05.07.2017

Rozdział XLIV

ALYSSA
Czuła promieniujące, intensywne ciepło, które raz po raz rozchodziło się po całym jej ciele. To było przyjemne i dodawało jej energii, w pewnym sensie upajając, choć to wciąż było zbyt mało, by przestała rozumieć, co takiego działo się wokół niej. Od nadmiaru bodźców kręcili jej się w głowie, ale nie odebrała tego jako coś niewłaściwego, w zamian wręcz poddając się temu uczuciu i chłonąc je całą sobą, mimo wątpliwości i tego, że jakaś jej cząstka wciąż obawiała się tego, co działo się wokół niej.
Dłonie Carlosa wciąż spoczywały na jej ramionach, ale ledwo była tego świadoma. Nacisk ze strony wampira był prawie niewyczuwalny, a może to ona instynktownie zdołała odciąć się od tego, co mogłoby ją rozpraszać. Sam Carlos wydawał się wyjątkowo spokojny, a przy tym niezwykle pomocny, choć ten jeden raz skupiając się na tym, żeby jakkolwiek jej pomóc, nie dobić. To okazało się przyjemną odmianą, zwłaszcza że nawet nie sądziła, iż to właśnie jego będzie stać na taki wysiłek. Z drugiej strony, mężczyzna wydał jej się dziwnie podekscytowany, jakby tylko wyczekiwał tego, co miało się wydarzyć. Alyssa miała wrażenie, że od samego początku wiedział na co ją stać, ale dopiero teraz pokusił się o to, żeby to sprawdzić.
Dopiero po dłuższej chwili znalazła w sobie dość siły, żeby otworzyć oczy i zmierzyć z tym, co tak zaskoczyło jej towarzysza. A jednak nawet kiedy już zatrzepotała powiekami i spojrzała przed siebie, przez dłuższą chwilę była w stanie wyłącznie patrzeć, choć nie w pełni pojmowała to, co tak naprawdę widziała.
Pomimo tego, że dookoła wciąż panował półmrok, Alyssa natychmiast zorientowała się, że zrobiło się jaśniej. Widziała łagodne, bardzo subtelne światło – zieloną poświatę, której źródło dopiero po kilku następnych sekundach umiejscowiła… w sobie. To wytrąciło ją z równowagi bardziej niż cokolwiek innego, a jednak zdołała zmusić się do zachowania spokoju, w pełni świadoma siebie i natury, która otaczała ją ze wszystkich stron.
– To prawda, czyż nie? – wyszeptał jej do ucha Carlos, usiłując przybrać taki ton, by jak najmniej ją rozpraszać. Coś w jego słowach sprawiło, że mimowolnie zadrżała, mając wrażenie, że nieśmiertelny kusi ją i nie po raz pierwszy jest na dobrej drodze do tego, żeby zacząć mieszać jej w głowie. – Masz na nią wpływ. Natura jest twoją częścią, księżniczko.
– Nie wiem jak – odpowiedziała cicho, a do jej głosu wkradła się napięta nuta.
Wciąż towarzyszył jej lęk, ale to stanowiło inną, bardziej skomplikowaną kwestię. Nie obawiała się zdolności, którymi dysponowała i które narastały w niej już od dłuższego czasu – wręcz przeciwnie. Niepokój brał się stąd, że choć jakaś jej cząstka wydawała się radować tym, co działo się wokół niej, jednocześnie bała się, że zrobi coś nie tak. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że i tym razem połączenie z tym, co ją otaczało – naturą, która była jej częścią, stanowiąc spuściznę po matce – pozostawało niezwykłe kruche, przez co jeden błąd wystarczył, by najzwyczajniej w świecie zniknęło. Nie chciała sobie na to pozwolić, na wszystkie możliwe sposoby próbując okiełznać wypełniającą ją energię, to jednak okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby tego oczekiwać. Nie, skoro tak naprawdę nie wiedziała, co próbowała osiągnąć.
– Och, wiesz. – Głos Carlosa brzmiał niemal beztrosko. Ali naszła dziwna myśl, że wampir doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak się czuła, być może doświadczając czegoś podobnego, skoro miał z nią fizyczny kontakt. – Po prostu jeszcze sobie nie przypomniałaś… Może powinnaś poszukać rozwiązania właśnie tam – dodał i choć nie uściślił swoich słów, jego sugestia wydała jej się sensowna.
Na ułamek sekundy przymknęła oczy, próbując przywołać ze swojej pamięci wspomnienia, które już zdążyła zobaczyć – zwłaszcza te, ktoś dotyczyły rozmyślań Ariany o matce oraz dziedzictwie, które zapewniła jej Gaja. Pamiętała podobne ciepło i świadomość związku z naturą, a także entuzjazm, który odczuwała istota z jej wspomnień. Pamiętała również przejmujące oczekiwanie na tego mężczyznę, a także to jak podekscytowana przy tym była.
Nie zastanawiając się nad tym, co i dlaczego robi, otworzyła oczy, po czym powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt przestrzeni. Na ułamek obejrzała się przez ramię, spoglądając wprost w ciemne tęczówki Carlosa, jednak prawie natychmiast uciekła wzrokiem gdzieś w bok, koncentrując się na mroku pomiędzy drzewami. Gdzie jest? Dlaczego wciąż nie przyszedł?, kołatało się jej w głowie, choć te pytania nie powinny mieć dla niej najmniejszego nawet sensu, Ali poczuła się niemal rozczarowana, ale i na swój sposób zmartwiona. Zupełnie jakby wiedziała, a osoba na którą czekała…
Niebieskie oczy.
Te niebieskie oczy…
Poruszając się trochę jak w transie, stanowczo strząsnęła z ramion dłonie Carlosa, po czym przestąpiła o krok naprzód. Już nie bała się, że światło zgaśnie, a ona straci kontrolę nad wypełniającą ją mocą. Przez moment czuła się tak, jakby w przeszłości robiła to nie raz, czy też raczej była kimś innym – pewniejszym siebie, bardziej doświadczonym i… niezwykle niebezpiecznym, co na swój sposób również przypadło dziewczynie do gustu. Przez myśl przeszło jej, że taki stan rzeczy miał w sobie coś niepokojącego, ale prawie natychmiast odrzuciła od siebie tę myśl, w zamian koncentrując się na tym, co robiła.
Miała wrażenie, że nie jest sama i że nie tylko Carlos ją obserwuje, ale nie traciła czasu, by sprawdzić ile w tym prawdy. Bez słowa zatrzymała się, po czym z gracją przykucnęła, by móc dosięgnąć zieleniącej się pod jej stopami trawy. Ujęła jedno ze źdźbeł między palce, okręcając je wokół kciuka i mimowolnie uśmiechając się, kiedy wypełniające jej ciało ciepło przybrała na sile. Wyraźnie czuła pulsującą energię, która po chwili znalazła ujście, łagodnie opuszczając organizm Alyssy, by ostatecznie wrócić do miejsca, do którego faktycznie przynależała – natury, która zapoczątkowywała dosłownie wszystko.
– Jakie to piękne! – usłyszała za plecami wyraźnie podekscytowany głos Eleonory.
Wysiliła się na blady uśmiech, w końcu rozumiejąc, dlaczego przez cały ten czas miała wrażenie, że ktoś podążał za nią i Carlosem. W jakiś pokrętny sposób obecność wampirzycy dodała jej pewności, zwłaszcza kiedy przekonała się, że ta nie sprawiała wrażenia rozeźlonej. Co więcej nie zostawiła jej samej i to nawet pomimo tego, co stało się z udziałem Nadii. Alyssa nie była pewna, co tak naprawdę powinna o tym sądzić, ale ta świadomość sama w sobie dodała jej pewności siebie.
Przestała o tym myśleć, na powrót koncentrując się na przepływającej energii. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że coś faktycznie uległo zmianie, tym samym wyjaśniając, dlaczego Eleonora zdecydowała się ujawnić. Kwiaty pojawiły się znikąd, nagle po prostu zaczynając kwitnąć na oczach niemniej oczarowanej tym widokiem Alyssy. Kolorowe i jak najbardziej prawdziwe, znaczyły ziemie wokół niej, nawet w ciemnościach wyróżniając się i zachwycając zarówno wyglądem, jak i kolorami.
Alyssa uśmiechnęła się, po czym z wolna uniosła głowę, żeby obejrzeć się na swoich towarzyszy. Widziała jak zielony blask odbija się w jasnych tęczówkach Eleonory, co z jakiegoś powodu ją rozbawiło, chociaż samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, skąd bała się wypełniająca ją euforia – jakże odmienna od emocji, które wypełniały ją do tej pory, zwłaszcza po incydencie z Nadią. Sama Eleonora wpatrywała się w Alyssę zachwytem, sprawiając wrażenie chętniej do tego, by podejść bliżej i upewnić się, że wszystko to, co widziała, było prawdziwe. Co prawda ostatecznie tego nie zrobiła, dziewczyna jednak wyraźnie czuła jej fascynację – i to wystarczyło.
Kwiatów było coraz więcej, subtelnie rozrastających się wokół Alyssy i wydających się tworzyć wokół dziewczyny wonny okręg. To było niezwykłe i sprawiało jej przyjemność, zwłaszcza kiedy uświadomiła sobie, że pewnej osobie taki widok bardzo by się podobał. Osobie, której tutaj nie było, ale…
Och, widziała go. Przecież nie tak dawno temu stanęli ze sobą twarzą w twarz, a jednak ona…
– Ali? – doszedł ją nagle dziwnie zaniepokojony głos Carlosa. Zwłaszcza w przypadku tego wampira jakiekolwiek oznaki troski wydawały się… nienaturalne.
Zamrugała energicznie, gdy brzmienie własnego imienia w dość brutalny sposób sprowadził ją na ziemię. Tkwiła w bezruchu, w pełni pozbawiona kontroli nad własnym ciałem. Wciąż czuła wypełniające ją ciepło, ale do uciekającej jej w zawrotnym tempie energii wydawało się dołączyć coś, co była w stanie określić wyłącznie jako narastające z każdą kolejną zmęczenie. Euforia stopniowo ustępowała otępieniu, a Ali poczuła się tak, jakby ktoś nagle wcisnął wyłącznik, tak po prostu pozbawiając ją tego wszystkiego, co przez cały ten czas pozwalało jej utrzymać się na nogach. Uczucia to dosłownie ją oszołomiło, ona zaś w żaden sposób nie była w stanie z nim walczyć.
Chciała przerwać, ale wszystko działo się jakby poza nią, zupełnie jakby było kontrolowane przez kogoś innego. Ta nagła bezradność wytrąciło ją z równowagi bardziej niż uczucie otępieniu i narastająca frustracja razem wzięte. Od samego początku nie wiedziała, co tak naprawdę robi, w pełni poddając się instynktowi, ale to było coś innego, ona zaś nie miała żadnego wpływu ba to, czego usiłowała dokonać. Nie mogła przerwać, a jej ciało…
Nie zarejestrowała momentu, w którym tak po prostu pociemniało jej przed oczami. Usłyszała jeszcze, że ktoś wypowiedział jej imię, a potem po prostu osunęła się na ziemię – a przynajmniej tak myślała do momentu, w którym nie otoczyły ją znajome już ramiona. Carlos, przeszło jej przez myśl, bo to wydawało się dziwnie naturalne i oczywiste, nie zdążyła jednak nawet upewnić się, czy jej przypuszczenia były choć w niewielkim stopniu słuszne.
Zaraz po tym wszystko ostatecznie zniknęło, wyparte przez ciemność, poczucie zapadania się w pustkę oraz parę znajomych, intensywnie niebieskich oczu…
~*~
Nie była pewna, co wróciło jako pierwsze – słuch czy może czucia. Nagle po prostu uświadomiła sobie, że leży na czymś miękkim, a gdzieś przy niej siedział ktoś z bijącym pulsem, swobodnie oddychając i znajdując się gdzieś dosłownie na wyciągnięcie ręki. W gardle jak na zawołanie poczuła irytujące pieczenie i ledwo powstrzymała grymas, przez ułamek sekundy świadoma wyłącznie głodu oraz tego, że czuła się trochę tak, jakby ktoś wetknął jej do gardła rozpalony do białości pręt.
Alyssy wyrwał się cichy jęk, co trochę ją otrzeźwiło, pozwalając znaleźć dość siły na to, by zamrugać kilkukrotnie, a po chwili w końcu zmusić się do otwarcia oczu. W pomieszczeniu, w którym się znajdowała, panował przyjemny półmrok, ale i tak zmrużyła powieki w blasku znajdującej się w kącie pomieszczenia lampki. Nie musiała patrzeć w tamtą stronę, by zorientować się, że najpewniej leżała na kanapie w salonie, zaraz też jak na zawołanie całą jej uwagę pochłonął cały kalejdoskop wspomnień, które dotyczyły tego, co miało miejsce, zanim ostatecznie wszystko zlało się w ciemność.
Zemdlała. Znowu.
Och, do diabła, naprawdę zaczynała mieć tego dość!
– Jak tam? – doszedł ją znajomy głos.
Natychmiast poderwała głowę, podnosząc się na tyle, by być w stanie spojrzeć na siedzącą w rogu kanapy Mary. Dziewczyna zwinęła się w kłębek, a w rękach jak gdyby nigdy nic obracała wciąż parujący kubek z czymś, co chyba było herbatą. Na widok zdezorientowanego wyrazu twarzy Alyssy, uśmiechnęła się blado, po czym wzruszyła ramionami, sprawiając wrażenie w pełni rozluźnionej i to pomimo sytuacji, w jakiej się znalazła.
– Eleonora jest niesamowita – stwierdziła z przekonaniem. Mary często zdarzało się mówić, zwłaszcza kiedy była podenerwowana i za wszelką cenę próbowała znaleźć sposób na rozluźnienia atmosfery. – Chcesz coś do picia? Jest jeszcze, bo nawet ja nie dam rady z całym dzbankiem, a chyba nikt inny nie specjalizuje się tu w normalnych napojach… – stwierdziła z przekąsem.
Alyssa zamrugała kilkukrotnie, wciąż oszołomiona. Zachowanie Mary, która wydawała się przynajmniej częściowo spokojniejsza i to na tyle, by porozumieć się z Eleonorą, bynajmniej jej nie pomagało, choć nie mogła zaprzeczyć, że wampirzycy nie dało się tak po prostu nie polubić. Gdyby miała wskazać najbardziej ludzką z nieśmiertelnych istot, które spotkała w ostatnim czasie, wybór byłby oczywisty.
Sęk w tym, że obecność dziewczyny najzwyczajniej w świcie nie miała dla niej sensu. Nie po tym, jak kazała Jasonowi odwieźć Mary do domu, a jednak…
Przymknęła oczy, po czym wypuściła powietrze ze świstem, bezskutecznie próbując zebrać. Dobrze pamiętała wszystko, aż do momentu w którym Carlos impulsywne zacisnął ją do lasu. Pamiętała również to, co działo się później, kiedy już trzymał jej obie dłonie na ramionach, choć jeden raz nie mówiąc czegoś, co mogłoby ją zdenerwować, a wręcz przeciwnie. Gdzieś w pamięci wciąż miała wspomnienie przyjemnego ciepła, zapachu kwiatów oraz rozkwitających pod jej dotykiem roślin, ale to… To wcale nie było dla niej aż tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
– Mary? – zapytała cicho i zaraz skrzywiła się, będąc w stanie co najwyżej szeptać. Pośpiesznie odchrząknęła, po czym przełknęła ślinę, próbując doprowadzić się do porządku. Pragnienie wciąż dawało jej się we znaki, ale przynajmniej była w stanie je zignorować. – Co ja zrobiłam?
Przyjaciółka zmarszczyła brwi, po czym pośpiesznie odłożyła kubek na niski stolik, który stał tuż obok kanapy. Natychmiast wyprostowała się, siadając twarzą do Alyssy, w następnej sekundzie pociągając kolana pod brodę i obejmując się ramionami.
– Chyba nic niewłaściwego, tak mi się wydaje – powiedziała i z założenia chyba miało zabrzmieć to pocieszająco. Alyssa nie widziała swojej twarzy, ale podejrzewała, że nie sprawiała wrażenia szczególnie usatysfakcjonowanej taką odpowiedzią, bo Mary westchnęła cicho. Pominięcie kwestii Nadii dręczyło ją najbardziej, chociaż z dwojga złego wolała skupić się na tym, co wydarzyło się w lesie. – Nawet nie wiem, jak powinnam to opisać, Ali. Zdaniem Eleonory byłaś… Byłaś jak w transie, a to, co robiłaś… To było po prostu niesamowite – stwierdziła i choć starała się zabrzmieć jak najspokojniej, do jej głosu i tak wkradła się wyraźna nutą podekscytowania. – Nigdy nie spotkałam czego takiego. Te kwiaty… Eleonora mówiła, że zmieniały się pod twoim dotykiem i… – Energicznie potrząsnęła głową, wyraźnie niedowierzając. – A potem po prostu nam tam padłaś i to w zasadzie wszystko.
Alyssa z wolna skinęła głową, chociaż wcale nie czuła się dzięki wyjaśnieniom Mary lepiej. W zasadzie tyle sama pamiętała i w gruncie rzeczy chyba wolałaby się mylić – bo jeśli faktycznie zmusiła naturę do współpracy, to znaczyło, że wyjaśnienia Carlosa oraz przebłyski, których doświadczyła, były prawdziwe. Wspomnienia Ariany były gdzieś w niej – niezmienione, żywe i jak najbardziej realne, tym bardziej, że należały do niej.
Całe to życie było gdzieś w njej, chociaż nigdy się o to nie prosiła.
Przeczesała ciemne włosy palcami, na ułamek sekundy zatrzymując dłoń na czole. Bolała ją głowa, ale to wydawało się niczym w porównaniu z dezorientacją, którą odczuwała przez cały ten czas. To było zdecydowanie za długo jak na jeden dzień, choć jakaś jej cząstka mimo wszystko pragnęła tego, żeby dowiedzieć się więcej.
– Och, nieważne… – mruknęła bardziej do siebie niż do Mary. Dziewczyna spojrzała na nią z powątpiewaniem, ale ostatecznie nie skomentowała zachowania Alyssy nawet słowem. – Gdzie reszta?
– Hm… Wiesz, odleciałaś nam ze trzy godziny temu. Carlos cię tu zostawił i cholera wie, gdzie zniknął. Michael zniknął gdzieś z Nadią, a twój narzeczony na niby poszedł odreagować… I nie, ja nie chcę zastanawiać się nad tym, co to tak naprawdę oznacza – oznajmiła z powagą, a krew na moment odpłynęła jej z twarzy. – Wolałam posiedzieć sobie tutaj. Eleonora jest naprawdę miła – powtórzyła, chyba co najmniej wytrącona z równowagi tym, że kobieta mogłaby być wampirzycą.
– Świetnie – mruknęła z przesadnym wręcz entuzjazmem. Wciąż czuła się dziwnie, mając wrażenie, że wszelakie bodźce dochodzą do niej w innej, bardziej przytłumionej formie. To było tak, jakby trwała we śnie, chociaż sama nie była pewna, czy dzięki temu powinna czuć się bezpieczniej. – A ty co tutaj robisz? Jason miał… – zaczęła, ale Mary nie pozwoliła jej dojść do słowa.
– Dopiero co w moim mieszkaniu były wampiry, jednej prawie zmiażdżyłaś gardło, a potem z jeszcze innym wysłałaś mnie z powrotem do domu – oznajmiła, wyraźnie sfrustrowana. – Serio uważasz, że tak po prostu sobie teraz pójdę?
Chciała odpowiedzieć, ale w głowie miała pustkę. W milczeniu wpatrywała się w Mary, szukając jakichkolwiek oznak tego, że coś jest nie tak – zwłaszcza przerażenia, którego już raz doszukała się w spojrzeniu przyjaciółki. Sęk w tym, że nic podobnego nie miało miejsca, w oczach dziewczyny zaś doszukała się tylko i wyłącznie troski. To wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że z miejsca poczuła się jeszcze gorzej.
Jakby tego było mało, wciąż czuła przybierające na sile pragnienie, co zwłaszcza przez wzgląd na bliskość Mary okazało się problematyczne. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nie chcąc zbyt obcesowo wpatrywać się w odsłonięte gardło przyjaciółki, nie tylko przez wzgląd na niepokojące myśli, które chodziły jej w takich chwilach po głowie. Ostatnim, czego potrzebowała, pozostawała utrata kontroli – i to zwłaszcza po tym, jak potraktowała Nadię.
– No… – Wymowne mruknięcie skutecznie ściągnęło jej uwagę na stojącego w progu Carlosa. Plecami niemalże nonszalancko oparł się o framugę, jakby od niechcenia spoglądając na dwie siedzące na kanapie dziewczyny. – Coś marnie wyglądasz, księżniczko. Jesteś głodna – oznajmił wprost, wydając się czytać w niej prawie jak w otwartej księdze.
– Sugerujesz mi coś? – zapytała natychmiast, prostując się niczym struna, tym bardziej, że spojrzenie Mary jak na zawołanie powędrowało w jej stronę.
Carlos wywrócił oczami.
– Ja? Skądże znowu! – zapewnił pośpiesznie. – Po prostu widzę. Zresztą to chyba oczywiste, dlaczego nam odleciałaś, prawda? – dodał z przekonaniem. – To, co zrobiłaś…
– Możemy choć przez moment o tym nie rozmawiać? – przerwała mu pośpiesznie, wplatając palce we włosy i ciągnąć za nie mocniej niż z założenia powinna. – Chociaż nie. Jeśli masz mi do powiedzenia coś konkretnego, najlepiej zrób to od razu.
Patrzył na nią dłuższą chwilę, obojętny zarówno na obecność Mary, jak i pobrzmiewającą w jej głosie frustracje. Miała wrażenie, że dla Carlosa jak długo była przytomna i świadoma tego, co do niej mówił, tak długo wszystko musiało być w absolutnym porządku. Chciała, żeby to było aż takie proste, ale obawiała się, że rzeczywistość prezentowała się w o wiele mniej satysfakcjonujący sposób.
– Nie – oznajmił w końcu, ale z jakiegoś powodu mu nie uwierzyła. – Jesteś kolejną reinkarnacją Ariany – córką Lucyfera i Gai. Po każdym z nich odziedziczyłaś… dość specyficzne zdolności, chociaż pewnie dopiero z czasem dowiemy się, co to tak naprawdę oznacza. To chyba tyle, chyba, że jakaś kwestia nadal jest dla ciebie niejasna – rzucił niemal pogodnym tonem, zachowując się trochę tak, jakby rozmawiali o pogodzie, a jego słowa wcale nie brzmiały dla niej niczym czysta abstrakcja.
– Świetnie – warknęła, na ułamek sekundy ukrywając twarz w dłoniach. – Po prostu… świetnie – powtórzyła i choć to zdecydowanie nie było twórcze, w jakiś pokrętny sposób wydawało się idealnie opisywać całą sytuację.
– Możesz w końcu sobie darować? – zniecierpliwiła się Mary. Wydawała się rozeźlona, chociaż przeciwstawianie się wampirowi również zdawało się zakrawać o szaleństwo. – Alyssa jest zmęczona, to po pierwsze. A po drugie…
– … to musi się posilić. Tak, przecież o tym mówię – przerwał niecierpliwym tonem. – Potrzebuje krwi i chyba nawet dobrze się składa, bo mamy w domu wszystko, czego nam potrzeba – dodał, dosłownie przeszywając Mary wzrokiem.
Dziewczyna jak na zawołanie spojrzała mu w oczy, nie po raz pierwszy usiłując okazać więcej pewności siebie niż czuła w rzeczywistości. Choć coś w jej postawie wydawało się niemal butne, w rzeczywistości Ali wiedziała, że jej przyjaciółka była przerażona – i że Carlos jedynie to podsycał.
Zacisnęła usta, próbując zapanować nad pragnieniem i marząc o tym, żeby na kogoś warknąć. Spojrzała już nawet na Carlosa, gotowa naskoczyć na niego za głupie pomysły, ale nie miała po temu okazji, bo wampir sam postanowił się zreflektować:
– Dlaczego się tak na mnie patrzycie? – obruszył się, ostatecznie w pełni koncentrując na Mary. – Wyluzuj, maleńka. Mam na myśli krew z woreczka… Chyba, że jesteś chętna, co B Rh minus?
– Mógłbyś się w końcu przymknąć? – warknęła na niego dziewczyna. A potem Ali wyraźnie usłyszała, jak serce jej przyjaciółki gwałtownie przyśpiesza, a Mary zamiera i ze świstem nabiera powietrza do płuc. – Zaraz! Czy ty właśnie określiłeś moją grupę krwi po prostu na mnie patrząc? – zapytała podejrzliwie.
Carlos spojrzał na nią leniwie spod lekko uniesionych brwi.
– O rany… Naprawdę trafiłem? – zapytał z drapieżnym uśmiechem. – A mówią, że kobiety nie są przewidywalne… – mruknął, zaraz po tym jak gdyby nigdy nic postanowił jednak zostawić je w spokoju.
Alyssa westchnęła w duchu, w milczeniu odprowadzając go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę wyjścia. Już wcześniej nabrała przekonania, że tak będzie, ale teraz była już tego pewna.
Mieszkanie z Carlosem pod jednym dachem miało być bardzo, ale to bardzo trudne.
Kolejny rozdział, który – mam nadzieję – przypadnie Wam do gustu. Jeśli dobrze pójdzie, być może wrzucę coś na weekend, aczkolwiek czas pokaże, co z tego wyjdzie, zwłaszcza z racji koncertu na który się wybieram.
Dziękuję za obecność i komentarze. To naprawdę wiele dla mnie znaczy! Pięknie też dziękuję za opinię, która pojawiła się w związku z akcją „People, who read say…”, organizowaną przez Katalog Opowiadań o Wampirach. Adna jak zwykle okazała się niezastąpiona :3
Tak więc zostawiam Was z tym wpisem i do następnego!

2 komentarze:

  1. Hmmm... Pierwsza część wydała mi się mega spokojna, choć przecież działo się w niej coś naprawdę ważnego, no i pięknego, bo co jak co, ale to musiało być piękne. Te kwiaty, które tak po prostu wyrosły dla niej. Nawet na chwilę zapomniałam, że był tam Carlos! A przecież ja go tak lubię. ;)
    W pewnym momencie, jak Ali pomyślała o niebieskich oczach, to myślałam, że ich właściciel wyjdzie gdzieś z pomiędzy drzew. Takie „no cześć, co tam”. ^^ W sumie to, że za nimi poszła Eleonora... Cóż... mogłam się tego spodziewać, ale jednak nawet o tym nie pomyślałam. Bo w sumie, jak dobrze pamiętam, to ona dała krew Ali (nie mam teraz głowy, jakiego innego określenia użyć, ale mam świadomość, że „dała krew” brzmi beznadziejnie... wybacz) i przejęła część obowiązków stwórcy, więc po części i ona jest stwórcą, więc (wiem kolejny raz „więc” ;)) ma pełne prawo martwić się o Ali, tym bardziej że ona poszła w las z Carlosem. Poza tym Eleonora tak już jest, prawda? Pełna współczucia, empatii i tych wszystkich mało wampirzych cech. :)

    No i druga część, która... hmm... podobała mi się. Przepychanki słowne Carlosa i Mary będą chyba stałym punktem, który będzie wywoływał u mnie uśmiech, a mam wrażenie że ona dopiero się rozkręca. :) Nie wiem też dlaczego, ale wydaje mi się, że Carlos w jakiś pokręcony dla siebie sposób lubi Mary, mimo wszystko. Mimo to że ona jest człowiekiem i że może być dla nich problemem. I oczywiście on sam się przed sobą do tego nie przyzna, ale jakąś, może i bardzo słabą, sympatią darzy ją.
    Co do samej Alyssy/Ariany... Co raz bardziej jestem ciekawa jak to rozwiniesz, bo jakby na to nie patrzeć, to są dwie zupełnie różne kobiety – inne charaktery, inne myślenie, inny wygląd, w sumie i pewnie rodzice inni (bo Ali chyba urodziła się normalnie?). No i na razie to wygląda tak, jakby przemiana w wampirzycę obudziła Arianę, która jest uwięziona w ciele Ali i próbuje przejąć nad nią kontrolę. Na obecną chwilę naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić, żeby te dwie osobowości koegzystowały w jednym ciele. Może planujesz coś, że spojrzę na to inaczej, ale teraz zdecydowanie nie. Jedna wygra, a druga zostanie zepchnięta gdzieś głęboko i pozostanie w wiecznym cieniu.

    Mówiłam już, że kocham tę historię? Nie?
    To tak, kocham <3
    Uważaj, bo się przyzwyczaję do tego wyróżniania mnie pod Twoimi rozdziałami i zacznę się tego domagać. :P A tak poważnie, to nie ma za co dziękować, bo skoro czytam i tak jak powiedziałam, kocham Carlosa... pfu! Kocham to opowiadanie ^^, to oczywistym jest dla mnie, żeby się wypowiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alyssa potrafi tworzyć piękne rzeczy i z jednej strony powinna to rozwijać, bo to przecież świetna umiejętność, ale z drugiej... W ten sposób może być łatwiej zatracić się w Arianie. Po cichu mam nadzieję, że wspominanie o niebieskich oczach jest zapowiedzią rychłego pojawienia się Nicholasa, bo chciałabym bliżej poznać jego postać i zobaczyć relację z Alyssą ;)
    Uwielbiam to co się dzieję pomiędzy Carlosem i Mary, ich słowne przepychanki są urocze i jest między nimi jakiś rodzaj chemii. Być może to dla tego, że Mary jest człowiekiem.
    Alyssa zdecydowanie często mdleje. Może to przez to, że jej osobowość nie jest w równowadze, w końcu jest jakby dwoma osobami w jednym ciele.

    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń