20 marca 2019

Prolog

Light in the Darkness
Księga II: „Upadek”
„Is there a place deep within
A place where you hide your darkest sins?
~Within Temptation – „Deep Within”
Skyler
To był jeden z nielicznych razów, kiedy czuła strach. Towarzyszył jej od samego początku, w zasadzie od chwili, w której otoczyły ją znajome mury. Szybkim krokiem ruszyła w głąb korytarza – na pierwszy rzut oka zdecydowana, opanowana i we właściwy dla siebie sposób dumna, ale to były tylko pozory. W rzeczywistości miała ochotę odwrócić się na pięcie i uciec, najlepiej gdzieś daleko, choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w ten sposób jedynie pogorszyłaby sytuację.
Lucyfer był zły – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Co więcej jakoś nie wątpiła, że byłby w stanie znaleźć ją nawet po drugiej stronie globu, gdyby zaszła taka potrzeba. Gdyby okazała się na tyle naiwna, by spróbować uciec, podpisałaby na siebie wyrok.
Kroki Skyler wydawały się nienaturalnie głośne w panującej ciszy. Kobieta pozwoliła sobie na zaledwie ułamek wahania, gdy przystanęła przed dwuskrzydłowymi drzwiami, nie pierwszy raz zwracając uwagę na ich nietypowe zdobienia. Dobrze znała każde wybrzuszenie, zakręt czy wzór, w który układały się poszczególne linie – dawno zapomniane znaki, anielskie symbole, które może nawet kiedyś rozumiała, ale teraz pozostawały jej obce. Ktoś, kto upadł, nie miał prawa rozumieć boskiego pisma.
Ale rozpoznawała pojedyncze znaki, a już zwłaszcza te reprezentujące cztery żywioły. Je akurat znali wszyscy, o co zadbał sam Lucyfer.
Zacisnęła usta. Zaraz po tym zdecydowanym ruchem popchnęła drzwi, nie dając sobie czasu na dalsze wątpliwości. Wkroczyła do pogrążonej w półmroku sali, już na samym wstępie krzywiąc się w odpowiedzi na zapach świeżej, najpewniej dopiero co przelanej krwi. Wampirze ciało, które jej ofiarowało, natychmiast zareagowało na bliskość posoki, przez co Skyler poczuła się tak, jakby nagle zderzyła się z jakąś niewidzialną przeszkodą. Mięśnie napięły się samoistnie, a kły wysunęły, przy okazji raniąc demonicę w dolną wargę.
Zdążyła zrobić zaledwie jeden dodatkowy krok naprzód, kiedy przenikliwą ciszę przerwał zdławiony okrzyk. Zaraz po tym poczuła na twarzy i dekolcie coś wilgotnego, choć dopiero w chwili, w której na ziemię ciężko osunęło się czyjeś bezwładne ciało, do Skyler dotarło, że to krew – i to na dodatek nie jej własna. Całą posadzka była pokryta czerwienią; przypominającą w mroku atrament plamą, po której przyszło jej stąpać.
Lucyfer spokojnie stał w całym środku tego zamieszania, nienaturalnie opanowany i zwrócony do niej plecami. Kiedy bez pośpiechu odwrócił się w jej stronę, przekonała się, że na jego ubraniu nie było nawet śladu krewi żadnej z jego ofiar. Ta znajdowała się wyłącznie na dłoniach, które jak gdyby nigdy nic wytarł w dotychczas nieskazitelnie białą, wykonaną z jakiegoś drogiego materiału chusteczkę.
W normalnym wypadku jakoś by to skomentowała. Zwróciła uwagę na jego słabość do drogich rzeczy czy maniery, które w ówczesnym świecie uznano by za dziwactwa. Wykorzystała w jakikolwiek sposób, by rozpocząć coś, co koniec końców okazałoby się niczym więcej, jak tylko kolejną grą wstępną. Przecież wiedziała, że zawsze miał do niej słabość. Teraz w szczególności, zwłaszcza że nareszcie miała ciało, które w pełni oddawało jej inność. Och, a swoją drogą, kto nie uległby uroczej blondynce?
Przez strach nieoczekiwanie przebiła się niechęć i to tak silna, że Skyler aż zawirowało w głowie. Ta chwilowa słabość wytrąciła ją z równowagi, zwłaszcza że nigdy wcześniej nic podobnego nie miało miejsca. Do diabła, nawet jeśli odczuwała lęk, nigdy nie pomyślałaby źle o Lucyferze, a jednak…
– Skyler.
Zamarła, porażona obojętnością jego głosu. Pierwszy raz od dawna zwrócił się do niej po imieniu, bez jakże pieszczotliwego „bezduszna”, do którego zdążyła przywyknąć. To nie wróżyło dobrze, niejako utwierdzając ją w podejrzeniu, że spotkanie nie miało należeć do przyjemnych. Mogła się tego spodziewać, ale…
Czy wiedział o tej chwili słabości? O obrzydzeniu, którego nie powinna czuć? O…?
Nawet jeśli, nie dał niczego po sobie poznać. Po prostu tam stał.
– Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy? – zapytał i tym razem jego głos zabrzmiał łagodnie. Skyler nie odpowiedziała, wciąż tkwiąc w kałuży krwi i próbując powstrzymać dreszcze. – Obiecałaś mi coś.
– Mój panie…
– Zamilknij dla swojego dobra.
Natychmiast zamknęła usta. Igranie z nim, zwłaszcza gdy był w takim nastroju, po prostu nie wchodziło w grę.
Z trudem powstrzymała się od cofnięcia, gdy Lucyfer bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zmaterializował się tuż przed nią. Jedną dłonią ujął ją pod brodę, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy – pozbawione jakichkolwiek emocje, a przy tym zadziwiająco jasne. Drugą przycisnął do jej piersi, jakby od niechcenia muskając palcami dekolt, jednak nie odebrała tego jako wstęp do czegoś więcej. Nie próbował się z nią droczyć, a tym bardziej nie sugerował, że mógłby jej pragnąć.
Nie tym razem. Chodziło o coś innego i Skyler doskonale zdawała sobie z tego sprawę. To, że serce omal nie wyskoczyło jej z piersi ze zdenerwowania, mówiło samo za siebie.
– Zawiodłaś mnie, choć sama powiedziałaś, że więcej tego nie zrobisz – podjął cicho Lucyfer, bardziej stanowczo napierając na jej pierś. Wciąż przymuszał ją do tego, by patrzyła mu w oczy, boleśnie wpijając długie palce w policzki demonicy. – Daj mi jeden powód, dla którego akurat ciebie miałbym po tym wszystkim oszczędzić.
Milczała. Nie była w stanie wykrztusić z siebie nawet słowa, w gruncie rzeczy pewna, że w ten sposób jedynie pogorszyłaby sytuację. W tamtej chwili cisza wydawał się wybawieniem, choć Skyler czuła, że niekoniecznie miała zapewnić jej przeżycie.
Była gotowa przysiąc, że minęła cała wieczność zanim Lucyfer się poruszył. Zamarła, niemalże spodziewając się palącego bólu, który towarzyszyłby momentowi, w której ten zdecydowałby się wyrwać jej serce, ale nic podobnego nie miało miejsca.
W zamian wylądowała na posadzce, czując się przy tym jak porzucona lalka, kiedy nieśmiertelny tak po prostu odepchnął ją od siebie. Pod palcami poczuła wciąż zalegającą na posadzce krew, ta zresztą momentalnie zaczęła wsiąkać w materiał jej sukienki.
Lucyfer spojrzał na nią z góry, wciąż obojętny i niepokojąco odległy.
– Na razie zejdź mi z oczu – zażądał nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Uzjel ma szczęście, że mi się przyda, ale ty… Nad tobą muszę się zastanowić.
Nie miała odwagi, by zaprotestować. Natychmiast poderwała się na równe nogi, ślizgając na krwi i z bijącym sercem ruszając z powrotem ku drzwiom. Starając się nie myśleć o tym, że ta istota nagle znalazła się za jej plecami, biegiem wypadła na korytarz, wzdrygając się, gdy wrota z hukiem zamknęły się tuż za jej plecami.
Wystarczyło zaledwie kilka kroków, by nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Opadła na kolana, wciąż roztrzęsiona i coraz bliższa tego, by zacząć krzyczeć z frustracji.
Zawiodła. Może nawet zasłużyła sobie na to, ale… po tych wszystkich wiekach i czasie, który spędziła u jego boku…
Byłaby naiwna, gdyby uznała, że Lucyfer ją kochał. Tyle że to nie zmieniało faktu, że ona sama pozwoliła na to, by uzależnić się od niego w sposób, który nie powinien mieć miejsca. Teraz mogła zostać z niczym i ta perspektywa ją przerażała.
I naprawdę ten mężczyzna jest tego wszystkiego warty?
Aż zachłysnęła się powietrzem, porażona bezpośredniością tej myśli. Głos był łagodny, znajomy i niemalże troskliwy, ale to jedynie bardziej Skyler frustrowało. Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści i to na tyle mocno, że aż przebiła sobie paznokciami skórę.
– Zamknij się – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Nie potrafiła ignorować tego szeptu ani emocji, które tak naprawdę nie należały do niej. Nic podobnego nigdy wcześniej nie miało miejsca, ale tym razem…
Nie mogła się przyznać – ani przed nikim innym, ani tym bardziej samą sobą. Chciała, by wszystko było wytworem jej wyobraźni, zwłaszcza że w ostatnim czasie miała dość powodów do tego, by się zadręczać.
Z tym że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jaka była prawda.
Zamknęła oczy, próbując się uspokoić. Głos w jej głowie nie odezwał się ponownie, ale to nie miało znaczenia. Nie, skoro wiedziała, że był prawdziwy.
Niecierpliwym ruchem ocierając twarz dłonią, Skyler przymusiła się do tego, by stanąć na równe nogi. Próbując przekonać samą siebie, że wszystko jakoś się ułoży, szybkim krokiem ruszyła ku swojej sypialni.
Przez całą drogę wciąż dręczyło ją jedno, jedyne pytanie: czy było warto…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz