Alyssa
Samochód wciąż pędził gdzieś
przed siebie, podczas gdy deszcz zawzięcie atakował przednią szybę, tocząc
nierówną walkę z metodycznie poruszającymi się wycieraczkami. Gdzieś jakby
z oddali doszedł głośny huk grzmotu, niepoprzedzony chociażby najsłabszym błyskiem
pioruna. Padało coraz intensywniej i nic nie wskazywało, by miało przestać
w ciągu kilku następnych godzin, to wydawało się dziać jakby w innej
rzeczywistości, odległe i tak nierealne, co i ostatnie wydarzenia.
Alyssa
z opóźnieniem uświadomiła sobie, że już dłuższą chwilę wstrzymuje oddech.
Nerwowo zaciskała dłonie w pięści, nie odrywając wzroku od przedniej szyby
auta, zupełnie jakby w ten sposób miała być w stanie uciec przed…
Właściwie przed czym? Przed prawdą? To wydawało się pozbawione sensu, skoro nade
wszystko jej pragnęła, to jednak nie było takie proste, jak mogłaby tego
oczekiwać. Miała wrażenie, że w jednej chwili czas jakimś cudem stanął
w miejscu, a świat zatrzymał się, kurcząc do pędzącego drogą czarnego
mercedesa – a także melodyjnego szeptu Carlosa, który wydawał się dręczyć
ją nawet wtedy, kiedy wampir milczał.
Czuła na
sobie jego spojrzenie i to wystarczyło, żeby doprowadzić ją do szaleństwa.
Obecność Michaela w pewnym stopniu ją uspokajała, co chyba świadczyło
o tym, że jednak była na tyle naiwna, żeby próbować wierzyć w to, że
wampir będzie miał choć niewielki wpływ na brata, ale to również nie
wystarczyło, żeby zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa. Czuła, że wisi nad nią
coś wielkiego, co kumulowało się już od dłuższego czasu, a ostatecznie
osiągnęło punkt kulminacyjny, teraz najpewniej zamierzając zwalić jej się na
głowę. Już wcale nie była pewna tego, czego chciała, ale jedno pozostawało aż
nadto oczywiste: Carlos absolutnie nie zamierzał pozwolić jej się wycofać.
Jakby na
potwierdzenie tych przypuszczeń w lusterku dostrzegła nikły, niezwykle
pociągający uśmiech, który z wolna pojawił się na twarzy nieśmiertelnego.
Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że próbowała dyskretnie go obserwować,
ale nawet jeśli miał coś przeciwko, nie skomentował jej zachowania nawet
słowem.
– Nie
odpowiesz mi, Ali? Łatwiej jest rozmawiać, kiedy druga strona też ma coś do
powiedzenia – zauważył przytomnie, tym nieznośnie uprzejmym tonem, który
z równym powodzeniem mogłaby uznać za przejaw sympatii i dobrych
manier albo próbę doprowadzenia jej do szaleństwa. Jak znała Carlosa,
najpewniej chodziło o to drugie. – Zapytałem, czy wierzysz w anioły –
dodał już łagodniej, a Alyssa ledwo powstrzymała dreszcz.
– Jakiego
to ma znaczenie? – odpowiedziała tak cicho, że nawet sama siebie ledwo była
w stanie zrozumieć.
Carlos nie
odpowiedział od razu, wcześniej z wolna nachylając się w jej stronę.
Brodę oparł tuż przy nagłówku jej fotela, nagle znajdując się tak blisko, że
poczuła jego słodki oddech na twarzy, ale… Och, to na swój sposób było dobre.
– Hm… Nie
ułatwiasz mi. – Przesunął językiem po wargach, a ona omal nie wyszła
z siebie. Czuła, że serce wali jej jak oszalałe, jednak nie była pewna, co
jest tego przyczyną: świadomość zagrożenia, podekscytowanie czy… po prostu
Carlos. – W porządku, jakoś sobie poradzę. Nie będę cię pytał o to,
co sądzisz o religii, bo to w tym momencie najmniej istotne… Kto by
pomyślał, że usłyszysz coś podobnego od syna faceta, który był wręcz cholernie
religijny, prawda? – mruknął i parsknął odrobinę wymuszonym śmiechem. –
Jedno, co na pewno muszę przyznać naszemu ojcu – wymownie zerknął na Michaela –
to bez wątpienia to, że dzięki niemu dobrze poznaliśmy Biblię. Z mniejszą
czy lepszą chęcią, ale jednak dobrze. Tak czy inaczej… Podejrzewam, że
słyszałaś historię stworzenia świata, tak jak znamienita większość ówczesnej
populacji. Prędzej czy później każdy się z tym spotyka, dlatego pozwolę
sobie założyć, że taka inteligentna dziewczynka jak ty, zetknęła się z tym
tematem, zwłaszcza na wydziale humanistycznym. W końcu wy, dziennikarze,
dotrzecie wszędzie…
– Do
rzeczy, Carlos – syknęła, powoli zaczynając tracić cierpliwość. Czuła, że coraz
bardziej drży, a to zdecydowanie jej nie pomagało w zebraniu myśli,
tym bardziej, że słabość była ostatnim, co chciała w jego towarzystwie
okazać.
Wywrócił
oczami, ale przynajmniej usłuchał, co do pewnego stopnia zdołało wytrącić
dziewczynę z równowagi. W zasadzie sama nie była pewna, jak miały układać
się ich relacje, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się w zasadzie chwilę
wcześniej, ale starała się o tym nie myśleć. Prawda była taka, że na swój
sposób chyba nawet chciała, żeby Carlos znów zaczął zachowywać się jak
irytujący, chłodny dupek za którego miała go od samego początku i którego
swobodnie mogła obwiniać w myślach o całe zło ówczesnego świata.
– Cały czas
dążę do jednego. Nie chcę po prostu, żebyś później zarzuciła mi to, że jestem
za mało delikatny – obruszył się, a Alyssa prychnęła, potrząsając z niedowierzaniem
głową.
– Mam
uwierzyć, że nagle zacząłeś troszczyć się o to, co mogę sobie pomyśleć? –
zadrwiła, a do jej głosu wkradła się nutka goryczy, która zaskoczyła ją
nawet bardziej niż ucisk, który nagle poczuła w żołądku.
Carlos
zmarszczył brwi, spoglądając na nią w dziwny, nieodgadniony sposób.
Atmosfera w samochodzie nadal była napięta, a Ali miała wrażenie, że
gęstnieje coraz bardziej z każdą kolejną sekundą. W zasadzie nie
zdziwiłaby się, gdyby w pewnym momencie faktycznie udało jej się zawiesić
siekierę w powietrzu. Prawda była taka, że miała ochotę otworzyć drzwi
i bez zastanowienia wyskoczyć na zewnątrz – nawet w ten deszcz
i pomimo tego, że samochód wciąż pozostawał w ruchu. To jak nic była
oznaka desperacji, a może po prostu powoli zaczynała już tracić zmysły,
ale właściwie jakie to miało znaczenie?
– Nie
możemy odłożyć tego na później? – Alyssa wzdrygnęła się słysząc napięcie
w głosie Michaela. Natychmiast przeniosła na niego wzrok, jedynie po
sposobie w jaki kurczowo zaciskał palce na kierownicy auta orientując się,
jak trudno było mu zachować spokój. – Wszystkim należą się wyjaśnienia.
Powinniśmy usiąść i porozmawiać, ale najpierw…
– Naprawdę
chcesz w tej sytuacji udawać, że możliwa jest spokojna rozmowa, braciszku? – zapytał z niedowierzaniem
Carlos. Nawet to jego złośliwe „braciszku” zabrzmiało jakoś inaczej, być może
dlatego, że w głowie wampira jeden z nielicznych razów pobrzmiewała
wręcz wyjątkowa powaga. – Zresztą jak sobie chcecie. Jej się pytaj, a nie
mnie – rzucił chmurnie, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście.
– Alyssa? –
zwrócił się do niej Michael, jak gdyby nigdy nic ignorując brata. – Czy
dobrze…? Wszystko w porządku? – zaryzykował, najwyraźniej w ostatniej
chwili dochodząc do wniosku, że w takiej sytuacji dobre samopoczucie
byłoby pojęciem dość względnym.
W zamyśleniu
potrząsnęła głową, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie chociażby
słowa. „Nie, do cholery! Nic nie jest w porządku!” – miała ochotę
wykrzyczeć, ale powstrzymywała się, nie będąc w stanie zmusić się do tego,
by wykorzystać furtkę, którą dawał jej wampir i jednak pozostać w błogiej
nieświadomości. To zaszło zbyt daleko, a po tym, jak omal nie zginęła
w tamtym cholernym zaułku…
O, nie ma
mowy. To musiało się skończyć tu i teraz.
– Mów
dalej, Carlos – usłyszała swój własny głos.
Zamrugała
nieco nieprzytomnie, samą siebie zaskakując sposobem w jaki wypowiedziała
te słowa. Mówiła cicho, niemal szeptem, ale w jej głosie dało się wyczuć
nutkę czegoś władczego, co zdecydowanie nie zdarzało jej się na co dzień. Chociaż
miała wrażenie, że emocje dosłownie rozsadzają ją od środka, jakimś cudem udało
jej się sprawiać wrażenie równie opanowanej i zdecydowanej, co podczas
konfrontacji ze Skyler, kiedy tak po prostu rozkazała jej odejść – i podobnie
tak jak wtedy, wydało jej się to równie właściwe, jak i… niepokojące.
Chyba do
tego wszystkiego naprawdę zaczynała bać się samej siebie, a to
zdecydowanie nie powinno mieć miejsca.
Carlos
zacisnął usta, co naturalnie nie uszło jej uwadze. Odniosła wrażenie, że
pobladł, chociaż to jak nic musiało być co najwyżej wytworem wyobraźni. Nie,
zdecydowanie nie wyobrażała sobie, że ten wampir mógłby pozwolić wytrącić się z równowagi,
chociaż z drugiej strony… Możliwe, że wszystko zmieniało się, kiedy
chodziło o nią.
– Jak sobie
życzysz, księżniczko – powiedział cicho, starannie dobierając słowa. Chwilę
jeszcze przyglądał jej się z uwagą, dopiero po kilku następnych sekundach
decydując podjąć temat: – Mówiłem o Biblii, bo od niej wszystko się
zaczyna. Mam na myśli… Wiem z doświadczenia, że w każdej historii
jest ziarno prawdy. W każdej – powtórzył z naciskiem. – Jeśli spojrzysz
na nasze istnienie, sama przekonasz się, że taka jest prawda. Sama zresztą
zobacz… Mamy kły, prawda? I ty, i ja. Co więcej, jako jedyna z nas
nie spalasz się na słońcu, jeśli zaś chodzi o wszystkie te historie na
temat picia krwi… – Urwał, po czym energicznie potrząsnął głową. – Ty również
tutaj jesteś, Ali, a to oznacza, że istnieje więcej opowieści, które
ludzie przez rozwój cywilizacji i wzgląd na własną wygodę uznali za
zabobony… W gruncie rzeczy trudno ich winić, bo w wielu przypadkach
dla wszystkich lepiej byłoby, gdybyśmy mieli do czynienia wyłącznie z bajkami.
Uśmiechnął
się drapieżnie, czym nie po raz pierwszy przyprawił ją o dreszcze. Gest
oczywiście nie objął oczu, ale już zaczęła przywykać do myśli o tym, że
Carlos szczerze śmiał się naprawdę rzadko, o ile w ogóle.
Albo pocałunki, odezwał się cichy,
złośliwy głosik w jej głowie. Czy
ten wampir którąkolwiek dziewczynę całował prawdziwie?
Alyssa
zacisnęła usta i z niemal dziką przyjemnością nakazała swojemu
sumieniu się zamknąć.
– Stare
wierzenia pełne są historii, które zostały pogrzebane. Niektóre z nich
znalazły odzwierciedlenie w religii, a więc i Biblii, chociaż –
naturalnie – żaden szanujący się Kościół nie dopuściłby do wiadomości tego, co
mam ci do powiedzenia. Prawdziwą sztuką jest czytać pomiędzy wierszami, jeśli
wiesz, co mam na myśli. – Carlos zaśmiał się cicho, naprawdę melodyjnie. Jego
słodki oddech owiał jej policzek. – Domyślasz się, dlaczego pytałem cię o anioły,
Ali?
Nie
odpowiedziała, nie zamierzając zaszczycić go chociażby spojrzeniem, chociaż to
było trudne. Był tak blisko, że pewnie gdyby jednak zdecydowała okręcić się na swoim
miejscu, przekonałaby się, że jego usta są tuż przy jej własnych, a do
tego zdecydowanie nie zamierzała dopuścić – i to nie tylko dlatego, że
towarzyszył im Michael, a Carlos był cholernym manipulatorem.
Usłyszała
przeciągłe westchnienie, ale przynajmniej darował sobie próby zwodzenia jej
i wciągania do rozmowy. Mruknął coś gniewnie pod nosem, Alyssy zaś w oszołomieniu
wydało się, że zabrzmiało to jak „Świetnie, zawsze lubiłem monologi” albo coś
równie złośliwego, ale nie miała pewności.
– Anioły,
Serafinowie, Posłańcy Boga… Nazwij ich, jak chcesz. Ja powiedziałbym, że to po
prostu kolejne nadludzkie istoty, równie niezwykłe i wyjątkowe, co każde
z nas. Wraz z nimi oczywiście zrodziły się demony, ale przecież
wszystko zależy od nastawienia, czyż nie? To wciąż te same istoty, aczkolwiek…
– Zamilkł i lekko potrząsnął głową. – Biblia mówi o dniu upadku
i wielkiej wojnie w niebiosach, kiedy to jeden z najbardziej
zaufanych posłańców Boga odwrócił się od swojego stwórcy. Niosący Światło
pociągnął za sobą inne istoty ciemności, zastępy Serafinów podzieliły się
i doszło do konfliktu, a w konsekwencji do potępienia tych,
którzy sprzeciwili się swej naturze. Upadli, których wypędzono z Raju –
obdarto ze skrzydeł i zrzucono na ziemię, gdzie przez resztę wieczności
mieli wieść życie potępieńców…
Carlos
zamilkł, dając jej chwilę na oswojenie się z nowymi informacjami. Chociaż
Alyssa nadal nie rozumiała do czego zmierzał i jaki związek miały
opowiadane przez niego historie z tym, co przecież miał jej wytłumaczyć, jednak
nie miała odwagi zaprotestować, po prostu pozwalając mu mówić. W pewniej
chwili uprzytomniła sobie, że słucha go jak urzeczona, niezdolna wykrztusić
z siebie chociażby słowa albo głębiej odetchnąć. Nie miała
pojęcia co to oznacza, ale nie potrafiła tak po prostu odciąć się od cichego
szeptu Carlosa, a wypowiadane przez niego słowa wydawały się owijać wokół
niej, przyprawiając o dreszcze i na swój sposób… nęcąc.
Zadrżała
mimowolnie, nagle zaniepokojona. Manipulował nią jak nic, wykorzystując, że
była oszołomiona i wciąż pod wpływem silnych emocji. Na pewno to robił,
ale…
– W Biblii
nie ma wielu wzmianek o upadłych aniołach, Ali. Nawet ludzie w swoich
wierzeniach się ich wyrzekli, przez lata instynktownie wystrzegając tego, co
nieznane i złe… Co oczywiście nie znaczy, że temat został wyczerpany –
dodał pośpiesznie, po czym westchnął cicho. – Jest… wiele historii. Sporo
elementów się zgadza, tak jak w przypadku podań o wampirach, ale
jedna z wersji… mówi o tym, że życie na ziemi wcale nie było
najpoważniejszą karą, która spotkała tych, którzy zostali wygnani z niebios.
