09.02.2017

Rozdział XXVIII

ALYSSA
W jednej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie. Skyler roześmiała się, a potem w końcu puściła Alyssę, by z tym niebezpiecznym, nieco szalonym uśmiechem, skoczyć do przodu – tak szybko, że nawet wyostrzone zmysły zdały się na nic, a Ali w zdenerwowaniu zobaczyła jedynie błyskawicznie przemieszczającą się, zamazaną plamę. Dostrzegła również błysk satysfakcji w lśniących oczach Carlosa, który natychmiast odpowiedział na atak, poruszając się równie szybko i z – przyznajmy – wyjątkową wręcz gracją, której niejeden człowiek mógłby mu pozazdrościć.
Kimkolwiek była Skyler, najwyraźniej pozostawała równie sprawna i niebezpieczna, co i wampir. Wrażenie było takie, jakby czas nagle cofnął się o kilka tygodni, a ona znów była w tym ciemnym lesie na obrzeżach Seattle, podczas gdy Carlos ratował jej życie, bez chwili wahania rzucając się do walki z Dorianem. Różnica leżała w tym, że to już nie był las, ale opustoszała uliczka, a ona nie była niczego nieświadomą, bezradną dziewczynką, która mogła tylko patrzeć, bezskutecznie próbując zwalczyć narastające w niej z każdą kolejną sekundą pragnienie natychmiastowej ucieczki. Co więcej, tym razem nie chodziło wyłącznie o nią, ale również o Alexandra, który był nieprzytomny albo…
Nie, był nieprzytomny. Innej możliwości nawet nie chciała brać pod uwagę.
– Alyssa, wynocha! – syknął z rozdrażnieniem Carlos, lądując w kucki gdzieś w głębi uliczki, gdzie przyczaił się, uważnie śledząc kolejne ruchy Skyler.
Kobieta metodycznie krążyła od jednej kamiennej ściany do drugiej, niczym jakieś dzikie, zamknięte w klatce zwierzę. Sam Carlos sprawiał wrażenie niebezpiecznego i absolutnie nieludzkiego, blady i ciemnowłosy, z tym dzikim błyskiem w oczach. To mogłoby być nawet przerażające, gdyby wampir akurat nie stanowił jej jedynego wybawienia, a ona nie czuła się zbyt zaniepokojona stanem Alexa, by zwracać uwagę na cokolwiek innego.
Puściła słowa mężczyzny mimo uszu, co prawda ruszając się z miejsca, ale nie po to, żeby gdziekolwiek uciekać. Starając się kontrolować sytuację, powoli przesunęła się w stronę samochodu i Alexa, chcąc w pierwszej kolejności zapewnić mu bezpieczeństwo. Mogła się założyć, że Carlos nie miał takiego zamiaru, przejęty jedynie nią i to najpewniej nie przez wzgląd na to, że darzył ją jakąś szczególną sympatią. Nie miała pojęcia, skąd tak nagle się tutaj wziął, ale w gruncie rzeczy wcale jej to nie interesowało, zresztą nie sądziła, by pobudki jej stwórcy były jakoś szczególnie istotne. Dla jej przyjemności mógł ją nawet śledzić, jeśli tylko zapewniłby jej okazję do tego, żeby pomogła Alexandrowi i znalazła sposób na ewakuowanie z tego miejsca zarówno jego, jak i siebie.
Usłyszała ciche przekleństwo, ale zamierzała się tym nie interesować. Owszem, w chwili, w której Carlos pojawił się w tej uliczce, przez ułamek sekundy miała ochotę płakać z radości albo rzucić się wampirowi na szyję i mocno go ucałować, ale to był wyłącznie akt desperacji, nic więcej. Ta kobieta, Skyler, była niebezpieczna i to było wiadome już od chwili, w której Ali zobaczyła ją po raz pierwszy. Alyssa nie miała pojęcia, co by się stało, gdyby jednak zdecydowała się odejść ze Skyler, ale czuła, że nie byłoby to nic dobrego, nie wspominając o losie, który w takim wypadku czekałby Alexa. Co prawda w najlepszym wypadku zostawiłaby go w tej uliczce, a prędzej czy później doszedłby do siebie albo ktoś inny zdecydowałby się mu pomóc, ale bardziej prawdopodobne wydawało się to, że nieśmiertelna pofatygowałaby się o pozbycie jedynego świadka, który ją widział.
Wszystko działo się bardzo szybko, ale nawet zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo nieprzewidywalne potrafiły być istoty takie jak Carlos i – niewątpliwie – ta kobieta, nie wpadłaby na to, co wydarzyło się chwilę później. Kątem oka wychwyciła gwałtowny ruch, kiedy Skyler przemieściła się, szykując do kolejnego ataku; ciemne, przemoczone włosy kobiety falowały za sprawą pędu, kiedy raz jeszcze rzuciła się przed siebie, próbując znaleźć najdogodniejszy sposób na to, żeby spróbować zaskoczyć przyczajonego w mroku Carlosa…
…i w następnej sekundzie wylądować na czterech łapach, w postaci pantery o tak oszałamiającej, srebrzystobiałej sierści, że Alyssa aż krzyknęła i zatoczyła się do tyłu, całkowicie wytrącona z równowagi.
To nie miało prawa się dziać, ale Skyler najwyraźniej jeszcze nie miała o tym pojęcia. Mrucząc z lubością, niczym rozochocone kocię a nie śmiertelnie niebezpieczny drapieżnik, pantera przeciągnęła się i zaczęła z wolna krążyć, stawiając kolejne kroki z taką gracją i rozmysłem, że wręcz nieprawdopodobnym wydawało się to, iż mogłaby być prawdziwa. Sam widok tak majestatycznego, pięknego i zarazem niebezpiecznego zwierzęcia w małej, obskurnej uliczce, wydawał się nierealny, prawie jak sen, choć może lepszym określeniem byłby „koszmar” – tym bardziej, że zamiary tej istoty zdecydowanie nie były dobre, a tym bardziej nie niosły ze sobą poczucia bezpieczeństwa.
Skyler (łatwiej było myśleć o niej Skyler, choć do Alyssy wciąż nie dochodziło to, że nadal miała przed sobą tę niezwykłą kobietę) wydała z siebie nieludzki, przyprawiający o dreszcze pomruk, po czym praktycznie bez ostrzeżenia zwróciła głowę w stronę zastygłej w bezruchu dziewczyny. Jakby mało było, że przemiana w zwierzę była ostatnią rzeczą, na którą Ali była gotowa, dodatkowo zaskoczył ją nieziemski odcień pary wpatrzonych w nią tęczówek – nie stalowoszarych, ale tak przeszywająco niebieskich, że aż zakręciło jej się w głowie. Momentalnie pomyślała o Nicholasie, swoim śnie i spadaniu, ale zaraz odrzuciła od siebie podobne myśli, bo w gruncie rzeczy te oczy były zupełnie inne, miejscami swoim odcieniem wpadając w zieleń, poza tym, co najważniejsze, nie patrzyły na nią w ten czuły, przyprawiający o palpitacje serca i przyśpieszający oddech sposób.
To niemożliwe, niemożliwe…, tłukło się Alyssy w głowie, ale pewnie nawet gdyby powtarzała te słowa aż po kres wieczności, to niczego by nie zmieniło. Szlag, ledwo oswoiła się z myślą o tym, że na świecie istnieją nieśmiertelni, całkowicie różni od zwykłych ludzi i że teraz sama do nich należała! Jakby mało jej było Carlosa, jego niedopowiedzeń, Nicholasa i tego, że tak po prostu została zmuszona, by odrzucić swoje dotychczasowe życie, teraz jeszcze musiała pojawić się ta kobieta, na dobre zakończenie kolejnego nienormalnego dnia, na jej oczach zacząć przeistaczać się w zwierzę!
No cóż, w końcu ciekawych doświadczeń nigdy dość.
