26.01.2017

Rozdział XXVI

ALYSSA
Niewiele myśląc, szybkim krokiem ruszyła przed siebie, chcąc zostawić uczelnię za sobą. Nie była pewna, gdzie w tej chwili pragnęła się znaleźć, ale nie wyobrażała sobie tego, by tak po prostu mogła wrócić do domu albo do Jasona – nie, skoro gdzieś tam był Nicholas. Emocje stopniowo opadały, a ona zaczynała dochodzić do siebie, jednak nawet wtedy nie czuła się gotowa na to, żeby z kimkolwiek się spotkać. Oddychanie nadal stanowiło wyzwanie, ale przynajmniej miała sposób na to, by zająć czymkolwiek myśli i próbować je uporządkować. Potrzebowała tego, chociaż nie w takim stopniu, jak wyjaśnień – z tym, że nie było nikogo, kto byłby w stanie tak po prostu udzielić odpowiedzi na dręczące jej pytania.
A niech to diabli! Co właściwie wydarzyło się chwilę wcześniej? Myślała o tym, rozpamiętując wszystko, co działo się z nią od chwili, w której pierwszy raz ujrzała twarz Nicholasa – a zwłaszcza kiedy spojrzała w jego niebieskie oczy – ale wspomnienia ostatniej godziny wydawały się jawić niczym jakiś pokrętny sen, stopniowo doprowadzając Ali do szaleństwa. Czuła, że zrobiła sobie kompletną idiotkę, ale to wydawało się niczym w porównaniu z emocjami, które wzbudzał w niej ten chłopak – Nicholas, którego widziała po raz pierwszy, a który samą tylko swoją obecnością całkowicie wytrącił ją z równowagi, chyba nawet bardziej od tej cholernej przemiany i konsekwencji, które ciągnęły się za nią od chwili, w której Carlos zdecydował się wtrącić w jej dotychczasowe życie.
Czuła wilgoć na policzkach, ale sama nie była pewna czy to deszcz, czy może mieszające się z ciężkimi kroplami łzy wściekłości i dezorientacji. Kolejne niewiadome! W ostatnim czasie nie miała niczego innego, próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości, podczas gdy Carlos nawet nie raczył udzielić odpowiedzi na nawet najbardziej błahe pytania. W zamian wolał uciekać i kryć się po kątach, podczas gdy ona…
No tak, oczywiście, bo to właśnie o Carlosie masz zamiar teraz rozmyślać!, zadrwił cichy głosik w jej głowie, sprawiając, że zapragnęła roześmiać się histerycznie albo rozerwać na strzępy pierwszą rzecz, która wpadnie jej w ręce. Panowanie nad sobą zaczynało przychodzić dziewczynie z coraz większym trudem, a to zdecydowanie nie było bezpieczne, zwłaszcza w samym środku miasta. Czuła, że powinna znaleźć się gdzieś daleko, gdzie na jej drodze nie stanie nikt, kogo nieopatrznie mogłaby skrzywdzić, ale w głowie miała pustkę, a podjęcie jakiejkolwiek sensownej decyzji wydawało się być niemożliwym do realizacji zadaniem, wykraczającym poza zasięg jej możliwości. Była tylko bezsilność i ta obezwładniająca mieszanka sprzecznych ze sobą emocji, pytań i wątpliwości, które…
Ciemny samochód przemknął tuż obok niej, zatrzymując się tak gwałtownie, że z rozpędu omal na niego nie wpadła. Zaskoczona, zatoczyła się, chociaż brak koordynacji w przypadku kogoś takiego jak ona wydawał się czymś nieprawdopodobnym i jedynie utwierdził ją w przekonaniu, że coś było z nią nie tak.
– Do jasnej cholery! Co do…? – syknęła gniewnie, po czym gwałtownie urwała, kiedy drzwi auta otworzyły się, a w nozdrza uderzył ją słodki, nęcący zapach krwi.
– Alyssa?
Cała zesztywniała, słysząc aż nazbyt charakterystyczny, nieco zachrypnięty głos. Błyskawicznie poderwała głowę i zamarła, kiedy tuż przed nią pojawił się znajomy, wyraźnie zmartwiony mężczyzna.
– Alex… – wyrwało jej się. Sama nie dowierzała temu, że jednego dnia mogłaby mieć aż takiego pecha, by po tym wszystkim trafić akurat na niego.
– No pięknie – mruknął pod nosem, na tyle cicho, że nie powinna była tego usłyszeć, ale ze swoimi przesadnie wręcz wyostrzonymi zmysłami, nie miała najmniejszego problemu ze zrozumieniem poszczególnych słów. Serce zabiło jej szybciej ze zdenerwowania, ale nim zdążyła zastanowić się nad tym, co powinna teraz zrobić, Alexander zdążył już do niej dopaść, obojętny na deszcz, który w kilka zaledwie sekund zmoczył mu ubranie. – Ali, co się stało? Dziewczyno, na litość Boską… – Być może mówił coś jeszcze, ale jeśli tak, jego słowa najwyraźniej w świecie jej umknęły, bo nie była w stanie się na nich skoncentrować.
Alyssa w pośpiechu skoczyła w jego stronę, bez zastanowienia rzucając się mu na szyję. Ciepłe ramiona natychmiast owinęły się wokół niej, tak bardzo znajome i kojące… Powinna była się odsunąć – potraktować go tak, jak Mary, a więc po prostu się od niego odciąć – ale nie była w stanie ruszyć się z miejsca.
Właściwie dlaczego? Dlaczego miała zrobić, skoro tak bardzo tego nie chciała? W zasadzie było jej wszystko jedno, a jakby tego było mało…
A potem coś w niej pękło i już dłużej nie była w stanie nad sobą panować. Bez słowa wtuliła się w tors Alexa i po prostu się rozpłakała. Natychmiast spróbowała zapanować nad łzami, ale nie była w stanie, jej towarzysz zresztą wcale tego nie oczekiwał. Nerwowo zaczęła ocierać oczy rękawem, próbując doprowadzić się do porządku, ale i to wydawało się bezsensowne, a w pewnym momencie sama już nie była pewna, czy po jej policzkach płyną łzy, czy też ciężkie krople wciąż padającego deszczu. Wszystko wydawało się tak bardzo irracjonalne i trudne, że mimo usilnych starań, nie była wstanie zrobić niczego – ani mówić, ani oddychać.
– Okej… W porządku. Już jest dobrze… – Słyszała nerwowe pomruki całkowicie wytrąconego z równowagi jej zachowaniem Alexandra. Zanim zdążyła się zorientować, mężczyzna stanowczo ujął ją pod ramię i pociągnął w stronę samochodu, nawet nie dając jej okazji na to, żeby zaprotestowała. – Alyssa, nie rób mi tego. Dobrze wiesz, że nienawidzę, kiedy ty albo Mary płaczecie – westchnął, a ona jęknęła cicho, nie mogąc się powstrzymać.
– Przepraszam cię… – wyrzuciła na wydechu i chciała dodać coś jeszcze, ale jej nie pozwolił.
– Wsiadaj – ponaglił, otwierając przed nią drzwiczki od strony pasażera. Jego spojrzenie było łagodne, ale naglące, zwłaszcza kiedy zastygł w bezruchu, czekając aż w końcu zdecyduje się zająć wskazane jej miejsce.
