Alyssa
Spokój wydawał się dziwnie
nienaturalny, a Alyssa nie była w stanie się do niego przyzwyczaić.
To było zbyt proste i znajome – spędzanie czasu z Jimiem, dobre
relacje z Sorentimi (w granicach rozsądku, a więc przy starannym
omijaniu wciąż naburmuszonej Nadii)… I podejrzanie spokojny Carlos, który
pojawiał się i znikał, zależnie od nastroju i tego, co akurat było mu
na rękę. Nie rozmawiali ze sobą, ale nie przeszkadzało jej to, choć momentami
miała ochotę przycisnąć wampira do ściany i porządnie nim potrząsnąć,
byleby tylko przestał zachowywać się niczym jakiś cholerny król świata, czy za
kogo tam się uważał. Chciała rozmawiać, ale w przypadku Carlosa takie
podejście najwyraźniej nie miało racji bytu, niemniej milczenie i tak było
lepsze niż złośliwości albo awantura przy wszystkich. Zwłaszcza to drugie
wydawało się być w jego stylu, a Ali nawet nie chciała słyszeć o podobnej
ewentualności, przynajmniej w czasie obecności Jimiego.
Bliskość
człowieka najpewniej krępowała wampiry, ale radzili sobie wręcz wyjątkowo
dobrze. Zwłaszcza Eleonora wydawała się być zachwycona, sprawiając wrażenie
wręcz zadowolonej z obecności człowieka. Alyssa była pewna, że zwłaszcza w pierwszym
momencie otwartość kobiety skutecznie wytrąciła jej brata z równowagi, ale
już po pierwszym dniu przyzwyczaił się na tyle, żeby swobodnie ze wszystkimi
rozmawiać. Cieszyło ją to, bo teraz to właśnie z tymi osobami wiązało się
całe jej życie, przynajmniej tymczasowo.
Choć Jimie
bez wątpienie nie orientował się w sytuacji, najważniejsze było to, że w pełni
akceptował jej decyzje. O niczym więcej nie śmiała marzyć, za wszelką cenę
usiłując zachowywać z trudem odzyskaną równowagę i przekonać samą
siebie, że wszystko jest w najzupełniejszym porządku. Jakby nie patrzeć,
chłopak wciąż był dla niej ważny, a po wtajemniczeniu Mary, jedynie jego
aprobaty łaknęła nade wszystko.
Jej
najlepsza przyjaciółka również zachowywała się naturalnie, co było o tyle
proste, że znała Jimiego. Czasami miała ich dość, zwłaszcza kiedy zaczynali
sobie docinać, a jednak w ostatnim czasie słuchanie nawet tego
rodzaju kłótni poprawiało jej nastrój. To była zaledwie namiastka tego, czym
mogła cieszyć się zaledwie rok wcześniej, ale wystarczało, pomimo tego, że
wciąż nie czuła się aż tak spokojna i pewna siebie, jak za swojego
ludzkiego życia. Wiedziała, że kurczowe trzymanie się przeszłości nie jest
najlepszym rozwiązaniem i nie przyniesie niczego dobrego, jednak z drugiej
strony… Jakie to właściwie miało znaczenie? Skupiała się na tym, co miała i co
znajdowało się w jej zasięgu, zamierzając korzystać z tego tak długo,
jak tylko mogła. Takie podejście pozwalało jej choć po części zapomnieć o Nicholasie,
to jednak okazało się zbyt trudne i skomplikowane, by mogła przestać o nim
myśleć całkowicie.
Jakby tego
było mało, wciąż śniła – a dotychczasowy schemat znajomego snu zmienił się
w dość znaczący sposób.
Podczas
nocnych majaków wciąż spadła w pustkę, w pewnym momencie zawsze
uświadamiając sobie czyjąś obecność. W momencie, w którym w końcu
dostrzegała jakże upragnione niebieskie oczy, zawsze podświadomie wyczekiwała
przebudzenia, jednocześnie się go obawiając, to jednak od jakiegoś czasu nie
nadchodziło. W zamian w końcu była w stanie zobaczyć jego twarz i wcale
nie była zaskoczona tym, że za każdym razem towarzyszył jej Nicholas –
właściciel ów niebieskich oczu i olśniewającego uśmiechu, który sprawiał,
że czuła się naprawdę bezpieczna. Te sny był dobre, a jednak kiedy się
budziła, za każdym razem towarzyszył jej niejasny niepokój i poczucie
pustki, której w żaden sposób nie potrafiła wytłumaczyć. Ta sprzeczność
nie dawała jej spokoju, a Alyssa zaczynała błogosławić fakt, że wciąż
sypiała dość sporadycznie. Zwłaszcza przy Jimiem wszyscy musieli zachowywać
pozory, a godziny spędzone na bezsensownym krążeniu po sypialni,
zdecydowanie nie należały do jej ulubionych perspektyw.
Mary była
większą optymistką, a jej obecność w znacznym stopniu Alyssę
uspokajała, nawet pomimo tego, że wciąż nie miała okazji do tego, żeby z dziewczyną
porozmawiać i jakkolwiek zwierzyć. Chciała tego – tej szczerości, którą
zawsze sobie okazywały – jednak ostatnie wydarzenia wydawały się zbyt
skomplikowane, a Ali podświadomie chciała zostawić je dla siebie. Te sny…
Pocałunek z Nicholasem…
Oraz
Carlos, który w najmniejszym stopniu nie ułatwiał jej normalnego
funkcjonowania. Zwłaszcza kwestia tego ostatniego nie dawała jej spokoju, a kobieta
w żaden sensowny sposób nie potrafiła wytłumaczyć sobie tego, dlaczego tak
bardzo przejmowała się tym wampirem i jego jak zwykle beznadziejnym
zachowaniem. Nie musiała z niczego się tłumaczyć, zwłaszcza swojemu
niechcianemu stwórcy, a jednak…
Och,
czasami kiedy nie wracał na noc, wtedy naprawdę zaczynała mieć nadzieję na to,
że zniknie na kolejnych kilka tygodni.
Obecność
Jimiego była jej na rękę, ale i tak poczuła swego rodzaju ulgę, kiedy
zaczął się zbliżać dzień powrotu chłopaka do domu. Czuła się winna, zwłaszcza
kiedy zdarzało jej się podchwycić niechętne spojrzenie Nadii, o ile ta w ogóle
raczyła zaszczycić kogokolwiek swoja obecnością. Zmuszanie któregokolwiek z mieszkańców
do unikania własnego domu zdecydowanie nie było uczciwe, zwłaszcza że dla Ali
wystarczająca była niechęć, którą darzyła ją ta z nieśmiertelnych. Co
więcej, miała wrażenie, że między nią a Jimiem mimo wszystko coś się
zmieniło, a czasami podczas wspólnych spacerów albo wycieczki do Seattle
nie mogła pozbyć się wrażenia, że brat z uwagą ją obserwuje, jakby
podejrzewając coś, czego ona mogła co najwyżej się domyślać. Nie miała pewności
czy był taki zawsze, tylko nie zauważała tego bez wyostrzonych zmysłów, czy
może dostrzegał coraz więcej szczegółów w trakcie mieszkania z Sorentimi,
ale jego zachowanie i tak wydawało jej się zastanawiające. Jakby tego było
mało, chyba zaczynała być przewrażliwiona, niejednokrotnie mając wrażenie, że
ktoś ją obserwuje – niewidoczny, ale jak najbardziej obecny. Taki stan rzeczy
sprawiał, że czuła się tym bardziej zaniepokojona, czasami mając ochotę
natychmiast odesłać brata do domu, byleby tylko zapewnić mu bezpieczeństwo.
Wciąż
rozważała ten pomysł, co było tylko odrobinę lepsze od zastanawiania się nad
tym, co takiego robił Nicholas. Nie chciała się do tego przyznać, ale chyba
naprawdę za nim tęskniła – za jego bliskością, głosem… oraz dotykiem, choć to
wydawało się niedorzeczne. W zasadzie wszystko takie było, łącznie z tymi
wszystkimi snami oraz pragnieniem, żeby jednak ulec i przy pierwszej
okazji przespacerować się po mieście w nadziei na to, że przypadkiem na
niego natrafi. Była na tyle zdesperowana, że kilka razy do głowy przyszła jej
tak idiotyczna myśl, jak ryzyko kontaktu z Alexandrem i prośba o to,
żeby ten sprawdził dla niej to i owo.
Naprawdę tego potrzebowała, jakkolwiek bezsensowne i głupie by się to nie
wydawało.
Tym
większym zaskoczeniem było dla niej, kiedy Nicholas sam z siebie pojawił
się pod domem Sorentich – równie beztroski i obojętny, co i za
pierwszym razem, kiedy tak po prostu wyciągnął ją do kawiarni.
To jego
głos ściągnął ją do przedpokoju, bardziej sugestywny od wyraźnego zaskoczenia w tonie
Michaela, który zdecydował się otworzyć drzwi. W tamtej chwili serce omal
nie wyskoczyło jej z piersi, kiedy wyczuła bliskość aż nazbyt znajomej
osoby. Co ty wyprawiasz?, warknęła w duchu,
ale nie była pewna czy zwraca się do siebie, czy może ma nadzieję na to, że to
Nick jakimś cudem odbierze jej mentalny przekaz. Swoją drogą, podejrzewała, że
nawet gdyby zaczęła na niego warczeć, ostatecznie zbyłby ją uśmiechem –
naturalnie tym wyjątkowym i odrobinę cynicznym, który niezmiennie
doprowadzał ją do szaleństwa.
– Cześć, maleńka
– usłyszała i to wystarczyło, by w równym stopniu zapragnęła go
uderzyć, co i ponownie wpaść mu w ramiona. Coraz rzadziej rozumiała
swoje uczucia, zwłaszcza przy Nicholasie, który w jakiś niezrozumiały
sposób potrafił mieszać jej w głowie tak, jak tylko sobie tego zażyczył. –
Właśnie próbowałem uprzejmie wytłumaczyć, że cię znam – dodał, a Alyssa
prychnęła.
– Zdążyłam dochodzić
do wniosku, że do bycia uprzejmym jednak ci daleko – oceniła, wspierając obie
dłonie na biodrach. Poczuła na sobie przenikliwe, zdezorientowane spojrzenie
Michaela, ale nie próbowała się tłumaczyć, zbyt skoncentrowana na Nicholasie. –
Uważasz, że możesz przychodzić, kiedy tylko będzie ci to odpowiadać?
Nicholas
jedynie wywrócił oczami.
–
Zadzwoniłbym i błagał o audiencję, ale tak się składa, że nie
zostawiłaś mi swojego telefonu – odpowiedział niemalże pogodnym tonem, który w zupełności
wystarczył, żeby w jeszcze skuteczniejszy sposób doprowadzić ją do
ostateczności.
Och,
cudownie! Całowała się z nim, a w tamtym aucie przez moment
naprawdę pragnęła czegoś więcej, a nawet nie dała mu swojego numeru
telefonu. Coś było zdecydowanie nie tak, ale zdecydowanie nie zamierzała
omawiać tego z Nicholasem, na dodatek przy jakichkolwiek świadkach.
Hm, w zasadzie
wcale nie miała tego w planach.
– To
dlatego, że w tej kawiarni nie było serwetek – uświadomiła go, nawet nie
zastanawiając się nad doborem słów. – Mogłeś mnie poprosić.
– A wypadało?
– wypalił, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
Serio? Wyciągnąłeś mnie z domu na
randkę, nie pytając nawet, czego tak naprawdę chcę, jesteś zdecydowanie zbyt
bezczelny, a do tego pocałowałam cię po pierwszym spotkaniu, a jednak
przejmujesz się kwestią numeru telefonu?, pomyślała z irytacją. Oczywiście
nie wypowiedziała tych słów na głos, ale mężczyzna i tak wydał jej się aż
nazbyt świadomy takiego toku rozumowania… A przy tym coraz bardziej
rozbawiony, chociaż sama nie mogła powiedzieć tego samego o sobie.
– Hm… Czy
coś mnie ominęło? – zaryzykował Michael, obrzucając Nicholasa wymownym
spojrzeniem, a ostatecznie zatrzymując wzrok na niej.
–
Niekoniecznie – odpowiedziała wymijająco. – Nicholas już sobie szedł, prawda? –
dodała, ale ten najwyraźniej nie zamierzał się ruszyć.
–
Oczywiście – zapewnił, uśmiechając się olśniewająco. – O ile ta piękna
pani znowu dotrzyma mi towarzystwa –
dodał pogodnym tonem.
W tamtej
chwili niewiele brakowało, żeby ciśnienie ostatecznie jej skoczyło. Miała
ochotę rzucić mu się do gardła albo zrobić cokolwiek innego, co zmusiłoby go do
milczenia. Nie miała pojęcia, czego tak naprawdę od niej chciał, ale znowu w jego
towarzystwie czuła się co najmniej niezręcznie. Co więcej, jakaś jej cząstka
nakazywała jej po raz kolejny rzucić wszystko i bez chwili wahania pójść
za nim, chociaż ich spotkania w żadnym wypadku nie kończyły się dobrze.
To, co było pomiędzy nią a Nicholasem, stanowiło gwałtowną i niebezpieczną
mieszankę pozbawionych kontroli emocji, a Alyssa poważnie zaczynała
obawiać się tego, dokąd mogło to ich zaprowadzić. Miała złe przeczucia, a jednak
mimo wszystko…
Nick
zdecydowanie jej tego nie ułatwiał, zachowując się w sposób aż nazbyt
pewny siebie, co zdążyła zaobserwować już podczas pierwszej rozmowy z nim.
Jakby tego było mało, nie potrafił trzymać języka za zębami, a teraz
brakowało już tylko tego, żeby wspomniał o tym, jak cudownie oboje czuli
się, kiedy ostatnim razem siedzieli razem w samochodzie. Wtedy najpewniej
musiałaby go zabić, na co zresztą miała ochotę już w tamtej chwili. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o zachowywanie
niektórych kwestii dla siebie, pomyślała i ledwo powstrzymała
sfrustrowany jęk. Powinna była mieć do niego o to pretensje, a jednak…
właściwie dlaczego? Nie miał pojęcia o tym, że niczego nie wspomniała
rodzinie, nie mówiąc już o tym, że z perspektywy Nicholasa na pewno nie
istniał żaden sensowny powód dla którego musieliby ukrywać to, że już raz się
spotkali. To było tylko jedno spotkanie, na dodatek pozornie niewinne, a jednak…
Jak miałaby mu wytłumaczyć, że to wcale nie było takie proste, a ona
zdecydowanie nie powinna widywać się z kimś
takim, jak on: człowiekiem?
– Nicholas…
– Nie
zaczynajmy od nowa, proszę – przerwał jej niecierpliwie. – Wspominałem ci może,
że bardzo sporadycznie uznaję odmowę?
– A ja
wspomniałam, że jesteś wyjątkowo upierdliwy? – odparowała, po czym gniewnie
zmrużyła oczy. – Mam gościa, więc nawet gdybym chciała… A warto zaznaczyć,
że nie chcę – podkreśliła, chociaż to było jedno z największych kłamstw,
jakie zdarzyło jej się w ostatnim czasie. – Tak czy inaczej, nie jestem w stanie
nigdzie się teraz ruszyć.
– Aj… –
Obrzucił ją zaciekawionym, wręcz rozbawionym spojrzeniem. – Ta złośliwa uwaga
była absolutnie zbędna, maleńka.
Nerwowo
zacisnęła obie dłonie w pięści, nie ledwo powstrzymując cisnące jej się na
usta warknięcie. Och, chociaż nie – podejrzewała, że gdyby tylko zdecydowała
się do niego zbliżyć, wtedy najpewniej znowu skończyliby w swoich
objęciach, całując się z zaangażowaniem pary w długoletnim związku, a nie
znajomych, którzy widzieli się raptem trzy razy.
Otworzyła
usta, chcąc coś powiedzieć, ale powstrzymało ją przenikliwe spojrzenie pary aż
nazbyt znajomych, niebieskich tęczówek. Sądziła, że już zdążyła oswoić się z wyjątkowym
kolorem jego oczu, a jednak niezmiennie czuła się tak, jakby w każdej
chwili mogła doświadczyć znajomego uczucia zapadania się w pustkę. Co takiego w tobie jest, Nicholas?,
pomyślała nie po raz pierwszy, szczerze wątpiąc w to, żeby ktokolwiek był w stanie
udzielić jej odpowiedzi. Wiedziała jedynie, że jak na śmiertelnika, którego
poznała przypadkiem, ten chłopak zbyt skutecznie mieszał jej w głowie. To
nie powinno mieć miejsca, poza tym niezmiennie wprawiało ją w konsternację,
jedynie utwierdzając Alyssę w przekonaniu, że powinna być ostrożna.
– Przestań
mówić do mnie „maleńka” – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Po prostu…
przestań – powtórzyła raz jeszcze, a Nicholas wymownie uniósł brwi,
naturalnie nie będąc w stanie doszukać się w jej słowach żadnej
logiki.
– Odzywać
się? – zasugerował jej nieznośnie uprzejmym tonem. Miała wrażenie, że doskonale
bawił się jej kosztem.
– Też –
przyznała. Mówiła szybko, pośpiesznie wyrzucając z siebie słowa, żeby nie
ryzykować tego, że po raz kolejny mu ulegnie. Dlaczego nie mógł tak po prostu
zrozumieć, że mogłaby potrzebować czasu? W zasadzie jemu również dobrze by
to zrobiło, ale mimo wszystko… Na litość Boską, przecież łączące ich relacje
nie miały sensu! – Dlaczego w ogóle…?
Natychmiast
urwała, wyczuwając gdzieś za plecami nagły ruch. Zdążyła zapomnieć o tym,
że nie są sami, ale jak ignorowanie Michaela przychodziło jej z łatwością,
tak na widok Carlosa omal nie wyszła z siebie. Stał na półpiętrze, jakby
od niechcenia przechylając się przez barierkę schodów. Przez myśl przeszło jej,
że musiał obserwować ja i Nicholasa już od dłuższej chwili, chociaż
wcześniej nie była tego świadoma. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi,
kiedy spojrzała mu w oczy, ale prawie natychmiast rozluźniła się,
mimowolnie zauważając, że tęczówki wampira były czarne; przynajmniej dbał o pozory,
ale widok wygłodniałego wampira z tym jego drapieżnym, wymuszonym
uśmieszkiem, zdecydowanie nie sprawiał, że poczuła się jakkolwiek pewnie – nie,
skoro sama właśnie dyskutowała z człowiekiem.
– Nie
przeszkadzajcie sobie – rzucił pogodnym tonem, machnięciem ręki sugerując, że
nie musi się nim przejmować. – Uwielbiam dobre romanse – zadrwił, posyłając jej
równie olśniewający, co i bezczelny uśmiech.
– Idź do
diabła – rzuciła z irytacją, nawet nie zastanawiając się nad doborem słów.
Carlos
wywrócił oczami, a Nicholas – ku jej jeszcze większej irytacji – parsknął
śmiechem, zupełnie jakby był świadkiem czegoś wyjątkowo interesującego.
– Więc nie
tylko dla mnie jest taka milutka? – zapytał, a Carlos jakby od niechcenia
zmierzył chłopaka wzrokiem.
– Jak widać
– rzucił bez chociażby cienia sympatii. Jego ton głosu zmienił się, a Alyssa
nagle zapragnęła uciec, przytłoczona poziomem testosteronu. Przez myśl przeszło
jej, że Carlos był poirytowany, a może wręcz zazdrosny, choć taka
perspektywa niezmiennie wydawała je się czymś co najmniej nieprawdopodobnym. – A ty
to…? Ach, już wiem – dodał i w tamtej chwili Ali nie miała
wątpliwości, że zamierzał powiedzieć coś, co absolutnie nie miało przypaść jej
do gustu. – Przystojny pan z uczelni…
– rzucił dramatycznym szeptem, uśmiechając się jeszcze bardziej drapieżnie.