– Carlos… – wyszeptała zmartwiałymi wargami, instynktownie cofając się o krok, choć jakaś jej cząstka stanowczo protestowała przed takim rozwiązaniem. W końcu drapieżników nigdy nie należało prowokować, ale…
Oddech jeszcze bardziej jej przyśpieszył, co chyba nie zrobiło większego wrażenia na Skyler. Biała pantera uniosła ogon, machając nim na prawo i lewo, tak szybko, że ze świstem przeciął powietrze, zamieniając się w srebrzystobiałą zamazaną smugę. Obnażyła niebezpiecznie ostre zęby, po czym zrobiła kolejny krok do przodu, zmierzając w stronę zesztywniałej Alyssy. Teraz znajdowała się idealnie w połowie dystansu, który łączył Ali i Carlosa, zwrócona plecami do wampira, co zdecydowanie nie było mądre, ale gotowe do skoku zwierzę najwyraźniej nie czuło się nawet w niewielkim stopniu zagrożone.
Ali uniosła głowę, by w co najmniej spanikowany sposób spojrzeć na Carlosa. Mężczyzna lekko potrząsnął głową, nakazując jej milczenie; wzroku prawie wcale nie odrywał od Skyler, nie tyle zaniepokojony, co wyraźnie rozdrażniony tym, że ktokolwiek mógłby traktować go w ten sposób. Carlos rzadko okazywał emocje, zwłaszcza te najbardziej skrajne, ale tym razem nawet nie próbował się hamować, dzięki czemu Alyssa nie miała wątpliwości, że Skyler nie była przypadkową przeciwniczką. Już pomijając to, że wampir znał jej imię, nie mogła zapomnieć, że ta kobieta przyszła po nią, nie wspominając o tym, że nazywała ją w ten dziwny sposób…
Och, Carlos przecież też nazywał ją „księżniczką”. Wcześniej uznała to za próbę zdenerwowania jej, tym bardziej, że w jego wykonaniu brzmiało to równie pieszczotliwie, co i wzgardliwie, tak, że z równym powodzeniem mógłby mówić do niej „idiotko”, ale kiedy myślała o tym teraz… Jeśli miała być szczera, nie była już pewna niczego, a niewiedza stopniowo doprowadzała ją do szaleństwa.
Deszcz wciąż padał, tak mocno i intensywnie, że stróżki wody zaczęły gromadzić się w rynsztokach, tworząc coraz bardziej okazałe kałuże. Alyssa nie była pewna, co to właściwie oznacza i dlaczego towarzyszyło jej irracjonalne poczucie, iż to, co wydawało się ciągnąć w nieskończoność, w rzeczywistości trwało zaledwie kilka sekund, ale to pozostawało najmniej istotne. Całą swoją uwagę koncentrowała na Skyler, zwłaszcza kiedy zauważyła, jak biała pantera napina mięśnie, szykując się do skoku. Zastygła w bezruchu, gotowa do natychmiastowej ucieczki, nawet mimo obecności Carlosa, ale nim zdążyła dobrze zastanowić się nad tym, co się działo, zwierzę nagle zaatakowało – z tym, że jego celem wcale nie była Alyssa.
To były zaledwie ułamki sekund, ale zapamiętała je z taką dokładnością, jak i tę noc, w którą przestała być człowiekiem. Kiedy Skyler skoczyła w stronę Alexa, zareagowała tak instynktownie, że nawet nie zorientowała się, kiedy właściwie ruszyła się z miejsca. W jednej chwili stała pod ścianą, a w następnej zmaterializowała się tuż przed panterą, gotowa przyjąć uderzenie, nawet jeśli jej na wpół ludzkie ciało miałoby na tym ucierpieć. Chyba powinna się bać, ale czuła przede wszystkim narastający z każdą kolejną sekundą gniew, jakże podobny do tego, którego doświadczyła już wcześniej. Wszystko jak na zawołanie zabarwiło się na czerwono, ale tym razem przyjęła to niemalże z ulgą, jakby ta złość była czymś więcej, niż reakcją nowo narodzonej na jakiekolwiek zagrożenie. Co więcej, uczucie nie zniknęło samo z siebie, jak to było wcześniej, kiedy w jednej chwili chciała ze Skyler walczyć, a w następnej stała bezradna, gotowa podporządkować się woli kobiety, niezależnie od tego, jaka by ona nie była. W tamtej chwili coś w niej pękło, a Ali nie potrafiła się temu oprzeć, pozwalając, by to dziwne uczucie – niosące ze sobą zarówno oślepiający gniew, jak i oszałamiającą wręcz siłę – przejęło nad nią kontrolę, sprawiając, że przez krótką chwilę poczuła się kimś zupełnie innym.
– Stój!
Chyba podświadomie czuła, że Skyler usłucha, ale do samego końca mimo wszystko i tak wyczekiwała towarzyszącego uderzeniu bólu. Aż nazbyt wyraźnie widziała napinające się pod srebrzystobiałym futrem mięśnie oraz pazury, zdecydowanie ostrzejsze niż w przypadku normalnego zwierzęcia. Skyler była silniejsza, bardziej niebezpieczna i zdecydowana, by zabić, przez co aż nieprawdopodobnym wydawało się, żeby cokolwiek mogło ją zatrzymać.
A jednak w odpowiedzi na słowa Alyssy przystanęła, chyba jedynie cudem będąc w stanie wytracić prędkość. Zrezygnowała z ataku, miękko lądując na czterech łapach, zaledwie kilka metrów od zastygłej w bezruchu dziewczyny. Patrzyły na siebie, obie równie zdenerwowane i zagniewane, dosłownie przenikając się spojrzeniami, co robiło wrażenie zwłaszcza w przypadku całkowicie ludzkich oczu Skyler – pary niebieskozielonych tęczówek, osadzonych w ciele zwierzęcia. Pantera zamarła, wciąż przyczajona i wyraźnie podenerwowana, co było widać w niemalże każdym, nawet najbardziej subtelnym ruchu. Ali doskonale widziała najeżone futro, drgające mięśnie, uważnie śledzące każdy jej ruch jasne, przenikliwe oczy… Wszystko to wydawało się wręcz krzyczeć, że kobieta ma ochotę rzucić się komuś do gardła, a jednak nie ruszyła się nawet o milimetr, posłusznie nieruchomiejąc pod ostrym spojrzeniem Alyssy.
Zauważyła, że tkwiący na swoim miejscu Carlos drgnął nerwowo. Słyszała, że mruczał coś gniewnie, wydając się wyklinać na czym świat stoi, ale prawie nie zwracała na niego uwagi, przynajmniej do chwili, w której spróbował do niej podejść. Chociaż sensownym wydawało się, że chciał ją chronić, Alyssa instynktownie uniosła rękę, nakazując mu zostać na swoim miejscu. Spojrzał na nią tak, jakby całkiem już postradała zmysły i natychmiast otworzył usta, bez wątpienia gotów zacząć się kłócić, ale nie zamierzała pozwolić mu dojść do słowa:
– Nie, Carlos – ucięła, chociaż sama nie była pewna, co ma na myśli. Brzmienie jej własnego głosu ją zaskoczyło, tym bardziej, że słowa zabrzmiały tak zdecydowanie, że sama zapragnęła skulić się za sprawą rozkazu, który padł z jej ust. Nigdy wcześnie nie zwracała się do nikogo w taki sposób i choć do pewnego stopnia ten stan rzeczy ją przerażał, jednocześnie sprawiał, że czuła się… dobrze. – Masz zostać tam, gdzie stoisz – dodała, nawet nie próbując sprawdzać, czy usłuchał.
Jeszcze kiedy mówiła, zrobiła stanowczy krok naprzód, znacznie skracając dzielący ją i Skyler dystans. W najzupełniej naturalny sposób ugięła nogi w kolanach, niemal z gracją kucając, by bez przeszkód spojrzeć wprost w te lśniące, niezwykłe oczy. Mogła tylko zgadywać, co takiego wyrażała jej twarz, ale dawno nie czuła się tak zdecydowana i wściekła zarazem. W zasadzie nie doświadczyła podobnego stanu nigdy wcześniej, choć coś zbliżonego chyba miało miejsce przed domem Sorentich, kilka tygodni wcześniej, kiedy pogardliwe traktowanie Carlosa całkiem wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że miała ochotę go… zabić.
Pośpiesznie odrzuciła od siebie niechciane myśli, koncentrując się na Skyler i emocjach, które względem niej odczuwała. Ta istota chciała skrzywdzić Alexandra i ją, a to…
To zdecydowanie nie było akceptowalne, zwłaszcza z jej perspektywy.
– Masz go zostawić – powiedziała cicho. Kolejne słowa wydawały się ginąć w łagodnym szumie wciąż padającego deszczu, ale nie miała wątpliwości, że kobieta doskonale ją rozumiała… Och, lepiej dla niej byłoby, gdyby słyszała. – Odsuń się, Skyler – powtórzyła z mocą.
Miała wrażenie, że trwało to całą wieczność, niemniej pantera usłyszała. Nienaturalne, ale wciąż ludzkie oczy nadal wydawały się przeszywać Alyssę na wskroś, kiedy zwierzę zrobiło pierwszy krok w tył, kuląc się i wydając się toczyć wewnętrzną walkę, której rezultatów dziewczyna mogła się tylko domyślać. Nie była pewna, skąd to wie, ale czuła, że w tym przypadku istotny jest każdy, nawet najmniej rzucający się w oczy gest – od jeżącego się mimo ulewy futra, poprzez drgające mięśnie i nerwowe ruchy ogona. Ludzie nie porozumiewali się ze sobą w ten sposób, ale kiedy do głosu dochodził instynkt, wszystko się zmieniało i chyba właśnie na tym polegała najistotniejsza różnica pomiędzy człowieczeństwem a istotami nieśmiertelnymi.
Wraz z kolejnym krokiem w przód, jeszcze bardziej skróciła dystans pomiędzy sobą a Skyler. Czuła, że ryzykuje i w innym wypadku bez wątpienia doszłaby do wniosku, że postępuje głupio, ale nie tym razem. To był rodzaj dotychczas zgubnej pewności siebie, której nigdy dotąd nie zaznała, a która podobała jej się w równym stopniu, co i nagłe poczucie władzy albo wrażenie, że jest w stanie przejąć kontrolę nad sytuacją. Co więcej, ten jeden raz była w stanie ochronić kogoś, kto był dla niej ważny, Skyler z kolei zaczęła jej się nagle jawić jako nic nieznacząca, słabsza od niej istota, która nie tylko nie miała prawa jej skrzywdzić, ale wręcz powinna się przed nią płaszczyć. Powinna, ponieważ…
Zabij ją. Zabij ją, Alysso… Ukarz, bo ona nie powinna…
Zabij.
Zacisnęła powieki, po czym nieznacznie potrząsnęła głową. Wciąż nie odrywając wzroku od przyczajonej przed nią pantery, raz jeszcze spojrzała stworzeniu w oczy, decydując się odezwać:
– Skyler – powiedziała z naciskiem i tym razem doznała niemałego szoku, kiedy grzbiet pantery drgnął, jakby ta tylko siłą woli utrzymywała się na nogach. Z równie przerażającą łatwością przyszło jej wyobrażenie sobie klęczącej przed nią Skyler, na dodatek niekoniecznie pod postacią zwierzęcia. – Teraz odejdziesz. I nigdy więcej nie tkniesz Alexa… Słyszysz? Nigdy! – rzuciła gniewnie, na moment tracąc panowanie nad własnym głosem. – Jeśli coś mu się stanie… Nie wiem, jak tego dokonam, ale przysięgam, że cię odnajdę – zapowiedziała i przez ułamek sekundy naprawdę czuła, że byłaby do tego zdolna.
Spojrzenie Skyler – choć ta wciąż pozostawała pod postacią drapieżnika – miało w sobie coś kpiarskiego, choć Alyssa nie przypuszczała, że jakiekolwiek zwierzę mogłoby patrzeć na kogokolwiek w taki sposób. To było niemal jak wyzwanie, które na moment znów wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że instynktownie spięła się, nagle zaniepokojona myślą, że kobieta jednak nie podda się tak łatwo i spróbuje ją zaatakować. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, wydając się utwierdzać Alyssę w przekonaniu, że to wcale nie jest takie proste, a Skyler za chwilę roześmieje się albo od razu rozpęta piekło, którego nie będzie w stanie powstrzymać nawet Carlos. Nie, skoro ten stał zdecydowanie zbyt daleko, by nawet przy swoich wampirzych zdolnościach być w stanie zareagować.
A potem – jak gdyby nigdy nic – pantera zadarła ogon i okręciwszy się wokół własnej osi, po prostu odeszła, w następnej sekundzie rzucając się do biegu. Chwilę później zniknęła gdzieś w mroku, równie nagle, co się pojawiła. Deszcz wciąż padał, zawzięcie atakując ziemię i sprawiając, że świat wyglądał zupełnie inaczej, zniekształcony przez ścianę spływającej wody. Wokół panowała cisza, choć ta już nie wydawała się aż do tego stopnia nienaturalna, jak jeszcze chwilę wcześniej, kiedy miało się wręcz ochotę wyć z rozpaczy, żeby tylko ten stan rzeczy przerwać. Alyssa wciąż odczuwała przejmujący chłód, niekontrolowanie drżąc na całym ciele, choć sama nie była pewna, czy to sprawka temperatury, deszczu, czy też tej niepojętej mieszaniny skrajnych emocji, których w żaden sposób nie potrafiła okiełznać, a tym bardziej zrozumieć.
W milczeniu powiodła wzrokiem dookoła, spoglądając kolejno na miejsce, w którym zniknęła Skyler, na uparcie milczącego Carlosa, zaparkowany samochód, a ostatecznie na wciąż nieprzytomnego Alexa. Z chwilą, w której dotarło do niej, że ten ostatni wciąż oddycha i że przynajmniej tymczasowo wszyscy byli bezpieczni, poczuła się trochę tak, jakby z ramion zdjęto jej olbrzymi ciężar. W tym samym momencie kolana ostatecznie ugięły się pod nią i byłaby upadła, gdyby nie dwie lodowate ręce, które w porę pochwyciły ją w pasie. Uniosła głowę, mimo padającego deszczu spoglądając wprost w ciemne oczy obejmującego ją Carlosa i próbując zrozumieć, jak to możliwe, że mimo tego, iż była przemoczona, jego objęcia wydawały jej się rozkosznie ciepłe.
– Carlos…? – wyszeptała z pewnym wysiłkiem. Lekko uniósł brwi, jakby zaskoczony tym, że w tej sytuacji mogłaby wypowiedzieć właśnie jego imię. – Co ja zrobiłam?
– Sam chciałbym to wiedzieć, księżniczko – stwierdził cicho, równie wytrącony z równowagi, co i ona, chociaż starał się tego nie okazywać. Zwykle jego zdolność do panowania nad emocjami doprowadzała ją do szaleństwa, ale tym razem wyjątkowo było jej to na rękę. Już i tak była zbyt przejęta, a więcej nerwów zdecydowanie nie było jej potrzebne.
Dziwnie zdezorientowana, spuściła wzrok.
– Dlaczego wciąż nazywasz mnie „księżniczką”? – zaryzykowała, nawet nie próbując na niego patrzeć.
Carlos westchnął cicho, ostatecznie rezygnując z prób postawienia jej do pionu. W zamian przykucnął tuż obok, wciąż ją podtrzymując i jakby od niechcenia chwytając za rękę.
– A dlaczego nie? – rzucił i niewiele brakowało, by roześmiała się histerycznie. Z drugiej strony z równym powodzeniem mogła spróbować go uderzyć, bo nie miała najmniejszych wątpliwości, że kłamał jak z nut.
– Carlos… – zaczęła raz jeszcze.
– Hm? – Wydawał się coraz bardziej niespokojny. – Alyssa, proszę… – westchnął, choć właściwie nie miała pewności, co takiego miał na myśli. Jakie to zresztą miało znaczenie w obecnej sytuacji?
Zmusiła się, by wziąć się w garść, po czym raz jeszcze spojrzała mu w oczy. Kiedy w końcu zdecydowała się odezwać, jej głos brzmiał zaskakująco wręcz spokojnie, a przy tym bardzo, ale to bardzo pewnie.
– Chyba masz mi coś do wyjaśnienia i to w tej chwili – oznajmiła z przekonaniem. – I naprawdę nie chcę słyszeć, że nie możesz albo nie chcesz.
Po jego minie poznała, że niezależnie od tego, co faktycznie myślał, musiał przyznać jej rację – i że taki stan rzeczy cholernie mu się nie podobał.
Kolejny rozdział – dość dynamiczny, a przynajmniej takie było pierwotne założenie. Niemniej ostateczną ocenę pozostawiam Wam, zresztą tak jak i zwykle ;) Dodam, że teraz już prosto do wyjaśnień, chociaż nie wiem, czy dzięki nim cokolwiek stanie się łatwiejsze. Jaśniejsze na pewno, ale nie byłabym sobą, gdybym właśnie nie planowała namieszać.
Z mojej strony to tyle. Jak zwykle dziękuję za to, że jesteście, a teraz… Do napisania!

4 komentarze:

  1. Co dopiero oswoiłam się z poprzednim rozdziałem, a tu już następny! :)
    Z czasem jest jeszcze więcej pytań niż na początku, ale ja tam uwielbiam takie historie. Fajnie, że się pojawił znów Carlos i mam nadzieję, że w następnym rozdziale też będzie, bo jest moim ulubieńcem. ^^
    Intrygująca jest Alyssa, albo w sumie to, kim była? Nie wiem jak to nazwać, bo nie wiem czy to jakieś wcielenie czy co... Pewnie kiedyś to wyjaśnisz. Obecnie odnoszę wrażenie, że mogła być demonem, albo miała z nimi coś wspólnego, skoro Skyler powiedziała, że się znały. No i mam gdzieś w pamięci scenę z Panem Ciemności, tak więc jakąś swoją teorię snuję, ale zobaczymy ile mi się z tym pokryje.

    Zauważyłam kilka literówek:
    „...jak bała pantera napina mięśnie, szykując się do skoku.” – chyba miało być „biała”.
    „Zrezygnowała z ataku, miękko lądując na czterech łapach, zaledwie kilka metrów od zastygłem w bezruchu dziewczyny” – a nie „zastygłej”?
    „Skyler z kolei zaczęła jej się nagle jawić jako nic nieznacząca, słabsza od niej istota, która nie tylko miała prawa jej skrzywdzić, ale wręcz powinna się przed nią płaszczyć” – a nie powinno być: „nie tylko nie miała prawa jej skrzywdzić”.

    Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za komentarz :3 Literówki zaraz poprawię – trochę odciążyłaś moją betę, bo Frix dopiero się za ten rozdział zabiera. Ech, zawsze coś namieszam ^^
      Cieszę się, że wciąż Ci się podoba :) Jestem też ciekawa teorii, tym bardziej, że rozdział 31 powinien przynieść konkretne odpowiedzi – to, kim jest Alyssa. Mam nadzieję, że mimo wszystko zaskoczę, chociaż przyznaję, że Twój tok rozumowania jest dobry :3
      Również pozdrawiam!

      Nessa.

      Usuń
  2. Podzielę się jedną, a co mi tam. ;)
    Alyssa była córką Lucyfera, która zakochała się w Nicholasie i coś tam się wydarzyło, że zginęła. No ale to tylko teoria. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tę teorię. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że chyba trafiłam z tempem… I że XXXI rozdział jak najbardziej będzie odpowiedni na wyjaśnienia :) Pozwól, że na razie nic więcej nie dodam, przynajmniej nie tutaj z oczywistych względów ^^

      Nessa.

      Usuń