Alyssa
Ból ją oszałamiał.
Cierpienie
raz po raz wzmagało się, przypominając trochę nawracającą falę, która zalewała
jej ciało, paraliżując i obezwładniając. Alyssa miała wrażenie, że dryfuje
w ciemnościach, odcięta od wszelakich zmysłów, może pomijając czucie. Czuła
się tak, jakby z jakiegoś powodu oddzielono ją od organizmu, chociaż taka
możliwość wydawała się nie mieć racji bytu. Gdyby nie była materialna, nie
czułaby bólu.
Doświadczenie
przypominało trochę znajome zapadanie w pustkę, takie samo, jakiego
doznawała w swoich dziwnych snach. Tym razem również czuła, że spada, ale
zamiast w ciemność, stopniowo zatracała się w tym wszechogarniającym
cierpieniu. W którymś momencie straciła poczucie czasu, wręcz zaczynając
wątpić w to, czy coś podobnego w ogóle istnieje. Kolejne sekundy
wydawały się ciągnąć w nieskończoność, przepełnione paraliżującym bólem
i strachem. Już nie była w stanie zapanować nad własnymi emocjami,
nie widziała zresztą sensu w tym, żeby próbować. W zasadzie nie była
pewna, czy istniał powód do walki o cokolwiek, zwłaszcza o samą
siebie, skoro najprawdopodobniej była martwa.
Martwa…
To jedno
słowo odbiło się echem w umyśle dziewczyny, dziwnie zwielokrotnione. Jeśli to
była śmierć, to w takim razie z jakiegoś powodu została skazana na piekło. Nie rozumiała, co takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na takie
cierpienie, ale pal to licho. Życie nigdy nie było sprawiedliwe, a ona nieświadomie rozgniewała kogoś tam na górze, chociaż nie potrafiła
przypomnieć sobie kiedy i co takiego zrobiła, skoro teraz musiała płacić
za to tak okrutną cenę. Najwyraźniej ktoś bardzo jej nie lubił, ale tym również
nie czuła się specjalnie zdziwiona. W końcu już od urodzenia była
niechciana; w innym wypadku nie spędziłaby dzieciństwa w domu
dziecka, przerzucana z jednej rodziny zastępczej do innej, niczym
niechciana zabawka, która nudzi się po kilku zaledwie miesiącach.
A ostatecznie
na pewno nie wylądowałaby tutaj.
Ból nie
ustawał, wciąż na przemian to przybierając, to tracąc na sile. Miała wrażenie,
że kilka razy straciła przytomność, ale nie miała pewności, czy coś podobnego w istocie
miało miejsce. Kiedy wracała świadomość, zmysły i tak okazywały się
bezużyteczne, oszołomione przez palący ból, nie opuszczający jej nawet na
moment. W którymś momencie chyba nawet zaczęła się do niego przyzwyczajać,
jeśli oczywiście to było możliwe. Nie wyobrażała sobie, jak można oswoić się
z cierpieniem, ale najwyraźniej wszystko było o wiele bardziej
skomplikowane, aniżeli do tej pory się wydawało. Ostatnie wydarzenia, które
majaczyły gdzieś na granicy świadomości, wybitnie potwierdzały, że tak
naprawdę nie wiedziała, czym jest życie – i prawdopodobnie nigdy nie miała
mieć okazji tej wiedzy uzupełnić.
Nie miała
pojęcia czy krzyczała, czy może tylko wiła się w milczeniu, pozostawiając
swój ból wyłącznie dla siebie. Wiedziała jedynie, że w którymś momencie została
sama, chociaż nie potrafiła stwierdzić, skąd to wie. Czasami miała wrażenie, że zbliża się przebudzenie, a świat realny jest na wyciągnięcie
ręki, ale mimo usilnych starań nie wiedziała jak do niego dotrzeć. Za każdym
razem ból ponownie spychał ją w ciemność, przecinaną szkarłatnymi pasmami
nieskończonego cierpienia.
Jeśli
płonęła, dlaczego to trwało tak długo? Swoją drogą, ciekawe jak wiele czasu
minie zanim ktoś dostrzeże płomienie w lesie i się tym zainteresuje.
Nawet jeśli w końcu do tego dojdzie, to i tak będzie dla niej za
późno. Pewnie minie mnóstwo czasu zanim ktoś zidentyfikuje zwęglone zwłoki,
jeśli oczywiście w ogóle do tego dojdzie. Martwiło ją trochę to, że
ostatecznie skończy jako kupka popiołów, ale może tak było lepiej; w końcu
niektórzy wiele by dali, żeby zostać skremowanym, chociaż sama nigdy nie
cieszyła się podobnymi pragnieniami. Tym bardziej nie myślała o tym, że
zakończy swój żywot w wieku zaledwie dwudziestu lat,
a umierać przyjdzie jej w takich warunkach, ale na to jeszcze była
w stanie przymknąć oko.
Och, gdyby
przynajmniej tak nie bolało. Była gotowa oddać wszystko, byleby w końcu
zaznać spokoju, zapaść się w ciemność…
Nigdy nie
była religijna, ale w tamtym momencie zaczęła modlić się w duchu
o szybką śmierć oraz to, żeby nareszcie przestać cokolwiek czuć. Modliła
się, błagała i szlochała, pragnąc zaznać jakże upragnionego ukojenia, to
jednak nie nadchodziło. Ból wciąż pozostawał wszechobecny, aż w końcu
Alyssa zaczęła godzić się z tym, że się od niego nie uwolni. Najwyraźniej
cierpienie już zawsze miało stanowić cały jej świat, niezależnie od tego, czy
sobie na to zasłużyła, czy też nie.
Z bolesnym
westchnieniem, w pełni poddała się wszechogarniającej pustce. Pragnęła
zacząć spadać, dokładnie tak jak we śnie, w nadziei, że może przynajmniej
będzie jej dane zobaczyć piękną twarz anioła ze swoich wspomnień – chociaż raz
spojrzeć w jego niebieskie oczy, które w jakiś pokrętny sposób
stanowiły najcenniejszy, starannie pielęgnowany przez nią w pamięci obraz.
Gdyby znów mogła zacząć spadać wraz z tajemniczym nieznajomym, nawet
najgorsze katusze przyjęłaby z wdzięcznością. Gdyby tylko mogła…
Ale nie
była w stanie.
Chociaż
była gotowa przysiąc, że czeka całą wieczność, ciemność pozostawała dokładnie taka
sama, jaką od początku była. Również ból utrzymywał się na jednym poziomie,
rozrywając jej ciało i drażniąc już i tak nadwyrężone nerwy, ale do
tego zaczynała przywykać, nawet jeśli ta świadomość miała w sobie coś
niepokojącego, co niezmiennie napawało ją lękiem.
Była
ciemność, była ona – i był ból.
Niczego
więcej.
Już nigdy
więcej…
~*~
Świadomość wróciła nagle,
chociaż Alyssa nie przypominała sobie, żeby traciła przytomność. Drżąc i powoli
przywykając do tego, że znów czuje swoje ciało, potrzebowała dobrych kilku
sekund, zanim uświadomiła sobie, że coś się zmieniło. Kiedy w końcu
zrozumiała, to odkrycie oszołomiło ją do tego stopnia, że przez następnych pięć
minut była w stanie jedynie leżeć, niezdolna do tego, żeby poruszyć się chociaż
o milimetr.
Czekała,
wręcz ogłuszona spokojem, który zapanował, kiedy ból zniknął. Alyssa czuła, że
gdyby tylko zechciała, mogłaby napiąć mięśnie, a może nawet się podnieść,
ale nie potrafiła się na to zdobyć, trwając w przekonaniu, że to jedynie
chwilowa ulga, a koszmar rozpęta się na nowo, gdy tylko zdecyduje się
ruszyć. Leżała, całą sobą chłonąc uczucie lekkości, które wypełniło całe ciało dziewczyny, sprawiając, że wydawało jej się, iż unosi się w powietrzu albo
dryfuje w tej wszechogarniającej ciemności. Teraz wiedziała również, że ma
zamknięte oczy i wręcz kurczowo zaciska powieki, ale pozwoliła sobie
zaledwie na rozluźnienie mięśni. Powoli wypuściła powietrze z płuc, niczym
mantrę powtarzając sobie, że teraz najważniejsze jest zachowanie spokoju, jeśli
nie chce przypadkiem doprowadzić do tego, żeby znów wszystko ją bolało.
Z tym, że
mimo upływu czasu, ból nie wracał, a Ali wcale nie czuła się tak, jakby przez
ostatnie godziny wiła się w męczarniach, błagając kogokolwiek o litość
i szybką śmierć. Wspomnienie katuszy jawiło się w mglisty sposób,
tak zamazane i odległe, jakby przydarzyło się komuś innemu, w jakimś
innym życiu. Kiedy odważyła się zaryzykować i na próbę napięła mięśnie
ramion, nie poczuła niczego, prócz pragnienia, żeby wesprzeć się na łokciach i w końcu
oderwać twarz od podłoża. Czuła smak ziemi w ustach, a ciągłe
muskanie czegoś, co miała pod policzkiem, i co chyba było źdźbłem trawy,
zaczynało doprowadzać ją do szaleństwa.
Kolejne
nieznośne minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Podjęcie decyzji
o tym, żeby w końcu otworzyć oczy, przyszło jej z trudem, ale
gdy w końcu się na to zdobyła, poczuła się trochę lepiej. Sądziła, że będzie
mieć problem z przyzwyczajeniem źrenic do ewentualnego jasnego
oświetlenia, dlatego rozchyliła powieki jedynie nieznacznie, gotowa natychmiast
je zamknąć, to jednak okazało się zbędne. Uspokojona, w końcu otworzyła
oczy w pełni, żeby przekonać się, że wciąż leży na leśnym podszyciu,
a dookoła króluje noc.
Alyssa
wzięła kilka głębszych wdechów, próbując uspokoić swoje rozkołatane serce.
Nieszczęsny narząd trzepotał się tak rozpaczliwie, jakby za moment miał połamać
jej żebra, przedrzeć się przez skórę i wyrwać gdzieś na zewnątrz. Oszołomiła
ją cała gama różnorodnych zapachów – przede wszystkim znajoma świeżość lasu,
ale również kilka innych woni, których nie była w stanie zidentyfikować.
Zdezorientowana, zmusiła swoje ciało do współpracy, po czym wsparła się na
rękach, powoli podnosząc do pozycji siedzącej. Wciąż pełna wątpliwości,
zaryzykowała poderwanie się na równe nogi, do samego końca podejrzewając, że
jednak straci równowagę albo znów oszołomi ją palący ból. Nie rozumiała, co
takiego się wydarzyło, ale panujący dookoła spokój wydawał się co najmniej
nienaturalny. Fakt, że od chwili przybycia do lasu, musiało minąć co najwyżej
kilka godzin, dezorientował ją jeszcze bardziej, zwłaszcza, że chwile
cierpienia jawiły się w jej umyśle jako cała wieczność.
Zważając na
każdy swój ruch, Alyssa uważnie rozejrzała się dookoła. Zauważyła swoją
torebkę, leżącą kilka metrów od miejsca w którym upadła, ale nie zwróciła
na nią większej uwagi – w końcu i tak nie znalazłaby tam
niczego, co mogłaby wykorzystać w obecnej sytuacji. Już nie miała telefonu,
chociaż uparcie nie chciała wracać pamięcią do tego, jak straciła komórkę… I to
nie tylko dlatego, że wspomnienie Doriana, tamtego ciemnowłosego mężczyzny
oraz tej dziwnej dziewczynki – wszystkich pięknych i o tych
niesamowitych, jarzących się czerwienią oczach – jawiło jej się niczym
pokręcony, przyprawiający o dreszcze koszmar. Może gdyby obudziła się
w innym miejscu, uwierzyłaby, że to w istocie wytwór wyobraźni,
ale w obecnej sytuacji…
Zamknęła
oczy i mimowolnie skuliła się, kiedy świeże wspomnienia zalały otępiały umysł dziewczyny. Kolejne sceny w zawrotnym tempie przewijały się przed oczami dziewczyny, jakby na wewnętrznej stronie powiek znajdował się wirtualny ekran na
którym właśnie rozpoczęła się projekcja. Alyssa zadrżała i spróbowała
odsunąć od siebie niechciane myśli, ale nagle okazało się, że nie jest do tego
zdolna. W głowie miała nienaturalnie dużo miejsca, co jeszcze bardziej ją
dezorientowało. Nie miała pojęcia, co się z nią stało, ale czuła się…
inaczej.
Nie
potrafiła zapanować nad mętlikiem, chociaż z zaskoczeniem odkryła, że jest
w stanie myśleć o kilku rzeczach jednocześnie i to bez większego
wysiłku. Drżąc, zaczęła głęboko oddychać, ale chociaż ciało domagało się
tlenu, powietrze zdawało się obojętnie przesuwać wzdłuż gardła do płuc, nie
przynosząc upragnionego ukojenia. W chwili, w której zdecydowała się
ponownie otworzyć oczy, zauważyła, że mimo ciemności wszystko wkoło jest
aż nadto wyraźne; była w stanie określić kształty i kolory nawet tych
drzew, które znajdowały się dobrych kilkadziesiąt metrów od niej, skryte w panującym
dookoła mroku. Przyglądając im się, nieświadomie zaczęła liczyć igły jednej
z sosen, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że w zaledwie kilka
sekund udało jej się doliczyć do setki. Natychmiast odwróciła wzrok, dla
odmiany wbijając spojrzenie w ziemię i we własne stopy. Była boso,
ale nie czuła bólu, chociaż usiana drobnymi kamyczkami, gałązkami i igłami
drzew ściółka, powinna przynajmniej odrobinę drażnić odsłoniętą skórę.
Palce
Alyssy machinalnie powędrowały do gardła. Przełknęła ślinę i skrzywiła
się, czując palący ból w krtani. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim
razem aż do tego stopnia chciało jej się pić, ale doświadczenie bynajmniej nie
należało do przyjemnych. Szlag, nawet w swoje osiemnaste urodziny, kiedy
wraz z Mary wybrała się do baru i trochę przesadziła z alkoholem,
nie czuła się później aż tak tragicznie. Jeśli miała być ze sobą szczera,
zdecydowanie bardziej wolałaby obudzić się z pękającą głową i kacem,
niż na wpół naga i zdezorientowana tkwić w środku tego lasu. Było
jeszcze pragnienie – tak silne, że w jednej chwili stało się całym jej
światem, będąc niczym echo wcześniejszego bólu, chociaż w intensywności
w żadnym stopniu do niego nieporównywalne. Pragnienie tak silne, że...
No cóż, że
byłaby w stanie zabić, żeby tylko je zaspokoić.
Masując
gardło, próbowała wyczuć pod palcami cokolwiek odbiegającego od normy – lepkość
krwi albo otwartą ranę w miejscu, gdzie wbiły się zęby tamtego mężczyzny –
ale skóra wydawała się równie gładka i miękka, co zazwyczaj. Alyssa westchnęła
cicho, bezskutecznie starając się doszukać sensu w tym, co działo się
z nią i jej ciałem. Nie potrafiła nawet określić, co wydarzyło się
przed tym, jak straciła przytomność, a co dopiero zaplanować jak powinna
postępować dalej. Chociaż ból gardła ją rozpraszał, wiedziała, że najpierw musi
wydostać się z tego lasu, niezależnie od tego, czy plan wydawał się dobry i łatwy
jedynie w teorii. Wszystkie drzewa wyglądały tak samo i Alyssa sama
już nie wiedziała, w którym kierunku powinna się udać. Swoją drogą, kiedyś
słyszała, że gdy zgubi się w lesie, najlepiej zostać w miejscu
i czekać na pomoc, ale w tym przypadku to wydawało się samobójstwem.
Przecież nikt nie miał pojęcia, gdzie się znajdowała – i to łącznie z nią
samą. Mary co najwyżej orientowała się, że jej najlepsza przyjaciółka i współmieszkanka
w jednym, pojechała na randkę z facetem, którego znała kwadrans. Jeśli
chodziło o żałosną próbę rozmowy z operatorką, wolała nawet
o tym nie myśleć.
Zważając na
każdy swój ruch, przeszła kilka kroków, żeby dostać się do swojej torebki.
Z ulgą przyjęła fakt, że ciało i mięśnie pozostawały jej w pełni
posłuszne, pomimo tego, że wciąż obawiała się, iż nagle wydarzy się coś, co znowu
powali ją na ziemię. Poruszanie przychodziło Alyssy z łatwością, a ona
sama czuła się tak, jakby płynęła w powietrzu. Niejednokrotnie wcześniej
słyszała, że jest zgrabna, ale tym razem dodatkowo sama postrzegała się w ten
sposób, nawet jeśli myślenie o takich drobiazgach wydawało się czymś
idiotycznym.
Kucając,
żeby podnieść torebkę, przypadkiem musnęła palcami coś, co wydało się co
najmniej dziwne. Natychmiast poderwała się na równe nogi, oszołomiona tym, że
zamiast odskoczyć kawałek, nagle wylądowała dobrych pięć metrów dalej – i to
na dodatek w ułamku sekundy. To
niemożliwe. Jesteś w szoku i taka jest prawda, skarciła się
w duchu, ale chociaż myśl ta wydawała się sensowna, Alyssa czuła, że to
jedno wielkie kłamstwo. Nie chcąc dodatkowo zadręczać się i tym, mocno
przycisnęła torebkę do piersi, po czym spróbowała odszukać wzrokiem to, co ją
zaniepokoiło. Chociaż zmysły miała nienaturalnie wyostrzone, to i tak
potrzebowała dłuższej chwili, żeby wypatrzeć w trawie niemal idealnie
okrągłe pasmo wypalonej ziemi. Trawa dookoła była niemal doszczętnie zwęglona, a w samym
centrum nie zostało nic, może pomijając szczątki drewna albo czegoś innego, co
posłużyło za podpałkę.
Coś
przewróciło się w żołądku Alyssy, zwłaszcza kiedy raz jeszcze przeanalizowała
wszystko, co wydarzyło się przed tym, jak straciła przytomność i ostatecznie
poddała się palącemu bólowi. W pamięci miała krzyk bruneta, bliską
obecność Chloe i Doriana oraz coś, co początkowo uznała za ciepło związane
z tym, co działo się z jej ciałem, ale równie dobrze mogło być żarem
bijącym od ogniska. W powietrzu unosił się jakiś dziwny, mdlący zapach,
odrobinę jedynie złagodzony przez charakterystyczną leśną woń. Wcześniej nie stanowił dla niej przeszkody, ale teraz z jakiegoś powodu zaczął przyprawiać ją
o mdłości, dlatego spróbowała oddychać przez usta. Niestety, takie
rozwiązanie również okazało się trefne, zważywszy na stan jej gardła, ale
koncentrowanie się na pragnieniu i tak było lepsze od roztrząsania tego,
co musiało wydarzyć się tak blisko niej, kiedy wiła się w męczarniach.
Dlaczego została
sama w tym miejscu, skoro wcześniej Dorian próbował ją zabić? Chciała
wierzyć, że tamtemu mężczyźnie udało się ich odstraszyć, ale to byłoby zbyt
łatwe, poza tym nie wyjaśniałoby obecności czegoś, co chcąc nie chcąc musiała
określić mianem pozostałości stosu. Kiedy w końcu posunęła się do myśli, że
w tym miejscu ktoś – na dodatek było bardzo możliwe, że chodziło o jej
wybawcę – został spalony żywcem…
Jęknęła
i oparła się o najbliższe drzewo, targana coraz silniejszymi
mdłościami. Opierając dłoń na szorstkiej, chropowatej powierzchni, nachyliła
się do przodu, ale nie była w stanie zwymiotować, bo żołądek miała pusty.
Przejął ją lodowaty chłód, a na czoło wstąpiły kropelki zimnego potu, to
jednak nie miało żadnego związku z tym, że stała nocą w samym środku
lasu, mając na sobie koronkową sukienkę… Albo raczej to, co z niej
pozostało, bo pomijając pasmo materiału opinające jej ciało od bioder po
piersi, kreacja nie nadawała się do niczego. Może to było płytkie, ale Alyssy łatwiej
przyszło martwienie się ewentualną reakcją kogoś, kto mógł ją w takim
wydaniu zobaczyć, aniżeli myśl o tym, że ktoś mógłby zostać zabity
zaledwie kilka metrów od niej.
Na moment
przymknęła oczy, po czym wypuściła ze świstem powietrze. Uciec. Musiała stąd
uciec, nawet jeśli błąkanie się po lesie zachodziło na czyste szaleństwo. To
nic, że nie miała pojęcia, w którą stronę się udać. Liczyło się wyłącznie
to, żeby przestać tkwić w miejscu, na dodatek tak blisko zwęglonych
szczątek.
W przypływie
paniki przerzuciła torebkę przez ramię i szybko ruszyła przed siebie, na
oślep kierując się w pierwszym kierunku, który przyszedł jej do głowy.
Szła powoli, chwiejąc się lekko, chociaż z zaskoczeniem odkryła, że wcale
nie czuje się zmęczona. Może oszołomiona, chora i zła tak, ale nie
zmęczona, nawet pomimo tego wszystkiego, co się wydarzyło.
Gdzieś
w oddali usłyszała cichy, cyklicznie przybierający na głośności i zaraz
po tym cichnący szum. Nie miała pewności, czy to nie efekt szoku i wyobraźni, ale brzmiało trochę jak…
Puściła się
biegiem, zanim w ogóle zdążyła zastanowić się nad tym, co robi. Pęd
rozwiał jej włosy, kiedy rzuciła się przed siebie na oślep, jakimś cudem będąc w stanie bez większego problemu wyminąć kolejne drzewa i nie robiąc sobie przy tym
krzywdy. Czuła się trochę tak, jakby sunęła w powietrzu albo jakby miała
skrzydła; leciała, w błyskawicznym tempie posuwając się naprzód i wcale
nie czując się zaniepokojoną tym, że mogłaby poruszać się zdecydowanie szybciej
niż normalni ludzie. Dawno nie doświadczyła czegoś tak cudownego i teraz
całą sobą chłonęła płynącą z biegu przyjemność, w końcu pozwalając
sobie na pełne rozluźnienie.
Szum stał
się głośniejszy i wkrótce nie miała już najmniejszych wątpliwości co do
tego, że właśnie znalazła drogę. Gwałtownie zwolniła, po czym przyczaiła się
pomiędzy drzewami, dyskretnie obserwując przemykające ulicą auta. Mrużąc oczy
w światłach reflektorów, machinalnie zaczęła poprawiać włosy, żeby
doprowadzić się do porządku, ale po zaledwie chwili dała sobie spokój. Prawda
była taka, że w podartej sukience i z poplątanymi włosami,
z których bezskutecznie próbowała wytrząsnąć wszystkie zaplątane listki,
wyglądała jak ofiara gwałtu.
No cóż, gorzej być nie może, pomyślała
i stanowczym krokiem wymaszerowała spomiędzy drzew. Już kiedy zatrzymała
się na poboczu, wyciągając uniesiony ku górze kciuk, naszły ją wątpliwości. Czy
oby na pewno szukanie okazji było w obecnej sytuacji najlepszym pomysłem?
Nie miała pojęcia, a palenie w gardle bynajmniej nie pomagało jej
w zebraniu myśli.
Minął dobry
kwadrans, zanim ktoś zdecydował się zatrzymać. Alyssa odskoczyła do tyłu,
widząc jak stara, wysłużona półciężarówka wytraca prędkość i gwałtownie
bierze zakręt, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od twarzy dziewczyny. Coś
przewróciło jej się w żołądku, kiedy zamarła w oczekiwaniu, obserwując
jak drzwiczki od strony pasażera otwierają się z przeciągłym
skrzypnięciem. Niepewnie zajrzała do środka i z wrażenia aż
westchnęła, widząc wyglądającego sympatycznie staruszka.
Łagodne, niebieskie oczy zmierzyły ją wzrokiem, ale Ali nie doszukała się w nich
niechęci czy szoku. Pobrużdżoną, zarośniętą twarz mężczyzny rozjaśnił troskliwy
uśmiech.
– Dobry
Boże! Wyglądasz, złociutka, jakbyś potrzebowała pomocy – powiedział nieco
zachrypniętym głosem. – Wsiadaj. W tym miejscu prędzej doczekasz się
huraganu niż tego, że ktokolwiek cię zabierze.
– Ja… –
Jasna cholera, do kogo należał ten dźwięczny, melodyjny sopran?! Ledwo
powstrzymała się od tego, żeby po raz kolejny nie chwycić się za gardło, bo
takie zachowanie raczej nie sprawiłoby, że wypadłaby lepiej w oczach
mężczyzny. – Bardzo panu dziękuję – powiedziała, siląc się na spokojny ton.
Staruszek
jedynie się uśmiechnął, po czym zachęcająco wyciągnął rękę w stronę
Alyssy. Chwyciła ją bez chwili wahania, pozwalając żeby pomógł jej wsiąść
i usadowić się w wysłużonym, popękanym fotelu. Mimo wieku, uścisk
miał silny i pewny, dzięki czemu poczuła się lepiej. Natychmiast otoczył
ją zapach starości i dymu papierosowego, ale przynajmniej w końcu zaryzykowała
stwierdzenie, że jest bezpieczna.
– A więc
dokąd? – zagadnął pogodnie mężczyzna, obserwując ją z ciekawością. Kiedy
się uśmiechnął, wokół jego oczu pojawiło się jeszcze więcej zmarszczek.
Alyssa
zawahała się. Co miała mu powiedzieć? Do szpitala? Na policję? Na uczelnię…?
Wszystko to wydawało się nierealne, jakby w momencie, w którym zęby
tamtego ciemnowłosego mężczyzny z lasu wbiły się w jej skórę,
wszystko się zmieniło, ostatecznie odcinając ją od dotychczasowego życia. Nie
rozumiała skąd ta pewność, ale to w tym momencie nie miało żadnego
znaczenia.
– Przed siebie
– oznajmiła pod wpływem impulsu.
Wraz
z tymi słowami, zatrzasnęła za sobą drzwi.
Dzień dobry! Przychodzę z kolejnym, czwartym już rozdziałem i dość mieszanymi uczuciami. Teoretycznie mi się podoba, ale mimo wszystko czuję pewien niedosyt, być może związany z tym, że mój styl zmienił się trochę od chwili, kiedy pisałam ten rozdział – z tym, że chyba nie potrafiłabym tak po prostu napisać go od nowa, bo już wtedy oddałam wszystko to, co chciałam. No ale cóż, ostateczną ocenę i tak pozostawię Wam.Dziękuję za wszystkie komentarze oraz to, że jest Was coraz więcej. To dla mnie wiele znaczy, tak jak i ta historia, bo wiąże z nią duże nadzieje. Postaram się nie zepsuć, ale czas pokaże jak to wyjdzie. Na razie usiłuję wyeliminować niechciane wątki i odpowiednio podkręcić akcje. Wkrótce czeka mnie jeszcze więcej zmiany, tym bardziej, że niedługo Alyssa dotrze do wyznaczonego jej celu – z tym, że to będzie dopiero początek.Z mojej strony to chyba tyle. Nowy rozdział pojawił się również na Forever you said, więc zapraszam.Do napisania!

Moje <3
OdpowiedzUsuńMy chyba mamy jakąś fazę na te niebieskie oczy. Jednak coś na mnie przestają mieć one teraz taki wpływ jak wcześniej. Ale to temat na inny dzień, a nie pod rozdziałem. :3
UsuńSzczerze mówiąc zabierałam sie za pisanie komentarza już parę razy i nadal nie mam pojęcia co powinnam napisać. Czuję, że piszę, ale to zupełnie nie ma sensu, więc jak coś to proszę o wybaczenie.
Hej, chcecie rozmawiać o złych rodzicach? Ana z chęcią zostanie sierotą, bo na swoich to nie ma co liczyć w najgorszych chwilach swojego życia ;3 Ale to nie miejsce na to, aby opowiadać o BB, więc wrócę do rozdziału.
Szkoda mi strasznie Ali. Dobrze, że na drodze pojawił się ten starszy pan i jej pomógł. Mam cały czas wrażenie, że ona go niedługo zje, ale może to tylko ja, która widziała za dużo horrorów, a raczej odcinków Supernatural. Tam takie rzeczy są na porządku dziennym i to na samym początku odcinka!
Tego rozdziału nie pamiętałam akurat, a dopiero końcowa scena mi się przypomniała.
Czytało mi się przyjemnie i dość szybko. Naprawde przepraszam za beznadziejność tego komentarza. Starałam się, serio.
Poza tym bardzo ładny gif tam na samej górze, a ja teraz czekam na nowy rozdział. Ciekawe, kiedy Ali w końcu będzie w odpowiednim miejscu.
Ściskam,
Gabi.
Druga!
OdpowiedzUsuńNo cześć, dziewczyno :* (A pobawię się jeszcze w Rufusa xD)
OdpowiedzUsuńGif piękny <3
Cholera... Te opisy przemiany. I tak sobie to wszystko wyobrażam słuchając "The Coven" od Petera (Dzięki Ci za tę piękną muzykę! <3) i myślę sobie tak: "O Boże... Ja sobie nie wyobrażam, żebym mogła znieść coś takiego. Biedna Ali..."
I ten mętlik… No kurde…
I proszę, ja taki łagodny człowiek, mam ochotę zabić Carlosa. Tak po prostu ją zostawił… Cóż, muszę się z tym wreszcie pogodzić.
Miły ten pan :D Fajnie, że choć on się zatrzymał ;)
(Dziś chyba wyjątkowo krótko :/)
Pozdrawiam i życzę weny,
Crazy Girl.
Hej!
OdpowiedzUsuńJak sama to ujęłaś, zabłądziłam i tutaj. Ale musisz wiedzieć, że bardzo to lubię ^^ W te rejony warto się gubić.
Szkoda mi Ali. Rodzice to jednak ważne osoby w naszym życiu. Tak naprawdę to od nich zależy, jacy będziemy, czyż nie? Niestety, nie wszyscy zasługują na miano rodzica. Albo odtrącają swoje dziecko, oddając je do domu dziecka (seksu się chciało, a zabezpieczyć to już się nie umiało?) bądź po prostu je ignorują i pokazują, że jest dla nich nic nie warte, jak na OP. Choć jeśli dziecko nie jest kochane, oddanie go jest dobrym rozwiązaniem, bo może znajdzie ludzi, którzy go pokochają. Ale jeśli oddaje się dziecko, bo "nie ma warunków" to... Uch! Dziecku najbardziej jest potrzebna rodzicielska miłość a nie warunki.
Obecność "tajemniczego nieznajomego" też chyba byłabym gotowa przypłacić katuszami. Szczególnie, że to TEN nieznajomy. Ach te błękitne oczy... Coś w nich jest, że śnią się po nocach i nie można oderwać od nich wzorku. Eveline, Alyssa... Zobaczymy jak będzie z moją Cath xD
Nie miej żadnych mieszanych odczuć i po prostu bądź zadowolona z rozdziału! Może i minęło trochę czasu odkąd go napisałaś po raz pierwszy, ale i tak, według mnie, jest wspaniały. Oddałaś wszystko w najbardziej odpowiedni sposób, jaki mogłabym sobie wyobrazić. Od opisywania bólu bo odkrywanie zachodzących w niej zmian. Mi bardzo się podoba i Tobie też MUSI!
No i nie ma zakończenia w typowy dla Ciebie sposób! Szok!
Mówiłam już, że cieszę się, że zaczęłaś tę historię od początku? ^^
Mrs.Cross!
Boże, jaki wspaniały gif! Niby takie nic, a jestem pod wrażeniem.
OdpowiedzUsuńOpis przemiany. Stawiałam na to od samego początku, bo niby jakbyś mogła go ominąć. Pamiętam, jak podobał mi się on w ostatniej części Zmierzchu. Był podobny do twojego - a przynajmniej równie mocno emocjonalny. Szkoda mi Alyssy, mówię to kolejny raz. Niektórzy po pierwszej randce potrafią zajść w ciążę. A ona dostała od swojego nieszczególnie trafionego partnera zestaw kłów i żądzę krwi c:
Ech, te niebieskie oczy. Na Forever mieszają, tu pewnie będzie podobnie. Jak to jest, że mamy słabość akurat do tego koloru tęczówek? Odpowiedź jest prosta. Bo takie ma Ian :))
Carlos zachował się jak śmieć, ale na pewno miał ku temu powody. Porzucił Alyssę, przemienił i nie dał nawet wskazówek, jak radzić sobie z tak ogromną zmianą. Dziewczyna jest autentycznie przerażona i wcale jej się nie dziwię. Poszła na randkę żywa. Wróciła martwa. To na pewno jest trauma, z której niełatwo będzie jej się otrząsnąć.
Rozdział był dobry! A nawet bardzo, świetny wręcz! Więc nie marudź, bo... No, bo coś ci zrobię. Muszę ci przypominać o gifie z łopatą? Mogę się założyć, że Gabi w razie czego podeśle mi nowe. Także ty uważaj. (Groźby wzbogacone gifami z łopatami mogą się okazać naprawdę skuteczne. Opatentujmy to!)
Też mam wrażenie, że ten dobry pan nie pożyje zbyt długo ;-;
Klaudia99