Alyssa już od dłuższego czasu czuła, że szykował się do swego rodzaju wybuchu i najwyraźniej zamierzał
pokazać pełnię swojej złośliwości właśnie w tamtej chwili.
– Ciekawe…
Mam przez to rozumieć, że zdaniem Alyssy jestem przystojny? – zapytał z powątpiewaniem
Nicholas i chociaż nie widziała jego twarzy, mogła domyślić się jaki w tamtej
chwili miała wyraz.
– Hm… Nie,
jednak nie. – Carlos nagle urwał, po czym dramatycznym gestem chwycił się za serce.
– No tak, jak ja mogłem o tym zapomnieć! Księżniczce jakoś umknęła
konieczność pochwalenia się nam tym, że sporadycznie sobie romansuje – rzucił
gniewnie, a w niej aż się zagotowało w odpowiedzi na jego słowa.
Nerwowo
zacisnęła dłonie w pięści, tak mocno, że aż poczuła ból, ale prawie nie
zwróciła na to uwagi. W tamtej chwili była w stanie niemalże
wyobrazić sobie znajomy już szept, nakazujący jej Carlosa zabić, tym bardziej,
że miała na to coraz silniejszą ochotę. Mało było mu tego, że od kilku dni doprowadzał
ją do szału, zachowując się tak, jakby popełniła niezwykłą zbrodnię – i to
nie tyle względem rodziny, ale przede wszystkim niego? Uważał, że miał do tego
prawo? Właściwie dlaczego tak bardzo się przejmował, skoro przez większość
czasu i tak był obojętny i postępował tak, jakby jej obecność nie
miała dla niego znaczenia. Mogła zrozumieć irytację o to, że dopuściła do
siebie człowieka, ale wampirowi chodziło o coś zdecydowanie więcej i miała
tego świadomość. Widziała go, kiedy wpadał w szał, zaczynając ciskać się i kląć
na czym świat stoi, kiedy w grę wchodziła jakakolwiek forma zagrożenia,
ale jaki to miało sens w przypadku, w którym Carlos zachowywał się…
No cóż, jak jakiś zazdrosny, zdradzony kochanek.
Och, tak
myśl była irracjonalna.
Wciąż odczuwała
gniew, ale z pewnym wysiłkiem zdołała nad nim zapanować. Gniewnie zmrużyła
oczy, wbijając wzrok w drewnianą barierkę, o którą opierał się
wampir. Zanim zdążyła jakkolwiek zastanowić się nad tym, czego chciała albo co
powinna zrobić, wyraźnie poczuła, jak jej emocje kumulują się w coś
bardziej złożonego i intensywnego, by ostatecznie znaleźć ujście. Zaraz po
tym usłyszała trzask, a Carlos odskoczył jak poparzony, zataczając się na
ścianę i z niedowierzaniem spoglądając na kawałek drewnianej balustrady,
który bez jakiegokolwiek ostrzeżenia urwał się i wylądował na parterze.
– Lepiej
zacznij uważać. W starych domach czasami dochodzi do nieprzyjemnych
niespodzianek – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Byłoby mi bardzo przykro,
gdyby coś ci się stało – dodała z przekąsem, nie szczędząc sobie
złośliwości.
–
Powiadasz, księżniczko?
Obrzuciła
go gniewnym spojrzeniem, mając wrażenie, że doskonale bawił się jej kosztem.
Dobrze znała ten jago ton, ale choć wiedziała, że ją prowokował, a gwałtownymi
reakcjami jedynie poprawiała mu nastrój, ale nie mogła powstrzymać się przed
powiedzeniem czegokolwiek. Miała dość Carlosa, zresztą tak jak i napiętej
sytuacji oraz wymownej ciszy, która nagle zapadła. Czuła na sobie nie tylko
spojrzenie wampira, ale również jego brata oraz Nicholasa, a ostatecznie
to ten ostatni zaryzykował powiedzenie czegokolwiek:
– Alyssa…?
