25.06.2017

Rozdział XLIII

ALYSSA
Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że w którymś momencie przestało padać. Z powątpiewaniem spojrzała na zasnute ciężkimi chmurami niebo, z łatwością będąc w stanie sobie wyobrazić, jak to otwiera się, a na ziemię po raz kolejny spada deszcz. Mimowolnie zadrżała, nie tyle za sprawą temperatury i tego, że wciąż była przemoczona, ale z winy wciąż wypełniających ją emocji. Nie była pewna, co takiego czuła albo przynajmniej powinna, ale to nie wydawało się aż tak złą perspektywą. Pusta wydawała się o wiele lepsza od gniewu, zwłaszcza po tym, jak ten popchnął ją zdecydowanie dalej, niż była w stanie zaakceptować.
Sama nie była pewna, dlaczego pozwoliła Carlosowi prowadzić, a tym bardziej gdziekolwiek się zabrać. Z drugiej strony, potrzebowała chwili wytchnienia, najlepiej z daleka od całego towarzystwa, a zwłaszcza Nadii. Słowa wampirzycy wciąż ją prześladowały, zresztą tak jak i wyrazy twarzy Mary i Eleonory – dwóch osób, które jej ufały i które tak bardzo bała się utracić. Wciąż nie docierało do niej to, co zrobiła, nie wspominając o reakcji dziewczyny, której omal nie zabiła – sugestii, że mogłaby być podobna do istoty, którą była w stanie utożsamić co najwyżej z największym złem. Nie rozumiała, co takiego sugerowała Nadia, nie wspominając o tym, że zdecydowanie nie miała odwagi, by zadać jakiekolwiek pytanie. Cóż, jak znała Carlosa, najpewniej i tak by nie odpowiedział, czy to specjalnie, czy to najzwyczajniej w świecie nie będąc w stanie udzielić sensownych wyjaśnień.
Jeśli miła być ze sobą szczera, nie bez powodu chciała przebywać akurat przy swoim stwórcy. On nie wyglądał na zszokowanego, a przynajmniej nie odniosła wrażenia, by jakkolwiek obwiniał ją za to, co się wydarzyło. Podejrzewała, że to żałosne, skoro próbowała uciekać przed konsekwencjami własnych czynów, ale to okazało się silniejsze od niej. Szukała… Och, sama nie była pewna czego! Zrozumienia? Na pewno, choć zarazem wciąż nie potrafiła ot tak przyjąć prawdy. Czuła się oszołomiona i bardzo, ale to bardzo zmęczona tym, co się wydarzyło, pragnąc choć na chwilę znaleźć się w jakimś innym, spokojniejszym miejscu. Nie chciała czekać na rozwój wypadków, słuchać pocieszeń albo znosić pełnych gniewu spojrzeń, którymi obdarowywała ją Nadia. Wciąż nie pojmowała, co tak naprawdę się wydarzyło, ale wolała udawać, że to nie miało znaczenia, przy Carlosie zaś taki stan rzeczy jak najbardziej wydawał się czymś możliwym.
Inną kwestią pozostawało to, że wciąż musieli porozmawiać, ale o tym również starała się nie myśleć. W gruncie rzeczy nie potrafiła nawet określić, co takiego względem tego mężczyzny czuła, nie tylko przez sposób, w jaki traktował ją od samego początku, ale… przede wszystkim przez ten pocałunek. Z drugiej strony, być może tak naprawdę nie było powodu, by cokolwiek analizować. Co prawda nie znała Carlosa aż tak dobrze, by przewidywać jego zachowania, ale mogła się założyć, że zabawa cudzymi emocjami nie była czymś, czego mógłby się wystrzegać. Och, była w stanie wręcz przysiąc, że całowanie przypadkowych dziewczyn również pozostawało czymś, co zdarzało mu się czy to z czystego egoizmu, czy dla przyjemności. W takim wypadku mogła co najwyżej zrobić z siebie idiotkę, okazując przejęcie czymś, co tak naprawdę nie miało znaczenia.
Zawahała się, po czym nerwowo obejrzała przez ramię, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że nie są sami. Raz po raz wodziła wzrokiem dookoła, spodziewając się dostrzec między drzewami coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być. Machinalnie napięła mięśnie, próbując samą siebie przekonać, że to wyłącznie jej przewrażliwienie i tak naprawdę nie miała powodów do niepokoju. Co więcej, jeśli już musiała być ze sobą szczera, chcąc nie chcąc musiała przyznać, że przy Carlosie czuła się spokojniejsza. Zdążyła już się przekonać, że nie zamierzał jej skrzywdzić, nie wspominając o momencie, w którym bez chwili wahania rzucił się do walki ze Skyler. Gdyby przyszła taka potrzeba ochroniłby ją, niezależnie od sytuacji i tego, jakie byłyby jego faktyczne intencje. Wiedziała już, że z jakiegoś powodu była ważna – i to nie tylko dla istot, które próbowały ją dorwać, ale również dla swojego stwórcy. Cóż, w końcu od samego początku działał tylko i wyłącznie dlatego, że miał w przemienieniu jej jakiś sobie tylko znany cel.
– Dokąd idziemy? – zaryzykowała, nie mogąc dłużej znieść przeciągającej się ciszy. Poruszali się wystarczająco szybko, by w krótkim czasie oddalić się od domu Sorentich na dość znaczącą, bezpieczną odległość. – Carlos! – jęknęła, kiedy nie odpowiedział, najzwyczajniej w świecie ją ignorując.
Również tym razem nie śpieszył się z jakąkolwiek reakcją, w zamian zatrzymując się bezceremonialnie i na tyle gwałtownie, że prawie na niego wpadła. Zachwiała się niebezpiecznie, odzyskując równowagę wyłącznie dzięki temu, że Carlos w porę chwycił ją za ramiona, stanowczo stawiając Alyssę do pionu. Zaraz po tym cofnął się o krok, odskakując od niej prawie jak oparzony. Z jakiegoś powodu serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, zdradzając o wiele więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć. Przy Carlosie zawsze czuła się dziwnie, nie tylko przez wzgląd na emocje, które w niej wzbudzał, ale również przez świadomość, że tak naprawdę pozostawał jej jedynym źródłem informacji. Chciała tego czy nie, w którymś momencie powstała między nimi niezrozumiała dla niej więź – coś więcej, niż tylko relacja, która powinna pojawić się po tym, jak ją przemienił. W grę wchodziło coś zgoła innego, ale w żaden sposób nie potrafiła tego zinterpretować.
– W porządku. – Głos Carlosa brzmiał spokojnie, ale on sam wydawał się pobudzony i dziwnie podekscytowany. W milczeniu powiódł wzrokiem dookoła, wywracając oczami, co uprzytomniło Alyssy, że jej przypuszczenia co do tego, że mogli mieć towarzystwo, były jak najbardziej słuszne. W pierwszym odruchu ją to zaniepokoiło, szybko jednak uświadomiła sobie, że intruzem musiał być ktoś znajomy, tym bardziej że jej towarzysz nie wyglądał na zaniepokojonego. Och, wręcz przeciwnie – wydawał się cieszyć jak dziecko z czego, czego ona mogła co najwyżej się domyślać. – Pokaż mi – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał, tym krótkim poleceniem skutecznie wytrącając Ali z równowagi.
– Co takiego? – zapytała w oszołomieniu.
Carlos uniósł brwi.
– Śmiem twierdzić, że dobrze wiesz – stwierdził w niemalże pobłażliwy sposób. – Czujesz ją, tak? Wyczuwasz Arianę – dodał, a dziewczyna z niedowierzaniem potrząsnęła głową, nagle spanikowana.
– Nie rozumiem… – Zawahała się, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że tak naprawdę okłamywała samą siebie. – Ja nie…
– Masz przebłyski, tak? – przerwał zniecierpliwionym tonem. – Oboje wiemy, że wciąż aż cię nosi. Poza tym… Cóż, nie wiem, czy pamiętasz, co zrobiłaś, kiedy wysiedliśmy z samochodu. Przynajmniej mnie to nie wyglądało na przypadek, więc…
Urwał, po czym rzucił jej wymowne spojrzenie. To wystarczyło, a przynajmniej Alyssa nie widziała powodu, dla którego miałby dodawać cokolwiek więcej – nie, skoro jego sugestia wydawała się aż nazbyt oczywista. Puls znowu jej przyśpieszył, tym razem z zupełnie innego powodu, dodatkowo manifestując odczuwane przez dziewczynę zdenerwowanie. W pamięci wciąż miała urywki wspomnień, które powracały do niej co jakiś czas, zwłaszcza gdy targały nią wyjątkowo skrajne emocje. To, którego doświadczyła w akademiku, do tej pory wydawało się porażająco wręcz żywe, dzięki czemu bez trudu przywołała do siebie targające Arianą uczucia. Pamiętała woń lasu, szum poruszanych wiatrem liści oraz bliskość natury. Córka Lucyfera – ona sama, choć wciąż trudno było jej uosobić się z jasnowłosą pięknością, której oczami czasami spoglądała na świat – czuła się silna, zdeterminowana, a już na pewno świadoma mocy, które odziedziczyła po matce i które wydawały się być jej częścią…
Dokładnie tej samej, która potrafiła zmusić naturę do uległości, jak chociażby w chwili, w której bez chwili wahania zrzuciła na Carlosa gałęź. Mogła udawać, że to zwykły przypadek, tym bardziej że pogoda pozostawiała wiele do życzenia, ale oboje wiedzieli, że to nieprawda. To przyroda stawała w obronie Ariany, manifestując wszystko to, co ta w tamtej chwili czuła.
Była świadoma naglącego spojrzenia Carlosa, jednak przynajmniej początkowo próbowała je ignorować. Coraz bardziej zdezorientowana, zastygła w bezruchu, zwieszając ramiona i w milczeniu wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Miała ochotę powiedzieć wampirowi, żeby dał sobie spokój i nie oczekiwał od niej cudów, zwłaszcza teraz, gdy już i tak ledwo nad sobą panowała. Zawahała się dosłownie w ostatnim momencie, przypominając sobie gniew, głośny trzask oraz spadającą gałęź, która omal nie wylądowała na wampirze, zupełnie jakby natura chciała ukarać nieśmiertelnego za to, że ważył się naruszyć jej spokój. Wcześniej była zbyt oszołomiona, żeby zebrać myśli i połączyć fakty, ale w tamtej chwili ten jeden moment wydał jej się istotny i niemalże kluczowy.
Oddychała szybko i płytko, coraz bardziej podenerwowana. W głowie miała mętlik, sama już niepewna, o czym tak naprawdę powinna myśleć. Nie rozumiała też tego, czego oczekiwał od niej Carlos, bynajmniej nie czując się pewniej dzięki temu, że próbował od niej wymagać. Jeśli miała być ze sobą szczera, przez jego zabiegi zaczynała czuć się niemalże osaczona, a to zdecydowanie nie zapowiadało niczego dobrego.
– Pozwolisz, księżniczko?
Wydęła usta, decydując się darować sobie upominanie go z powodu tego, jak na nią mówił. Z wahaniem zmierzyła go wzrokiem, kiedy z wolna przysunął się bliżej niej, zachęcającym ruchem wyciągając rękę.
– Nie mam pojęcia, co twoim zdaniem powinnam zrobić – uświadomiła go zrezygnowanym tonem. – A zresztą… Naprawdę chcesz zmuszać mnie do tego akurat teraz? – dodała, nie kryjąc rozżalenia. To, że mógłby ignorować jej emocje, a już zwłaszcza samopoczucie, w jakiś pokrętny sposób ją raniło.
– To cudownie, bo ja też mam mgliste pojęcie tego, na czym stoimy – stwierdził ze spokojem wampir, wysilając się na kpiarski uśmieszek. – W takim razie będziesz musiała się postarać. Wybacz, ale tak się składa, że natura nie była dla mnie łaskawa, jeśli chodzi o wyjątkowe zdolności, więc ci nie pomogę.
To nie brzmiało szczególnie motywująco i Carlos musiał doskonale zdawać sobie z tego sprawę. Przez dłuższą chwilę milczała, próbując zebrać myśli i jakkolwiek uporządkować wszystko to, co wiedziała, by podjąć jakąkolwiek sensowną decyzję, ale w głowie miała pustkę. Fakt, że wampir kolejny raz reagował jedynie na te kwestie, które były mu na rękę, również nie poprawiał dziewczynie nastroju.
– Miałeś mi wszystko wyjaśnić – zarzuciła mu. „Cholera, jesteś za mnie odpowiedzialny!” – miała ochotę wykrzyczeć, ale czuła, że to nie zrobiłoby na nim wrażenia. Już wystarczająco wiele udowodnił jej, że właściwe zachowanie zdecydowanie nie było czymś, czego należało od niego wymagać. – Wciąż tego nie zrobiłeś, a ja zaczynam wątpić w to, czy w ogóle przemyślałeś moją przemianę i to, czy ja…
– Cii… – Aż wzdrygnęła się, gdy jak gdyby nigdy nic zdecydował się zatkać jej dłonią usta. Spróbowała się odsunąć, wampir jednak nie zamierzał tak po prostu ustąpić. – Spróbuj się skoncentrować. Jak na razie potwierdzasz wszystko to, co ja sam wiedziałem. Postaraj się, a oboje wyjdziemy na tym równie dobrze – stwierdził, wysilając się na blady uśmiech. – Myśl sobie, co tylko chcesz, ale prawda jest taka, że potrzebujesz chwili na to, by odreagować. Zamiast użalać się nad sobą i przypominać mi, że jestem najgorszym stwórcą na świecie – podjął, jednocześnie wywracając oczami – wykorzystaj te emocje, żeby zdziałać coś praktycznego… Jesteś córka Gai czy nie?
Nie podzielała jego entuzjazmu, ale Carlos nie wydawał się chętny do prowadzenia jakiejkolwiek formy dyskusji. W tym, co mówił, wydawało się być równie wiele sensu, co i wątpliwości, czym skutecznie podsycał jej irytację, tym bardziej, że zdecydowanie nie w ten sposób wyobrażała sobie jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony. Miała wrażenie, że błądzi na oślep, a zachowanie wampira jedynie wszystko komplikowało, jakby wszystko to, co powiedział jej do tej pory, samo w sobie nie wydawało się wystarczająco trudne.
Nie miała pojęcia, co tak naprawdę przekonało ją do tego, żeby jednak spróbować. Myśląc o tym później, doszła do wniosku, że tak naprawdę chodziło o Gaję – o to, że powołał się na kogoś jakże odmiennego od Lucyfera. To brzmiało pocieszająco, przynajmniej z perspektywy Alyssy, choć zarazem wciąż nie docierało do niej, że mogłaby być córką jakże odmiennych, stojących po dwóch stronach barykady bytów: światła i ciemności, jak nagle sobie uświadomił
Westchnęła, po czym bardzo niechętnie zamknęła oczy. Wciąż nie potrafiła stwierdzić, czego tak naprawdę Carlos od niej oczekiwał i podejrzewała, że on sam tego nie wiedział, ale nie chciała o tym myśleć. W pamięci wciąż miała ostatnie wspomnienie Ariany i to jego spróbowała uczepić się jak najmocniej, w nadziei, że dzięki temu dozna nagłego olśnienia. Z drugiej strony, w momentach takich jak ten jakimś cudem wiedziała, co powinna zrobić, a to zdecydowanie o czymś świadczyło.
Kiedy zaatakowała Nadię, zdecydowanie czuła się świadoma tego, jak zabijać…
Zadrżała, coraz bardziej niespokojna. W pośpiechu odrzuciła od siebie niechciane myśli, próbując przekonać samą siebie że tak naprawdę nie miała powodu do niepokoju. Czuła się niezręcznie, nie będąc w stanie kontrolować tego, co działo się wokół niej, ale i o tym próbowała nie myśleć. Wzrok nie był wszystkim, a przynajmniej w to próbowała uwierzyć, niemalże zmuszając się do wiary w coś, względem czego miała tak wiele wątpliwości. Jakby tego było mało, instynkt wydawała się całą sobą oponować przed takim rozwiązaniem, raz po raz przypominając, że miała do czynienia z potencjalnym zagrożeniem – Carlosem, a może tym, co czaiło się gdzieś w ciemnościach. W jej żyłach krążyła krew, a to znaczyło, że była ofiarą, nawet jeśli rozsądek podpowiadał, że jej towarzysz nie zamierzał zrobić niczego głupiego. Całą sobą chłonęła obecność Carlosa, świadoma jego bliskości bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, w miarę jak pozostałe zmysły wyostrzyły się, próbując zrekompensować chwilową bezużyteczność wzroku. Wrażenie było niepokojące, a Alyssa przez dłuższą chwilę musiała zmuszać się do tego, żeby stać spokojnie.
Kiedy zdenerwowała się na Nadię, liczyły się przede wszystkim emocje. To od nich wydawało się zależeć wszystko, łącznie z jej pragnieniami, chociaż zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, by ta najmroczniejsza cząstka jej duszy po raz kolejny doszła do głosu. Co więcej, Ariana w wizji pozostawała spokojna, a jej siła wydawała się wynikać z utożsamienia z otaczającą ją naturą. Skoro tak, być może sama musiała zachować się podobnie, skupiając się na otoczeniu. Problem polegał na tym, że – co zresztą było do przewidzenia – sama metoda wydawała się brzmieć o wiele prościej niż mogłoby się okazać w praktyce.
– Księżniczko…? – usłyszała, więc tylko potrząsnęła głową.
– Możesz przez moment nic nie mówić, proszę? – zapytała cicho, siląc się na cierpliwość. Nie otworzyła oczu, chociaż miała na to ochotę, nie będąc w stanie tak po prostu przywyknąć do odcięcia od najbardziej podstawowego ze zmysłów. – Wydaje mi się…
Urwała, raz jeszcze koncentrując na wyostrzonych zmysłach. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, zdołała skoncentrować się na miarowym rytmie, w jakim biło jej serce. Z zaskoczeniem przekonała się, że to ją uspokaja – tylko trochę, liczyło się jednak przede wszystkim to, że w ten sposób zdołała się rozluźnić. Na dobry początek wystarczyło, kiedy zaś odzyskała równowagę, nieśmiało zwróciła się ku innym bodźcom – tym mniej znaczącym, które na co dzień ignorowała, a które towarzyszyły jej przez cały czas, bo nie dało się zaprzeczyć temu, że las tętnił życiem.
– Nie jestem pewien, co robisz, ale chyba rozumiem – usłyszała tuż przy uchu szept Carlosa i aż wzdrygnęła się, kiedy jego oddech owiał jej policzek. Nawet nie zorientowała się, kiedy wampir podszedł tak blisko, stając tuż za jej plecami. Wzdrygnęła się, czując ciepłe dłonie na ramionach, ale wcale nie poczuła pragnienia, żeby się od wampira odsunąć. – Chyba nawet mógłbym spróbować ci pomóc, o ile mój głos ci nie przeszkadza – dodał i była niemalże pewna, że się uśmiechał.
–Nie wiem, co mnie rozprasza, a co nie, więc zawsze możesz spróbować – odpowiedziała równie cicho. Nie była pewna dlaczego, ale wszelakie dźwięki wydawały jej się nienaturalnie wręcz intensywne. – Kiedy jesteś spokojny, o wiele łatwiej mi cię słuchać… Z drugiej strony, może powinnam poprosić jakiś sędziwy dąb, żeby skopał ci tyłek. Ostatnim razem prawie zadziałało, a ty będziesz miał swój dowód, skoro już uparłeś się mnie wykończyć – zaproponowała słodko.
Carlos parsknął śmiechem, co do jakiegoś stopnia wytrąciło dziewczynę z równowagi. Sam dźwięk wydał jej się dziwnie odległy, a może to po prostu ona sama bezwiednie próbowała odciąć się od wszystkich bodźców, które wydały się choć w niewielkim stopniu uciążliwe. Czuła się prawie tak, jakby próbowała zasnąć, choć jednocześnie w aż nazbyt świadomy sposób wiedziała, że wciąż stoi pewnie na nogach, na dodatek w samym środku lasu.
– Lepiej zostań przy tym, co robisz – zaproponował w końcu Carlos. Miała wrażenie, że starannie ważył słowa, nie chcąc zbytnio jej rozpraszać. – Skoncentruj się, cokolwiek… To jest w tobie, więc spróbuj do tego dotrzeć – dodał i kiedy tak o tym mówił, to naprawdę wydawało się łatwe.
– Taak? – rzuciła z przekąsem. – Powiedz mi, jak często zdarza ci się dotrzeć do twojego… odległego „ja” z innego wcielenia? – zadrwiła, a przynajmniej próbowała, bo jej własne słowa wydały jej się co najmniej abstrakcyjne.
Sądziła, że go zdenerwuje i chyba nawet tego chciała, ale nic podobnego nie miało miejsca. Carlos wciąż był spokojny, poza tym trzymał obie dłonie na jej ramionach – tak delikatnie i z wyczuciem, że w pewnym momencie w ogóle przestała zdawać sobie sprawę z jego dotyku. Czuła oddech raz po raz muskający jej odsłonięty kark, tym samym przyprawiając ją o dreszcze, to jednak również okazało się niezwykle przyjemne.
– Po prostu spróbuj – odezwał się ponownie Carlos. Jego głos zabrzmiał inaczej, nagle dziwnie niski i zachrypnięty. – Mam na myśli… Wiesz jak to jest z tańcem, księżniczko? Wcale nie musisz się tego uczyć, żeby wiedzieć, co zrobić. Wyobraź sobie, że właśnie tego chcesz – chcesz tańczyć, ale nie znasz kroków ani nie słyszysz muzyki – zasugerował cicho. Coś w jego tonie sprawiło, że poczuła się naprawdę dziwnie, nie pierwszy raz mając trudność ze zrozumieniem jego emocji, a już zwłaszcza goryczy, która nagle wkradła się do jego głosu. – Żeby to zrobić, musisz poczuć rytm… Jest gdzieś tam, prawda? A kiedy go poznasz, wtedy naprawdę będziesz wiedziała, jak…
Nie była pewna czy urwał, czy to ona przestała go słuchać. To w gruncie rzeczy nie miało znaczenia, przynajmniej w tamtej chwili. Skupiła się na oddychaniu – na miarowym wdychaniu i wypuszczaniu powietrza – oraz na tym, jak pewnie trzymała się na nogach. Prócz własnego oddechu i pulsu, udało jej się usłyszeć delikatny szum wiatru, igrający z tysiącami liści, które składały się na korony otaczających ją ze wszystkich stron drzew. Sam ich zapach wydawał się upajać, dodatkowo wzmocniony po deszczu, powietrze zaś okazało się zaskakująco czyste, nawet pomimo tego, że kilka kilometrów dalej musiała znajdować się szosa oraz wyraźne ślady cywilizacji. Gdzieś tam Home, a jeszcze dalej Seattle, musiały tętnić życiem, ale to wydawało się niczym w porównaniu z tym, co działo się znacznie bliżej – dosłownie gdzieś na wyciągnięcie ręki.
W jednej chwili zdała się na instynkt, sama niepewna, co tak naprawdę chciała osiągnąć. Och, to i tak nie miało znaczenia. Szukała czegoś, czego potrzebowała, choć nie potrafiła tego nazwać.. Pragnęła siły, która płynęła z natury – jej niszczycielskiego działania, ale również zdolności do tego, żeby tworzyć. Ta jedna myśl zawładnęła nią, jednak nie gwałtownie, ale delikatnie – prawie jak łagodna fala na plaży, która stopniowo posuwa się w głąb lądu, by po chwili równie delikatnie się wycofać. To było przyjemne, a Alyssa niemalże mogła przysiąc, że już kiedyś doświadczyła czegoś podobnego, ma dodatek więcej niż raz, choć jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że to nie jest możliwe.
A jednak było – tylko pod warunkiem, iż w końcu zgodziłaby się z tym, co na temat jej przeszłości powiedział Carlos.
Była Arianą, ale…
– O mój Boże!
Zaskoczony okrzyk doszedł do niej jakby z oddali, ale to wystarczyło, żeby skutecznie sprowadzić ją na ziemię.
Bez chwili wahania uniosła głowę, a potem w końcu otworzyła oczy.
Dobry wieczór! Jest rozdział, co bardzo mnie cieszy, bo chyba wracam do rytmu. Co prawda nie chcę zapeszyć, ale możemy chyba założyć, że jest w porządku. Z drugiej strony, to może być zasługą Three Days Grace i koncertu, który odbędzie się za dwa tygodnie w Warszawie. Ktoś może się wybiera? :D
Tradycyjnie dziękuję za komentarze i obecność. To wiele dla mnie znaczy, nie wspominając o tym, że niezmiennie dodaje mi skrzydeł. Swoją drogą, w przyszłym miesiącu wypada pierwsza rocznica nowej wersji tego opowiadania. Szybko zleciało, prawda?
Do napisania!

4 komentarze:

  1. Wow :D coraz bardziej wkręcam się w tę historię :) Liczę na ciąg dalszy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:3
      Bardzo miło mi to czytać! Dziękuję i mogę zapewnić, że ciąg dalszy jeszcze w tym tygodniu :) Byłabym też wdzięczna, gdybyś jakkolwiek się podpisywała, by łatwiej było mi się do Ciebie zwracać ^^
      Pozdrawiam!

      Nessa.

      Usuń
  2. ALyssa rzeczywiście ma jakiś problem ze swoim emocjami i lepiej, żeby nauczyła się nad tym panować, bo może "zlać się" z Arianą. Z flashbackami i manipulacjami Lucyfera, może jej się łatwo pomieszać w głowie. Szkoda, że Mary musiała widzieć ten wybuch, ale myślę, że mimo wszystko nie przekreśli swojej przyjaciółki.
    W każdym razie podoba mi się ta relacja pomiędzy Alyssą i Carlosem w tym rozdziale, bo jest taka intymna i osobista. Mam wrażenie, że sięga naprawdę głęboko.
    Co do mocy Alyssy... Oprócz tego, że to po prostu fajna umiejętność, to to może być coś co pozwoli jej połączyć się z matką i ze swoim poprzednim wcieleniem, no i w ogóle jakoś to wszystko lepiej zrozumieć.

    A jeśli chodzi o Skyler... Jest demon i chyba z założenia powinna być zła, ale po tym fragmencie w ostatnim rozdziale nie pałam do niej jakąś szczególną nienawiścią. Owszem, "pracuje" dla Lucyfera, ale to jak stara się mu zaimponować, jak chce być najlepsze i stara się zdobyć wyższe cele jest w jakiś sposób ujmujące. W każdym razie nie wydała mi się jakoś szczególnie i bezwzględna xD

    OdpowiedzUsuń
  3. I co się stało?! Aaaaawwwww!!! Jak Ty tak możesz niedobra Ty?!
    Początkowo patrzę i mówię, ale długi rozdział, a się okazało, ze jednak zbyt krótki. :)
    Ale od początku...
    Trochę śmiechłam, gdy przeczytałam, że Ali aż tak dobrze nie znała Carlosa... Ehem... Go chyba nikt nie zna w ogóle :P Nawet bracia nie są w stanie stwierdzić, o co temu kolesiowi chodzi, no ale to po prostu Carlos. Chociaż z perspektywy Ali akurat teraz to to, że on raczej nie jest skory do rozmów, jest dobre. Nie wymusza na niej, żeby mu się wyspowiadała tylko po prostu jest. No ale wiadomo, że gdy on już otworzy usta, to cały urok i poczucie względnego spokoju pryska, kolejny raz pokazując, że zdecydowanie nie można stwierdzić jak on się zachowa.
    Bardzo spodobało mi się stwierdzenie, że to natura stanęła w obronie Ariany, kiedy zrzuciła gałąź na Carlosa. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak po prostu, coś w tym mi przypasowało. :)
    I wciąż zastanawiam się co takiego było w tym lesie, a może kto? Najprostszym rozwiązaniem to byłyby zwierzątka, tak po prostu, ale... Właśnie jest to ale i pewnie to żadne jelenie, skunksy czy inne stwory. ;)
    Gdy Carlos zaczął mówić o tańcu... Od razu przed oczami stanęła mi scena, gdy on wspominał. Mistery (nie wiem czy dobrze pamiętam i czy dobrze napisałam) tańczyła. Uwielbiała to, prawda? A on jej się wtedy przyglądał. I standardowo nie wiem, czy chciałaś nawiązać do tego, czy to moja nadinterpretacja...

    OdpowiedzUsuń