23.02.2017

Rozdział XXX

ALYSSA
Chłodne palce zacisnęły się wokół jej dłoni. Alyssa drgnęła, po czym poderwała głowę, równie zaskoczona, co i zaniepokojona. Spojrzenia jej i Carlosa na ułamek sekundy się spotkały i choć w pierwszym odruchu zapragnęła wyrwać rękę, by dla pewności cofnąć się o krok, ostatecznie zachowała bierność, pozwalając, by wampir wzmógł uścisk. Nie pojmowała tego, co tak naprawdę czuła, ale w tamtej chwili instynkt wyraźnie podpowiadał, że powinna mu zaufać… A może po prostu tego chciała, pragnąc choć złudnego poczucia bezpieczeństwa i odrzucenia od siebie wyniszczającej świadomości, że ze wszystkich stron otaczają ją kłamstwa i że tak naprawdę nie ma nikogo, kto byłby w stanie jej pomóc.
Poruszała się niemal jak we śnie, kiedy Carlos bez słowa pociągnął ją za sobą. Poszła za nim, obojętna na padający deszcz oraz to, że właśnie towarzyszył jej ktoś, kto z powodzeniem mógłby okazać się jej przyjacielem albo wrogiem. Carlos wciąż wzbudzał w niej te skrajne, trudne do określenia emocje, z jednej strony sprawiając, że nieświadomie do niego lgnęła, ale jednocześnie pobudzając w niej ten szczególny rodzaj niechęci, którego nie rozumiała, a który w jego przypadku wydawał się czymś naturalnym. Wciąż roztrzęsiona, nawet nie była w stanie się nad tym zastanowić, próbując ignorować plączące się ze sobą myśli i wrażenie tego, iż właśnie popełnia najgorszy z możliwych błędów, a jej towarzysz jest ostatnią osobą, której powinna ufać. Po tym, co miało miejsce, szczerze wątpiła, by coś jeszcze mogło ją zaskoczyć. Nawet jeśli… Cóż, było jej już wszystko jedno, zresztą gdyby Carlos chciał ją skrzywdzić, już dawno by to zrobił, zamiast drugi raz próbować ratować życie.
Niechciane myśli i wspomnienia wciąż plątały się ze sobą, potęgując odczuwaną przez dziewczynę dezorientację. Nie protestowała, kiedy wampir w pośpiechu wyprowadził ją z opustoszałej uliczki, ciągnąc w sobie tylko znanym kierunku. Deszcz wciąż padał, a warunki drogowe były na tyle złe, że widok ruchliwych ulic zaczął jawić się jako coś nienaturalnego. Nie docierało do niej, że dopiero co została zaatakowana w samym środku wielkiej metropolii, na dodatek przez istoty, którym daleko było do mijających ich jak gdyby nigdy nic ludzi. Ta myśl wydawała się wręcz nierealna, a Alyssa w żaden sposób nie potrafiła stwierdzić, gdzie w całym tym układzie było miejsce dla niej, Carlosa i stworzeń nocy takich, jak chociażby Skyler – kimkolwiek była i czegokolwiek tak naprawdę od niej chciała.
– Dobrze się czujesz? – usłyszała i aż uniosła brwi. Jakikolwiek przejaw troski akurat ze strony Carlosa zdecydowanie nie był tym, czego się spodziewała. – Pytam dla zasady. Wyglądasz, jakbyś miała zamiar mi tutaj odpłynąć, a to zdecydowanie nie jest mi na rękę – dodał z rozbrajającą wręcz szczerością, a ona prychnęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Co ty nie powiesz? – zadrwiła, po czym z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Jak sądzisz, co takiego czuję? Jestem przerażona, do cholery!
