Jason
Usłyszał kroki Nadii na krótko
przed tym, jak ta zdecydowała się ujawnić. Bezwiednie zacisnął dłonie w pięści,
po czym bardziej stanowczo nachylił się do przodu, całym ciałem napierając na
barierkę balkonu. Po cichu liczył na to, że wampirzyca odpuści, pojmując to, że
nie odpowiadał na jej nawoływania z dość konkretnego powodu – chociażby
takiego, że liczył na samotność.
Niestety,
problemem kobiety od zawsze było to, że nie potrafiła albo nie chciała
właściwie interpretować jego zachowania, uparcie lgnąc do niego pomimo licznych
sygnałów, które jej dawał. Wielokrotnie słyszał, że to mężczyźni bywali
niedomyślni, ale najwyraźniej w tym jednym wypadku sprawy miały się zgoła
inaczej.
– Och,
tutaj jesteś – usłyszał tuż za plecami. Mimowolnie pomyślał o tym, że za
moment trafi go szlag. – Jason…
– Jestem
zajęty – rzucił zniecierpliwionym tonem.
Prychnęła,
najwyraźniej urażona, chociaż gdyby to działało w ten sposób, już dawno
podjęłaby decyzję o tym, żeby nie wchodzić mu w drogę. Nadia była
uparta, poza tym bardzo wścibska, co niezmiennie doprowadzało go do szału,
niejako tłumacząc powód, dla którego próba stworzenia jakiejkolwiek relacji
pomiędzy nim a nią, najzwyczajniej w świecie nie miała racji bytu.
Różnili się od siebie jak ogień i woda, ona pełna energii i bardzo
impulsywna, podczas gdy on… Cóż, lubił samotność, bo takie warunki sprzyjały
temu, żeby pomyśleć. W sytuacji, w której ktoś cały czas próbował
mówić, próba wyciszenia się mogła okazać się problematyczna.
Nie
odwrócił się, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że wampirzyca stanęła
tuż za jego plecami. Wydała mu się wyjątkowo spokojna, tym bardziej, że
milczała, ale i tak drażniła go sama świadomość tego, że mogłaby znajdować
się tak blisko. Wyraźnie czuł zapach jej krwi, mieszający się z jakimiś
drogimi perfumami, które może i były ładne, ale z jakiegoś powodu
przyprawiały go o mdłości. Nadia cała taka była – bez wątpienia piękna,
zresztą jak każda nieśmiertelna, ale nic ponad to. Był przyzwyczajony do widoku
urodziwych kobiet, powierzchowność jednak prowadziła donikąd, Jason z kolei
oczekiwał czegoś o wiele więcej – rodzaju porozumienia, fascynacji albo…
A może po prostu lubię być samotny,
pomyślał i taka perspektywa najbardziej go usatysfakcjonowała. Przebywanie
z samym sobą było proste i mniej problematyczne, aniżeli konieczność
troski o drugą połówkę. Wystarczyło spojrzeć na Carlosa, by zorientować
się, że miłość nie niosła ze sobą niczego ponad ból, a tego nie chciał, w zamian
woląc troszczyć się tylko i wyłącznie o siebie.
– Czym? –
Do głosu Nadii wkradła się wyraźna frustracja. Uraził ją i był tego
świadom, ale nie zamierzał kajać się przed nią z tego powodu. – Jak na mój
gust, tymczasowo bezmyślnie gapisz się na drzewa.
– To bardzo
absorbujące zajęcie, skoro już musisz wiedzieć – odparł z nutką sarkazmu,
nawet nie próbując udawać miłego. Czasy dżentelmenów i dam minęły
bezpowrotnie, on zaś nie miał nastroju na to, żeby silić się na uprzejmości. –
Czasami po prostu można pomyśleć.
– Można też
chodzić zdenerwowanym, pałając nienawiścią do wszystkiego i wszystkich –
wytknęła mu, najwyraźniej zamierzając uraczyć go odrobiną jakże cudownej
bezpośredniości. Zawsze wiedział, że była w tym porażająco dobra. – O co
chodzi? O Carlosa, czy…? – zaczęła, Jason jednak nie zamierzał dać jej
skończyć:
–
Przynajmniej ty jedna nie dręcz mnie jego osobą, jasne? – przerwał cierpkim
tonem. – Carlos ma to do siebie, że wkurwia wszystkich nawet wtedy, gdy nie ma
go w domu. Nie miałaś wcześniej okazji poznać mojego brata, ale po tej
jednej wizycie chyba zauważyłaś, że do miłych nie należy. Tyle chyba powinno ci
wystarczyć.
Nie
zamierzał dodawać niczego więcej, nagle poirytowany w stopniu większym niż
do tej pory. Od zawsze reagował w ten sposób na tego ze swoich braci,
coraz bardziej rozdrażniony tym, że Michael mógłby patrzeć na wyczyny mężczyzny
przez rozstawione palce, zamiast już dawno temu doprowadzić go do pionu. Jasne,
od dawna żaden z nich nie był dzieckiem; mogli o sobie decydować,
układając życie według własnego uznania, ale czy to oznaczało, że wszelakie
konsekwencje przestawały obowiązywać? Dlaczego każdy z nich potrafił ze
spokojem przyjmować to, co oferował los, nie narażając wszystkich wokół,
podczas gdy Carlos…?
Z tym, że
wampir robił to niemalże za każdym razem, niezmiennie wpakowując się w kłopoty,
wciągając w nie również nich, a potem przy pierwszej okazji wycofując
się nawet na całe dekady. Czasami nie odzywał się aż tak długo, że Jason
zaczynał podejrzewać, iż jednak zalazł komuś za skórę do tego stopnia, by
jednak doczekać się śmierci. Był okres, kiedy prawie wierzył w to, że
również Carlos znalazł swoje ukojenie u boku Mistery, ale to pozostawało
wyłącznie historią – przeszłością, która przyniosła ze sobą wyłącznie
cierpienie, ból i krew, a jego brata popchnęła ku jeszcze większemu
szaleństwu.
–
Wystarczyłoby mi, gdybym przynajmniej wiedziała, co się tutaj dzieje –
stwierdziła Nadia. Westchnęła cicho, wciąż rozeźlona, ale coś w jej głosie
złagodniało, kiedy odezwała się ponownie: – O czym mówił Carlos? I ty,
i Michael mnie zbywacie, a ja nie rozumiem…
– Bo mamy
powody. Poza tym to nie jest coś, czym ty albo Eleonora powinnyście się
przejmować – dodał nieznoszącym sprzeciwu głosem. – Jeśli mój brat wróci,
osobiście go zabiję. Wciąż mam nadzieję, że sobie żartował, ale jeśli nie… Tak w skrócie,
wszyscy mamy przerąbane.
Jeszcze
kiedy mówił, uważnie zmierzył stojącą przed nim kobietę wzrokiem. Nadia miała
to do siebie, że zawsze wyglądała tak, jakby urwała się prosto z wybiegu,
co przy jej urodzie nie było trudne. Miała jasne włosy, jasną cerę i urodę
anioła, przynajmniej do chwili, w której nie decydowała się wysunąć kłów.
Stalowoszare tęczówki utkwiła w nim, wciąż licząc, że tak po prostu się
ugnie i udzieli jakichkolwiek wyjaśnień, chociaż zdecydowanie nie miał
takiego zamiaru. Wręcz przeciwnie – miał wrażenie, że jeśli kobieta natychmiast
nie przestanie go dręczyć, ostatecznie powie coś, czym ją zrani.
Nadia
wydęła usta, po czym założyła ramiona na piersiach, wyraźnie zniecierpliwiona.
Jason jakby od niechcenia oparł się plecami o barierkę balkonu,
przypatrując się swojej rozmówczyni z zaciekawieniem i w duchu
odliczając kolejne sekundy przeciągającej się ciszy. Ile tak naprawdę miała
wytrzymać w takich warunkach? Jak ją znał, pewnie niezbyt długo, choć po
cichu liczył na to, że w końcu zostawi go i pójdzie dręczyć kogoś innego.
– I dopiero
teraz zaczynam się martwić – oznajmiła kobieta, a Jason poczuł, że za
moment trafi go szlag. – O co chodziło w tych bredniach. które…?
Był bliski
tego, żeby na nią warknąć, w zdecydowanie niesubtelny sposób dając
wampirzycy do zrozumienia, że nie miał ochoty na jakąkolwiek dalszą dyskusję.
Sęk w tym, że nie miał po temu okazji, nagle zamierając, kiedy jego
wyostrzone zmysły wyczuły wyraźny, przyprawiający o zawroty głowy zapach
krwi.
Gdy w ułamek
sekundy później ciszę przerwał mrożący krew w żyłach wrzask, wszystko inne
przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Zareagował
całkowicie machinalnie, bez chwili wahania decydując się zostawić zaskoczoną
Nadię samą. Nie miał problemu z tym, żeby przeskoczyć barierkę balkonu, w ułamek
sekundy później pewnie lądując na trawniku przed domem. Wyprostował się, po
czym z uwagą rozejrzał dookoła, by w następnej chwili rzucić się do
biegu. Gdyby był pozbawionym wyostrzonych zmysłów człowiekiem, przez osiągniętą
prędkość wszystko wokół najpewniej zamieniłoby się w różnobarwną, pozbawioną
konkretnych kształtów plamę kolorów, jednak jako wampir widział wszystko aż
nazbyt wyraźnie. Czuł również zapach krwi – słodki i kuszący, bez
wątpienia należący do człowieka – co pozwoliło jego ciału zadecydować o kierunku
biegu na krótko przed tym, jak sam zdołałby podjąć decyzję.
– Jason! –
usłyszał jeszcze głos Nadii, wyraźnie niezadowolonej z tego, że mógłby ją
zostawić, ale nie zamierzał się tym przejmować. Wręcz przeciwnie – był
wdzięczny za jakikolwiek pretekst do ucieczki, choć w tamtej chwili trudno
było mu go docenić.
Pokonanie
nawet całych kilometrów przyszło mu z łatwością, zwłaszcza, że jako istota
nieśmiertelna nie odczuwał zmęczenia. Był przyzwyczajony do kierowania się
zmysłami, zresztą jego ciało całkowicie bezwiednie reagowało na wyczuwalne w powietrzu
ślady ludzkiej krwi. Poczuł głód, chociaż ten nie był aż tak intensywny jak w sytuacji,
w której świadomie zdecydowałby się na to, żeby zapolować, kiedy to całym
sobą koncentrował się na próbie odszukania potencjalnej ofiary. Mimo wszystko
jego kły wysunęły się samoistnie, na tyle gwałtownie, by zranić dolną wargę;
Jason warknął cicho, po czym skrzywił się, coraz bardziej sfrustrowany i zaniepokojony.
Krzyk urwał
się jakby ucięty nożem, ale to mu nie przeszkadzało. W pamięciach wciąż
miał ten paniczny wrzask – bez wątpienia kobiecy i przerażony, być może
należący do osoby, której krew w tamtej chwili czuł. Taki dźwięk nie był
dla niego niczym nowym, zresztą jak i perspektywa śmierci, bo sam nie
potrafił już zliczyć, jak wiele osób straciło życie z jego rąk. Zabijanie
stanowiło niejako domenę wampiryzmu, chociaż Jason – w przeciwieństwie do
wielu swoich pobratymców – miał samego siebie za pacyfistę. Polował, bo musiał,
co prawda nie żałując tych, którzy służyli mu za posiłek, ale nic ponadto. W porównaniu
do czerpiących przyjemność z zadawania bólu i zabawy swoimi ofiarami sadystów, był wręcz skłonny stwierdzić, że
zachowywał się aż nadto przyzwoicie.
Wiatr
zmienił się, dosłownie ciskając mu w twarz intensywniejszy niż do tej pory
zapach ludzkiej krwi. Mężczyzna na ułamek sekundy zawahał się, tylko po to,
żeby w następnej chwili przyśpieszyć. Zwinnie wymijał kolejne, napotykane
na swojej drodze drzewa, podświadomie czując, że jest coraz bliższy celu. Wciąż
nie miał pewności, czego tak naprawdę powinien się spodziewać, ale obecność
osoki wydała mu się jednoznaczna – zresztą tak jak i to, że wcześniej
słyszał krzyk.
W swoim długim już życiu widział dość okropności, by wyrobić w sobie niemalże
całkowitą obojętność na widoki rodem z horrorów. Tak było i tym
razem, a on nawet nie skrzywił się, kiedy w pewnym momencie jego
uwagę przykuły ślady czerwieni, znaczące jeden z pni otaczających go
drzew. W ciemnościach ślady krwi przypominały raczej atrament, jednak
Jason jako wampir był w stanie rozpoznać właściwy kolor; sam zapach
również okazał się wystarczający jednoznaczny, przy okazji sprawiając, że
Sorenti aż syknął, kiedy cała jego szczęka zaczęła pulsować bólem. Wysunięte
kły wibrowały łagodnie, aż prosząc się o to, żeby móc zatopić się w pulsującej
żyle, znacznie utrudniając próbę skoncentrowania się na czymkolwiek innym.
Właśnie z tego
powodu zauważył ją dopiero po dłuższej chwili, gdy jego uszu doszedł cichy,
rozdzierający szloch.
Klęczała na
ziemi, blada i przerażona, a przy tym tak drżąca, że chyba jedynie
cudem była w stanie utrzymać się w pionie. Ciemne włosy padły jej na
twarz, utrudniając przyjrzenie się nieznajomej, ale w tamtej chwili ta
kwestia wydała mu się najmniej istotna. Podszedł bliżej, wpatrując się w dziewczynę
i mając całkowitą pewność co do tego, że ma przed sobą kogoś podobnego do
siebie: młodą, najwyraźniej zagubioną wampirzycę.
Musiała
wyczuć ruch, bo nagle jęknęła i błyskawicznie poderwała głowę. Poraził go
wyraz jej twarzy oraz panika, której doszukał się w parze zaszklonych,
czekoladowych oczu. Blada cera dosłownie jarzyła się w ciemnościach, przez
co dziewczyna wyglądała trochę jak zjawa – duch, który z jakiegoś powodu
zdecydował mu się objawić i w każdej chwili mógł zniknąć. Łzy płynęły po
jej policzkach, mieszając się z krwią, która znaczyła wręcz nienaturalnie
czerwone wargi. W gruncie rzeczy osoka znajdowała się dosłownie wszędzie,
również na drżących dłoniach nieznajomej oraz tym, co kiedyś musiało być czarną
sukienką, a teraz przypominało raczej skrawek materiału, który ledwo
okrywał smukłe, delikatne ciało.
Jason
zawahał się, co najmniej poruszony tak niecodziennym widokiem. Wampirzyca
jeszcze przez kilka sekund wpatrywała się w niego błędnym wzrokiem,
początkowo najwyraźniej nieświadoma tego, że stojąca przed nią postać mogłaby
być prawdziwa. Dopiero po chwili jej tęczówki rozszerzyły się jeszcze bardziej,
choć nie sądził, że w przypadku dziewczyny to w ogóle będzie możliwe. Oddech nieznajomej przyśpieszył, a ona w popłochu spróbowała
się odsunąć, by zwiększyć dzielącą ją od Jasona odległość. Drżące, pokrwawione
dłonie wyrzuciła przed siebie, po czym na moment zamarła, jakby dopiero w tamtej
chwili w pełni dotarło do niej to, co tak naprawdę pokrywało jej skórę.
– O mój
Boże… – wyrwało się z głębi gardła dziewczyny. Melodyjny sopran pieścił
uszy, czego bynajmniej nie dało powiedzieć się o przesycającym tych kilka
słów cierpieniu. – Co ja zrobiłam? Co ja…?
Wampirzyca jęknęła
cicho, po czym powiodła wzrokiem dookoła, wydając się czegoś szukać. Chociaż
musiała być świadoma jego obecności, nie poświęciła mu większej uwagi,
najwyraźniej zaaferowana czymś innym. Kiedy na dodatek wrzasnęła niemniej
rozdzierająco, co w chwili, w której Jason usłyszał ją po raz
pierwszy. Jeszcze więcej świeżych łez spłynęło po jej policzkach, gdy w panice
spojrzała na jakiś bliżej nieokreślony punkt w ciemnościach, sprawiając
wrażenie kogoś będącego blisko tego, żeby jakimś cudem stracić przytomność.
Instynktownie
powiódł wzrokiem za spojrzeniem dziewczyny, w krótkim czasie pojmując
przyczynę jej przerażenia. Na trawie, zaledwie kilka metrów od niej, czernił
się duży, nieregularny kształt – ludzkie ciało, co wyjaśniało zarówno obecność
krwi, jak i reakcję roztrzęsionej nieśmiertelnej. W tamtej chwili
Jason utwierdził się w przekonaniu, że ma przed sobą młódkę, która być
może nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co i dlaczego robi. Chyba
nie było bardziej nieodpowiedzialnego zachowania, aniżeli stworzenie młodego
wampira i zostawienia go samego sobie bez jakichkolwiek wyjaśnień, choć
niektórzy postępowali właśnie w taki sposób. To było chociażby w stylu
Carlosa, który…
Nie…, przeszło mu przez myśl. Zamarł,
przez chwilę niemalże całkowicie pewien, że za moment jednak wybuchnie. Nie zrobiłeś tego, prawda? Nie zrobiłeś…
Z tym, że
po ostatniej wizycie brata, już nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego,
jak daleko mógł posunąć się ten idiota. Poruszając się trochę jak w transie,
bez słowa podszedł bliżej, ustawiając się w taki sposób, by mieć szansę
zasłonić dziewczynie martwe ciało. Przykucnął naprzeciwko niej, obojętny na to,
że drgnęła i spojrzała na niego w panice, sprawiając wrażenie chętnej
do tego, żeby rzucić się do ucieczki, chociaż najwyraźniej była zbyt
przerażona, by zdobyć się na taką reakcję. Jeśli miał być ze sobą szczery, od
dawna nie widział aż tak kruchego, wystraszonego stworzenia, nie wspominając o tym,
by jakakolwiek kobieta wyzwalała w nim aż tak silne odruchy opiekuńcze. Nie
miał pojęcia, co takiego było w tej dziewczynie, ale chciał jej pomóc – i to
niezależnie od możliwych konsekwencji.
Nie miało
również znaczenia to, czy przemienił ją Carlos i czy faktycznie była tą,
której pojawienie się zapowiedział podczas ostatniej wizyty. Wiedział jedynie,
że ma przed sobą nieświadomą siebie i swoich umiejętności młodą
wampirzycę; nic więcej nie miało znaczenia.
– Odsuń się
– wykrztusiła z siebie nieznajoma. Prawie że leżała na ziemi, za wszelką
cenę próbując od niego uciec, chociaż zarazem nie była do tego zdolna. –
Proszę, bo… Proszę – powtórzyła z naciskiem.
Nie
zareagował, w przeciwieństwie do niej świadom tego, że nawet gdyby
spróbowała, nie byłaby zdolna do tego, żeby zrobić mu krzywdę. Podejrzewał, że
instynkt mógł podpowiadać jej, że spotkała kogoś równie wyjątkowego, co i ona
sama, ale strach i dezorientacja robiły swoje. To mogło okazać się
niebezpieczne, zwłaszcza gdyby puścił ją wolno, pozwalając, żeby dotarła do
miasta. Nieraz zdarzało się, że pozbawione kontroli młodziaki mordowały całe
wioski, a czasami miasta, aż prosząc się o to, żeby wpakować się w poważne
kłopoty. Jasne, nie istniał żaden powód, dla którego to właśnie on miałby przejmować
się tą dziewczyną, ale z drugiej strony…
Spojrzał
nieznajomej w oczy, próbując jakkolwiek na nią wpłynąć, by mogła się
uspokoić. Początkowo chciała odwrócić wzrok, ale nie miała po temu okazji,
posłusznie zamierając w odpowiedzi na starania Jasona, który zdecydował
się naruszyć jej umysł. Doświadczony wampir bez trudu by go odepchnął, ale ona
okazała się równie podatna, co i człowiek, co zwłaszcza w tamtej
chwili było Jasonowi na rękę. Musiał ją uspokoić, a potem stąd zabrać,
dopiero w domu zamierzając zastanowić się na tym, jak powinien postąpić w następnej
kolejności. Jeśli się nie pomylił i to faktycznie sprawka Carlosa, tak naprawdę
całą odpowiedzialność powinna spocząć na Michaelu, bo to właśnie on zdecydował
się złożyć bratu jakiekolwiek obietnice.
Jakkolwiek
by nie było, zamierzał zabrać dziewczynę ze sobą. Ta jedna myśl pozostawała
silniejsza od niego, przysłaniając zdrowy rozsądek, zupełnie jakby to on
znalazł się pod działaniem wpływu, a nie odwrotnie.
– Jason?!
Zdążył
zapomnieć o Nadii, a już na pewno nie wziął pod uwagę tego, że
kobieta mogłaby za nim podążać. W efekcie omal nie wyszedł z siebie,
kiedy usłyszał głos wampirzycy tuż za plecami, a chwilę później wyczuł, że
kobieta znalazła się wystarczająco blisko, by móc go zobaczyć. Nawet się nie
odezwał, w zamian bez słowa biorąc zaniepokoją pojawieniem się kolejnej
osoby nieznajomą za rękę, by zdecydowanym ruchem móc podciągnąć ją do pionu.
Oboje stanęli na nogi, chociaż ona zachwiała się niebezpiecznie, utrzymując się
w jednej pozycji tylko i wyłącznie dzięki temu, że wciąż narzucał jej
swoją wolę. Westchnął ciężko, coraz bardziej rozdrażniony sytuacją, po czym dla
pewności ujął dziewczynę pod ramię, woląc nie ryzykować, że ta jakimś cudem
zdoła uwolnić się spod czaru i jednak zacznie działać na własną rękę.
– Ani słowa
– syknął, tym razem zwracając się bezpośrednio do Nadii. – Nie, nie wiem, kto
to jest. Nie, nie zamierzam się tłumaczyć – dodał, nawet nie czekając na
moment, aż kobieta spróbuje zadać mu jakiekolwiek pytanie.
– Ale… – Urwała,
po czym w milczeniu zmierzyła wciąż trwającą w uścisku Jasona
dziewczynę wzrokiem. Wyglądała na podenerwowaną, ale nie zmartwioną,
zaskakująco obojętnie podchodząc do tego, że mógłby znaleźć półnagą, przerażoną wampirzycę w samym środku lasu. – Co zamierzasz?
Jedynie
wzruszył ramionami.
– Wrócić do
domu – stwierdził cierpkim tonem. – Bądź taka dobra – rzucił z nutką sarkazmu – i pójdź przodem, jasne?
My dołączymy w swoim czasie – dodał lakonicznie; nie miał już nerwów do
tego, by znosić jakiekolwiek uwagi czy irytujące pytania, na które w większości
i tak nie znał odpowiedzi.
Nawet jeśli
Nadia miała jakiekolwiek wątpliwości, ostatecznie została zmuszona
do tego, żeby zachować je dla siebie. Co prawda nie ruszyła się z miejsca,
ale przynajmniej milczała, bardziej zajęta taksowaniem wzrokiem nieoczekiwanego
gościa. Gdyby nie to, że on i Nadia nigdy nie byli nawet na dobrej drodze
do tego, żeby zostać parą, pomyślałby, że wampirzyca odczuwała zazdrość,
niemniej z drugiej strony… Skąd tak naprawdę mógł mieć pewność, co takiego
chodziło jej po głowie? Wiedział jedynie, że musi zająć się dziewczyną, którą znalazł
i że to wcale nie musiało być takie proste, tym bardziej, że nieznajoma
wciąż drżała, wyraźnie zaniepokojona.
