04.08.2017

Rozdział XLVI

ALYSSA
Serce zabiło jej mocniej, zupełnie jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Chociaż wiedziała, że Nicholas nie mógł tego usłyszeć, przez moment miała wrażenie, że spojrzał na nią z zaciekawieniem, być może rozbawiony, choć to wydawało się bez sensu. Uwaga Alyssy jak na zawołanie skupiła się na parze aż nazbyt znajomych, intensywnie niebieskich oczu, zaraz jednak uciekła wzrokiem gdzieś w bok, kiedy uświadomiła sobie, że niewiele brakuje do tego, żeby po raz kolejny zrobiła z siebie idiotkę, gdyby zbyt długo wpatrywała się w jego jasne tęczówki. Alyssa, skup się! Już i tak musiał dojść do wniosku, że coś jest z tobą nie tak!, warknęła na siebie w duchu, ale to nie pomagało, a ona czuła się co najmniej skonsternowana, jeśli nie wręcz przerażona nową sytuacją.
– Co tu robisz? – wyrzuciła z siebie na wydechu, nawet nie zastanawiając się nad tym, że nie zabrzmiało to szczególnie miło. – To znaczy…
– I tak o to powiało chłodem – stwierdził ze spokojem Nicholas, wymownie unosząc brwi ku górze. Skrzywiła się, bo jego ton zabrzmiał równie cynicznie, co i większość wypowiedzi Carlosa, a na to zdecydowanie nie miała ochoty, o cierpliwości nie wspominając. – Tak, ciebie również miło widzieć. Nie, nie mam nic przeciwko stania w progu. Dobrze, że pytasz.
Aż syknęła, oszołomiona sposobem w jaki się do niej zwracał. Była w stanie zaakceptować naprawdę wiele, ale tych kilka słów wystarczyło, żeby skutecznie wytrącić ją z równowagi. Jak na zawołanie wyprostowała się niczym struna i wsparłszy obie dłonie na biodrach, rzuciła swojemu rozmówcy najbardziej poirytowane, ostrzegawcze spojrzenie, na jakie tylko było ją stać. Wiedziała, że na każdym normalnym śmiertelniku zrobiłoby to wrażenie, ale Nicholas wciąż się uśmiechał, jak gdyby nigdy nic spoglądając jej w oczy. To ją drażniło, jednocześnie potęgując poczucie braku kontroli nad sytuacją, tym bardziej że po raz kolejny przy tym mężczyźnie poczuła się dziwnie – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Chciała za wszelką cenę unikać spoglądania mu w oczu, jednak instynkt okazał się silniejszy, a Ali raz po raz przyłapywała się na coraz silniejszej potrzebie, żeby raz jeszcze doświadczyć hipnotyzującej mocy jego niezwykłych, intensywnie niebieskich tęczówek.
To były te oczy. Nie miała pojęcia skąd ta pewności i czy to przypadkiem nie był wytwór jej wyobraźni, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie pomylić ich z niczym innym. W tamtej chwili całą sobą wierzyła w to, że gdyby choć ten jeden raz udało jej się dotrwać w swoim śnie do samego końca i zobaczyć twarz swojego towarzysza podczas zapadania się w pustkę, to właśnie Nicholasa miałaby u swojego boku. Samej sobie nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć, a tym bardziej stwierdzić, co takiego powinna o całej sytuacji myśleć, ale to nie miało znaczenia, a dla Alyssy liczyła się tylko i wyłącznie sama świadomość tego, że było w tym człowieku coś, co niezmiennie ją oszałamiało.
Co tak naprawdę wydarzyło się przed uczelnią? Była oszołomiona, kiedy ujrzała Nicholasa po raz pierwszy, ale to wydawało się niczym w porównaniu z tym, co miało miejsce później. Już nie chodziło wyłącznie o to, że mogłaby zrobić z siebie idiotkę w jego towarzystwie, ale o przebłyski, które zamajaczyły przed jej oczami w chwili, w której ją dotknął. Pamiętała jego spojrzenie i własne oszołomienie, kiedy w popłochu usiłowała uciec, niezdolna do zebrania myśli. Już nie dbała o cel swojej wizyty, a tym bardziej o to, co mógł pomyśleć sobie ten mężczyzna, kiedy zaczęła zachowywać się w sposób sugerujący, że była co najmniej niezrównoważona psychicznie. Nie liczyło się nic, a Nicholas… Nicholas wydawał jej się zarazem odległy i tak bliski, że świadomość tego, że nie mogła tak po prostu go dotknąć, okazała się niemal bolesna. Mogła co najwyżej spróbować zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale i na to za żadne skarby nie potrafiła się zdobyć.
Do diabła, co to oznacza?, zapytała samą siebie i omal nie roześmiała się histerycznie, uprzytomniając sobie jak niezręcznego sformułowała użyła. Ironia wydawała się towarzyszyć jej niemal na każdym kroku, co zdecydowanie nie poprawiało Alyssy nastroju. Teraz rozumiała dlaczego Carlos ostrzegał ją przed wzywaniem piekła, twierdząc, że prędzej czy później mogłaby doczekać się odpowiedzi. Dlaczego wydajesz mi się taki znajomy? Spotkaliśmy się już?, pomyślała i na ułamek sekundy przymknęła oczy, ten jeden raz naprawdę licząc na to, że jej własne ciało podsunie jej właściwą odpowiedź, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Prócz mętliku w głowie, w jej umyśle nie pojawiło się nic – żaden przebłysk ani nawet niespójna myśl, która mogłaby należeć do Ariany. Alyssa nie miała pojęcia od kiedy to zaczęła polegać na swojej… dawniejszej formie, ale nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Wiedziała wyłącznie, że za jej emocjami i tym, jakie reakcje wzbudzał w niej Nicholas, kryło się coś więcej – z tym, że wciąż nie potrafiła określić co takiego.
Niczego już nie rozumiała.
– Hej, w porządku? – Omal nie wyszła z siebie, kiedy mężczyzna znalazł się bliżej niej, energicznie machając jej dłonią tuż przed twarzą. Zamrugała nieprzytomnie, po czym instynktownie cofnęła się o krok, omal nie potykając o własne nogi, kiedy wycofała się do przedpokoju. – Słyszałaś, co mówiłem? – podjął, pośpiesznie się reflektując i pozwalając na to, żeby zwiększyła dzielącą ich odległość. Spoglądał na nią jakoś dziwnie, ale przynajmniej nawet słowem nie skomentował jej reakcji.
– Zamyśliłam się – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Brwi Nicholasa jak na zawołanie powędrowały ku górze, kiedy spojrzał na nią w niemalże znaczący sposób. „Serio?” – wydawało się mówić jego spojrzenie, co rozdrażniło ją jeszcze bardziej, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe.
– Chyba faktycznie z tobą nie najlepiej – stwierdził po chwili zastanowienia. – Nie żebym wcześniej nie doszedł do takiego wniosku, ale…
– A co to niby ma znaczyć? – przerwała mu bez chwili wahania, momentalnie reagując na jego słowa.
Zacisnęła usta w wąską linijkę, czując narastającą z każdą kolejną sekundą irytację. Sytuacja wydawała się co najmniej niedorzeczna, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności. Sama nie była pewna, dlaczego w ogóle stała naprzeciwko tego mężczyzny, czując się niemalże zobowiązaną, by jakkolwiek mu się wytłumaczyć. Dlaczego miałaby to robić, skoro w rzeczywsitości widzieli się zaledwie dwa razy w życiu i…?
– Więc czego chcesz? – zapytała z pewnym opóźnieniem, ale miała nadzieję, że jako człowiek, Nicholas nie był w stanie wyczuć tej chwili zawahania.
