03.02.2017

Rozdział XXVII

ALYSSA
Postać za szybą poruszyła się, bez pośpiechu podchodząc bliżej samochodu i Alexa, co zaniepokoiło Alyssę bardziej niż cokolwiek innego. Serce waliło jej jak oszalałe, zupełnie jakby w jakiś cudowny sposób zamierzało wyrwać się z piersi i uciec gdzieś daleko, gdzie mogłoby poczuć się choć odrobinę bezpieczniej. Strach wydawał się ją paraliżować tak, że sama nie miała już pewności, co takiego działo się wokół niej. Mogła tylko patrzeć przed siebie i raz po raz zastanawiać się, dlaczego widok tej kobiety sprawiał, że włoski na ramionach i karku jak na zawołanie stanęły jej dęba. Drżała nie tylko z zimna, choć w przemoczonych ubraniach i przy panujących na zewnątrz warunkach pogodowych, taka reakcja wydawała się najzupełniej naturalna – i to nawet w jej nowej, całkowicie odmiennej postaci.
Alyssa nerwowo przygryzła dolną wargę, chyba jedynie cudem nie upuszczając sobie przy tym krwi. Zmrużyła oczy, mimo ulewy i ograniczonej widoczności starając się przyjrzeć intruzowi na zewnątrz, tym bardziej, że wszystko w niej aż krzyczało, że coś jest nie tak. Instynktownie wyciągnęła rękę, dotykając drzwiczek i szykując się do tego, by mimo słów Alexandra wysiąść i kazać mu wracać do auta. Jeśli miała być szczera, pragnęła zamknąć się w samochodzie, odpalić silnik i natychmiast uciekać, niezależnie od możliwych konsekwencji. Chociaż to wydawało się całkowicie pozbawione sensu, całą sobą czuła, że nic nie jest takim, jakim powinno, a ona musi uciekać – i to teraz, póki oboje mieli po temu okazję.
A już zwłaszcza ona.
Po prostu nie była tu bezpieczna – nie przy tej kobiecie, niezależnie od tego, że nie miała wątpliwości, iż widzi przybyszkę po raz pierwszy, przez co tym bardziej nie powinna być w stanie ocenić jej intencji. A jednak czuła paraliżujący wręcz strach, co najmniej tak silny jak w lesie, kiedy Dorian wiózł ją samochodem do miejsca, w którym – jak później się okazało – wydawało się czekać na nią przeznaczenie. Tym razem było podobnie, z tą tylko różnicą, że Alyssa niemal czuła w powietrzu obecność śmierci. Nie sądziła, że to w ogóle możliwe, ale jak inaczej mogła opisać ten przenikliwy wręcz chłód i powiew… czegoś niedobrego. Czegoś, co sprawiało, że świat wydawał się zamierać, a temperatura wokół nagle spadała o kilka tak znaczących stopni, że pewnie nawet nie zdziwiłaby się, gdyby padający deszcz nagle zamienił się w wirujące płatki śniegu albo drobniutkie kawałeczki lodu.
Śnieg… W maju.
To było jakieś szaleństwo.
Alex, proszę…, pomyślała gorączkowo, ale naturalnie nie była w stanie doprowadzić do sytuacji, w której usłyszałby jej myśli. Mogła co najwyżej mówić do siebie, zresztą głos oraz ciało i tak wydawały się odmówić dziewczynie posłuszeństwa, uniemożliwiając zrobienie czegokolwiek. Nerwowo zaciskała dłonie w pięści, tak mocno, że paznokcie wżynały jej się w skórę, ale prawie nie zwracała na to uwagi. Bez chwili wytchnienia obserwowała tajemniczą kobietę, tym bardziej, że ta nagle bardziej zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę samochodu, poruszając się co prawda ludzkim tempem, ale przy tym w tak pełen gracji, płynny sposób, że nie do wyobrażenia wydawało się to, by była człowiekiem. Z drugiej strony, Ali miała niemalże całkowitą pewność, że nieznajoma nie była wampirzycą. Było w jej ciemnych oczach coś takiego, co wydawało się temu przeczyć, poza tym… po prostu mogła to wyczuć. To przynajmniej teoretycznie powinno było ją uspokoić, ale jedynie wzmogło niepokój, sprawiając, że Alyssa miała wrażenie, iż za moment wyjdzie z siebie ze zdenerwowania.
