18.07.2017

Rozdział XLV

ALYSSA
Spokój wydawał się czymś nienaturalnym, zwłaszcza że zdążyła się od niego odzwyczaić, a jednak to właśnie na rutynę składało się kilka kolejnych dni. To było, szczególnie, że Alyssy wciąż towarzyszyła świadomość, iż w rzeczywistości zmieniło się wszystko, a jednak zaakceptowanie takie stanu rzeczy przyszło dziewczynie zaskakująco łatwo. Co prawda kilkukrotnie miała wrażenie, że ma do czynienia z przysłowiową ciszą przed burzą i za moment wszystko się skomplikuje, jednak z czasem przestała wypatrywać kolejnych komplikacji za każdym razem, kiedy na korytarzu zdarzało jej się natknąć na Carlosa.
Miała wrażenie, że wampir jej unika, chociaż zarazem nie była w stanie jednoznacznie tego potwierdzić. W zasadzie trudno było to ocenić, skoro mimo swojego powrotu, wampir przebywał w domu sporadycznie. Wiedziała, że jego nieobecność wydawała się być Sorentim na rękę, zwłaszcza biorąc pod uwagę nastawienie Jasona, jednak Ali towarzyszyły złe przeczucia, których nie potrafiła sprecyzować. Zdążyła się już przekonać, że Carlos, który pojawiał się i znikał, kiedy tylko wydawało mu się to stosowne, miał w zwyczaju wpadać na wyjątkowo trudne do zaakceptowania pomysły, a to zdecydowanie nie poprawiało jej nastroju.
Martwiła się zwłaszcza w chwilach, w których przypominała sobie fascynację swojego stwórcy, wyraźnie zachwyconego tym, że podania, którymi się kierował, były prawdziwe. To, że jednak mogłaby być Arianą, nie ulegało już dyskusji, – i właśnie ta kwestia najbardziej dręczyła Alyssę. Carlos wprost nie powiedział, dlaczego potrzebował samej córki Lucyfera, przez co tym bardziej mogła co najwyżej zgadywać, czego powinna się po wampirze spodziewać. Coś w jego spojrzeniu i zachowaniu wzbudzało niepokój, zresztą tak jak i świadomość, że miała do czynienia z wprawionym, niebezpiecznym kłamcą. Starała się o tym nie myśleć, a jednak wszystko w niej aż krzyczało, że Carlos łgał jej w żywe oczy, kiedy zapewniał, że wyjawił wszystko to, co wiedział. Gdyby tak było, wtedy z pewnością by jej nie przemienił, a już na pewno nie wziął na siebie obowiązku ochrony – nie ze swoim egoistycznym podejściem, bo nie należał do osób, które z dobrego serca robiły cokolwiek dla innych.
Ta jedna kwestia nie dawała dziewczynie spokoju, ale dla bezpieczeństwa swojego i wszystkich wokół wolała nie zadawać zbędnych pytań, aż nazbyt świadoma tego, że konfrontacja z Carlosem najpewniej skończyłaby się kłótnią. Już zdążyła się przekonać, że nerwy w jej przypadku nie prowadzą do niczego dobrego, tym bardziej teraz, kiedy już była świadoma wypełniającej ją mocy. Wciąż zdarzało jej się myśleć o sobie i Arianie jak o dwóch różnych osobach, bo tak było łatwiej, jednak stopniowo zaczynała oswajać się z tym, jak wyglądało to w rzeczywistości.
Próbowała również ćwiczyć, chcąc przynajmniej częściowo zapanować nad zdolnościami, ale szło jej to dość opornie. W zasadzie najzwyczajniej w świecie bała się otworzyć na to, co podobno było dziedzictwem Ariany – na wspomnienia i zdolności, które nawet nie należały do niej. Czuła w sobie niej coś, czego być nie powinno – drugą, wzbudzającą niepokój naturę, łączącą ją z istotą, w której istnienie nawet nie chciała wierzyć. Pamiętała, że jako dziecko nade wszystko chciała dowiedzieć się czegoś o swoich biologicznych rodzicach, również w późniejszych latach wielokrotnie biorąc pod uwagę szukanie informacji na własną rękę, jednak w obecnej sytuacji zaczynała dochodzić do wniosku, że niewiedza była o wiele bezpieczniejsza.
Chwilami miała wrażenie, że gdyby nie Mary i wsparcie, które dawała jej przyjaciółka, już dawno postradałaby zmysły. Nawet nie potrafiła opisać, jak czuła się przy dziewczynie, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń ceniąc łączącą je relację bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Sama Mary zaskakiwała ją niemal na każdym kroku, o wiele silniejsza i bardziej stanowcza, niż sama Alyssa mogłaby kiedykolwiek być. Gdyby miała wskazywać, kto lepiej od niej nadawał się do obcowania z wampirami, wybór byłby oczywisty, nie wspominając o tym, że chwilami wciąż nie rozumiała, dlaczego przyjaciółka wciąż nie uciekła z krzykiem, zwłaszcza po tym, co stało się z udziałem Nadii. Co prawda zdawała sobie sprawę z tego, że Mary wierzyła w różne rzeczy, ale to w gruncie rzeczy niczego nie wyjaśniało – i to szczególnie w kwestii tego, czym zasłużyła sobie na tak wierną przyjaciółki.
Wciąż martwiła się tym, jak kwestia wtajemniczenia człowieka miała się odbić na Sorentich. Niespokojnie obserwowała w szczególności Carlosa i Nadię, wszystko jednak wskazywało na to, że przynajmniej tymczasowo sprawy wydawały się klarować. Przynajmniej Ali miała wrażenie, że trwali w swego rodzaju impasie, sprowadzającym się do tego, że wampirzyca ignorowała wszystkich wokół, bardziej zdystansowana do niż do tej pory. Carlos z kolei był po prostu złośliwy, chociaż – Ali mogła to wręcz przysiąc – na swój sposób pozostawał pod wrażeniem butności zachowania Mary. Dziewczyna wciąż nie miała pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale z braku lepszych perspektyw to wydawało się lepsze od wzajemnego skakania sobie do gardeł.
Zagrożona czy też nie, sama Mary wydawała się lgnąć do Alyssy. Mniej więcej po tygodniu jej obecność stała się czymś naturalnym, co wydawało się wręcz niesamowite po tym, jak musiała kłamać przyjaciółce prosto w oczy, próbując tłumaczyć swoją nieobecność i zachowanie z ostatnich miesięcy. To sprawiało, że czuła się w niemalże normalnie, choć trudno było określić w ten sposób ciągłe przesiadywanie w domu – czy to z obawy przed reakcją na ludzką krew, atakiem Skyler, czy też raczej… wpadnięcia na pewną konkretną osobę.
Właściwie sama nie była pewna, dlaczego raz po raz zdarzało jej się myśleć o Nicholasie. To wydawało się bez sensu, zwłaszcza że widziała mężczyznę zaledwie raz, na dodatek na terenie uczelni w Seattle, od którego przecież i tak trzymała się z daleka, a jednak śmiertelnik pojawiał się w jej umyśle raz za razem, potęgując mętlik w głowie. Co więcej, prawda była taka, że z jakiegoś powodu chciała go zobaczyć – choćby przez chwilę, nawet tylko po to, by pomilczeć w jego obecności. Paradoksalnie ta perspektywa wzbudzała w Alyssy niemalże paniczny lęk, to jednak wydawało się niczym w porównaniu z tym, czego pragnęła najbardziej.
Niebieskie oczy…
Te jego oczy nie dawały jej spokoju.
Sen powracał, nawet częściej niż do tej pory, a przy tym bardziej żywy i pełen emocji niż kiedykolwiek wcześniej. Być może to znajomość prawdy sprawiała, że bezwiednie otwierała się na wspomnienia Ariany, jednak to nadal niczego nie wyjaśniało. Wciąż spadała i za każdym razem czuła, że ktoś jej towarzyszy… Nicholas, jak zaczęła sobie wyobrażać, niemalże całkowicie pewna, że ma rację, wciąż jednak nie była w stanie tego potwierdzić. Za każdym razem budziła się, zanim miałaby okazję dostrzec twarz właściciela błękitnych tęczówek, co doprowadzało ją do szaleństwa. Teoretycznie wiedziała – czuła to samą sobą – ale to nadal niczego nie tłumaczyło, nie dając Alyssy choćby szczątkowych wskazówek co do tego, co powinna w związku z całym tym szaleństwem myśleć.
Kolejne dni mijały, a po każdym z tych snów wciąż towarzyszyło jej wrażenie, że na coś czeka – z tym, że wciąż nie była w stanie określić na co.
Dzień zapowiadał się równie niepozornie, co i cały tydzień – a przy tym wyjątkowo deszczowo, co bez wątpienia sprzyjało wampirom, ale ją wprawiało w przygnębienie. Mary pojawiła się krótko po zajęciach, a Alyssa podejrzewała, że dziewczyna musiała z premedytacją zrezygnować z jednego z końcowych wykładów. Studia i to, co wiązało się z pobytem na uczelni, jawiło jej się jako odległe i dziwnie nierealne, chociaż w pewnym stopniu tęskniła za tą częścią swojego życia. Czasami zazdrościła Mary, która nie musiała obawiać się, że ktoś zainteresuje się nią, kiedy będzie poza domem albo przypadkiem zrobi coś, co mogłoby pobudzić drapieżną naturę. Zdążyła przywyknąć do słodkiego zapachu krwi przyjaciółki, ale przed każdą jej wizytą usiłowała dla pewności zaspokajać pragnienie, wykorzystując zasoby krwi, które – ku początkowemu przerażeniu – znajdowały się w lodówce. „I tak nie wykorzystujemy kuchni do niczego praktycznego!” – stwierdził beztrosko Jason, wkrótce po tym zauważając, że kiedy do tej pory podrzucał jej woreczki z posoką, nie była aż tak bardzo zszokowana ich istnieniem.
No cóż, tak. Wampiry. Krew w lodówce…
Być może faktycznie nie powinno jej to aż tak bardzo dziwić.
Tak czy inaczej, posoka w domu była, a Alyssy już prawie nie przerażała świadomość tego, że od czasu do czasu musiała pójść do kuchni, przelać zawartość plastikowego woreczka do kubka i podgrzać ją w mikrofalówce. Do tej pory pamiętała błysk rozbawienia w oczach Carlosa, kiedy raz wpadł na nią podczas przygotowywania „posiłku”, zwłaszcza że jak zwykle dobrych kilka minut stała w bezruchu, nie pierwszy raz zadziwioa tym, że zamiast spodziewanego odruchu wymiotnego, słodycz dosłownie eksplodowała w jej ustach, przyprawiając o dreszcze rozkoszy, szybsze bicie serce i przyjemne zawroty głowy. Jednocześnie wiedziała, że to w niczym nie mogła równać się z krwią bezpośrednio z żył wciąż żywego dawcy czy nawet wampira, to jednak była jedna z tych kwestii, nad którymi za żadne skarby nie chciała się rozwodzić. Nad tym, dlaczego Carlos za każdym razem przypatrywał jej się w przesadnie wręcz dokładny, przenikliwy sposób, również.
Mary nie była w dobrym nastroju, ale to nie wydało się Alyssy dziwne. Znała dziewczynę na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy przyjaciółka potrzebowała wsparcia, a kiedy okazji do tego, żeby zając uwagę czymkolwiek innym. W tamtym wypadku wszystko w Mary wydawało się krzyczeć, że w grę wchodziła wyłącznie druga opcja, więc Ali uśmiechała się, dając wciągnąć w najzupełniej normalną rozmowę na temat uczelni i zbliżającego się zakończenia roku. W tamtej chwili nabrała pewności, że przyjaciółka najpewniej po raz kolejny zadręczała się matką i tym, czy powinna się z nią kontaktować; zawsze wiedziała, kiedy jej dotychczasowa współmieszkanka rozpamiętywała swoją sytuację rodzinną, a lata przyjaźni nauczyły ją, jak powinna się w tej sytuacji zachować. Mary nigdy nie należała do osób wylewnych, a ten konkretny temat był Alyssie równie znajomy, co i niezwykle wrażliwy, co w pewnym sensie wszystko ułatwiało.
Nie była pewna, w którym momencie obie wylądowały na kanapie w salonie, wpatrzone w ekran telewizora. Sorenti mogli pochwalić się wyjątkowo rozbudowaną biblioteczką filmów – zarówno mniej, jak i bardziej klasycznych – co zresztą sama w wielu przypadkach wykorzystywała, zwłaszcza gdy chciała poczuć się w bardziej „ludzki” sposób. W towarzystwie Mary wybór był oczywisty, co zwłaszcza przy deszczowej aurze oraz ogólnym przygnębieniu skończyło się na oglądaniu przestarzałego „Titanica” i bezsensownym wypłakiwaniu sobie oczu na znajomych już scenach. Nie była pewna, który raz widziała ten film, to jednak w najmniejszym nawet stopniu dziewczynie nie przeszkadzało. Nie, skoro tak naprawdę liczył się fakt, że po raz kolejny siedziała z Mary, przez krótką chwilę mając wrażenie, że tak naprawdę nic w jej życiu się nie zmieniło.
– Słodki Jezu, kto mi wyjaśni, co jest nie tak z kobietami? – usłyszały w pewnym momencie, a dotychczas leżąca na kolanach Alyssy Mary poderwała się tak gwałtownie, że omal nie zderzyły się głowami. – Za wesoło wam było? – zapytał z przeciągłym westchnieniem Carlos.
Przystanął w progu, a jego spojrzenie sugerowało, że miał poważne wątpliwości co do ich zdrowia psychicznego. Kiedy spojrzenia jego i Ali się spotkały, na moment przeniósł wzrok na telewizor, po czym wzniósł oczy ku górze. Na ustach jej stwórcy z wolna pojawił się odrobinę cyniczny uśmieszek, a kiedy założył ramiona na piersiach, Alyssa sama przed sobą musiała przyznać, że wyglądał… korzystnie.
Z pewnym opóźnieniem zauważyła, że ubranie miał wilgotne, a we włosach wciąż zalegały kropelki wody. Wymownie uniosła brwi ku górze, nie po raz pierwszy zastanawiając się nad tym, gdzie tak często wychodził – i dlaczego wydał jej się podekscytowany.
– Nie twój interes – odparowała z opóźnieniem. Obrzuciła wampira wymownym spojrzeniem, coraz bardziej zaintrygowana. – Skąd wracasz? – zapytała pod wpływem impulsu.
– A co, stęskniona? – zadrwił, co jednoznacznie utwierdziło ją w przekonaniu, że nie zamierzał się zwierzać. Palcami przeczesał ciemne włosy, strząsając krople wody, które ostatecznie zaległy na drewnianych panelach.
– Nie przejmuj się nim, Ali – doradziła jej obojętnym tonem Mary. – Może kiedyś dopisze wam szczęście i w ogóle nie znajdzie drogi powrotnej.
Carlos jedynie parsknął śmiechem.
– Znowu tu jest? – zapytał, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Czy ta dziewczyna w ogóle ma instynkt samozachowawczy?
– Ta dziewczyna tu siedzi i właśnie próbuje oglądać film – odparowała Mary, nawet na niego nie patrząc. – Ścisz głos o pół tonu albo najlepiej się przymknij, bo nie mogę się skupić. Dziękuję pięknie – dodała, a Alyssa przez moment sama nie była pewna czy powinna się śmiać, czy może dla pewności zainterweniować, by przypadkiem nie dopuścić do tragedii.
– To będzie dla was zaskoczeniem, ale na koniec wszyscy giną przez górę lodową – odezwał się niemalże znudzonym tonem wampir. – Słodka Rose się ratuje, bo nie wpadła na to, żeby trochę ścieśnić się na tej swojej deseczce. Najbardziej idiotyczne zakończenie, jakie kiedykolwiek widziałem – stwierdził z rezerwą, a Mary jęknęła.
– On się nie zamknie, prawda?
– Nie – odpowiedział sam zainteresowany, nie dając Alyssy nawet okazji na to, żeby spróbowała zareagować. – Swoją drogą, Ali, mogłabyś uświadomić przyjaciółkę, że powinna być trochę grzeczniejsza, kiedy nie jest u siebie.
Alyssa zacisnęła usta, ledwo powstrzymując cisnący jej się na usta uśmiech. Żartował sobie?
– Pojawiasz się tutaj rzadziej od niej – zaważyła przytomnie. – To, że czasami wrócisz na noc, jeszcze nie równa się temu, że tutaj mieszkasz, Carlos – dodała, czym przynajmniej na moment udało jej się zamknąć mu usta.
– Wyjątkowo złośliwe z was istoty – rzucił z pretensją, ale obie puściły jego uwagę mimo uszu.
– Odezwał się ideał pośród sobie podobnych. – Mary wywróciła oczami. – Dlaczego dobry wygląd nigdzie nie idzie w parze z charakterem? – westchnęła, przyciskając obie dłonie do serca. – Wracając jeszcze do filmu i „idiotycznego zakończenia” – na moment przeniosła wzrok na wampira, by móc spiorunować go spojrzeniem – to zachowanie bohaterów nazywa się poświęceniem. W razie wątpliwości, sprawdź w słowniku – doradziła, zdaniem Alyssy stąpając po cienkim lodzie, ale w ostatnim czasie tak często warczeli na siebie z Carlosem, już dawno doszła do wniosku, że mężczyzna przynajmniej tymczasowo nie ma w planach dziewczyny zabić.
Carlos zmrużył oczy, co w jego wykonaniu okazało się wyjątkowo urokliwie. Ta myśl ją zaskoczyła, zaraz też uciekła wzrokiem gdzieś w bok, dziwnie zmieszana. Wciąż nie potrafiła określić emocji, które targały nią przy wampirze, ale starała się o tym nie myśleć, w zamian udając przesadne wręcz zainteresowanie filmem.
– Chcesz podyskutować ze mną na temat poświęcenia, Mary? – zapytał niemal pogodnym tonem, starannie wypowiadając imię dziewczyny. Alyssa wyczuła, że podszedł bliżej, ostatecznie zatrzymując się tuż za kanapą i zaciskając obie dłonie na oparciu mebla. Nachylił się nad nimi, a Mary natychmiast usiadła, prostując się niczym struna i wyraźnie czując się przy nieśmiertelnym wyjątkowo nieswojo. – W tym filmie nie ma za gorsz logiki, chociaż moja… Nieważne. – Zacisnął usta, po czym skrzywił się, zupełnie jakby powiedział za dużo. – Sęk w tym, że bezmyślna śmierć to żadne poświęcenie. Główny bohater bezsensownie umiera, chociaż wystarczyło, żeby jego luba również wykazała się najmniejszą inicjatywą. Gdzie w tym sens, bo nie rozumiem?
– Poświecił się, bo ją kochał – warknęła zniecierpliwiona Mary, wyraźnie zaczynając tracić cierpliwość. – Miłość też pewnie ktoś kiedyś zdefiniował, tak swoją drogą.
– Poświęcenie ma sens dopiero wtedy, kiedy nie masz wyboru – stwierdził z rezerwą Carlos i w tamtym momencie zabrzmiał wyjątkowo wręcz poważnie. – Tak jak to widzę. Robienie z siebie bohatera na siłę to żaden wyczyn.
– Udawanie sarkastycznego dupka również – wtrąciła cicho Alyssa.
Wymienili krótkie spojrzenia, a ona po raz kolejny zaczęła mieć wątpliwości co do tego, co temu wampirowi chodziło po głowie. Co ty planujesz?, pomyślała, ale nie zadała tego pytania na głos, aż nazbyt świadoma tego, że i tak by nie odpowiedział. Musiała znaleźć sposób na to, żeby w jakiś sensowny sposób pociągnąć go za język i nakłonić do zwierzeń, jednak przy kimś aż do tego stopnia zimnym i nieczułym było to co najmniej trudne. Co więcej, fakt, że niezmiennie mieszał jej w głowie, również niczego nie ułatwiał.
– Jak rozumiem, koniec dyskusji? Wielka szkoda – stwierdził chłodno Carlos, ale przynajmniej w końcu się wycofał. – W takim razie, dobrej zabawy, dziewczynki. Nie będę wam przeszkadzał, aczkolwiek…
– Skoro już tutaj jesteś Carlos, zawsze możesz pomóc mnie – wtrąciła ze spokojem Eleonora, właściwie znikąd materializując się tuż za wampirem. Zaskoczyła go na tyle, że okręcił się na pięcie tak błyskawicznie, że jego postać na moment zamieniła się w wielobarwną smugę. – Dzień dobry, Mary – rzuciła mimochodem wampirzyca, a dziewczyna pomachała jej energicznie, jednocześnie posyłając promienny uśmiech.
– Hm… Tak uważasz? – Carlos spojrzał na swoją bratową niemalże z zaciekawieniem. – Słucham cię, w takim razie – dodał z uprzejmym zainteresowaniem, zakładając ramiona na piersi.
Eleonora zawahała się na moment, ale ostatecznie zdobyła się na przymilny uśmiech i jak gdyby nigdy nic spojrzała szwagrowi w oczy.
– Jestem w trakcie porządków – oznajmiła i to samo w sobie wystarczyło, żeby wampira zaskoczyć. – Tak się składa, że całe towarzystwo gdzieś mi wybyło… Dziwna sprawa. – Eleonora wzruszyła ramionami. –  Właśnie zajmowałam się piętrem, więc gdybyś był tak dobry i zajął się parterem, byłoby, bardzo wdzięczna. Alyssa przyjmuje gościa, a ja nie chcę nawet słyszeć o tym, że Mary miałaby u nas pracować… Jako mężczyzna zresztą masz o wiele większe możliwości od nas wszystkich razem wziętych – dodała, chociaż po minie wampira widać było, że ta wiadomość nieszczególnie go satysfakcjonowała.
– Mam pomóc ci sprzątać? – zapytał i chyba miał ochotę parsknąć śmiechem, ale powstrzymał ją najzupełniej poważny wyraz twarzy jego rozmówczyni.
– Wszyscy tutaj mieszkamy, prawda? Jestem pewna, że nie masz nic przeciwko – stwierdziła z przekonaniem. Wciąż się uśmiechała, tak niewinnie i słodko, że chyba jedynie nieczuły szaleniec byłby w stanie jej odmówić. – Jakby co, wszystko czego mógłbyś potrzebować, jest w łazience – rzuciła z uśmiechem, a potem zostawiła zaskoczonego Carlosa, nie dając mu nawet okazji do tego, żeby zdążył zaprotestować.
Alyssa wyraźnie wyczuła, że siedząca u jej boku Mary trzęsie się, bezskutecznie usiłując zdusić śmiech. Sama Ali musiała wstrzymać oddech, ale i tak wyczuła na sobie poirytowane spojrzenie Carlosa.
– Kobieca solidarność tak? – skomentował, po czym prychnął cicho. – Ona tak na poważnie, czy…?
– Dobrej zabawy, Carlos – odpowiedziała cierpko, wywracając oczami.
Chciała dodać coś jeszcze, kiedy panującą ciszę przerwał ostry dźwięk dzwonka do drzwi. Na moment zamarli, spoglądając na siebie nawzajem i uparcie milcząc, bo prócz Mary, Sorenti właściwie nie przyjmowali gości. Zważywszy na to, że dom był praktycznie opustoszały, pojawienie się kogokolwiek wydało się co najmniej nietypowe, a Alyssa mimowolnie wyprostowała się, próbując samej sobie wytłumaczyć, dlaczego jak na zawołanie ogarnęły ją złe przeczucia.
Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, poderwała się na równe nogi i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi wejściowych.
– Otworzę – rzuciła jeszcze, zaczynając zastanawiać się nad tym, czy zostawianie humorzastej Mary z Carlosem jest szczególnie rozsądnym posunięciem.
Wciąż o tym myślała, kiedy w końcu nacisnęła klamkę, zdecydowanym ruchem decydując się otworzyć drzwi…
A potem zamarła, w oszołomieniu wpatrując się w ostatnią osobę, którą spodziewała się zobaczyć nie tylko w progu tego domu, ale w ogóle jeszcze kiedykolwiek oczy.
– Nicholas… – wyrwało jej się, a przynajmniej próbowała się odezwać, bo spojrzenie błękitnych oczu wystarczyło do tego, żeby pobawić ją tchu.
Mężczyzna wyprostował się, prawie jak rażony prądem. Na jego ustach jak na zawołanie pojawił się blady uśmiech.
Na śmierć zapomniałam o tym rozdziale :D Ale nie mogłabym go wyrzucić, zwłaszcza że przekomarzanie Mary i Carlosa, a także sama rozmowa o poświęceniu i miłości, znajdą swoje uzasadnienie w całości historii. Ogólnie jak najbardziej byłam i jestem zadowolona z tej części, ale ostateczną ocenę tak czy inaczej pozostawiam Wam.
Na tym etapie również chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy byli ze mną przez cały ten czas – a konkretnie okrągły rok, bo prolog tej historii pojawił się tutaj dokładnie 18 lipca. Bardzo się cieszę, że udało mi się coś dodać właśnie dzisiaj, bo po prostu nie mogłam zostawić dzisiejszego dnia bez echa. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wytrzymacie ze mną jeszcze kolejny rok, a może nawet kilka następnych, jeśli czas i wena pozwolą ^^ Jestem wdzięczna za obecność, każdy komentarz i po prostu to, że jesteście, więc… Dziękuję :)
To chyba tyle z mojej strony. Kolejny wpis już wkrótce, więc do napisania!

1 komentarz:

  1. <3
    Carlos i Mary – uwielbiam ich razem i pewnie mi tak zostanie do końca. Mimo że są, jakby to powiedzieć, bo dwóch stronach barykady (no cóż... jakby się uprzeć to można nazwać Mary posiłkiem ^^), to są podobni – oboje uparci, o silnych charakterach i ostrym języku. I choćby ze względu na to, w walce na słowa zawsze będzie remis, bo jedno drugiego nie przegada, chyba że jak w tym przypadku, wtrąci się osoba trzecia, a szkoda, bo chętnie bym zobaczyła jak to dalej się rozwinie. ;)
    Śmiechłam... Carlos i sprzątanie :D Nawet nie wiem co tu więcej powiedzieć. Co ja co, ale czegoś takiego się w ogóle, ale to w ogóle, nie spodziewałam. Pokuszę się, żeby stwierdzić, że to mnie rozbawiło jeszcze mocniej niż sama dyskusja Carlosa z Mary. Przybijam żółwika Eleonorze :D
    No ale śmiechy, śmiechami, bo pod koniec zaskoczenie i to takie, gdzie uśmiech powoli znika z twarzy, zastąpiony przez niedowierzanie. I już się zaczynam zastanawiać, czy Nicholas szukał Ali, czy po prostu przyszedł do Sorentich i to tak przypadkowo wyszło (przynajmniej dla niego). Chociaż z drugiej strony, nie wiem czy on i się z nimi znał, bo w sumie wtedy mógłby się domyślać, że Ali jest z nimi, skoro tam na ulicy był Jason, który ją wołał (o ile czegoś nie pokręciłam). I jedno nie daje mi spokoju, a nie pamiętam, który to był rozdział, a na szukanie tego nie bardzo mam ochotę... Wtedy jak padało, no i Ali wpadła na Nicholasa... On jej się tam przedstawił? Bo za nic nie mogę sobie przypomnieć akurat tego szczegółu...

    OdpowiedzUsuń