– Zapytać się, czy dobrze się czujesz… Tak na dobry początek – odpowiedział ze stoickim spokojem. – Nie ukrywajmy: nie na co dzień ładne dziewczyny mdleją w moich ramionach. Nie wspominając o tym, że mała która próbuje potem ode mnie uciekać, więc…
– Nie zapędzasz się troszeczkę? – zapytała z niedowierzaniem. – Oczywiście nie uważasz, że to naruszenie prywatności?
Kolejny olśniewający uśmiech.
– Absolutnie nie – powiedział i jakoś nie miała wątpliwości co do tego, że w zupełności w to wierzył. – Och, powiem nawet więcej! Mam wrażenie, że musimy porozmawiać – dodał, a coś w jego spojrzeniu sprawiło, że jej serce jak na zawołanie przyśpieszyło.
Słodki Jezu, jakie były szanse na to, że zdawał sobie sprawę z tego, iż to, co wydarzyło się na uczelni, w rzeczywistości nie było normalne. Wolała nie zastanawiać się nad tym, jak i dlaczego znalazł ją aż tutaj, a tym bardziej z jakiego powodu poświęcił czas, żeby się z nią zobaczyć. Oczywiście, że istniały powody, by chciał z nią porozmawiać – i to nie tylko dlatego, że faktycznie zemdlała w jego objęciach. To było coś więcej niż troska, a przynajmniej tak zakładała, w tamtej chwili wręcz gotowa przysiąc, że Nicholas zobaczył dokładnie to samo, co i ona. Jeśli tak było…
Cóż, wszystko wskazywało na to, że miała poważny kłopot.
– Nie jestem tego taka pewna – powiedziała cicho, ale sama nie wiedziała czy zwracała się do niego, czy może do siebie.
– Ranisz moje ego – odpowiedział niemal urażonym tonem Nicholas. Znowu przybrał lekki, niemalże prowokujący ton, wydając się doskonale bawić jej kosztem. W takich chwilach sama nie była pewna czy powinna na niego warknąć, czy wręcz przeciwnie – spróbować udawać, że nie dostrzega niczego wyjątkowego w sposobie, w jaki się zachowywał. Czuła się zagubiona, a podejście mężczyzny zdecydowanie niczego nie ułatwiało. – Nie przyszedłem tutaj po to, żeby przyjąć odmowę. Swoją drogą, to bardzo nieuprzejme z twojej strony – dodał, a Alyssa parsknęła śmiechem, coraz bardziej zdezorientowana.
– Co takiego? Jestem nieuprzejma, bo nie chcę rozmawiać z obcym na temat swoich prywatnych spraw? – zapytała z niedowierzaniem.
Nicholas potrząsnął głową. Coś w jego uśmiechu sprawiło, że serce po raz kolejny zabiło jej szybciej. Gdyby nie to, że miała już doświadczenie w rozmowach z Carlosem, najpewniej już dawno straciłaby cierpliwość, wręcz porażona tym, jak ktoś mógł być w równym stopniu irytujący, co i oszałamiający. Pod tym względem zarówno Sorenti, jak i Nicholas, wydawali się objawiać jakiś szczególny rodzaj talentu, pozwalający działać innym na nerwy, a przy tym sprawiać wrażenie niemalże czarujących. Stojący przed nią mężczyzna był zdecydowanie zbyt pewny siebie i niemal bezczelny, a jednak…
Och, poza tym miała wrażenie, że się nią interesował – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Jego spojrzenie okazało się niemal natarczywe, przenikliwe, a przy tym jak najbardziej przychylne. Nigdy nie była w poważnym, stałym związku, a kilka przypadkowych randek (oczywiście nie licząc tej, która doprowadziła ją do tego miejsca) nie sprawiała, że czuła się jakoś szczególnie doświadczona w kwestii relacji damsko-męskich, ale mimo wszystko była w stanie rozpoznać, kiedy spoglądał na nią w bardziej… konkretny sposób. Tak było w tym przypadku, a Nicholas nawet nie próbował się przed nią ze swoimi emocjami kryć.
– Piękna, tajemnicza dama najpierw zawróciła mii w głowie, a teraz się wypiera – oznajmił przesadnie urażonym tonem sam zainteresowany, tym samym utwierdzając ją w prawdziwości wniosków, które w naturalny sposób przyszły jej do głowy. – Więc jak? Mogę liczyć na jedną nic niezobowiązującą wycieczkę do miasta albo… No cóż, sama coś zaproponuj, proszę. Nie musimy nawet rozmawiać, chociaż nie miałbym nic przeciwko. – Spojrzał na nią znacząco. – Chciałbym cię poznać. I to zdecydowanie nie w takich okolicznościach, jak ostatnim razem.
Zastygła w bezruchu, całkowicie wytrącona z równowagi jego słowa. „Nie” – jak na zawołanie zaczęło jej się cisnąć na usta, a jednak nie odezwała się, niezdolna do tego, żeby tak po prostu zaprotestować. Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu i wiedziała, że Nicholas nie odpuści, jeśli nie weźmie się w garść i nie postawi sprawy jasno, ale mimo wszystko…
On też ją intrygował. A skoro do tego wszystkiego był człowiekiem, mogła założyć, że nieszczególnie ryzykowała, decydując się poświęcić mu choć chwilę czasu, by rozwiązać problem, który sama zaczęła w chwili wizyty na uczelni.
Wciąż jeszcze się wahała, aż do momentu, w którym zorientowała się, że obserwował ją ktoś jeszcze. Nie obejrzała się przez ramię, czując na sobie intensywne spojrzenie innej pary oczu, wątpiła w to, żeby Carlos zamierzał się ujawnić przed Nicholasem, ale nie to miało znaczenie. Najważniejsze było to, że wampir zdecydowanie nie miał być zadowolony z tego, co planowała zrobić, a skoro tak…
– Daj mi pięć minut – poprosiła zdecydowanym, a przy tym zaskakująco wręcz opanowanym głosem. – Zaraz wracam – dodała, wycofując się w głąb domu.
Zanim zamknęła drzwi, zdążyła jeszcze zauważyć, że Nicholas się uśmiechnął.
~*~
Wątpliwości nie opuszczały jej, chociaż z biegiem czasu stopniowo zeszły gdzieś na dalszy plan. Sama nie była pewna, kiedy tak naprawdę udało jej się rozluźnić, a wręcz zacząć czerpać przyjemność z obecności Nicholasa, który okazał się równie bezczelny, co i otwarty. Jego bezpośredniość wciąż wprawiała ją w osłupienie, tym bardziej, że od pierwszego momentu, w którym zamaszystym gestem otworzył przed nią drzwi swojego samochodu, w pełni uświadomiła sobie, że wcale nie oczekiwał od niej niezobowiązującego spotkania i rozmowy. Czuła, że przynajmniej z jego perspektywy wspólne wyjście było okazją na coś więcej, chociaż Alyssa zdecydowanie nie przywykła do tak otwartej adoracji z czyjejkolwiek strony.
Czy oby na pewno?, zapytała samą siebie, bo choć oczekiwała, że zachowanie mężczyzny zacznie ją drażnić albo wręcz odpychać, czuła się w jego obecności aż nazbyt dobrze. Raz po raz przyłapywała się na tym, że jej spojrzenie uciekało ku jego twarzy, choć to równie dobrze mogło mieć związek z tym, że nade wszystko pragnęła móc raz jeszcze spojrzeć w intensywnie niebieskie tęczówki. Czuła, że to niebezpieczne, bo sama nie kontrolowała swoich odruchów, a ostatnim razem to właśnie Nicholas wytrącił ją z równowagi do tego stopnia, że aż straciła przy nim przytomność, ale z drugiej strony… Na litość Boską, to był po prostu człowiek, chociaż musiała przyznać, że z taką prezencją i charyzmą idealnie nadawałby się na nieśmiertelnego.
Skrzywiła się mimowolnie, wcześniej nawet nie przypuszczając, że mogłaby być w stanie myśleć takimi kategoriami. Była świadoma tego, jak znacznie zmieniła się od dnia, w którym Carlos ją przemienił, chociaż ten nowy świat wciąż bywał dla niej skomplikowany i nie do końca akceptowalny. Na każdym kroku wciąż doświadczała czegoś, co nawet dla przeciętnego wampira byłoby niezrozumiałe – a ona nawet w pełni nie była normalnym krwiopijcą. Nie sądziła, że w ogóle możliwy jest podział na zwyczajnych i nie, kiedy myślało się o wampirach, a jednak w jej przypadku trudno było mówić o codziennej sytuacji. Jakby tego było mało, właśnie pozwalała na to, żeby zbliżył się do niej człowiek, choć jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo mogło okazać się to niebezpieczne. Wciąż nie była wprawiona w samokontroli, nawet przy Mary zachowując ostrożność i zawsze mogąc liczyć na to, że gdzieś w pobliżu będzie któryś z Sorentich, gotowy ewentualnie ochronić jej przyjaciółkę – z mniej lub bardziej egoistycznych pobudek.
I właśnie dlatego wychodzisz z obcym facetem, któremu w każdej chwili możesz zechcieć rzucić się do gardła, zadrwiła w duchu. Zadrżała mimowolnie, wciąż dziwnie oszołomiona. Przecież nie zamierzała zrobić niczego głupiego, tak? Co prawda miała złe wspomnienia, jeśli chodziło o podróż samochodem z istotą dysponującą bijącym pulsem, a jednak kiedy znalazła się w zamkniętej powierzchni wraz z Nicholasem, z zaskoczeniem przekonała się, że jego zapach nie robi na niej najmniejszego znaczenia. Być może miało to związek z towarzyszącym jej zdenerwowanie, które chyba nawet wampirowi mogło odebrać apetyt, niemniej w miarę jak w coraz odważniejszy sposób zaczęła nabierać i wypuszczać powietrze, szybko zorientowała się, że mężczyzna nie pociągał ją pod tym względem tak, haj chociażby Mary albo nieliczny ludzie z którymi miała styczność od chwili przemiany. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, zbyt rozproszona tym, co działo się na uczelni, a jednak w tamtej chwili wyraźnie poczuła, że woń, którą roztaczał wokół siebie Nicholas, była niezwykle przyjemna – słodka, trochę znajoma, ale w najmniejszym stopniu nie stanowiąca wyzwania dla jej samokontroli.
Pytanie na jak długo…, pomyślała i ledwo powstrzymała się przed wywróceniem oczami. Nie miała pojęcia, kiedy tak naprawdę zaczęła być pesymistką, ale w zestawieniu z jej faktycznym pochodzeniem, takie podejście wydawało się w pełni uzasadnione. Podejrzewała, że idąc tym tropem wkrótce naprawdę zacznie ubierać się na czarno i pożyczać kosmetyki od Mary, decydując się na gotycki styl, a w ostateczności może nawet na to, żeby zacząć czcić… własnego ojca? Och, to wciąż nie było dla niej akceptowane, a sarkastyczne podejście coraz rzadziej okazywało się pomocne, co zdecydowanie nie wróżyło dobrze, poza tym…
– Błagam cię, odezwij się w końcu, bo zaraz trafi mnie szlag – oznajmił Nicholas, a ona aż podskoczyła na swoim miejscu.
Z pewnym opóźnieniem uprzytomniła sobie, że wpatrywał się w nią tymi niezwykłymi oczami, a jakiś czas wcześniej musiał zatrzymać samochód. Włoski na ramionach i karku jak na zawołanie stanęły jej dęba, kiedy uprzytomnia sobie, że wciąż znajdują się w lesie. Wcześniej nie zwróciła uwagi na to, dokąd właściwie ją zabierał, zaś wybór miejsca i zbieżność sytuacji sprzed miesięcy sprawiły, że poczuła się naprawdę nieswojo. W ten sam sposób postępował Dorian, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tym razem to ona była niebezpieczną istotą z legend, która ewentualnie mogła pokusić się o mord na swoim towarzyszu.
– Gdzie jesteśmy? – zapytała natychmiast, niemalże na Nicholasa naskakując. Uniósł brwi, rzucając jej wymowne spojrzenie, najpewniej mające komunikować coś w stylu „No… W lesie!”, jednak zdecydowanie nie zamierzała zaakceptować tak lakonicznej odpowiedzi. – Wciąż mi nie powiedziałeś, czego tak właściwie chcesz.
– Bo nie zapytałaś – odparł, wymownie wywracając oczami. Zaczynała dochodzić do wniosku, że mógł okazać się bardziej uciążliwy od Carlosa, chociaż nie przypuszczała, że to w ogóle możliwe. – Jakaś ty spięta… Ali, wyluzuj. Romantyzm wymaga odrobiny tajemnicy – dodał z błyskiem w błękitnych tęczówkach.
Aż zazgrzytała zębami, w duchu modląc się o to, żeby okazało się, iż jednak źle zinterpretowała jego słowa.
– Alyssa – sprostowała gniewnym tonem. – Nie przypominam sobie, żebym pozwoliła mówić ci na siebie „Ali” – dodała, ale Nicholas nie wydawał się nawet częściowo zaniepokojony jej słowami.
– Wydawało mi się, że wszyscy mówią o tobie w ten sposób – odpowiedział ze spokojem, jakby to wszystko wyjaśniało.
– Oczywiście. Bo ostatni raz widzieliśmy się, kiedy byliśmy z moim znajomym, a on ma do tego prawo. – Przeniosła na niego wzrok, prawie natychmiast zaczynając swojej decyzji żałować, bo ich oczy jak na zawołanie się spotkały. Zadrżała mimowolnie, porażona intensywnością jego spojrzenia i tym, że kolejny raz pobudził jej pamięć, przywołując resztki dręczącego ją snu. – Tobie go nie udzieliłam.
– Ach… – Nicholas posłał jej kolejny rozbrajający, a do tego naturalnie cyniczny uśmiech. – Jak to jest, że kobieta potrafi wbić nóż w serce, nawet się przy tym nie wysilając?
– Jeśli za moment zaczniesz mówić do mnie wierszem, to przysięgam, że…
Musiała urwać, bo nieoczekiwanie nachylił się w jej stronę. Odchyliła się w przeciwną stronę, przywierając plecami do drzwiczek samochodu i na moment zamierając w bezruchu. Mogła przewidzieć, że impulsywne wyjście z kimś, komu bez wątpienia się podobała i kto wzbudzał w niej absolutne niezrozumiałe dla niej reakcje, nie mogło skończyć się niczym dobrym, ale to, jak traktował ją Nicholas… Nie miała pojęcia czy powinna zacząć się go obawiać, czy może docenić szczerość, ale i tak wszystko w niej krzyczało, że nic nie jest takim, jakim być powinno.
– Nie patrz na mnie w ten sposób – usłyszała.
Z chwilą, w której znalazł się tak blisko niej, zamarła.
Trochę mi zeszło, ale w końcu jest. Cóż, pojawił się Nicholas i mogę obiecać, że zostanie na dłużej :3 Wciąż jestem zadziwiona tym, jak błyskawicznie topnieje mój zapas rozdziałów, ale nie ma tego złego, prawda? Do końca tej części jeszcze sporo, więc nie będę rozwodzić się nad tym, co planuję w przyszłości.
Jak zwykle dziękuję za wszystkie komentarze i obecność. Jesteście cudowni. I przez to tym bardziej mam wyrzuty sumienia, kiedy spóźniam się z wrzuceniem kolejnej części, ech >.<
Na koniec może jeszcze dodam, że na blogu autorskim pojawiło się krótkie opowiadanie, które napisałam z myślą o pewnym konkursie. Serdecznie zapraszam do przeczytania „Meery”.
Do następnego!

2 komentarze:

  1. Hejka :D
    Co do poprzedniego rozdziału. Będę się powtarzać ale naprawdę uwielbiam te przekomarzanki Mary i Carlosa. Naprawdę czuć pomiędzy nimi iskry, także nawet jeśli ma to być przegadany rozdział polegający na ich rozmowach - NIE WAŻ SIĘ GO POZBYWAĆ! xD
    Tak coś czułam, że to Nicholas będzie przy drzwiach - najwyższa pora. Muszę przyznać, że trochę mnie zaskoczyłaś - spodziewałam się, że ich rozmowa będzie nieco... cieplejsza, ale to, że się od początku nie dogadują jest w sumie bardziej naturalne. (Ale skoro już drugi facet tak bardzo ją irytuje, może to ona tak działa na mężczyzn :P) Tak czy siak, ciekawi mnie co tym razem się stało, więc czekam do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie mi wstyd... Zaczęłam czytać chyba w zeszłym tygodniu, po czym przerwałam i wracam dopiero teraz... Przydałby mi się jakiś porządny kop dodatkowej energii. ;)
    Dobrze wiesz, że miewam głupie skojarzenia, a tu na początku pojawiło mi się jedno N. jest stalkerem. :D Śledził ją i w ogóle, no bo niby skąd by wiedział, gdzie jej szukać? Ale mój móżdżek cofnął się trochę, przeanalizował wszystko i doszedł do wniosku, że to Ali nie wie kim jest tak naprawdę N. Ale my już tak, bo w zakładce o bohaterach jest przecież napisane, że to wampir, a był jeszcze J., więc dodając dwa do dwóch, wychodzi pięć :P
    Alyssa musiała być nieźle zszokowana. Nawet sobie wyobraziłam jak stoi z dłonią na klamce i otwartą buzią, gapiąc się w jego oczy i co chwilę dostając z wiadra zimnej wody, gdy on się odzywa. :D Nie oszukujmy się, nawet ktoś taki jak Carlos nie mógł uodpornić jej tak szybko na traktowanie w taki sposób, jak to robią ci dwaj panowie, skoro całe swoje życie była traktowana po ludzku.
    Tak się zastanawiam, ile w zgodzie na wyjście Ali było samych jej chęci, bo przecież nie do końca chciała wyjść z Nicholasem, a ile typowo babskiego „zrobię mu na złość” w stosunku do Carlosa, bo mimo wszystko – to że C. ją irytuje i pewnie chwilami chciałaby wyrwać mu serce, a przynajmniej struny głosowe, to ona coś do niego czuje, co w sumie nawet chyba sama nie wie, czym to coś jest. A dodatkowo on jej miesza w głowie, bo nie zawsze/nigdy zachowuje się w stosunku do niej jednoznacznie. W sumie to i on chyba zaczyna się w tym wszystkim gubić, bo coś mi się wydaje, że nie wszystko poszło tak jak sobie zaplanował... Szczerze wątpię, że pocałunek z Ali był na jego liście zadań do wykonania...
    Dotarłam do miejsca gdzie Ali w końcu wyszła z Nicholasem i chciałam zakomunikować wszem i wobec – drogie dzieci, nie wsiadajcie z obcymi do samochodu. ^^ Cukierków też nie bierzcie. A tak na poważnie... Jak mogłaś?! I to w takim momencie! Liczyłam, że pokaże jej kły albo co... No ona byłaby w szoku. ^^ I w ogóle krzyk, syk... Zapędziłam się, Ali raczej krzykiem nie reaguje, ale scena gdzie N. pokazuje kły i mówi „cześć, też jestem wampirem” mogłaby być zabawna. :)
    Dużo weny i czasu na pisanie życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń