27.08.2017

Rozdział XLVII

ALYSSA
Oddychała szybko i płytko, gotowa przysiąc, że serce za moment wyrwie jej się z piersi. Z powątpiewaniem spojrzała na nachylonego w jej stronę Nicholasa, przez krótką chwilę mając wrażenie, że się uśmiechnął, chociaż to wydawało się bez sensu. Niby co go bawiło? Gdyby nie sytuacja, pomyślałaby, że jakimś cudem był w stanie usłyszeć jej przyśpieszony puls, to jednak zdecydowanie nie wchodziło w grę. Nie mogło, skoro miała przed sobą człowieka, prawda?
Dlaczego wydajesz mi się taki znajomy?, pomyślała w niemalże rozgorączkowany sposób. Chciała przekonać samą siebie, że coś pomyliła, wciąż jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że w grę wchodziło coś, czego nie rozumiała, a co miało olbrzymie znaczenie. Cokolwiek się działo, było istotne – i to nie tylko dla niej, ale też dla Nicholasa.
Coś zdecydowanie było na rzeczy. Jej ciało komunikowało o tym niemalże na każdym kroku, przecząc zdrowemu rozsądkowi, chociaż za wszelką cenę chciała odrzucić od siebie możliwość, że mogliby spotkać się po raz drugi. Miała wrażenie, że go zna – że pamięta – choć przywołanie do siebie konkretnych wspomnień okazało się niemożliwe. Chciała wyciągnąć rękę, żeby dotknąć jego policzka, a później wpleść palce w ciemne włosy, by upewnić się, że był tak miękkie, jak jej się wydawało. Jego zapach ją upajał, a spojrzenie przyprawiało o zawroty głowy, wzbudzając emocje, których nigdy wcześniej nie zaznała, chociaż wydawały jej się równie znajome, co i siedzący przed nią mężczyzna. W ułamku sekundy na pierwszy plan wysunęła się tak silna tęsknota, że ledwo była w stanie oddychać, choć tlen nie był jej ciału niezbędny w aż takim stopniu, jak do tej pory. Musiała dla bezpieczeństwa wręcz przytrzymać się krawędzi fotela, żeby nie ryzykować, iż nagle coś w niej pęknie, a ona w impulsywny sposób skoczy na niego, chcąc chociaż przez moment znaleźć się w jego ramionach. Mimo wszystko czuła, że gdyby sobie na to pozwoliła, wtedy wszystko wróciłoby na swoje miejsce – byłaby bezpieczna, w końcu po tych wszystkich latach znajdując to, czego brakowało jej przez całe życie.
To jej wspomnienia… Znowu jej wspomnienia, prawda?, pomyślała w oszołomieniu. Odpowiedź nie nadeszła, ale Alyssa tak naprawdę nie potrzebowała potwierdzenia. Znowu czuła się zagubiona i rozbita, wydając się balansować na krawędzi czegoś, co mogłoby okazać się przełomowe, gdyby tylko zechciała się na to otworzyć. Pragnęła tych uczuć i chwilowego zapomnienia, które – była tego pewna – pozwoliłoby jej poczuć coś nowego, choć na moment stając się kimś, kim teoretycznie nie była, ale…
Och, aż była. Carlos twierdził, że była Arianą… A Ariana wydawała się sugerować, że doskonale znała śmiertelnika, który z sobie tylko znanych powodów zdecydował się stanąć na jej drodze.
Jak jesteś taka mądra, to pozwól mi znowu zobaczyć!, warknęła w duchu, obojętna na to, że takie zachowanie wydawało się co najmniej idiotyczne. Z pewnym opóźnieniem uprzytomniła sobie, że to było trochę tak, jakby próbowała zwracać się do samej siebie – w końcu była córką Lucyfera – ale mimo wszystko…
Wspomnienie nie nadeszło, jednak nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Wciąż wpatrywała się w Nicholasa, a on nie pozostawał jej dłużny. Miała wrażenie, że powietrze w samochodzie zgęstniało, tak bardzo, że oddychanie zaczęło jawić się jako prawdziwe wyzwanie, którego wcale nie chciała podjąć. Serce tłukło się w piersi Alyssy tak szybko i mocno, że krew wręcz huczała jej w uszach, ale prawie nie zwracała na to uwagi. Czuła, że się trzęsienie, a nadmiar sprzecznych emocji dosłownie rozsadza ją od środka, jednak i to nie wydawało dziać się gdzieś poza nią. Ta dwojakość odbieranych uczuć ją dezorientowała, przez co powinna być jak sparaliżowana, a jednak w chwili, w której Nicholas znalazł się jeszcze bliżej…
– N-nie… – wykrztusiła z siebie tak cichym i zdławionym tonem, że ledwo sama była w stanie się zrozumieć, jednak po jego spojrzeniu poznała, że dobrze wiedział, co próbowała mu przekazać.
Nie? – powtórzył z powątpiewaniem Nicholas.
Zamrugał nieco nieprzytomnie, jakby sam nie miał pewności, jak powinien rozumieć jej protest. W ułamku sekundy samochód, w którym się znajdowała, wydał się jej zdecydowanie zbyt ciasny, przez co zapragnęła wydostać się na zewnątrz i uciec gdzieś, gdzie miałaby szansę zebrać myśli. Ten mężczyzna… jego obecność… Stanowił problem i zarazem swoiste wyzwanie, którego za wszelką cenę pragnęła uniknąć.
Zawahała się na dłuższą chwilę, nie potrafiąc w żaden sposób wytłumaczyć zarówno sobie, jak i jemu tego, co działo się w jej głowie. Była pewna, że miał dokładnie ten sam problem, ale choć pragnęła o to zapytać, ostatecznie zdecydowała się na milczenie, zupełnie jakby cisza była jedyną formą zapewnienia sobie bezpieczeństwa w obecnej sytuacji. Co jest ze mną nie tak?, pomyślała, choć właściwszym pytaniem wydało jej się to, które mogłoby wyjaśnić, co takiego działo się z nim. Gdyby chodziło o pragnienie i krew, wtedy byłaby skłonna założyć, że każdy nieśmiertelny prędzej czy później doświadczał podobnych rozterek, jednak w przypadku Nicholasa to było coś zdecydowanie bardziej skomplikowanego. Próbowała walczyć z tym uczuciem, za wszelką cenę usiłując odzyskać kontrolę, ale to było tak, jak próba zmuszenia swojego ciała, by odmawiało sobie tlenu.
– Mieliśmy… rozmawiać. Pamiętasz? – odezwała się ponownie, spoglądając na niego niemalże błagalnie. Nie ułatwiasz mi, Nick!, przeszło jej przez myśl, chociaż nie sądziła, żeby taka uwaga zrobiła na nim najmniejsze nawet wrażenie.
– Jakbyś mi jeszcze przypomniała o czym, byłoby cudownie – stwierdził spiętym tonem, lekko przekrzywiając głowę. – Dlaczego cały czas mam wrażenie… – zaczął, a potem gwałtownie urwał, ku narastającej irytacji Alyssy.
– Co takiego? – ponagliła, chociaż wcale nie była pewna, czy chciała poznać odpowiedź.
Odniosła wrażenie, że niebieskie oczy Nicholasa jakimś cudem pociemniały. Nie sądziła, że w przypadku człowieka coś podobnego było w ogóle możliwe, ale z drugiej strony… Ta istota wydawała się na tyle niesamowita, że Ali psychicznie zaczynała przygotowywać się dosłownie na wszystko.
– Dlaczego wydajesz mi się znajoma? – wypalił, a ona zesztywniała. Równie dobrze sama mogła go o to zapytać! – Szlag, bredzę od rzeczy, prawda? Nie wiem, co sobie pomyślałaś, ale zasadniczo nie mam w zwyczaju traktować kobiet w aż tak bezpośredni sposób. Kilka razy słyszałem, że jest bezduszny, jednak to jeszcze nie znaczy, że mam w zwyczaju wykorzystywać bezbronne duszyczki na randce.
– Więc to jest randka? – zapytała w oszołomieniu.
Była pewna, że niewiele brakowało, żeby Nicholas wywrócił oczami.
– I to jest najbardziej szokujące w tym, co powiedziałem? – zapytał, po czym westchnął przeciągle. – Nie wiem. A chciałabyś? Jestem otwarty na propozycje – dodał i zaśmiał się nerwowo, chyba całkowicie bezwiednie przeczesując ciemne włosy palcami.
W tamtej chwili zapragnęła ukryć twarz w dłoniach, byleby nie musieć spoglądać mu w twarz – chyba, że w absolutnie dziecinny sposób, jakim byłoby obserwowanie go przez rozstawione palce. Czuła, że próbował za wszelką cenę zmienić temat, byleby odwrócić jej uwagę od tego, co dezorientowało go w równym stopniu, co i samą Alyssę, ale szło mu to – najdelikatniej rzecz ujmując – niezwykle opornie. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że mogłaby teraz tak po prostu spojrzeć na niego jak na najzupełniej neutralnego, poznanego przypadkiem gościa, który nic dla niej nie znaczył, chociaż z drugiej strony…
Gdybyś mi jeszcze powiedział, dlaczego prawie na pewno śnię o tobie niemal każdej nocy…
Zacisnęła usta, woląc nie ryzykować, że jednak odbije jej na tyle, żeby pokusić się o podobne pytanie. To, co mówił Nicolas, już samo w sobie wydawało się niezwykłe, wręcz w niepokojący trafny sposób pokrywając się z jej własnymi emocjami, więc dodatkowe komplikacje nie były im potrzebne – przynajmniej na razie, póki wciąż nie zadecydowała, co tak naprawdę powinna z tym zrobić.
Odchrząknęła, po czym z wolna wyprostowała się, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt gdzieś za oknem, żeby zyskać na czasie. Być może by pomogło, gdyby nie świadomość, że Nicholas wciąż wpatrywał się w nią z uwagą, nawet na moment nie odrywając wzroku od jej twarzy. Musiała niemalże zmusić się do tego, żeby siedzieć spokojnie, przynajmniej próbując udawać, że wcale nie jest tak roztrzęsiona, jakby za moment mogła rozpaść się na kawałeczki.
– Mogę pozwolić zabrać się na kawę – oznajmiła z naciskiem, ostrożnie dobierając słowa – ale nie jestem pewna, czy cię to satysfakcjonuje.
– Na kawę… – Wydawał się zaskoczony, a może nawet rozczarowany – nie miała pewności. – Jesteś pewna?
Omal nie prychnęła. Dopiero teraz zaczynał się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem nie zachowywał się względem niej w zbyt nachalny sposób?
Odetchnęła głęboko, żeby nabrać pewności, że głos jej nie zadrży, kiedy w końcu zdobyła się na to, żeby mu odpowiedzieć:
– Nie prowokuj mnie, bo się rozmyślę – powiedziała z naciskiem. Zaskoczyła ją zadziorność, która wkradła się do jej głosu, jednak zdecydowała się nad tym nie zastanawiać. – Ja… Po prostu jedź.
– Jak sobie życzysz.
Kiedy bez słowa wyprostował się, przesadnie wręcz decydując skupić się na drodze i odpaleniu silnika, poczuła niewysłowioną wręcz ulgę.
~*~
Dyskretnie obserwowała Nicholasa, nie po raz pierwszy w ciągu ostatniej godziny zastanawiając się nad najdziwniejszymi aspektami sytuacji. Siedzieli w częściowo zapełnionej kawiarni, skryci gdzieś w kącie lokalu, na dodatek za jednym z tych dziwnych, drewnianych przepierzeń, które podobno miały zapewniać poczucie prywatności, jednak ta kwestia wydawała się dość problematyczna, kiedy dysponowało się wyostrzonymi zmysłami. W powietrzu unosił się przyjemny zapach kawy, tworzący dziwną mieszankę ze słodyczą ludzkiej krwi, która przesycała powietrze. Alyssa mimowolnie zaczęła oddychać przez usta, nie chcąc ryzykować, że przypadkiem zrobi coś niewłaściwego, tym bardziej, że w ostatnim czasie z premedytacja unikała przebywania w towarzystwie ludzi. To zdecydowanie nie sprzyjało budowaniu samokontroli, więc efekty mogły okazać się naprawdę różne, Ali jednak usiłowała nie zwracać na to uwagi.
Nicholas milczał, jednak nie było w tym niczego uciążliwego. W jego towarzystwie czuła się dobrze, co samo w sobie wystarczało, żeby podsycić jej wątpliwości, zwłaszcza po tym, jak oboje zachowywali się w samochodzie. Wciąż zadziwiała ją jego oszałamiająca wręcz pewność siebie, ale także nieodparty urok, którego nie była w stanie tak po prostu zignorować. Nie potrafiła opisać, skąd brało się to dziwne przyciąganie, które od pierwszej chwili było między nimi, ale nawet nie zachciała się nad tym zastanawiać. Coś w tym mężczyźnie sprawiało, że czuła się dobrze, w efekcie czego nawet przesadna otwartość względem niej wydawała jej się czymś najzupełniej właściwym. Powinna czuć się zażenowana tym, że ktokolwiek mógłby okazywać jej tak wyraźne zainteresowanie, a jednak nic podobnego nie miało miejsca, Alyssa zaś z zaskoczeniem przekonała jej, że zachowanie Nicholasa jak najbardziej jej odpowiada.
Z pewnym opóźnieniem uświadomiła sobie, że jej towarzysz zamówił tylko jedną kawę – wielokolorowe latte, które wybrała. Jej brwi na ułamek sekundy powędrowały ku górze, jednak prawie natychmiast wzięła się w garść.
– A co z tobą? – zapytała jakby od niechcenia, krótko kiwając mu głową i przesuwając do siebie wysoki pokal. Białe i brązowe warstwy robiły wrażenie, zresztą tak jak i ozdobny czubek z bitej śmietany, jednak nie sądziła, żeby napój sam w sobie przypadł do gustu komuś takiemu jak ona. – Chcesz, żebym przytyła… – rzuciła zaczepnie, a Nicholas jak na zawołanie wywrócił oczami.
– O niczym innym nie marzę – zadrwił, a na jego ustach jak na zawołanie pojawił się uśmiech. – Czasami można zgrzeszyć – dodał, w mniej lub bardziej świadomy sposób ignorując jej pytanie.
Wbiła wzrok w kawę, przypatrując jej się z przesadną wręcz uwagą. Teoretycznie wciąż ludzka cząstka jej natury sprawiała, że w pełni tolerowała normalne produkty; trochę inaczej sprawy miały się w praktyce, chociaż naturalnie w niektórych przypadkach najważniejsze było zachowanie pozorów.
– Często udzielasz takich złotych rad? – zażartowała w końcu, a Nicholas prychnął, zupełnie jakby powiedziała coś wybitnie niezgodnego z prawdą.
– Co to ma do rzeczy? – zapytał z powątpiewaniem. – A gdybym ci powiedział, że studiuję medycynę? – wypalił, a ona uniosła brwi, nie kryjąc zaskoczenia. – Zresztą nie o to chodzi. Może faktycznie miałoby, gdyby to było moje powołanie – przyznał, a Alyssa spojrzała na niego z zaciekawieniem, nie mogąc pozbyć się wrażenia, iż za jego słowami kryło się coś więcej.
– Skoro nie powołanie, dlaczego w ogóle tutaj jesteś? – Spojrzała na niego w sposób, który – miała nadzieję – nie sugerował zbytniej wścibskości. Była go ciekawa, wciąż nie mogąc pozbyć wrażenia, iż był jej bliższy niż ktokolwiek inny, kogo miała okazję do tej pory spotkać na swojej drodze. – To znaczy…
Na jego ustach pojawił się olśniewający uśmiech.
– Żeby poznać ładną dziewczynę? – zasugerował, jednak prawie natychmiast zreflektował się, widząc jak Alyssa wydyma wargi: – Studia… były rodzajem ucieczki – przyznał niechętnie.
– Ucieczki przed czym? – zapytała, zanim zdążyłaby ugryźć się w język.
Wyraźnie wyczuła jego niechęć przed tym, by próbować drążyć temat, jednak nie potrafiła tak po prostu się wycofać. Nie miała pewności, czy przypadkiem nie próbuje dowiedzieć się za dużo jak na pierwszy raz, ale z drugiej strony… To on ją zaprosił, prawda? Poza tym zachowywał się w niemniej zdecydowany sposób, co samo w sobie mogło wydać się jej niezwykle kontrowersyjne. Skoro chciał ją poznać, to chyba znaczyło, że miała prawo do tego samego, tym bardziej, że Nicholas zdecydowanie nie był jej obojętny.
– Przed rodziną? – Mimo wszystko zabrzmiało to tak, jakby ją pytał. – Wolałem poświęcić się nauce, byleby tylko nie siedzieć w domu. Wierz mu lub nie, ale nie wszyscy rodzice kochają swoje dzieci.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Mimo wszystko nie sądziła, że tak po prostu zdecyduje się odpowiedzieć.
– Wiem na ten temat więcej niż mogłoby ci się wydawać – mruknęła mimochodem, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że wypowiedziała te słowa na głos.
Dla zajęcia czymś rąk zacisnęła obie dłonie wokół szklanki z kawą, bawiąc się łyżeczką i w końcu ulegając pokusie, by przynajmniej spróbować odrobinkę. Smak okazał się słodki i całkiem przyjemny, jednak płyn nie sprawiał jej już nawet w połowie tak wielkiej przyjemności, jak to było, kiedy czasami wraz z Mary wybierały się do pobliskiej kawiarenki, żeby zająć czymś czas albo uczcić zdane egzaminy. Wiele się zmieniło, a Alyssa czuła, że ludzkie pożywienie już w najmniejszym nawet stopniu nie dostarczały niezbędnych do normalnego funkcjonowania składników, jednak przez wzgląd na Nicholasa i konieczność zachowania pozorów nie mogła pozwolić sobie na zbytnią wybredność. Najwyraźniej życie nieśmiertelnego wymagało poświęceń – czasem niezwykle błahych i niemalże śmiesznych, ale jednak.
Czuła, że mężczyzna nie odzywa od niej wzrok, wydając się intensywnie nad czymś myśleć. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka, co w pewnym sensie potwierdziło jej przypuszczenia. Nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na takie drobiazgi, a jednak w przypadku Nicholasa każdy szczegół wydawał jej się istotny. Co więcej, czuła się tak, jakby podświadomie mogła wyczuć, czego powinna się po nim spodziewać. Interpretowanie kolejnych zachowani przychodziło Alyssy z zaskakującą wręcz łatwością, zaś to, czy byli w stanie wzajemnie się porozumieć…
– Doprawy? – zapytał cicho, ale przynajmniej ten jeden raz w jego głosie nie wychwyciła znajomego już nacisku. Sztywno skinęła głową, uparcie przymuszając się do milczenia. – Zaskakujące słowa, jeśli wziąć pod uwagę to do jakiej rodziny należysz – przyznał, a Alyssa zapragnęła roześmiać się histerycznie. – Mam na myśli… Dowiadywałem się tego i owego. I, o ile mi wiadomo, Sorenti mają dobrą opinię, więc…
– Jestem tutaj od niedawna – odpowiedziała wymijając. Wolała nie zastanawiać się nad tym, co oznaczały jego słowa. Jesteś jakimś pierdolonym stalkerem czy jak?, pomyślała, ale z jakiegoś powodu nie czuła się zaniepokojona. Czy Alex nie robił tego samego, korzystając z pozycji, którą zajmował…? – To nie jest moja prawdziwa rodzina, skoro już musisz wiedzieć. Nie tak dawno… W pewnym sensie robiłam to samo, co i ty.
– Uciekłaś? – upewnił się.
Jego uśmiech miał w sobie coś oszałamiającego, wręcz drapieżnego. To dowodziło, że jak nic zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzała z wampirami, nawet w ludziach zaczynając doszukiwać się cech istot nadnaturalnych, ale o tym starała się nie myśleć.
– Za dużo wnikania w szczegóły, nie uważasz? – wymamrotała, nie kryją podenerwowania.
Niby co miała mu powiedzieć? Rozwodzić się nad zachowaniem Diany, wymyślić jakąś historyjkę na temat tego, jak trafiła do Sorentich, czy może najlepiej od razu z rozbrajającym uśmiechem oznajmić, że właśnie wymógł randce na córce samego Lucyfera? Żadne z tych rozwiązać nie wydawało się szczególnie interesujące, a przynajmniej Ali nie miała ochoty brnąć w którykolwiek ze scenariuszy, który przyszedł jej do głowy.
– Nie mamy pośpiechu – stwierdził ze spokojem Nicholas – ale ja i tak chciałbym cię poznać. Wiesz już o mnie chociażby to, że uciekłem na studia… Przed ojcem, tak z gwoli ścisłości.
– To dużo – przyznała. A twój ojciec też jest szatanem?, pomyślała z przekąsem. Była w niebezpiecznym nastroju i nawet nie chciała myśleć o tym, gdzie mogłoby ją to doprowadzić, gdyby zbytnio się zagalopowała. – Ja studiowałam dziennikarstwo – dodała, próbując uchwycić się jakiegoś neutralnego tematu.
O dziwo, na jego ustach jak na zawołanie pojawił się wymowny, cyniczny uśmieszek – bardzo znajomy, tak swoją drogą.
– Serio? Nie zauważyłem – oznajmił, a ona prychnęła. Niby jak miała rozumieć jego słowa? – Jak na kogoś, kto zadawanie pytań powinien mieć we krwi, jesteś dziwnie milcząca.
– No cóż, ostatecznie nie skończyłam studiów, prawda? – zauważyła przytomnie, ale do jej głosu i tak wkradła się gniewna nuta. – Mam wrażenie, że właśnie próbujesz mnie obrazić, Nick – dodała, a on zachichotał.
– Skądże znowu! – Po jego tonie trudno było stwierdzić czy się z niej naigrywał, czy może mówił poważnie. – Poza tym… Nick? – rzucił z wymownym uśmieszkiem.
Zacisnęła usta. Nie pojmowała, jak ktoś jednocześnie mógł być wręcz cholernie irytujący, a przy tym niezwykle pociągający, a jednak jemu się udawało. Na tym zresztą wydawał się opierać również fenomen Carlosa, chociaż przy swoim stwórcy nie czuła… tego czegoś.
Niemniej przy Nicholasie już tak…
– Chciałam cię zdenerwować – oznajmiła. Jak na razie miała wrażenie, że to działało w zupełnie odwrotnym kierunku.
– Kiedyś słyszałem, że wymyślanie sobie przezwisk to dobry krok w stronę stworzenia stabilnego związku – rzucił jakby od niechcenia, a ona aż zakrztusiła się powietrzem, czując się trochę tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
Poruszając się trochę jak w transie, wbiła w niego oszołomione spojrzenie. Żartował sobie z niej? Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że wszystko działo się o wiele zbyt szybko, nawet jeśli oboje czuli się przy sobie… No cóż, nienaturalnie. Był jej dziwnie znajomy, a wszystko w niej krzyczało, że powinna chcieć go poznać, jednak coś w zachowaniu Nicholasa sprawiało, że raz po raz udawało mu się wytrącić ją z równowagi. Nie miała szczególnej wprawy w relacjach damsko-męskich, a jednak ten mężczyzna wyzwalał w niej uczucia, których nie rozumiała – i wcale nie była pewna, czy oby na pewno chciała je zrozumieć. W efekcie czuła się trochę tak, jakby przez cały ten czas siedziała na szpilkach, bojąc się powiedzieć cokolwiek konkretnego w obawie przed tym, że wszystko pójdzie w najmniej odpowiednim, absolutnie nieakceptowalnym przez nią kierunku.
Było coś jeszcze, chociaż przez dłuższą chwilę instynktownie usiłowała odsuwać od siebie to uczucie, w zamian próbując skoncentrować się na czymś zgoła innym. Zachowanie Nicholasa, jego słowa i uczucia, które im towarzyszyły… To wszystko wydawało jej się dziwnie nierealne, a przy tym znajome – coś równie paradoksalnego, jak i jego odczucia względem niego. Alyssa miała wrażenie, że w jej wnętrzu toczą zaciętą walkę dwie natury, co samo w sobie nie powinno mieć miejsca. Czuła się sobą, a jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, iż gdzieś w jej wnętrzu istniała również inna natura; dziewczyna o wiele silniejsza, piękniejsza i bardziej zdecydowana, aniżeli ona sama kiedykolwiek mogłaby być. Ta istota coraz bardziej zawzięcie walczyła o to, żeby wydostać się na zewnątrz i przejąć kontrolę, postępując w sposób, który Ali wydał się co najmniej irracjonalny. Tak było również z myślami, które jak na zawołanie pojawiły się gdzieś w zakamarkach jej umysłu, stopniowo narastając – irytujące, gwałtowne crescendo, którego w żaden sposób nie mogła zignorować.
Po prostu to zrób… po prostu sobie przypomnij…
Po prostu go pocałuj…
Nerwowo zacisnęła dłonie na brzegach krzesła, nagle zaczynając mieć wątpliwości co do tego, czy wciąż będzie w stanie zapanować nad własnym ciałem. Niby co to miało znaczyć? Gdyby sytuacja była w istocie taka prosta, a ona mogła sobie przypomnieć cokolwiek, nie miałaby nic przeciwko – i to pomimo obaw, które niezmiennie wzbudzały w niej te wizje. Wspomnienia Ariany wciąż istniały gdzieś w jej pamięci, czy też raczej duszy, pojawiając się w najmniej odpowiednich momentach, zupełnie jakby przez cały czas coś je blokowało. Co prawda zaczęły pojawiać się częściej, od chwili przemiany aż do momentu, w którym Carlos powiedział jej prawdę, a ona stopniowo zaczynała ją akceptować, niemniej tych kilka urywków tak naprawdę nie stanowiło żadnej praktycznej wskazówki. Potrzebowała czegoś więcej, jednak jej pamięć wydawała się obojętna na ten argument, najwyraźniej nie zamierzając tak po prostu pójść jej na rękę. Potrzebowała… czegoś – jakiegoś katalizatora, który pomógłby jej to wszystko uporządkować i znaleźć sposób na to, żeby otworzyć się na to, co oferowała jej Ariana, jednak wciąż nie miała pojęcia, jak tego dokonać. Najwyraźniej dobre chęci nie wystarczyły, chociaż jej drugie „ja” wydawało się wyjątkowo otwarte, jeśli chodziło o udzielanie z założenia „dobrych rad”.
– Mój Boże, wystraszyłem cię, tak? – zauważył w oszołomieniu Nicholas. Jego głos skutecznie sprowadził ją na ziemię, tym samym uświadamiając, że od dłuższej chwili siedziała w bezruchu, spoglądając na niego oczami wielkimi jak spodki. – To był żart! Zacznij oddychać, dziewczyno – doradził, więc posłusznie nabrała powietrza do płuc, cudem znowu nie zaczynając się krztusić.
– Interesujące masz poczucie humoru – zarzuciła mu, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Zresztą nie o to chodzi. Zamyśliłam się, aczkolwiek…
Wymownie uniósł brwi. „Doprawdy?” – wydawało się pytać jego spojrzenie, jednak zignorowała je, w zamian próbując skoncentrować się na jego twarzy.
– Czujesz się przy mnie niezręcznie – stwierdził, jednak nie zabrzmiało to jak zarzut. – Nie przejmuj się. Chyba zaczynam do tego przywykać.
– To przez wzmiankę o rodzinie – skłamała pospiesznie. – Od dawna nie rozmawiałam z własną matką – wyjaśniła wymijającym tonem.
– Hm… Ale nie jest ci z tego powodu przykro – oznajmił z przekonaniem, po raz kolejny skutecznie ją zaskakując.
Wypuściła powietrze ze świstem, po czym krótko skinęła głową. W zasadzie nie tęskniła za Dianą, jeszcze przed przemianą w nieśmiertelną utrzymując z nią wyłącznie sporadyczny kontakt. Jedyną jej motywacją był Jimie, chociaż nawet przybrany młodszy brat nie zawsze był w stanie zmusić ją do tego, żeby tak po prostu wziąć telefon do ręki i zamienić z kobietą kilka słów. Czasami nie rozumiała, dlaczego ta w ogóle zdecydowała się wziąć ją do siebie, skoro Alyssa była dla niej jedynie problemem, którego z wyraźną ulgą pozbyła się, kiedy dziewczyna zdecydowała się wyjechać na studia. Fakt, że nawet nie próbowała interweniować, kiedy przez długie tygodnie Mary stawała na głowie, przekonana, iż jej najlepsza przyjaciółka zaginęła, jedynie potwierdzał to, że Ali dla przybranej matki tak naprawdę nie znaczyła niczego.
No cóż, tak było zawsze, poza tym teraz miała Eleonorę – pełną ciepła, kochającą wampirzycę, która skutecznie rekompensowała jej cały ten chłód, którego zaznała od Diany. Gdyby miała porównywać te dwie, to byłoby tak, jakby próbowała zestawić ze sobą ogień i lód. Już dawno odczuła się tęsknić, więc nic z tego, co powiedział Nicholas nie było w stanie jej zranić, nawet jeśli myślenie o przeszłości w istocie mogło okazać się… dość dziwnym doświadczeniem.
– Nie – przyznała zgodnie z prawdą, samą siebie zaskakując tym, jak obojętny i niemalże zimny wydał się w tamtej chwili jej głos.
– Chyba rozumiem. – Nicholas wsparł brodę na splecionych dłoniach, by móc obserwować ją w bardziej swobodny sposób. Ciemne włosy opadły mu na czoło, mocno kontrastując z jasną cerą. – Ja i mój ojciec za sobą nie przepadamy… A może to po prostu ja nie przepadam za nim – sprostował po chwili zastanowienia, uśmiechając się w nieco gorzki sposób.
– Nie mogłeś usiedzieć w domu, więc wolałeś wyjechać pod jakimkolwiek pretekstem – domyśliła się. – Wszystko lepsze niż dom, który nie jest domem.
Jego błękitne oczy zabłysły, co uświadomiło jej, że trafiła w sedno.
– Dokładnie tak – zapewnił i zawahał się na moment. – Nigdy się między nami nie układało, ale nie o to chodzi. Ostatecznie zrobił coś, czego zdecydowanie nie zamierzam mu wybaczyć… – rzucił, a Alyssa z zaskoczeniem wychwyciła w jego tonie gniewną, niemalże agresywną nutę. – Najzabawniejsze jest to, że on uważa, że wszystko jest w porządku. Ba! Chyba nawet powinienem być mu wdzięczny – dodał i w tamtej chwili wyglądał na chętnego, by roześmiać się w całkowicie pozbawiony wesołości sposób.
Kiedy w tamtej chwili ich spojrzenia się spotkały, błękit jego tęczówek dosłownie ją poradził, tym bardziej, że jego wzrok zmienił się diametralnie. Przez ułamek sekundy miała oszałamiające wręcz wrażenie, że spogląda w dwa okruchy lodu – zimne, pozbawione wyrazu o przyprawiające o dreszcze. To był rodzaj kontrolowanego, wyważonego gniewu, który Nicholas musiał pielęgnować w sobie już od dłuższego czasu, a który nagle stał się czymś aż nadto rzeczywistym. W tamtej chwili jak na zawołanie poczuła silne pragnienie, żeby go pocieszyć – może nawet objąć albo – co bardziej szokujące – uspokajająco przeczesać jego ciemne włosy palcami.
Chciała tego. Co więcej, nie Ariana albo ktokolwiek inny, ale ona – tu i teraz, tak mocno, że własna niemoc zaczynała jawić jej się jako coś bolesnego.
Nie musiała pytać, by wiedzieć, że nie będzie chciał powiedzieć jej o co tak naprawdę chodziło. Na to było zbyt wcześnie, a przynajmniej do tego próbowała się przekonać, raz po raz powtarzając sobie, że tak powinno być przynajmniej z logicznego punktu widzenia. To, że czuła się tak, jakby nie widzieli się po raz pierwszy, wcale jeszcze nie znaczyło, że powinna go zmuszać do jakichkolwiek zwierzeń i wzajemnie. Wybrali się na nic niezobowiązującą kawę, poza tym Nicholas zdecydowanie nie sprawiał wrażenia kogoś, kto aż rwie się do tego, żeby kontynuować opowieść o ojcu. Przecież dobrze wiedziała, co to znaczyło, kiedy nie chciało się podejmować tematu, jeśli zaś chodziło o jego zachowanie i jej uczucia…
– Skąd jesteś? – wypaliła pod wpływem impulsu. Zmiana tematu sprawdzała się zawsze, a sądząc po spojrzeniu, które jej posłał, taki zabieg był mu jak najbardziej na rękę.
Przeczesał ciemne włosy palcami, początkowo chyba zaskoczony, ostatecznie jednak wysilił się na uśmiech. Jego spojrzenie złagodniało, a błękit oczu wrócił do normy, stając się o wiele bardziej kojący i… No cóż, po prostu znajomy.
– Z Włoch – odpowiedział ze spokojem, a ona aż uniosła brwi ku górze. – Że niby nie wyglądam? – zapytał z przekąsem, bez trudu zaczynając udawać uważonego.
– Żartujesz sobie? Rozpoznałabym kogoś, kto ma choć sporadyczny kontakt ze słońcem – oznajmiła z przekonaniem. – Zwłaszcza tutaj rzucałbyś się w oczy, zresztą…
– To, że opalenizna się mnie nie trzyma… – zaczął i zawahał się na moment. – Mam zacząć mówić po włosku, żebyś mi uwierzyła, mi bella? – zaproponował, odsłaniając komplet śnieżnobiałych zębów.
– Nie dam się nabrać na lekcje włoskiego, francuskiego czy jakiego tam jeszcze „języka miłości” – zastrzegła, dla podkreślenia swoich słów kreśląc palcami cudzysłów w powietrzu.
Wiedziała, że po raz kolejny sobie żartował, poza tym zdecydowanie nie wyglądał jej na jednego z tych marnych podrywaczy, których czasami spotykała na uczelni. To zresztą i tak było lepsze od ciągnięcia tematu rodziny, a chyba o to chodziło.
Nicholas wzniósł oczy ku górze, co uświadomiło jej, że jednak zdołała poprawić mu humor. Tym razem nie zaprotestowała, kiedy nagle nachylił się w jej stronę, wciąż uważnie wpatrzony w jej twarz. Jego oczy lśniły, a gdy zauważyła jego złożone na stoliku dłonie, jak na zawołanie zapragnęła niby to przypadkiem go dotknąć – tylko na chwilę i z czystej ciekawości, chcąc upewnić się, co mogłoby wydarzyć się tym razem. Zdawała sobie sprawę z tego, że to nie było rozsądne, zwłaszcza w miejscu pełnym potencjalnych świadków, ale mimo wszystko…
Właśnie wtedy rozdzwoniła się jej komórka. Z wrażenia omal nie spadła krzesła, równie podenerwowana, co i oszołomiona. Natychmiast rzuciła Nicholasowi przepraszające spojrzenie i niekontrolowanie drżąc z gniewu, natychmiast sięgnęła do kieszeni kurtki, żeby wyciągnąć telefon. Nie patrząc nawet na wyświetlacz, zaakceptowała połączenie i zdecydowanie zbyt gwałtownym ruchem przycisnąwszy aparat do ucha, gniewnym tonem wycedziła:
– Carlosie Sorenti, przysięgam, że jeśli to ty, wtedy naprawdę…
Nie miała okazji dokończyć groźby, bo w niezbyt delikatny sposób jej wypowiedź przerwał opanowany, kobiecy głos:
– Nie mam pojęcia, kim jest Carlos i jakoś nieszczególnie mnie to obchodzi. Widzę, że życie studenckie ci służy – rzuciła z nutką ironii Diana, Alyssa zaś wyprostowała się niczym struna – ale nie o tym chciałam teraz rozmawiać… A chyba jesteś mi winna wyjaśnienia, moja droga.
No i w końcu jest. Nie powiem, dodaję rozdział z ulgą, bo trochę na niego czekałam, ale za nic nie mogłam zebrać się do sprawdzenia go. Na pocieszenie dodam, że tym razem wrzucam coś o wiele dłuższego niż zazwyczaj. Trochę Nicholasa, Alyssy i przeszłości – tak dla rozbudzenia ciekawości, a przynajmniej mam taką nadzieję ^^
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze – jak zwykle powtórzę, że jesteście cudowni! Postaram się dodać coś wkrótce, zwłaszcza że wciąż mam zapas. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te poślizgi i odrobinę lenistwa. Tak to jest, jak dać mi się dorwać do „Undertale” >.<
Do następnego!