16.02.2017

Rozdział XXIX

ALYSSA
Alyssa czuła się jak we śnie. Poruszała się z wysiłkiem, mając wrażenie, że od rzeczywistości oddziela ją gruba tafla szkła, której w żaden sposób nie była w stanie przeniknąć. W milczeniu oswobodziła się z objęć Carlosa i na chwiejnych nogach podeszła do nieprzytomnego Alexa, klękając u jego boku i praktycznie bezwiednie wplatając palce w ciemne, wilgotne włosy przyjaciela. Nie czuła krwi – nie świeżej, choć i ta w żyłach Alexandra wystarczyła, żeby rozbudzić najbardziej niebezpieczne, niechciane żądze – poza tym doskonale widziała, jak klatka piersiowa mężczyzny miarowo unosi się i opada w rytm oddechu. To wystarczyło, by ją uspokoić, o ile to w ogóle było możliwe w sytuacji, kiedy w głowie miała pustkę, a jedynym, czego tak naprawdę pragnęła, pozostawało zrozumienie. Chciała poznać prawdę, choć jednocześnie się jej obawiała, tak jak i własnych zachowań, które już dawno przekroczyły zdolności pojmowania Alyssy. Nic już nie miało sensu i chyba jedynie Carlos był w stanie wytłumaczyć jej to, co najbardziej ją niepokoiło – z tym, że wcale nie była pewna, czy może mu ufać.
Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie wampira. Zorientowała się również, że przemieścił się, kiedy z pewnym wysiłkiem spróbowała podnieść Alexa do pionu. Usłyszała, że westchnął cicho, ale ostatecznie stanął przy niej i z większą od niej wprawą podniósł wiotkie ciało, sprawiając przy tym wrażenie całkowicie spokojnego i rozluźnionego, choć zdawała sobie sprawę, że to tylko nic nieznaczące pozory. Carlos był zdenerwowany i bliski obłędu, ale starał się robić wszystko, by nie dać niczego po sobie poznać, w swoim zwyczaju zachowując się jak jakiś bezuczuciowy dupek. Zaczynał doprowadzać ją tym do szaleństwa, tak jak i kolejnymi niedopowiedzeniami, ale starała się to ignorować, raz po raz powtarzając sobie, że to i tak nie ma znaczenia. Jakby nie patrzeć, właśnie po raz kolejny ją uratował i to akurat teraz, kiedy naprawdę potrzebowała pomocy. Zawołała go, a on przyszedł i choć to nadal do niej nie docierało, musiała przyznać, że chyba nigdy nie czuła tak wielkiej ulgi, jak w chwili, w której zobaczyła Carlosa na końcu uliczki.
Wyprostowała się, nerwowo zaciskając usta i śledząc każdy kolejny krok wampira. Bała się tego, jak mógłby zareagować, tym bardziej, że miała okazję przekonać się, jak bardzo był niebezpieczny i nieprzewidywalny. Skoro dotychczas niepokoił go fakt tego, że najlepsza przyjaciółka mogłaby zbytnio się do niej zbliżyć, jak w takim razie mógłby zareagować, gdyby…?
– Ile on widział? – usłyszała i cała zesztywniała, mając ochotę wyklinać na czym świat stoi. To było ostatnie pytanie, które pragnęła usłyszeć.
– Prawie wszystko – wyszeptała tak cicho, że jej słowa praktycznie ginęły w szumie padającego deszczu, ale po sposobie, w jaki Sorenti zacisnął usta, Alyssa poznała, że doskonale ją zrozumiał. – Carlos… – westchnęła, robiąc nerwowy krok w jego stronę.
Carlos jęknął, potrząsając z niedowierzaniem głową. Dziwnie wyglądał, kiedy tak stał w strugach deszczu, trzymając na rękach nieprzytomnego Alexa, ale to było niczym w porównaniu z konsternacją, w którą wprawiała Alyssę cała ta sytuacja. Czuła narastający z każdą kolejną sekundą strach, mimo usilnych starań nie była w stanie zrobić niczego, co pozwoliłoby jej całe to szaleństwo zatrzymać. Co więcej bała się, co mógłby zrobić Carlos, tym bardziej, że nieprzytomny i przemoczony Alexander wydawał jej się nienaturalnie blady, drobny i absolutnie bezbronny, czego nie dało się powiedzieć o tak drapieżnej istocie, jaką był jej wybawca.
– Pięknie! – Wampir raz jeszcze potrząsnął głową. – Po prostu świetnie… W końcu w ostatnim czasie wszyscy narzekaliśmy na nadmiar wolnego czasu – mruknął chmurnie, nagle okręcając się na pięcie i szybkim krokiem ruszając w stronę zaparkowanego samochodu.
Zaniepokojona, natychmiast popędziła za nim. Zdenerwowany Carlos zdecydowanie nie wróżył niczego dobrego, a jeśli dodać do tego fakt, że Alex musiał być dla niego dość sporym problemem, mogła spodziewać się po zachowaniu wampira dosłownie wszystkiego. Tym bardziej zaskoczyło ją, że mężczyzna tak po prostu wepchnął jej przyjaciela na przednie siedzenie samochodu, po czym oparł się plecami o maskę auta, spoglądając w zachmurzone niebo i pozwalając, by ciężkie krople spływały mu na twarz. Na chwilę przymknął oczy, nerwowo zaciskając dłonie w pięści i sprawiając wrażenie kogoś bliskiego wybuchu, kto właśnie prosił opatrzność o przynajmniej odrobinę cierpliwości. Alyssa chyba nigdy nie widziała Carlosa aż do tego stopnia wytrąconego z równowagi, mimo krótkiej znajomości przyzwyczajona do jego cynicznego podejścia i bezwzględności, którą przejawiał w najmniej oczekiwanych przez nią momentach. Teraz z kolei wydawał się nie tylko zdenerwowany, ale i zmartwiony, a to w przypadku tego wampira musiało być prawdziwą rzadkością.
Z wolna podeszła bliżej, starannie stawiając stopy, tak, żeby nie wydać przy tym nawet najcichszego dźwięku. Sorenti nie poruszył się, ale i tak musiał ją usłyszeć, skoro serce waliło jej jak oszalałe, zdradziecko wyjawiając wszystko to, co działo się w jej wnętrzu. Cieszyła się co prawda, że Carlos – przynajmniej teoretycznie – nie próbował przeniknąć jej umysłu, ale to wydawało się marnym pocieszeniem, skoro wzbudzał w niej emocje i reakcje, których sama nie potrafiła zrozumieć.
– Powiedz mi, co ja mam teraz z wami zrobić – mruknął gniewnie Carlos, wciąż nie otwierając oczu. Skrzywiła się, choć sama nie była pewna, czy poczułaby się lepiej pod przenikliwym spojrzeniem tych lśniących, ciemnych oczu, jakże różnych od tych, które widywała w snach.
– Nie pozwolę ci skrzywdzić Alexa – uświadomiła mu, a jej rozmówca jedynie prychnął cicho, w następnej sekundzie parskając pozbawionym wesołości śmiechem. – Skąd wiedziałeś, że tutaj jestem?
Westchnął i w końcu przeniósł na nią wzrok.
– Och, księżniczko, naprawdę? Myśl sobie, co chcesz, ale to, że trzymam się na dystans, nie znaczy jeszcze, że cię porzuciłem – stwierdził, po czym zacmokał z dezaprobatą. – Zresztą trudno zignorować kręcącą się po okolicy Skyler, tym bardziej, że jest… dość charakterystyczna – dodał, po czym parsknął pozbawionym wesołości śmiechem. – A potem usłyszałem twój słodki głosik i… No cóż, nie trzeba być wybitnie uzdolnionym, by dośpiewać sobie resztę – wyjaśnił i wymownie wywrócił oczami. – Swoją drogą, Jason zadziwiająco często się przy tobie kręci… Podejrzewam, że nasz kochaś nie byłby zachwycony, gdyby wiedział, że to ja poszedłem cię szukać, ale pal go licho. Zresztą to nie jego wołałaś – dodał i rzucił jej zaciekawione spojrzenie. – Czuję się zaszczycony… I nie patrz tak na mnie. Jestem poważny jak jasna cholera.
– Nie potrafisz sformułować choć jednego zdania, która nie zabrzmiałoby sarkastycznie? – skrzywiła się, mimo uszu puszczając jego wcześniejsze uwagi. Naprawdę go nie rozumiała, zresztą jeśli miała być szczera, Carlos wydawał się o wiele sympatyczniejszy, kiedy milczał… A może wyłącznie wtedy. – Poza tym naprawdę nie rozumiem, co masz na myśli, kiedy mówisz o mnie i Jasonie… Pomaga mi, tak? W przeciwieństwie do ciebie, przynajmniej jest odpowiedzialny – mruknęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Auć… – Carlos jedynie wywrócił oczami. – Nieważne. Prawda jest taka, że możemy mieć cholerne kłopoty, a ty wcale mi nie ułatwiasz – oznajmił, nagle poważniejąc. – I to właśnie była wypowiedź bez sarkazmu, moja droga.
Zacisnęła usta, czując narastające pragnienie, żeby na niego warknąć. Nastroje Carlosa bywały zmienne jak pogoda, a ona sama nie była pewna, co powinna o tym sądzić. Z jednej strony doprowadzał ją do szału i to pod każdym możliwym względem, a jednak nie potrafiła udawać, że jest jej obojętny. W tej chwili chociażby jakaś jej cząstka sprawiała, że miała ochotę rzucić mu się w ramiona i płakać z ulgi, zwłaszcza w chwili, w której przyszedł jej bronić, ale to chyba nieszczególnie się liczyło, skoro była zdesperowana. Najpewniej wciąż czuła się roztrzęsiona, a Carlos wcale jej swoim zachowaniem nie pomagał.
Widziała, że nerwowo przeczesał wilgotne włosy palcami, nagle prostując się i zaczynając niespokojnie krążyć. Obserwowała go w milczeniu, czekając na kolejną złośliwą uwagę, ale ta nie nadchodziła, a przynajmniej nic nie wskazywało na to, żeby wampir miał w planach się odzywać. Wyglądał na coraz bardziej niespokojnego, nerwy próbując maskować ironią, ale również w tej pozie dostrzegała coraz więcej niedoskonałości. Czuła, że Carlos ma narastające z każdą kolejną sekundą trudności, by zachować spokój i udawać, że sytuacja jest pod kontrolą, a to bez wątpienia o czymś świadczyło.
– Dobra… Dobra, daj mi pomyśleć – mruknął wampir, zatrzymując się gwałtownie. Aż wzdrygnęła się, kiedy z całej siły uderzył dłońmi w przód maski auta, pozostawiając na karoserii dwa znacznych rozmiarów wgłębienia. – Jak będziemy mieli szczęście, może niczego nie zapamięta. Nie widział przemiany Skyler, więc może… Kurwa, Alyssa, przecież to jak prosić się o problemy! – jęknął, potrząsając z niedowierzaniem głową.
– Sam powiedziałeś, że nie widział przemiany i… Och, sama myślałam, że to po prostu jakaś narkomanka albo bezdomna! W każdym razie, człowiek – wyrzuciła na wydechu, czując narastający niepokój. – Carlos…
– Przestań w ten błagalny sposób powtarzać moje imię, bo naprawdę zaraz trafi mnie szlag. – Zamilkł i rzucił jej zagniewane spojrzenie. Jego oczy wydawały się nienaturalnie rozszerzone. – Zawsze wiedziałem, że to prawda, co mówią… O tym, że kobieta została stworzona na zgubę mężczyzny – mruknął, a Alyssa przez moment sama nie była pewna czy powinna się histerycznie śmiać, czy może zacząć płakać z frustracji.
– Uważasz, że akurat mnie udałoby się zwieść cię na manowce? W końcu jesteś taki święty, prawda Carlos? – zadrwiła, przez ułamek sekundy samej siebie nie poznając, bo sarkazm zdecydowanie nie leżał w jej naturze.
Na ustach jej stwórcy pojawił się pozbawiony wesołości, kpiarski uśmieszek. Wampiry raz po raz zaskakiwały ją zmiennością nastrojów, ale tym razem wydawał się przechodzić samego siebie, tak impulsywny i zmienny, że aż kręciło jej się z jego powodu w głowie. To zdecydowanie nie przytrafiało jej się na co dzień, ale z drugiej strony, również rzadko na jej drodze stawały jakieś szalone kobiety, na dodatek zdolne do przeistoczenia się w dzikie zwierzę!
Zastygła w bezruchu, przez dłuższą chwilę mierząc Carlosa wzrokiem i tocząc z nim nieformalny pojedynek na spojrzenia. Było w tych brązowych oczach coś groźnego, co sprawiało, że momentalnie zapragnęła odwrócić wzrok, ale powstrzymała się, aż nazbyt świadoma, że nie może sobie pozwolić na słabość. Miała wrażenie, że życie Alexa zależy od niej, a jeśli naprawdę tak było, wtedy… No cóż, nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby zawiodła – tak jak i nie darowałaby Carlosowi, gdyby skrzywdził kogokolwiek, kto miał dla niej znaczenie. Nie miała pojęcia, skąd brała się myśl, że ma na wampira jakikolwiek wpływ, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że Carlos w jakiś pokrętny sposób liczył się z tym, czego chciała albo nie. Być może nieświadomie szukała dla niego usprawiedliwienia, które wytłumaczyłoby jej, dlaczego ktoś, kto bez chwili wahania zabijał, jednocześnie próbował ją chronić, ale niezależnie od przyczyny, ta jedna kwestia nie dawała dziewczynie spokoju.
Cichy jęk wyrwał ją z zamyślenia. Przez twarz Carlosa przemknął cień, co natychmiast ją zaalarmowało, tym bardziej, że nie zamierzała czekać aż wampir zdecyduje się ruszyć z miejsca. W zamian sama okrążyła samochód, mijając nieśmiertelnego szerokim łukiem i zatrzymując się tuż przy uchylonych drzwiach kierowcy, by – ignorując przy tym szklane drobinki, które niegdyś wchodziły w skład okna – swobodnie nachylić się nad na wpół przytomnym Alexandrem. Cała zesztywniała, kiedy ten poruszył się i zatrzepotawszy powiekami, nieco błędnym wzrokiem powiódł dookoła, ale zmusiła się do zachowania spokoju. Zaraz po tym, całkowicie obojętna na ostrzegawcze spojrzenie Carlosa, przysunęła się bliżej, pozwalając, żeby Alex skoncentrował na niej wzrok.
– Alyssa…?
Jego głos brzmiał bełkotliwe, ale bez trudu rozpoznała swoje imię. Mimochodem pomyślała, że Alexander brzmiał jakby był pijany, co w zasadzie nie było niczym nowym, choć minęły całe lata, odkąd wraz z Mary widziały go w takim stanie. To nie były przyjemne wspomnienia, tak jak i wszystko to, co wiązało się z okresem na krótko po śmierci Jessiki, ale zmusiła się, by odsunąć od siebie niechciane myśli i skoncentrować się na sytuacji.
Nie była pewna, co tak naprawdę chce zrobić, ale nie zastanawiała się nad tym. Czując się prawie jak w chwili, w której nakazała Skyler odejść, jak gdyby nigdy nic przesunęła się bliżej i ująwszy twarz Alexandra w obie dłonie, zmusiła go do spojrzenia sobie w oczy. Źrenice mężczyzny rozszerzyły się nieznacznie na jej widok, ale to z jakiegoś powodu wydało się Alyssy właściwe, tak jak i to, że Alex nagle drgnął, nerwowo napinając mięśnie.
– Jestem tutaj – powiedziała cicho, starannie dobierając słowa. Jej szept był spokojny i na swój sposób kojący, przynajmniej z perspektywy Alexandra, bo ten natychmiast się uspokoił, w pełni koncentrując na niej wzrok. – I cała. Nie musisz się o mnie martwić, kochanie – dodała, wysilając się na blady uśmiech.
– Ale… – Alex zaczął i zawahał się na moment. Wyraźnie chciał rozejrzeć się dookoła, ale z jakiegoś powodu wciąż spoglądał jej w oczy, jakby konieczność odwrócenia wzroku była czymś, co w znacznym stopniu go przerastało. – Gdzie…?
Potrząsnęła głową, więc zamilkł, kolejny raz ją zaskakując. W przypływie nagłej pewności siebie, z jeszcze większą uwagą zajrzała mu w oczy, czekając aż zbierze myśli i w pełni zatraci się w jej spojrzeniu. Na ułamek sekundy wszystko zniknęło – zarówno samochód i Carlos, jak i padający deszcz czy cała ta opustoszała uliczka – pozostawiając tylko ją, wpatrzonego w nią Alexandra i dziwne poczucie więzi, które nagle pojawiło się pomiędzy nimi.
Alyssa z wolna wypuściła powietrze. Czuła się niemal jak tego pierwszego dnia w Home, kiedy stała naprzeciwko przerażonego Lucka, a on wpatrywał się w nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy. Wtedy kazała mu odjechać, mężczyzna zaś dostosował się do jej słów, działając niczym automat i nie zadając żadnych pytań. Teraz, nachylając się nad Alexandrem, była niemal absolutnie pewna tego, że potrafiłaby to powtórzyć.
– Nic złego się nie wydarzyło, Alex – powiedziała tonem łagodnej perswazji. Ciemne tęczówki rozszerzyły się jeszcze bardziej, wciąż wpatrzone w nią, ale puste i jakby odległe. Alexander osunął się w fotelu, przenikając ją pustym spojrzenie, chociaż – mogła to przysiąc – już nawet jej nie widział. – Martwiłeś się o mnie, chociaż wiesz, że nic złego mnie nie spotkało. A jednak niepokoiłeś się tak bardzo… Wspomnienie Jessie wróciło, a ty się upiłeś, choć miałeś już nigdy więcej tego nie robić. Obiecałeś mi i Mary, Alex – oznajmiła z naciskiem.
– Obiecałem… – przyznał, a jego rysy wykrzywił grymas. Ali poczuła się okropnie, świadoma jak bardzo nieuczciwe było to, co właśnie robiła, ale przecież nie miała innego wyboru. – Przepraszam, Alysso.
– Nie jestem zła – zapewniła natychmiast. Wysiliła się na uśmiech, choć podejrzewała, że wyszło jej to co najmniej marnie. Czuła wilgoć na policzkach, jednak trudno jej było stwierdzić czy to łzy, czy może wciąż padający deszcz. Jakie to zresztą miało znaczenie? – Wiesz, że obie cię kochamy – i ja, i Mary. To, co się wydarzyło… Miałeś chwilę słabości, ale to już się nie powtórzy. Przytrafił ci się mały, niegroźny wypadek, kiedy wracałeś samochodem z baru. Nikomu nic się nie stało, a auto tylko wygląda tak tragicznie. – Zamilkła i zawahała się. W duchu modliła się o to, żeby po wszystkim nie wpadł w kłopoty albo by nie naszły go wątpliwości. – Martwiłeś się o mnie, Alex – powiedziała z wahaniem – ale ufasz mi na tyle, by wiedzieć, że nie masz powodu do obaw. Nie śledź mnie, kochanie… Poza tym nie widzieliśmy się już kilka tygodni i już nie zobaczymy. Wyjechałam do Nowego Jorku, pamiętasz? Dzisiejszy dzień nigdy nie miał miejsca – dodała zdecydowanym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. W ten sam sposób przemawiała do Skyler, choć w jej przypadku nie była aż do tego stopnia łagodna.
Kolejne niespokojne spojrzenie. Jego wzrok nie wyrażał niczego, aż zaczęła się martwić, czy wszystko jest z nim w porządku i czy dobrze rozumiał, co takiego próbowała mu powiedzieć. Chciała dobrze, ale co, jeśli właśnie popełniała olbrzymi błąd, którego wkrótce miała pożałować? Nie mogła mieć pewności, że spotkanie ze Skyler jednak nie wpłynęło na Alexa źle, a ona zamiast gdziekolwiek go odsyłać, powinna zadbać o to, by jak najszybciej znalazł się w szpitalu. Jeśli na domiar złego doprowadziłaby do sytuacji, w której jednak stałaby mu się krzywda…
– Tak – usłyszała i kamień spadł jej z serca. Alex wyprostował się, nagle odsuwając na tyle, by chcąc nie chcąc musiała puścić jego twarz. – Nie widziałem cię. Nie widziałem…
– Wracaj do domu, Alex – westchnęła. Coś ścisnęło ją w żołądku, ale zignorowała to uczucie, zmuszając się do zachowania spokoju. – Wracaj i się połóż, a potem po prostu zapomnij.
Nawet na nią nie spojrzał, jakby w zamyśleniu kiwając głową. Usunęła się na bok, pozwalając mu zatrzasnąć drzwiczki, choć martwiło ją, co mogłoby się stać, gdyby samochód jednak nie odpalił. Niepokoiły ją również liczne kawałki szkła, które pokrywały siedzenie pasażera, ale nim zdążyła się nad tym zastanowić, Alex zdążył przekręcić kluczyki w stacyjce, z kolei ona musiała uskoczyć, by łatwiej mógł wymanewrować samochód. W milczeniu obserwowała auto, póki nie wytoczyło się na główną drogę. Zaraz po tym z piskiem opon odjechało, wkrótce znikając wciąż oszołomionej dziewczynie z oczu. Została sama, zastygła w bezruchu i drżąca, a przy niespokojna i dziwnie roztrzęsiona z powodu tego, czego właśnie doświadczyła. Deszcz wciąż padał, ubranie kleiło się do jej ciała, a serce waliło jej jak oszalałe, zupełnie jakby chciało wyrwać jej się z piersi i uciec gdzieś daleko, by chronić się przed bólem i wyrzutami sumienia, które nagle poczuła. Sama już nie była pewna, co oszałamiało ją bardziej – to spotkanie, Skyler, Carlos, czy może fakt, że po raz kolejny udało jej się zrobić… coś takiego.
Albo Nicholas, chociaż o tym ostatnim nie chciała myśleć. Nie teraz.
Zachwiała się niebezpiecznie, ale w porę udało jej się utrzymać równowagę. Ze świstem wypuściła powietrze, po czym lekko zadrżała, z chłodu albo nadmiaru emocji – nie miała pewności. Czuła się dziwnie oderwana od rzeczywistości, a od ciągłego napięcia całe ciało wręcz pulsowało bólem, stopniowo doprowadzając Ali do szaleństwa. W głowie jej wirowało, a to był zaledwie początek, tym bardziej, że wciąż nie poznała najważniejszego: prawdy.
Wzdrygnęła się i poderwała głowę, kiedy wyczuła subtelny, aczkolwiek wychwytywany ruch. Carlos wpatrywał się w nią z uwagą, wciąż trwając w milczeniu, to jednak przestało jej przeszkadzać. Jego twarz nie wyrażała niczego, a może po prostu to ona była zbyt oszołomiona, by być w stanie zebrać myśli i skupić się na czymś tak bardzo wymagającym, jak próba rozróżnienia poszczególnych emocji. Sama nie była pewna, co działo się wokół niej, a jakby tego było mało…
– W porządku, księżniczko – usłyszała, ale tym razem nawet słowem nie skomentowała tego, jak nazwał ją Carlos. Jego głos zabrzmiał zaskakująco łagodnie, co wydało jej się czymś nowym i absolutnie do niego niepasującym. Z drugiej strony, w tamtej chwili było jej wszystko jedno kto i w jaki sposób do niej mówił. Nie zareagowała nawet gdy wampir jak gdyby nigdy nic ujął ją pod ramię, samym tylko dotykiem sprawiając, że zaczęła jeszcze bardziej drżeć. – Wracajmy do domu – zadecydował i pociągnął ją za sobą, nawet nie czekając, aż podejmie jakąkolwiek decyzję.
W milczeniu ruszyła za nim, próbując jakkolwiek zapanować nad drżeniem i mętlikiem w głowie. Chciała o coś zapytać – upewnić się, że Carlos jej nie oszuka i faktycznie wyjaśni jej wszystko – ale nie była nawet zdolna do tego, by odezwać się choć słowem. Jej myśli wirowały, a ona…
No cóż, miała wrażenie, że cały rozsądek i zdecydowanie zostały w aucie z Alexandrem – i to na dodatek teraz, kiedy tak bardzo ich potrzebowała.
Mieszanie w głowie, docinki i masa emocji – norma na tym blogu, tym bardziej, że ostatnie rozdziały są dość kluczowe. Cóż, nie tylko dlatego, że stanowią wstęp do faktycznych wyjaśnień, ale też… istotnych relacji, które z czasem zamierzam rozwinąć. Przełom nastąpi już za tydzień, a zaraz po tym w końcu wszystko rozjaśnię, chociaż i to nie wyjaśni sensu całej tej trylogii – nie tak po porostu, bo to byłoby zbyt proste.
Dziękuję za obecność, komentarze i teorię, którą miałam przyjemność czytać pod ostatnim wpisem. Na razie nie skomentuję jej nawet słowem, bo wszystko wyjaśni się już wkrótce, o ile jakimś cudem nie zmienię planów :D
Na koniec dodam, że po zakończeniu „Her Final Destination” ruszyłam z czymś nowym. Tak więc serdecznie zapraszam Was na „Blank Dream”.
Do napisania!

1 komentarz:

  1. Nie skomentowałam tamtego rozdziału, bo chciałam od razu przejść do tego xD
    Po przemianie w panterę jeszcze bardziej polubiłam Skyler! Trzeba przyznać Carlosowi rację, że nie da się jej nie zauważyć. I ten "kociak" z gifu *.*
    Ale dobra, te dwa rozdziały zdecydowanie należały do Alyssy! Zdecydowanie ma jakieś "królewskie geny" skoro potrafi tak manipulować ludźmi. Pasuje do niej ten tytuł. Fakt, to trochę przykre, że musiała tak namieszać w głowie swojemu najlepszemu przyjacielowi, ale to dla jego dobra.

    OdpowiedzUsuń