Alex też musiał wyczuć, że coś jest nie tak, nawet jeśli wciąż w pełni nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Poznała to po jego ostrożnych ruchach i tym, że praktycznie bezwiednie dotykał prawego biodra, gdzie – mogła się założyć – gdzieś pod połami kurtki, musiał mieć ukrytą broń. Nigdy nie należał do przewrażliwionych osób, niezwykle profesjonalny i zdecydowany nawet w najbardziej wymagającej sytuacji, ale tym razem wręcz czuła bijący od niego niepokój. Skoro sama była tak bardzo zdenerwowana, mogła tylko zgadywać, co takiego działo się z jej przyjacielem, zwłaszcza, że wcześniej już zdążyła wytrącić go z równowagi wspomnieniem śmierci Jessiki.
– Przepraszam? – Spięty ton Alexa sprowadził Alyssę na ziemię, sprawiając, że przysunęła się jeszcze bliżej wyjścia, gotowa do natychmiastowej reakcji. Deszcz oraz zamknięte drzwi sprawiły, że głos mężczyzny wydał się bardzo przytłumiony, ale dzięki wyostrzonym zmysłom Alyssa nie miała najmniejszych problemów ze zrozumieniem, co takiego mówił. – Potrzebuje pani czegoś? – drążył, jak zwykle uprzejmy, choć Ali nie sądziła, że również tym razem uda mu się zachować spokój.
Kobieta nie odpowiedziała – przynajmniej nie od razu, ale to nie miało znaczenia. Podeszła bliżej, a kiedy Alyssa wysiliła się na odrobinę skupienia, w końcu zdołała się przybyszce przyjrzeć. Już wcześniej zorientowała się, że nieznajoma jest dość urodziwa, choć bez wątpienia brakło jej typowej dla nieśmiertelnych, porażającej wręcz urody. Niemniej była ładna w jakiś wyjątkowy, trudny do zinterpretowania sposób. Smukłej, krągłej sylwetki pozazdrościłaby niejedna kobieta, zresztą tak jak i regularnych rysów twarzy albo długich, ciemnobrązowych włosów, teraz ociekających wodą i posklejanych przez padający deszcz.
Zarówno w jej ruchach, jak i uśmiechu, który nagle posłała Alexandrowi, było coś drapieżnego i na swój sposób… zimnego. Co więcej, gest nie objął zimnych, stalowoszarych oczu – te wydawały się puste, może pomijając błysk satysfakcji, jakby sytuacja, w której wszyscy się znajdowali, bardzo kobiecie odpowiadała. Choć deszczowa pogoda zdecydowanie temu nie sprzyjała, nieznajoma miała na sobie skąpy, mocno dopasowany do ciała kostium, na swój sposób prowokujący o wiele bardziej, niż gdyby zdecydowała się wyjść na ulicę nago. Alyssa nie miała pewności, ale opinająca jej biodra spódniczka oraz dopasowany, podkreślający sylwetkę gorset, prawie na pewno były ze skóry. Wysokie, ciężkie buty sprawiały, że każdy kolejny krok wydawał się nienaturalnie wręcz głośny, choć paradoksalnie nieznajoma poruszała się tak lekko, jakby frunęła w powietrzu, a prawa grawitacji jej nie obejmowały.
Alyssa wypuściła powietrze z płuc. Co takiego było z tą kobietą nie tak? Nie pojmowała tego, ale na pewno chodziło o coś więcej niż styl ubierania, sprawiający, że nieznajoma wyglądała tak, jakby przypadkiem zbłądziła, zmierzając na jakiś zjazd motocyklistów albo coś w tym stylu. W porządku, były dziewczyny, którym podobny tryb życia odpowiadał, ale to jeszcze nie znaczyło, że kręciły się po ulicach wielkich miast i samym tylko spojrzeniem przyprawiały innych o nagły atak paniki. Z drugiej strony, może to ostatnie wydarzenia sprawiły, że stała się zbyt przewrażliwiona. Ta kobieta… Być może to zwykły przypadek, a ona była… jakąś ekscentryczką albo ćpunką na głodzie, która szukała sobie jakiejś okazji? Gdyby dobrze się nad tym zastanowić, wyglądała na taką i…
– Słyszałaś, co powiedziałem? – zniecierpliwił się Alex. Wszystko działo się bardzo szybko, a jednak Alyssa miała wrażenie, że świat się zatrzymał, a milczenie ciągnie się w nieskończoność. Jej nowy, zdecydowanie zbyt pojemy umysł, błyskawicznie przetwarzał kolejne bodźce, na dodatek tak starannie, że zaczynała czuć się tym przytłoczona. – Co…?