Błyskawicznie
odwróciła się w jego stronę. Sądziła, że ten się wzdrygnie, bo tak na
nieśmiertelnych reagowała większość ludzi, ale chłopak stał spokojnie, spoglądając
na nią w co najmniej skonsternowany sposób.
– Na
zewnątrz – zażądała, a brwi Nicholasa powędrowały ku górze. Energicznie
potrząsnęła głową, nawet nie próbując się przed nim tłumaczyć. – Tak, wyjdę z tobą,
ale na krótko. Usprawiedliwcie mnie przez Jimiem – rzuciła nieznoszącym
sprzeciwu tonem, dla zachowania pozorów chwytając kurtkę i w pośpiechu
zarzucając ją na ramiona.
Nie czekała
na to, by móc sprawdzić, czy ktokolwiek miał jakieś uwagi co do jej słów i zachowania.
Wciąż była wzburzona, a przez myśl przeszło jej, że jeśli będzie musiała
zostać z Carlosem pod jednym dachem chociaż kilka minut dłużej, wtedy
naprawdę zrobi coś, czego będzie żałowała. Już i tak posunęła się za
daleko i to na oczach Nicholasa, a skoro tak…
Musiała się
uspokoić, a jeśli przebywanie z chłopakiem miało być najlepszym
sposobem, by tego dokonała, zdecydowanie nie miała nic przeciwko.
Lubię ten rozdział. Sprawdzanie przyszło mi ot tak, więc publikuję z tym większą przyjemnością. Ostateczną ocenę jak zwykle pozostawiam Wam, ale przyznam, że po prostu jestem z efektu zadowolona.Dziękuję za obecność, bo to wiele dla mnie znaczy. Ciąg dalszy wkrótce, więc do napisania!

Ehh... znów jestem bez sprawnego komputera i czytam na telefonie, a wiesz jak nie lubię na nim komentować... jednak z drugiej strony jeśli nie zostawię komentarza teraz to... już w ogóle tego nie zrobię. :/
OdpowiedzUsuńPowiem to raz i się powtarzać nie będę - jeśli Alyssa zrobi krzywdę Carlosowi, będzie miała ze mną doczynienia! :3
A teraz... hmmm... rozdział wydaje się być spokojny, przynajmniej do pewnego momentu, ale to i tak nie zmienia faktu, że coś w nim siedzi. Tak jakby przemyślenia Ali nad tym wszystkim zawierały w sobie mnóstwo ukrytych emocji. Albo nawet nie tyle ukrytych, co powstrzymywanych przed przejęciem kontroli nad Ali. Czy to co napisałam ma w ogóle sens? Bo oczywiście mam dziś problem z wysłowieniem się w bardziej złożonych tematach. xD
Nicholas jak zwykle urzekający. :3 nie no... taki żarcik... chciałam powiedzieć, że bezczelnie bezpośredni jak zwykle. Aż boję się pomyśleć co im z tego spotkania wyjdzie. *_*
I wiadomka, że Carlos jest zazdrosny. Przecież cię pocałował ileś rozdziałów temu, nie?! No!:3 *ale dlaczego nie mnie T-T*
A tak na poważnie, to nie do końca rozumiem Carlosa, bo jednak facet sam się nie określi, a później jest uszczypliwy, choć tak naprawdę nie może mieć do Ali pretensji. Gdyby... no nie wiem... powiedział (ha ha ha, Carlos i powiedział... sama ze swoich myśli się śmieję ^^), że coś do Ali czuje i ona np. rozważałaby to albo nawet stwierdziła, że nie ma opcji, żeby między nimi coś było, to ok, mógłby zachowywać się tak jak się zachowuje... ale znów gdy patrzę na to z drugiej strony to przecież to jest Carlos... a on i logika - w normalnym znaczeniu - to dwa skrajne byty. XD