– Dom – powtórzyła nieoczekiwanie, więc
spojrzał na nią, wymownie unosząc brwi ku górze. Spojrzenie, którym go
obdarzyła, okazało się zaskakująco świadome i niemalże desperackie.
– Tak –
przyznał cicho. – Chcę zabrać cię do domu – dodał łagodnie, ostrożnie
dobierając słowa.
Wciąż mu
się przypatrując, ostrożnie skinęła głową. Już nie płakała, sprawiając wrażenie
zbyt oszołomionej, by do tego wszystkiego zdobyć się również na łzy. Nie
zmieniało to jednak faktu, że w jej spojrzeniu doszukał się wdzięczności
tak wielkiej, że aż go oszołomiła.
– Ja…
dziękuję – wyszeptała i to było ostatnim, co od niej usłyszał.
Zaraz po
tym stało się coś, co w przypadku wampirzycy zdecydowanie nie powinno było
mieć miejsca, a ona najzwyczajniej w świecie straciła przytomność.
W końcu udało mi się napisać rozdział – pierwszy, który tak naprawdę powstał od podstaw. Powiem szczerze, że jestem coraz bardziej zadowolona ze zmian, które zdecydowałam się prowadzić w tej historii. To jedna z nich, chociaż już nie zamierzam rozwodzić się nad tym, jak ma się pierwsza wersji do tej publikowanej obecnie. Trylogia Light in the Darkness w końcu nabrała właściwego kształtu, a ja sądzę, że wiem jak połączyć wszystkie pomysły tak, by przedstawić wszystko tak, jak bym chciała. Podejrzewam, że z zachowanych na dysku rozdziałów wykorzystam jakąś połowę, usuwając sporą liczbę scen, która wydaje mi się teraz absolutnie zbędna.Dziękuję za komentarze i wyświetlenia; witam również nowych czytelników. To dzięki Wam piszę, więc jak zwykle jestem wdzięczna za wsparcie, którego mi udzielacie.Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, tym bardziej, ze również musi powstać od podstaw. Na dniach wrzucę również kolejną część Forever you said, więc z góry serdecznie zapraszam.Do napisania!

Zaklepuję! :D
OdpowiedzUsuńHej ;3
UsuńCzy ja przypadkiem nie wspominałam czegoś o moich porach?;>
Dobra, przeczytałam już pierwsze akapity i widzę, że Nadia jest nakładem połączeniem Rose i Tanayi. Swoją drogą ślicznie imię dla niej wybrałaś. Bardzo mi się podoba i przez to ma u mnie dziewczyna plusa, bo może i wkurza, ale za to nadrabia imieniem. ^0^
Bardzo nie lubię osób, które nie rozumieją słowa nie. No bo kurde, ileż można się powtarzać? Nadia jest uparta, oj bardzo uparta. I myślę, że Jason będzie miał z nią sporo problemów. Swoją drogą bardzo zaczęłam go lubić, ale przez serial mam w głowie obraz faceta z włosami do ramion i z brodą, wygląda wtedy trochę jak Jezus. XD Ale mniejsza z tym, będę cicho, bo przypadkiem jeszcze rzucę jakiś spoiler i ludzie będą na mnie źli. :<
Nie masz pojęcia jak się cieszę z tego, że nie są wampirami, którzy się bawią w wegetarian. Biedne sarenki mogą spokojne chodzić po lesie, bez obaw, że ktoś sobie urządzi polowanie. :3
O MÓJ BOŻE ON JEST TAKI KOCHANY DLA ALYSSY! 😣 Rozpływam się, albo to ta pora robi ze mnie taka co na odrobinę dobroci reaguje w ten sposób. Cholera, kurde. Oni będą razem, nie?:D Nadia się wkurzy z całą pewnością, że laska z lasu, która pewnie wygląda jak obłakana wygryzie ja z miejsca. Ale ja już wracam do komentowania, bo trochę odbiegłam od tematu. ;3
Jak widać wyżej naprawdę mi się spodobało to, w jaki sposób Jason zareagował. W ogóle widziałam ta scenę dosłownie przed oczami i jestem jeszcze bardziej zachwycona, bo uwielbiam, kiedy czytam i widzę coś oczami wyobraźni, a pewnie wiesz, że taki efekt nie zawsze jest możliwy przy czytaniu. Autor musi po prostu mieć to coś, aby tak wpływać na czytelnika. I gorąco zapewniam, że ty to właśnie masz. Jakkolwiek się to nazywa.
Alyssa musiała wyglądać jak dziewczyna z horroru. Ile to już filmów było z takimi dziewczynami? W Supernatural co jakiś czas się taka pojawia i to nikogo nie dziwi, a za każdym razem zachwyca. ;3
Ciesze się ogromnie, że na dniach ma się pojawić forever. Wiadomość wspaniała, również mam nadzieję niedługo tutaj zobaczyć nowy rozdział. :3
I na dniach postaram się nadrobić LITT, bo w ostatnim czasie skupiłam się tylko na Twoich autorskich. Ale to już nie moja wina, że na tamtym blogu pędzisz jak szalona z rozdziałami. I się po prostu zbiera ich dużo. Ale niż nie przedłużam^^
Ściskam mocno,
Gabi.
Jak i ja xd Chociaż mam takie zaległości. Moje <3
OdpowiedzUsuńCześć!
OdpowiedzUsuńPrzybyłam i tutaj - w końcu.
W sumie to nie dziwię się Jasonowi, że tak reaguje. Skoro Carlos miał skłonności do tego, by wpakować swoją rodzinę w kłopoty, a potem uciekać. I choć mówiłam, że rodzina to jednak rodzina, wszystko ma swoje granice, prawdwa? Jason nie jest tak nastawiony jak Michael, który zdecydowanie był dla Carlosa łagodniejszy. Ale jak pisałam - nie ma co się dziwić. To, że ktoś jest nam bliski, nie znaczy przecież, że może nas nie wkurwiać.
Szkoda mi Nadii. Jak jest napisane w zakładce Bohaterowie kocha Jasona, choć on jej nie. Nieodwazjemniona miłość to nic przyjemnego - nawet dla istot , które nie są ludźmi. Do tego Sorenti nie traktuje jej w zbyt miły sposób. Chociaż jeśli jest natarczywa, to się nie dziwię, że może Jasona denerwować :D
A jednak mimo wszystko szkoda mi Alyssy. Nie dość, że jest zdezorientowana tym... tym wszystkim, to jeszcze zabiła człowieka, choć podejrzewam, że tego nie chciała. Chyba, że ma rozdwojenie jaźni i ta druga Ali to czysty sadysta napawający się cierpieniem innych i uwielbiający zadawać ból. Przyznaj się :P Mdlejąca wampirzyca? To tak w ogóle można? O.o Chociaż z Tobą wszystko jest możliwe :D
Masz powody, by być zadowoloną - też bym była, bo rozdział jest cudny. Żadnych zapychaczy, żadnych niepotrzebnych opisów, niepotrzebnych sytuacji. U Ciebie wszystko ma zawsze swoją przyczynę, dlatego chętnie czytam to, co piszesz i zawsze czekam na rozdział - a czasami Cię popędzam :3
Więc co? Jak mi pisałaś - do roboty z kolejnym rozdziałem! Już, już! Dziś może nie przeczytam, ale jutro... no kto wie, kto wie? Paula kiedyś mi pisała, że czyta Alysse (stare wydanie, że tak powiem) i bardzo jej się podobało. Nie dziwię się ani trochę :3 Dlatego tym bardziej się cieszę, że zaczęłaś od początku, bo jestem strasznym leniem i pewnie nigdy bym się nie zabrała za nadrabianie. A teraz wiem, że wiele bym straciła ;c
Ściskam,
Mrs.Cross!
PS. Czekam na odpowiedź, bo jeszcze nigdy nie odpowiedziałaś :c FOCHA strzelę i będziesz miała! c: