Alyssa
Czas płynął powoli, choć nie
sądziła, że to w ogóle możliwe. W zasadzie spokój, który z dnia
na dzień wkradł się do jej codzienności, wydawał się wręcz nienaturalny, jawiąc
się dziewczynie jako coś, co tak naprawdę nie powinno mieć miejsca – nietypowe
zrządzenie losu, które równie dobrze mogło okazać się pułapką, w którą
właśnie bardzo chętnie wpadała. Wiedziała o tym, podświadomie wciąż
wyczekując momentu, w którym wszystko na powrót przybierze nie taki obrót,
jak mogłaby tego oczekiwać, ale przynajmniej tymczasowo nic nie wskazywało na
to, żeby coś podobnego faktycznie mogło mieć miejsce.
Chwilami
sama nie była pewna, co powinna o tym sądzić. To chyba nazywało się „ciszą
przed burzą”, a przynajmniej tak sądziła, woląc jednak nie zastanawiać się
nad tym, co to musiało oznaczać. Chyba nawet podobał jej się ten stan – ta
bezczynność, chwila wytchnienia, a więc czas, którego tak bardzo
potrzebowała. Dzięki temu w końcu mogła zebrać myśli, stopniowo dochodząc
do wniosku, że z tego nowego życia
rozumiała o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać, że powinna. Z czasem
choćby perspektywa picia krwi zaczęła jawić się dziewczynie jako coś
oczywistego, choć chyba powinno być odwrotnie – w końcu sama możliwość wydawała się przerażająca. Z drugiej strony, trudno jej było traktować
jako niewłaściwe coś, co sugerowała Eleonora, a więc jedna z osób,
którym Alyssa najbardziej ufała. Drugą naturalnie pozostawał Jason, choć ten
dziwnie spoglądał na nią od czasu wspólnego treningu, gdy właściwie bez powodu
mu odpłynęła.
Wciąż nie
rozumiała, dlaczego wtedy tak po prostu straciła przytomność. Kiedy go o to
zapytała, uśmiechnął się jakby od niechcenia i stwierdził, że to musiało
być dla niej za dużo – poranna przechadzka, a później starcie z nim.
Miała wrażenie, że to nie wszystko i że powinna zapamiętać coś jeszcze,
ale w głowie miała pustkę, zaś z czasem przestała walczyć o wspomnienia
tamtego dnia. To wydawało się bezcelowe, a Alyssa nie widziała powodu, dla
którego miałaby zadręczać się czymś, co na dłuższą metę wcale nie było sensu.
Podobną
taktykę próbowała obrać w stosunku do Nadii, która zdecydowanie za nią nie
przepadała. Tego Ali tym bardziej nie potrafiła zrozumieć, ale nie miała odwagi
wprost zapytać wampirzycy o to, w czym leżał problem. Podejrzewała,
że wszystko sprowadzało się do sytuacji, w której postawił ich wszystkich
Carlos, tak po prostu podsyłając nieświadomą niczego wampirzycę pod opiekę…
Albo pół–wampirzycę, bo już sama nie była pewna, kim tak naprawdę jest.
Wiedziała jedynie, że przy następnym pojawieniu się jej jakże odpowiedzialnego opiekuna, miała w planach
przycisnąć go do ściany i zażądać wyjaśnień. Co prawda wątpiła, żeby
rzucanie się z pięściami na kogoś, kto był o wiele bardziej
doświadczony od niej, stanowiło najlepszy pomysł, ale jaki tak naprawdę miała
wybór? Początkowo sądziła, że spokój i czas na poukładanie sobie
wszystkiego, są czymś, czego mogłaby potrzebować, ale teraz wyraźnie
widziała, że to wcale nie musiało być takie proste. W zasadzie wszystko
wskazywało na to, że bez prawdy wciąż miała tkwić w miejscu, zadręczając
się tymi kwestiami, których z jakiegoś powodu nie rozumiała.
Nie miała
pojęcia, kim tak naprawdę jest. Nie pojmowała, co takiego w niej było,
skoro Carlos zdecydował się wyrwać ją z dotychczasowego życia i uczynić
nieśmiertelną – najwyraźniej dość nieudolnie, skoro wciąż odstawała od reszty
wampirów. Nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego za każdym razem, kiedy zamykała
oczy, jednak będąc w stanie zasnąć, wciąż spadała, spadała i… spadała w pustkę,
wypatrując znajomych, błękitnych tęczówek, które…
– Alyssa.
Poderwała
się na swoim miejscu, myślami wciąż będąc gdzieś daleko. Potrzebowała kilku
sekund, żeby skupić się na tym, gdzie i dlaczego była, a tym bardziej
skoncentrować wzrok na siedzącym tuż obok Jasonie. Mężczyzna nie patrzył na
nią, całą uwagę skupiając na prowadzeniu samochodu i właściwie nie
odrywając wzroku od pasma drogi przed sobą. Grube krople deszczu rytmicznie
uderzały w szybę i karoserię auta, mieszając się z pracą silnika
i panującym na ulicy chaosem, tworząc niemalże kojącą atmosferę, która
przy panującej w aucie, sennej aurze wręcz sprzyjała temu, żeby
zamknąć oczy i spróbować zasnąć.
–
Przepraszam – mruknęła, energicznie potrząsając głową, żeby wyrwać się z letargu.
Wyprostowała się na siedzeniu, za wszelką cenę próbując sprawiać wrażenie
kogoś, kto doskonale wie, co takiego dzieje się wokół niej, choć podejrzewała, że szło jej to co najmniej marnie. – Gdzie jesteśmy?
– Bardzo
blisko – zapewnił Jason, jednak przenosząc na nią wzrok. Obrzucił ją wymownym
spojrzeniem, intensywnie nad czymś myśląc. – Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
Mogę załatwić to sam, jeśli nie czujesz się na siłach i…
– Nie, nie!
– zaoponowała o wiele gwałtowniej, aniżeli pierwotnie zamierzała. – Jest w porządku.
Chciała
wierzyć, że to prawda, choć chwilami wcale nie była tego taka pewna. Wiedziała,
że nie tylko Jason z rezerwą podchodził do perspektywy wypuszczenia jej z domu,
tym bardziej, że pomimo miesiąca, który minął od chwili, w której pojawiła
się w domu Sorentich, wciąż pozostawała młoda i niedoświadczona. Jak
przez mgłę pamiętała moment, w którym – na krótko przed tym, jak znalazł
ją jej tymczasowy opiekun – zabiła człowieka, ale to nie zmieniało faktu, że na
wspomnienie krwi na rękach robiło się Alyssy niedobrze. W efekcie pomysł
wspólnej wyprawy do miasta jawił się jako czyste szaleństwo, a jednak
kiedy pojawiła się sugestia, by sensownie rozwiązać sprawę jej rzekomego
zaginięcia, nie wyobrażała sobie biernego siedzenia w domu, skoro Jason
postanowił udać się do Seattle. Sądziła, że będzie musiała przekonywać go całe
wieki, najpewniej na próżno, więc tym większym szokiem było dla dziewczyny to,
że wampir tak po prostu się zgodził. Gdzieś w myślach cichy głosik
podpowiadał jej, że tak naprawdę nie pozostawiła mężczyźnie wyboru, ale w żaden
sposób nie potrafiła sobie wytłumaczyć, jakim cudem miałaby tego dokonać. Z drugiej
strony, może po prostu nie chciała wiedzieć.
Sam plan
był prosty, chociaż im więcej razy rozważała sens historyjki, którą zamierzała
przedstawić na uczelni, tym więcej wątpliwości miała. Czuła się dziwnie na samą
myśl o tym, że miałaby tak po prostu wejść do budynku, spokojnie udać się
do sekretariatu i – zachowując się przy tym jak ktoś, kto wcale nie
zniknął na cały miesiąc – złożyć rezygnację, motywując wszystko małymi
zawirowaniami w życiu prywatnym, zwieńczonymi informacją, że została
przyjęta na staż dziennikarski w Nowym Jorku. To nie brzmiało ani trochę
wiarygodnie, przynajmniej zdaniem Alyssy, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie
zachowałby się w tak nieodpowiedzialny sposób. Wiedziała, że nie tak dawno
temu zakończyło się dość nieudolne śledztwo w sprawie jej zniknięcia, co
jedynie utwierdziło dziewczynę w przekonaniu, że skutecznie napsuła
niektórym osobom nerwów. Jak po tym wszystkim miałaby ot tak wrócić i udawać,
że chodziło wyłącznie o pracę…?
Cóż, w końcu
od tego miała Jasona, prawda? Wampiry potrafiły manipulować ludźmi, więc gdyby
zaszła taka potrzeba, on miał zająć się resztą. Co więcej, zarazem pozostawał w pogotowiu
na wypadek, gdyby okazało się, że wpuszczenie jej do budynku publicznego jest
jednak wybitnie głupim pomysłem. Miała nadzieję, że w razie potrzeby
faktycznie był w stanie w porę zorientować się, kiedy najlepiej
będzie jej przyłożyć i zaciągnąć do auta, zanim dokonałaby czegoś, co
zdecydowanie zaszkodziłoby wszystkim wokół, nie wspominając o tym, że
najpewniej nigdy nie wybaczyłaby sobie masowego mordu na studentach.
Jakkolwiek
by jednak nie było, wciąż towarzyszyło jej poczucie, że jedna rozmowa w dziekanacie
wcale nie rozwiąże problemów. Zmyślona historyjka również, niezależnie od tego,
jak wiarygodna by się nie okazała. W porządku, mogła naprawić bałagan,
który zostawiła za sobą, kiedy z dnia na dzień przestała przychodzić na
zajęcia – jej kariera dziennikarska dobiegła końca, przynajmniej na tę chwilę –
a także jakoś wyciszyć plotki, tym bardziej, że teraz policja nie miała
już powodów, żeby jej szukać, ale to wciąż nie rozwiązywało najważniejszego z problemów.
Mary…
Ona nie
miała uwierzyć. Przyjaciółka znała ją zbyt dobrze, żeby przyjąć do wiadomości
coś tak nieprawdopodobnego, jak wyjazd w pogoni za karierą. Kto jak kto,
ale Mary na pewno doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Alyssa nigdy
tak po prostu nie zostawiłaby studiów i dotychczasowego życia, żeby
wyjechać do innego stanu – gdzieś daleko, gdzie byłaby całkowicie sama. Odkąd
tylko sięgała pamięcią, zarówno ona, jak i jej najlepsza przyjaciółka,
nade wszystko pragnęły stabilności, a trudno było takowej doszukać się w decyzji,
która na pierwszy rzut oka wydawała się czystym szaleństwem i wiązała się z diametralnymi
zmianami w całym dotychczasowym życiu. Co prawda pojawienie się osobiście
zdecydowanie było o wiele lepszym pomysłem, niż zniknięcie bez słowa, ale
Ali wątpiła, by Mary takie traktowanie odpowiadało. Ona sama czuła się jak
potwór, który po latach przyjaźni i traktowania współmieszkanki niemalże
jak siostry, tak po prostu kończyła najważniejszą dla siebie relację. Sama myśl
o tym bolała, sprawiając, że chciało jej się płakać, ale z drugiej
strony… jaki tak naprawdę miała wybór? To Carlos zadecydował za nią, a jeśli
chciała zapewnić kochanej osobie bezpieczeństwo, najzwyczajniej w świecie
musiała się dostosować.
Rozwiązanie
było jedno, ale Alyssa nie miała pojęcia, jak w ogóle powinna zabrać się
za to, co powinno zostać zrobione. Miała dość współczujących spojrzeń bliskich
oraz tego, jak uspokajającym tonem wszyscy wokół powtarzali jej, że prędzej czy
później i tak musiała się zdecydować na podjęcie pewnych kroków. „Szybkie
cięcie” – powiedział przed wyjazdem Jason, jakby w rzeczywistości w ten
sposób dało się rozwiązać każdy problem. – „Im dłużej będziesz to odwlekała w czasie,
tym bardziej obie będziecie cierpieć. Po prostu to zakończ, zanim naprawdę
wydarzy się coś, czego wszyscy pożałujemy”. Wiedziała, że radząc jej, wszyscy
mieli na myśli wyłączne jej dobro (albo swoje własne, jednak o tym
próbowała nie myśleć), ale to i tak doprowadzało dziewczynę do szału. Im
łatwo było mówić, skoro każde z nich cieszyło się całymi dziesięcioleciami
doświadczenia jako wampiry. Z perspektywy czasu więzi zacierały się, a ludzkie
wspomnienia zanikały, jawiąc się niczym niespójny sen, jednak ona nie miała na
co liczyć – to przynajmniej wytłumaczyła jej Eleonora podczas jednej z licznych
rozmów, które razem odbyły. Problem polegał na tym, że ona sama nie była nawet
wampirzycą, więc jak miała odnaleźć się w czymś, co niezmiennie ją
przytłaczało, sprawiając, że czuła się coraz bardziej zagubiona?
Niejednokrotnie miała ochotę po prostu uciec, jednak i to wydawało się
niemożliwe – nie, jeśli tym, od czego tak naprawdę pragnęła się odciąć, była w rzeczywistości
ona sama.
Deszcz
przybrał na sile, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Z drugiej
strony, w Seattle często padało, a wyższe temperatury, zwiastujące
nadejście lata, jedynie sprzyjały takiemu stanowi rzeczy i bardziej
gwałtownym nawałnicom. Wiedziała, że pogoda odpowiadała przede wszystkim
Jasonowi, który mógł w końcu pozwolić sobie na wyjście z domu o wcześniejszej
porze. To zresztą tłumaczyło przesadną wręcz uwagę, którą poświęcał prowadzeniu
samochodu – wampiry może i miały znakomity refleks, ale ten łatwo mógł
okazać się niewystarczający, skoro w ciągu dnia nieśmiertelni w naturalny
sposób czuli się osłabieni. Żyli odwrotną dobą, która powoli również dla niej
zaczynała jawić się jako coś normalnego, tym bardziej, że chcąc spędzać czas z którymkolwiek
z domowników, musiała przywyknąć do nocnego czuwania. Swoją drogą, to też
już nie wydawało się dziewczynie dziwne, jawiąc się jako coś w pełni
naturalnego – przynajmniej do pewnego stopnia.
Samochód
zatrzymał się bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, a serce Alyssy chyba jedynie
cudem nie wyskoczyło z piersi. Przez ścianę deszczu ledwo widziała zarys
górującego nad kampusem budynku, ale i tak coś w tym kształcie
przyprawiło ją o dreszcze. Teraz już nie było odwrotu, ale…
– Idziemy?
Rzuciła
Jasonowi nieco roztargnione spojrzenie, po czym nieznacznie potrząsnęła głową.
– Szczerze
mówiąc, chciałabym iść sama – oznajmiła pod wpływem impulsu, dla lepszego
efektu spoglądając mężczyźnie w oczy. – Proszę, Jason – dodała i w tamtej chwili coś w jej
tonie uległo zmianie, a wampir, który już otwierał usta, żeby
zaprotestować, po prostu zastygł w bezruchu, bezmyślnie się jej
przypatrując.
Ze świstem
wypuściła powietrze, po czym – wciąż utrzymując przy tym kontakt wzrokowy –
otworzyła drzwiczki po swojej stronie. Co
ja robię?, zapytała samą siebie, ale oczywiście nie otrzymała odpowiedzi. Nie
dając sobie czasu na dalsze wątpliwości, w pośpiechu wyśliznęła się z samochodu,
wychodząc wprost na coraz intensywniejszy, rzęsisty deszcz. Zadrżała raz
jeszcze, czując przenikliwy chłód; od chwili przemiany nie była aż tak wrażliwa
na zmiany temperatury, ale dawne przyzwyczajenia pozostały, a ona nie była
wstanie pozostać obojętną na to, że ubranie klei jej się do ciała i w szybkim
tempie nasiąka lodowatą wodą.
Dawne przyzwyczajenia…
Gniewnym
ruchem odgarnęła wilgotne włosy z twarzy, po czym szybkim krokiem ruszyła w stronę
administracyjnej części uczelni. Przez cały czas czuła na sobie przenikliwe
spojrzenie Jasona, ale kiedy obejrzała się przez ramię, nawet ze swoimi
wyostrzonymi zmysłami miała trudność z tym, żeby przez ścianę deszczu i przyciemniane
szyby dostrzec samotną postać w samochodzie. W jednej chwili
wstrząsnął nią kolejny dreszcz, nie tyle związany z nieprzyjazną pogodą,
co niepokojącą myślą o tym, że w takich warunkach ktoś – Carlos
chociażby – mógłby swobodnie ją obserwować, nie narażając się na to, że ktoś
przypadkiem go zauważy. Coraz bardziej niespokojna, szybkim krokiem ruszyła
przed siebie, niemal wyobrażając sobie, jak gdzieś poza zasięgiem jej wzroku
czai się coś niedobrego, gotowego skrzywdzić nie tylko ją, ale również tych,
których najbardziej chciała chronić.
Sama nie
była pewna, skąd brały się te i im podobne myśli, ale od jakiegoś czasu
lęki towarzyszyły jej praktycznie cały czas, zwłaszcza nocą. Rzadko sypiała,
zresztą po przebudzeniu zwykle nie potrafiła stwierdzić, co takiego jej się
śniło, ale od chwili wizyty Carlosa regularnie budziła się roztrzęsiona i zlana
potem. Niejednokrotnie próbowała przypomnieć sobie treść nocnych majak, ale
starania zwykle okazywały się stratą czasu, a jedynym, co pamiętała
naprawdę wyraźnie, była para znajomych niebieskich oczu, które…
Och, nawet
nie była w stanie o tym spokojnie myśleć!
W pośpiechu
ruszyła przez opustoszały kampus, coraz bardziej zdenerwowana, chociaż starała
się tego nie okazywać. Oddychała płytko, próbując zapoznać się z otaczającymi
ją zapachami i jakoś przyzwyczaić do obecności słodyczy ludzkiej krwi.
Deszcz i niepogoda robiły swoje, jakimś cudem jeszcze bardziej wyostrzając
jej zmysły, choć obecność wilgoci powinna raczej zacierać ślady. No cóż, nie
tym razem – miała wręcz wrażenie, że im mocniej padało, tym bardziej świadoma
obecności ludzi była. Każdy wdech wzmagał poczucie palenia w gardle, przez
co oddychanie wydawało się katorgą, chociaż oczywiście zadbała o to, żeby
odpowiednio przygotować się do wyjazdu. Pierwszy raz od tygodni miała przebywać
wśród ludzi, na dodatek bez wsparcia, niejako na własne życzenie, skoro
doprowadziła do tego, że Jason czekał na nią zaledwie kilkanaście metrów dalej,
gotowy zareagować, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.
Skryła się
pod daszkiem przy wejściu, próbując choć częściowo osłonić się przed deszczem. W pośpiechu
wbiegła po stromych, wilgotnych stopniach, po czym wpadła do głównego hallu
budynku, drżąc i ociekając wodą. Lekko potrząsnęła głową; kątem oka
obserwowała, jak krople z jej włosów opadają na lśniące podłogi
przedsionka. Kiedy ruszyła przed siebie, jej kroki wydawały się nienaturalnie
głośne, przez co tym trudniej było się skoncentrować na tym, gdzie i dlaczego
zamierzała pójść. Celowo wybrała moment, w którym – miała nadzieję –
większość studentów siedziała na zajęciach, nie chcąc ryzykować, że przypadkiem
wpadnie na kogoś znajomego. Co prawda to Mary przejmowała się najbardziej, ale
podejrzewała, że znajomi z roku również nie pozostawali obojętni na jej
zniknięcie, tym bardziej, że przez cały ten czas szukała jej policja. Łatwo
było o plotki, a kiedy obracało się w towarzystwie przyszłych
dziennikarzy, sytuacja jeszcze bardziej się komplikowała – wiedziała o tym
i ta kwestia ją niepokoiła, choć nie tak, jak perspektywa kolejnej
przepychanki słownej z Carlosem.
Niepokój
nasilił się, kiedy ruszyła w głąb opustoszałego korytarza. Choć wszędzie
były pozapalane światła, cisza i nienaturalna pustka sprawiły, że
momentalnie poczuła się nieswojo. Machinalnie przyśpieszyła, raz po raz
upominając się w duchu i powtarzając, że musi zachować ludzkie tempo,
nawet jeśli w tej części uczelni nie było kamer. Gdyby puściły jej nerwy
albo ktoś by ją zobaczył, wtedy nie tylko ona, ale również Sorenti mogli mieć
kłopoty; zwracanie na siebie uwagi nigdy nie było dla nieśmiertelnych dobre i rozumiała
to doskonale, choć dopiero zaczynała uczyć się zasad, którymi rządził się świat,
do którego od jakiegoś czasu przynależała. Musiała być ostrożna, zresztą miała
wrażenie, że od jakiegoś czasu jest zdecydowanie zbyt przewrażliwiona, ale z drugiej
strony…
Machinalnie
rozejrzała się dookoła, nagle zaniepokojona. Nie potrafiła wyjaśnić poczucia
zagrożenia, które nagle ją ogarnęło i którego mimo usilnych starań nie
była w stanie zignorować. Zdawała sobie sprawę z tego, że to
najpewniej jej przewrażliwienie, ale dla pewności i tak rozejrzała się na boki,
spojrzeniem szukać kogoś, kogo nie powinno tam być…
Albo
czegoś.
Zadrżała na
tę myśl, w jednej chwili zaczynając żałować, że jednak nie zabrała ze sobą
Jasona. Sama nie była pewna, co takiego ją podkusiło, kiedy zdecydowała się
poprosić go o to, żeby został – o ile to faktycznie można było uznać
za prośbę, której dobrowolnie uległ. W jednej chwili niepokój przeszedł w niemal
paniczny strach, kiedy nabrała irracjonalnej z logicznego punktu widzenia
pewności, że ktoś ją obserwuje. Ktoś
tutaj jest?, pomyślała spanikowana, nerwowo rozglądając się na boki, ale
mimo napięcia, nie odważyła się zadać tego pytania na głos. Idiotyzm. A tak
swoją drogą, to czy w podobny sposób nie zachowywały się wszystkie bohaterki
tych bezsensownych horrorów, wręcz prosząc się o to, żeby ktoś na nie
skoczył i przy pierwszej okazji rozerwał im gardło…?
Zacisnęła
dłonie w pięści, machinalnie napinając mięśnie, jakby przygotowywała się
do odparcia ataku. Mimo jasności, korytarz nagle wydał jej się nieznośnie
długi, jakby nie miał końca, bądź jakby to ona bezsensownie szła przed siebie, w rzeczywistości
wciąż stojąc w miejscu. Cienie wydłużyły się nienaturalnie, ciemniejsze
niż wcześniej, a do tego… jakby żywe? To nie miało sensu, tak jak i myśl
o tym, że prócz niej ktoś jeszcze mógłby być w tym korytarzu, a jednak
mogłaby przysiąc, że…
Lampa nad
jej głową zamigotała i przygasła na ułamek sekundy. Miała wrażenie, że coś
poruszyło się tuż za jej plecami, tak szybko, że ledwo była tego świadoma.
Chciała się odwrócić albo rzucić do ucieczki, ogarnięta paniką, której nie była
w stanie pojąc, a która wydała jej się uzasadniona.
Uciekać.
Musiała uciekać, bo…
– Alyssa?
W jednej
chwili wszystko zniknęło, a ona stała w znajomym, dobrze oświetlonym
korytarzu. Dziwne uczucie znikło równie nagle, co się pojawiło. Poruszając się
niczym w transie, Alyssa machinalnie obejrzała się za siebie,
instynktownie reagując na cichy, zdławiony szept, który zwrócił jej uwagę – a potem
zamarła, oszołomiona.
Już nie
była w korytarzu sama, choć – ogarnięta tymi dziwnymi uczuciami – nie
zarejestrowała momentu nadejścia kogokolwiek. Być może powinno było ją to
zaniepokoić, ale była zbyt oszołomiona czymś o wiele ważniejszym, żeby
zastanawiać się nad targającymi nią uczuciami.
Mary stała
na samym środku przedsionka, przemoczona i śmiertelnie blada. Lekko rozchyliła
usta, spazmatycznie łapiąc oddech i rozszerzonymi w nienaturalny
sposób oczami spoglądając w przestrzeń.
Już w następnej
sekundzie dziewczyna wyprostowała się, zacisnęła dłonie w pięści i szybkim,
gniewnym krokiem, ruszyła w stronę Alyssy.
Witam wszystkich w nowym roku! Kolejny rozdział częściowo przerobiony, ale za to pisany z dużo większą przyjemnością. Taki mały wstęp do rozmowy z Mary i… Ehm, ale nie uprzedzajmy faktów. Tak czy inaczej, proszę o wybaczenie za końcówkę!Dziękuję za komentarze i obecność – za to, że wciąż Was przybywa, bo to wiele dla mnie znaczy. Pojawiły się już pierwsze teorie co do tego, kim jest Alyssa i o co tutaj chodzi, ale na razie niczego ani nie odrzucam, ani nie potwierdzam. Niedługo przekonacie się sami i może uda mi się Was zaskoczyć.Na tę chwilę żegnam się i do napisania!

A co tutaj taka cisza? C;
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się tego, że zatają przed nią fakt, że Nadia wbiła jej w plecy kołek. Ale może to nawet i lepiej, bo dziewczyna mogłaby stracić przez to do nich zaufanie. Nikt z nich na pewno nie chciał takiego zakończenia tamtej walki, ale no cóż stało się. A my znowu nie dostaliśmy wyjaśnień! Liczyłam, że może będzie rozdział z Michaelem i Nadia, ale jak widać na chwilę obecną wolisz wszystko trzymać dla siebie. No i dobrze - przynajmniej bardzo powoli będziemy dowiadywać się kolejnych rzeczy, które będą w następnych rozdziałach. Mam nadzieję, że następny pojawi się w miarę szybko. Z chęcią bym już przeczytała co stanie się dalej, bo Mary na pewno tak łatwo nie odpuści i będzie chciała wyjaśnień dotyczących jej zniknięcia, a bajeczka o stażu w Nowym Jorku w tym wypadku nie przejdzie. Może gdyby znały się nieco krócej to Mary i by w to uwierzyła.
Miło ze strony Jasona, że zgodził się z nią pojechać. I to jeszcze w ciągu dnia, chociaż nie wyobrażam sobie tego, że w środku nocy mieliby tam jechać. Taki z niego uczynny facet, że dla dziewczyny zakrywa dzień i zabiera ja na uczelnie.
Swoją drogą, jestem ciekawa czy teraz spotka też kogoś innego. To na pewno byłoby ciekawe, gdyby pojawiły się jakieś osoby trzecie, chociaż... Sama nie wiem. Jak na razie na pierwszym planie jest konfrontacja Mary i Ali, która raczej nie przebiegnie gładko. Ale tego wszystkiego się dowiemy w kolejnym, mam nadzieję, rozdziale.^^
Dużo weny życzę, kochana^^
Ściskam mocno,
Gabi.
Hmm... Czyżby Ali miała w sobie jakieś moce, przez które, albo dzięki którym, Jason nie miał szans odmówić? Raczej nie wydawał się typem mężczyzny, który spełnia prośby bez mrugnięcia, zwłaszcza gdy chodzi o bezpieczeństwo.
OdpowiedzUsuńI to przygaśnięcie świateł. A może czuła też siarkę? Bo jak wiadomo, światło mruga, to demon się zjawia. ;)
Tylko nie mów, że Mary ma w sobie demoniczną krew, albo sama jest demonem. :X
Chyba za długo wczoraj oglądałam Winchesterów... Więc dość spekulacji z mojej strony i czekam na dalsze, może wyjaśnienia, albo jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi.
Pozdrawiam! ^^
Cieszę się, że Alyssa postanowiła załatwić sprawę swojego zniknięcie, chociaż myślę, że ciężko będzie uwierzyć w jej historię. W końcu szukali jej przez jakiś czas. A nawet jeśli uwierzą, to z pewnością będą w szoku.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy Alyssa dobrze zrobiła, że zdecydowała się iść sama. Z jednej strony ludzie w dziekanacie, i ogólnie ludzie, jeśli kogoś spotka, mogą być jeszcze bardziej podejrzliwi, że nagle wraca z jakimś obcym facetem. Ale z drugiej strony ktoś powinien jej pilnować, no i Jason miał jej pomóc z przekonywanie w razie czego. Być może to była "sprawka" tego głosu. W końcu to, co zdarzyło się na korytarzy było dość dziwne. Ale może to tylko wyobraźnia Alyssy.
Miała pecha, że spotkała akurat Mary, ale może lepiej załatwić to od razu. Rozmowa na pewno nie będzie łatwa i mam nadzieję, że Aly nic nie zrobi swojej najlepszej przyjaciółce, bo nigdy by sobie tego nie wybaczyła.