tym wrażenie, jakby sam nie był tego świadom, przez kilka następnych sekund równie bezbronny i zdezorientowany, co i ona. Co więcej, to wydawało się jak najbardziej w porządku, zupełnie jakby stanowiło najoczywistszą, najbardziej naturalną rzecz na świecie. Miała wrażenie, że na krótką chwilę straciła przytomność, a jednak wszystko wyglądało tak, jakby tylko na moment przymknęła oczy – na chwilę równie nieznaczącą, co i zwykłe mrugnięcie, chociaż w ciągu zaledwie ułamka sekundy zmieniło się wszystko.
Och, przecież czuła, że tak jest!
Nicholas wzdrygnął się, nagle prostując niczym struna i zwracając ku Jasonowi. Alyssa prawie nie zarejestrowała momentu, w którym wampir pojawił się przy nich, wyraźnie zaniepokojony, chociaż trudno było jej stwierdzić, czy przyczyną był fakt, że dosłownie przelewała się swojemu towarzyszowi w rękach, czy z obawy, że przypadkiem zrobiła coś, co mogłoby nieść ze sobą poważne konsekwencje dla nich wszystkich. Natychmiast otworzyła usta, chcąc jakkolwiek się wytłumaczyć, ale w głowie miała pustkę, a zanim zdołała wysilić się na jakąkolwiek sensowną wypowiedź, Nicholas jako pierwszy wziął się w garść i sam zdecydował zwrócić się do wampira:
– Ta kretynka prawie wpakowała się pod samochód! – oznajmił spiętym tonem. Z zaskoczeniem przekonała się, że brzmiał co najmniej na rozeźlonego, przejmując się o wiele bardziej, aniżeli to byłoby wskazane. Tak przynajmniej sądziła, biorąc pod uwagę fakt, że niezależnie od wszystkiego pozostawali sobie obcy… Musieli być. – Ona jest… Ma na imię Alyssa? – zapytał, raptownie łagodniejąc i wydając się smakować nowe imię na języku.
Jason nie odpowiedział, bez słowa przemieszczając się na tyle, by móc ją pochwycić – a przynajmniej próbował tego dokonać, zdecydowanym ruchem wyciągając ręce w jej stronę. Wzdrygnęła się, kiedy wampir spróbował pomóc jej odzyskać równowagę, tym samym planując odciągnąć od Nicholasa – i to nie tyle przez ten gest, ale w odpowiedzi na reakcję trzymającego ją mężczyzny, który praktycznie bezwiednie mocniej przygarnął ją do siebie, byleby nie musieć jej puszczać. To ją otrzeźwiło, sprawiając, że poczuła się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył ją czymś ciężkim w głowę. Znów pociemniało jej przed oczami – tylko na chwilę, zresztą tym razem zdołała nad sobą zapanować. Natychmiast spojrzała na Nicholasa, nagle spanikowana, po czym gwałtownie odepchnęła go od siebie, odskakując jak oparzona, byleby więcej nie dać mu okazji, żeby ponownie ją dotknął. W głowie jej wirowało, a w pamięci wciąż przewijały te dziwne, niespójne obrazy – sala balowa… taniec i… ona.
Ona i Nicholas.
Nie, to nie miało najmniejszego choćby sensu. Już nic go nie miało, a Ali momentalnie zapragnęła znaleźć się gdzieś daleko, najlepiej poza zasięgiem rąk istoty, która wydawała się ją prześladować. Czuła na sobie jego spojrzenie, widziała te niebieskie oczy i miała wrażenie, że jeśli natychmiast nie ucieknie, nadmiar emocji rozerwie ją na kawałeczki. Dusiła się, a jak długo tu była, tkwiąc na deszczu i pozwalając, żeby Nicholas i Jason patrzyli się na nią w ten dziwny, niespokojny sposób…
Nie, nie mogła tego znieść – a tym bardziej nie była w stanie udawać, że wszystko jest w porządku.
Nie, kiedy on tutaj był.
Nie
– Alyssa, dobrze się czujesz? – Jason nagle stanął tuż przed nią, zasłaniając jej Nicholasa i w uspokajający sposób kładąc obie dłonie na jej ramionach. Miała wrażenie, że w ten sposób próbował nie tylko pomóc jej odzyskać równowagę, ale przede wszystkim zapewnić spokój samemu sobie. Wzdrygnęła się, instynktownie zamierzając się odsunąć, ale wampir nie pozwolił jej się ruszyć. – Jesteś strasznie blada… Zrobiło ci się słabo? – zapytał spiętym tonem, nie kryjąc konsternacji.
W tamtej chwili zrozumiała, że musiał widzieć wystarczająco, żeby zorientować się, że chodziło o coś więcej, aniżeli tylko chwilę nieuwagi i szok spowodowany niedoszłym zderzeniem. Cóż, gdyby było inaczej, zdecydowanie nie wypadłaby ze szkoły jak oparzona, a tym bardziej nie zachowywałaby się w co najmniej szalony, niejasny dla obserwujących ją mężczyzn sposób.
– Chyba widać – wtrącił ze swojego miejsca Nicholas. Nerwowym ruchem przeczesał wilgotne włosy palcami – Dopiero co stała, a potem… Alyssa. Ma na imię Alyssa… – wyszeptał po chwili, jakby nie mogąc się powstrzymać.
Sposób, w jaki wypowiedział jej imię… Serce dziewczyny zabiło szybciej, a ona przez moment miała wrażenie, że za chwilę znowu upadnie, tym razem na dobre zapadając się w ciemność. Ten mężczyzna doprowadzał ją do szaleństwa, nie tylko niezwykłym błękitem tych cudownych oczu, ale samą swoją obecnością… dotykiem… zapachem… Nawet głosem! To wszystko wydawało się takie znajome, tak bardzo właściwe i… Och, zdecydowanie nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś takiego – i to łącznie z chwilami, kiedy Carlos kręcił się wokół niej, raz po raz mieszając jej w głowie i stopniowo doprowadzając do szaleństwa.
Uciec… Uciec stąd jak najdalej, zanim…
Zanim co?
To nie miało znaczenia. Wiedziała jedynie, że musiała stąd uciekać, jeśli nie chciała, by wydarzyło się coś niedobrego. Nogi jej się trzęsły, a świat wciąż w niepokojący sposób wirował, grożąc rozpadnięciem się na kawałeczki albo…
Och, nie – nie tak.
To raczej ona miała się rozpaść, jeśli natychmiast stąd nie odejdzie, choć to wcale nie wydawało się takie oczywiste. W zasadzie już niczego nie była pewna, a targające nią uczucia sprawiały, że ledwo była w stanie oddychać, tak roztrzęsiona i zagubiona, że wspomnienia udręki oraz niepokoju, które towarzyszyły jej na krótko po przemianie, wydawały się niczym, w porównaniu ze spustoszeniem, które działo się w jej głowie za sprawą Nicholasa.
Nicholas…
– Muszę stąd iść… – wyszeptała prawie bezwiednie, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że wypowiedziała te słowa na głos. Wciąż roztrzęsiona, bezwiednie zrobiła krok naprzód, jak gdyby nigdy nic zbierając się do odejścia. Omal nie wyszła z siebie, kiedy dłoń Jasona bezceremonialnie zacisnęła się wokół jej nadgarstka, a wampir szarpnięciem zmusił, by na powrót zastygła w bezruchu. – Puść – wycedziła przez zaciśnięte zęby, ale tym razem ani jej ton, ani słowa nie zrobiły na mężczyźnie najmniejszego nawet wrażenia.
– Chyba żartujesz. Nigdzie nie puszczę cię w takim stanie – zaoponował natychmiast, bardziej stanowczo chwytając ją za ramiona. – Ali, spójrz na mnie. Dalej kręci ci się w głowie? – zapytał i zmusił ją do tego, by zajrzała mu w oczy, jednak i to przyszło jej to z trudem.
Nieznacznie potrząsnęła głową, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów, by wytłumaczyć Jasonowi coś, czego sama nie rozumiała. Chciała, żeby ją puścił, tym bardziej, że każda kolejna sekunda wydawała się nieopisaną wręcz udręką, którą coraz trudniej była w stanie znosić. Wszystko w niej aż rwało się do tego, by rzucić się do ucieczki, choć jednocześnie pragnęła zostać, a później…
Później co?
Och, niczego już nie rozumiała, nie wspominając o możliwości zapanowania nad własnym ciałem! Nigdy nie czuła się w ten sposób, a to był zaledwie początek, chociaż sama nie miała pewności, co takiego powinna poprzez to rozumieć. Miała wrażenie, że w jej wnętrzu toczą walkę dwie całkowicie obce, równie zawzięte natury, z których jedna pragnęła znaleźć się jak najdalej, a druga zrobić coś, co… Nawet nie potrafiła tego opisać, niezdolna do uporządkowania i właściwego zinterpretowania niespójnych myśli, które kotłowały się jej w głowie, ale to wydawało się najmniej istotne. Już nic nie było logiczne, może pomijając jedną, jedyną kwestię: to wszystko miało jakiś związek z Nicholasem i błękitem jego oczu, choć to równie dobrze mogło znaczyć tyle, że po prostu całkiem już postradała zmysły.
Bez znaczenia. Jakakolwiek była przyczyna i cokolwiek musiały znaczyć te obrazy, ona musiała…
Alysso – odezwał się ponownie Jason i tym razem wyczuła w jego tonie coś, co sprawiło, że z miejsca zamarła.
Znała tę hipnotyzującą, obezwładniającą wręcz nutę – i to aż nazbyt dobrze, bo nie tak dawno temu sama ją stosowała. Wiedziała, czego właśnie próbował i zdecydowanie nie przypadło jej to do gustu – najdelikatniej rzecz ujmując. Gniew pojawił się równie nagle, co i w korytarzu uczelni, kiedy walczyła z niespójnymi głosami w głowie, podsycającymi emocje, o które nigdy wcześniej by się nie podejrzewała.
Jak on śmie? Jak on…?
A potem na domiar złego wyczuła nieznaczny ruch, kiedy gdzieś za jej plecami Nicholas przemieścił się, próbując podejść bliżej jej i Jasona.
– Nie dotykaj mnie! – wydarła się, już nawet nie próbując zastanawiać się nad tym, co i dlaczego robiła.
Zaskoczyła zarówno nowopoznanego chłopaka, jak i wciąż przytrzymującego ją Jasona, ale nie dbała o to. Niewiele myśląc, zdołała oswobodzić się z uścisku trzymających ją ramion i w popłochu cofnąć o kilka kroków, raz po raz potykając się o własne nogi i czując tak, jakby znów była marnym, pozbawionym gracji i koordynacji ruchowej człowiekiem. Oddychała spazmatycznie, mając wrażenie, że wilgotne powietrze jest zbyt ciężkie i prawie całkiem pozbawione tlenu, a ciśnienie tak duże, że za moment ją zmiażdży. To uczucie było nie do zniesienia, tak jak i wrażenie, że niewiele brakuje, by nagle rozpadła się na kawałeczki.
Panika… To mogła być panika, chociaż Alyssie trudno było to jednoznacznie stwierdzić. W zasadzie mogła mieć do czynienia z czymkolwiek, a pewnie i tak nie zauważyłaby różnicy. Nie dbała o to.
Tylko ucieczka… Ucieczka oraz…
Oraz on.
 – Okej… Okej, nie dotykam cię. Już się nie zbliżam – wyszeptał nerwowym tonem Nicholas, w nieco teatralny sposób wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście. Nie odrywał od niej wzroku, tak skoncentrowany, że zaczynała czuć się nieswojo pod jego spojrzeniem. – Nie dotykam, ale proszę… – zaczął i nagle urwał, jakby sam nie miał pojęcia, co takiego chciał albo powinien powiedzieć.
O co prosisz?, pomyślała w oszołomieniu, ale nie wypowiedziała tego pytania na głos. Przez chwilę jeszcze na niego patrzyła, a jakaś część niej pragnęła zrobić wszystko to, czego ten mężczyzna mógł od niej oczekiwać. Niewiele brakowało, żeby zapomniała o obecności Jasona, choć to naturalnie okazało się niemożliwe, skoro ten wciąż się w nią wpatrywał, niemniej zaniepokojony, co i Nicholas. Podejrzewała, że wygląda jak jakaś desperatka albo uciekinierka ze szpitala dla obłąkanych, blada i niezdolna do sklecenia sensownego zdania, ale nie dbała o to, niezdolna do skoncentrowania się na niczym innym, pomijając te niebieskie oczy i związane z nimi emocje. To zaczynało być szalone, ale i nad tym nie miała już kontroli, już nawet nie walcząc o odzyskanie panowania.
I jeszcze to wspomnienie – te obrazy, które nie dawały jej spokoju, mieszając jej w głowie, jakby sam widok Nicholasa wystarczająco nie wytrącił jej z równowagi. Jego spojrzenie i zachowanie wydawało się mówić wszystko, a jednak w pewnym momencie sama już nie była pewna, czy dobrze zinterpretowała jego intencje. On również zobaczył te wspomnienia, czy tylko to sobie ubzdurała, chcąc poczuć się przynajmniej trochę lepiej, gdyby jednak wmówiła sobie, że Nicholas również doświadczył tego samego, co i ona – że to zobaczył i…?
Nicholas.
Nicholas
W pośpiechu wycofała się, samej sobie nie potrafiąc wytłumaczyć, jak to możliwe, że nadal pewnie trzymała się na nogach. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, w błękitnych tęczówkach doszukała się niedowierzania i czegoś, co wyglądało jak rozczarowanie, ale to jedynie popchnęło ją do podjęcia decyzji. Musiała stąd odejść i jak najszybciej zejść mu z oczu, póki jeszcze miała po temu okazję i istniał chociaż cień szansy na to, że zdoła opuścić parking nim po raz kolejny straci przytomność. Bała się, że ten dziwny stan za moment powróci, a ona znowu osunie się w ciemność albo spojrzy na świat w inny sposób – że znowu będzie z nim tańczyła, a on nazwie ją…
Jakie to było imię? Och, już sama nie była pewna, kim jest i co powinna ze sobą począć!
– Alyssa, czekaj! – Jason nie zamierzał jej tak po prostu wypuścić, co zresztą było do przewidzenia. – Musimy wrócić do samochodu i… – zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć.
– Nie… – wyrzuciła z siebie na wydechu, tak cicho, że chyba jedynie cudem był w stanie ją usłyszeć. – Muszę iść. Ja po prostu… muszę iść i…
Jeszcze kiedy mówiła, odwróciła się na pięcie i potykając się niemal przy każdym kroku, ruszyła w głąb korytarza, w duchu błogosławiąc to, że przez wzgląd na obecność Nicholasa, Jason nie mógł jej tak po prostu dogonić.
A potem już tylko podążała przed siebie, obojętna na wszystko i wszystkich – gdziekolwiek, byleby z daleka od tego miejsca…
Gdziekolwiek, byleby z daleka od Nicholasa.
Dzień dobry! Kolejny po części gotowiec, choć i tym razem musiałam zmienić bardzo wiele szczegółów. Dużo się dzieje i choć początkowo miałam w planach zwolnić, sądzę, że tego nie zrobię – bo ta historia z założenia miała być dynamiczna, a ja już raz popełniłam błąd, próbując bezsensownie rozwodzić się nad kwestiami, które nie mają znaczenia. Tak więc pewnie będzie działo się dużo, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek miał do mnie o to pretensje.
Dziękuję za wejścia i komentarze, bo to one motywują mnie do tego, żeby pisać dalej. Jesteście cudowni, naprawdę!
Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, tak sądzę. Sesja właśnie się zaczyna, ale na razie jakoś sobie radzę; w tym półroczu zresztą jest wyjątkowo luźno, więc jak zwykle znajdę dość czasu, żeby wciąż regularnie pisać. Tak więc do następnego!

1 komentarz:

  1. Dawno mnie tu nie było, ale będę sobie powoli nadrabiać. Może nadążę ;) Podoba mi się opis tego balu na początku. Jest taki... magiczny. Mam wrażenie, że płynęłam na słowach. Wciąż trudno mi cokolwiek powiedzieć o Nicholasie, ale sposób w jaki jest opisany z perspektywy Alyssy sprawia, że jakoś tak po prostu go lubię. Wydaje się miły i w ogóle xD
    Ta sytuacja pomiędzy Aly, Nicholasem i Jasonem była taka... niezręczna i dziwna. I nie dziwię się, że po tych flashbackach Aly po prostu zwiała. Musi sobie wszystko poukładać w spokoju, a obecność tych hipnotyzujących niebieskich oczu z pewnością jej nie pomaga :P Swoją drogą, ta ich relacja, to co ich łączy jest dość ciekawa, bo we flashbackach są tak jakby razem i to może wpłynąć na nich w świecie rzeczywistym ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń