30 listopada 2017

Rozdział XLIX

Alyssa
Alyssa samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego pozwoliła na to, żeby Nicholas posunął się aż tak daleko. Wszystko działo się zbyt szybko, a jednak nie czuła się z tym źle. Raz po raz wspominała momentu, w którym to tak po prostu się wydarzyło – straciła kontrolę nie tylko nad sobą, ale sytuacją, wciąż jeszcze roztrzęsiona rozmową z Dianą, własnymi wątpliwościami oraz tym, że w pewnym sensie zgodziła się, żeby jej przybrany brat pojawił się w domu pełnym wampirów. W pewnym sensie już wtedy podejrzewała, że ktoś (Carlos najpewniej) ją rozszarpie, porażony bezsensownością jej zachowania, ale nie dbała o to, tak jak i przestała zawracać sobie głowę tym, że mogłaby dopuścić do siebie kolejnego człowieka.
Nie miała pojęcia, co tak naprawdę wydarzyło się w tamtym samochodzie. Większość drogi ona i Nicholas pokonali w ciszy, każde wpatrzone w swoją stronę – on w jezdnię, a ona skupiona na kolejnych przemykających drzewach, w miarę jak samochód zaczął przesuwać znajomą jej już ścieżką. Wkrótce po tym auto ostatecznie zatrzymało się przed posiadłością Sorentich, ale chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że powinna co najwyżej ładnie podziękować i w pośpiechu wysiąść, była w stanie wyłącznie tkwić w bezruchu. Czuła obecność Nicholasa, poza tym bez trudu zorientowała się w którym momencie przeniósł na nią wzrok – parę lśniących, intensywnie niebieskich tęczówek, które prześladowały ją w snach. Była tego świadoma i z każdą kolejną sekundą miała coraz silniejsze wrażenie, iż coś pomiędzy nimi narasta – kumuluje się coraz bardziej i bardziej, jak przez te wszystkie godziny, które spędzili razem. Impuls przypominał wzajemne przyciąganie, które odczuwała już podczas pierwszego postoju, zanim zgodziła się na wspólną kawę w kawiarni, a sytuacja skomplikowała się wraz ze zdecydowanie zbyt szczerą rozmową oraz tym cholernym telefonem.
Prędzej czy później musiało dojść do wybuchu i w istocie tak się stało, chociaż zdecydowanie nie w sposób, którego mogłaby się spodziewać.
To Nicholas pierwszy podjął decyzję, co zresztą nie zaskoczyło jej w najmniejszym nawet stopniu, skoro już od samego początku zachowywał się w zdecydowanie zbyt bezczelny, bezpośredni sposób. Chociaż dysponowała wyostrzonymi zmysłami i refleksem, który momentami wciąż ją zadziwiał, kiedy mężyczna nagle wyprostował się i przesunął się w jej stronę, początkowo nawet nie zwróciła na niego uwagi. Zanim się obejrzała, już trzymał jej twarz w dłoniach, a ona spoglądała mu w oczy, po raz kolejny będąc gotową przysiąc, że się zapada – leci w pustkę, podczas gdy on znajdował się dosłownie na wyciągnięcie ręki, gotów zapewnić jej upragnione poczucie bezpieczeństwa. W tamtej chwili niemalże była pewna tego, że za moment wszystko popsuje, wraz z kolejnym wspomnieniem, tak jak bywało wielokrotnie wcześniej, kiedy nagle traciła przytomność, pokonana przez echa przeszłości.
Tym razem jednak nie wydarzyło się nic podobnego.
W pewnym momencie Nicholas z wolna nachylił się w jej stronę, jak gdyby nigdy nic wplatając palce w jej włosy i – nie doczekawszy się żadnego protestu – delikatnie musnął wargami jej usta. Całował inaczej niż Carlos, bardziej delikatnie i z wyczuciem, zupełnie jakby wcześniej robił to nie raz. W tamtej chwili w niej również coś pękło, zaraz też odwzajemniła mu się z całą pasją i zaangażowaniem na jakie tylko było ją stać. Nie miało znaczenia, że widziała tego mężczyznę raptem dwa razy, że był człowiekiem i że wzbudzał w niej emocje, których nie potrafiła pojąć. Czasami zastanawiała się jak to jest, że niektóre naiwne dziewczyny poddają się mężczyźnie po zaledwie kilku godzinach znajomości, a jednak właśnie robiła to samo, obojętna na wszystko i wszystkich. Całowała go, pozwalając żeby jej dotykał i to było dobre, Alyssa zaś czuła się tak, jakby znała go od zawsze – może nawet całą wieczność, chociaż sama myśl o tym wydawała się niedorzeczna. Bez chwili wahania pozwoliła, by przyciągnął ją do siebie na tyle blisko, że w pewnym momencie nawet nie była pewna, które z nich pragnęło tej bliskości bardziej – on czy może ona, tym bardziej, że z każdą kolejną sekundą zebranie myśli stawało się coraz trudniejsze.
Cokolwiek powinna sobie myśleć, jedno wydawało się aż nadto oczywiste: byli razem, a ona czuła się z tym dobrze. Miała wrażenie, że po długich poszukiwaniach w końcu udało jej się odszukać to, czego tak bardzo pragnęła; wróciła do domu, gdziekolwiek by nie był i jakichkolwiek poświęceń by nie wymagał. Mogła wręcz przysiąc, że obejmujące ją ramiona są aż nadto znajome – przyjemnie ciepłe, silne i zwiastujące bezpieczeństwo, którego tak bardzo potrzebowała. Przez kilka cudownych sekund Nicholas był całym jej światem, podczas gdy wszystko inne przestało istnieć, zapomniane i odległe. Niczego więcej nie potrzebowała, zaś zdrowy rozsądek…
To było dobre – po prostu dobre.
On też taki był, a zastanawianie się nad przyczynami i szukaniem sensu w czymś, co samo w sobie wydawało się właściwe, jawiło jej się jako absolutnie zbędna strata czasu. Chciała Nicholasa – takiego jakim był, z tymi jego niebieskimi oczami, zmierzwionymi włosami i uśmieszkiem, który w równym stopniu uwielbiała, co i doprowadzał ją do szaleństwa. To była zaledwie jedna z kilku innych sprzeczności, jednak i to nie jawiło jej się jako niewłaściwe, choć bez wątpienia powinno. Z drugiej strony, wszystko to, co działo się wokół niej, samo w sobie zdawało się być jedno wielką sprzecznością, więc taki stan rzecz przestał ją dziwić. Chciała czuć się dobrze, przynajmniej przez moment i bez zastanawiania się nad tym, kim tak naprawdę była albo powinna być. W ramionach Nicholasa choć na ułamek sekundy było to możliwe, nawet jeśli jakaś cząstka Alyssy zdawała sobie sprawę z tego, że być może właśnie popełniała poważny błąd.
Dłonie Nicholasa były wszędzie, ale i to jej nie przeszkadzało. W pewnym momencie zorientowała się nawet, że sama z siebie przesunęła się w jego stronę, mimo ciasnoty samochodu siadając nań okrakiem. Pozwolił jej na to, choć wyraźnie wyczuła jego dezorientację, tak silną i wyraźną, jakby w rzeczywistości należała do niej. Nawet jeśli faktycznie się wahał, zapanował nad sobą w kilka zaledwie sekund, w zamian skupiając na tym, co działo się wokół nich. Palcami zakreślił krzywiznę jej kręgosłupa, czym skutecznie przyprawił Ali o dreszcze, choć te z równym powodzeniem mogły mieć związek z uczuciami, które targały nią przez cały ten czas. Nigdy wcześniej nie czuła się aż do tego stopnia zdezorientowana; ogarnięta tak silną tęsknotą i pragnieniami, że aż kręciło jej się w głowie.
Pożądanie pojawiło się nagle, odbierając dech i będąc niczym kubeł lodowatej wody – i to nie tylko dla niej, ale również Nick’a, który bez jakiegokolwiek ostrzeżenia chwycił ją za oba nadgarstki.
– Alyssa… – wymruczał wprost w jej wargi. Był zdyszany, a kiedy zamrugała i ich spojrzenia się spotkały, przekonała się, że oczy błyszczały mu niezdrowo. – Ali…
Wzięła kilka głębszych wdechów, żeby łatwiej nad sobą zapanować. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego próbowała zrobić i że dłonie trzymała na torsie Nicholasa, chętna walczyć z jego koszulą. Poczuła, że jej własne tęczówki rozszerzając się do granic możliwości, w miarę jak niedowierzanie i szok w końcu znalazły sposób, by przebić się przez targające nią emocje. Czuła, że serce wali jej tak mocno i nieregularnie, że chyba jedynie cudem nie przebiło się przez skórę albo nie połamało żeber, by móc wyrwać się na zewnątrz. Była rozpalona i drżąca, kiedy zaś nieco błędnym wzrokiem powiodła wzrokiem dookoła, w jednym z samochodowych lusterek dostrzegła własne odbicie.
Chyba nigdy wcześniej nie widziała siebie w takim stanie – z pałającymi oczami, rumieńcami na policzku i niemalże obłędem w spojrzeniu. Włosy miała w nieładzie, zresztą tak jak i ubranie, poza tym wciąż siedziała na kolanach Nicholasa – i to w zdecydowanie zbyt odważnej pozycji. Sam zainteresowany tulił ją do siebie, raz po raz przesuwając kciukiem po jej ramieniu, a jego spojrzenie wprost zdradzało, że sytuacja była dla niego niemniej szokująca, co i dla niej. Niebieskie tęczówki śledziły każdy ruch, skoncentrowane przede wszystkim na wyrazie jej twarzy, w miarę jak powoli dochodziło do niej, jak daleko była skłonna się posunąć – w przypływie emocji, na dodatek z człowiekiem, który…
– O mój Boże… – rzuciła nerwowo, chociaż nie miała pojęcia, czy w obecnej sytuacji w ogóle mogła pozwalać sobie na używanie tych słów.
Spróbowała odsunąć się od Nicholasa tak gwałtownie, że chyba jedynie cudem nie wybiła przedniej szyby. Z wysiłkiem udało jej się przeczołgać na fotel pasażera, a potem wydostać się z auta, chociaż czuła się tak dziwnie roztrzęsiona i niepewna, że nawet ustanie na nogach zaczęło stanowić dla niej prawdziwe wyzwanie. Niemalże łapczywie chwytała chłodne, rześkie dzięki niedawnym opadom deszczu powietrze, pozwalając na to, żeby to we wręcz zbawienny sposób wpływało na jej rozpalone ciało i skołatane nerwy. Efekt był marny, ale mimo wszystko z wolna zaczęła się uspokajać, co samo w sobie okazało się lepsze niż wybuch histerii albo szału. Czuła się tak oszołomiona, że była skłonna spodziewać się dosłownie wszystkiego, choć z drugiej strony nie potrafiła określić, czy w takim stanie była zdolna do odczuwania czegokolwiek.
Nicholas bez pośpiechu wysiadł z auta, w zaledwie kilka sekund materializując się u jego boku. Była świadoma jego obecności, a jednak i tak wzdrygnęła się niekontrolowanie, czując muśnięcie ciepłych palców na ramieniu. Nawet jeśli miał do niej o tę reakcję pretensję, nie dał niczego po sobie poznać, spokojny i niemalże rozluźniony. Zazdrościła mu tego opanowania, zresztą tak jak i bijącego nań spokoju; to był gra – musiała być! – ale mimo wszystko…
– Przepraszam! – wyrzuciła z siebie na wydechu, energicznie potrząsając głową. – Ja nie wiem, co… Nicholas, cholera jasna! – nie wytrzymała, błyskawicznie okręcając się na pięcie i czując się niemalże gotową do tego, żeby rzucić się na niego z pięściami.
Dlaczego jej nie powstrzymywał?! Do diabła, była gotowa przysiąc, że chciał tego równie mocno, co i ona! Czy wykorzystałby sytuację, gdyby nie zareagowała na jego delikatne sugestie? W zasadzie… Dlaczego nie? Dlaczego miałby jakkolwiek zastanawiać się nad tym, czego mogłaby chcieć, skoro do tej pory na każdym kroku podejmował decyzję – ot tak, niemalże bezczelnie narzucając jej własną wolę. Był zdecydowany, poza tym Alyssa miała okazję spotkać dość swoich rówieśników, który zależało przede wszystkim na zliczeniu dziewczyny. Z jakiej racji właśnie Nicholas miałby…?
A potem spojrzała mu w oczy i poczuła się tak, jakby w ułamku sekundy uszło z niej powietrze. Nerwy zniknęły, a Ali poczuła się przede wszystkim bardzo zmęczona – nic ponadto, chociaż jeszcze chwilę wcześniej była gotowa rozszarpać na kawałeczki pierwszą osobę, która wpadłaby jej w ręce.
– Alyssa… – westchnął. Nie zaprotestowała, kiedy ujął ją za rękę, po czym w oszałamiającym, wypracowanym geście uniósł jej dłoń do ust, muskając wierzch wargami. Czy ktoś, kto zachowywał się w taki sposób, mógł być w stanie wykorzystać kobietę? – Wyluzuj, maleńka – dodał kojącym tonem, ale jedynie potrząsnęła głową.
– Poważnie mówisz? – zapytała z niedowierzaniem.
Wywrócił oczami, po czym przesunął się jeszcze bliżej. Mimowolnie wzdrygnęła się, tym bardziej, że wyciągnął dłoń w jej stronę, muskając palcami jej policzek.
– Chcesz wracać do domu? – rzucił rzeczowym tonem. Krótko skinęła głową, chociaż to w najmniejszym stopniu nie miało związku z prawdą. No cóż, w takim wypadku tym bardziej chciała zrobić wszystko, byleby od niego uciec, zanim… sprawy po raz kolejny wymknęłyby się spod kontroli. – Możesz na mnie liczyć… Wiesz o tym, prawda?
Nie za dużo tych poważnych wyznań?, pomyślała w panice, ale nie była w stanie wypowiedzieć tych kilku słów na głos. W zamian kolejny raz zadrżała niekontrolowanie, po czym spojrzała mu w oczy.
– Dlaczego?
– Co „dlaczego”? – powtórzył, wyraźnie zaskoczony. Lekko zmrużył oczy, uważnie mierząc ją wzrokiem i wydając się nad czymś intensywnie myśleć. – Ja… No cóż, lubię cię, Ali. Nawet bardzo – dodał z naciskiem, a ona omal nie roześmiała się histerycznie, porażona tak wyraźnymi eufemizmami.
– Muszę iść – powiedziała z naciskiem. – Bredzisz, Nicholasie – zarzuciła mu, licząc na to, że w ten sposób zdoła rozluźnić atmosferę, ale jedynie potrząsnął głową.
– Tak uważasz? – zapytał z powątpiewaniem. – Zawróciłaś mi w głowie, zresztą – kąciki jego ust drgnęły nieznacznie – najpewniej ze wzajemnością. Wydajesz się… tak bardzo znajoma, Ali – dodał i zabrzmiało to wyjątkowo poważnie, niemalże tęsknie. – Tak bardzo…
Och, ona też to czuła. Nie potrafiła w żaden sensowny sposób wytłumaczyć tego dziwnego przyciągania, które istniało pomiędzy nimi, ale…
No cóż, w pewnym sensie chyba nawet nie chciała rozumieć.
– Zobaczymy się jeszcze?
Niespokojnie drgnęła, zaskoczona jego pytaniem. Natychmiast otworzyła usta, chcąc zaprotestować – znaleźć powód, który mógłby okazać się wystarczająco sensowny, żeby dotarł nawet do tak upartej istoty – jednak Nicholas nie dał jej po temu okazji.
W następnej sekundzie najzwyczajniej w świecie nachylił się i delikatnie musnął wargami jej usta – tym razem z wyczuciem, poza tym odsunął się po krótkiej chwili, zostawiając ją oszołomioną i drżącą, a przy tym całkowicie wytrąconą z równowagi.
– Do zobaczenia, maleńka.
W jakiś niewytłumaczalny sposób tych kilka słów wydawało się przypieczętowywać wszystko.
~*~
Nie miała pojęcia, co tak naprawdę było między ją a Nicholasem – widziała jedynie, że było gwałtowne, oszałamiające i zaskakująco wręcz trwałe. Starała się o tym nie myśleć, co zresztą okazało się wyjątkowo proste, bo zaledwie dzień po telefonie Diany w końcu odezwał się do niej Jimie. Dziwnie czuła się, mogąc tak po prostu rozmawiać z przybranym bratem, chociaż sama nie miała pewności, co szokowało ją bardziej: fakt, że po raz kolejny miała jakieś powiązanie z dawnym życiem, czy może głębokie brzmienie głosu chłopaka, którego w pewnym sensie nadal traktowała jak dziecko.
Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała się z Jimiem, chociaż bez wątpienia miało to miejsce jeszcze za jej ludzkiego życia, całe miesiące przed nieszczęsnym spotkaniem z Dorianem i całym tym szaleństwem, które zapoczątkował jeden zaledwie wieczór. Dopiero kiedy to do niej dotarło, w pełni uświadomiła sobie, jak bardzo tęskniła za jedyną życzliwą osobą, która miała jakikolwiek związek z jej… rodziną. Jimie w pewnym sensie wynagradzał jej wszystko to, czego doświadczyła ze strony przybranej matki, a ona traktowała go jak rodzonego brata – młodszego, bo młodszego, ale jednak.
Wiedziała, że sama wzmianka o tym, że zgodziła się dopuścić do siebie kolejnego człowieka, wywoła sporo emocji, ale i tak miała ochotę uciec z krzykiem, kiedy zauważyła wyraz twarzy Carlosa. Momentalnie zatęskniła za tym, jak ignorował ją i pozostałych przez ostatnie dni, zaskoczona jego złośliwościami i spojrzeniami, które od pierwszej chwili dały jej do myślenia. Przynajmniej ten jeden raz nie skomentował sprawy w sposób, który mógłby sugerować, że planował zrobić coś za co mogłaby go znienawidzić, ale i tak była w nie małym szoku, mając wrażenie, że gdyby wzrok mógł zabijać, najpewniej byłaby martwa.
Pozostali nie tyle nie byli podenerwowani, co najzwyczajniej w świecie zmartwieni, ale była w stanie to zrozumieć. Tym większą ulgę poczuła, kiedy sam pomysł ostatecznie został przyjęty, nawet jeśli obecność człowieka – dziecka na dodatek – w znacznym stopniu ograniczała swobodę mieszkańców domu. Ostateczną decyzję tak czy inaczej podjęła Eleonora, raz po raz zapewniając, że kilka dni nie powinno być problemem. Najpewniej kłamała, bo wyraz twarz Michaela oraz fakt, że Nadia bez słowa wyszła, wyglądając przy tym na chętną kogoś zabić, sugerowały coś zupełnie innego, ostatecznie jednak nikt nie zaprotestował. Cóż, nie wprost.
Był jeszcze Carlos, zachowujący się w sposób co najmniej dla niej nie zrozumiały. Wyczuła, że miał do niej o coś pretensje, to jednak było widoczne jeszcze przed rozmową o Jimmym, przez co czuła się tym bardziej zdezorientowana. Cóż, do czasu – wszystko stało się jasne dopiero wieczorem, kiedy natknęła się na niego w drodze pokoju, a on bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przycisnął ją do ściany i uśmiechając się w sztuczny, drapieżny sposób, nachylił w jej stronę.
– Dobrze się bawiłaś, maleńka? – rzucił z przekąsem, po czym zostawił ją samą w stanie całkowitego osłupienia.
Jak wiele widział? Pieszczotliwe „maleńka”, które na pożegnanie usłyszała od Nicka wydawało się aż nazbyt wymowne, ale i tak nie rozumiała, dlaczego musiał zachowywać się w aż tak irytujący sposób. W porządku, to był Carlos – uciążliwy i trudny, co zresztą zdążyła zauważyć już w chwili pierwszego spotkania – ale nawet jak na niego to było coś… o wiele bardziej złożonego.
Gdyby go nie znała, pomyślałaby nawet, że był zazdrosny.
Wciąż nie miała pojęcia, co o tym myśleć, dlatego ostatecznie odsunęła sprawę Carlosa na dalszy plan. Tak było prościej, tym bardziej że nade wszystko chciała skoncentrować się na jedynym pozytywnym aspekcie całej sytuacji: na Jimiem. Nie miała pojęcia jak powinna zachowywać się w jego obecności, ale nie wyobrażała sobie, żeby ot tak mogła się wycofać. Na samą myśl o spotkaniu po raz kolejny czuła się jak jedna wielka sprzeczność – równie podekscytowana, co i przerażona, odliczając czas do czegoś, co przez całe tygodnie wydawało jej się co najwyżej abstrakcją.
Poczuła ulgę, kiedy to Jason zaoferował jej pomoc w dostaniu się na lotnisko i odebraniu brata. Nawet jeśli miał do niej jakiekolwiek pretensje, nie skomentował tego nawet słowem, co przyjęła z wdzięcznością. Z jakiegoś powodu wciąż mogła na niego liczyć, również po tym, jak tak po prostu zostawiła go zdezorientowanego na parkingu uczelni podczas ostatniego wspólnego wyjścia.
– Daj znać, gdybyś wybierała się gdzieś również tym razem – rzucił jedynie zaczepnie, kiedy zajęła miejsce w samochodzie.
Jedynie prychnęła, po czym z braku lepszych perspektyw wbiła wzrok w szybę po swojej stronie. Podróż minęła w ciszy, jednak milczenie wcale nie wydało jej się takie złe. Jason zachowywał się swobodnie i jak zwykle uprzejmie, a Alyssa mimo napięcia nie wychwyciła niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że tak jak i Carlos był świadom tego, co zaszło między nią i Nicholasem. W zasadzie miała nadzieję, że poza jej stwórcą nikt inny nie zauważył tego, co zaszło między nią a człowiekiem. Po pierwsze, to zdecydowanie nie było coś, czym chciała się chwalić, zwłaszcza że na samo wspomnienie czuła się skrępowana. A po drugie… Cóż, wystarczyło, że sama wciąż o tym myślała, zwłaszcza podczas jazdy autem raz po raz wracając do momentu, w którym ją poniosło.
– Wszystko w porządku? – zapytał nagle Jason, tym samym skutecznie sprowadzając Alyssę na ziemię. Zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym przeniosła na niego wzrok. – Jesteś spięta – wyjaśnił z bladym uśmiechem.
– Naprawdę?
Spojrzał na nią z wahaniem, być może zaczynając wątpić w jej zdrowie psychiczne.
– Tak mi się wydaje – przyznał, ostrożnie dobierając słowa. Jedynie wzruszyła ramionami, co ostatecznie dało wampirowi do zrozumienia, że jakakolwiek rozmowa nie była jej na rękę.  – Jesteśmy na miejscu.
Gwałtownie wypuściła powietrze z płuc, po czym nerwowo zacisnęła palce na klamce. Przez kilka sekund wahała się, psychicznie przygotowując na to, co miało nastąpić. Mimowolnie zaczęła wahać się nad słusznością własnych decyzji, wiedziała jednak, że zdecydowanie zbyt późno brała pod uwagę to, że mogłaby cokolwiek zmienić. Nie, skoro wszystko zostało praktycznie dopięte na ostatni guzik, a ona przyjechała na lotnisko, by odebrać brata.
W milczeniu wysiadła z auta, pozwalając żeby wiatr rozwiał jej włosy. Jeśli dobrze się nad tym zastanowić, zwłaszcza w tamtej chwili chciała niewiele – pragnęła spokoju oraz jednej jedynej osoby, która…
– Alyssa!
O rany… W zasadzie nie jestem pewna, co mogłabym Wam teraz napisać. Tak, zeszło mi – i to dość długo, choć rozdział cały czas sobie wisiał i czekał na sprawdzanie. A jednak nie potrafiłam się za niego zabrać, najzwyczajniej w świecie potrzebując chwili przerwy. Później dodatkowo doszła do tego blisko miesięczna choroba, co jedynie utrudniło mi powrót do regularności, aczkolwiek… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nigdy wcześniej aż tak nie stęskniłam się za pisaniem, a gdyby nie zaległości na studiach, pewnie powrót do rytmu przyszedłby mi dużo szybciej.
Jedno mogę obiecać: kolejny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu. I tak, jestem tego pewna, zwłaszcza że wraz z nadejściem grudnia chciałabym na powrót skoncentrować się na blogach. Brakowało mi tego bardzo, zresztą wiem, że są osoby, które wciąż czekają – i jestem im za to bardzo, ale to bardzo wdzięczna ^^
Dziękuję za obecność, wyświetlenia i komentarze – to motywuje, poza tym wiem, że zawsze mogę tutaj wrócić. Cudowna świadomość, zresztą raz jeszcze powtórzę to, co pisałam nie raz: że każda moja historia doczeka się zakończenia. Prędzej czy późnij. Zbyt wiele poświęciłam czasu i energii, by ot tak to rzucić, nie wspominając o tym, że nie mogłabym ot tak zostawić Was z niczym. Nie ma nic gorszego, jeśli chodzi o pisanie, niż porzucenie historii, więc…
Cóż, z mojej strony to tyle i do napisania! :3

3 komentarze:

  1. Twoje blogi zostały właśnie wpisane do kategorii Autorskiej!
    Jest to kategoria zbierająca w sobie Autorów, którzy posiadają więcej niż jeden blog zapisany do KŚ - Czytelnicy mogą znaleźć w jednym miejscu dzieła swojego ulubionego Autora.
    Blogi nie zostały wypisane z pozostałych kategorii - kategoria Autorska jest niezależna od podanej liczby zwykłych kategorii.
    Pozdrawiam, administratorka Emily.

    PS. Przepraszam za spam pod rozdziałem, nie znalazłam zakładki z nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informację ;) Brak zakładki ze spamem wynika z tego, że sobie go nie życzę. Inaczej sprawy mają się z informacjami, więc nie masz za co przepraszać, bo to najzupełniej w porządku.
      Również pozdrawiam!

      Nessa.

      Usuń
  2. No dobra... Tego się nie spodziewałam, że wiesz, że Ali prawie zaliczy Nicholasa. Czytałam niemal z otwartymi ustami, serio. I tak się zastanawiałam, czy ten moment, gdy Ali znajdowałam się na kolanach Nicholasa, widział Carlos. Jakoś podejrzewam, że nie, bo znając go, zlazłby tam i wyciągnął Ali przez okno, a na dodatek chciałby zabić kogoś. ^^
    W ogóle to nie lubię określenia „maleńka”, znacznie bardziej pasuje mi carlosowe „księżniczko”, ale to może mieć związek po prostu z tym, kto to mówi. O i tak! Ja tu wyczuwam zazdrość Carlosa i nie tylko tu. Wcześniej jak dobrze pamiętam, to też tak uważałam. Chyba wtedy, gdy Jason opowiadał, że jest narzeczonym Alyssy. :)
    Kurczę, wyszłam z wprawy komentowania, a może brakuje mi teraz jakiejś komentatorskiej weny... więc zostawiam po sobie tylko tyle. :)

    OdpowiedzUsuń