Alyssa
– Alysso Del Vaccio, czy ty
mnie słuchasz?
Mary
wydawała się co najmniej rozdrażniona. Zaciskała usta, napinała mięśnie i wręcz
przeszywała spojrzeniem zielonych, kocich oczu. Co jak co, ale nigdy nie
przyjmowała do wiadomości tego, że ktokolwiek mógłby ją ignorować, zwłaszcza
w momencie, kiedy mówiła coś bardzo ważnego, co zresztą zdarzało jej się
nader często.
–
Oczywiście, że cię słucham – zapewniła przymilnie Alyssa, prostując się i starając
się przybrać poważny, skupiony wyraz twarzy. Spojrzenie wbiła we własne
lustrzane odbicie, po czym po raz wtóry przeciągnęła szczotką po długich,
ciemnych włosach. – Tak, masz rację. To, jak Vanessa zachowała się względem
ciebie, jest niedopuszczalne.
–
Wiedziałam. – Mary westchnęła ciężko. – Ali, temat Vanessy porzuciłyśmy dobry
kwadrans temu.
Alyssa
zaklęła w duchu, ledwo powstrzymując się od jęknięcia. Odłożyła szczotkę,
po czym odwróciła się do toaletki plecami, tak, żeby widzieć Mary. Z zaskoczeniem
odkryła, że jej przyjaciółka nie wygląda na rozeźloną, ale bardziej na
zmartwioną, co w przypadku tej energicznej istoty było dość nietypowe.
–
Przepraszam cię, Mary – zreflektowała się. – Jakoś nie mogę się skoncentrować –
przyznała, po czym – dla podkreślenia swoich słów – ziewnęła szeroko.
– Właśnie
widzę. – Dziewczyna podeszła do toaletki, nie odrywając wzroku od twarzy
przyjaciółki. – Daj mi to. Pomogę ci się uczesać, skoro już wybierasz się na tę
randkę. Jakby mnie taki seksowny facet zaproponował spotkanie, pewnie też
byłabym kłębkiem nerwów – stwierdziła, uśmiechając się promiennie.
Takie
szybkie zapominanie jak najbardziej było w stylu Mary. Ta dziewczyna
zawsze dużo mówiła, obojętna na to, czy ktokolwiek słuchał. Alyssa
uwielbiała dźwięczny głos swojej najlepszej przyjaciółki, zwłaszcza że sama nigdy
nie była specjalnie gadatliwa. Chyba właśnie dlatego tak dobrze zawsze się
rozumiały – Mary mówiła, a Ali słuchała. Oczywiście w miarę
możliwości, bo przy trajkotaniu dziewczyny bardzo łatwo można było sobie
pozwolić na to, żeby się wyłączyć.
Alyssa
przeciągnęła się leniwie, po czym ponownie odwróciła w stronę lustra.
Natychmiast poczuła na karku muśnięcie ciepłych dłoni przyjaciółki, kiedy ta
zebrała włosy razem i sięgnęła po szczotkę. Przymknęła oczy, całą sobą
chłonąc przyjemność płynącą z miarowego rozczesywania włosów. Sama nigdy
nie potrafiła się porządnie uczesać, wolała zresztą, kiedy ktoś inny zajmował
się jej fryzurą.
Usłyszała
ciche westchnienie Mary. Dziewczyna wpatrywała się w ich wspólne odbicie,
nerwowo przygryzając dolną wargę.
– Dlaczego
życie musi być takie niesprawiedliwe, hm? – zagaiła, raz jeszcze wzdychając
ciężko. – Jakby mało było, że sama z siebie wyglądasz zajebiście, to
jeszcze zupełnym przypadkiem wpadasz na kogoś, kto samym spojrzeniem powala
kobiety na kolana.
– Po prostu
powiedz, że mam zapytać go, czy nie ma jakiegoś seksownego kolegi – zaśmiała
się Alyssa, szczerząc się w uśmiechu. – Jeśli ten Dorian okaże się
dupkiem, bardzo chętnie ci go odstąpię.
– Piękne
dzięki – żachnęła się Mary. – Nie, po prostu załatw mi numer jego kumpla.
Powiedziałaś, że jak on się nazywa?
Alyssa
lekko przekrzywiła głowę.
– Felix –
przypomniała sobie. Oba imiona wydawały się trochę dziwne, ale to jej nie
przeszkadzało.
Mary
pokiwała głową, skoncentrowana na włosach Ali. Niejednokrotnie komentowała
niezwykły wygląd przyjaciółki, otwarcie zazdroszcząc dziewczynie nie tylko figury, ale…
wyjątkowości. Alyssa nie tylko była ładna, ale wręcz piękna. Miała długie, ciemne
włosy, które mocno kontrastowały z gładką, mleczną skórą. Mary również była
brunetką, co podkreślała gotyckim stylem i ostrym makijażem, ale nawet
godzinami przesiadując w łazience, nigdy nie osiągała takiego efektu, co
jej przyjaciółka – i to pozostając w pełni naturalną. Ktoś o tak
regularnych rysach twarzy, mocno zarysowanych kościach policzkowych oraz
gęstych rzęsach, którymi można byłoby spokojnie obdarzyć przynajmniej jeszcze
jedną dziewczynę, nie musiał się wysilać, żeby w każdej sytuacji wyglądać
dobrze. Tym dziwniejsze zdawało się to, że Alyssa wciąż pozostawała samotna,
nawet jeśli od najmłodszych lat płeć przeciwna zachwycała się jej wyglądem,
gotowa ustawić się w kolejce, gdyby tylko dziewczyna sobie tego zażyczyła.
Z tym, że
kwestia płci przeciwnej wydawała się dość problematyczna; życie uczuciowe
praktycznie nie istniało, chociaż kilka razy umówiła się z kolegami
z akademika na spotkania, które można było określić mianem randek.
Znajomość najczęściej urywała się po pierwszej kolacji czy wyprawie do kina,
nawet jeśli delikwent wyrażał chęć na to, żeby zobaczyć się ponownie. Mary
zawsze kręciła głową, twierdząc, że jej przyjaciółka ma zbyt wysokie wymagania
i może w istocie tak było, ale Alyssa nie czuła się dobrze w towarzystwie
mężczyzn. Szkolni koledzy wydawali się nudni i niedojrzali, a nawet
jeśli trafił się jakiś miły, zrównoważony student… Cóż, to nadal nie było to.
Wolała być sama, podświadomie unikając randek i czegokolwiek, co
wymagałoby zaangażowania się uczuciowo. Przelotne romanse ją nie interesowały,
nie wspominając o szukaniu partnera tylko po to, żeby w końcu stracić
dziewictwo. Część dziewczyn, które znała ze studiów – zwłaszcza tutaj,
w akademiku – za punkt honoru stawiały sobie współżycie jeszcze przed
dwudziestym pierwszym rokiem życia, ale Alyssy to nie dotyczyło. Kilka razy nawet
zastanawiała się, czy przypadkiem coś nie jest źle z jej psychiką, ale
nigdy nie czuła pociągu do kobiet, dlatego miała pewność, że jeśli miałaby się z kimś związać, bez wątpienia będzie to mężczyzna.
Były
jeszcze te sny albo raczej sen. Dziwny, cyklicznie powtarzający się sen,
w którym spadała w pustkę. W którymś momencie zawsze dołączał do
niej mężczyzna, nigdy jednak nie była w stanie zapamiętać jego twarzy, po
przebudzeniu z kolei pamiętała wyłącznie jego piękne, błękitne oczy. To
spojrzenie dręczyło ją nie tylko nocami, ale również na jawie, nawet teraz,
kiedy wpatrywała się we własne lustrzane odbicie, w milczeniu kontrolując
zabiegi rozczesującej jej włosy Mary.
No dobrze,
kwestię swojej orientacji już od dawna miała wyjaśnioną. Prawda była taka, że
naiwnie szukała ideału, czekając na księcia na białym koniu, bo do tego w zasadzie
sprowadzały się przeciąganie poszukiwania i odrzucanie kolejnych
zalotników. W którymś momencie naprawdę zostanie sama, a to też nie
było szczytem marzeń dla kogoś, kto nade wszystko pragnął założyć prawdziwą
rodzinę.
– Mam ci je
upiąć czy zostawić rozpuszczone? – zapytała Mary, raz po raz unosząc i opuszczając
ciemne włosy Alyssy.
– Obojętnie
– zapewniła, wzruszając ramionami. – Jeśli o to chodzi, w pełni zdaję
się na ciebie.
Mary
w lustrze zacisnęła usta.
– Znowu
miałaś ten sen, prawda? – To było pytanie, ale dziewczyna tak naprawdę nie
oczekiwała odpowiedzi. W końcu znała Ali jak nikogo innego na świecie. –
Jezu, jeśli będziesz w każdym facecie dopatrywać się podobieństwa do…
– Mary, ja
doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to po prostu sen – przerwała jej
zniecierpliwionym tonem. – Nie jestem aż do tego stopnia szalona. Poza tym… No
cóż, Dorian naprawdę mi się spodobał – powiedziała i na swój sposób była
to prawda.
Sama nie
była pewna, co takiego ją podkusiło, żeby umówić się z chłopakiem, którego
znała raptem kwadrans, ale z jakiegoś powodu nie mogła postąpić inaczej.
Wszystko zaczęło się od niewinnego spotkania w niewielkiej kampusowej
kawiarni, którą często odwiedzała po zajęciach, żeby odreagować. Alyssa
uwielbiała dziennikarstwo, a studia były dla niej prawdziwym wybawieniem
i to nie tylko dlatego, że mieszkając w akademiku nareszcie czuła się
tak, jakby znalazła dom. Uwielbiała drążyć, zadawać pytania, a tym
bardziej opisywać prawdę; wręcz łaknęła kontaktu z ludźmi, a przynajmniej
tak jej się wydawało, bo podobnie jak w przypadku chłopców, miała niejasne
wrażenie, że nie pasuje do otaczającej ją rzeczywistości. Bywały momenty,
kiedy nie marzyła o niczym innym, jak o chwili wytchnienia i spokoju,
a szybka kawa była jedynym komfortem na który mogła sobie pozwolić. Przez
kawę zresztą spotkała Doriana – i to dosłownie, bo wylała mu ją na
koszulę, kiedy w pośpiechu przepychała się między stolikami, zmierzając do
wyjścia.
Sam moment
spotkania był dla niej prawdziwym szokiem. Chyba nigdy nie widziała kogoś tak
pięknego, tak… doskonałego. Dorian nie był po prostu przystojny; on był
niesamowity, chociaż Alyssa nigdy nie należała do osób, które zachwycały się
czyimkolwiek wyglądem. Dla mężczyzn z taką urodą kobiety są gotowe
zabijać, jednak to nie oszałamiające piękno sprawiło, że – jąkając się i przepraszając
– Ali ostatecznie zgodziła się na spotkanie z nieznajomym chłopakiem.
Istotniejszy był fakt, że Dorian samym tylko spojrzeniem wyzwolił w niej
uczucia, których nigdy dotąd nie zaznała, a których nie potrafiła
zidentyfikować. Nie, to nie było zauroczenie, zachwyt czy pożądanie, ale coś
zdecydowanie subtelniejszego. Kiedy później się nad tym zastanawiała, doszła do
wniosku, że to ciekawość – i coś, co przypominało uczucie przynależności.
Chłopak emanował czymś zarazem niepokojącym i przyciągającym;
jakaś tajemnica, którą powinna znać i którą za wszelką cenę pragnęła
odkryć.
Alyssa nie
była pewna, ale to chyba było to, czego od samego początku brakowało jej
w normalnych mężczyznach, których spotykała na co dzień. Być może to oznaka
naiwności, ale była skłonna pokusić się o stwierdzenie, że nadchodzący
wieczór będzie stanowił prawdziwy przełom w jej dotychczasowym życiu.
– No dobra,
śliczna – stwierdziła z zadowoleniem Mary, odsuwając się o krok, żeby
lepiej przyjrzeć się swojemu dziełu. Alyssa przekrzywiła głowę, żeby lepiej
widzieć luźnego koka na który zdecydowała się przyjaciółka, a który
idealnie pasował do czarnej, koronkowej sukienki, którą sama wybrała na ten
wieczór. Kilka luźnych kosmyków opadało na twarz albo muskało kark. – Jej,
mówiłam już, że uwielbiam to twoje znamię? – dodała dziewczyna, nie odrywając
wzroku od odsłoniętych pleców przyjaciółki; wpatrywała się w niewielki
znak półksiężyca, znaczący prawą łopatkę Alyssy i wyglądający trochę jak
tatuaż.
– Kilka
razy – zapewniła ją Ali. Wywróciła oczami, mimochodem myśląc o tym, że
półksiężyc od jakiegoś czasu wydawał się jeszcze ciemniejszy niż wcześnie. – Dorianowi
też się podoba.
– Widział
je? – Brwi Mary powędrowały ku górze, jakby nie potrafiła sobie wyobrazić, że
obcy mężczyzna mógłby aż tak dokładnie oglądać ciało współmieszkanki.
– Mhm… –
Wzrok Alyssy machinalnie powędrował w stronę wiszącego na ścianie zegara.
Natychmiast zerwała się, chwytając torebkę i balansując na czarnych,
kilkucentymetrowych szpilkach. – Spóźnię się. Porozmawiamy jak wrócę –
obiecała, przelotnie całując Mary w policzek i pędząc w stronę
drzwi.
Z jakiegoś
powodu miała wrażenie, że to kłamstwo.
~*~
Czarny mercedes wyglądał na
drogi i luksusowy. Alyssa w milczeniu wpatrywała się w przyciemniane
szyby, mając wrażenie, że wszyscy studenci stoją w oknach swoich pokoi,
obserwując ją i samochód. No dobrze, może przede wszystkim samochód, bo
nawet ona – prawdziwa ignorantka, jeśli chodzi o kwestie motoryzacji –
była pod wrażeniem zaparkowanego przed akademikiem pojazdu.
Drzwi od
strony kierowcy otworzyły się, a Ali oczom ukazała się przystojna twarz Doriana.
Chłopak posłał jej olśniewający uśmiech, bez chwili wahania wyślizgując się
z auta i samym tylko spojrzeniem przyprawiając Alyssę o zawrót
głowy. Zdążyła już zapomnieć jaki był olśniewający z tą swoją bladą skórą,
ciemnymi włosami i zawadiackim uśmiechem. Miał intrygujące rysy twarzy
i mówił ze zdradzającym włoskie pochodzenie akcentem, chociaż miała
wrażenie, że to nie jest jego ojczysty język. Zwłaszcza w ciemnościach
rozjaśnionych przez kilka stojących w pobliżu lamp oraz reflektory
samochodu, jego blada karnacja zdawała się wyróżniać, sprawiając, że wyglądał
trochę tak, jakby był chory. Na sobie miał zwykłe jeansy i białą, rozpiętą
pod szyją koszulę, ale nawet w tak zwyczajnym zestawie wyglądał
olśniewająco. Alyssa wodziła wzrokiem po jego umięśnionych ramionach, ostatecznie
ponownie koncentrując się na twarzy i zastanawiając się nad dziwnym
kolorem jego czekoladowych oczu. To był brąz, ale jakiś dziwny i dziewczynie
przeszła przez głowę nieco nietypowa myśl o tym, że chłopak nosi soczewki.
– Bardzo
cieszę się, że nie zmieniłaś zdania. Wyglądasz olśniewająco, Alysso –
powiedział z uznaniem, okrążając samochód i zatrzymując się przy
drzwiczkach pasażera. Poruszał się tak lekko i cicho, że sprawiał wrażenie
jakby płynął w powietrzu. Wtedy, w kawiarni, Ali również nie
usłyszała kiedy się pojawił, wtedy jednak to nie wydało się aż takie dziwne. –
Pani pozwoli – dodał z szelmowskim uśmiechem, zachęcająco wyciągając dłoń
w jej stronę.
– Dziękuję
– wyszeptała, niezdolna do tego, żeby wysilić się na cokolwiek więcej.
Mój Boże, on robił to niejednokrotnie,
pomyślała oczarowana, bez chwili wahania podając mu rękę. Zachowując się jak
prawdziwy dżentelmen i chociaż Alyssa była pewna, że wcześniej złamał
niejedno kobiece serce, to jednak nie wydawało się zniechęcające. W końcu to, co
działo się przed ich spotkaniem, nie miało większego znaczenia, prawda?
Dorian
pomógł jej wsiąść do samochodu. Siadając w miękkim, obitym skórą fotelu
i wdychając zapach nowości, czuła się trochę tak, jakby śniła. Mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się znów po swojej stronie pojazdu, po
czym wsiadł do środka, zatrzaskując za sobą drzwiczki. Natychmiast otoczyła ich
ciemność oraz słodki, obezwładniający zapach od którego zawirowało Alyssy w głowie.
Czuła go już wcześniej, a woń nasilała się, kiedy Dorian przypadkiem
zbliżył się do niej albo otarł ramieniem o jej odsłoniętą rękę. Nigdy nie
czuła takich perfum, zresztą nie wyobrażała sobie, żeby w jakimkolwiek
sklepie znalazła tak cudowną wodę kolońską.
Silnik
samochodu zaskoczył od razu, mrucząc niczym rasowy kot. Poczuła się
zażenowana na myśl o swoim starym, wysłużonym pontiaku, który rzężał jak
konający staruszek i miał w zwyczaju buntować się w najmniej
spodziewanych momentach. Pół roku temu auto ostatecznie dało za wygraną i od
tamtego momentu musiała obejść się bez samochodu, nie mając funduszy i motywacji
do tego, żeby poszukać nowego.
Oboje
milczeli, kiedy Dorian zawrócił i bez większego wysiłku wymanewrował
samochód z terenu kampusu. Alyssa wpatrywała się w przyciemnioną
przednią szybę, mrużąc oczy i starając się zobaczyć cokolwiek, to jednak
okazało się niemożliwe. Widziała co najwyżej plamy światła, kiedy mijali
kolejne znaczące ulice lampy albo gdy z naprzeciwka nadjeżdżały inne
pojazdy z włączonymi reflektorami. Jedynie to dało jej do zrozumienia, że
znaleźli się na głównej drodze. To ją zaniepokoiło, zwłaszcza że nie
wyobrażała sobie, jak Dorian mógł cokolwiek widzieć w takich warunkach,
ale kiedy na niego spojrzała, nie miała wątpliwości co do tego, że chłopak
doskonale sobie radzi.
– Dokąd
jedziemy? – zaryzykowała, decydując się przerwać panująca ciszę.
W mroku
zabłysły śnieżnobiałe zęby milczącego dotychczas towarzysza.
– Pozwól,
proszę, że to będzie niespodzianka – zaproponował, tym samym ucinając
jakąkolwiek dyskusję.
Alyssa
westchnęła bezgłośnie, po czym skuliła się na swoim miejscu. Już w momencie,
w którym Dorian zamknął za nią drzwi samochodu, poczuła się trochę tak, jakby znalazła się w potrzasku. Chłopak od samego początku roztaczał wokół
siebie dziwną aurę zagrożenia, ale tym razem uczucie to było jeszcze silniejsze.
Ali czuła, że włoski na jej ramionach i karku stają dęba i pożałowała,
że nie wzięła ze sobą swetra, chociaż majowa noc zapowiadała się wyjątkowo
ciepło.
Podróż
trwała prawie godzinę, aż w którymś momencie Alyssa zaczęła się
niecierpliwić. Szum miasta zaczął cichnąć a światła za szybami przemykały
coraz rzadziej, co dawało do zrozumienia, że musieli opuścić centrum Seattle.
Machinalnie napięła mięśnie, świadoma tego, że nie ma co liczyć na kolację
w restauracji albo kino; w zasadzie zwątpiła w to, czy Dorian
zabierał ją w jakiekolwiek normalne miejsce, ale nie chciała zastanawiać
się nad tym, czego w takim razie mógłby od niej oczekiwać.
Machinalnie
zacisnęła dłonie mocniej wokół torebki. Czy wzięła ze sobą komórkę? Nawet
jeśli, jakie miała szanse na to, żeby dodzwonić się do Mary albo gdziekolwiek
indziej, skoro nawet nie wiedziała, gdzie się znajduje? Jak w ogóle mogła
być taka głupia i zgodzić się na to, żeby w ciemno pojechać
gdziekolwiek z zupełnie obcym mężczyzną? To musiało się źle skończyć, co do
tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Gdyby przynajmniej spróbowała dostać
się do gazu pieprzowego, który miała w torebce…
Dyskretnie
rozsunęła zamek i wsunęła dłoń do środka. Pod palcami wyczuła niewielką
kosmetyczkę, komórkę oraz notatnik z którym praktycznie się nie rozstawała,
ale nic poza tym.
Gaz
pieprzowy zostawiła w innej torebce.
– Już
prawie jesteśmy na miejscu – odezwał się pogodnym tonem jej towarzysz, nawet
na nią nie spoglądając. Spróbowała się rozluźnić, ale nawet mimo
uspokajającego tonu, czuła się jakby siedziała na szpilkach.
Samochód
w istocie łagodnie skręcił, przejechał bez pośpiechu jeszcze kilka metrów,
po czym w końcu znieruchomiał. Zapadła cisza, przerywana przyśpieszonym
oddechem Alyssy i nienaturalnie szybkim biciem jej rozkołatanego serca.
Zamarła w bezruchu, podświadomie czekając na moment, gdy Dorian
przestanie udawać i zacznie się do niej dobierać, ale kiedy nic podobnego
się nie wydarzyło, naszły ją wątpliwości.
– Czy… mogę
wysiąść? – zapytała z wahaniem, próbując wypatrzeć w ciemnościach
jego bladą twarz.
–
Oczywiście. – Spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem. – Dlaczego
miałoby być inaczej? – zdziwił się, wprawiając ją w jeszcze większą
konsternację.
Alyssa nie
odpowiedziała, drżącymi dłońmi próbując wymacać w ciemnościach klamkę.