Wiele jest wzmianek o gigantach, o dzieciach spłodzonych w wyniku
współżycia demonów z upadłymi kobietami. Te dzieci potępiano, zresztą tak
jak i ich rodziców.
Carlos
nachylił się bliżej, już nawet nie siedząc, ale dosłownie wisząc na oparciu jej
fotela. Alyssa w końcu uniosła głowę, znajdując w sobie dość odwagi,
żeby spojrzeć mu w oczy. Ciemne tęczówki wydawały się łagodnie jarzyć
w ciemności, tak bardzo nieludzkie, ale na swój sposób zmartwione, choć
nie sądziła, że to w jego przypadku możliwe.
Gdzieś
w oddali rozległ się kolejny grzmot. Ten dźwięk w niemal brutalny
sposób powinien był sprowadzić ją na ziemię, ale czuła się tak bardzo otępiała,
że pewnie nawet gdyby auto nagle władowało się w drzewo, nie zwróciłaby na
to uwagi.
– Potępione
dzieci…? – wyszeptała, ale nawet nie była w stanie dokończyć. – Co ty
próbujesz…?
– Kiedy
aniołowie upadli, zmuszeni zostali do współegzystowania z ludźmi – podjął
przesadnie wręcz spokojnym głosem, który doprowadzał ją do szaleństwa. – Ukryli
się pośród śmiertelników, tak jak i my, chociaż na swój sposób nadal
tworzyli oddzielną społeczność. Książę Ciemności – Lucyfer, jak powszechniej go
znano – wciąż dzierżył władzę, choć naturalnie osłabiony i bardziej…
ludzki. Podobno Bóg nie odbiera tego, co raz ofiarował, a dusze aniołów
były nieśmiertelne. Problem w tym, że nieśmiertelność można rozumieć na
bardzo wiele sposobów – dodał z naciskiem. – Sam Lucyfer i jego Serafinowie
mieli istnieć wiecznie, ale dla zachowania równowagi… Istnieją legendy o nieśmiertelnych
duszach, regularnie odradzających się w kolejnych wcieleniach. Historia
świata pełna jest czarnych kart, a gdyby się nad tym zastanowić, można
zauważyć pewną prawidłowość. Kto wie, może niektórzy wykorzystywali nawet
wampiryzm, żeby wyzbyć się własnych słabości… Jak wspominałem, na świat
przychodziły potępione dzieci, chociaż część z nich była tak słaba, że
umierała jeszcze w okresie niemowlęctwa, z kolei te, które
przeżywały, były niewiele wytrwalsze od ludzkich istot. Krew miała znaczenie,
a wraz każdym kolejnym pokoleniem potomkowie byli coraz słabsi. Niektóre
dusze wykorzystywały cudze ciała, żeby zapewnić sobie przeżycie, zmuszone kraść
życie innych, by zapewnić sobie chociażby namiastkę nieśmiertelności. Tak czy
inaczej, demony zawsze istniały i istnieć będąc, zresztą tak jak wampiry,
chociaż nas również nie powinno być na tym świecie – powiedział wprost i to
było prawie jak siarczysty policzek.
– Czy
Skyler…? – wyrzuciła z siebie pod wpływem impulsu.
Carlos
spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem.
– Ty to
powiedziałaś, nie ja – zauważył przytomnie, ale – co nie uszło jej uwadze – nie
zaprzeczył.
– Boże… –
wykrztusiła w oszołomieniu. Czuła, że zaczyna kręcić jej się w głowie,
chociaż nie sądziła, że to w jej przypadku możliwe. Jakby sam wampiryzm
i ewentualne istnienie zmiennokształtności nie wystarczyły! – Ja nie… Ale
co to ma wspólnego ze mną? – jęknęła, chociaż – niech go szlag! – chyba wolała
nie wiedzieć dokąd to szaleństwo zmierzało.
Spodziewała
się kolejnego retorycznego pytania, znaczącego spojrzenia a’la „Przecież wiesz”
albo czegoś równie ostatecznego i denerwującego zarazem, ale nic podobnego
nie miało miejsca.
W zamian
Carlos mówił dalej:
– Podobno
Bóg nie odwrócił się od swoich potępionych dzieci. Na ziemię z własnej
woli zstąpili posłańcy, którzy mieli zlitować się nad swoimi pobratymcami
i wskazać im drogę do zbawienia. Nie wszyscy Upadli byli tacy, jak
pierwszy z nich. Niektórzy zbłądzili albo popełnili błąd. Istniała
nadzieja, choć z natury już wiadomo, że ciemność zawsze będzie dążyła do
zgładzenia nawet najłagodniejszego przebłysku światła. – Nagle spojrzał jej
w oczy i już nie była w stanie nawet odwrócić głowy, porażona
intensywnością jego spojrzenia. – Gaja była jedną z tych, którzy mieli
poprowadzić Upadłych ku światłu. Była… dobra. Na wskroś dobra i niewinna,
jeśli wiesz, co mam na myśli. Czysta… I naiwna, chociaż możesz stwierdzić,
że to okrutne z mojej strony. Tak czy inaczej, ktoś tak pełen współczucia
musiał prędzej czy później popełnić błąd. Z drugiej strony, może po prostu
zgubiła ją jej uroda – promienne piękno, które poruszyło samego Księcia
Ciemności…
Głos miał
coraz cichszy i jakby odległy, a może to po prostu ona miała coraz
większe trudności z tym, żeby właściwie koncentrować się na jego słowach. Z każdą
kolejną sekundą ogarniało ją coraz silniejsze uczucie niepokoju, który… który…
Nie.
– Carlos… –
szepnęła, ale miała wrażenie, że sprowadzało się to wyłącznie do bezradnego
ruchu warg.
– Lucyfer
uwiódł Gaję, zwodniczo przekonując ją do tego, że u jej boku byłby zdolny…
obrać właściwą ścieżkę. – Wampir parsknął pozbawionym wesołości śmiechem. –
Gdyby w istocie tak było, okazałoby się to przełomem, którego wszyscy
potrzebowali, zwłaszcza, że za Lucyferem podążyliby wszyscy ci, których
pogrążył. Niestety, ładne zakończenia są tylko w bajkach, a igranie
z ciemnością musiało doprowadzić do tragedii. – Nerwowo oblizał usta. Dlaczego mam wrażenie, że coś o tym
wiesz? Dlaczego czuję, że tragiczne zakończenia nie są ci obce…?, przeszło
Alyssie przez myśl, ale nawet gdyby była w stanie wykrztusić z siebie
chociaż słowo, nie miałaby odwagi go o to zapytać. – Gaja szybko
zrozumiała, że została oszukana. Jakby tego było mało, wkrótce zorientowała
się, że nosi pod sercem dziecko samej Ciemności – istotę zrodzoną ze
współczucia i okrucieństwa, będącą uosobieniem miłości i gniewu,
który samej Gai był czymś obcym. W noc przesilenia zimowego wydała na
świat dziecko o którym mówiono, że przyniesie Lucyferowi chwałę albo
spowoduje jego ostateczne zniszczenie. Dziecko, które…
Być może
mówił coś jeszcze, ale już tego nie słyszała. Jeśli do tej pory w głowie
miała mętlik, w jednej chwili stanęła gdzieś na krawędzi przepaści
szaleństwa, a ostatecznie została z niej brutalnie zepchnięta. Nagle
poczuła się tak, jakby znowu spadała – leciała w pustkę, prosto w nicość
i ciemność, gdzie nie istniało już nic innego i które chyba nigdy nie
miały się skończyć. Spadała coraz szybciej i niżej, w jednej chwili
pragnąc już tylko chwycić się za głowę, zwinąć się w pozycji embrionalnej
i krzyczeć tak głośno, jak tylko będzie w stanie, obojętna na to, czy
miało to jakikolwiek sens.
Błękitne oczy… błękitne oczy i poczucie
spadania, kiedy…
– Alysso…
Alysso, rozumiesz? – Głos Carlosa doszedł do niej jakby z oddali, dziwnie
zniekształcony i taki… taki odległy… – Zbłąkana dusza, która z jakiegoś
powodu wracała już nie raz. Historia mówiła o znamieniu na plecach i o tym,
że przed dwudziestymi urodzinami Córa Ciemności osiągnie nieśmiertelność… I moc.
Wyjątkową moc, Ali. Trzy ugryzienia, żeby osiągnąć nieśmiertelność i… Wampiry
zawsze mocno były związane z ciemnością, a może ona z nami –
powiedział, ale z równym powodzeniem mógłby milczeć. – Ale ty nadal nie
pamiętasz… Jak mam do ciebie mówić, księżniczko? Czy może wolałabyś Ariano? – zapytał, a jej aż
pociemniało przed oczami, kiedy usłyszała to imię.
Czerwona suknia… złociste włosy…
Tamten taniec i spojrzenie
przenikliwych błękitnych oczu, które…
Nie.
– Alyssa?
Na litość Boską, Ali! – doszedł ją zaniepokojony głos Michaela i uprzytomniła
sobie, że najpewniej wygląda na balansującą gdzieś na granicy omdlenia, ale
nawet to nie miało dla niej znaczenia – tym bardziej, że nie zamierzała tak po
prostu zemdleć.
Pod wpływem
impulsu poderwała głowę, potrząsając nią tak gwałtownie, że włosy aż opadły jej na twarz. Trzęsła się cała, a od nadmiaru niespójnych, oszałamiających informacji
kręciło jej się w głowie – bo chociaż Carlos nie powiedział tego na głos,
przecież wiedziała, że…
NIE!!!
– Zatrzymaj
samochód!
Czekałam na ten rozdział i w końcu się udało. Nie przedłużając, prezentuję Wam najważniejszą część tej księgi – zaledwie kawałek układanki, ale jakże istotny. Z dedykacją dla Adny, bo zdążyłaś rozgryźć dość, bym nie miała szans Cię na tym etapie zaskoczyć. Cóż, ale to wciąż zaledwie kawałek tego, co sobie zaplanowałam :)Dziękuję za obecność i komentarze, zresztą tak jak zwykle. Mam nadzieję, że się na tej historii nie zawiedziecie.Do następnego!

No w końcu! :) Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jestem zaskoczona wyjaśnieniami. Ale i tak jestem zaciekawiona jednym z elementów, że tak powiem. Chodzi o samą Gaję. Co się z nią stało? Czy dalej będzie coś o niej?
OdpowiedzUsuńRaczej kiepsko, dowiedzieć się, że jest się dzieckiem Lucyfera :/ No a skoro Ali ma albo pomóc, albo zaszkodzić Upadłemu, to ciekawe czy tatuś będzie chciał przeciągnąc ją na swoją stronę, czy też może zabić?
Robi się jeszcze bardziej ciekawie. :)
Carlos chyba pierwszy raz mówił tak dużo! I trochę haotycznie, przynajmniej ja tak to odebrałam, ale może to zasługa gorączki... tak czy siak, cieszę się, że w końcu jest ten rozdział i standardowo czekam na ciąg dalszy. :)
Dziękuję bardzo za dedykację, nawet nie wiesz jak mi miło z tego powodu ^^
Zaskoczyłaś mnie :) Historia upadłych aniołów naprawdę mnie urzekła - chodzi mi o sposób, w jaki opowiedział ją Carlos, nie, nie uważam, żeby była słodka czy coś w tym rodzaju xD Sama historia matki Ali jest dość tragiczna i w sumie ciekawi mnie, jak to będzie z nią dalej i czy pojawi się kiedyś w przeciągu całej trylogii. Na przykład czy spotka kiedyś swoją córkę.
OdpowiedzUsuńOgólnie to szkoda trochę Ali, bo jednak nie codziennie dowiadujesz się, że twój ojciec to zło wcielone. Pytanie tylko co Lucyfer planuje zrobić.