02.03.2017

Rozdział XXXI

ALYSSA
Carlos zacisnął usta, mrucząc pod nosem coś, co zabrzmiało jak wiązanka przekleństw, chociaż Alyssa nie miała pewności, zbytnio oszołomiona, by choć próbować myśleć. Wciąż nachylał się w jej stronę, przyciskając do ściany i sprawiając wrażenie chętnego rozszarpać pierwszą osobę, która wpadnie mu w ręce, z naciskiem na tego, który śmiał przerwać mu akurat w takim momencie. Tym większym zaskoczeniem okazało się to, że ostatecznie udało mu się wziąć się w garść; to nie było normalne, zresztą tak jak i cała ta sytuacja, ale chyba zaczynała się przyzwyczajać.
Zabawne. Spokojny Carlos, pomyślała mimochodem. Nadal wpatrywała się w mężczyznę, aż nazbyt świadoma tego, że jego pierś unosi się i opada w rytm przyśpieszonego oddechu. Oczy lśniły, pociemniałe od nadmiaru emocji, poza tym wciąż mierzył ją wzrokiem, kiedy sięgnął do kieszeni kurtki, by gniewnym ruchem wydobyć telefon. Krótko zerknął na wyświetlacz, a na jego ustach pojawił się odrobinę cyniczny uśmieszek. Alyssa pomyślała, że za moment odrzuci połączenie, ale wampir najwyraźniej ponownie postanowił ją zaskoczyć, bo bez chwili wahania przyłożył komórkę do ucha.
– Masz idealne wyczucie czasu, braciszku – rzucił w ramach powitania. Po jego tonie trudno było stwierdzić czy jest poważny, czy może sobie żartował.
Alyssa ze świstem wypuściła powietrze, powoli zaczynając się rozluźniać. Zbyt przejęta, żeby koncentrować się na tym, jak na słowa wampira zareagował jego rozmówca, przymknęła oczy, bezskutecznie próbując zapanować nad własnymi emocjami. Bezwiednie przesunęła językiem po napuchniętych wargach, wciąż jeszcze oszołomiona, nie wspominając o tym, że ona… I że Carlos… To nie powinno mieć miejsca, a jednak nie potrafiła mieć pretensji o to, co oboje zrobili. Co więcej, w pewnym momencie przyłapała się nawet na tym, że jest rozczarowana, że dzwoniący musiał wybrać sobie akurat ten moment na to, żeby próbować kontaktować się z Carlosem, chociaż to przecież było niedorzeczne. Na litość Boską! Powinna była to przerwać – odepchnąć go, a najlepiej od razu zaryzykować małą kontuzję i bez przyłożyć temu cholernie irytującemu facetowi w twarz, tym bardziej, że tylko na taki rodzaj „wdzięczności” zasłużył sobie po wszystkim, czego przez niego doświadczyła, odkąd tylko stanął na jej drodze po raz pierwszy. Powinna być zła, ciskać się na prawo i lewo, nienawidząc go całą sobą, nawet jeśli po części doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w istocie zawdzięczała Carlosowi życie – i że teraz uratował ją ponownie, przychodząc, kiedy tak bardzo go potrzebowała.
Nerwowym gestem przeczesała wilgotne włosy palcami, ostatecznie zatrzymując dłoń na czole. Skrzywiła się, czując intensywne pulsowanie w skroniach i próbując przekonać samą siebie, że wciąż jest w szoku, a to co robiło… Nie, nie, nie – niczego już nie rozumiała, a jakby tego było mało, Carlos po raz kolejny wzbudzał w niej emocje i pragnienia, których nigdy wcześniej nie doznała i których nie miała prawa czuć… A przynajmniej nie powinna. Chwiała się na nogach, całkowicie wytrącona z równowagi, w pamięci wciąż mając dotyk ciepłych warg na swoich ustach oraz to, jak czuła się, kiedy on znajdował się tak blisko. Całował ją, a ona tego chciała, chociaż powinno być inaczej, a przynajmniej do tego próbowała się przekonać, raz po raz powtarzając sobie, że coś pomyliła oraz że tylko i wyłącznie szok miał wpływ na to, co przez cały ten czas działo się w jej głowie.
– Hm, tak… Jest tutaj ze mną – usłyszała i zatrzepotała powiekami, machinalnie spoglądając na Carlosa. Jedną ręką przytrzymywał telefon, drugą jakby od niechcenia opierając o ścianę, dokładnie na wysokości jej policzka. Przez cały ten czas nachylał się w jej stronę, tym samym skutecznie utrudniając dziewczynie koncentrację. Bystre oczy śledziły niemal każdy jej ruch, jednocześnie nie wyrażając niczego, zupełnie jakby nic wartego uwagi się nie wydarzyło, a on… – Co w tym dziwnego? Po pierwsze, nie zachowuj się, jakbym był dla niej zagrożeniem, bo oboje wiemy, że to nieprawda. Po drugie, jest cała, a to, że uciekła od Jasona, to już nie moja sprawa. Tak czy inaczej, znalazłem ją i tego się trzymajmy, okej? – rzucił niemal gniewnie, chyba wyraźnie urażony jakąś uwagą. Chociaż wciąż złośliwy, kiedy zachowywał się tak, jakby faktycznie obchodziło go jej bezpieczeństwo, musiała przyznać, że patrzyła na niego bardziej przychylnie. – Tak swoją drogą, też uważam, że musimy porozmawiać. Skoro już wspomniałeś, że Jason narobił paniki, a ty jesteś w pobliżu, zrobisz ulubionemu – uśmiechnął się nieco gorzko – bratu przysługę i zabierzesz nas do domu, prawda? Mam wrażenie, że jesteśmy w okolicy – dodał i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, bezceremonialnie zakończył połączenie.
– To… To nie było uprzejme, Carlos – wyszeptała, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że zdecydowała się wypowiedzieć tę uwagę na głos.
Lekko uniósł brwi, spoglądając na nią z zaciekawieniem. Uśmiech, który ostatecznie jej posłał, wydawał się równie uwodzicielski i czarujący, co i cholernie irytujący, ale zdołała go zignorować.
– Naprawdę? – Carlos wywrócił oczami. – Och, daj spokój. Mickey mnie zna… – rzucił jakby od niechcenia, tym samym utwierdzając Alyssę w przekonaniu, że to zdecydowanie nie z Jasonem rozmawiał. Nie była tylko pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. – Zresztą zawsze był za dobry. Ktoś inny już dawno posłałby mnie w cholerę, ale w jego przypadku to raczej mało prawdopodobne – dodał prawie obojętnym tonem, chyba faktycznie nie widząc niczego złego w takim stanie rzeczy.
– I właśnie dlatego postanowiłeś sprawdzić na ile możesz sobie pozwolić? – zapytała z niedowierzaniem. Spróbowała się wyprostować, ale chociaż z pewnym wysiłkiem udało jej się złapać pion, miała wrażenie, że jej ruchy nadal są bardzo niezgrabne i w najmniejszym wypadku nie pasują do kogoś, kto przecież był nieśmiertelny. – To nie jest uczciwe, Carlos. On się o ciebie troszczy, a ty…
– A ja od dawna tego nie potrzebuję. Z rodziną tylko na zdjęciach, jeśli jeszcze się tego nie nauczyłaś – uciął temat, nagle tracąc humor.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, poniekąd dlatego, że ze swoimi słowami trafił w sedno. Gdyby sama miała się nad tym zastanawiać, przynajmniej w odniesieniu do siebie i swojej „rodziny”, użyłaby identycznego określenia – z tym, że jej relacje z przybraną matką były zupełnie inną kwestią, której zdecydowanie nie chciała w tamtej chwili roztrząsać. W pewnym sensie odcięła się od tej konieczności już z chwilą wyjazdu na studia, a teraz tym bardziej musiała oswoić się z myślą, że dawne życie przeminęło. Jedynym, co tak naprawdę jej zostało, były wspomnienia i tego zamierzała się trzymać.
Problem w tym, że Carlos najwyraźniej tego nie rozumiał. Zmarszczyła brwi, obserwując jego bladą twarz i próbując zrozumieć, co takiego było z nim nie tak. Tutaj nie chodziło o Sorentich, nie wyłącznie, a przynajmniej takie miała wrażenie. Co więcej, instynkt podpowiadał jej, że obaj bracia mimo wszystko zrobiliby dla tego kretyna wszystko gdyby zaszła taka potrzeba – a już zwłaszcza Michael. Nie pojmowała, dlaczego w takim razie Carlos zachowywał się w taki zimny i nieczuły sposób, ale miała wrażenie, że to tylko pozory – maska, którą przybierał, a która na moment zniknęła, kiedy trzymał ją w ramionach, spoglądając nań w sposób, którego zdecydowanie się po nim nie spodziewała. Czuła, że rozwiązanie było o wiele bardziej złożone, a Carlos miał swoje powody, by odsuwać od siebie wszystkich tych, którzy mogli okazać mu chociażby cień cieplejszego uczucia. Nie rozumiała tego, ale ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju, a już na pewno nie zamierzała tego tak zostawić.