Kiedy tylko się to udało, wypadła na zewnątrz, lekko zdezorientowana tym,
że drzwi nie okazały się zamknięte. Obcasy jej butów zapadły się w rozmiękłą
ziemię, więc przytrzymała się dachu auta, próbując je wyszarpnąć i pewniej
stanąć na nogach.
Usłyszała
trzaśnięcie drzwi od strony kierowcy, kiedy Dorian dołączył do niej. Krótko
spojrzała w jego stronę, ale bardziej była zainteresowana tym, żeby
rozejrzeć się dookoła. Widok otaczających ją ze wszystkich stron drzew oraz
charakterystyczny zapach lasu były ostatnimi, których się spodziewała. Z jakiegoś
powodu zapragnęła momentalnie wrócić do samochodu, mając wrażenie, że właśnie
weszła z deszczu pod rynnę. Adrenalina krążyła w jej żyłach,
pobudzając ją i sprawiając, że czuła się coraz bardziej spięta i gotowa
do ataku albo ewentualnej obrony. Przyłapała się nawet na tym, że w pamięci
próbuje przywołać podstawy lekcji samoobrony, które miała jeszcze w szkole
średniej, ale w głowie odczuwała kompletną pustkę.
Dorian
nagle zmaterializował się za plecami dziewczyny, chociaż chwilę wcześniej znajdował
się w zupełnie innym miejscu. Podskoczyła i z zażenowaniem
obróciła się w jego stronę, czując trudną do opanowania mieszaninę
podenerwowania i gniewu.
– No dobra
– powiedziała, siląc się na zdecydowany ton głosu. Co prawda nie odważyła się
do niego zbliżyć, ale kiedy pokusiła się o to, żeby na niego naskoczyć,
poczuła się trochę pewniej. – Możesz mi powiedzieć, co takiego robimy na tym
zadupiu? Ja nie jestem z gatunku tych, które robią to gdzie i z kim
popadnie, dlatego…
Nie miała
okazji do tego, żeby powiedzieć cokolwiek więcej, bo wtedy ciszę nocy przerwał
zimny, przeszywający śmiech. Alyssa zesztywniała, porażona lodowatym pięknem
tego chichotu dobiegającego gdzieś poza zasięgiem wzroku.
– Kto by
pomyślał, Dorianie, że tak szybko się na tobie pozna – stwierdził ktoś
melodyjnym, wysokim sopranem.
Chociaż
czuła wewnętrzny opór przed tym, żeby spuścić chłopaka z oczu chociaż na
chwilę, odwróciła się do Doriana plecami, w zamian spoglądając na drobną
postać, która majaczyła pośród drzew. Kiedy bardziej wysiliła wzrok, była
w stanie dostrzec anielską wręcz, wciąż jeszcze nieco dziecięcą twarzyczkę,
otoczoną sięgającymi ramion, brązowymi włosami. Widok najwyżej piętnastoletniej,
pozornie kruchej i niewinnej dziewczyny, na dodatek o tak szokującym,
pozbawionym emocji głosie, miał w sobie coś nierealnego, ale nie tak
bardzo jak wpatrzone w nią oczy.
Para
intensywnych, lśniących tęczówek barwy świeżej krwi.
Alyssa
machinalnie cofnęła się o krok. Wzdrygnęła się, wpadając plecami na
stojącego za nią Doriana. Natychmiast odskoczyła od niego, porażona niską
temperaturą jego ciała.
– Chloe –
mruknął znudzonym tonem Dorian. Nie wyglądał na zaskoczonego olśniewającą
urodą, a tym bardziej oczami przybyszki.
– Jak
zwykle niezawodny – odezwała się ponownie. Podeszła bliżej, a Alyssie omal
szczęka nie opadła do ziemi, bo Chloe w jednej chwili stała dobrych
dziesięć metrów od niej, a już w następnej zmaterializowała się przed
nią. – Załatwmy to szybko.
Jej słowa
były niczym znak, którego podświadomie wyczekiwało napięte do granic możliwości
ciało Alyssy. Dziewczyna odwróciła się na pięcie, machinalnie rzucając się do
ucieczki – a przynajmniej spróbowała to zrobić, jednocześnie zdając sobie
sprawę z tego, że traci czas.
Dorian
dogonił ją w ułamku sekundy. Alyssa nabrała powietrza do płuc, żeby zacząć
krzyczeć, ale i to nie było jej dane, kiedy została pchnięta na najbliższe
drzewo. Jęknęła cicho, uderzając plecami o chropowatą powierzchnię. Dorian
uśmiechnął się z zadowoleniem, przyciskając ją do przeszkody całym ciałem.
Natychmiast szarpnęła się, próbując go od siebie odepchnąć, ale to przypominało
trochę siłowanie się ze ścianą albo czymś równie nieprzystępnym.
A potem dostrzegła
parę ostrych, wysuniętych kłów, które mężczyzna zaprezentował wraz z olśniewającym,
drapieżnym uśmiechem i z wrażenia omal się nie przewróciła.
Chłodne
palce bez ostrzeżenia zacisnęły się na szyi Alyssy. Kiedy zabrakło jej tchu, świat
na moment zwolnił – i to tylko po to, żeby już w następnej chwili
wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Wrzucam szybciutko poprawioną dwójeczkę, która zalega mi w projektach już od kilku dni. Ten rozdział niewiele się zmienił, ale i tak byłam i jestem z niego zadowolona. Sam początek jest dość dynamiczny, chociaż tak naprawdę nie wyjaśnia niczego, ale spokojnie – to wyłącznie kwestia czasu.Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia, bo to one motywują mnie do pisania. Nie mam na myśli wyłącznie tego bloga, ale wszystkie przeze mnie prowadzone, gdzie – tak swoją drogą – w ostatnim czasie również pojawiły się nowe wpisy.Na tę chwilę to wszystko; śpieszę się do pracy, a muszę się jeszcze przygotować. Jeśli nic się nie zmieni, planuję kolejny rozdział w środę. Tak więc do napisania!

Tu miejsce dla Gabi, jak obiecałam! :3
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję. 💖💗😘
UsuńGabi jaka spryciula, znalazła sobie wafla i pierwsza dupę w komentarzach posadziła! No popatrz, ale wredniara! Ale zarzeka się, że już się pożegnała z rudością!
OdpowiedzUsuńCześć, tak w ogóle :D
Wpadam i wypadam, ale znalazłam chwilę, to nadganiam zaległości. PLL może poczekać.
Dorian. Chyba nie było tego imienia w pierwotnej wersji, co? No ale mniejsza. Wiem już, co się stanie dalej, dlatego nie zabiję cię za końcówkę. A tak jak do imienia Dorian miałam sentyment, teraz już za nim nie przepadam ;-; Nie zmieni tego nawet Dorian Gray grany przez Bena czy Reeve'a. Nope.
Mary - to imię akurat lubię. Podobnie jak i ją jako bohaterkę tego opowiadania. Chociaż to dopiero pierwsze spotkanie z jej postacią, wywiera dobre wrażenie. Nie sposób nie obdarować ją odrobiną sympatii. To typ lekkoducha, pełnej życia istotki, która nie uznaje trosk i problemów, a życie spędza przede wszystkim goniąc za marzeniami. Ona i Allysa stanowią ciekawy kontrast. Dziewczyny niewątpliwie sporo razem przeszły, co od razu widać. To nie jest przyjaźń z dnia na dzień, ale oparta na stopniowym pozyskiwaniu zaufania.
Sen Alyssy stawia przed dziewczyną całą masę pytań, na które nie może znaleźć odpowiedzi. Jest tak zdesperowana, by odnaleźć swojego wyśnionego księcia, że w mężczyznach, z którymi się umawia, próbuje odnaleźć właśnie Jego. Niby zarzeka się, że tego nie robi, ale powiedzmy to głośno - która z nas nie chciałaby Iana? No też właśnie, Al. Przegrałaś, kłamczucho.
Gaz pieprzowy w torbie. O skubana, dobra jest.
Co do tej całej "randki"... Cóż, Al postąpiła niewątpliwie głupio, ale nie od dziś wiadomo, że przystojni faceci potrafią wywrócić nam w głowach na maksa. Dlatego też piętnaście minut rozmowy wydawało jej się odpowiednim czasem na to, by mężczyźnie zaufać i gdzieś z nim wyjść. Przecież od tego są randki - by się poznawać. Szkoda tylko, że to całe spotkanie od początku było ukartowane. Dziewczyna pewnie nigdy więcej nie wyjdzie na randkę ;-;
Czekam na trójkę! A że wena ostatnio Ci dopisuje, obstawiam, że ta chwila nadejdzie niebawem.
Buziaki!
Klaudia99
Obiecałam, że będę, więc jestem.
OdpowiedzUsuńRozdział fenomenalny, czytało się genialnie. Bardzo, ale to bardzo podobają mi się Twoje opisy, a także wtrącenia, nad którymi ja osobiście muszę jeszcze popracować. Opowiadanie długie, ale to bardzo dobrze, czytało się świetnie. Nie potrafię pisać komentarzy, więc nie zdziw się jak zaraz odejdę od tematu, ale to takie ostrzeżenie na przyszłość :)
"Jakby mnie taki seksowny facet zaproponował spotkanie, pewnie też byłabym kłębkiem nerwów – stwierdziła, uśmiechając się promiennie." - chyba każda by tak przeżywała. W stu procentach, ba nawet dwustu jestem zdania tego samego co bohaterka. Opowiadanie naprawdę dobre, czekam na więcej, mogę mieć tylko nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybko.
Nie myśl, że zapomniałam a raczej nie wspomnę o tym co zrobiłaś na samym końcu! Jak mogłaś??
"Chłodne palce bez ostrzeżenia zacisnęły się na jej szyi. Kiedy zabrakło jej tchu, świat na moment zwolnił – i to tylko po to, żeby już w następnej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie."
W takim momencie przerywasz? Ja chcę więcej, szybkoo! Jak ja mam teraz wrócić do pracy kiedy nie wiem co wydarzy się dalej.
Pozdrawiam cieplutko!
Cześć!
OdpowiedzUsuńJestem, jestem. Ja zawsze jestem. Bez zbędnego pisania, przechodzę do kometowania! *poetka tak bardzo* Tak na początek, śliczny gif! Ja czekam, aż uda Ci się stworzyć jakiś zwiastun na SOTH.
Nie dziwię się Ali. Sama też wolę, kiedy ktoś mi bawi się włosami - najcześciej jest to moja przyjaciółka. Niby nie fryzjerka, ale wystarczy jej pokazać zdjęcie i fryzury potrafi zrobić piękne.
I całkiem rozumiem to, że żaden z kolegów jej nie odpowiadał. Poza tym nie ma się co śpieszyć, jeśli nie jest się gotowym czy pewnym, że właśnie z tym kimś chce się być. Prawda? I lepiej poczekać, niż wpaść na kogoś nieodpowiedniego, a potem przez niego cierpieć. Takie jest moje zdanie, inni mają prawo do własnego i podzielać go nie muszą : )
Od samego początku intrygował mnie ten cały Dorian. I przez cały ten czas podejrzewałam nie jest zwyczajnym facetem, który zaprosił Alyssę na randkę, bo ta mu się spodobała - w końcu już Cię ciut znam i wiem, że nie poświęciłabyś całego rozdziału na opisanie zwykłej randki. A Alyssa się zgodziła, bo jak to się mówi - niegrzeczni chłopcy przyciągają. Niby nie wspominałaś nic, że coś jest nie tak, ale w swoich cudownych opisach dawałaś do zrozumienia, że po tym facecie można spodziewać się czegoś więcej - a przynajmniej ja tak to odbierałam. I jak zwykle wyszło Ci genialnie!
No i oczywiście takie zakończenie, po prostu w Twoim stylu! Nic, tylko udusić Cię za to, bo lubisz nas trzymać w napięciu. Ale rozdział bardzo mi się spodobał, więc Ci wybaczam. Tym razem. No i nie mam się do czego przyczepić, przykro mi. A kilka maleńkich błędów, które wyłapałam, będą na GG : )
Pozdrawiam,
Mrs.Cross!
Znamię półksiężyca? Hmm... skądś to znam :D Czy oba opowiadania dzieją się w tym samym uniwersum?
OdpowiedzUsuńZdecydowanie nie :)
UsuńWszystko wyjaśni się z czasem, bo w tym wypadku znamię oznacza coś zupełnie innego :D
Jak zwykle dziękuję za komentarz,
Nessa.
Dobra, przeczytałam kolejny rozdział. :D Wybacz, że idzie mi tak powoli, ale nie mam wiele czasu na siedzenie w sieci, poza tym, jeszcze inne blogi są do nadrobienia i wszystko czytam na raty. :D
OdpowiedzUsuńJa po prostu wiedziałam, że to wszystko źle się skończy. Wiedziałam, że spotka się z wampirem, wiedziałam. Ale wiesz co? Świetnie ci to wyszło. Tak zgranie operujesz opisami i uczuciami bohaterów, że normalnie czułam to zdenerwowanie Ali.
Chciałabym ci powiedzieć, że zaraz wezmę się za następny rozdział, a jednak muszę iść robić śniadanie i ogarniać się do pracy. Życie takie niesprawiedliwe. :<
Pozdrawiam!