Alyssa
Nie potrafiła jednoznacznie
stwierdzić, czy jest zła. Z uporem milczała, raz po raz po raz spoglądając
na Nicholasa i mając ochotę dać mu do wiwatu za to, że po raz kolejny
pojawił się bez zapowiedzi, ale za każdym razem rezygnowała, w zamian preferując
ciszę. Chłopak również nie odezwał się nawet słowem, w pełni rozluźniony,
beztroski i w ten swój irytujący pewny siebie, chociaż tym razem
nawet nie zwróciła na jego zachowanie uwagi. Jakie to właściwie miało
znaczenie, skoro prawdziwy problem leżał czymś w zgoła innym?
Cudownie,
teraz będzie musiała się tłumaczyć – przed Sorentimi, przed Mary, przed Jimiem.
Nicholas oczywiście nie mógł zdawać sobie sprawy z tego, że w czymkolwiek
zawinił, z kolei jej brat mógł być co najwyżej zaintrygowany tym, że znalazła
jakiegokolwiek dobrego… znajomego, ale pozostali to już inna bajka. Już Carlos
sam w sobie był uciążliwy, na każdym kroku dając jej do zrozumienia, że
nie jest zadowolony z kontaktów z jakimkolwiek człowiekiem, a przecież
zawsze mogło być gorzej. I bez dłuższych dyskusji zdawała sobie sprawę z tego,
że powinna być ostrożna, tym bardziej że wciąż pozostawała młodą nieśmiertelną
– kimś, kto w każdej chwili mógł stracić kontrolę, wciąż nieświadomy tego,
jak daleko sięgała jego wytrzymałość. Do tej pory przejawiała zdolności,
których nie rozumiała, a żadna z bliskich jej osób nie potrafiła
jednoznacznie stwierdzić, czym tak naprawdę różniła się od swoich pobratymców.
To komplikowało sprawę, przynajmniej w teorii, chociaż Ali podświadomie wiedziała,
że pełnia problemu leżała w czymś zgoła innym… Albo raczej w kimś.
No cóż, w niej
samej. A także w tym, że w żaden sensowny sposób nie potrafiła
wytłumaczyć tego, jak miały się relacje jej i tego pozornie nic
nieznaczącego człowieka. Czuła, że zabrnęli za daleko, chociaż widzieli się
wcześniej raptem dwa razy. To zdecydowanie nie było normalne, a jednak…
– Twój
facet wyglądał tak, jakby chciał mnie zabić – usłyszała i aż zachłystnęła
się powietrzem, co najmniej wytrącona z równowagi bezpośrednim stwierdzeniem
Nicholasa.
– Mój
facet? – powtórzyła tępo.
Obdarował
ją znajomym, cynicznym uśmieszkiem, który niezmiennie doprowadzał ją do szału.
– Ten, który
tak dziwnie spoglądał na nas ze schodów. Wiesz, kogo mam na myśli – dodał, a ona
zapragnęła roześmiać się histerycznie.
Carlos? On
naprawdę sądził, że ten z Sorentich miał cokolwiek do powiedzenia w kwestii
tego, co robiła, a tym bardziej mógł mieć dla niej jakiekolwiek większe
znaczenie? To brzmiało co najmniej śmiesznie, a Alyssa przez dłuższą
chwilę milczała, ledwo powstrzymując wybuch histerycznego śmiechu, który jak
nic uraziłby jej towarzysza. Jakby tego było mało, gdzieś w pamięci
zamajaczyło jej wspomnienie niedawnego pocałunku i tego, jak względem niej
zachowywał się jej stwórca – w ten irytujący, zaborczy sposób, który
sprawiał, że miała ochotę go zabić.
Nieznacznie
potrząsnęła głową, chcąc odwrócić od siebie niechciane myśli. To nie miało
znaczenia, z kolei Carlos…
– Żaden
„mój facet”, tylko zwykły dupek – oznajmiła z naciskiem, a do jej głosu
jak na zawołanie wkradła się gniewna, wojownicza nuta. – Carlos chyba za bardzo
próbuje wczuć się w rolę dobrego wujka – zadrwiła, z kolei Nicholas
uniósł brwi.
– Carlos? –
powtórzył pozornie obojętnym tonem, ale i tak wyczuła w jego pytaniu
coś znacznie więcej, aniżeli zwykłą ciekawość. – To… chyba ktoś, kto nieźle
zalazł ci za skórę, prawda?
Wzruszyła
ramionami, zdecydowanie nie chcąc rozwodzić się nad kimś, kto tak bardzo ją
irytował. Już i tam była zdenerwowana, przez moment mając ochotę ulec
pragnieniu, by wrócić do domu i nakłonić kilka drewnianych mebli do tego,
żeby nakopały wampirowi do tyłka. W duchu cieszyła się, że Nicholas nie
zadawał niezręcznych pytań, które jakkolwiek sugerowałyby, że zauważył jej
dziwne zachowanie względem Carlosa. Zdolności wciąż objawiały się w najmniej
oczekiwanych momentach, przez co nie była w stanie ich kontrolować, a to
mogło okazać się… niebezpieczne.
Przez
dłuższą chwilę szli w milczeniu, ale to jej nie przeszkadzało. W lesie
czuła się pewnie, niemalże swojsko, coraz częściej odczuwając związek z naturą
– żywiołem z którym była związana. Bliskość drzew i roślin w pełni
rozkwitu miała w sobie coś kojącego, pozwalając odzyskać wewnętrzną
równowagę. Dopiero w tamtej chwili w pełni dotarło do niej to, że Nicholas
zdecydował się iść pieszo, być może nawet nie mając ze sobą samochodu. Wymownie
uniosła brwi, pytająco spoglądając w jego stronę, ale doczekała się
wyłącznie zdawkowego uśmieszku, który nie po raz pierwszy skutecznie wytrącił
ją z równowagi.
– Masz coś
przeciwko spacerom? – zapytał, przesuwając się bliżej i jak gdyby nigdy
nic biorąc ją za rękę.
– Nie
pozwalasz sobie na zbyt wiele? – mruknęła zamiast odpowiedzi, ale to jedynie
doprowadziło do tego, że parsknął śmiechem.
– W ten
sposób? – Wymownie zerknął na ich splecione dłonie. – Nie sądzę. Co innego
gdybym zrobił tak…
Nie
zorientowała się, kiedy i jakim cudem zmusił ją do tego, żeby się
zatrzymała. Uścisk miał zdecydowany i silny, przynajmniej jak na
człowieka, przez co nie od razu zareagowała na to, że przyciągnął ją do siebie.
Jego dłonie wylądowały na jej biodrach, a Alyssa poczuła, że gdzieś w jej
ciele znowu budzi się znajomy już ogień, mający swoje źródło gdzieś u podstawy
kręgosłupa. Serce zabiło jej szybciej ze zdenerwowania i fascynacji, nim
jednak zdążyła odezwać się chociaż słowem, Nicholas jak gdyby nigdy nic
nachylił się, by móc złożyć pocałunek na jej ustach. To była kolejna
nieprzemyślana pieszczota, która z logicznego punktu widzenia nie powinna
mieć miejsca, a jednak…
Zareagowała
instynktownie, bez wahania odwzajemniając pocałunek. Wplotła palce w jego
włosy, po czym przesunęła się bliżej, pragnąć jak najszybciej zniwelować
dzielący ich dystans. Pocałowała go raz jeszcze, by w następnej sekundzie
odchylić głowę w tył. Wyrwał jej się cichy, zdławiony jęk, kiedy wargi Nicholasa
wylądowały na jej gardle, drażniąc wrażliwą skórę w tamtym miejscu.
Chociaż miała do czynienia ze śmiertelnikiem, serce omal nie wyrwało jej się z piersi,
kiedy zdrowy rozsądek i serce zaczęły się ze sobą spierać; instynkt jasno
podpowiadał Alyssy, że to, co robiła, zdecydowanie nie jest bezpieczne, jednak
nawet wtedy nie potrafiła zmusić się do tego, by się odsunąć. Jakby mogła,
skoro tak naprawdę całą sobą pragnęła jego?
Chyba, że to
nie były jej pragnienia. Wszystko wskazywało na to, że Ariana po raz kolejny
próbowała dojść do głosu, jednak nawet to nie zrobiło na Alyssy wrażenia. To ona była córką Lucyfera, a oswojenie
się z tą myślą przychodziło jej z coraz większą łatwością. Chyba powinna
była odczuwać niepokój z tego powodu, ale…
– Dobry
Boże, dziewczyno… – jęknął Nicholas. Odsunął się nieznacznie, po czym ujął twarz
dziewczyny w obie dłonie, zachęcając do tego, żeby spojrzała mu w oczy.
Jego niebieskie tęczówki lśniły łagodnie, nienaturalnie rozszerzone i tak
pełne emocji, że aż zawirowało jej w głowie. – Nie rozumiem cię.
– Serio?
Skrzywiła
się mimowolnie, po czym energicznie pokręciła głową, bezskutecznie próbując
doprowadzić się do porządku. Co miała mu powiedzieć? Prawda była taka, że samej
siebie nie rozumiała, zwłaszcza w chwili, w której on był obok.
Dotykał jej i to było niczym objawienie, tak bardzo znajome, cudowne i zdolne
do wzbudzenia w niej emocji, których do tej pory nie zaznała. Spoglądała
na tego pozornie obcego jej mężczyznę i traciła głowę, w rzeczywistości
czując się tak, jakby znali się całe lata, dekady, a może nawet całe
wieki.
Dlaczego? Co próbujesz mi powiedzieć?,
pomyślała w oszołomieniu, nie po raz pierwszy zwracając się do Ariany –
ukrytej gdzieś tam, w jej wnętrzu, w jej duszy…
Z równym
powodzeniem mogłaby mówić do samej siebie.
– Zaczynam
mieć tego dość. – Zachrypnięty głos Nicholasa skutecznie sprowadził ją na
ziemię. Zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym po raz kolejny skoncentrowała
wzrok na jego bladej twarzy. Jasna cera mocno kontrastowała z ciemnymi
włosami, a regularne rysy twarzy sprawiały, że miała ochotę przesunąć
palcami po jego policzku. – Mieszasz mi w głowie, a potem przede mną
uciekasz. Nie odzywałaś się tyle czasu, a jednak kiedy przychodzę…
– Miałam
gościa – przerwała mu z trudem. Przełknęła z wysiłkiem, próbując
oczyścić gardło. – Wciąż mam.
Nicholas
zmrużył oczy.
– Ale to
nie w tym leży problem, prawda? – zapytał łagodnie, jednak jego słowa i tak
zabrzmiały niczym przytyk. – Powiedz mi szczerze… Masz kogoś, Alysso?
– Nie –
zapewniła, nawet się nie zastanawiając. – Ale…
Uciszył ją
spojrzeniem, nie dając okazji do tego, by przynajmniej spróbowała skończyć
rozmowę, póki jeszcze miała po temu sposobność. Już dawno powinna była postawić
sprawę jasno, być może nawet po pierwszym pocałunku albo w chwili, w której
zorientowała się, że ma przed sobą ni mniej, ni więcej, ale człowieka. Nie
powinna pozwolić na to, by Nicholas zbliżył się do niej w jakikolwiek
sposób, zwłaszcza po tym, jak rozwinęły się sprawy z Mary. Miała odciąć
się od dawnego życia oraz tego, co mogło okazać się problematyczne w tym
nowym, wampirzym, a jednak…
Ale
Nicholasowi nie mogła pozwolić na poznanie prawdy. Musiała go chronić i to
nie tylko przed sobą, ale również Carlosem, bo to ten mógł okazać się
najbardziej problematyczny. Wampir już teraz nie był zadowolony z jej
kontaktów z człowiekiem, a Ali mogła się założyć, że jej stwórca
tylko czekał na sposobność, żeby zrobić Nicholasowi krzywdę. Nie widziała skąd
ta pewność i co tak naprawdę chodziło mu po głowie, ale jakie to właściwie
miało znaczenie? Carlos po prostu był niebezpieczny.
– Nigdy
wcześniej żadna inna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Od chwili, w której
po raz pierwszy cię spotkałem… Cholera, Alyssa, wpadłem! Rozumiesz to? Wpadłem i nie
będę udawać, że jest inaczej, tym bardziej, że ty też coś do mnie czujesz –
zarzucił jej. Otworzyła usta, chcąc mu przerwać, ale i tym razem jej na to
nie pozwolił. – Postawmy sprawy jasno, bo jestem już zmęczony tym, że nie mam
cię przy sobie. Nie obchodzi mnie, że znamy się chwilę, jasne? Dobra, to jest
głupie, ale pal to licho, skoro wiem, czego tak naprawdę chcę. Sama zresztą
widzisz, co takiego dzieje się pomiędzy nami – ty i ja, za każdym razem,
kiedy się spotykamy. Ta chemia pomiędzy nami…
– Nicholas!
– syknęła, w końcu decydują się na to, żeby się odezwać. Zamilkł i rzucił
jej udręczone spojrzenie, wyraźnie sugerujące, że jakakolwiek odmowa z jej
strony nie wchodziła w grę – przynajmniej z jego perspektywy. – Po
prostu… nie.
Zacisnął
usta, raptownie poważniejąc. Jego oczy pociemniały, a przynajmniej takiego
odniosła wrażenie, kiedy raptownie spoważniał, samym tylko spojrzeniem
wyrażając tak wiele skrajnych emocji, że aż zawirowało jej w głowie.
– Dlaczego?
Chociaż nie
sprecyzował tego pytania, nie miała wątpliwości co do tego, która kwestia
wzbudzała jego wątpliwości. Odpychała go, chociaż tego nie chciała – i Nicholas
to wiedział, być może nawet lepiej niż ona sama, choć nie sądziła, że to w ogóle
możliwe. Nie pojmowała porozumienia, które od samego początku istniało pomiędzy
nimi i to pomimo tego, że przez większość czasu tak bardzo ją irytował.
Walczyli ze sobą, a może to ona usiłowała zrobić wszystko, by spróbować
zdusić tę znajomość w zarodku. Przynajmniej teoretycznie powinna była
zrobić właśnie to, mimo wątpliwości, które odczuwała. To byłoby sensowne –
zwłaszcza teraz i biorąc pod uwagę to, kim była – jednak mimo wszystko…
Nie
odpowiedziała, w zamian uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Spróbowała się
odsunąć, ale Nicholas błyskawicznie chwycił ją za ramiona, nie zamierzając na
to pozwolić. Spojrzała na niego z niedowierzaniem, ledwo powstrzymując się
przed gniewnym warknięciem, aż nazbyt świadoma tego, że w ten sposób
mogłaby co najwyżej pogorszyć sytuację. Musiała być ostrożna, a więc
sprawiać pozory normalności, nawet jeśli w jego przypadku wydawało się to
wręcz wybitnie trudne. Jak mogłoby być inaczej przy mężczyźnie, który wzbudzał w niej
całą mieszankę skrajnych emocji i sprawiał, że już niczego nie była w stanie
jednoznacznie przewidzieć?
Nicholas
skrzywił się, nie uzyskawszy jakiekolwiek odpowiedzi – mniej lub bardziej
satysfakcjonujące. Nawet nie zorientowała się, kiedy nachylił się w jej
stronę, znowu próbując ją pocałować. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi
ze zdenerwowania, tym bardziej, że jakaś jej cząstka tego chciała – pragnęło
wszystkiego, co miało z nim jakikolwiek związek. Tym bardziej nie
potrafiła określić, jakim cudem zdołała zapanować nad sobą wystarczająco, by
wyrzucić obie ręce przed siebie i stanowczo go odepchnąć. Już nie myślała
ani o tym, że powinna trzymać zdolności w ryzach, przez co przez cały
ułamek sekundy miała wrażenie, że przesadziła z siłą. Tym większym
zaskoczeniem był dla niej opór, który wyczuła oraz to, że Nicholas co prawda
cofnął się o krok, ale nic ponadto. Wyglądał na zaskoczonego, rozżalonego i złego,
co w jakiś niepojęty sposób odbiło się na jego oczach, te bowiem nagle
wydały jej się nienaturalnie lśniące, ciemniejsze niż do tej pory i pełne
wątpliwości.
– Zacznij w końcu
zwracać uwagę na to, czego chcę! – wyrzuciła z siebie na wydechu, samą
siebie zaskakując władczą nutą, która pobrzmiewała w jej głosie.
Na moment
zamarła, zaskoczona obecnością Ariany – tym, jak wyraźnie ją poczuła i jak
ta wpływała na jej myśli, pragnienia i uczucia. Coś ścisnęło ją w gardle,
kiedy poczuła wręcz niewysłowioną tęsknotę. Chciała zrozumieć, dlaczego jej
dusza – ta odległa, powracająca raz po raz cząstka – była tak bardzo zafascynowana
tym śmiertelnikiem – przypadkowo spotkanym mężczyzną, który nie powinien mieć
dla niej żadnego znaczenia. Dlaczego córka Lucyfera mogłaby jakkolwiek
przejmować się kimś, kto nawet nie należał do jej świata? Nie miała pojęcia, a odpowiedzi
nie nadchodziły, chociaż mogła się tego spodziewać.
Jakkolwiek
by nie było, na pewno nie brała pod uwagę tego, że Nicholas nagle zacznie się
śmiać. Zamarła, wytrącona z równowagi brzmieniem jego głosu, tym bardziej,
że to zdecydowanie nie był przyjemny, zdradzający wesołość dźwięk. Dzięki
wyostrzonym zmysłom bez trudu zorientowała się, że jej rozmówca wręcz drżał od
nadmiaru emocji – czy to złości, czy upokorzenia. Zraniła go i doskonale
zdawała sobie z tego sprawę, tym bardziej, że jego ból jak na zawołanie
stał się jej własnym, dosłownie ją oszałamiając.
Jak można
było cierpieć z powodu kogoś, kogo znało się raptem chwilę? Najpewniej tak
samo, jak możliwe było wejście w jakąkolwiek skomplikowaną relację z kimś
pozornie obcym, choć i to wydawało się niedorzeczne. Już nic nie miało
sensu, jeśli zaś chodziło o Nicholasa… Cóż, zdążyła już całkowicie zwątpić
w to, co chciała i co powinna była względem niego czuć.
– A czego
chcesz, co maleńka? – rzucił rozdrażnionym tonem, energicznie potrząsając
głową. – Uświadom mnie, bo tak się składa, że nie mam pojęcia!
Skrzywiła
się, kiedy podniósł głos, nie tyle zaniepokojona, co na wzór Ariany
zdenerwowana tym, że ktokolwiek śmiał potraktować ją w ten sposób. Na wrota piekielne, Nicholasie, nie prowokuj
mnie!, pomyślała w oszołomieniu, ledwo powstrzymując się przed wypowiedzeniem
cisnących jej się na usta słów na głos. To prowadziło donikąd, a gdyby
straciła nad sobą kontrolę i jednak zrobiła Nickowi krzywdę, wtedy
naprawdę miałaby powody do niepokoju, niemniej w obecnej sytuacji…
Nie mogła
jednak zaprzeczyć, że jego pytanie było słuszne, a ona przynajmniej
pozornie nie potrafiła na nie odpowiedzieć. „Cholera, nie wiem! W tym
właśnie problem, że nie mam pojęcia, czego tak naprawdę chcę!” – zapragnęła
wykrzyczeć, a jednak nie zrobiła tego, niezdolna wykrztusić z siebie
któregokolwiek z tych słów. Co więcej, problem wcale nie leżał w tym,
że była zbyt wzburzona, by być w stanie się odezwać. Tak naprawdę chodziło
tylko i wyłącznie o to, że każde z nich brzmiałoby niczym
wierutne kłamstwo, bo w rzeczywistości wiedziała – a właściwa
odpowiedź ograniczała się do zaledwie dwóch prostych słów.
Chcę ciebie.
Ciebie…
Ariana z jakiegoś
powodu pragnęła Nicholasa i taka była prawda. Tylko i wyłącznie to
miało znaczenie, a Alyssa nagle zwątpiła w to, czy istniało
jakiekolwiek rozróżnienie pomiędzy nią samą a jej przeszłą formą. Były
jednością, a przy Nicholasie czuła to wyraźniej niż przy kimkolwiek innym,
ogarnięta poczuciem tego, że sama również go potrzebowała – i to może
bardziej niż kogokolwiek innego, łącznie z Sorentimi, choć tak wiele im
zawdzięczała. To było przerażające, ale gdyby tylko mogła, bez chwili wahania
porzuciłaby to wszystko dla stojącego przed nią mężczyzny.
Powinna
była coś powiedzieć – cokolwiek, co zabrzmiałoby przynajmniej pozornie
sensownie – ale nic nie przychodziło jej do głowy. Co więcej, wyczuła, że mężczyzna
sztywnieje, nagle niespokojnie zaczynając rozglądać się dookoła. Sama
zareagowała podobnie, pod wpływem impulsu prostując się niczym struna i niespokojnie
wodząc wzrokiem na prawo i lewo, ogarnięta niejasnym poczuciem niepokoju,
które dosłownie pozbawiło ją tchu. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem
doświadczyła czegoś podobnego, tym bardziej, że to nie było zwykłe wrażenie
tego, że ktoś ich obserwuję. Była gotowa przysiąc, że za tym uczuciem kryło się
coś więcej – bardziej złowieszczego, niebezpiecznego i przyprawiającego o niespokojne
dreszcze.
Wyprostowała
się, instynktownie napinając mięśnie i całą sobą chłonąc podszepty
intuicji oraz bodźce, które podsuwały jej wyostrzone zmysły. Drgnęła
niespokojnie, kiedy palce Nicholasa bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zacisnęły
się na jej nadgarstku, ale nie próbowała wyrywać ręki. W milczeniu
spojrzała na swojego towarzysza, ten jednak nie odezwał się nawet słowem,
sprawiając wrażenie równie przejętego, co i ona. To utwierdziło ją w przekonaniu,
że coś w istocie jest nie tak, tym bardziej, że on również potrafił to
wyczuć. Ludzie mieli intuicję, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły istoty
nadnaturalne, chociaż nie zawsze zgadzali się na to, żeby ją przyjąć i należycie
skupić się na tym, co podstawił im umysł.
Zamarła w bezruchu,
w pamięci wciąż mając te chwile, w której słyszała głos w swojej
głowie – niespójne, nęcące szepty, podsuwające jej pomysły i myśli, które
zdecydowanie nie powinny wchodzić w grę. To ją zaniepokoiło, chociaż nie tak
jak cisza, która zawisła pomiędzy nią a Nicholasem, a także wypełniła
ją całą. Głosy nie wróciły od chwili, w której pod wpływem impulsu
spróbowała się od nich odciąć, ale pomimo tego Alyssa czuła, że coś
niewłaściwego czai się pomiędzy drzewami – i że najpewniej śledzi każdy
jej ruch, a w efekcie również Nicholasa.
Właśnie
dlatego musiała trzymać go na dystans – i to niezależnie od możliwych
konsekwencji. W tamtej chwili w pełni to do niej dotarło, a jakiekolwiek
wątpliwości zniknęły, pozostawiając przede wszystkim narastającą determinację.
Otworzyła usta, chcąc stanowczo oznajmić Nicholasowi, że ma trzymać się od niej
z daleka, nawet gdyby jej serce miało rozpaść się z tego powodu na
kawałeczki. To bolało, ale gorsza byłaby świadomość tego, że z jej powodu
stała mu się jakakolwiek krzywda, poza tym…
Tym
większym zaskoczeniem było dla niej to, że mężczyzna sam się wycofał. Jasne
oczy Nicka z uwagą zlustrowały jej twarz, a w ułamek sekundy
później chwycił ją za ramię i jak gdyby nigdy nic popchnął w stronę z której
przyszli.
– Wracaj do
domu, Alysso – nakazał nieznoszącym sprzeciwu tonem, a ona zesztywniała,
kiedy wychwyciła królującą w tonie jego głosu obojętność. Zraniła go, a przynajmniej
wszystko na to wskazywało, tak jednak było lepiej…
Musiało
być.
Nie
odezwała się nawet słowem, kiedy zaraz po tym odwrócił się i jak gdyby
nigdy nic ruszył w swoją stronę. Odprowadziła go wzrokiem, dziwnie
oszołomiona i zesztywniała, spoglądając w stronę miejsca w którym
zniknął jeszcze kilka minut po tym, jak została sama.
Chłód,
który przejął jej wnętrze, był nie do opisania.
Dobry wieczór wszystkim! Właśnie weszłam w okres zaliczeń i ogólne zamieszanie, związane ze zbliżającym się końcem semestru, ale wciąż nie jest aż tak źle, jak mogłoby być. Tak czy inaczej, czas na dodanie rozdziału wciąż mam, więc proszę bardzo – kolejny wpis z szybko topniejących zapasów. Jeszcze trochę i znów będę pisać na czysto, ale to dobrze, bo w sumie się nad tym stęskniłam ;) Swoją drogą, zakładam, że w tym roku uda mi się skończyć tę księgę, a to już coś!Jak zwykle dziękuję za obecność. I do napisania!

Czy jeśli przez bliżej nieokreślony czas siedziałam i gapiłam się na tytuł rozdziału, jednocześnie próbując sobie przypomnieć o jaką LIV chodzi, to jest ze mną bardzo źle? O_o
OdpowiedzUsuńOki.. jestem znów (bez komputera -_-) i postaram się zostawić coś po sobie, co będzie zawierało SENS. ^^
OdpowiedzUsuńMusiałam zajrzeć do zakładki o bohaterach, żeby czegoś nie palnąć i to był błąd, bo zapomniałam co chciałam napisać... O_o więc tak... przypomniało mi się zdjęcie pt. Alyssa dogadała się z ojcem i śmiechłam. xD Carlos z widelcem (uroczy <3) - znów śmiechłam. ^^ Ale co to za pan w roli Jasona? Niby znajomy, ale jakoś nie wiem gdzie go przykleić. :/
A co do rozdziału - niezmiennie fascynuje mnie połączenie Alyssy i Ariany; to jak uczucia i pragnienia jednej i drugiej przeplatają się ze sobą. Chociaż sama Ali nie jest pewna czy to tylko pragnienia Ariany, czy jednak jej własne, zwłaszcza jeśli pojawia się Nicholas. Wtedy Alyssa zmienia się diametralnie - tylko w takich momentch to bardziej Ariana? Czy Alyssa?
No jestem ciekawa kto czai się w lesie... może Skyler? A może po prostu Carlos, chcący Nickowi wyrwać serce? :3
Szczerze powiem, że sądziłam, a może bardziej liczyłam na to, że Nicholas pokaże kły. Już to widzę - szok i niedowierzanie, a później ochrzan od Ali. ^^
O! A teraz wpadła mi taka myśl do głowy... Sorenti są starym rodem, więc teoretycznie powinni wznać krwiopijczy światek... nikt nie widział wcześniej Nicka? Zwłaszcza Carlos? Ehhh... tyle pytań...
Wiem... miało być sensownie, wyszło jak zawsze. ^^