Alyssa
Oddychała szybko
i płytko, gotowa przysiąc, że serce za moment wyrwie jej się
z piersi. Z powątpiewaniem spojrzała na nachylonego w jej stronę
Nicholasa, przez krótką chwilę mając wrażenie, że się uśmiechnął, chociaż to
wydawało się bez sensu. Niby co go bawiło? Gdyby nie sytuacja, pomyślałaby, że
jakimś cudem był w stanie usłyszeć jej przyśpieszony puls, to jednak
zdecydowanie nie wchodziło w grę. Nie mogło, skoro miała przed sobą
człowieka, prawda?
Dlaczego wydajesz mi się taki znajomy?,
pomyślała w niemalże rozgorączkowany sposób. Chciała przekonać samą
siebie, że coś pomyliła, wciąż jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że
w grę wchodziło coś, czego nie rozumiała, a co miało olbrzymie
znaczenie. Cokolwiek się działo, było istotne – i to nie tylko dla niej,
ale też dla Nicholasa.
Coś
zdecydowanie było na rzeczy. Jej ciało komunikowało o tym niemalże na
każdym kroku, przecząc zdrowemu rozsądkowi, chociaż za wszelką cenę chciała
odrzucić od siebie możliwość, że mogliby spotkać się po raz drugi. Miała wrażenie,
że go zna – że pamięta – choć przywołanie do siebie konkretnych wspomnień
okazało się niemożliwe. Chciała wyciągnąć rękę, żeby dotknąć jego policzka, a później
wpleść palce w ciemne włosy, by upewnić się, że był tak miękkie, jak jej
się wydawało. Jego zapach ją upajał, a spojrzenie przyprawiało o zawroty
głowy, wzbudzając emocje, których nigdy wcześniej nie zaznała, chociaż wydawały
jej się równie znajome, co i siedzący przed nią mężczyzna. W ułamku
sekundy na pierwszy plan wysunęła się tak silna tęsknota, że ledwo była w stanie
oddychać, choć tlen nie był jej ciału niezbędny w aż takim stopniu, jak do
tej pory. Musiała dla bezpieczeństwa wręcz przytrzymać się krawędzi fotela,
żeby nie ryzykować, iż nagle coś w niej pęknie, a ona w impulsywny
sposób skoczy na niego, chcąc chociaż przez moment znaleźć się w jego
ramionach. Mimo wszystko czuła, że gdyby sobie na to pozwoliła, wtedy wszystko
wróciłoby na swoje miejsce – byłaby bezpieczna, w końcu po tych wszystkich
latach znajdując to, czego brakowało jej przez całe życie.
To jej wspomnienia… Znowu jej wspomnienia,
prawda?, pomyślała w oszołomieniu. Odpowiedź nie nadeszła, ale Alyssa
tak naprawdę nie potrzebowała potwierdzenia. Znowu czuła się zagubiona i rozbita,
wydając się balansować na krawędzi czegoś, co mogłoby okazać się przełomowe,
gdyby tylko zechciała się na to otworzyć. Pragnęła tych uczuć i chwilowego
zapomnienia, które – była tego pewna – pozwoliłoby jej poczuć coś nowego, choć
na moment stając się kimś, kim teoretycznie nie była, ale…
Och, aż
była. Carlos twierdził, że była Arianą… A Ariana wydawała się sugerować,
że doskonale znała śmiertelnika, który z sobie tylko znanych powodów
zdecydował się stanąć na jej drodze.
Jak jesteś taka mądra, to pozwól mi znowu
zobaczyć!, warknęła w duchu, obojętna na to, że takie zachowanie
wydawało się co najmniej idiotyczne. Z pewnym opóźnieniem uprzytomniła
sobie, że to było trochę tak, jakby próbowała zwracać się do samej siebie – w końcu
była córką Lucyfera – ale mimo wszystko…
Wspomnienie
nie nadeszło, jednak nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie.
Wciąż wpatrywała się w Nicholasa, a on nie pozostawał jej dłużny.
Miała wrażenie, że powietrze w samochodzie zgęstniało, tak bardzo, że
oddychanie zaczęło jawić się jako prawdziwe wyzwanie, którego wcale nie chciała
podjąć. Serce tłukło się w piersi Alyssy tak szybko i mocno, że krew
wręcz huczała jej w uszach, ale prawie nie zwracała na to uwagi. Czuła, że
się trzęsienie, a nadmiar sprzecznych emocji dosłownie rozsadza ją od
środka, jednak i to nie wydawało dziać się gdzieś poza nią. Ta dwojakość
odbieranych uczuć ją dezorientowała, przez co powinna być jak sparaliżowana, a jednak
w chwili, w której Nicholas znalazł się jeszcze bliżej…
– N-nie… –
wykrztusiła z siebie tak cichym i zdławionym tonem, że ledwo sama
była w stanie się zrozumieć, jednak po jego spojrzeniu poznała, że dobrze
wiedział, co próbowała mu przekazać.
– Nie? – powtórzył z powątpiewaniem
Nicholas.
Zamrugał
nieco nieprzytomnie, jakby sam nie miał pewności, jak powinien rozumieć jej
protest. W ułamku sekundy samochód, w którym się znajdowała, wydał
się jej zdecydowanie zbyt ciasny, przez co zapragnęła wydostać się na zewnątrz i uciec
gdzieś, gdzie miałaby szansę zebrać myśli. Ten mężczyzna… jego obecność… Stanowił
problem i zarazem swoiste wyzwanie, którego za wszelką cenę pragnęła
uniknąć.
Zawahała się
na dłuższą chwilę, nie potrafiąc w żaden sposób wytłumaczyć zarówno sobie,
jak i jemu tego, co działo się w jej głowie. Była pewna, że miał
dokładnie ten sam problem, ale choć pragnęła o to zapytać, ostatecznie
zdecydowała się na milczenie, zupełnie jakby cisza była jedyną formą
zapewnienia sobie bezpieczeństwa w obecnej sytuacji. Co jest ze mną nie tak?, pomyślała, choć właściwszym pytaniem
wydało jej się to, które mogłoby wyjaśnić, co takiego działo się z nim.
Gdyby chodziło o pragnienie i krew, wtedy byłaby skłonna założyć, że
każdy nieśmiertelny prędzej czy później doświadczał podobnych rozterek, jednak w przypadku
Nicholasa to było coś zdecydowanie bardziej skomplikowanego. Próbowała walczyć z tym
uczuciem, za wszelką cenę usiłując odzyskać kontrolę, ale to było tak, jak próba
zmuszenia swojego ciała, by odmawiało sobie tlenu.
– Mieliśmy…
rozmawiać. Pamiętasz? – odezwała się ponownie, spoglądając na niego niemalże
błagalnie. Nie ułatwiasz mi, Nick!,
przeszło jej przez myśl, chociaż nie sądziła, żeby taka uwaga zrobiła na nim
najmniejsze nawet wrażenie.
– Jakbyś mi
jeszcze przypomniała o czym, byłoby cudownie – stwierdził spiętym tonem,
lekko przekrzywiając głowę. – Dlaczego cały czas mam wrażenie… – zaczął, a potem
gwałtownie urwał, ku narastającej irytacji Alyssy.
– Co
takiego? – ponagliła, chociaż wcale nie była pewna, czy chciała poznać
odpowiedź.
Odniosła
wrażenie, że niebieskie oczy Nicholasa jakimś cudem pociemniały. Nie sądziła,
że w przypadku człowieka coś podobnego było w ogóle możliwe, ale z drugiej
strony… Ta istota wydawała się na tyle niesamowita, że Ali psychicznie
zaczynała przygotowywać się dosłownie na wszystko.
– Dlaczego
wydajesz mi się znajoma? – wypalił, a ona zesztywniała. Równie dobrze sama
mogła go o to zapytać! – Szlag, bredzę od rzeczy, prawda? Nie wiem, co
sobie pomyślałaś, ale zasadniczo nie mam w zwyczaju traktować kobiet w aż
tak bezpośredni sposób. Kilka razy słyszałem, że jest bezduszny, jednak to
jeszcze nie znaczy, że mam w zwyczaju wykorzystywać bezbronne duszyczki na
randce.
– Więc to
jest randka? – zapytała w oszołomieniu.
Była pewna,
że niewiele brakowało, żeby Nicholas wywrócił oczami.
– I to
jest najbardziej szokujące w tym, co powiedziałem? – zapytał, po czym
westchnął przeciągle. – Nie wiem. A chciałabyś? Jestem otwarty na
propozycje – dodał i zaśmiał się nerwowo, chyba całkowicie bezwiednie
przeczesując ciemne włosy palcami.
W tamtej
chwili zapragnęła ukryć twarz w dłoniach, byleby nie musieć spoglądać mu w twarz
– chyba, że w absolutnie dziecinny sposób, jakim byłoby obserwowanie go
przez rozstawione palce. Czuła, że próbował za wszelką cenę zmienić temat,
byleby odwrócić jej uwagę od tego, co dezorientowało go w równym stopniu,
co i samą Alyssę, ale szło mu to – najdelikatniej rzecz ujmując –
niezwykle opornie. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że mogłaby teraz tak po
prostu spojrzeć na niego jak na najzupełniej neutralnego, poznanego przypadkiem
gościa, który nic dla niej nie znaczył, chociaż z drugiej strony…
Gdybyś mi jeszcze powiedział, dlaczego
prawie na pewno śnię o tobie niemal każdej nocy…
Zacisnęła
usta, woląc nie ryzykować, że jednak odbije jej na tyle, żeby pokusić się o podobne
pytanie. To, co mówił Nicolas, już samo w sobie wydawało się niezwykłe,
wręcz w niepokojący trafny sposób pokrywając się z jej własnymi
emocjami, więc dodatkowe komplikacje nie były im potrzebne – przynajmniej na
razie, póki wciąż nie zadecydowała, co tak naprawdę powinna z tym zrobić.
Odchrząknęła,
po czym z wolna wyprostowała się, wbijając wzrok w bliżej
nieokreślony punkt gdzieś za oknem, żeby zyskać na czasie. Być może by pomogło,
gdyby nie świadomość, że Nicholas wciąż wpatrywał się w nią z uwagą,
nawet na moment nie odrywając wzroku od jej twarzy. Musiała niemalże zmusić się
do tego, żeby siedzieć spokojnie, przynajmniej próbując udawać, że wcale nie
jest tak roztrzęsiona, jakby za moment mogła rozpaść się na kawałeczki.
– Mogę
pozwolić zabrać się na kawę – oznajmiła z naciskiem, ostrożnie dobierając
słowa – ale nie jestem pewna, czy cię to satysfakcjonuje.
– Na kawę…
– Wydawał się zaskoczony, a może nawet rozczarowany – nie miała pewności.
– Jesteś pewna?
Omal nie
prychnęła. Dopiero teraz zaczynał się zastanawiać nad tym, czy przypadkiem nie
zachowywał się względem niej w zbyt nachalny sposób?
Odetchnęła
głęboko, żeby nabrać pewności, że głos jej nie zadrży, kiedy w końcu
zdobyła się na to, żeby mu odpowiedzieć:
– Nie
prowokuj mnie, bo się rozmyślę – powiedziała z naciskiem. Zaskoczyła ją zadziorność,
która wkradła się do jej głosu, jednak zdecydowała się nad tym nie zastanawiać.
– Ja… Po prostu jedź.
– Jak sobie
życzysz.
Kiedy bez
słowa wyprostował się, przesadnie wręcz decydując skupić się na drodze i odpaleniu
silnika, poczuła niewysłowioną wręcz ulgę.
~*~
Dyskretnie obserwowała
Nicholasa, nie po raz pierwszy w ciągu ostatniej godziny zastanawiając się
nad najdziwniejszymi aspektami sytuacji. Siedzieli w częściowo zapełnionej
kawiarni, skryci gdzieś w kącie lokalu, na dodatek za jednym z tych
dziwnych, drewnianych przepierzeń, które podobno miały zapewniać poczucie
prywatności, jednak ta kwestia wydawała się dość problematyczna, kiedy
dysponowało się wyostrzonymi zmysłami. W powietrzu unosił się przyjemny
zapach kawy, tworzący dziwną mieszankę ze słodyczą ludzkiej krwi, która
przesycała powietrze. Alyssa mimowolnie zaczęła oddychać przez usta, nie chcąc
ryzykować, że przypadkiem zrobi coś niewłaściwego, tym bardziej, że w ostatnim
czasie z premedytacja unikała przebywania w towarzystwie ludzi. To
zdecydowanie nie sprzyjało budowaniu samokontroli, więc efekty mogły okazać się
naprawdę różne, Ali jednak usiłowała nie zwracać na to uwagi.
Nicholas
milczał, jednak nie było w tym niczego uciążliwego. W jego
towarzystwie czuła się dobrze, co samo w sobie wystarczało, żeby podsycić
jej wątpliwości, zwłaszcza po tym, jak oboje zachowywali się w samochodzie.
Wciąż zadziwiała ją jego oszałamiająca wręcz pewność siebie, ale także
nieodparty urok, którego nie była w stanie tak po prostu zignorować. Nie potrafiła
opisać, skąd brało się to dziwne przyciąganie, które od pierwszej chwili było
między nimi, ale nawet nie zachciała się nad tym zastanawiać. Coś w tym mężczyźnie
sprawiało, że czuła się dobrze, w efekcie czego nawet przesadna otwartość
względem niej wydawała jej się czymś najzupełniej właściwym. Powinna czuć się
zażenowana tym, że ktokolwiek mógłby okazywać jej tak wyraźne zainteresowanie, a jednak
nic podobnego nie miało miejsca, Alyssa zaś z zaskoczeniem przekonała jej,
że zachowanie Nicholasa jak najbardziej jej odpowiada.
Z pewnym
opóźnieniem uświadomiła sobie, że jej towarzysz zamówił tylko jedną kawę –
wielokolorowe latte, które wybrała.
Jej brwi na ułamek sekundy powędrowały ku górze, jednak prawie natychmiast wzięła
się w garść.
– A co
z tobą? – zapytała jakby od niechcenia, krótko kiwając mu głową i przesuwając
do siebie wysoki pokal. Białe i brązowe warstwy robiły wrażenie, zresztą
tak jak i ozdobny czubek z bitej śmietany, jednak nie sądziła, żeby
napój sam w sobie przypadł do gustu komuś takiemu jak ona. – Chcesz, żebym
przytyła… – rzuciła zaczepnie, a Nicholas jak na zawołanie wywrócił
oczami.
– O niczym
innym nie marzę – zadrwił, a na jego ustach jak na zawołanie pojawił się
uśmiech. – Czasami można zgrzeszyć – dodał, w mniej lub bardziej świadomy
sposób ignorując jej pytanie.
Wbiła wzrok
w kawę, przypatrując jej się z przesadną wręcz uwagą. Teoretycznie
wciąż ludzka cząstka jej natury sprawiała, że w pełni tolerowała normalne
produkty; trochę inaczej sprawy miały się w praktyce, chociaż naturalnie w niektórych
przypadkach najważniejsze było zachowanie pozorów.
