Alyssa
Czerwień jest jej ulubionym kolorem. Materiał w głębokim odcieniu burgunda
albo wina, wydaje się wirować bajecznie przy każdym kroku. Tren rozłożystej,
balowej sukni faluje i raz po raz muska jej odsłonięte nogi, kiedy z wprawą
balansuje na wysokich, złocistych obcasach. Czuje się pewna i piękna,
dokładnie taka, jaka powinna być. Tej nocy jest królową, w pełni panującą
nad swoim losem oraz tym, jak ma wyglądać jej dalsze życie.
Muzyka gra, wprawiając ją w zachwyt
i sprawiając, że ma ochotę śmiać się i wirować, niczym mała
dziewczynka. Chociaż jest zaledwie jedną z wielu tańczących w sali
balowej kobiet, czuje się wyjątkowa i zdecydowana, garściami czerpiąc
z tego, co jest jej dziedzictwem. On trzyma jej rękę, prowadząc z wprawą
i taką lekkością, że czuje się, jakby miała skrzydła. Jego dłonie są
ciepłe, silne i znajome, a kiedy unosi ją, nie ma najmniejszych
wątpliwości co do tego, że nie pozwoli, żeby upadła i że jak najbardziej jest
przy nim bezpieczna.
Uśmiecha się i posłusznie wykonuje wdzięczny
piruet, kiedy jej stopy znów sięgają parkietu. Odpowiada jej na swój sposób
pewny siebie, chociaż przy tym niezwykle czuły, oszałamiający uśmiech, jak
zawsze przyprawiając ją o szybsze bicie serca. Ta niezwykła istota
niezmiennie wpływa na nią w sposób, którego nie zaznała u boku nikogo
innego i który w krótkim czasie stał się dla niej dosłownie
wszystkim.
Wraz z kolejnym zdecydowanie zbyt
pewnym, wyzywającym uśmiechem, stanowczo przyciąga ją do siebie. Ląduje w jego
ramionach, spoglądając wprost w lśniące w figlarny sposób błękitne tęczówki,
a chwilę później – posłuszna jego znajomym, ciepłym ramionom – wygina się
do tyłu. Lśniące blond loki opadają jej na twarz, więc lekko przekrzywia głowę,
po czym znów spogląda wprost w te cudowne, przyprawiające ją o dreszcze
oczy.
Muzyka wciąż gra, a zabawa trwa w najlepsze,
jednak to dzieje się jakby poza nimi, a przynajmniej ona nie zwraca uwagi
na to, co dzieje się dookoła. W gruncie rzeczy to i tak nie ma
znaczenia, skoro on znajduje się obok. Jest tutaj, pozwalając, żeby ją obejmował
i robił dosłownie wszystko, co tylko przyszłoby mu do głowy – nic więcej
nie jest żadnemu z nich potrzebne.
Jego uśmiech staje się bardziej zdecydowany
i czuły, kiedy z wolna nachyla się w ku niej. Ciemne włosy
muskają odsłoniętą skórę, a ona drży, po czym instynktownie wpłata palce
w te nieco już przydługie, niesforne włosy, mierzwiąc je jeszcze bardziej.
– Ariano… – słyszy, a jego głos wydaje
się owijać wokół niej, tak jak i słodki oddech, który muska jej odsłonięty
policzek.
To nie
wypada, myśli, jednak i to nie ma
dla niej znaczenia, zwłaszcza kiedy w znaczący sposób unosi brodę, jak
zwykle chcąc sprawiać wrażenie o wiele pewniejszej siebie, niż w rzeczywistości.
Jej towarzysz nawet się nie waha i z wolna nachyla się bliżej, by już
ułamek sekundy później móc ją pocałować. Jego usta są ciepłe i miękkie,
a przy tym tak bardzo znajome, Ariana z kolei czuje, że chociaż tego
jednego wieczora wszystko jest takie, jak być powinno.
Kiedy decyduje się odwzajemnić pocałunek,
jest szczęśliwa i zdecydowana.
Tej jednej nocy wierzy, że ta historia
jednak ma prawo skończyć się dobrze…
~*~
Przytomność wróciła nagle, tak gwałtownie, że Alyssa przez moment sama
nie była pewna, co takiego działo się wokół niej. Zatrzepotała powiekami, wciąż
oszołomiona, dopiero po dłuższej chwili będąc w stanie zorientować się, co
spotkało ją chwilę wcześniej. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, po czym
omal nie krzyknęła, kiedy dotychczas zamazany obraz wrócił do normy, a tuż
przed jej oczami sklarowała się twarz nachylonego nad nią Nicholasa – przemoczonego,
wyraźnie podenerwowanego, a do tego znajdującego się tak blisko, że gdyby
tylko tego zachciała, mogłaby go pocałować, chociaż ta myśl wydawała się co
najmniej śmieszna. A jednak te oczy…
Błękitne tęczówki wydawały się ją przenikać,
niezwykle poważne i skupione na niej. Oddech dziewczyny momentalnie
przyśpieszył, zdradzając o wiele więcej, aniżeli mogłaby sobie tego
życzyć. Chciała wyrwać się i spróbować rzucić do ucieczki, a jednak
nie była w stanie się ruszyć, zbyt oszołomiona, by pozwolić sobie na coś
ponad bezmyślne wpatrywanie w tkwiącego przy niej intruza. Miała wrażenie,
że coś do niej mówił, próbując zwrócić na siebie uwagę, ale to okazało się co
najmniej problematyczne, tym bardziej, że nawet nie próbowała zrozumieć
poszczególnych słów. W zamian po prostu na niego patrzyła, bezskutecznie
starając się zebrać myśli i zrozumieć, dlaczego czuła się tak dziwnie.
Jakby tego było mało, w głowie wciąż
miała ten dziwny, niezrozumiały przebłysk – wspomnienie, które pojawiło się
równe nagle, co ostatecznie zniknęło. To wystarczyło, żeby całkowicie wytrącić
dziewczynę z równowagi, sprawiając, że Ali ostatecznie przestała wierzyć
własnym myślom. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, nie będąc w stanie
wykrztusić z siebie choćby słowa – mniej lub bardziej sensownego, zupełnie
jakby sama umiejętności mowy stała się nagle czymś, co w znacznym stopniu
przerastało jej kompetencje. Nic nie było takie, jak mogłaby tego oczekiwać, a obecność
Nicholasa dodatkowo wszystko komplikowała, tym samym zaczynając doprowadzać
nieśmiertelną do szału. Sądziła, że po spotkaniu z Mary, nie może być
gorzej, ale najwyraźniej się myliła – zresztą nie po raz pierwszy w ostatnim
czasie.
Na dłuższą chwilę zacisnęła powieki, jakby
brak kontaktu wzrokowego z mężczyzną mógł w jakiś cudowny sposób
rozwiązać wszelakie problemy. Najważniejszy z nich polegał na tym, że
niczego nie rozumiała – i że pomimo wrażenia, że to szaleństwo, była
gotowa przysiąc, że już wcześniej spotkała Nicholasa. Nie chodziło już nawet o to,
że mogłaby regularnie zapadać się w pustkę, za każdym razem widząc jego
oczy. Sama myśl o tym, że byłaby w stanie śnić na jego temat na długo
przed tym, jak się spotkali, wydawała się czymś nieprawdopodobnym, choć
ignorancja w jej przypadku wydawała się co najmniej głupia. W zasadzie
po tym, czego dowiedziała się na temat istot mroku, powoli zaczynała dochodzić
do wniosku, że nie ma rzeczy niemożliwych.
On wydawał się należeć do tej kategorii, bo
zdecydowanie nie powinien istnieć. Nie rozumiała, jakim cudem w ogóle mógł
znajdować się tuż obok niej, dosłownie na wyciągnięcie ręki – jak najbardziej
żywy, tym bardziej, że przecież zdołał jej dotknąć. Jeśli zaś wziąć pod uwagę
to, co stało się z chwilą, w której sobie na to pozwolił…
– Alyssa! – doszło ją gdzieś jakby z oddali
i ten głos momentalnie sprowadził ją z powrotem na ziemię.
Natychmiast poderwała głowę, ponad ramieniem Nicholasa dostrzegając pośpiesznie
zmierzającego w ich stronę, co najmniej zdenerwowanego Jasona. Jeszcze chwilę
wcześniej pewnie poczułaby ulgę, gdyby się pojawił – najlepiej w tamtym
korytarzu, by powstrzymać ją przed zrobieniem czegoś wyjątkowo głupiego – ale
nie w sytuacji, kiedy wciąż wirowało jej w głowie, a ona nie
miała pojęcia, co właśnie się wydarzyło. I jeszcze ten mężczyzna… – Co się
stało?
Dopiero pytanie wampira uprzytomniło jej, że
prawie siedziała na ziemi, a Nicholas nadal obejmował ją ramieniem.
Odchylała się do tyłu, gotowa w każdej chwili bezwładnie osunąć na ziemię,
jednak silne ramiona nie pozwalały jej upaść. Mężczyzna trzymał ją, a jego
palce wciąż owijały się wokół dłoni Alyssy, w jakiś pokrętny sposób
sprawiając, że jej serce waliło jak oszalałe i to za sprawą samego tylko
dotyku. Przez ułamek sekundy miała wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu,
a jej głowę wypełniało wspomnienie tych cudownych, błękitnych oczu i…
I coś więcej, chociaż teraz jaskrawe,
szybko zmieniające się obrazy, jawiły się niczym sen. Czy śniła na jawie? Jak
inaczej mogłaby wytłumaczyć to, co działo się w jej głowie, do chwili,
w której Nicholas pierwszy raz jej dotknął? Jak mogła wytłumaczyć ten obraz
i… i to wspomnienie, chociaż taka myśl wydawała się całkowicie pozbawiona
sensu? Przecież nie mogłaby rozwodzić się nad czymś, co nigdy się nie
wydarzyło. Z drugiej strony, równie nieprawdopodobne wydawało się nagłe
spotkanie z kimś, kogo błękitne oczy prześladowały ją przez wszystkie te
miesiące, a także teraz, kiedy już nawet nie była człowiekiem.
A potem raz jeszcze spojrzała na
Nicholasa, a szok malujący się na jego twarzy, uświadomił jej, że on też
to zobaczył.
Nie wiedziała, skąd to wie, ale to wydawało
się oczywiste i równie przerażające, co cała ta sytuacja. Trzymał ją
i sprawiał przy tym wrażenie, jakby sam nie był tego świadom, przez kilka
następnych sekund równie bezbronny i zdezorientowany, co i ona. Co
więcej, to wydawało się jak najbardziej w porządku, zupełnie jakby
stanowiło najoczywistszą, najbardziej naturalną rzecz na świecie. Miała
wrażenie, że na krótką chwilę straciła przytomność, a jednak wszystko
wyglądało tak, jakby tylko na moment przymknęła oczy – na chwilę równie
nieznaczącą, co i zwykłe mrugnięcie, chociaż w ciągu zaledwie ułamka
sekundy zmieniło się wszystko.
Och, przecież czuła, że tak jest!
Nicholas wzdrygnął się, nagle prostując
niczym struna i zwracając ku Jasonowi. Alyssa prawie nie zarejestrowała
momentu, w którym wampir pojawił się przy nich, wyraźnie zaniepokojony,
chociaż trudno było jej stwierdzić, czy przyczyną był fakt, że dosłownie
przelewała się swojemu towarzyszowi w rękach, czy z obawy, że
przypadkiem zrobiła coś, co mogłoby nieść ze sobą poważne konsekwencje dla nich
wszystkich. Natychmiast otworzyła usta, chcąc jakkolwiek się wytłumaczyć, ale
w głowie miała pustkę, a zanim zdołała wysilić się na jakąkolwiek
sensowną wypowiedź, Nicholas jako pierwszy wziął się w garść i sam
zdecydował zwrócić się do wampira:
– Ta kretynka prawie wpakowała się pod
samochód! – oznajmił spiętym tonem. Z zaskoczeniem przekonała się, że
brzmiał co najmniej na rozeźlonego, przejmując się o wiele bardziej,
aniżeli to byłoby wskazane. Tak przynajmniej sądziła, biorąc pod uwagę fakt, że
niezależnie od wszystkiego pozostawali sobie obcy… Musieli być. – Ona jest… Ma na imię Alyssa? – zapytał, raptownie
łagodniejąc i wydając się smakować nowe imię na języku.
Jason nie odpowiedział, bez słowa
przemieszczając się na tyle, by móc ją pochwycić – a przynajmniej próbował
tego dokonać, zdecydowanym ruchem wyciągając ręce w jej stronę. Wzdrygnęła
się, kiedy wampir spróbował pomóc jej odzyskać równowagę, tym samym planując
odciągnąć od Nicholasa – i to nie tyle przez ten gest, ale w odpowiedzi
na reakcję trzymającego ją mężczyzny, który praktycznie bezwiednie mocniej
przygarnął ją do siebie, byleby nie musieć jej puszczać. To ją otrzeźwiło,
sprawiając, że poczuła się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył ją czymś
ciężkim w głowę. Znów pociemniało jej przed oczami – tylko na chwilę,
zresztą tym razem zdołała nad sobą zapanować. Natychmiast spojrzała na
Nicholasa, nagle spanikowana, po czym gwałtownie odepchnęła go od siebie,
odskakując jak oparzona, byleby więcej nie dać mu okazji, żeby ponownie ją
dotknął. W głowie jej wirowało, a w pamięci wciąż przewijały te
dziwne, niespójne obrazy – sala balowa… taniec i… ona.
Ona
i Nicholas.
Nie, to nie miało najmniejszego choćby sensu.
Już nic go nie miało, a Ali momentalnie zapragnęła znaleźć się gdzieś
daleko, najlepiej poza zasięgiem rąk istoty, która wydawała się ją
prześladować. Czuła na sobie jego spojrzenie, widziała te niebieskie oczy
i miała wrażenie, że jeśli natychmiast nie ucieknie, nadmiar emocji
rozerwie ją na kawałeczki. Dusiła się, a jak długo tu była, tkwiąc na
deszczu i pozwalając, żeby Nicholas i Jason patrzyli się na nią
w ten dziwny, niespokojny sposób…
Nie, nie mogła tego znieść – a tym
bardziej nie była w stanie udawać, że wszystko jest w porządku.
Nie, kiedy on tutaj był.
Nie…
– Alyssa, dobrze się czujesz? – Jason nagle
stanął tuż przed nią, zasłaniając jej Nicholasa i w uspokajający
sposób kładąc obie dłonie na jej ramionach. Miała wrażenie, że w ten
sposób próbował nie tylko pomóc jej odzyskać równowagę, ale przede wszystkim
zapewnić spokój samemu sobie. Wzdrygnęła się, instynktownie zamierzając się odsunąć,
ale wampir nie pozwolił jej się ruszyć. – Jesteś strasznie blada… Zrobiło
ci się słabo? – zapytał spiętym tonem, nie kryjąc konsternacji.
W tamtej chwili zrozumiała, że musiał widzieć
wystarczająco, żeby zorientować się, że chodziło o coś więcej, aniżeli
tylko chwilę nieuwagi i szok spowodowany niedoszłym zderzeniem. Cóż, gdyby
było inaczej, zdecydowanie nie wypadłaby ze szkoły jak oparzona, a tym
bardziej nie zachowywałaby się w co najmniej szalony, niejasny dla
obserwujących ją mężczyzn sposób.
– Chyba widać – wtrącił ze swojego miejsca
Nicholas. Nerwowym ruchem przeczesał wilgotne włosy palcami – Dopiero co stała,
a potem… Alyssa. Ma na imię
Alyssa… – wyszeptał po chwili, jakby nie mogąc się powstrzymać.
Sposób, w jaki wypowiedział jej imię…
Serce dziewczyny zabiło szybciej, a ona przez moment miała wrażenie, że za
chwilę znowu upadnie, tym razem na dobre zapadając się w ciemność. Ten
mężczyzna doprowadzał ją do szaleństwa, nie tylko niezwykłym błękitem tych
cudownych oczu, ale samą swoją obecnością… dotykiem… zapachem… Nawet głosem! To
wszystko wydawało się takie znajome, tak bardzo właściwe i… Och, zdecydowanie
nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś takiego – i to łącznie z chwilami,
kiedy Carlos kręcił się wokół niej, raz po raz mieszając jej w głowie
i stopniowo doprowadzając do szaleństwa.
Uciec…
Uciec stąd jak najdalej, zanim…
Zanim
co?
To nie miało znaczenia. Wiedziała jedynie, że
musiała stąd uciekać, jeśli nie chciała, by wydarzyło się coś niedobrego. Nogi
jej się trzęsły, a świat wciąż w niepokojący sposób wirował, grożąc
rozpadnięciem się na kawałeczki albo…
Och, nie – nie tak.
To raczej ona miała się rozpaść, jeśli
natychmiast stąd nie odejdzie, choć to wcale nie wydawało się takie oczywiste. W zasadzie
już niczego nie była pewna, a targające nią uczucia sprawiały, że ledwo
była w stanie oddychać, tak roztrzęsiona i zagubiona, że wspomnienia
udręki oraz niepokoju, które towarzyszyły jej na krótko po przemianie, wydawały
się niczym, w porównaniu ze spustoszeniem, które działo się w jej
głowie za sprawą Nicholasa.
Nicholas…
– Muszę stąd iść… – wyszeptała prawie
bezwiednie, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że wypowiedziała te słowa
na głos. Wciąż roztrzęsiona, bezwiednie zrobiła krok naprzód, jak gdyby nigdy
nic zbierając się do odejścia. Omal nie wyszła z siebie, kiedy dłoń Jasona
bezceremonialnie zacisnęła się wokół jej nadgarstka, a wampir szarpnięciem
zmusił, by na powrót zastygła w bezruchu. – Puść – wycedziła przez
zaciśnięte zęby, ale tym razem ani jej ton, ani słowa nie zrobiły na mężczyźnie
najmniejszego nawet wrażenia.
– Chyba żartujesz. Nigdzie nie puszczę cię
w takim stanie – zaoponował natychmiast, bardziej stanowczo chwytając ją
za ramiona. – Ali, spójrz na mnie. Dalej kręci ci się w głowie? – zapytał
i zmusił ją do tego, by zajrzała mu w oczy, jednak i to przyszło
jej to z trudem.
Nieznacznie potrząsnęła głową, nie potrafiąc
znaleźć odpowiednich słów, by wytłumaczyć Jasonowi coś, czego sama nie
rozumiała. Chciała, żeby ją puścił, tym bardziej, że każda kolejna sekunda
wydawała się nieopisaną wręcz udręką, którą coraz trudniej była w stanie
znosić. Wszystko w niej aż rwało się do tego, by rzucić się do ucieczki,
choć jednocześnie pragnęła zostać, a później…
Później
co?
Och, niczego już nie rozumiała, nie
wspominając o możliwości zapanowania nad własnym ciałem! Nigdy nie czuła
się w ten sposób, a to był zaledwie początek, chociaż sama nie miała
pewności, co takiego powinna poprzez to rozumieć. Miała wrażenie, że w jej
wnętrzu toczą walkę dwie całkowicie obce, równie zawzięte natury, z których
jedna pragnęła znaleźć się jak najdalej, a druga zrobić coś, co… Nawet
nie potrafiła tego opisać, niezdolna do uporządkowania i właściwego
zinterpretowania niespójnych myśli, które kotłowały się jej w głowie, ale
to wydawało się najmniej istotne. Już nic nie było logiczne, może pomijając
jedną, jedyną kwestię: to wszystko miało jakiś związek z Nicholasem
i błękitem jego oczu, choć to równie dobrze mogło znaczyć tyle, że po
prostu całkiem już postradała zmysły.
Bez znaczenia. Jakakolwiek była przyczyna
i cokolwiek musiały znaczyć te obrazy, ona musiała…
– Alysso
– odezwał się ponownie Jason i tym razem wyczuła w jego tonie coś, co
sprawiło, że z miejsca zamarła.
Znała tę hipnotyzującą, obezwładniającą wręcz
nutę – i to aż nazbyt dobrze, bo nie tak dawno temu sama ją stosowała.
Wiedziała, czego właśnie próbował i zdecydowanie nie przypadło jej to do
gustu – najdelikatniej rzecz ujmując. Gniew pojawił się równie nagle, co i w
korytarzu uczelni, kiedy walczyła z niespójnymi głosami w głowie,
podsycającymi emocje, o które nigdy wcześniej by się nie podejrzewała.
Jak
on śmie? Jak on…?
A potem na domiar złego wyczuła nieznaczny
ruch, kiedy gdzieś za jej plecami Nicholas przemieścił się, próbując podejść
bliżej jej i Jasona.
– Nie dotykaj mnie! – wydarła się, już nawet
nie próbując zastanawiać się nad tym, co i dlaczego robiła.
Zaskoczyła zarówno nowopoznanego chłopaka,
jak i wciąż przytrzymującego ją Jasona, ale nie dbała o to. Niewiele
myśląc, zdołała oswobodzić się z uścisku trzymających ją ramion i w popłochu
cofnąć o kilka kroków, raz po raz potykając się o własne nogi i czując
tak, jakby znów była marnym, pozbawionym gracji i koordynacji ruchowej
człowiekiem. Oddychała spazmatycznie, mając wrażenie, że wilgotne powietrze
jest zbyt ciężkie i prawie całkiem pozbawione tlenu, a ciśnienie tak
duże, że za moment ją zmiażdży. To uczucie było nie do zniesienia, tak jak
i wrażenie, że niewiele brakuje, by nagle rozpadła się na kawałeczki.
Panika… To mogła być panika, chociaż Alyssie
trudno było to jednoznacznie stwierdzić. W zasadzie mogła mieć do
czynienia z czymkolwiek, a pewnie i tak nie zauważyłaby różnicy.
Nie dbała o to.
Tylko ucieczka… Ucieczka oraz…
Oraz on.
–
Okej… Okej, nie dotykam cię. Już się nie zbliżam – wyszeptał nerwowym tonem
Nicholas, w nieco teatralny sposób wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym
geście. Nie odrywał od niej wzroku, tak skoncentrowany, że zaczynała czuć się
nieswojo pod jego spojrzeniem. – Nie dotykam, ale proszę… – zaczął i nagle
urwał, jakby sam nie miał pojęcia, co takiego chciał albo powinien powiedzieć.
O co
prosisz?, pomyślała w oszołomieniu,
ale nie wypowiedziała tego pytania na głos. Przez chwilę jeszcze na niego
patrzyła, a jakaś część niej pragnęła zrobić wszystko to, czego ten
mężczyzna mógł od niej oczekiwać. Niewiele brakowało, żeby zapomniała o obecności
Jasona, choć to naturalnie okazało się niemożliwe, skoro ten wciąż się w nią
wpatrywał, niemniej zaniepokojony, co i Nicholas. Podejrzewała, że wygląda
jak jakaś desperatka albo uciekinierka ze szpitala dla obłąkanych, blada
i niezdolna do sklecenia sensownego zdania, ale nie dbała o to,
niezdolna do skoncentrowania się na niczym innym, pomijając te niebieskie oczy
i związane z nimi emocje. To zaczynało być szalone, ale i nad
tym nie miała już kontroli, już nawet nie walcząc o odzyskanie panowania.
I jeszcze to wspomnienie – te obrazy,
które nie dawały jej spokoju, mieszając jej w głowie, jakby sam widok
Nicholasa wystarczająco nie wytrącił jej z równowagi. Jego spojrzenie
i zachowanie wydawało się mówić wszystko, a jednak w pewnym
momencie sama już nie była pewna, czy dobrze zinterpretowała jego intencje. On
również zobaczył te wspomnienia, czy tylko to sobie ubzdurała, chcąc poczuć się
przynajmniej trochę lepiej, gdyby jednak wmówiła sobie, że Nicholas również
doświadczył tego samego, co i ona – że to zobaczył i…?
Nicholas.
Nicholas…
W pośpiechu wycofała się, samej sobie
nie potrafiąc wytłumaczyć, jak to możliwe, że nadal pewnie trzymała się na nogach.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, w błękitnych tęczówkach doszukała się
niedowierzania i czegoś, co wyglądało jak rozczarowanie, ale to jedynie
popchnęło ją do podjęcia decyzji. Musiała stąd odejść i jak najszybciej
zejść mu z oczu, póki jeszcze miała po temu okazję i istniał chociaż
cień szansy na to, że zdoła opuścić parking nim po raz kolejny straci
przytomność. Bała się, że ten dziwny stan za moment powróci, a ona znowu
osunie się w ciemność albo spojrzy na świat w inny sposób – że znowu
będzie z nim tańczyła, a on nazwie ją…
Jakie
to było imię? Och, już sama
nie była pewna, kim jest i co powinna ze sobą począć!
– Alyssa, czekaj! – Jason nie zamierzał jej
tak po prostu wypuścić, co zresztą było do przewidzenia. – Musimy wrócić do
samochodu i… – zaczął, ale nie pozwoliła mu dokończyć.
– Nie… – wyrzuciła z siebie na wydechu,
tak cicho, że chyba jedynie cudem był w stanie ją usłyszeć. – Muszę iść.
Ja po prostu… muszę iść i…
Jeszcze kiedy mówiła, odwróciła się na pięcie
i potykając się niemal przy każdym kroku, ruszyła w głąb korytarza, w duchu
błogosławiąc to, że przez wzgląd na obecność Nicholasa, Jason nie mógł jej tak
po prostu dogonić.
A potem już tylko podążała przed siebie,
obojętna na wszystko i wszystkich – gdziekolwiek, byleby z daleka od
tego miejsca…
Gdziekolwiek, byleby z daleka od Nicholasa.
Dzień dobry! Kolejny po części gotowiec, choć i tym razem musiałam zmienić bardzo wiele szczegółów. Dużo się dzieje i choć początkowo miałam w planach zwolnić, sądzę, że tego nie zrobię – bo ta historia z założenia miała być dynamiczna, a ja już raz popełniłam błąd, próbując bezsensownie rozwodzić się nad kwestiami, które nie mają znaczenia. Tak więc pewnie będzie działo się dużo, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek miał do mnie o to pretensje.Dziękuję za wejścia i komentarze, bo to one motywują mnie do tego, żeby pisać dalej. Jesteście cudowni, naprawdę!Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, tak sądzę. Sesja właśnie się zaczyna, ale na razie jakoś sobie radzę; w tym półroczu zresztą jest wyjątkowo luźno, więc jak zwykle znajdę dość czasu, żeby wciąż regularnie pisać. Tak więc do następnego!

Dawno mnie tu nie było, ale będę sobie powoli nadrabiać. Może nadążę ;) Podoba mi się opis tego balu na początku. Jest taki... magiczny. Mam wrażenie, że płynęłam na słowach. Wciąż trudno mi cokolwiek powiedzieć o Nicholasie, ale sposób w jaki jest opisany z perspektywy Alyssy sprawia, że jakoś tak po prostu go lubię. Wydaje się miły i w ogóle xD
OdpowiedzUsuńTa sytuacja pomiędzy Aly, Nicholasem i Jasonem była taka... niezręczna i dziwna. I nie dziwię się, że po tych flashbackach Aly po prostu zwiała. Musi sobie wszystko poukładać w spokoju, a obecność tych hipnotyzujących niebieskich oczu z pewnością jej nie pomaga :P Swoją drogą, ta ich relacja, to co ich łączy jest dość ciekawa, bo we flashbackach są tak jakby razem i to może wpłynąć na nich w świecie rzeczywistym ;)
Pozdrawiam :)