Alyssa
Postać za szybą poruszyła się,
bez pośpiechu podchodząc bliżej samochodu i Alexa, co zaniepokoiło Alyssę
bardziej niż cokolwiek innego. Serce waliło jej jak oszalałe, zupełnie jakby
w jakiś cudowny sposób zamierzało wyrwać się z piersi i uciec
gdzieś daleko, gdzie mogłoby poczuć się choć odrobinę bezpieczniej. Strach
wydawał się ją paraliżować tak, że sama nie miała już pewności, co takiego
działo się wokół niej. Mogła tylko patrzeć przed siebie i raz po raz zastanawiać
się, dlaczego widok tej kobiety sprawiał, że włoski na ramionach i karku
jak na zawołanie stanęły jej dęba. Drżała nie tylko z zimna, choć w przemoczonych
ubraniach i przy panujących na zewnątrz warunkach pogodowych, taka reakcja
wydawała się najzupełniej naturalna – i to nawet w jej nowej,
całkowicie odmiennej postaci.
Alyssa
nerwowo przygryzła dolną wargę, chyba jedynie cudem nie upuszczając sobie przy
tym krwi. Zmrużyła oczy, mimo ulewy i ograniczonej widoczności starając
się przyjrzeć intruzowi na zewnątrz, tym bardziej, że wszystko w niej aż
krzyczało, że coś jest nie tak. Instynktownie wyciągnęła rękę, dotykając
drzwiczek i szykując się do tego, by mimo słów Alexandra wysiąść i kazać
mu wracać do auta. Jeśli miała być szczera, pragnęła zamknąć się w samochodzie,
odpalić silnik i natychmiast uciekać, niezależnie od możliwych konsekwencji.
Chociaż to wydawało się całkowicie pozbawione sensu, całą sobą czuła, że nic
nie jest takim, jakim powinno, a ona musi uciekać – i to teraz, póki
oboje mieli po temu okazję.
A już
zwłaszcza ona.
Po prostu nie
była tu bezpieczna – nie przy tej kobiecie, niezależnie od tego, że nie miała
wątpliwości, iż widzi przybyszkę po raz pierwszy, przez co tym bardziej nie
powinna być w stanie ocenić jej intencji. A jednak czuła paraliżujący
wręcz strach, co najmniej tak silny jak w lesie, kiedy Dorian wiózł ją samochodem
do miejsca, w którym – jak później się okazało – wydawało się czekać na
nią przeznaczenie. Tym razem było podobnie, z tą tylko różnicą, że Alyssa
niemal czuła w powietrzu obecność śmierci. Nie sądziła, że to w ogóle
możliwe, ale jak inaczej mogła opisać ten przenikliwy wręcz chłód i powiew…
czegoś niedobrego. Czegoś, co sprawiało, że świat wydawał się zamierać, a temperatura
wokół nagle spadała o kilka tak znaczących stopni, że pewnie nawet nie
zdziwiłaby się, gdyby padający deszcz nagle zamienił się w wirujące płatki
śniegu albo drobniutkie kawałeczki lodu.
Śnieg… W maju.
To było
jakieś szaleństwo.
Alex, proszę…, pomyślała gorączkowo, ale
naturalnie nie była w stanie doprowadzić do sytuacji, w której
usłyszałby jej myśli. Mogła co najwyżej mówić do siebie, zresztą głos oraz
ciało i tak wydawały się odmówić dziewczynie posłuszeństwa,
uniemożliwiając zrobienie czegokolwiek. Nerwowo zaciskała dłonie w pięści,
tak mocno, że paznokcie wżynały jej się w skórę, ale prawie nie zwracała
na to uwagi. Bez chwili wytchnienia obserwowała tajemniczą kobietę, tym
bardziej, że ta nagle bardziej zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę
samochodu, poruszając się co prawda ludzkim tempem, ale przy tym w tak
pełen gracji, płynny sposób, że nie do wyobrażenia wydawało się to, by była
człowiekiem. Z drugiej strony, Ali miała niemalże całkowitą pewność, że nieznajoma
nie była wampirzycą. Było w jej ciemnych oczach coś takiego, co wydawało
się temu przeczyć, poza tym… po prostu mogła to wyczuć. To przynajmniej
teoretycznie powinno było ją uspokoić, ale jedynie wzmogło niepokój,
sprawiając, że Alyssa miała wrażenie, iż za moment wyjdzie z siebie ze
zdenerwowania.
Alex też
musiał wyczuć, że coś jest nie tak, nawet jeśli wciąż w pełni nie zdawał
sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Poznała to po jego ostrożnych ruchach
i tym, że praktycznie bezwiednie dotykał prawego biodra, gdzie – mogła się
założyć – gdzieś pod połami kurtki, musiał mieć ukrytą broń. Nigdy nie należał
do przewrażliwionych osób, niezwykle profesjonalny i zdecydowany nawet
w najbardziej wymagającej sytuacji, ale tym razem wręcz czuła bijący od
niego niepokój. Skoro sama była tak bardzo zdenerwowana, mogła tylko zgadywać,
co takiego działo się z jej przyjacielem, zwłaszcza, że wcześniej już
zdążyła wytrącić go z równowagi wspomnieniem śmierci Jessiki.
–
Przepraszam? – Spięty ton Alexa sprowadził Alyssę na ziemię, sprawiając, że
przysunęła się jeszcze bliżej wyjścia, gotowa do natychmiastowej reakcji.
Deszcz oraz zamknięte drzwi sprawiły, że głos mężczyzny wydał się bardzo
przytłumiony, ale dzięki wyostrzonym zmysłom Alyssa nie miała najmniejszych
problemów ze zrozumieniem, co takiego mówił. – Potrzebuje pani czegoś? – drążył,
jak zwykle uprzejmy, choć Ali nie sądziła, że również tym razem uda mu się
zachować spokój.
Kobieta nie
odpowiedziała – przynajmniej nie od razu, ale to nie miało znaczenia. Podeszła
bliżej, a kiedy Alyssa wysiliła się na odrobinę skupienia, w końcu
zdołała się przybyszce przyjrzeć. Już wcześniej zorientowała się, że nieznajoma
jest dość urodziwa, choć bez wątpienia brakło jej typowej dla nieśmiertelnych,
porażającej wręcz urody. Niemniej była ładna w jakiś wyjątkowy, trudny do
zinterpretowania sposób. Smukłej, krągłej sylwetki pozazdrościłaby niejedna
kobieta, zresztą tak jak i regularnych rysów twarzy albo długich, ciemnobrązowych
włosów, teraz ociekających wodą i posklejanych przez padający deszcz.
Zarówno
w jej ruchach, jak i uśmiechu, który nagle posłała Alexandrowi, było
coś drapieżnego i na swój sposób… zimnego. Co więcej, gest nie objął zimnych,
stalowoszarych oczu – te wydawały się puste, może pomijając błysk satysfakcji,
jakby sytuacja, w której wszyscy się znajdowali, bardzo kobiecie
odpowiadała. Choć deszczowa pogoda zdecydowanie temu nie sprzyjała, nieznajoma
miała na sobie skąpy, mocno dopasowany do ciała kostium, na swój sposób
prowokujący o wiele bardziej, niż gdyby zdecydowała się wyjść na ulicę
nago. Alyssa nie miała pewności, ale opinająca jej biodra spódniczka oraz
dopasowany, podkreślający sylwetkę gorset, prawie na pewno były ze skóry.
Wysokie, ciężkie buty sprawiały, że każdy kolejny krok wydawał się
nienaturalnie wręcz głośny, choć paradoksalnie nieznajoma poruszała się tak
lekko, jakby frunęła w powietrzu, a prawa grawitacji jej nie
obejmowały.
Alyssa
wypuściła powietrze z płuc. Co takiego było z tą kobietą nie tak? Nie
pojmowała tego, ale na pewno chodziło o coś więcej niż styl ubierania,
sprawiający, że nieznajoma wyglądała tak, jakby przypadkiem zbłądziła,
zmierzając na jakiś zjazd motocyklistów albo coś w tym stylu. W porządku,
były dziewczyny, którym podobny tryb życia odpowiadał, ale to jeszcze nie
znaczyło, że kręciły się po ulicach wielkich miast i samym tylko
spojrzeniem przyprawiały innych o nagły atak paniki. Z drugiej
strony, może to ostatnie wydarzenia sprawiły, że stała się zbyt
przewrażliwiona. Ta kobieta… Być może to zwykły przypadek, a ona była…
jakąś ekscentryczką albo ćpunką na głodzie, która szukała sobie jakiejś okazji?
Gdyby dobrze się nad tym zastanowić, wyglądała na taką i…
–
Słyszałaś, co powiedziałem? – zniecierpliwił się Alex. Wszystko działo się
bardzo szybko, a jednak Alyssa miała wrażenie, że świat się zatrzymał,
a milczenie ciągnie się w nieskończoność. Jej nowy, zdecydowanie zbyt
pojemy umysł, błyskawicznie przetwarzał kolejne bodźce, na dodatek tak
starannie, że zaczynała czuć się tym przytłoczona. – Co…?
– Och,
zamknij się już, ty ludzkie ścierwo – obruszyła się kobieta, a Alyssa
zesztywniała, porażona brzmieniem i sensem jej słów.
Gwałtownie
nabrała powietrza do płuc, tym bardziej, że nieznajoma ściągnęła brwi i obrzuciwszy
Alexa zdegustowanym spojrzeniem, nieoczekiwanie spojrzała prosto w jej
stronę. W jednej chwili oddzielająca je szyba oraz ściana padającego
deszczu przestały mieć znaczenie, a Alyssa poczuła się tak, jakby ta
kobieta stała tuż przed nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki i…
Śmiech
kobiety był cichy, ale na swój sposób przerażający. Choć uśmiech sprawił, że
twarz brunetki pojaśniała, tym samym czyniąc ją jeszcze piękniejszą,
jednocześnie sprawił, że wydała się jeszcze bardziej niepokojąca.
Lodowate piękno…
Tak, to
chyba było to.
– Dobrze
cię znowu widzieć, księżniczko – rzuciła, a w jej słowach było tak
wiele ironii, że Alyssa z jakiegoś niezrozumiałego dla siebie powodu
zapragnęła ją uderzyć.
Już w następnej
sekundzie wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Coś w wyrazie
twarzy i spojrzeniu kobiety się zmieniło, tak szybko, że mogło to być
zaledwie złudzeniem. W jednej chwili stała kilka metrów od samochodu, a w następnej
zmaterializowała się tuż przy drzwiczkach pasażera, tak nagle, że Alyssa nawet
nie zdążyła zareagować. W panice rzuciła się w stronę blokady,
drżącymi palcami wciskając przycisk, choć podświadomie zdawała sobie sprawę
z tego, że to i tak nic nie da. Wyrwał jej się cichy okrzyk, kiedy
nieznajoma bezceremonialnie zacisnęła dłoń w pięść, by już w następnej
sekundzie roztrzaskać szybę na kawałeczki, tym samym potwierdzając wszystkie
jej teorie. Alyssa aż zachłysnęła się powietrzem, oszołomiona słodkim zapachem
krwi oraz gradem szklanych odłamków, które tak nagle wdarły się do auta.
Instynktownie rzuciła się w bok, osłaniając ramionami twarz i w panice
próbując przedostać się na fotel kierowcy, ale silne ramiona owinęły się wokół
jej talii, stanowczo ciągnąc ją w przeciwnym kierunku.
– Alyssa!
Głos Alexa
ją zaskoczył, ale to było niczym w porównaniu z ogłuszającym wręcz
hukiem, który rozległ się już chwilę później. Usłyszała gniewny okrzyk, a chwilę
później uchwyt osłabł, co natychmiast wykorzystała, żeby się oswobodzić. W pośpiechu
przemknęła na fotel kierowcy, by w następnej sekundzie wytoczyć się na
zewnątrz, wprost na wciąż nieustającą, ograniczającą widoczność ulewę. Chwiejąc
się na nogach, w panice rozejrzała się dookoła, mimo oszołomienia próbując
pojąć, co takiego się wydarzyło. Czuła zapach krwi, ale nie była już pewna czy
słodka osoka należała do nieznajomej, czy też do niej, to zresztą przestało mieć
jakiekolwiek znaczenie z chwilą, w której w końcu zauważyła
Alexa.
Stał na
lekko rozstawionych nogach, wyraźnie roztrzęsiony. Woda skapywała z jego
włosów i brody, ale wydawał się tego nie zauważać, w rękach wciąż
mocno ściskając dymiący lekko pistolet. Nie patrzył na nią, spojrzenie
koncentrując na rogu uliczki, gdzie – tuż obok wciśniętego pomiędzy dwa budynki
auta – dopiero co stała ta nieznajoma kobieta. Serce podeszło Alyssy do gardła,
kiedy zaczęło do niej docierać, co takiego się wydarzyło i że najpewniej
słyszała huk wystrzału, ale…
– Uciekaj,
Ali! – Alex wciąż na nią nie patrzył, ale wydawała się doskonale świadom tego,
że właściwie nie odrywała od niego wzroku. – No, biegnij! Musisz sprowadzić
pomoc i… – zaczął, ale nie miał okazji skończyć.
Tajemnicza
kobieta skoczyła na niego tak nagle, i z tak imponująca prędkością,
że nie miał nawet szans, żeby spróbować się bronić. W pędzie Alyssa
zdążyła zauważyć wyłącznie zamazaną sylwetkę, która jedynym szybkim ruchem
wybiła Alexandrowi broń. Charakterystyczny, metalowy kształt potoczył się
gdzieś w ciemność, gdzieś poza zasięg ich wzroku, ale praktycznie nie
zwróciła na to uwagi, bardziej przejęta tym, że nieznajoma popchnęła swojego
przeciwnika na ścianę, bezceremonialnie chwytając go za gardło. Długie, blade
palce przypominały szpony, uścisk zaś okazał się o wiele zbyt silny, by
Alex był w stanie się wyrwać, choć irracjonalnym wydawało się to, żeby ta
drobna istota okazała się zdolna skrzywdzić doświadczonego, postawnego
mężczyznę.
Sensowne
czy nie – wszystko to w jednej chwili przestało mieć znaczenie. Alyssa
gdzieś jakby z oddali usłyszała krzyk i z opóźnieniem
uprzytomniła sobie, że dźwięk wydobył się z jej gardła. To ją otrzeźwiło,
przynajmniej po części, bo wciąż nie była w stanie logicznie myśleć, kiedy
w panice zdecydowała rzucić się przed siebie. Już nie zważała na obecność
Alexa albo to, jak bardzo ryzykowne było jej posunięcie, kiedy z dzikim
wrzaskiem rzuciła się w stronę skoncentrowanej na sukcesywnym duszeniu
swojej ofiary kobiety, bezskutecznie próbując ją odciągnąć. Nie miała pojęcia,
co chciała zrobić i czego powinna spodziewać się po reakcji nieznajomej,
ale nie dbała o to. W tamtej chwili liczył się wyłącznie Alex oraz
to, że ktokolwiek próbował skrzywdzić kogoś jej bliskiego, właściwie bez
powodu, choć jakaś jej część zdawała sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości
wszystko sprowadzało się… do niej samej.
Gniew,
który nagle poczuła, miał w sobie coś obezwładniającego. Nigdy dotąd nie
doświadczyła czegoś podobnego, nawet w kilka pierwszych godzin po
przybyciu do Home, kiedy na oślep biegła przez las, niezdolna do pojęcia tego,
co się z nią działo. Emocje popychały ją do przodu, a Alyssa w oszołomieniu
uprzytomniła sobie, że byłaby zdolna do tego, żeby zabić, gdyby to okazało się
konieczne. Słyszała, że młode wampiry bywają porywcze i bardzo
niebezpieczne, zwłaszcza kiedy są pod wpływem skrajnych emocji, ale do tej pory
nie przejawiała żadnych z cech, właściwych dla świeżo przemienionych
nieśmiertelnych, zresztą to, co nagle poczuła, wydawało się po stokroć
intensywniejsze od bezsensownego amoku, w który mogłaby wpaść.
Potrafisz się bronić, Alysso… Przecież
potrafisz…
Zacisnęła
powieki, oszołomiona znajomym już, aksamitnym szeptem, który nagle rozbrzmiał
w jej głowie – dokładnie tak jak podczas rozmowy z Mary. Serce
dziewczyny zabiło szybciej, zdradzając narastające z każdą kolejną sekundą
podenerwowanie, ale tym razem nie próbowała bronić się przed tym, co działo się
w jej głowie. Działając niemal jak automat, pozwoliła, by kobieta
odepchnęła ja od siebie. Napięła mięśnie, bez większego wysiłku lądując w kucki
kilka metrów dalej. Lekko ugięła nogi w kolanach, by zamortyzować
uderzenie, po czym wyprostowała się, błyszczącymi oczami spoglądając przed
siebie i przygotowując się do odparcia kolejnego ataku. Kątem oka
zauważyła, że Alex osunął się na ziemię, być może tylko oszołomiony albo…
Nie, na
pewno był nieprzytomny – innej możliwości nie brała pod uwagę, zresztą mogła
zająć się tym później.
Nerwowo
zacisnęła dłonie w pięści, prawie natychmiast rozluźniając uścisk. Gniew
sprawił, że cały świat na ułamek sekundy zabarwił się na czerwono, a dotychczas
zamazane przez deszcz kontury wyostrzyły się, dosłownie porażając swoją
intensywnością. Poczuła, że się uśmiecha, całkowicie bezwiednie, jakby nagle to
ktoś inny przejął nad nią kontrolę, chociaż to wydawało się niemożliwe.
Poruszając się niemal jak w transie, raz jeszcze spojrzała na swoją
przeciwniczkę, po czym dla pewności cofnęła się o krok, przywierając
plecami do solidnej ściany najbliższego budynku. Palcami przesunęła po
brudnych, nieco chropowatych cegłach, w milczeniu rozglądając się dookoła
i próbując zrozumieć, czego właściwie szuka. Uliczka była ciasna i praktycznie
całkowicie surowa – jedynie nagie ściany i kilka koszy na śmieci, teraz
niedbale rozrzuconych dookoła. Nic ponadto – ani żywej duszy albo drzewa, czy…
Chwileczkę!
A właściwie do czego potrzebne było jej drzewo…?
Potrząsnęła
głową, próbując odrzucić od siebie niechciane myśli, by jakkolwiek
skoncentrować się na tym, co działo się wokół niej. Wciąż odczuwała gniew, ale
dotychczasowa pewność siebie zniknęła równie nagle, co wcześniej się
pojawiła. To nie miało sensu, a jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że
wszystko miało związek właśnie z tym miejscem i jego stanem, zupełnie
jakby brak dostępu do natury cokolwiek zmieniał. W oszołomieniu
uprzytomniła sobie, że przypominające tatuaż znamię na plecach wydaje się
płonąć, pulsując tak intensywnie, jakby ktoś przycisnął jej rozżarzony metal do
łopatki, a przynajmniej takie miała wrażenie, bo praktyczne porównanie
tych dwóch doświadczeń nigdy nie było jej dane. Zacisnęła usta, ledwo
powstrzymując jęk, choć w rzeczywistości zapragnęła zwinąć się na ziemi
i krzyczeć, nie tylko z bólu, ale przede wszystkim z frustracji
– bo już nic nie miało sensu, a ona utknęła w tej ciasnej uliczce,
roztrzęsiona i równie bezradna, co i dziecko.
Mimo
paraliżującego bólu, natychmiast zorientowała się, kiedy nieznajoma kobieta
spróbowała się do niej zbliżyć. Jęknęła i wyprostowała się, zmuszając się
do spojrzenia wprost w te ciemne, stalowoszare tęczówki. Instynktownie
napięła mięśnie, spoglądając na brunetkę w niemalże wyzywający sposób,
chcąc zmusić ją do tego, by trzymała się na dystans, ale w odpowiedzi
otrzymała jedynie zimny, niepokojący uśmiech.
– No, no…
Nigdy mnie nie lubiłaś, ale nie w ten sposób wyobrażałam sobie spotkanie
po latach – mruknęła kobieta, po czym teatralnie westchnęła. – Daj spokój,
księżniczko. Przecież to tylko marny człowiek, który na dodatek próbował mnie
zastrzelić! – żachnęła się i wymownie wywróciła oczami, jakby perspektywa
oberwania kulą bardziej ją drażniła, niż napawała niepokojem.
– Nie
podchodź bliżej! – warknęła Alyssa, puszczając wcześniejsze słowa mimo uszu. To
i tak nie miało sensu, zaś ona już dawno straciła siłę, żeby mierzyć
się z całym tym szaleństwem. Próbowała brzmieć stanowczo, ale jej głos
zabrzmiał piskliwe i tak beznadziejnie, że aż się skrzywiła. – Mówię
poważnie! Ja…
Kolejny
uśmiech.
– Ty co? –
zapytała z westchnieniem kobieta, po raz kolejny wywracając oczami. Być
może to było tylko wywołane emocjami wrażenie, ale patrząc na nią, Ali nie
mogła oprzeć się wrażeniu, że cała postać nieznajomej zamazuje się przed jej
oczami i pulsuje, zupełnie jakby otaczała ją ciemność. – Starczy tego.
Idziemy! – zadecydowała i stanowczym ruchem spróbowała chwycić Alyssę na
ramię, obojętna na ostrzegawcze warknięcia i to, że dziewczyna
instynktownie spróbowała się odsunąć.
Omal nie
straciła równowagi, kiedy kobieta wzmocniła uścisk i bardziej stanowczo
pociągnęła ją za sobą. Potknęła się o własne nogi i byłaby upadła,
gdyby nie zdecydowane szarpnięcie, które momentalnie ustawiło ją do pionu.
Wampirzyca czy też nie, nieznajoma mogła pochwalić się równie wyjątkową siłą,
której nie powstydziłby się żaden mężczyzna, a to o czymś świadczyło.
Alyssa
jęknęła, mając wrażenie, że silny uścisk bez większego trudu poprzestawia jej
kości. Nerwowo spojrzała w stronę nieprzytomnego Alexa, w duchu
modląc się o to, żeby przynajmniej jemu nic się nie stało, choć wolała nie
wyobrażać sobie, jakie piekło by zrobił, gdyby po tym wszystkim tak po prostu
zniknęła. Przecież nawet ona nie zdawała sobie sprawy z tego, z czym właściwie
miała do czynienia. Co więcej, całe to szaleństwo wydawało się dotyczyć jej
w bezpośredni, dość znaczący sposób, co dodatkowo wszystko komplikowało. W jednej
chwili groźby Carlosa, a także to, co mogłoby spotkać Mary, gdyby zaczęła
być zbyt wścibska, wydały się Alyssy nic nieznaczące i niemal uprzejme w porównaniu
z tym, do czego mogła posunąć sama ciemnowłosa kobieta, gdyby doszła do
wniosku, że należy pozbyć się… ewentualnego problemu.
Oddychała
coraz bardziej spazmatycznie, wystraszona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
To była jej wina, a gdyby coś stało się Alexandrowi… Nie wybaczyłaby sobie
tego, a już na pewno nie zamierzała na to pozwolić. Może i nie była
w stanie dalej walczyć, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło, poza
tym…
Cóż,
w takim wypadku pozostało jej tylko jedno.
– Carlos!!!
– wydarła się, chociaż sama nie była pewna, dlaczego to właśnie o tym
wampirze pomyślała w tamtej chwili. Pal licho to, jak bardzo ją denerwował
i że znów zniknął, tak po prostu zostawiając ją samą. To, że ciągle ją
okłamywał i że to najpewniej była jego wina, również przestało mieć
jakiekolwiek znaczenie. Nie dbała już o nic, świadoma tylko i wyłącznie
tego, że go potrzebowała, choć szanse na to, że mógłby ją usłyszeć, wydawały
się zerowe. – Carlosie Sorenti, na litość boską… – zaczęła, ale nie miała
okazji dokończyć, nagle w bolesny sposób lądując na ścianie.
Aż syknęła
z bólu, nie od razu pojmując to, że trzymająca ją kobieta jak gdyby nigdy
nic cisnęła nią o ścianę. Alyssy aż pociemniało przed oczami, ale nie
straciła przytomności, aż nazbyt świadoma wciąż zaciskających się wokół jej
obolałego nadgarstka palców.
– Jeszcze
jedno słowo, a przysięgam, że…
– Skyler!
Wyczuła, że
kobieta zastygła w bezruchu, wyraźnie zaskoczona, ale to nie miało
znaczenia. Z chwilą, w której usłyszała znajomy głos, przez ułamek
sekundy miała wrażenie, że całkiem już postradała zmysły. Całkowicie
oszołomiona, natychmiast poderwała głowę, bez chwili wahania spoglądając
w głąb uliczki – i dosłownie zamarła, wytrącona z równowagi tym,
co działo się na jej oczach.
Tuż na
początku ślepego zaułka, śmiertelnie niebezpieczny i wyraźnie bliski
wybuchu, stał Carlos.
Akcji ciąg dalszy. Mam nadzieję, że to Was satysfakcjonuje, tym bardziej, że te rozdziały prowadzą do jednego – do wyjaśnień, które z czystym sumieniem mogę wkrótce obiecać. Co prawda nie wiem, czy te cokolwiek rozjaśnią, czy może raczej wydadzą się szokujące, ale… liczy się efekt prawda?Dziękuję, że jesteście i do następnego!

Może to dziwne, ale lubię takie postacie jak Skyler - niebezpieczne i pewne siebie kobiety. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko nie uszkodziła jakoś szczególnie Alexa! Naprawdę myślałam, że Alyssa rozerwie ją na strzępy po tym wszystkim i że nie pozwoli Sky zgniatać jej ramienia na wiór xD Ale rozumiem, Alyssa jest w szoku, a Sky jest silna. Tak naprawdę najbardziej zainteresowała mnie to, że Skyler nazwała Aly "księżniczką". Czy Alyssa była nią w jakimś poprzednim poprzednim wcieleniu czy coś takiego?
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, to zabawne, że Carlos się pojawił. Czy on ją cały czas podsłuchuje czy coś xD Może mają jakoś szczególną więź jako stwórca-stwarzany czy coś. A może po prostu pilnuje swoich pionków.
Lecę dalej :)