Alyssa zawahała się, spoglądając na niego przez deszcz i łzy. Znajome, niemal całkowicie czarne oczy wydawały się ją przenikać, nie po raz pierwszy sprawiając, że poczuła się nieswojo. Wodziła wzrokiem po umięśnionej sylwetce oraz twarzy, której rysy mogłaby bez większego wysiłku odtworzyć w pamięci, czując się przy tym trochę jak zagubione dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół niego. To było frustrujące, tak jak i to, że Alexander musiał oglądać ją w takim stanie, na dodatek teraz, kiedy zaczynała się oswajać z myślą o tym, że już nigdy nie zobaczy jego i Mary.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, uprzytomniając sobie, że w głowie ma kompletną pustkę. I tak nie byłaby w stanie zmusić się do powiedzenia czegokolwiek, co zabrzmiałoby sensownie, zresztą jak mogłaby się przed nim usprawiedliwić? Najpierw zniknęła bez słowa, by po kilku tygodniach pojawić się i próbować sprzedać na uczelni dość przekonywującą bajeczkę na temat decyzji o tym, by zacząć układać sobie nowe życie w Nowym Jorku – a ostatecznie wyjść na kompletną idiotkę, wpadając właśnie na Alexa, jakby wydarzenia z uczelni nie były wystarczająco skomplikowane. Widziała po wyrazie tych ciemnych oczu, że mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wydarzyło się coś niedobrego, z kolei jakiekolwiek próby zaprzeczania faktom, były niczym prośba o to, by jeszcze bardziej się pogrążyć. Milczenie okazało się dużo łatwiejsze, chociaż i to nie przynosiło jej ukojenia, tym bardziej, że wciąż miała wrażenie, iż Alex spogląda na nią w niemal oskarżycielski sposób. To musiało być wynikiem jej wyobraźni – umęczonego umysłu, który już nie nadążał z przetwarzaniem nadmiaru informacji i tych dziwnych rzeczy, które spotykały ją niemal na każdym kroku – ale nawet wiedząc to, nie była w stanie tak po prostu odciąć się od obaw, które ją dręczyły.
Jeszcze to spojrzenie… Znała je dobrze, chociaż miała nadzieję, że nigdy nie doprowadzi Alexa do takiego stanu. Co prawda to był zaledwie cień tego pustego, zatroskanego wzroku, który regularnie u niego widywała, kiedy zdarzało mu się myśleć o Jessice, ale wcale nie czuła się dzięki temu lepiej. Wpatrywał się w nią i czuła, że wysilał wszystkie zmysły, byleby tylko stwierdzić, czy ktoś przypadkiem jej nie skrzywdził, i czy nie powinien natychmiast zareagować. Wiedziała, że gdyby musiał, poruszyłby niebo i ziemię, byleby tylko zapewnić jej bezpieczeństwo, a to zdecydowanie nie było w jej sytuacji bezpieczne.
Carlos zdecydowanie mnie zabije… Wróci i po prostu to zrobi, pomyślała w oszołomieniu, choć bardziej prawdopodobne było to, że to Alex wpadnie z jej winy w kłopoty. Ktoś tam na górze cholernie jej nie lubił, a jeśli na domiar złego komuś, kogo kochała, miała stać się z jej winy krzywda, chyba nigdy nie miała sobie tego wybaczyć…
– Alex…
– Ktoś cię skrzywdził, Ali? – przerwał jej spiętym tonem. Zacisnął palce na dachu samochodu, pośpiesznie nachylając się w jej stronę – tak blisko, że aż poczuła jego ostry, charakterystyczny zapach. Na moment aż zabrakło jej tchu, a gardło znów zapiekło żywym ogniem, reagując na kuszący zapach krwi. Och, nie… – Wsiadaj do samochodu – powtórzył, ale pokręciła głową.
– Nic mi nie jest – wyrzuciła z siebie na wydechu, w końcu będąc w stanie się odezwać. – Przepraszam, że cię wystraszyłam. Nie pomyślałam po prostu, że… Sam zresztą wiesz najlepiej – dodała, choć po jego spojrzeniu poznała, że to wcale nie jest takie proste, a on nie wie niczego. No cóż, czego innego powinna była się spodziewać po wszystkim, co zrobiła w ostatnim czasie?
Alex z niedowierzaniem zmierzył ją wzrokiem. Serce zabiło jej szybciej, kiedy doszukała się swego rodzaju szoku w jego spojrzeniu, chociaż dopiero po chwili zorientowała się, skąd brało się to oszołomienie. Mieszkając z Sorentimi, zdążyła już przywyknąć do wszystkich tych dziwnych zmian, które zaszły w niej za sprawą tej dziwnej, nietypowej przemiany, którą zapoczątkował Carlos, ale dla kogoś, kto dobrze ją znał, zetknięcie z jej „nową” osobą musiało być szokiem. Czuła, że wodził wzrokiem po jej twarzy i sylwetce, zwracając uwagę na mokre włosy i klejące się do ciała ubranie.
Nerwowym gestem odgarnęła wilgotną grzywkę z czoła. Wzdrygnęła się, kiedy Alex praktycznie bezwiednie zaczął wystukiwać jakiś nerwowy rytm, uderzając palcami o ciemną karoserię samochodu, po czym prawie natychmiast wzięła się w garść. Wciąż czuła się rozbita, wystawiona na wpływ tych wszystkich sprzecznych ze sobą emocji, ale starała się o tym nie myśleć, koncentrując na podszeptach zdrowego rozsądku. Musiała nad sobą zapanować i coś wymyślić, ale… naprawdę nie potrafiła – i chyba nie chciała.
– Co tutaj robisz? – zapytała w końcu, nie będąc w stanie dłużej znieść panującej ciszy.
– Tobie mógłbym zadać to pytanie – stwierdził i nagle skrzywił się, potrząsając głową tak energicznie, że poczuła na policzkach krople deszczu, które strząsnął. – Naprawdę chcesz rozmawiać w takich warunkach? Niech to szlag! – warknął nagle i bezceremonialnie chwycił ją za ramię, niemal siłą zmuszając do tego, by jednak zajęła miejsce pasażera w samochodzie.
Kolejny raz mogła mu się przeciwstawić, ale coś w niej nie chciało tego robić. Wypuściła powietrze ze świstem, po czym – próbując samej sobie wytłumaczyć, co takiego robi – wsiadła do auta, rozsiadając się wygodnie na miękkim, obitym imitacją skóry fotelu. Czuła zapach deszczu i jakiegoś taniego odświeżacza powietrza, mieszających się z jeszcze intensywniejszą słodyczą krwi Alexa. Ten zapach wbrew wszystkiemu był znajomy, tak jak i ostra woń wody po goleniu – chyba nawet tej samej, którą jakiś czas wybierały z Mary w jednej z drogerii, szukając jakiegoś wyszukanego prezentu na urodziny. Teraz nawet to wspomnienie wydawało się tak bardzo odległe, jakby wydarzyło się w jakimś innym życiu, co do pewnego stopnia wydało się dziewczynie przerażające.
Podskoczyła na swoim miejscu, słysząc trzask zamykanych drzwi. Nie minęło pół minuty, jak Alex – przemoczony i wyraźnie spięty – zajął miejsce tuż obok niej. Spojrzała na niego z wahaniem, zmartwiona tym, że z jękiem oparł głowę o kierownicę, nagle nieruchomiejąc. Chwilę siedział w takiej pozycji, skoncentrowany przede wszystkim na łapaniu oddechu, zanim zdecydował się wyprostować i – wcześniej włączywszy wycieraczki – odpalił silnik, nagle ostro ruszając do przodu.
– Co ty robisz? – zaniepokoiła się, okręcając na swoim miejscu w taki sposób, żeby móc na niego spojrzeć. Przecież nie powiedziała, że gdziekolwiek z nim pojedzie! – Alex, do cholery… – warknęła i zaraz zamilkła, kiedy gwałtownie skręcił w jedną z opustoszałych, bocznych uliczek, zaledwie kilkanaście metrów od miejsca, w którym stali do tej pory.
– Daj mi się uspokoić – przerwał spiętym tonem. Wzdrygnęła się, kiedy nagle wcisnął hamulec, a autem szarpnęło tak gwałtownie, że aż zarzuciło nią do przodu. Nerwowo wpiła palce w tapicerkę, chyba jedynie cudem nie przesadzając z wciąż przerastającą jej zdolności pojmowania siłą. – Cholera jasna…
– Co? – ponagliła go, coraz bardziej zaniepokojona. Ona miała prawo być roztrzęsiona, ale jego zachowanie było co najmniej dziwne. – Alex…
– Po prostu musiałem cię stamtąd zabrać, okej? – Potrząsnął z niedowierzaniem głową. – Przepraszam cię, ale jestem zdenerwowany. A ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że… Alyssa, do diabła, sądzisz, że jak się poczułem, kiedy nagle zobaczyłem cię zapłakaną podczas ulewy? Co ty sobie właściwie myślałaś, dziewczyno? Zniknęłaś na tyle czasu, a teraz wracasz i… Cholera, Mary do mnie dzwoniła i jeśli mam być szczery, wcale nie brzmiała lepiej od ciebie. Co tu się, kurwa, dzieje? – zapytał i znowu spojrzał na nią w ten zdystansowany, przenikliwy sposób. Zwłaszcza kiedy zaczynał zadawać pytania, trudno jej było zapomnieć o tym, że miała przed sobą młodego, aczkolwiek doświadczonego policjanta. – Na dodatek wcześniej zniknęłaś bez słowa. Zdajesz sobie sprawę z tego, co przechodziliśmy Mary i ja?
Zwłaszcza jego ostatnie słowa sprawiły, że cała zesztywniała, nagle wytrącona z równowagi – i to w większym stopniu, niż kiedy go zobaczyła albo usłyszała padające z jego ust przekleństwo. Nie powiedział tego wprost, ale nie było takiej potrzeby – tak jak i nigdy nie musiał wspominać, kiedy myślał o siostrze, by zorientowała się, co takiego chodzi mu po głowie. Ta jedna kwestia wydawała się aż nazbyt oczywista, a Alyssa dosłownie zastygła w bezruchu, w końcu uprzytomniając sobie, co takiego musiało mu chodzić po głowie.
Ze świtem wypuściła powietrze, czując narastające poczucie winy. Kwestia Nicholasa, Carlos, wszystkie te dotychczasowe problemy… To w jednej chwili przestało mieć znaczenie, a Ali poczuła się tak, jakby ostatnie tygodnie nie miały miejsca. Siedziała w tym samochodzie, spoglądając na rozeźlonego Alexandra i czując się jak jakaś niesforna nastolatka, która po raz kolejny wystawiła nerwy swojego opiekuna na próbę. Czasami nie pojmowała tego, jak przewrażliwiony potrafił być Alex, kiedy chodziło o bezpieczeństwo jej albo Mary, ale to nie przeszkadzało w traktowaniu go jak starszego brata. Znał je obie od dziecka i nawet teraz, kiedy już nie było Jessie, wydawał się brać odpowiedzialność za to, co się z nimi działo…
A może zwłaszcza od chwili jej śmierci, chociaż nigdy nie zapytała go o to wprost.
Nieważne. Potrafiła zrozumieć, że Alex się o nią martwił – czasem miała wrażenie, że ona i Mary zastępowały mu zmarłą siostrę – ale to nie była jej wina. Co mogła poradzić na to, że już nic w jej życiu nie było takim, jakim powinno być? Nie miała wpływu na pojawienie się Carlosa i całe to szaleństwo, w które ją wciągnął. Nie mogła wiedzieć, że atrakcyjny mężczyzna, który tak nagle się nią zainteresował, w rzeczywistości okaże się jakąś krwiożerczą bestią, która będzie pragnęła jej życia – a może nawet czegoś więcej, bo wolała nie zastanawiać się, co planował zrobić z nią Dorian tamtego wieczora. Nikt nie zapytał ją, czego tak naprawdę chciała, a najważniejsze decyzje, które ostatecznie zaważyły na całym jej życiu, zostały podjęte gdzieś za jej plecami, nie pozostawiając innego wyboru, poza zaakceptowaniem czegoś, co ją przerastało – i co z dnia na dzień miało zostać jej codziennością.
– Jestem cała, Alex – powiedziała cicho, tak łagodnie, jak tylko było to możliwe. Dotknęła jego ramienia, sprawiając, że jak na zawołanie przeniósł na nią wzrok. – Ja tylko…
– Kiedy zniknęłaś, myślałem, że trafi mnie szlag. Uspokajałem Mary, ale prawda była taka, że dla mnie to też jakiś koszmar – przerwał, bez większego problemu po raz kolejny zamykając jej usta. – Szlag, Alyssa, byłem przekonany, że po raz kolejny szukam trupa!
– Nie jestem Jessicą – nie wytrzymała, nagle tracąc cierpliwość. Prawie natychmiast pożałowała swoich słów, kiedy ciemne oczy Alexa pociemniały jeszcze bardziej, ale już było za późno na to, by mogła się powstrzymać. – Przepraszam. Po prostu zrozum, że wszystko ze mną w porządku. Ja tylko…
– Tylko z dnia na dzień wywróciłaś swoje życie do góry nogami. Jasne. – Alex zacisnął usta. – Jak sobie tam chcesz, Alysso, tym bardziej, że ludzie się zmieniają… Szkoda, że czasami zapominają nam o tym powiedzieć – mruknął, chyba bardziej do siebie niż do niej, ale i tak doskonale go usłyszała.
Nie patrzył na nią, ale wyraz jego twarzy wydawał się mówić więcej niż pustka w spojrzeniu. Był zdenerwowany i to wydawało się tak oczywiste, jak konieczność oddychania, czy zmieniające się według określonego cyklu pory roku. W porządku, jeśli spojrzeć na to z perspektywy jego czy Mary, miał prawo się na nią złościć, ale to i tak nie było sprawiedliwe. Takie oskarżenia również, bo wcale nie czuła się samolubną idiotką, której z dnia na dzień odbiło. Nie znali jej? Była ostatnią osobą, która pozwoliłaby, żeby jakikolwiek facet zawrócił jej w głowie. Nigdy sama z siebie nie porzuciłaby tych, których kochała, a jednak oni…
A co innego mają myśleć, głupia?, warknęła na siebie w duchu. Tak zresztą jest lepiej…
Lepiej? Nie miała pojęcia dla kogo, bo na pewno nie dla niej. Jak na złość, nie mogła zaprzeczyć, że podtrzymywanie iluzji, w której do tej pory żyli Alex i Mary, było najlepsze, nawet jeśli sprawiało każdemu z nich niemal fizyczne cierpienie. Z drugiej strony, to i tak wydawało się lepsze niż piekło, które zafundowałaby im, gdyby poznali prawdę. Pomijając słowa Carlosa, które wracały do niej niemal przez cały ten czas, było jeszcze czyste przerażenie, które ogarniało ją za każdym razem, kiedy myślała, że mogłaby wciągnąć w całe to szaleństwo swoich bliskich. Sama ledwo sobie radziła z tym, co przez ostatnie tygodnie było jej życiem, a przecież nawet nie była człowiekiem – już nie.
Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, po czym pośpiesznie zamrugała, zaskoczona pieczeniem pod powiekami. Spróbowała dyskretnie otrzeć oczy, ale Alex i tak na nią nie patrzył, udając zainteresowanego czymś, co działo się w głębi ciemnej, opustoszałej uliczki. Milczenie wydawało się przeciągać w nieskończoność, doprowadzając ją do szaleństwa i sprawiając, że miała ochotę wysiąść i raz jeszcze rzucić się do biegu, podążając gdzieś na oślep przed siebie. Zaczynała mieć tego wszystkiego dość, zmęczona udawaniem, nowym życiem i tymi wszystkimi wątpliwościami, które nachodziły ją za każdym razem, kiedy zmuszona była odtworzyć w pamięci te wszystkie pytania bez odpowiedzi.
– Jesteś przynajmniej szczęśliwa?
Pytanie Alexa ją zaskoczyło, chyba nawet bardziej niż to, że tak nagle zdecydował się do niej odezwać. Poderwała głowę, ale on wciąż na nią nie patrzył, skoncentrowany na przedniej szybie, chociaż wątpiła w to, by cokolwiek widział. Strugi lodowatej wody spływały po szybie, znacznie ograniczając widoczność i sprawiając, że zinterpretowanie niewyraźnych kształtów i kolorowych plam, które majaczyły gdzieś na zewnątrz, wydawało się co najmniej problematyczne.
Zawahała się, szukając w głowie najodpowiedniejszej odpowiedzi. Gdyby zaprzeczyła, wtedy być może mogłaby…
– Tak. – Krótka, pozbawiona jakichkolwiek głębszych emocji odpowiedź. Po prostu stwierdzała fakt, chociaż jej słowa brzmiały niczym wierutne kłamstwo i nawet nie musiała się zastanawiać, by wyjaśnić sobie, skąd brało się to wrażenie. – Tak, jestem.
– W takim razie, co tutaj robisz? I dlaczego znowu zaczynasz płakać? – zapytał, a ona wzdrygnęła się, zaskoczona jego spostrzegawczością.
Myśl, Alyssa, myśl… Tak właściwie, to od kiedy jej zdrowy rozsądek brzmiał w równie irytujący i niemal władczy sposób, co w wielu przypadkach Carlos?
– To nic takiego – powiedziała, wzdychając przeciągle. – Gorszy dzień. Ja… Po prostu pokłóciłam się z moim chłopakiem – skłamała i prawie udało jej się uśmiechnąć, bynajmniej nie w radosny sposób. Tak po prawdzie, to miała ochotę roześmiać się histerycznie, zwłaszcza kiedy dostrzegła malującą się na twarzy Alexa konsternację. – Zdenerwował mnie tym, że musimy tutaj zostać. Już dawno powinniśmy być w Nowym Jorku, ale tu niedaleko mieszka jego rodzina… Mieliśmy zostać tylko kilka dni, ale wyszło jak wyszło – wyjaśniła, samą siebie zaskakując tym, że zdołała wymyślić dość wiarygodne kłamstwo na poczekaniu. Była w tym coraz lepsza, ale wcale nie czuła się z tego powodu dumna.
No cóż, musiała być dobra. W końcu dziennikarze zawsze umiejętnie ubarwiali swoje artykuły, więc bogata wyobraźnia zawsze była mile widziana…
Gdyby teraz sama potrafiła w to uwierzyć, wtedy naprawdę byłaby wniebowzięta.
– Hm… Nazwisko? – mruknął nieco złośliwym tonem Alex, a ona spojrzała na niego podejrzliwe, nie kryjąc zaskoczenia.
– Co? – zaniepokoiła się.
Alex parsknął nieco wymuszonym śmiechem.
– Alyssa, kochanie, zapominasz z kim masz do czynienia – przypomniał jej i westchnął przeciągle. – Bajerować to my, ale nie nas. Mary mogłaś do siebie zrazić, ale ja jestem na tyle upierdliwym dupkiem, by tak czy inaczej chcieć wtrącać się w twoje życie. Z góry proszę o wybaczenie, jeśli pozwolę sobie trochę powęszyć – dodał, a ona wzdrygnęła się i zesztywniała, nagle coś sobie uprzytomniając.
– Alexandrze Malone, czy ty właśnie oczekujesz, że pozwolę ci sprawdzać mnie i mojego ewentualnego faceta? – wyrzuciła z siebie na wydechu, dopiero po chwili w pełni przyjmując do świadomości sens swoich własnych słów.
– Mówisz tak, jakbyś mnie nie znała. – Alex wywrócił oczami. – To nic takiego. Swoją drogą, jesteś mi to winna po tych wszystkich tygodniach. Sam nie wiem, czego oczekiwałem po telefonie Mary, ale… Broń Boże, bym się spodziewał, że wpadnę na ciebie i to na dodatek całą zapłakaną – wyjaśnił, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Alysso, nie patrz tak na mnie. Wybacz staremu policjantowi zboczenie zawodowe… – dodał, a ona sam już nie była pewna, czy powinna się śmiać, czy może płakać.
– Alex, do cholery! – jęknęła i zaczepnie klepnęła go w ramię. – Ja ci dam zboczenie zawodowe. Doprawdy, jak tak dalej pójdzie, nie będziesz miał okazji powiedzieć o sobie „stary”, poza tym… – zaczęła i chciała dodać coś jeszcze, ale nie miała po temu okazji.
Najpierw doszedł ją cichy szelest, a potem przenikliwy, metaliczny dźwięk, dobiegający gdzieś z głębi uliczki. Zesztywniała i wbiła wzrok w ciemność, z pewnym wysiłkiem dostrzegając coś, co wyglądało jak powalone kosze na śmieci, chociaż nie miała pewności. Serce waliło jej jak oszalałe, zdradzając zdenerwowanie, ale nim zdążyła stwierdzić, czy ma powody do niepokoju, coś innego przykuło jej uwagę.
Gdzieś przed nimi pojawiła się jakaś postać. Przez ścianę deszczu, była w stanie dostrzec jedynie zarys smukłej, bez wątpienia kobiecej sylwetki, a przynajmniej takie miała wrażenie. Nie widziała twarzy, a jednak wszystko w niej aż krzyczało, że stojąca kilkanaście metrów dalej kobieta na nią patrzy i to samo w sobie wystarczyło, żeby włoski na jej ramionach i karku stanęły dęba. Nie potrafiła tego opisać, ale…
– Alex… – szepnęła i wzdrygnęła się, kiedy ciepła dłoń nagle wylądowała na jej ramieniu.
Zerknęła na swojego towarzysza, chcąc powiedzieć mu, by natychmiast odpalił silnik i stąd odjechał, ale Alexander nie miał takiego zamiaru. Zanim zdążyła go powstrzymać, już otwierał drzwi od samochodu, zamierzając wydostać się na zewnątrz.
– Zostań tutaj – nakazał jej stanowczo, tak spiętym tonem, że nie miała odwagi jakkolwiek się jego słowom sprzeciwić.
Zanim zdążyła otrząsnąć się na tyle, by mu opowiedzieć, Alex zdążył wydostać się na zewnątrz, zatrzaskując za sobą drzwi. Alyssa skuliła się na swoim miejscu, czując się jak sparaliżowana, chociaż to wydawało się bez sensu, a ta kobieta…
A potem w jej umyśle pojawiła się ta myśl – jedna i niejako zmieniająca wszystko, choć nie miała pewności, dlaczego czuła się tak niespokojna.
Uciekaj…
Wahałam się, czy powinnam od razu przejść do tego rozdziału, ale… w sumie, to czemu nie? Tym razem bez przeciągania, bo to nie ma sensu, zresztą to już chyba naturalne, że jak się wali, to wszystko. Najbliższe rozdziały będą dość intensywne, a ja koło trzydziestego rozdziału w końcu sporo wyjaśnię – a przynajmniej mam taką dzieję ;>
Jak zwykle dziękuję, że jesteście, bo to dla mnie bardzo ważne. Tak więc zostawiam to tutaj i do napisania!

1 komentarz:

  1. O, najpierw Mary później Alex. W innych okolicznościach pewnie cieszyłaby się ze spotkania z przyjaciółmi. Nie dziwię się, że Alex zareagował jak zareagował - z jednej strony czuje ulgę, że Aly jest cała i zdrowa, a z drugiej zniknęła na tak długo i zraniła ich wszystkich. Ale tak uważam, że to że mimo swojego bólu dopytywał, czy Alyssa jest szczęśliwa w swoim nowym życiu świadczy, że jest prawdziwym przyjacielem. Nawet jeśli w normalnej sytuacji trochę upierdliwym, biorąc pod uwagę, że chciał ją sprawdzać xD
    Instynkt gliniarza może mu nie wyjść na dobre. Coś czuję, że nie będą mieć do czynienia z ludźmi. Może ta dziewczyna to Chloe? Może w końcu Alyssa została znaleziona przez tych, o których mówił Carlos?

    OdpowiedzUsuń