– Och, zamknij się już, ty ludzkie ścierwo – obruszyła się kobieta, a Alyssa zesztywniała, porażona brzmieniem i sensem jej słów.
Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, tym bardziej, że nieznajoma ściągnęła brwi i obrzuciwszy Alexa zdegustowanym spojrzeniem, nieoczekiwanie spojrzała prosto w jej stronę. W jednej chwili oddzielająca je szyba oraz ściana padającego deszczu przestały mieć znaczenie, a Alyssa poczuła się tak, jakby ta kobieta stała tuż przed nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki i…
Śmiech kobiety był cichy, ale na swój sposób przerażający. Choć uśmiech sprawił, że twarz brunetki pojaśniała, tym samym czyniąc ją jeszcze piękniejszą, jednocześnie sprawił, że wydała się jeszcze bardziej niepokojąca.
Lodowate piękno…
Tak, to chyba było to.
– Dobrze cię znowu widzieć, księżniczko – rzuciła, a w jej słowach było tak wiele ironii, że Alyssa z jakiegoś niezrozumiałego dla siebie powodu zapragnęła ją uderzyć.
Już w następnej sekundzie wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Coś w wyrazie twarzy i spojrzeniu kobiety się zmieniło, tak szybko, że mogło to być zaledwie złudzeniem. W jednej chwili stała kilka metrów od samochodu, a w następnej zmaterializowała się tuż przy drzwiczkach pasażera, tak nagle, że Alyssa nawet nie zdążyła zareagować. W panice rzuciła się w stronę blokady, drżącymi palcami wciskając przycisk, choć podświadomie zdawała sobie sprawę z tego, że to i tak nic nie da. Wyrwał jej się cichy okrzyk, kiedy nieznajoma bezceremonialnie zacisnęła dłoń w pięść, by już w następnej sekundzie roztrzaskać szybę na kawałeczki, tym samym potwierdzając wszystkie jej teorie. Alyssa aż zachłysnęła się powietrzem, oszołomiona słodkim zapachem krwi oraz gradem szklanych odłamków, które tak nagle wdarły się do auta. Instynktownie rzuciła się w bok, osłaniając ramionami twarz i w panice próbując przedostać się na fotel kierowcy, ale silne ramiona owinęły się wokół jej talii, stanowczo ciągnąc ją w przeciwnym kierunku.
– Alyssa!
Głos Alexa ją zaskoczył, ale to było niczym w porównaniu z ogłuszającym wręcz hukiem, który rozległ się już chwilę później. Usłyszała gniewny okrzyk, a chwilę później uchwyt osłabł, co natychmiast wykorzystała, żeby się oswobodzić. W pośpiechu przemknęła na fotel kierowcy, by w następnej sekundzie wytoczyć się na zewnątrz, wprost na wciąż nieustającą, ograniczającą widoczność ulewę. Chwiejąc się na nogach, w panice rozejrzała się dookoła, mimo oszołomienia próbując pojąć, co takiego się wydarzyło. Czuła zapach krwi, ale nie była już pewna czy słodka osoka należała do nieznajomej, czy też do niej, to zresztą przestało mieć jakiekolwiek znaczenie z chwilą, w której w końcu zauważyła Alexa.
Stał na lekko rozstawionych nogach, wyraźnie roztrzęsiony. Woda skapywała z jego włosów i brody, ale wydawał się tego nie zauważać, w rękach wciąż mocno ściskając dymiący lekko pistolet. Nie patrzył na nią, spojrzenie koncentrując na rogu uliczki, gdzie – tuż obok wciśniętego pomiędzy dwa budynki auta – dopiero co stała ta nieznajoma kobieta. Serce podeszło Alyssy do gardła, kiedy zaczęło do niej docierać, co takiego się wydarzyło i że najpewniej słyszała huk wystrzału, ale…
– Uciekaj, Ali! – Alex wciąż na nią nie patrzył, ale wydawała się doskonale świadom tego, że właściwie nie odrywała od niego wzroku. – No, biegnij! Musisz sprowadzić pomoc i… – zaczął, ale nie miał okazji skończyć.
Tajemnicza kobieta skoczyła na niego tak nagle, i z tak imponująca prędkością, że nie miał nawet szans, żeby spróbować się bronić. W pędzie Alyssa zdążyła zauważyć wyłącznie zamazaną sylwetkę, która jedynym szybkim ruchem wybiła Alexandrowi broń. Charakterystyczny, metalowy kształt potoczył się gdzieś w ciemność, gdzieś poza zasięg ich wzroku, ale praktycznie nie zwróciła na to uwagi, bardziej przejęta tym, że nieznajoma popchnęła swojego przeciwnika na ścianę, bezceremonialnie chwytając go za gardło. Długie, blade palce przypominały szpony, uścisk zaś okazał się o wiele zbyt silny, by Alex był w stanie się wyrwać, choć irracjonalnym wydawało się to, żeby ta drobna istota okazała się zdolna skrzywdzić doświadczonego, postawnego mężczyznę.
Sensowne czy nie – wszystko to w jednej chwili przestało mieć znaczenie. Alyssa gdzieś jakby z oddali usłyszała krzyk i z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że dźwięk wydobył się z jej gardła. To ją otrzeźwiło, przynajmniej po części, bo wciąż nie była w stanie logicznie myśleć, kiedy w panice zdecydowała rzucić się przed siebie. Już nie zważała na obecność Alexa albo to, jak bardzo ryzykowne było jej posunięcie, kiedy z dzikim wrzaskiem rzuciła się w stronę skoncentrowanej na sukcesywnym duszeniu swojej ofiary kobiety, bezskutecznie próbując ją odciągnąć. Nie miała pojęcia, co chciała zrobić i czego powinna spodziewać się po reakcji nieznajomej, ale nie dbała o to. W tamtej chwili liczył się wyłącznie Alex oraz to, że ktokolwiek próbował skrzywdzić kogoś jej bliskiego, właściwie bez powodu, choć jakaś jej część zdawała sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości wszystko sprowadzało się… do niej samej.
Gniew, który nagle poczuła, miał w sobie coś obezwładniającego. Nigdy dotąd nie doświadczyła czegoś podobnego, nawet w kilka pierwszych godzin po przybyciu do Home, kiedy na oślep biegła przez las, niezdolna do pojęcia tego, co się z nią działo. Emocje popychały ją do przodu, a Alyssa w oszołomieniu uprzytomniła sobie, że byłaby zdolna do tego, żeby zabić, gdyby to okazało się konieczne. Słyszała, że młode wampiry bywają porywcze i bardzo niebezpieczne, zwłaszcza kiedy są pod wpływem skrajnych emocji, ale do tej pory nie przejawiała żadnych z cech, właściwych dla świeżo przemienionych nieśmiertelnych, zresztą to, co nagle poczuła, wydawało się po stokroć intensywniejsze od bezsensownego amoku, w który mogłaby wpaść.
Potrafisz się bronić, Alysso… Przecież potrafisz…
Zacisnęła powieki, oszołomiona znajomym już, aksamitnym szeptem, który nagle rozbrzmiał w jej głowie – dokładnie tak jak podczas rozmowy z Mary. Serce dziewczyny zabiło szybciej, zdradzając narastające z każdą kolejną sekundą podenerwowanie, ale tym razem nie próbowała bronić się przed tym, co działo się w jej głowie. Działając niemal jak automat, pozwoliła, by kobieta odepchnęła ja od siebie. Napięła mięśnie, bez większego wysiłku lądując w kucki kilka metrów dalej. Lekko ugięła nogi w kolanach, by zamortyzować uderzenie, po czym wyprostowała się, błyszczącymi oczami spoglądając przed siebie i przygotowując się do odparcia kolejnego ataku. Kątem oka zauważyła, że Alex osunął się na ziemię, być może tylko oszołomiony albo…
Nie, na pewno był nieprzytomny – innej możliwości nie brała pod uwagę, zresztą mogła zająć się tym później.
Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, prawie natychmiast rozluźniając uścisk. Gniew sprawił, że cały świat na ułamek sekundy zabarwił się na czerwono, a dotychczas zamazane przez deszcz kontury wyostrzyły się, dosłownie porażając swoją intensywnością. Poczuła, że się uśmiecha, całkowicie bezwiednie, jakby nagle to ktoś inny przejął nad nią kontrolę, chociaż to wydawało się niemożliwe. Poruszając się niemal jak w transie, raz jeszcze spojrzała na swoją przeciwniczkę, po czym dla pewności cofnęła się o krok, przywierając plecami do solidnej ściany najbliższego budynku. Palcami przesunęła po brudnych, nieco chropowatych cegłach, w milczeniu rozglądając się dookoła i próbując zrozumieć, czego właściwie szuka. Uliczka była ciasna i praktycznie całkowicie surowa – jedynie nagie ściany i kilka koszy na śmieci, teraz niedbale rozrzuconych dookoła. Nic ponadto – ani żywej duszy albo drzewa, czy…
Chwileczkę! A właściwie do czego potrzebne było jej drzewo…?
Potrząsnęła głową, próbując odrzucić od siebie niechciane myśli, by jakkolwiek skoncentrować się na tym, co działo się wokół niej. Wciąż odczuwała gniew, ale dotychczasowa pewność siebie zniknęła równie nagle, co wcześniej się pojawiła. To nie miało sensu, a jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że wszystko miało związek właśnie z tym miejscem i jego stanem, zupełnie jakby brak dostępu do natury cokolwiek zmieniał. W oszołomieniu uprzytomniła sobie, że przypominające tatuaż znamię na plecach wydaje się płonąć, pulsując tak intensywnie, jakby ktoś przycisnął jej rozżarzony metal do łopatki, a przynajmniej takie miała wrażenie, bo praktyczne porównanie tych dwóch doświadczeń nigdy nie było jej dane. Zacisnęła usta, ledwo powstrzymując jęk, choć w rzeczywistości zapragnęła zwinąć się na ziemi i krzyczeć, nie tylko z bólu, ale przede wszystkim z frustracji – bo już nic nie miało sensu, a ona utknęła w tej ciasnej uliczce, roztrzęsiona i równie bezradna, co i dziecko.
Mimo paraliżującego bólu, natychmiast zorientowała się, kiedy nieznajoma kobieta spróbowała się do niej zbliżyć. Jęknęła i wyprostowała się, zmuszając się do spojrzenia wprost w te ciemne, stalowoszare tęczówki. Instynktownie napięła mięśnie, spoglądając na brunetkę w niemalże wyzywający sposób, chcąc zmusić ją do tego, by trzymała się na dystans, ale w odpowiedzi otrzymała jedynie zimny, niepokojący uśmiech.
– No, no… Nigdy mnie nie lubiłaś, ale nie w ten sposób wyobrażałam sobie spotkanie po latach – mruknęła kobieta, po czym teatralnie westchnęła. – Daj spokój, księżniczko. Przecież to tylko marny człowiek, który na dodatek próbował mnie zastrzelić! – żachnęła się i wymownie wywróciła oczami, jakby perspektywa oberwania kulą bardziej ją drażniła, niż napawała niepokojem.
– Nie podchodź bliżej! – warknęła Alyssa, puszczając wcześniejsze słowa mimo uszu. To i tak nie miało sensu, zaś ona już dawno straciła siłę, żeby mierzyć się z całym tym szaleństwem. Próbowała brzmieć stanowczo, ale jej głos zabrzmiał piskliwe i tak beznadziejnie, że aż się skrzywiła. – Mówię poważnie! Ja…
Kolejny uśmiech.
– Ty co? – zapytała z westchnieniem kobieta, po raz kolejny wywracając oczami. Być może to było tylko wywołane emocjami wrażenie, ale patrząc na nią, Ali nie mogła oprzeć się wrażeniu, że cała postać nieznajomej zamazuje się przed jej oczami i pulsuje, zupełnie jakby otaczała ją ciemność. – Starczy tego. Idziemy! – zadecydowała i stanowczym ruchem spróbowała chwycić Alyssę na ramię, obojętna na ostrzegawcze warknięcia i to, że dziewczyna instynktownie spróbowała się odsunąć.
Omal nie straciła równowagi, kiedy kobieta wzmocniła uścisk i bardziej stanowczo pociągnęła ją za sobą. Potknęła się o własne nogi i byłaby upadła, gdyby nie zdecydowane szarpnięcie, które momentalnie ustawiło ją do pionu. Wampirzyca czy też nie, nieznajoma mogła pochwalić się równie wyjątkową siłą, której nie powstydziłby się żaden mężczyzna, a to o czymś świadczyło.
Alyssa jęknęła, mając wrażenie, że silny uścisk bez większego trudu poprzestawia jej kości. Nerwowo spojrzała w stronę nieprzytomnego Alexa, w duchu modląc się o to, żeby przynajmniej jemu nic się nie stało, choć wolała nie wyobrażać sobie, jakie piekło by zrobił, gdyby po tym wszystkim tak po prostu zniknęła. Przecież nawet ona nie zdawała sobie sprawy z tego, z czym właściwie miała do czynienia. Co więcej, całe to szaleństwo wydawało się dotyczyć jej w bezpośredni, dość znaczący sposób, co dodatkowo wszystko komplikowało. W jednej chwili groźby Carlosa, a także to, co mogłoby spotkać Mary, gdyby zaczęła być zbyt wścibska, wydały się Alyssy nic nieznaczące i niemal uprzejme w porównaniu z tym, do czego mogła posunąć sama ciemnowłosa kobieta, gdyby doszła do wniosku, że należy pozbyć się… ewentualnego problemu.
Oddychała coraz bardziej spazmatycznie, wystraszona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. To była jej wina, a gdyby coś stało się Alexandrowi… Nie wybaczyłaby sobie tego, a już na pewno nie zamierzała na to pozwolić. Może i nie była w stanie dalej walczyć, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło, poza tym…
Cóż, w takim wypadku pozostało jej tylko jedno.
– Carlos!!! – wydarła się, chociaż sama nie była pewna, dlaczego to właśnie o tym wampirze pomyślała w tamtej chwili. Pal licho to, jak bardzo ją denerwował i że znów zniknął, tak po prostu zostawiając ją samą. To, że ciągle ją okłamywał i że to najpewniej była jego wina, również przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie dbała już o nic, świadoma tylko i wyłącznie tego, że go potrzebowała, choć szanse na to, że mógłby ją usłyszeć, wydawały się zerowe. – Carlosie Sorenti, na litość boską… – zaczęła, ale nie miała okazji dokończyć, nagle w bolesny sposób lądując na ścianie.
Aż syknęła z bólu, nie od razu pojmując to, że trzymająca ją kobieta jak gdyby nigdy nic cisnęła nią o ścianę. Alyssy aż pociemniało przed oczami, ale nie straciła przytomności, aż nazbyt świadoma wciąż zaciskających się wokół jej obolałego nadgarstka palców.
– Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że…
– Skyler!
Wyczuła, że kobieta zastygła w bezruchu, wyraźnie zaskoczona, ale to nie miało znaczenia. Z chwilą, w której usłyszała znajomy głos, przez ułamek sekundy miała wrażenie, że całkiem już postradała zmysły. Całkowicie oszołomiona, natychmiast poderwała głowę, bez chwili wahania spoglądając w głąb uliczki – i dosłownie zamarła, wytrącona z równowagi tym, co działo się na jej oczach.
Tuż na początku ślepego zaułka, śmiertelnie niebezpieczny i wyraźnie bliski wybuchu, stał Carlos.
Akcji ciąg dalszy. Mam nadzieję, że to Was satysfakcjonuje, tym bardziej, że te rozdziały prowadzą do jednego – do wyjaśnień, które z czystym sumieniem mogę wkrótce obiecać. Co prawda nie wiem, czy te cokolwiek rozjaśnią, czy może raczej wydadzą się szokujące, ale… liczy się efekt prawda?
Dziękuję, że jesteście i do następnego!

1 komentarz:

  1. Może to dziwne, ale lubię takie postacie jak Skyler - niebezpieczne i pewne siebie kobiety. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko nie uszkodziła jakoś szczególnie Alexa! Naprawdę myślałam, że Alyssa rozerwie ją na strzępy po tym wszystkim i że nie pozwoli Sky zgniatać jej ramienia na wiór xD Ale rozumiem, Alyssa jest w szoku, a Sky jest silna. Tak naprawdę najbardziej zainteresowała mnie to, że Skyler nazwała Aly "księżniczką". Czy Alyssa była nią w jakimś poprzednim poprzednim wcieleniu czy coś takiego?
    Swoją drogą, to zabawne, że Carlos się pojawił. Czy on ją cały czas podsłuchuje czy coś xD Może mają jakoś szczególną więź jako stwórca-stwarzany czy coś. A może po prostu pilnuje swoich pionków.
    Lecę dalej :)

    OdpowiedzUsuń