Carlos westchnął, ale – na całe szczęście – nie skomentował jej zachowania nawet słowem. W zamian bardziej stanowczo chwycił ją za rękę, ciągnąc za sobą wzdłuż chodnika, próbując prowadzić ją w taki sposób, by choć po części mogli skryć się pod wiatami kolejno mijanych sklepików. Alyssa pomyślała, że to nie ma sensu, skoro oboje już i tak byli przemoczeni do suchej nitki, ale uznała jego zachowanie za wyjątkowy przejaw ludzkich odruchów, a to raczej nie zdarzało mu się na co dzień.
Zmarszczyła brwi, mimo oszołomienia próbując stwierdzić, gdzie ją prowadził. Czuła się wykończona i zniechęcona, nagle marząc już tylko o tym, żeby osunąć się na kolana i więcej nie wstawać. W gruncie rzeczy było jej wszystko jedno, czy padał deszcz – chciała po prostu się zatrzymać, a potem spędzić tak resztę wieczności, próbując odciąć się od niechcianych bodźców. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że Carlos najpewniej ma rację, a oni powinni wrócić do domu i tam na spokojnie porozmawiać, wcale nie była pewna, czy to takie proste i czy naprawdę tego chciała. W głowie miała pustkę, a dotychczasowe pragnienie poznania prawdy zeszło gdzieś na dalszy plan, wyparte przez wszechogarniające zmęczenie i dezorientację.
Chociaż nie była pewna, jak to w ogóle możliwe, w pewnym momencie potknęła się o własne nogi, jedynie dzięki Carlosowi nie lądując na ziemi. Usłyszała przeciągłe westchnienie, a chwilę później wampir oparł ją o ścianę najbliższego budynku, zaciskając dłonie na jej ramionach i nachylając się ku niej tak, że poczuła jego oddech na policzku. Jak na zawołanie całym jej ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz, choć Alyssa nie miała pewności, czy spowodował to nadmiar sprzecznych emocji, szok, wpływ temperatury czy może… coś innego. W gruncie rzeczy było jej wszystko jedno.
– Alysso? – Głos Carlosa okazał się zaskakująco łagodny i niemal czuły. Aksamitny szept wydawał się pieścić jej uszy, owijając się wokół niej i sprawiając, że poczuła się… naprawdę dobrze.
Nie odpowiedziała, ale Carlos najwyraźniej tego nie oczekiwał. Znów westchnął, po czym bez ostrzeżenia ujął jej twarz w obie dłonie, unosząc głowę dziewczyny w taki sposób, że chcąc nie chcąc musiała spojrzeć mu w oczy. Jego twarz wciąż była o wiele za blisko, ciała zaś w dziwny, w pewnym stopniu rozkoszny sposób ocierały się o siebie, kiedy tak zastygli w bezruchu. Przez myśl Alyssy przeszło, że nie powinna pozwolić, żeby Carlos zbliżył się do niej aż do tego stopnia, ale kiedy skoncentrowała się na tej myśli, samej sobie nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego właściwie miałaby postąpić inaczej. W zasadzie… Ten wampir nie tyle wzbudzał w niej niepokój, co irytację, a ona miała już okazję przekonać się, że niezależnie od sytuacji, to nie na jej śmierci tak naprawdę mu zależało. Nie była tym odkryciem zachwycona, bo łatwiej było traktować Carlosa jako wroga i myśleć o nim w najgorszy z możliwych sposobów, jednak nie mogła zaprzeczyć, że ten cholernie irytujący wampir w jakiś pokrętny sposób ją chronił.
Zacisnęła powieki, mając wrażenie, że powoli zaczyna kręcić jej się w głowie. Nie potrafiła jednoznacznie sprecyzować tego, jak działał na nią Carlos, ale nie po raz pierwszy jego bliskość wytrącała ją z równowagi. Próbowała zrozumieć, zrzucając ten dziwny stan na karb oszołomienia oraz wampirzych zdolności – w końcu te istoty w naturalny sposób wabiły swoje ofiary, czasem nawet nie będąc tego świadomymi – ale podświadomie wyczuwała, że to coś więcej. Nie chciała brać pod uwagę manipulacji wolą innych, pomimo tego, że sama zrobiła coś podobnego dosłownie chwilę wcześniej, ale… Och, nie zrobiłby jej tego, prawda? Nie miała pojęcia, ale zdecydowanie lepiej dla niego byłoby, gdyby nie próbował takich sztuczek.