Jasne! Carlos na pewno chętnie ci się zwierzy, jeśli go o to zapytasz, zadrwił cichy, natrętny głosik w jej głowie. Zacisnęła usta, nagle zniechęcona i ogarnięta nieopisaną, wręcz wysysającą z niej siły niemocą. Uważasz, że ten pocałunek cokolwiek znaczy? Sama przecież widzisz, że on nie…
Dość.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, chociaż to wydawało się zbędne, bo Carlos i tak nie spoglądał w jej stronę, zwrócony do Alyssy plecami i zapatrzony w jakiś bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni. Nie widziała jego twarzy, ale podejrzewała, że nawet gdyby zdecydowała się obejść go w taki sposób, żeby móc mu się przyjrzeć, i tak nie byłaby w stanie stwierdzić niczego praktycznego. Kto jak kto, ale Carlos potrafił być wręcz przerażająco zimny i tak obojętny, że pewnie gdyby zechciał, byłby w stanie samym tylko spojrzeniem sprawić, by temperatura powietrza spadła o kilka stopni.
Alyssa z niedowierzaniem potrząsnęła głową. Jeśli tak, dlaczego właściwie ją pocałował? Nawet gdyby nie chciała się nad tym zastanawiać, jego zachowanie sprawiało, że niejako nie miała wyboru, raz po raz zadręczając się tą jedną kwestią. Co to miało być? Chwila słabości? Być może, chociaż patrząc na niego teraz, nie potrafiła sobie wyobrazić, by takie momenty w ogóle mu się zdarzały, nie wspominając o istnieniu jakiegokolwiek sensownego powodu, dla którego to właśnie jej Carlos miałby ujawnić swoją ludzką stronę. Bardziej prawdopodobne wydawało się, że wykorzystał chwilę jej dezorientacji, by móc się zabawić i spełnić zwykły kaprys. To bardziej do niego pasowało – to, że ją oszukał i wykorzystał – ale jednocześnie nie potrafiła w pełni przyjąć takiej możliwości do wiadomości. Z drugiej strony, może po prostu nie chciała, podświadomie broniąc się przed prawdą, co niejako utwierdziło ją w przekonaniu, jak bardzo była beznadziejna, ale mimo wszystko…
– Alysso?
Nie od razu poderwała głowę, ostatecznie decydując się spojrzeć na Carlosa. Zacisnęła usta, w duchu modląc się, by sprawiać wrażenie równie obojętnej i zdecydowanej, co on. Szczerze wątpiła, żeby ot tak jej to wyszło, ale chciała przynajmniej spróbować, za wszelką cenę usiłując zachować resztki dumy. Wciąż roztrzęsiona i dziwnie rozbita, w milczeniu zmierzyła stojącego przed nią wampira wzrokiem, nieznacznie wytrącona z równowagi tym, że nie wiadomo kiedy przemieścił się z miejsca na miejsce. Patrzył na nią w pewnym sensie obojętnie, zakładając ramiona na piersi i marszcząc brwi, jakby się nad czymś zastanawiał, choć i tym razem nie była w stanie określić toku jego myśli.
Kiwnęła głową, dając mu do zrozumienia, że wciąż go słucha. Carlos wypuścił powietrze ze świstem, po czym rzucił jej udręczone spojrzenie, jakby coś w tej reakcji go zaniepokoiło.
– Obraziłaś się na mnie? – zapytał, całkiem ją dezorientując. – Powiem ci prawdę, tak jak obiecałem. Nie musisz się przejmować, że nagle zmienię zdanie – oznajmił ze spokojem.
– O czym ty…? Och! – zreflektowała się, nie po raz pierwszy tego dnia czując się jak jakaś wariatka. – Dobrze. Właśnie nad tym się zastanawiałam – skłamała.
Carlos spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale przynajmniej nie odezwał się nawet słowem, co przyjęła z ulgą. Jak mogła w ogóle zapomnieć o rozmowie, którą jej obiecał? Myślami wciąż była przy pocałunku, jak jakaś idiotka analizując go na wszystkie możliwe sposoby i próbując zrozumieć, co takiego kierowało tym cholernym dupkiem, kiedy zdecydował się do niej zbliżyć, podczas gdy on… Cóż, najpewniej nawet o tym nie myślał? Najwyraźniej, skoro największym jego problemem wydawało się zapewnienie jej, że przynajmniej raz zamierzał dotrzymać danego słowa i powiedzieć prawdę – o ile oczywiście mogła mu w tej kwestii tak naprawdę zaufać. Pewnie nawet nie przyszło mu do głowy, że mogłoby ją dręczyć cokolwiek innego, ale to na swój sposób było jej na rękę, chociaż jednocześnie doprowadzało ją do szaleństwa. Mogła się założyć, że Carlos Sorenti pocałował w swoim długim istnieniu tak wiele różnych kobiet, zarówno wampirzych jak i ludzkich, więc omamienie również kogoś takiego jak ona nie tylko przyszło mu z łatwością, ale również nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia!
Zamrugała pośpiesznie, zaskoczona tym, że nagle poczuła pieczenie pod powiekami. Szlag, jeszcze tego brakowało, by się przy nim rozkleiła! Była na siebie zła za własne uczucia i to, że w ogóle zaufała Carlosowi, nie wspominając o poddaniu się pocałunkowi. Co właściwie strzeliło jej do głowy? To oczywiste, że oboje byli pod wpływem silnych emocji. Coś takiego było w stanie ogłupić, a przynajmniej ona mogła czuć się źle, niezdolna odmówić komukolwiek i czegokolwiek. Carlos po prostu to wykorzystał i chyba nawet nie powinna być zdziwiona, zwłaszcza, że miała już okazję go poznać. Gdyby była rozsądna, wtedy po prostu by go odepchnęła, zamiast jak głupia dać ponieść się chwili, aczkolwiek… Cóż, skoro już się stało, trudno. Co więcej, jeśli na Carlosie nie robiło to wrażenia, na niej również nie powinno, tym bardziej, że miała ważniejsze problemy na głowie i to właśnie na nich powinna się skoncentrować. Nic innego, prócz prawdy, nie powinno mieć znaczenia, tym bardziej, że czekała na ten moment od dawna. Teraz tym bardziej musiała dobrze wykorzystać możliwości nadchodzącej rozmowy, tym bardziej, że po Carlosie mogła spodziewa się dosłownie wszystkiego – również tego, że nagle się rozmyśli albo będzie próbował ją zwieść.
Milczenie ciągnęło się w nieskończoność, a może to z nią nadal coś było nie tak. Kiedy w końcu zauważyli czarny, zmierzający ku nim mercedes, spodziewała się, że odetchnie z ulgą, ale nawet pojawienie się Michaela nieszczególnie poprawiło jej humor. W milczeniu spojrzała na Carlosa, który w ułamku sekundy doskoczył do samochodu, by otworzyć drzwi po stronie pasażera. Wciąż ją obserwując, oparł się o dach auta, spoglądając na Alyssę wyczekująco i w następnej sekundzie w znaczący sposób unosząc brwi.
– Proszę bardzo, księżniczko – rzucił tonem, który jak nic mogła uznać za uprzejmy, a wręcz czarujący, ale jego zachowanie jedynie jeszcze bardziej ją rozdrażniło.
– Nie próbuj być tak nieznośnie miły, Carlos. To, że mnie uratowałeś, jeszcze do niczego nie zobowiązuje – szepnęła, ale podeszła bliżej, by w końcu schronić się przed deszczem.
Carlos zacisnął usta, ostatecznie decydując się na milczenie. Jak na ironię, ulewa w znacznym stopniu osłabła, co z jakiegoś powodu jedynie jeszcze bardziej popsuło Alyssy humor. Nawet pogoda wydawała się z niej drwić, a może to po prostu cały świat był równie podły, co i jej dotychczasowy towarzysz, tylko do tej pory nie zwracała na to uwagi.
– Alysso…
Głos Michaela sprowadził ją na ziemię, pozwalając przynajmniej częściowo się uspokoić. Siląc się na spokój, przeniosła wzrok na wampira, próbując ignorować Carlosa, który – przypadkiem bądź nie – zajął miejsce tuż za nią. Atmosfera wciąż była napięta, a Alyssa nagle poczuła się jak w potrzasku, chociaż sama nie była pewna czy to sprawka jej stwórcy i tego nieszczęsnego pocałunku, czy może spotkanie z Mary albo wspomnienie z parkingu, kiedy to wygłupiła się przed Nicholasem, a ostatecznie uciekła, obojętna na to, że Jason mógłby chcieć jej pomóc. Chyba każda z tych sytuacji po części miała wpływ na to, jak się czuła, ale starała się o tym nie myśleć, próbując znaleźć sposób na to, by przynajmniej przez kilka minut nie przejmować się niczym i chociażby po części zdołać się wyciszyć.
Westchnęła, po czym spojrzała wprost w oczy Michaela, próbując stwierdzić, co takiego musiał czuć albo myśleć sobie ten z braci. Chociaż nie była w stanie rozróżnić konkretnych emocji, coś w obecności tego z Sorentich przyniosło jej ulgę, choć to równie dobrze mogło mieć związek z włączonym ogrzewaniem. Z drugiej strony, wszystko wydawało się lepsze od konieczności spędzenia z Carlosem choćby kilku minut sam na sam.
– Nie wiem, co takiego powiedział Jason, ale… nic mi nie jest – zapewniła cicho, siląc się na blady uśmiech, ale podejrzewała, że wyszło jej to co najmniej marnie. – Możemy po prostu jechać? – dodała takim tonem, by nikt nie miał wątpliwości, że rozmowa na jakikolwiek temat zdecydowanie nie była szczytem marzeń.
– Taak… Tak sądzę – stwierdził z rezerwą Michael, ale po jego tonie poznała, że miał ochotę na któreś z nich warknąć. – Miło wiedzieć, że zjawiłeś się trochę wcześniej niż za kolejną dekadę – dodał, tym samym jak nic zwracając się bezpośrednio do brata.
Wbiła wzrok w przednią szybę, jedynie mimochodem zauważając w lusterku twarz milczącego, ale obserwującego ją z równą uwagą Carlosa. Znów przybrał maskę obojętności, sprawiając wrażenie kogoś, kto absolutnie nie przejmuje się tym, co dzieje się wokół niego.
– Nie filozofuj, tylko jedź – rzucił naglącym tonem, nawet na Michaela nie patrząc.
Jak zwykle miły… Sama prosisz się o cierpienie, kochanieńka, skarciła się w duchu. Jak nic zaczynała być nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim przewrażliwiona, jakby mało było tego, jak potraktował ją Carlos.
Niech to szlag, zdecydowanie była beznadziejna. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nic nie była w stanie poradzić na własne uczucia. Podobno z emocjami nie dało się walczyć i chyba w istocie coś w tym stwierdzeniu było, dużo łatwiej akceptowało się taki stan rzeczy, póki nie stawało się przed koniecznością potwierdzenia pewnych teorii na własnej skórze. Sytuacja zaczynała ją przerastać, jakby już teraz miała na głowie mało problemów i…
– Czekam na pierwsze pytanie, ale mam wrażenie, że nadaremno. Nie tego się spodziewałem, zwłaszcza po tym, jak zaatakowała cię Skyler – odezwał się bez jakiegokolwiek ostrzeżenia Carlos, a ona omal nie wyszła z siebie. Siedział tuż za nią, a kiedy mówił, jego oddech musnął jej policzek, dodatkowo kusząc znajomą już, wręcz obezwładniającą słodyczą.
– Cóż za zmiana… – rzuciła z przekąsem.
– Przecież ci obiecałem – przypomniał cierpko.
Zacisnęła usta w odpowiedzi na te słowa. No tak, w końcu to pozostawało najważniejsze – obietnica, którą jej złożył.
– Co się stało? – zapytał Michael. Już wcześniej musiał wyczuć napięcie między nimi, ale nawet jeśli tak było, dotychczas powstrzymywał się od pytań, czekając na rozwój wydarzeń. – Chwileczkę… Ktoś zaatakował Alyssę?
– Nie ktoś, tylko Skyler. Zawsze mogła trafić gorzej. – Głos Carlosa brzmiał niemal pogodnie, czym jedynie jeszcze bardziej doprowadzał dziewczynę do szaleństwa.
– Gorzej? – powtórzyła z niedowierzaniem. – To znaczy na ciebie, czy masz na myśli coś jeszcze innego?
Carlos zacisnął usta.
– Nie rozumiesz, Ali? Sama już stwierdziłaś, że jesteś w niebezpieczeństwie – zauważył przytomnie. – Polowanie właśnie się zaczęło, a ty… Ty jesteś nagrodą, księżniczko – oznajmił z naciskiem i coś w jego tonie oraz tym, że po raz kolejny nazwał ją „księżniczką”, jak na zawołanie przyprawiło ją o dreszcze.
Oszołomiona, pustym wzrokiem spojrzała przed siebie, wbijając wzrok w przednią szybę. Oddech natychmiast jej przyśpieszył, chociaż za wszelką cenę starała się nad tym zapanować. Cóż, to okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogła tego oczekiwać, zresztą tak jak i konieczność zachowania przynajmniej względnego spokoju.
– Carlos… – rzucił ostrzegawczym tonem Michael, krótko oglądając się na brata. Jedynie wampir mógł pozwolić sobie na taki manewr, zwłaszcza w pędzącym samochodzie. – Po prostu… do rzeczy, jasne?
Carlos zaśmiał się, ale bez wesołości, jedynie wywracając oczami w odpowiedzi na słowa brata. Wciąż uśmiechając się drapieżnie, z wolna nachylił się do przodu, przechylając się przez fotel i właściwie nie odrywając od Alyssy wzroku. Zadrżała, czując bijący od jego ciała chłód, tym bardziej, że jak gdyby nigdy nic wyciągnął dłoń w stronę jej twarzy, palcami czule muskając policzek. Kiedy na dodatek dostrzegła parę lśniących, wysuniętych kłów, serce omal nie wyskoczyło jej z piersi.
Co prawda odniosła wrażenie, że kiedy ich spojrzenia się spotkały, coś we wzroku Carlosa złagodniało, ale to bynajmniej nie sprawiło, że choć w niewielkim stopniu poczuła się lepiej. Wręcz przeciwnie – chyba naprawdę zaczynała bać się tego, co wkrótce miała usłyszeć.
– Opowiem ci… pewną historię – zapowiedział i zawahał się na moment. – Ale najpierw… Wierzysz może w anioły, księżniczko?
No i jest – zaledwie wstęp, ale to już. Właściwie ostatnia okazja na teorie, tym bardziej, że jestem ich bardzo ciekawa. Jedną już miałam przyjemność zobaczyć, a kolejny rozdział ostatecznie zweryfikuje, które Wasze przypuszczenia są słuszne.
Dziękuję wszystkim, którzy są, niezależnie od tego, czy się udzielacie. Najważniejsza jest przyjemność z czytania, nieważne kiedy i dlaczego ktoś pojawi się na tym blogu i zdecyduje się ze mną zostać. Tak więc bez spiny, bo to nie bycie na bieżąco i komentarze świadczą o czytelniku. Ja tam uwielbiam Was wszystkich =P
Tak więc do napisania!

1 komentarz:

  1. Jak czytałam twoje odautorskie dopiski pod rozdziałami, naprawdę myślałam, że TERAZ się wszystko wyjaśni. A tu czytam, czytam, jestem coraz bliżej końca i nic xD
    Co do pocałunku Carlosa i Alyssy to na początku jak zobaczyłam gif to pomyślałam, że Carlos zrobił to, żeby jej zamknąć usta i jakoś odwrócić jej uwagę od prawdy. Ale później doszłam do wniosku, że chyba nie jest aż tak wyrachowany, bo jednak obiecał jej rozmowę. No i wydawało się, że w jakiś sposób rzeczywiście zależy mu na Ali - jakiś jego własny pokręcony sposób. Ale tak czy siak, choć lubię go i w ogóle to nie jest chyba najlepszym wyborem dla Ali.
    W każdym razie co do jakiś teorii. Na początku myślałam, że Alyssa będzie jakąś księżniczką podziemia i ciemności. Ale Carlos nazwał ją nagrodą i zaczęłam myśleć, że może pochodzi raczej z całkiem drugiej strony i dlatego wszystkie mroczne stwory na nią polują. Jestem rozdarta, więc idę dalej :)

    OdpowiedzUsuń