16.04.2017

Rozdział XXXVII

ALYSSA
Nie miała pewności, która jest godzina. Choć musiało minąć kilka godzin od chwili, w której pojawiła się na parapecie pokoju Mary, Alyssa nie mogła pozbyć się wrażenie, że czas nagle przestał płynąć albo wręcz się cofnął, jakimś cudem wracając do momentu poprzedzającego ten nieszczęsny wieczór, który raz na zawsze zmienił jej życie. Zdawała sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, jednak siedząc w otoczeniu znajomych rzeczy, napawając się panującą w pokoju atmosferą i przebywając w miejscu, które tyle czasu było jej domem i gdzie wciąż znajdowały się jej rzeczy, czuła się naprawdę dobrze. Jeśli dodać do tego obecność i zachowanie Mary, Ali była wręcz gotowa stwierdzić, że nie zmieniło się nic, a one po raz kolejny zasiedziały się do późna, rozmawiając i czuwając do rana, obojętne na to, że z samego rana czekają je kolejne wykłady.
Zabawne, ale chyba naprawdę zaczynała tęsknić za codziennymi problemami i tym, by jej największym wyzwaniem było zmuszenie się, by po zarwanej nocy dotrzeć do odpowiedniej sali, a później postarać się nie zasnąć podczas zajęć. To wydawało się zadziwiająco wręcz normalne i najzupełniej ludzkie, przez co świadomość, że w rzeczywistości zmieniło się wszystko, a ona właśnie narażała swoją najlepszą przyjaciółkę na niebezpieczeństwo, tym intensywniej dawała się dziewczynie we znaki. Nie powinnaś tutaj być. Nie zasłużyłaś na to, tłukło jej się w głowie i te myśli stopniowo doprowadzały Ali do szaleństwa, uprzytomniając to, jak wiele zostało jej odebrane w kilka zaledwie tygodni. To, czego doświadczała, stanowiło zaledwie namiastką dawnego życia, które odeszło w zapomnienie, teraz jawiąc się jako ulotny sen – jedynie pozornie prawdziwe i wbrew wszystkiemu nie mające żadnego związku z rzeczywistością.
Z jakiegoś powodu nawet ta świadomość nie była w stanie sprawić, żeby poczuła się gorzej. Czuła spokój, co wydawało się dość paradoksalne, jeśli wziąć pod uwagę, że na zewnątrz wciąż padało, a w powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemne, podsycone przez deszczową aurę napięcie. Już nie grzmiało i jedynie sporadycznie gdzieś za oknem dało się przyuważyć rozjaśniający wszystko wokół błysk pioruna, jednoznacznie dający do zrozumienia, że ulewa stopniowo ustępowała, coraz bardziej oddalając się od deszczowego Seattle. Z wolna zapanowywał spokój, co jedynie podsycało uczucie senności, Alyssa jednak nie czuła zmęczenia. Sen przychodził sporadycznie, stanowiąc prawdziwy przywilej, który po części został jej odebrany – i to zwłaszcza teraz, kiedy najbardziej go potrzebowała.
Mary kręciła się po pokoju, raz po raz popijając już chyba trzecią kawę z rzędu, by mimo późnej pory utrzymać się na nogach. Z niezrozumiałą dla Alyssy determinacją przeglądała kolejne strony, wodząc wzrokiem po jaśniejącym w półmroku ekranie laptopa i bezgłośnie poruszając ustami. Ali już jakiś czas wcześniej przestała zagadywać, czego przyjaciółka właściwie szukała, w zamian próbując zająć czymś ręce. Z niejaką ulgą przekonała się, że jej współmieszkanka nie ruszyła żadnej z należącej do niej rzeczy, dzięki czemu nie miała większych problemów z doprowadzeniem się do porządku. Poczuła się dużo pewniej, mogąc przebrać się w suche ubrania i rozczesać poplątane, wilgotne włosy. Chociaż to wydawało się niczym, zwłaszcza po rozmowie, którą odbyły, nagle nawet najbardziej prowizoryczne czynności zaczęły jawić się jako niezwykle kojące i… po prostu normalne.
Tak, zdecydowanie potrzebowała normalności.
 – Mogę cię o coś zapytać? – usłyszała i aż uniosła brwi, pośpiesznie przenosząc wzrok na ułożoną na łóżku Mary.
Leżała na brzuchu, nawet na moment nie odrywając wzroku od ustawionego na materacu laptopa. Jej twarz nie wyrażała żadnych konkretnych emocji, przez co Alyssa mogła tylko domyślać się, co takiego jej przyjaciółka tym razem czytała. Z ciemnymi włosami i w cieniutkiej koszuli nocnej wydawała się krucha, a przy tym na swój sposób urocza (Nie żeby zamierzała Mary o tym powiedzieć!) i absolutnie nieprzygotowana na to, by mierzyć się ze światem, w który dopiero co wprowadziła ją Alyssa.
– Jasne.
Usłyszała westchnienie, a po chwili Mary w końcu wyprostowała się i przeniosła na przyjaciółkę parę lśniących, szmaragdowych tęczówek.
– Chodzi mi o to, co powiedziałaś o tym, co wydarzyło się w lesie. Wiesz, kiedy ten dupek cię zdenerwował… – rzuciła jakby od niechcenia, a Ali ledwo powstrzymała uśmiech.
– Ten dupek ma na imię Carlos i wcale nie jestem pewna, czy jest aż tak zły, jak to przedstawiłam – przyznała, po czym westchnęła przeciągle. – Byłam wtedy taka zła, Mary…
– Tak, tak. Dla mojej przyjemności on może być nawet uosobieniem archanioła Gabriela, samego Jezusa, czy kogo tam jeszcze. Dla mnie to dupek – ucięła. Alyssa z zaskoczeniem przekonała się, że przyjaciółka wcale nie wyglądała przy tym na rozbawioną. Wręcz przeciwnie – wspominając o Carlosie, Mary wydawała się chętną rozszarpać wampira na kawałeczki, nawet jeśli to było fizycznie niemożliwe. – Zresztą nie o niego chodzi. Pytam się o to, co wydarzyło się, kiedy… już straciłaś nad sobą kontrolę – uściśliła, momentalnie poważniejąc.
Alyssa zamarła, momentalnie przestając przeczesywać ciemne włosy palcami. Z miejsca poczuła, że robi jej się gorąco, zaraz też instynktownie sięgnęła pamięcią do tego, co wydarzyło się zaledwie kilka godzin wcześniej – wypełniającej ją wściekłości, przykrych słów…
Głośnego trzasku pękającej gałęzi, która omal nie zmiażdżyła Carlosa, wydając się wręcz reagować na jej emocje.
Chcąc nie chcąc znowu pomyślała o swoim stwórcy, chcąc nie chcąc wracając pamięcią do chwili zapomnienia i pocałunku, który do tej pory jawił jej się jako coś nieprawdopodobnego. Nadal nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego Carlos ją pocałował i co tak naprawdę powinna w związku z tym czuć – a tym bardzie co takiego czuł on. Nie chciała tego roztrząsać – nie po raz kolejny – jednak to wydawało się być silniejsze od niej, a jakby tego było mało, Mary nieświadomie sama pobudziła jej pamięć. Z pewnym opóźnieniem do Alyssy dotarło, że w swoich wyjaśnieniach nawet słowem nie zająknęła się na temat tego, co zaszło między nią a Carlosem… I zwłaszcza teraz nie zamierzała o tym przyjaciółce wspominać, nie tylko dlatego, że Mary najpewniej nie dałaby jej żyć, jak nic bez trudu orientując się, że – przynajmniej dla Alyssy – ten pocałunek musiał coś znaczyć.
A znaczy?, zapytała samą siebie, całkowicie wytrącona z równowagi własnym stwierdzeniem. Właściwie dlaczego miałby, zresztą…
– O co mnie pytasz? – zapytała z pewnym opóźnieniem, uprzytomniając sobie, że Mary spogląda na nią wyczekująco.
– Ali, co z tobą? – Dziewczyna urwała, po czym westchnęła przeciągle. – Pytam o ten moment w lesie. Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale… Wiesz, kiedy opowiadałaś mi, co stało się zanim uciekłaś… – Zamilkła i lekko przekrzywiła głowę, jakby chcąc przyjrzeć się przyjaciółce pod innym kątem. – To zabrzmiało trochę tak, jakby…
– Jakby natura mi odpowiedziała? – zapytała cicho Ali, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Oczy Mary rozszerzyły się nieznacznie w odpowiedzi na te słowa, ale ostatecznie krótko skinęła głową. Alyssa jęknęła cicho, po czym ukryła twarz w dłoniach, energicznie pocierając skronie, próbując zwalczyć przybierający na sile ból głowy. Nie była pewna, czy w jej przypadku podobne objawy powinny mieć rację bytu, czy też było to wyłącznie wynikiem jej wyobraźni, ale to pozostawało najmniej istotne. Czuła się okropnie, a jakby tego było mało, Mary nieświadomie poruszyła kwestię, która dręczyła ją już od dłuższego czasu i która również teraz nie dawała jej spokoju.
Co tak naprawdę poczuła na chwilę przed tym, jak jej irytacja względem Carlosa sięgnęła zenitu? Była wściekła i rozżalona, ostatecznie wyrzucając z siebie wszystko, co wydawało się narastać w niej od dnia przemiany, co zresztą wydawało się naturalne w sytuacji, w której się znalazła, ale z drugiej strony… Za tym kryło się coś więcej, ale nie potrafiła wytłumaczyć sobie, skąd brało się to przeświadczenie. Było jeszcze to dziwne wspomnienie, które wróciło do niej akurat w chwili, w której straciła kontrolę. Z uporem próbowała je kontrolować, chociaż to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby sobie tego życzyć. Może tak naprawdę nie chciała wiedzieć, bo wtedy musiałaby uwierzyć Carlosowi, a to…
Nie, zdecydowanie nie była na to gotowa. Jednak skoro nawet Mary wydawała się świadoma, że coś było na rzeczy, być może w istocie powinna była spróbować się z tym zmierzyć albo…
– Właśnie… – Mary się zawahała. – Mówiłaś, że tacy jak ty… To znaczy… No wiesz – mruknęła, nagle zażenowana. – Że tacy jak ty – zaryzykowała w końcu, ostrożnie dobierając słowa i najwyraźniej za wszelką cenę zamierzając unikać słowa „wampir” – potrafią… różne rzeczy. Manipulować pamięcią i… tak dalej, więc…
– Mhm…
Mary rzuciła jej rozdrażnione spojrzenie, wyraźnie niezadowolona z lakoniczności odpowiedzi, ale Ali nie zwróciła na to uwagi. Owszem, zdążyła zaobserwować, że nieśmiertelność niosła ze sobą najróżniejsze możliwości, ale nawet do głowy jej nie przyszło, żeby zastanawiać się nad zdolnościami, którymi sama by dysponowała. Już i tak była „wyjątkowa” pod niemal każdym możliwym względem, a ostatnim, czego było jej trzeba, były jakiekolwiek niezrozumiałe, wyjątkowe zdolności, które…
Och, jakim cudem nie zapytała o to ani Jasona, ani nikogo innego z Sorentich? Tak naprawdę przez cały ten czas ograniczała konieczność wypytywania o wampiryzm do minimum, co zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem. Może gdyby pozwoliła sobie na głębszy rekonesans, wszystko stałoby się prostsze, chociaż…
Zupełnie jakby cokolwiek mogło takie być!
A potem pomyślała o tamtym wspomnieniu i sposobie, w jaki sama czuła się pośród drzew. Pomyślała o spokoju, który towarzyszył jej, kiedy spacerowała lasem oraz o tym, jak natura wydawała się odpowiadać, kiedy zwróciła całą swą wściekłość przeciwko Carlosowi. W końcu pomyślała o tym, co jej odpowiedział i o swojej… matce – o Gai, która…
Gaja oznacza ziemię, Ali – zauważyła cicho Mary, tym samym uprzytomniając dziewczynie, że musiała nieświadomie odezwać się na głos. Obserwowała współmieszkankę, kiedy ta lekko postukała długim paznokciem w obudowę laptopa, by lepiej zwrócić na niego uwagę przyjaciółki. – Przynajmniej za taką uważali ją w starych wierzeniach. Matka Ziemia, odpowiedzialna za wszystko, co nas otacza. Uosobienie natury, stworzycielka gór… I tak dalej, i tak dalej.
– I wierzymy w to, co napisane jest w internecie? – upewniła się, chcąc zmienić temat, ale Mary nadal patrzyła na nią wyczekująco.
– Czemu nie? W końcu w każdej historii musi być jakieś ziarnko prawdy, a przynajmniej tak mi się wydaje – stwierdziła, po czym jakby od niechcenia przewróciła się na plecy i wbiła zielone oczy w sufit. – Więc powiadasz, że te twoje… twoje wampiry spalają się na słońcu?
Alyssa spojrzała na nią zaskoczona, tym bardziej, że po raz pierwszy użyła słowa „wampir”. I tak przyszło jej to o wiele szybciej niż samej Ali, być może dlatego, że dla Mary sytuacja wciąż pozostawała na swój sposób abstrakcyjna. O wiele łatwiej było mierzyć się z cudzymi problemami, niż pogodzić ze zmianami, które dotyczyły całego dotychczasowego życia.
– Tak stwierdził Jason… Omal nie dostał zawału, kiedy zorientował się, że jak gdyby nigdy nic poszłam sobie na spacer w słońcu i nic mi się nie stało. Kołek w serce też podobno działa, ale nie jestem pewna… – Urwała, kiedy coś ścisnęło ją w gardle. Dlaczego miała niejasne wrażenie, że umykało jej coś istotnego. – Może gdybyś spróbowała na mnie, miałybyśmy pewność.
– Nawet tak nie żartuj! – obruszyła się Mary. – Mam nadzieję, że w razie co będę mogła nakopać temu całemu Carlosowi, ale skoro jest taki silny…
– Rzuciłabyś się na Carlosa z osinowym kołkiem? – zapytała z niedowierzaniem, próbując to sobie wyobrazić.
Drobna Gotka Mary i niebezpieczny Carlos? Taki widok byłby doprawdy interesujący, o ile w ogóle zdecydowałaby się dopuścić do ich spotkania. Nie miała pojęcia, jak mógłby zareagować jej stwórca na to, co zrobiła, ale na pewno nie zamierzała cierpliwie czekać i pozwolić, by ktokolwiek zagrażał jej przyjaciółce. Teraz co prawda nie miała pewności, czy Carlos okazałby się na tyle bezduszny i nieprzewidywalny, by próbować zagrażać komuś, kogo kochała, ale nie zamierzała tego sprawdzać. Co prawda mogła się założyć, że wampir prędzej czy później zacznie jej szukać i że najpewniej ją odnajdzie, ale do tego czasu…
– Która dziewczyna czasami nie marzy, żeby zabawić się w Buffy? – Mary z niedowierzaniem pokręciła głową. – Jak sądzisz, ile kosztowałoby zaopatrzenie się w miotacz ognia? – wypaliła nagle, a po jej minie Alyssa z niedowierzaniem rozpoznała, że mówiła poważnie. – Och, albo kuszę! Kusze są fajne.
– Zaczynasz mnie przerażać, Mary – wyszeptała i z zaskoczeniem uprzytomniła sobie, że taka jest prawda. – Właśnie dlatego nie powinnam cię w to wciągać. Gdyby nie ja, nie siedziałabyś teraz w internecie i nie zastanawiała nad tym, jak najlepiej jest bronić się przed wampirami… Zresztą nawet Carlos nie zasłużył sobie na coś takiego – dodała po chwili.
Poczuła, że przyjaciółka jak na zawołanie przeniosła na nią wzrok. To było aż nazbyt znajome, przenikliwe i na swój badawcze spojrzenie, które sprawiło, że serce Alyssy natychmiast przyśpieszyło, zdradzając zdenerwowanie. Kto jak kto, ale Mary znała ją aż nazbyt dobrze, a teraz… Teraz wydawała się wiedzieć coś, co wyraźnie ją intrygowało i niepokoiło jednocześnie.
– Już drugi raz go przy mnie bronisz – zauważyła podejrzliwym tonem.
Alyssa poczuła, że sztywnieje i nagle zaczęła błogosławić, że w pokoju panował przyjemny półmrok, dzięki któremu Mary nie była w stanie dostrzec rumieńców, które wkradły się na jej policzki… Chyba. Przeklęty Carlos!, pomyślała z niedowierzaniem, ale w ostatniej chwili powstrzymała się przed wypowiedzeniem tych słów na głos. W zamian z wolna wyprostowała się i niemal obojętnie wzruszyła ramionami, siląc się na zachowanie spokoju.
– Uratował mnie – powiedziała w końcu, zupełnie jakby to wszystko wyjaśniało. – Denerwuje mnie jak cholera, ale mimo wszystko jest moim stwórcą i koniec końców powiedział mi prawdę. Fakt, miałam ochotę go zabić, ale…
– Ale? – naciskała Mary.
Zacisnęła usta, ledwo powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś, czego później mogłaby żałować. Nie miała pojęcia, dlaczego uwagi przyjaciółki aż do tego stopnia wytrąciły ją z równowagi, to jednak nie miało większego znaczenia. Liczył się sam fakt tego, że wspomniała o Carlosie, a jakby tego było mało…
Westchnęła, po czym w pośpiechu zmieniła temat:
– Pytałaś mnie o to, co czuję względem natury, pamiętasz?
Mary spojrzała na nią podejrzliwie, najpewniej jak zwykle wiedząc swoje, ale ostatecznie odpuściła. W zamian usiadła na łóżku i raz jeszcze przyjrzawszy się przyjaciółce, w końcu zdecydowała się odezwać.
– Fakt. A skoro sama do tego wracasz, najwyraźniej coś w tym musi być – stwierdziła z miną znawczyni. – Czy ty…?
– Sama powiedziałaś, że to by pasowało. Nie mam pojęcia, co tak naprawdę potrafię… O ile cokolwiek potrafię, pomijając mieszanie w głowi i poruszanie się w środku dnia – westchnęła, po czym z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Nie wiem kim tak naprawdę jestem, Mary.
– To akurat jest oczywiste – obruszyła się tamta. – Jesteś moją przyjaciółką. Ta jedna kwestia nie uległa zmianie.
Coś ścisnęło ją w gardle, ledwo tylko usłyszała te słowa. Mary niemal na każdym kroku uparcie powtarzała, że wszystko jest w porządku, być może sama również w to wierząc. Sęk w tym, że to zdecydowanie nie było takie proste, a przynajmniej Alyssa nie potrafiła ot tak tego zaakceptować. Nie, skoro pozostawała aż nazbyt świadoma tego, że sytuacja jest o wiele poważniejsza. Na samą myśl o tym, jakie to niosło ze sobą konsekwencje nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla Mary…
Był jeszcze szczególny rodzaj strachu, który paraliżował ją w ten najbardziej złożony, przejmujący sposób. Być może wszystko sprowadzało się do egoizmu – już dawno doszła do wniosku, że zachowuje się samolubnie – ale to i tak nie zmieniało faktu, że przerażała ją myśl, że Mary jednak mogłaby się od niej odwrócić. Teraz była oszołomiona i na swój sposób zafascynowana tym, co się działo, chyba wciąż  nie dowierzając prawdziwości wypowiedzianych słów. Rozmawiały o wampirach, wyjątkowych zdolnościach, ale… to było jak sen, a ze snu przecież bardziej łatwo się wybudzić. Obawiała się, że prędzej czy później do Mary miało jednak dotrzeć, że w prawdziwym życiu to wcale nie jest takie proste.
A wtedy mogło wydarzyć się dosłownie wszystko.
– Hej, Ali, nie rób mi tego. – Nawet nie zorientowała się, kiedy Mary zerwała się ze swojego łóżka i usiadła u jej boku, bez wahania otaczając Alyssę ramionami. Oszołomił ją słodki zapach skóry przyjaciółki i dźwięk tętniącej w jej żyłach krwi, jednak nawet do głowy jej nie przyszło, że mogłaby pokusić się o rzucenie dziewczynie do gardła. – Jestem tutaj, jasne? Teraz lepiej skupmy się na tym, co najważniejsze… Jak to było z tymi drzewami? – podjęła, a dziewczyna ledwo powstrzymała sfrustrowany jęk.
– Nie mam pojęcia. To się działo samo siebie, Mary – westchnęła, po czym energicznie potarła skronie, czując nasilający się z każdą kolejną sekundą ból głowy. – Byłam wzburzona, ale… – Nagle urwała i wyprostowała się niczym struna.
– Co jest? – zapytała natychmiast Mary, jedna Alyssa już poderwała się na równe nogi, zaczynając nerwowo krążyć.
– Wtedy wróciło do mnie to wspomnienie – przyznała, ostrożnie dobierając słowa, choć nie sądziła, że w takim stanie w ogóle będzie do tego zdolna. – Przypomniałam sobie coś… Sama nie wiem, ale na pewno już tego doświadczyłam. Wtedy myślałam o ziemi, o… mojej matce… – Znów urwała, bo to brzmiało zdecydowanie zbyt nierzeczywiście, by tak po prostu to zaakceptowała. – Myślałam o spuściźnie po mojej matce.
– To znaczy?
Alyssa jęknęła.
– Nie wiem! Skąd mam wiedzieć? – zapytała zniecierpliwiona, zaciskając dłonie w pięści. – Carlos tak naprawdę niczego mi nie powiedział, a później ja nie dałam mu okazji, by jakkolwiek się wybronił. Teraz tego żałuję, ale nieszczególnie śpieszy mi się, żeby z nim rozmawiać.
Zatrzymała się i zwiesiła ramiona, nagle wyczerpana i zmęczona jeszcze bardziej niż do tej pory. Czuła, że za podejrzeniami jej i Mary kryje się coś więcej, ale nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić co takiego. Miała wrażenie, że krążą wokół rozwiązania, dosłownie mając przed nosem wszystkie odpowiedzi, ale jak na ironię nie będąc w stanie ich dosięgnąć. To było tak, jakby patrzyła na coś przez grubą, zamgloną szybę, mogąc rozróżnić poszczególne kształty, ale nie potrafiąc w żaden sposób dopatrzeć się szczegółów.
Mary obserwowała ją w milczeniu, poważna i wyraźnie zaniepokojona. Alyssa ze świstem wypuściła powietrze, mimochodem zaczynając się zastanawiać, czy zachowanie przyjaciółki miało jakikolwiek związek z gniewem, który sama odczuwała. Nie czuła, żeby zmieniła się jakoś szczególnie, jednak z perspektywy dziewczyny, która znała ją od dziecka, wpływ wampirzej natury na jej wygląd i zachowanie musiał być wręcz szokująco wyraźny.
– Pokażesz mi swoje znamię, Ali? – zapytała nagle Mary, momentalnie wyrywając przyjaciółkę z zamyślenia. – To, które tak interesowało Carlosa – uściśliła, a jej zielone oczy zabłysły dziwnie, kiedy spojrzała na Alyssę w niemal wyczekujący sposób.
Nerwowo przygryzła dolną wargę, nagle zaniepokojona. Wspomniała, że to, co wzięła za nic nieznaczący znak na skórze, znacznie zmieniło swoją formę, ale czym innym było mówić, a czymś zupełnie odmiennym przekonać się o tym na własne oczy.
– W porządku – westchnęła, dochodząc do wniosku, że już i tak zabrnęła o wiele zbyt daleko, by próbować się wycofać.
Mimo wątpliwości zwróciła się do przyjaciółki plecami, po czym bardzo ostrożnie podciągnęła koszulkę. Usłyszała, jak Mary gwałtownie nabiera powietrza do płuc, wyraźnie wytrącona z równowagi wyrazistym, skomplikowanym wzorem, który zdobił plecy Alyssy. Tak nie wyglądało żadne znamię, a już na pewno nie istniały rysunki, które samie z siebie pojawiały się na jakiejkolwiek skórze, a jednak…
Ali przymknęła oczy, żeby łatwiej się uspokoić i spróbować skoncentrować, jednak to okazało się trudne. Zaniepokojona przeciągającym się milczeniem, bardzo powoli opuściła ramiona, pozwalając żeby koszulka luźno opadła w dół, zasłaniając plecy i nietypowe znamię – cieniutki półksiężyc, zdobiony misternymi, kwiatowymi motywami. Mimo wątpliwości chciała zwrócić się do Mary, by poznać zdanie przyjaciółki, jednak nie miała po temu okazji.
Ledwo się poruszyła, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pociemniało jej przed oczami. Zachwiała się niebezpiecznie, próbując utrzymać równowagę, jednak to okazało się równie bezsensowne, co i próba zachowania przytomności.
Usłyszała jeszcze, że Mary wypowiada jej imię, a potem wszystko pochłonęła ciemność.
Dzień dobry w ten świąteczny dzień! Może na dobry początek życzę wszystkim zdrowych, pogodnych świąt w rodzinnym gronie. Oby najbliższe dni (i nie tylko) okazały się czasem spokoju, radości i odpoczynku, którego w tym okresie wszyscy potrzebujemy :)
Dzisiaj oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział. Nie wiem, w jaki sposób powinnam go skomentować, więc nie będę kombinować i opinię jak zwykle pozostawię Wam. Powiem jedynie, że wkrótce na dłużej pojawi się Nicholas, a sprawy troszeczkę się skomplikują, hm… Och, poza tym nareszcie zmieniłam szablon! Obecny, choć bardzo prosty, zdążył napsuć mi nerwów, ale taki już urok Bloggera. Mam nadzieję, że posłuży równie długo, co ostatni (swoisty rekord, bo zwykle zmieniam szatę graficzną ot tak, zależnie od nastroju). W razie jakichkolwiek uwag, piszcie śmiało, chociaż liczę na to, że wszystko działa jak powinno.
Na koniec jak zwykle dziękuję za obecność. Do napisania wkrótce, moi drodzy! :3

2 komentarze:

  1. Wchodzę, a tu taki szok. Nowy szablon! Osobiście chyba wolałam poprzedni... A może to kwestia przyzwyczajenia... Nie wiem, dziś jestem bardzo niezdecydowana. ;)
    Przyjaźń Ali i Mary jest cudowna. Tak właśnie powinna wyglądać ta prawdziwa, o której tyle wszyscy mówią, a mało kto jej doświadczył. Raczej mało kto przyjąłby tak po prostu, że najbliższa jej osoba nie jest już człowiekiem.
    W sumie, to tak naprawdę nie wiadomo jak taki ludzik by na ową wiadomość zareagował... Krzyk? Śmiech? Zaniemówienie? Omdlenie?
    A tu sobie siedzą w pokoju z laptopem w poszukiwaniu informacji o wampirach w internetach...
    Co to się z nami stanie, jak nam prądy wyłączą XD
    Buffy! To był chyba pierwszy serial „horror”, który uwielbiałam oglądać, choć teraz lepiej do niego nie wracać, bo można sobie popsuć wspomnienia :/ Jak w przypadku Wywiadu z wampirem.
    Coraz bardziej lubię Mary! Miotacz ognia i kusza? Zajebiście XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, musiałam w końcu coś zmienić :3 Napsuł mi nerwów jak nie wiem co, ale jestem zadowolona z efektu, tym bardziej, że w zdjęciu się zakochałam <3
      Starałam się oddać przyjaźń, w którą (być może naiwnie) wierzę :D Zawsze drażni mnie, kiedy autorzy wprowadzają podobno bliską dla bohatera osobę, a potem ona znika po jednym rozdziale. Ot niby taka oddana, a tu nagle jej nie ma. Mary to silna postać, która, mam nadzieję, idealnie równoważy delikatny charakter Alyssy. No i cieszę się, że ją lubisz, bo dziewczyna naturalnie zostanie na dłużej. Mam względem niej plany ;>

      Nessa.

      Usuń