Nie możesz tego zrobić, bo…
Być może sprawił to szok, a może coś jeszcze innego, ale kiedy zatrzepotała powiekami i spojrzała na Carlosa, odniosła wrażenie, że wampir spoglądał na nią z niemniejszym oczarowaniem, co i ona na niego. W jednej chwili poczuła się niemal tak samo, jak tamtej nocy, kiedy obudziła się i zastała go w swojej sypialni, w przypływie paniki omal nie wypadając przez okno. Już wtedy czuła się jak we śnie, zwłaszcza później, kiedy Carlos po raz kolejny ją uratował, trzymając w ramionach i spoglądając nań w ten dziwny, nieopisany sposób, który sprawiał, że ledwo była w stanie swobodnie oddychać i… i…
Dlaczego?, pomyślała, nie po raz pierwszy mając ochotę zadać mu to konkretne pytanie. Serce waliło jej jak oszalałe, tłukąc się w piersi tak gwałtownie, jakby chciało połamać jej żebra i wyrwać się na zewnątrz. Wpatrywała się w Carlosa, próbując zebrać myśli i jakkolwiek zrozumieć, ale jej umęczony umysł stanowczo odmawiał właściwego łączenia ze sobą poszczególnych faktów. Czuła się coraz bardziej oszołomiona, prawie jak we śnie, ledwo trzymając się na nogach i mając wrażenie, że naprawdę niewiele potrzeba, by ciało ostatecznie odmówiło posłuszeństwa, a ona straciła przytomność.
– Brakuje mi wiedzy, poza tym daleko mi do lekarza, ale jestem prawie pewien, że jesteś w szoku – stwierdził cicho Carlos. Jego głos zabrzmiał dziwnie, odległy i nienaturalnie zachrypnięty przez nadmiar emocji. – Ali… – powtórzył, po czym zawahał się na dłuższą chwilę.
– Już nie „księżniczko”? – Wywrócił oczami, więc zamilkła, ostatecznie poważniejąc i decydując się zmienić temat. – Możesz odpowiedzieć mi na jedno pytanie? – wyszeptała, puszczając jego wcześniejsze uwagi mimo uszu.
Carlos zmarszczył brwi.
– Hm… To zależy, czy uznam, że to odpowiednie miejsce i pora, by cokolwiek ci wytłumaczyć – powiedział po chwili wahania, ostrożnie dobierając słowa. – Swoją drogą, jakby nie patrzeć, cały czas próbujesz mnie o coś pytać.
– A ty unikasz odpowiedzi – zarzuciła mu ze spokojem. – To nie jest uczciwe, Carlos – dodała, ale jej głos wcale nie zabrzmiał tak pewnie i gniewnie, jak mogłaby tego oczekiwać.
– W istocie, ale takie jest życie, jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś – zauważył przytomnie. Zamilkł na moment, wciąż nie odrywając od niej wzroku i najwyraźniej próbując zebrać myśli, jednak nie wyglądał, jakby szło mu to jakoś szczególnie dobrze. W zasadzie Alyssa odniosła wrażenie, że Carlos jest równie zdezorientowany i oszołomiony, co i ona sama, chociaż za wszelką cenę próbował ukryć przed nią jakiekolwiek oznaki słabości. – Okej, strzelasz.
Zawahała się, zaskoczona tym, że tak nagle zdecydował się jej ulec. Spróbowała zyskać na czasie, ostrożnie nabierając powietrza do płuc, żeby łatwiej doprowadzić się do porządku. Wciąż kręciło jej się w głowie, a kiedy spróbowała się wyprostować, skończyło się na tym, że jeszcze mocniej musiała przytrzymać się Carlosa, wczepiając palce w przód jego kurtki, by utrzymać równowagę. Czuła oszałamiający, po części słodki, a po części korzenny zapach – jakąś ostrą, trudną do opisania nutę, bardzo charakterystyczną i wydającą się drażnić jej wyostrzone zmysły. To nie pomagało w zebraniu myśli, ale nie była tym odkryciem szczególnie zaskoczona; w ostatnim czasie mało co było zgodne z oczekiwaniami, które miała.
– Ja… Przyszedłeś do mnie – powiedziała w końcu, ostrożnie dobierając słowa. – Zawołałam cię, a ty przyszedłeś.
– Tak, to już ustaliliśmy. Powiedziałem już, że byłem w pobliżu – przypomniał cierpliwie. Poczuła rozdrażnienie, bo przecież nie to miała na myśli, a on bez wątpienia specjalnie ją zwodził, skutecznie grając na nerwach tym, że próbował unikać odpowiedzi. – Zresztą to nie jest pytanie…
– Chcę wiedzieć, dlaczego przyszedłeś – powiedziała z naciskiem, zmuszając się, żeby mimo obaw spojrzeć mu w oczy. – Nie mam na myśli tego, że mnie śledziłeś. Próbuję zrozumieć, dlaczego musiałeś to zrobić.
Carlos westchnął przeciągle, wyraźnie niezadowolony z kierunku, który przybrała rozmowa. Jego palce bardziej stanowczo zacisnęły się na ramionach dziewczyny, kiedy delikatnie acz stanowczo spróbował przymusić ją do pozostania w bezruchu, podczas gdy sam cofnął się o krok.
– Alyssa…
Potrząsnęła głową.
– Grozi mi jakieś niebezpieczeństwo, prawda? – drążyła, nie zamierzając tak po prostu odpuścić. – Najpierw ta sytuacja w lesie, a później moja przemiana… Próbujesz mnie przed kimś chronić – oznajmiła, a po błysku niepokoju w ciemnych tęczówkach wampira poznała, że trafiła w sedno. – Przed… Skyler?
– Między innymi – przyznał, choć nie sądziła, że jednak zdecyduje się odpowiedzieć. – To bardziej skomplikowane, zresztą jesteśmy w najmniej odpowiednim miejscu na tę rozmowę.
Z wolna skinęła głową, rozważając jego słowa. Wciąż była świadoma wzajemnej bliskości, a także dotyku i zapachu Carlosa, niezmiennie wystawiającego jej zmysły na próbę. Co więcej, jakoś nie miała wątpliwości, że nadal pozostawała w szoku, choć odczuwane oszołomienie powoli zaczynało ustępować, a ona czuła się coraz pewniejsza tego, co i dlaczego chciała wiedzieć. Już nie chodziło tylko o jej bezpieczeństwo, ale o coś znacznie ważniejszego, tym bardziej, że zagrożenie zwróciło się również przeciwko Alexowi, a więc komuś, kogo kochała. W takim wypadku wszyscy musieli być zagrożeni, choć nade wszystko nie chciała nawet myśleć o tym, że z jej winy mógłby ucierpieć ktokolwiek, łącznie z Sorentimi, którzy tak po prostu przyjęli ją do swojego domu, niezależnie od faktycznych intencji.
Tym bardziej poczuła się zdeterminowana, żeby poznać prawdę, obojętna na to, co na ten temat myślał sobie Carlos. Mógł mówić, co tylko mu się podobało, ale teraz sam widział, że sprawy wymykały się spod kontroli. Miała prawo wiedzieć, zresztą nawet abstrahując od tego, czego oboje chcieli, nie dało się zaprzeczyć, że była w niebezpieczeństwie. Musiała się bronić, ale jak mogła tego dokonać, nie mając nawet pewności z czym tak naprawdę próbowała się mierzyć? Co jak co, ale to jedno ten wampir był jej winien, zwłaszcza, że jako stwórca sprawdzał się beznadziejnie.
– Dlaczego? – wyszeptała prawie bezgłośnie, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że wypowiedziała to pytanie na głos.
– Co „dlaczego”, Alysso? – mruknął Carlos, spoglądając na nią z powątpieniem. – Posłuchaj mnie…
– Mam taki zamiar, ale… – Zawahała się i uważnie zmierzyła jego przystojną twarz wzrokiem. Cholera, jak to możliwe, że nagle znaleźli się tuż obok siebie, a on nadal nachylał się w jej stronę…? – Dlaczego tak ci zależy na tym, żebym była bezpieczna? – wypaliła pod wpływem impulsu.
Carlos otworzył i zaraz zamknął usta, wyraźnie zaskoczy jej pytaniem. Chociaż początkowo sprawiał wrażenie pewnego tego, co zamierzał jej powiedzieć, w jego spojrzeniu doszukała się wahania i konsternacji. Blask w oczach przygasł, a Carlos nagle wydał się zagubiony, młodszy niż dotychczas i bardzo, ale to bardzo niepewny.
– Gdybym miał ci to wytłumaczyć już podczas naszego pierwszego spotkania, bez wahania odpowiedziałbym, że chodzi o egoizm – przyznał i uśmiechnął się w odrobinę wymuszony, pozbawiony wesołości sposób. Uniosła brwi, sama niepewna jak powinna zareagować na ten nagły przypływ szczerości, zwłaszcza, że w jego wykonaniu nawet prosta wypowiedź brzmiała niczym sprytna manipulacja. – Oj, daj spokój… – Carlos westchnął i wywrócił oczami. – Poznałaś mnie już. Wiesz, że mam w zwyczaju postępować tak, jak jest mi w danej chwili wygodnie.
– Ale? – podjęła, chociaż sama nie wierzyła w to, co robi.
Kolejny wymuszony uśmiech, który nawet w najmniejszym stopniu nie objął jego pociemniałych ze zmartwienia oczu. Och, tak – to było do przewidzenia.
– Bo zawsze jest jakieś „ale”…? – mruknął, wyraźnie próbując zyskać na czasie.
Zacisnęła usta, nie kryjąc narastającego rozdrażnienia. Doprawdy, czy nawet w takiej sytuacji musiał ją dręczyć? Miała ochotę porządnie nim potrząsnąć, z kolei milczenie i wymijające odpowiedzi powoli doprowadzały ją do szaleństwa, jakby mało było, że samą tylko bliskością ten cholerny wampir uniemożliwiał jej zebranie myśli.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, próbując powstrzymać się przed powiedzeniem czegoś, czego później mogłaby pożałować. Nie pojmowała tego, w jaki sposób działał na nią Carlos, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Jakaś część niej pragnęła go odepchnąć, a później spróbować odejść, tym bardziej jeśli dalej zamierzał ją zwodzić, nie śpiesząc się z udzieleniem jakichkolwiek odpowiedzi. Problem polegał na tym, że nie potrafiła się do tego zmusić, bardziej przejęta inną, na pierwszy rzut oka istotniejszą kwestią. To była jej szansa, którą za wszelką cenę musiała wykorzystać, bo gdyby teraz odpuściła albo pozwoliła mu odejść, pewnie nie zobaczyłaby go przez kilka następnych tygodni.
– Mów prawdę – ponagliła, choć nadal uparcie unikała spoglądania mu w oczy. Instynktownie położyła obie dłonie na jego torsie, pragnąc trzymać go na dystans, ale ostatecznie i tak nie zrobiła niczego, by zmusić go do odsunięcia się. – Co się zmieniło przez tych kilka tygodni? – rzuciła z powątpieniem, nie kryjąc, że szczerze wątpiła w prawdziwość tego, co miał jej do powiedzenia.
– Ranisz moje ego, Alysso – żachnął się Carlos, a ona ledwo powstrzymała się od gniewnego warknięcia. Jego ego? – Sprawy się skomplikowały, ujmując rzecz najprościej – dał za wygraną i choć to nadal nie tłumaczyło niczego, zdecydowała się obdarzyć go zdawkowym, pełnym powątpienia spojrzeniem.
– Co to znaczy?
Wciąż na nią patrzył, coraz bardziej zmieszany. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, jego najpewniej przeszywałoby ją na wylot, tnąc niczym sztylet albo jakieś śmiertelne ostrze. Chyba powinna być tym zaniepokojona, ale najwyraźniej wciąż jeszcze w pełni nie doszła do siebie, bo zachowanie Carlosa nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia.
– To znaczy, że już dawno przestałem iść zgodnie z wcześniejszym planem. Nie przewidziałem pewnych spraw, ale… – Carlos zawahał się, jakby zastanawiając się nad tym, jak wiele i w jaki sposób powinien jej powiedzieć. – Nie przewidziałem ciebie.
– Mnie? – Spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Żartujesz sobie ze mnie? Przecież oboje doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że od samego początku byłam częścią twojego planu, chociaż nadal nie rozumiem dlaczego. Przestań w końcu mnie zwodzić, bo naprawdę…
– Nie to miałem na myśli – przerwał nerwowo, chwytając ją za ramiona. Skrzywiła się, kiedy energicznie nią potrząsnął, jednocześnie zmuszając, żeby jednak spojrzała mu w oczy. Lśniły, wpatrując się w nią tak intensywnie, że mógłby wyglądać na obłąkanego, gdyby nie to, że chyba dawno nie widziała go aż do tego stopnia poważnego. Już nie ironizował, a przynajmniej nie wyczuwała w jego głosie niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że próbował dobrze bawić się jej kosztem. – Alysso… Och, a niech to diabli! – wyrwało mu się.
Nim zdążyła się zastanowić nad sensem jego słów i tym, że tak nagle się zdenerwował, Carlos bardziej stanowczo przyciągnął ją do siebie. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, kiedy bez ostrzeżenia nachylił się w jej stronę, całym sobą przyciskając ją do ściany i sprawiając, że nie była w stanie ruszyć się nawet o milimetr. Cała zesztywniała, przez ułamek sekundy przejęta myślą o tym, że Carlos stracił nad sobą kontrolę i za ułamek sekundy znów ją ugryzie – i że tym razem jednak pokusi się o to, żeby rozerwać jej gardło albo przynajmniej wypić wszystko, tym samym zaprzeczając sensowi tego, co z jego winy przeszła w ciągu ostatnich tygodni.
Nic podobnego się nie stało.
Myśląc o tym później, doszła do wniosku, że chyba podświadomie wyczekiwała tej chwili od samego początku. Jej napięte do granic możliwości ciało zesztywniało, by po chwili momentalnie się rozluźnić, kiedy poczuła wargi Carlosa na swoich ustach. Na ułamek sekundy pociemniało jej przed oczami, przez co dopiero po dłuższej chwili pojęła, że ten cholerny idiota właśnie ją pocałował. Zastygła w bezruchu, spodziewając się czegoś gwałtownego i na swój sposób nieprzyjemnego, ale Carlos okazał się zaskakująco delikatny, całując ją z wyczuciem, którego zdecydowanie by się po nim nie spodziewała. Przez chwilę sama nie była pewna, co takiego powinna zrobić, podświadomie pragnąć to przerwać, ale…
A potem – bardzo niepewnie i nieporadnie – odwzajemniła pocałunek, nawet nie zastanawiając się nad tym, co i dlaczego robi.
Wyczuła dezorientację Carlosa, jednak wampir natychmiast wziął się w garść, bardziej stanowczo przygarniając ją do siebie. Jego dłonie jak na zawołanie wylądowały na jej biodrach, a ruchy stały się bardziej zdecydowane, kiedy uznał jej reakcję za przyzwolenie, żeby pozwolić sobie na więcej. Alyssa jęknęła cicho, nie tyle ze strachu, co fascynacji, równie zaniepokojona, co i podekscytowana. To nie powinno mieć miejsca – przecież dobrze o tym wiedziała – a jednak kiedy spróbowała choćby się poruszyć, a tym bardziej kazać mu przestać…
Co ja robię? Co ja…?, tłukło jej się w głowie, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Nie mogła się zresztą pozbyć wrażenia, że sam Carlos nie planował tego, co właśnie się działo, a tym bardziej nie spodziewał się, że ona…
Och.
Nie miała szansy nawet dokończyć myśli. Carlos nagle zesztywniał, po czym stanowczym ruchem odsunął ją od siebie, zdyszany i wyraźnie niezadowolony.
Nim zdążyła zapytać go, co się stało, rozdzwonił się ten cholerny telefon.
To ja po prostu zostawię ten rozdział, dobrze? Kiedy pisałam go po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, co właśnie się wydarzyło. Teraz, po ponownym przejrzeniu, wciąż nie wiem, ale pal to licho – podoba mi się, poza tym jak najbardziej pasuje do wszystkiego, co sobie zaplanowałam. Co więcej, w następnym wyjaśnienia, tak jak obiecywałam. A przynajmniej ich część, dość istotna, bo na pewno pozwoli zrozumieć, kim jest Alyssa.
Dziękuję za obecność, bo ta jest dla mnie bardzo ważna. Mam nadzieję, że nowa część się podoba, a na tę chwilę… Cóż, do napisania wkrótce!

6 komentarzy:

  1. Teraz?! Jak idę do domu i będę musiała odłożyć czytanie na później?
    Niedobra Ty... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra... Wybaczam, bo rozdział mnie zachwycił. Chyba jest moim ulubionym ^^ i nawet jakoś mi nie przeszkadza, że nadal jestem zdezorientowana co, z kim, po co i dlaczego. Tak, zdecydowanie, w tym momencie jestem niepoprawną romantyczką.
      Szczerze powiem, że nie spodziewałam się tego po Carlosie, szczególnie, że przez poprzednie rozdziały zachowywał się jak palant... Ale tak czy inaczej, pozostał moim ulubieńcem <3
      Świetnie wyszedł Ci ten rozdział, nie jest ani przekoloryzowany, ani suchy. Pokuszę się o stwierdzenie, że idealny ^^

      Usuń
    2. Bardzo mnie to cieszy :D Carlos jest od samego początku jednym z moich ulubieńców, więc mam nadzieję, że z czasem ta sympatia się utrwali. No i miło mi, że odbierałaś go tak, jak tego oczekiwałam. Chyba nie zepsułam przedstawienia we wcześniejszych notkach w takim razie =P
      Dziękuję za komentarz i opinię. Wyjaśnienia powinny to i owo rozjaśnić, chociaż ze mną to nigdy nic nie wiadomo, więc aż boję się coś obiecywać ^-^

      Nessa.

      Usuń
  2. Hejka, chciałam tylko tak powiedzieć, że choć nie komentowałam już chyba od 10 rozdziałów to wciąż jestem z Tobą i zabieram się do komentarza i tak dalej, mam nadzieję, że w miarę szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :) Nie ma pośpiechu ani tym bardziej żalu z mojej strony. Wiem, że z czasem i chęciami bywa krucho, a przecież w tym wszystkim powinno chodzić przede wszystkim o czerpanie przyjemności. Sama mam spore zaległości u Ciebie, chociaż jak najbardziej jestem ;)
      Dziękuję za ten komentarz. Świadomość zawsze jest cudowna ^^

      Nessa.

      Usuń