– Często
udzielasz takich złotych rad? – zażartowała w końcu, a Nicholas
prychnął, zupełnie jakby powiedziała coś wybitnie niezgodnego z prawdą.
– Co to ma
do rzeczy? – zapytał z powątpiewaniem. – A gdybym ci powiedział, że
studiuję medycynę? – wypalił, a ona uniosła brwi, nie kryjąc zaskoczenia. –
Zresztą nie o to chodzi. Może faktycznie miałoby, gdyby to było moje
powołanie – przyznał, a Alyssa spojrzała na niego z zaciekawieniem,
nie mogąc pozbyć się wrażenia, iż za jego słowami kryło się coś więcej.
– Skoro nie
powołanie, dlaczego w ogóle tutaj jesteś? – Spojrzała na niego w sposób,
który – miała nadzieję – nie sugerował zbytniej wścibskości. Była go ciekawa,
wciąż nie mogąc pozbyć wrażenia, iż był jej bliższy niż ktokolwiek inny, kogo
miała okazję do tej pory spotkać na swojej drodze. – To znaczy…
Na jego
ustach pojawił się olśniewający uśmiech.
– Żeby
poznać ładną dziewczynę? – zasugerował, jednak prawie natychmiast zreflektował
się, widząc jak Alyssa wydyma wargi: – Studia… były rodzajem ucieczki –
przyznał niechętnie.
– Ucieczki
przed czym? – zapytała, zanim zdążyłaby ugryźć się w język.
Wyraźnie
wyczuła jego niechęć przed tym, by próbować drążyć temat, jednak nie potrafiła
tak po prostu się wycofać. Nie miała pewności, czy przypadkiem nie próbuje
dowiedzieć się za dużo jak na pierwszy raz, ale z drugiej strony… To on ją
zaprosił, prawda? Poza tym zachowywał się w niemniej zdecydowany sposób,
co samo w sobie mogło wydać się jej niezwykle kontrowersyjne. Skoro chciał
ją poznać, to chyba znaczyło, że miała prawo do tego samego, tym bardziej, że
Nicholas zdecydowanie nie był jej obojętny.
– Przed
rodziną? – Mimo wszystko zabrzmiało to tak, jakby ją pytał. – Wolałem poświęcić
się nauce, byleby tylko nie siedzieć w domu. Wierz mu lub nie, ale nie
wszyscy rodzice kochają swoje dzieci.
Spojrzała
na niego z zaskoczeniem. Mimo wszystko nie sądziła, że tak po prostu
zdecyduje się odpowiedzieć.
– Wiem na
ten temat więcej niż mogłoby ci się wydawać – mruknęła mimochodem, dopiero po
chwili uprzytomniając sobie, że wypowiedziała te słowa na głos.
Dla zajęcia
czymś rąk zacisnęła obie dłonie wokół szklanki z kawą, bawiąc się łyżeczką
i w końcu ulegając pokusie, by przynajmniej spróbować odrobinkę. Smak
okazał się słodki i całkiem przyjemny, jednak płyn nie sprawiał jej już
nawet w połowie tak wielkiej przyjemności, jak to było, kiedy czasami wraz
z Mary wybierały się do pobliskiej kawiarenki, żeby zająć czymś czas albo
uczcić zdane egzaminy. Wiele się zmieniło, a Alyssa czuła, że ludzkie
pożywienie już w najmniejszym nawet stopniu nie dostarczały niezbędnych do
normalnego funkcjonowania składników, jednak przez wzgląd na Nicholasa i konieczność
zachowania pozorów nie mogła pozwolić sobie na zbytnią wybredność. Najwyraźniej
życie nieśmiertelnego wymagało poświęceń – czasem niezwykle błahych i niemalże
śmiesznych, ale jednak.
Czuła, że mężczyzna
nie odzywa od niej wzrok, wydając się intensywnie nad czymś myśleć. Pomiędzy
jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka, co w pewnym sensie
potwierdziło jej przypuszczenia. Nigdy wcześniej nie zwracała uwagi na takie
drobiazgi, a jednak w przypadku Nicholasa każdy szczegół wydawał jej
się istotny. Co więcej, czuła się tak, jakby podświadomie mogła wyczuć, czego
powinna się po nim spodziewać. Interpretowanie kolejnych zachowani przychodziło
Alyssy z zaskakującą wręcz łatwością, zaś to, czy byli w stanie
wzajemnie się porozumieć…
– Doprawy?
– zapytał cicho, ale przynajmniej ten jeden raz w jego głosie nie
wychwyciła znajomego już nacisku. Sztywno skinęła głową, uparcie przymuszając
się do milczenia. – Zaskakujące słowa, jeśli wziąć pod uwagę to do jakiej
rodziny należysz – przyznał, a Alyssa zapragnęła roześmiać się
histerycznie. – Mam na myśli… Dowiadywałem się tego i owego. I, o ile
mi wiadomo, Sorenti mają dobrą opinię, więc…
– Jestem
tutaj od niedawna – odpowiedziała wymijając. Wolała nie zastanawiać się nad
tym, co oznaczały jego słowa. Jesteś
jakimś pierdolonym stalkerem czy jak?, pomyślała, ale z jakiegoś
powodu nie czuła się zaniepokojona. Czy Alex nie robił tego samego, korzystając
z pozycji, którą zajmował…? – To nie jest moja prawdziwa rodzina, skoro
już musisz wiedzieć. Nie tak dawno… W pewnym sensie robiłam to samo, co i ty.
– Uciekłaś?
– upewnił się.
Jego
uśmiech miał w sobie coś oszałamiającego, wręcz drapieżnego. To dowodziło,
że jak nic zdecydowanie zbyt wiele czasu spędzała z wampirami, nawet w ludziach
zaczynając doszukiwać się cech istot nadnaturalnych, ale o tym starała się
nie myśleć.
– Za dużo
wnikania w szczegóły, nie uważasz? – wymamrotała, nie kryją
podenerwowania.
Niby co
miała mu powiedzieć? Rozwodzić się nad zachowaniem Diany, wymyślić jakąś
historyjkę na temat tego, jak trafiła do Sorentich, czy może najlepiej od razu z rozbrajającym
uśmiechem oznajmić, że właśnie wymógł randce na córce samego Lucyfera? Żadne z tych
rozwiązać nie wydawało się szczególnie interesujące, a przynajmniej Ali
nie miała ochoty brnąć w którykolwiek ze scenariuszy, który przyszedł jej
do głowy.
– Nie mamy
pośpiechu – stwierdził ze spokojem Nicholas – ale ja i tak chciałbym cię
poznać. Wiesz już o mnie chociażby to, że uciekłem na studia… Przed ojcem,
tak z gwoli ścisłości.
– To dużo –
przyznała. A twój ojciec też jest szatanem?,
pomyślała z przekąsem. Była w niebezpiecznym nastroju i nawet
nie chciała myśleć o tym, gdzie mogłoby ją to doprowadzić, gdyby zbytnio
się zagalopowała. – Ja studiowałam dziennikarstwo – dodała, próbując uchwycić się
jakiegoś neutralnego tematu.
O dziwo, na
jego ustach jak na zawołanie pojawił się wymowny, cyniczny uśmieszek – bardzo
znajomy, tak swoją drogą.
– Serio?
Nie zauważyłem – oznajmił, a ona prychnęła. Niby jak miała rozumieć jego
słowa? – Jak na kogoś, kto zadawanie pytań powinien mieć we krwi, jesteś
dziwnie milcząca.
– No cóż,
ostatecznie nie skończyłam studiów, prawda? – zauważyła przytomnie, ale do jej
głosu i tak wkradła się gniewna nuta. – Mam wrażenie, że właśnie próbujesz
mnie obrazić, Nick – dodała, a on zachichotał.
– Skądże
znowu! – Po jego tonie trudno było stwierdzić czy się z niej naigrywał,
czy może mówił poważnie. – Poza tym… Nick? – rzucił z wymownym
uśmieszkiem.
Zacisnęła
usta. Nie pojmowała, jak ktoś jednocześnie mógł być wręcz cholernie irytujący, a przy
tym niezwykle pociągający, a jednak jemu się udawało. Na tym zresztą
wydawał się opierać również fenomen Carlosa, chociaż przy swoim stwórcy nie
czuła… tego czegoś.
Niemniej
przy Nicholasie już tak…
– Chciałam
cię zdenerwować – oznajmiła. Jak na razie miała wrażenie, że to działało w zupełnie
odwrotnym kierunku.
– Kiedyś
słyszałem, że wymyślanie sobie przezwisk to dobry krok w stronę stworzenia
stabilnego związku – rzucił jakby od niechcenia, a ona aż zakrztusiła się
powietrzem, czując się trochę tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po
głowie.
Poruszając
się trochę jak w transie, wbiła w niego oszołomione spojrzenie.
Żartował sobie z niej? Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że wszystko
działo się o wiele zbyt szybko, nawet jeśli oboje czuli się przy sobie… No
cóż, nienaturalnie. Był jej dziwnie znajomy, a wszystko w niej
krzyczało, że powinna chcieć go poznać, jednak coś w zachowaniu Nicholasa
sprawiało, że raz po raz udawało mu się wytrącić ją z równowagi. Nie miała
szczególnej wprawy w relacjach damsko-męskich, a jednak ten mężczyzna
wyzwalał w niej uczucia, których nie rozumiała – i wcale nie była
pewna, czy oby na pewno chciała je zrozumieć. W efekcie czuła się trochę
tak, jakby przez cały ten czas siedziała na szpilkach, bojąc się powiedzieć
cokolwiek konkretnego w obawie przed tym, że wszystko pójdzie w najmniej
odpowiednim, absolutnie nieakceptowalnym przez nią kierunku.
Było coś
jeszcze, chociaż przez dłuższą chwilę instynktownie usiłowała odsuwać od siebie
to uczucie, w zamian próbując skoncentrować się na czymś zgoła innym.
Zachowanie Nicholasa, jego słowa i uczucia, które im towarzyszyły… To
wszystko wydawało jej się dziwnie nierealne, a przy tym znajome – coś
równie paradoksalnego, jak i jego odczucia względem niego. Alyssa miała wrażenie,
że w jej wnętrzu toczą zaciętą walkę dwie natury, co samo w sobie nie
powinno mieć miejsca. Czuła się sobą, a jednak nie mogła pozbyć się
wrażenia, iż gdzieś w jej wnętrzu istniała również inna natura; dziewczyna
o wiele silniejsza, piękniejsza i bardziej zdecydowana, aniżeli ona
sama kiedykolwiek mogłaby być. Ta istota coraz bardziej zawzięcie walczyła o to,
żeby wydostać się na zewnątrz i przejąć kontrolę, postępując w sposób,
który Ali wydał się co najmniej irracjonalny. Tak było również z myślami,
które jak na zawołanie pojawiły się gdzieś w zakamarkach jej umysłu,
stopniowo narastając – irytujące, gwałtowne crescendo, którego w żaden
sposób nie mogła zignorować.
Po prostu to zrób… po prostu sobie
przypomnij…
Po prostu go pocałuj…
Nerwowo
zacisnęła dłonie na brzegach krzesła, nagle zaczynając mieć wątpliwości co do
tego, czy wciąż będzie w stanie zapanować nad własnym ciałem. Niby co to
miało znaczyć? Gdyby sytuacja była w istocie taka prosta, a ona mogła
sobie przypomnieć cokolwiek, nie miałaby nic przeciwko – i to pomimo obaw,
które niezmiennie wzbudzały w niej te wizje. Wspomnienia Ariany wciąż
istniały gdzieś w jej pamięci, czy też raczej duszy, pojawiając się w najmniej
odpowiednich momentach, zupełnie jakby przez cały czas coś je blokowało. Co
prawda zaczęły pojawiać się częściej, od chwili przemiany aż do momentu, w którym
Carlos powiedział jej prawdę, a ona stopniowo zaczynała ją akceptować,
niemniej tych kilka urywków tak naprawdę nie stanowiło żadnej praktycznej
wskazówki. Potrzebowała czegoś więcej, jednak jej pamięć wydawała się obojętna
na ten argument, najwyraźniej nie zamierzając tak po prostu pójść jej na rękę.
Potrzebowała… czegoś – jakiegoś katalizatora, który pomógłby jej to wszystko
uporządkować i znaleźć sposób na to, żeby otworzyć się na to, co oferowała
jej Ariana, jednak wciąż nie miała pojęcia, jak tego dokonać. Najwyraźniej
dobre chęci nie wystarczyły, chociaż jej drugie „ja” wydawało się wyjątkowo
otwarte, jeśli chodziło o udzielanie z założenia „dobrych rad”.
– Mój Boże,
wystraszyłem cię, tak? – zauważył w oszołomieniu Nicholas. Jego głos
skutecznie sprowadził ją na ziemię, tym samym uświadamiając, że od dłuższej
chwili siedziała w bezruchu, spoglądając na niego oczami wielkimi jak
spodki. – To był żart! Zacznij oddychać, dziewczyno – doradził, więc posłusznie
nabrała powietrza do płuc, cudem znowu nie zaczynając się krztusić.
–
Interesujące masz poczucie humoru – zarzuciła mu, potrząsając z niedowierzaniem
głową. – Zresztą nie o to chodzi. Zamyśliłam się, aczkolwiek…
Wymownie
uniósł brwi. „Doprawdy?” – wydawało się pytać jego spojrzenie, jednak
zignorowała je, w zamian próbując skoncentrować się na jego twarzy.
– Czujesz
się przy mnie niezręcznie – stwierdził, jednak nie zabrzmiało to jak zarzut. –
Nie przejmuj się. Chyba zaczynam do tego przywykać.
– To przez
wzmiankę o rodzinie – skłamała pospiesznie. – Od dawna nie rozmawiałam z własną
matką – wyjaśniła wymijającym tonem.
– Hm… Ale
nie jest ci z tego powodu przykro – oznajmił z przekonaniem, po raz
kolejny skutecznie ją zaskakując.
Wypuściła
powietrze ze świstem, po czym krótko skinęła głową. W zasadzie nie
tęskniła za Dianą, jeszcze przed przemianą w nieśmiertelną utrzymując z nią
wyłącznie sporadyczny kontakt. Jedyną jej motywacją był Jimie, chociaż nawet
przybrany młodszy brat nie zawsze był w stanie zmusić ją do tego, żeby tak
po prostu wziąć telefon do ręki i zamienić z kobietą kilka słów.
Czasami nie rozumiała, dlaczego ta w ogóle zdecydowała się wziąć ją do
siebie, skoro Alyssa była dla niej jedynie problemem, którego z wyraźną
ulgą pozbyła się, kiedy dziewczyna zdecydowała się wyjechać na studia. Fakt, że
nawet nie próbowała interweniować, kiedy przez długie tygodnie Mary stawała na
głowie, przekonana, iż jej najlepsza przyjaciółka zaginęła, jedynie potwierdzał
to, że Ali dla przybranej matki tak naprawdę nie znaczyła niczego.
No cóż, tak
było zawsze, poza tym teraz miała Eleonorę – pełną ciepła, kochającą
wampirzycę, która skutecznie rekompensowała jej cały ten chłód, którego zaznała
od Diany. Gdyby miała porównywać te dwie, to byłoby tak, jakby próbowała
zestawić ze sobą ogień i lód. Już dawno odczuła się tęsknić, więc nic z tego,
co powiedział Nicholas nie było w stanie jej zranić, nawet jeśli myślenie o przeszłości
w istocie mogło okazać się… dość dziwnym doświadczeniem.
– Nie –
przyznała zgodnie z prawdą, samą siebie zaskakując tym, jak obojętny i niemalże
zimny wydał się w tamtej chwili jej głos.
– Chyba
rozumiem. – Nicholas wsparł brodę na splecionych dłoniach, by móc obserwować ją
w bardziej swobodny sposób. Ciemne włosy opadły mu na czoło, mocno
kontrastując z jasną cerą. – Ja i mój ojciec za sobą nie przepadamy… A może
to po prostu ja nie przepadam za nim – sprostował po chwili zastanowienia,
uśmiechając się w nieco gorzki sposób.
– Nie
mogłeś usiedzieć w domu, więc wolałeś wyjechać pod jakimkolwiek pretekstem
– domyśliła się. – Wszystko lepsze niż dom, który nie jest domem.
Jego
błękitne oczy zabłysły, co uświadomiło jej, że trafiła w sedno.
– Dokładnie
tak – zapewnił i zawahał się na moment. – Nigdy się między nami nie
układało, ale nie o to chodzi. Ostatecznie zrobił coś, czego zdecydowanie
nie zamierzam mu wybaczyć… – rzucił, a Alyssa z zaskoczeniem
wychwyciła w jego tonie gniewną, niemalże agresywną nutę. –
Najzabawniejsze jest to, że on uważa, że wszystko jest w porządku. Ba!
Chyba nawet powinienem być mu wdzięczny – dodał i w tamtej chwili
wyglądał na chętnego, by roześmiać się w całkowicie pozbawiony wesołości
sposób.
Kiedy w tamtej
chwili ich spojrzenia się spotkały, błękit jego tęczówek dosłownie ją poradził,
tym bardziej, że jego wzrok zmienił się diametralnie. Przez ułamek sekundy
miała oszałamiające wręcz wrażenie, że spogląda w dwa okruchy lodu –
zimne, pozbawione wyrazu o przyprawiające o dreszcze. To był rodzaj
kontrolowanego, wyważonego gniewu, który Nicholas musiał pielęgnować w sobie
już od dłuższego czasu, a który nagle stał się czymś aż nadto
rzeczywistym. W tamtej chwili jak na zawołanie poczuła silne pragnienie,
żeby go pocieszyć – może nawet objąć albo – co bardziej szokujące –
uspokajająco przeczesać jego ciemne włosy palcami.
Chciała
tego. Co więcej, nie Ariana albo ktokolwiek inny, ale ona – tu i teraz,
tak mocno, że własna niemoc zaczynała jawić jej się jako coś bolesnego.
Nie musiała
pytać, by wiedzieć, że nie będzie chciał powiedzieć jej o co tak naprawdę
chodziło. Na to było zbyt wcześnie, a przynajmniej do tego próbowała się
przekonać, raz po raz powtarzając sobie, że tak powinno być przynajmniej z logicznego
punktu widzenia. To, że czuła się tak, jakby nie widzieli się po raz pierwszy,
wcale jeszcze nie znaczyło, że powinna go zmuszać do jakichkolwiek zwierzeń i wzajemnie.
Wybrali się na nic niezobowiązującą kawę, poza tym Nicholas zdecydowanie nie
sprawiał wrażenia kogoś, kto aż rwie się do tego, żeby kontynuować opowieść o ojcu.
Przecież dobrze wiedziała, co to znaczyło, kiedy nie chciało się podejmować
tematu, jeśli zaś chodziło o jego zachowanie i jej uczucia…
– Skąd
jesteś? – wypaliła pod wpływem impulsu. Zmiana tematu sprawdzała się zawsze, a sądząc
po spojrzeniu, które jej posłał, taki zabieg był mu jak najbardziej na rękę.
Przeczesał
ciemne włosy palcami, początkowo chyba zaskoczony, ostatecznie jednak wysilił
się na uśmiech. Jego spojrzenie złagodniało, a błękit oczu wrócił do
normy, stając się o wiele bardziej kojący i… No cóż, po prostu znajomy.
– Z Włoch
– odpowiedział ze spokojem, a ona aż uniosła brwi ku górze. – Że niby nie
wyglądam? – zapytał z przekąsem, bez trudu zaczynając udawać uważonego.
– Żartujesz
sobie? Rozpoznałabym kogoś, kto ma choć sporadyczny kontakt ze słońcem –
oznajmiła z przekonaniem. – Zwłaszcza tutaj rzucałbyś się w oczy,
zresztą…
– To, że
opalenizna się mnie nie trzyma… – zaczął i zawahał się na moment. – Mam
zacząć mówić po włosku, żebyś mi uwierzyła, mi
bella? – zaproponował, odsłaniając komplet śnieżnobiałych zębów.
– Nie dam
się nabrać na lekcje włoskiego, francuskiego czy jakiego tam jeszcze „języka
miłości” – zastrzegła, dla podkreślenia swoich słów kreśląc palcami cudzysłów w powietrzu.
Wiedziała,
że po raz kolejny sobie żartował, poza tym zdecydowanie nie wyglądał jej na
jednego z tych marnych podrywaczy, których czasami spotykała na uczelni.
To zresztą i tak było lepsze od ciągnięcia tematu rodziny, a chyba o to
chodziło.
Nicholas wzniósł
oczy ku górze, co uświadomiło jej, że jednak zdołała poprawić mu humor. Tym
razem nie zaprotestowała, kiedy nagle nachylił się w jej stronę, wciąż
uważnie wpatrzony w jej twarz. Jego oczy lśniły, a gdy zauważyła jego
złożone na stoliku dłonie, jak na zawołanie zapragnęła niby to przypadkiem go
dotknąć – tylko na chwilę i z czystej ciekawości, chcąc upewnić się,
co mogłoby wydarzyć się tym razem. Zdawała sobie sprawę z tego, że to nie
było rozsądne, zwłaszcza w miejscu pełnym potencjalnych świadków, ale mimo
wszystko…
Właśnie
wtedy rozdzwoniła się jej komórka. Z wrażenia omal nie spadła krzesła,
równie podenerwowana, co i oszołomiona. Natychmiast rzuciła Nicholasowi
przepraszające spojrzenie i niekontrolowanie drżąc z gniewu,
natychmiast sięgnęła do kieszeni kurtki, żeby wyciągnąć telefon. Nie patrząc
nawet na wyświetlacz, zaakceptowała połączenie i zdecydowanie zbyt
gwałtownym ruchem przycisnąwszy aparat do ucha, gniewnym tonem wycedziła:
– Carlosie Sorenti,
przysięgam, że jeśli to ty, wtedy naprawdę…
Nie miała
okazji dokończyć groźby, bo w niezbyt delikatny sposób jej wypowiedź
przerwał opanowany, kobiecy głos:
– Nie mam
pojęcia, kim jest Carlos i jakoś nieszczególnie mnie to obchodzi. Widzę,
że życie studenckie ci służy – rzuciła z nutką ironii Diana, Alyssa zaś
wyprostowała się niczym struna – ale nie o tym chciałam teraz rozmawiać… A chyba
jesteś mi winna wyjaśnienia, moja droga.
No i w końcu jest. Nie powiem, dodaję rozdział z ulgą, bo trochę na niego czekałam, ale za nic nie mogłam zebrać się do sprawdzenia go. Na pocieszenie dodam, że tym razem wrzucam coś o wiele dłuższego niż zazwyczaj. Trochę Nicholasa, Alyssy i przeszłości – tak dla rozbudzenia ciekawości, a przynajmniej mam taką nadzieję ^^Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze – jak zwykle powtórzę, że jesteście cudowni! Postaram się dodać coś wkrótce, zwłaszcza że wciąż mam zapas. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te poślizgi i odrobinę lenistwa. Tak to jest, jak dać mi się dorwać do „Undertale” >.<Do następnego!

Okej... W poszukiwaniu motywacji do czegokolwiek i wygrzebania się z zaległości, zabrałam się za czytanie. Nie żałuję w ogóle, że się zmusiłam, bo jak zwykle czytało mi się szybko, lekko i z nosem przy monitorze, a o zaspokojeniu mojej ciekawości w minimalnym stopniu (ale zawsze!) nie wspomnę. Z góry przepraszam za komentarz, który może się okazać nieskładną i bezsensowną wypowiedzią osoby, która ostatnim czasem jest rozbita jak paczka dropsów w kieszeni, więc no... wybacz. ^^
OdpowiedzUsuńRelacja Alyssy i Nicholasa, delikatnie rzecz ujmując, jest dziwna. Z jednej strony cholernie ciągnie ich do siebie – pewnie z przyjemnością oboje rzuciliby się na siebie w tej kawiarni, a jednak z drugiej między nimi jest takie nieopisane wręcz napięcie, którego ani jedni ani drugie nie potrafi wyjaśnić. Chociaż może nie napięcie, a bardziej niepokój? Strach? Nawet sama nie wiem jak to nazwać, a przecież wiem więcej o nich niż oni o sobie! :P
Najciekawsze co mi się tu rzuciło w oczy to to, że ta ich niezręczność i nienaturalność w kawiarni wypadła niezwykle naturalnie. Czy to zdanie ma sens? Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że w odpowiedni sposób przekazałam swoją myśl.
A teraz w sumie to pal licho Nicholasa i Alyssę... Diana! Po co ona akurat teraz do niej dzwoni? Na pewno nie będzie tylko chwilową wzmianką, bo Ty tak nie robisz ☺, więc tym bardziej czekam na wyjaśnienie czego ona chce i jaką rolę odegra.
Kończę... to zdecydowanie nie jest czas dla moich szarych komórek na dobieranie w odpowiedni sposób słów...
Pozdrawiam i czekam na więcej! :)