Alyssa
Mary była zdeterminowana. Alyssa
mogła to wyczuć, świadoma przede wszystkim intensywnego spojrzenia przyjaciółki.
Nie tego się spodziewała, poza tym nadal nie docierało do niej to, że powiedziała
prawdę, tym samym narażając swoją najlepszą przyjaciółkę na niebezpieczeństwo.
Nie powinna tego robić, aż prosząc się o nieszczęście i niejako
negując wszystko, co przez te wszystkie tygodnie usiłował osiągnąć Carlos,
jednak patrząc w szmaragdowe oczy Mary, uprzytomniła sobie, że tak
naprawdę nie żałuję – i że niezależnie od wszystkiego nie będzie w stanie
zacząć.
Czy w takim
razie była egoistką? W jej przekonaniu nieśmiertelność pozostawała nie
tylko darem, ale również przekleństwem, poza tym ciągnęła za sobą cały szereg
konsekwencji, które zaczynały ją przytłaczać. Gdyby była rozsądna, przyszłaby
tutaj, a jednak… Zresztą akie to właściwie miało teraz znaczenie? Co mogła
zmienić w sytuacji, kiedy decyzja została już podjęta, a Mary…
Mary z jakiegoś
powodu nadal tutaj była.
Przez kilka
kolejnych sekund wpatrywały się w siebie nawzajem, obie milczące i nieruchome.
Alyssa czuła stopniowo narastające napięcie, jednak nawet wtedy nie była w stanie
stwierdzić, dokąd to wszystko zmierzało. Podświadomie nadal wyczekiwała
wybuchu. Tego, że nagle okaże się, iż Mary jest w szoku, a ten stan
z wolna ustąpi, kiedy do dziewczyny w pełni dotrze to, co dzieje się
wokół niej. Alyssa niemal spodziewała się kolejnej zmiany, kiedy jej najlepsza
przyjaciółka – niemal siostra, której nikt nie miał być w stanie tak po
prostu zastąpić – jednak się od niej odwróci, decydując się spojrzeć nań z obrzydzeniem
albo…
Nic z tego.
Kolejne
sekundy miały, ciągnąć się w nieskończoność, a wyraz twarzy Mary nie
zmienił się nic a nic. Jakby tego było mało, dziewczyna nagle ruszyła się
z miejsca, podchodząc bliżej i nie zwracając uwagi na to, że Alyssa
właściwie wciskała się w ścianę, pragnąc zniknąć dziewczynie z oczu –
cokolwiek, byleby utrzymać przynajmniej niewielki dystans pomiędzy nimi.
Chciała krzyczeć i protestować – każąc przyjaciółce odsunąć się i nie
podchodzić dla bezpieczeństwa ich obu – jednak pewnie nawet gdyby się na to
zdobyła, na Mary nie zrobiłoby to żadnego wrażenia. Ta dziewczyna choćby i w najgłębszym
szoku potrafiła zaskakiwać, aż Ali zaczęła się zastanawiać, czy gdyby nagle
okazało się, że prócz kłów ma skrzydła i – powiedzmy – czarny diabelski
ogon (W końcu… czemu nie? Skoro była córką Lucyfera, równie dobrze mogła
mieć ogon, rogi, a jakby się postarała, może kochany tatuś załatwiłby jej widły, żeby szybciej oswoiła się ze
swoim przeznaczeniem!), Mary przyjęłaby to z równym spokojem. Ta
akceptacja… To było dla nie do pojęcia, tak jak i sama świadomość tego, że
jednak tutaj była.
Z tym,
że Mary dopiero zaczynała się rozkręcać. Zanim Alyssa zorientowała się, co się
dzieje, przyjaciółka bez jakiegokolwiek ostrzeżenia podeszła bliżej, a potem
– w tak naturalnym geście, jakby wszystko było w porządku, a Ali
wcale nie czuła się zdolna do tego, żeby wgryźć się współmieszkance w tętnicę
i wypić całą krew – otoczyła dziewczynę ramionami, zamykając w stanowczym
uścisku. Alyssa zesztywniała, początkowo nie będąc w stanie odwzajemnić gestu
i po prostu stojąc jak słup soli, niezdolna ruszyć się choćby o krok.
Nie potrafiła się odsunąć, w równym stopniu pragnąć tej bliskości, jak
i czując przerażenie na myśl o tym, co może się wydarzyć, jeśli
pozwoli, by ten stan rzeczy trwał choć chwilę dłużej. Chociaż Mary cała sobą
komunikowała, że czuje się przy Ali bezpieczna, to nie powinno mieć miejsca.
Już na wstępie musiała wyznaczyć granice i bezwzględnie się ich trzymać. W zasadzie
najrozsądniejszym, co w tej sytuacji mogła zrobić, było stanowcze
odsunięcie Mary i udowodnienie jej, że już nic nigdy nie będzie takie,
jakim było przed tym nieszczęsnym wieczorem, kiedy zdecydowała się wsiąść do
tego przeklętego, czarnego mercedesa Doriana. Kto wie, może gdyby się
postarała, również w pamięci Mary byłaby w stanie zaszczepić
odpowiednio zmodyfikowane wspomnienia, tak jak było w przypadku Alexandra,
tym bardziej, że wtedy również była wzburzona – i to chyba dużo bardziej
niż w tej chwili. Gdyby tylko się postarała…
– Już? –
usłyszała i drgnęła niespokojnie, całkowicie wytrącona z równowagi
pytaniem, które jak gdyby nigdy nic zadała Mary.
– Już? – powtórzyła z niedowierzaniem,
energicznie potrząsając głową. – O czym ty…?
Mary
westchnęła.
– Czy już
jest w porządku? – uściśliła, po czym zawahała się na moment. Podejrzliwie
zmrużyła zielone oczy, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. – Mam na myśli… –
Urwała, najwyraźniej nie będąc pewną, jak powinna ubrać w słowa to, co
akurat chodziło jej po głowie.
– Czy przypadkiem
nie mam ochoty rozszarpać ci gardła i odtańczyć taniec radości, w między
czasie radośnie chłepcąc twoją krew? – podsunęła niemal uprzejmym tonem. Nie
mogła się powstrzymać w nastroju na tyle podłym, by nie szczędzić sobie
sarkazmu.
Poczuła, że
Mary zesztywniała, niepewna czy ma do czynienia z żartem, czy też Alyssa
mówiła poważnie. Przez kilka sekund trwała w bezruchu, wciąż tuląc się do
przyjaciółki, chociaż już nie z takim zapałem i pewnością, co
wcześniej. Ostatecznie z wolna się wycofała, odsuwając na tyle, by móc
zajrzeć przyjaciółce w oczy. Jej własne lśniły niespokojnie, Ali zaś trudno
było stwierdzić, co Mary tak naprawdę w tamtej chwili myślała i czuła.
– Okej,
wampiry – powiedziała w końcu i to słowo zabrzmiało całkiem
naturalnie w jej ustach. – Okej, w końcu czemu nie… – Wypuściła
powietrze ze świstem, a potem – a niech ją szlag! – na jej ustach
z wolna pojawił się niepewny, choć bez wątpienia szczery uśmiech. Co
prawda sprowadzało się to jedynie do nieznacznego uniesienia ust, a Mary
prawie natychmiast spoważniała, jednak ten gest i tak wydał się Alyssy…
niesamowity. – Poważnie byłabyś do tego zdolna?
– Do czego?
– Ali czuła, że zaczyna być coraz bardziej zmęczona tą rozmową.
Mary
cofnęła się o krok, wspierając obie dłonie na biodrach i spoglądając
na przyjaciółkę w niemal surowy sposób. Kto by pomyślał, że to właśnie ona mnie będzie musiała przywoływać do
porządku!, pomyślała w oszołomieniu Alyssa, coraz bardziej wytrącona
z równowagi.
– Skup się,
Ali! – nakazała Mary. – Swoją drogą, jeśli to był żart, to wiedz, że nie
śmieszny. Coś ci się dowcip wyostrzył, chociaż nie wiem, czy mi się to podoba.
Sarkazm do ciebie nie pasuje – stwierdziła chmurnie, potrząsając z niedowierzaniem
głową.
– Picie
krwi wcale nie jest tutaj żartem, chociaż wcale bym się nie obraziła, gdyby nim
było – mruknęła, ledwo powstrzymując się do dodania tego, że skoro faktycznie
zaczyna być sarkastyczna, to najwyraźniej przebywanie z Carlosem zaczynało
dawać jej się we znaki.
Cholera, jeszcze
tego było jej trzeba! Nie chciała rozwodzić się nad swoim stwórcą, niepewna dlaczego
w tej sytuacji pomyślała właśnie o nim. Starała się odsunąć od siebie
wszystko to, co miało jakikolwiek związek z Sorentimi, a już
zwłaszcza pewnym irytującym nieśmiertelnym, ale nie była w stanie. Co
więcej, chociaż Carlos nadal sprawiał, że wydawała się dostawać białej
gorączki, odkąd zwierzyła się Mary, wspomnienia minionych godzin i wszystko
to, czego się dowiedziała, już nie było aż tak bolesne i trudnie do
zniesienia. Złość minęła, pozostawiając po sobie wyłącznie pustkę i rozżalenie,
to jednak wydawało się znośne, zwłaszcza dzięki reakcji przyjaciółki. Nie
pojmowała jakim cudem ta w ogóle była w stanie zachować się tak,
jakby całe to szaleństwo pozostawało czymś najzupełniej naturalnym, ale to w gruncie
rzeczy nie miało znaczenia… Nie, skoro tak bardzo potrzebowała akceptacji.
Pomijając
Mary, podstawowe pytanie wciąż dotyczyło tego, czy nadal była wściekła na
Carlosa. No cóż, tak, oczywiście – w końcu to wszystko była jego wina.
Wciąż miała w pamięci wszystko co jej powiedział, a kiedy zaczęła
analizować poszczególne słowa oraz własne zachowanie, ledwo była w stanie
powstrzymać się przed nerwowym zaciśnięciem dłoni w pięści. Robiła
wszystko byleby utrzymać nerwy na wodzy, to jednak zaczynało być coraz bardziej
wymagające. Co prawda zwierzając się Mary poczuła się lepiej, przynajmniej częściowo
pozbywając się ciążącego jej ciężaru, ale…
„Radość
dzielona z przyjacielem jest dwa razy większa, a smutek dzielony z przyjacielem
zimniejsza się o polowę” – przypomniała sobie dawno zasłyszane słowa. Nie
pamiętała skąd je zna i w jakich okolicznościach spotkała się z nimi
po raz pierwszy, jednak to nie miało znaczenia. Sęk w tym, że teraz sama
miała okazję przekonać się, jak wiele prawdy było w tych słowach, nawet
jeśli zarazem nie wyobrażała sobie, że tak przyziemne mądrości mogą znaleźć
odniesienie w sytuacjach… zdecydowanie mnie codziennych.
Ta… Niech żyją eufemizmy!, pomyślała
z przekąsem i omal nie roześmiała się histerycznie. Mogła
przewidzieć, że przebywając z Carlosem prędzej czy później zwariuje.
– A jednak
piłyśmy razem herbatę. Popraw mnie, jeśli się pomyliłam, ale gdybyś była
Draculą, raczej nie miałabym tej przyjemności – zauważyła Mary, przy okazji
skutecznie sprowadzając Alyssę na ziemię.
– Naprawdę
uważasz, że Stoker jest tu najodpowiedniejszą analogią? – zapytała z niedowierzaniem.
– Mary…
Dziewczyna
jedynie potrząsnęła głową, tym samym jasno dając Alyssy do zrozumienia, że ma
zamilknąć. To również wydawało się ironiczne, że zwykła śmiertelniczka
próbowała narzucać cokolwiek dziewczynie, która nie tylko mogła ją zabić, ale –
jakby nie patrzeć – była… kimś znacznie więcej niż typowy wampir. Co więcej,
choć nie sądziła, że to w ogóle możliwe, z jakiegoś powodu Alyssa
czuła się z tym… po prostu dobrze.
Zacisnęła
usta, coraz bardziej niespokojna. Próbowała dać Mary czas, by jakkolwiek
otrząsnęła się z sytuacją, tym bardziej, że sama również go potrzebowała
i nawet mając przed sobą perspektywę wieczności, zaczynała wątpić, czy to wystarczy.
Niczego już nie rozumiała, począwszy od samej siebie, przez wyjaśnienia
Carlosa, a na tych dziwnych przebłyskach kończąc. Jakby tego było mało, do
tej pory prześladował ją ten dziwny, bezcielesny szept, który…
Och, nie. Nie
chciała się nad tym zastanawiać, przynajmniej na razie Kiedy słyszała ten głos
– te niespójne myśli, które pojawiały się w najmniej właściwych momentach
– wtedy zazwyczaj czuła się najmniej stabilna i po prostu wiedziała, że za
moment wydarzy się coś bardzo niedobrego. Z drugiej strony tak było za
każdym razem, kiedy wpadała gniew, a jeśli wziąć pod uwagę, że kilka
godzin wcześniej czuła się gotowa rozczłonkować Carlosa, chyba powinna bardziej
przejmować się trzymaniem nerwów na wodzy niż czymkolwiek innym.
Tak swoją drogą, to czy nieśmiertelnych
miała prawo dręczyć schizofrenia albo inny rodzaj szaleństwa…?, przeszło
jej przez myśl, jednak i na to pytanie nie otrzymała odpowiedzi. To była
jedna z tych kwestii, które pozostawały dla niej zagadką, niezależnie od
tego, czego mogłaby oczekiwać.
A jednak
kolejne minuty mijały, a ona czuła się przy Mary dobrze, wcale nie czując
się jak spragniony krwi potwór, który w każdej chwili będzie w stanie
pokusić się o to, by urządzić w akademiku rzeź. Czuła słodycz krwi
przyjaciółki, tym bardziej, że ciało Mary mimo wszystko wydawało się reagować
na obecność potencjalnego drapieżnika, serce zaś trzepotało się w piersi tak
energicznie i nerwowo, jakby miało w planach wyrwać się na zewnątrz
i uciec. To sprawiało, że skóra dziewczyny stała się rozkosznie
zarumieniona, a Ali nawet przyłapała się na tym, że śledzi wzrokiem wzór,
który pod warstwą skóry tworzyły błękitne żyło, jednak i to wydawało się
pozbawione znaczenia. Nie miała wrażenia, że za moment straci kontrolę, w rzeczywistości
odczuwając zaledwie lekkie pieczenie, ale nie mając ochoty na to, by zacząć
polować.
Cholera, co jest ze mną nie tak…?
Nie,
oczywiście nie żałowała, że nie zachowuje się jak jakaś histeryczka, namiętnie
łaknąc krwi każdego, kto tylko znalazłby się w jej zasięgu, ale ta pewność
siebie również nie była normalna. Być może miało to bezpośredni związek z tym,
co powiedział Carlos – że jednak naprawdę… żyła, po raz kolejny zresztą – ale
to nadal wydawał się nieprawdopodobne.
– W porządku
– usłyszała i aż zamrugała z niedowierzaniem, kiedy Mary jak gdyby
nigdy nic ujęła ją pod ramię i pociągnęła za sobą w głąb pokoju. Obie
zajęły dawne łóżko Alyssy, choć ta prawie nie była świadoma tego, że pod
naciskiem przyjaciółki jednak pokusiła się o to, żeby zmienić pozycję. –
Chcę, żebyś mi na początek obiecała jedną rzecz, Ali – zapowiedziała ostrym
tonem Mary, a Alyssa uniosła brwi ku górze, nie kryjąc sceptycyzmu.
– Nie
zamierzam cię gryźć – zapewniła natychmiast, po czym momentalnie zapragnęła
uderzyć głową w ścianę, porażona własną bezmyślnością.
Mary
rzuciła jej pełne zwątpienia spojrzenie, nagle zaniepokojona. Nie odsunęła się,
ale po sposobie, w jaki zacisnęła usta, Alyssa wychwyciła umiejętnie
maskowany strach, który wbrew wszystkiemu jej przyjaciółka musiała odczuwać.
– Ulżyło
mi, nie powiem. – Wywróciła oczami, żeby szybciej dojść do siebie. – Ale nie
o to chodzi. Zacznijmy do tego, że nie potraktujesz mnie tak, jak biednego
Alexa.
– Mary…
Alyssa cała
zesztywniała, porażona intensywnością spojrzenia zielonych oczu przyjaciółki.
Jak mogła obiecać jej coś takiego, zwłaszcza, że nie tak dawno temu sama doszła
do wniosku, że pomieszanie jej w głowie byłoby najmądrzejszym, co mogłaby
tego wieczora zrobić?
Nie miała
pewności, co takiego prezentował wraz jej twarzy, ale najwyraźniej zdradzał
wystarczająco wiele, by zaniepokoić jej rozmówczynię.
– Nie! –
Mary jęknęła, wyrzucając obie ręce ku górze w obronnym geście. – Won od
moich wspomnień, jasne? Zero mieszania w głowie. Nie ma uciekania, Alysso
Wilde, Sorenti czy jak się tam teraz nazywasz – rzuciła i pogroziła jej
palcem, chociaż to wydawało się niemal równie abstrakcyjne, co i cała ta
sytuacja. Chyba nawet nie byłaby zaskoczona, gdyby Mary do tego wszystkiego
tupnęła, żeby podkreślić swoje niezadowolenie.
– Ja… –
Wciąż wpatrywała się w przyjaciółkę w oszołomieniu, próbując
zrozumieć, jakim cudem na własne życzenie zdecydowała się wpakować w to
szaleństwo. – Tak jest – zgodziła się usłużnie.
Mary
odetchnęła.
–
Znakomicie. Więc się dogadujemy, na całe szczęście… – mruknęła, w zamyśleniu
potrząsając głową.
– Nic już
nie jest takie, jak wcześniej – upomniała ją machinalnie Alyssa.
Dziewczyna
westchnęła, po czym przeczesała czarne włosy palcami. Ali w oszołomieniu
uprzytomniła sobie, że pośród lśniących, ciemnych kosmyków Mary, dostrzega
naturalny blond jej włosów, choć ta nigdy nie pozwalała sobie na to, żeby
doprowadzić się do aż takiego stanu. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, jednak
nawet na zazwyczaj bladej twarzy przyjaciółki nie dostrzega znajomego, ostrego
makijażu. To nie było normalne, skoro jej współmieszkanka mało kiedy decydowała
się zmyć go całkowicie – i to nawet wtedy, gdy kładła się spać. Maska,
którą tworzyła dla siebie Mary, kryjąc się za iście gotyckim stylem, była
równie naturalna, co i jej niesamowity charakter, a jednak patrząc na
nią w tamtej chwili, Alyssa nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy po raz
ostatni jej przyjaciółka wydawała się aż tak krucha.
To moja wina? To ja doprowadziłam ją do
takiego stanu?, pomyślała w oszołomieniu, czując coraz silniejsze
wyrzuty sumienia, choć instynktownie spróbowała je zdusić. Mary nigdy nie
lubiła, kiedy ktokolwiek próbował się zadręczać, zdecydowanie bardziej
preferując działanie, jednak z drugiej strony…
A potem
coś ją tknęło i zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, w najzupełniej
naturalny sposób chwyciła Mary za rękę i spojrzała jej w oczy.
– Jak twoja
mama?
Oczy Mary
rozszerzyły się nieznacznie, ona sama zaś wyglądała tak, jakby nagle została
schwytana w pułapkę. Co prawda prawie natychmiast wzięła się w garść,
aż nazbyt dobrze panując nad emocjami, jednak Alyssa znalazła ją już na tyle
dobrze, by wiedzieć, że dziewczyna i tak jest przygnębiona.
– Co…? Och,
świetnie – rzuciła przesadnie entuzjastycznym tonem. – To znaczy… dopiero
miałam do niej zajrzeć, ale na pewno jest świetnie – sprostowała i Alyssa
nie miała wątpliwości co do tego, że Mary kłamie jak z nut. – Zresztą to
teraz nieistotne. Powinnyśmy skupić się na czymś innym – zapowiedziała i nie
czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Ali, poderwała się na równe nogi,
nagle zaczynając nerwowo krążyć po pokoju.
– Mary, ja
naprawdę… – zaczęła, po czym westchnęła przeciągle, aż nazbyt świadoma, że
kiedy jej współmieszkanka zaczynała zachowywać się w ten sposób, najlepiej
jest się wycofać i po prostu odpuścić. To była Mary. Gdyby chciała się
zwierzać, sama przeszłaby do rzeczy. – W zasadzie… co masz na myśli? –
zapytała podejrzliwie.
Choć
widziała wyłącznie plecy dziewczyny, mimochodem zauważyła, że ta wyraźnie się
rozluźniła.
– Hm… No
nie wiem? Może ciebie i twoją… wyjątkowość? – rzuciła pozornie beztroskim
tonem.
– Wierzysz
mi – stwierdziła w zamyśleniu. – Tak po prostu. – To dalej do niej nie
docierało.
– Na to
wygląda. Swoją drogą, czas, żeby mi kaktus zaczął rosnąc na dłoni, tak swoją
drogą – rzuciła, po czym z gracją osunęła się na kolana, niemal w całości
wsuwając się pod swoje łóżko i zawzięcie czegoś szukając. – No wiesz…
Pamiętasz moją babcię, prawda?
Alyssa
otworzyła usta, chcąc zaprotestować, jednak w ostatniej chwili się
powstrzymała. Lekko zmarszczyła brwi, bo choć wspomnienia, do których
nawiązywała Mary, były zamazane i odległe, mimo wszystko gdzieś tam
w niej żyły – tak jak i te najboleśniejsze, związane z morderstwem
Jessiki i małym załamaniem Alexa.
– Tę, która
mieszkała w Maine? – upewniła się, choć wiedziała, co Mary ma na myśli. –
Nienawidziłaś tam jeździć – dodała mimochodem.
– A kto
lubi zimne Maine? – westchnęła Mary, wzdrygając się demonstracyjnie. – Chociaż
bardziej niepokoiła mnie sama Nana –
dopowiedziała po chwili zastanowienia, a Ali rozpoznała pieszczotliwe
imię, którym jej najlepsza przyjaciółka zwykle zwracała się do starszej
kobiety. – Wiesz, miałam sześć lat, ale to i owo pamiętam… Jak chociażby
to, że do samej śmierci uchodziła za wariatkę – dodała, prostując się, by ze
swojego miejsca móc spojrzeć na Alyssę.
– Tak…
Nazywali ją wiedźmą, a ty się jej bałaś – dopowiedziała, po czym z westchnieniem
przeczesała włosy palcami. – Twoja mama zawsze się denerwowała, kiedy Nana próbowała uczyć cię starych
plemiennych wierzeń czy coś takiego – przyznała po chwili zastanowienia.
–
Opowiadała mi o złych duchach i stworzeniach nocy. Swoją drogą, twoja matka – powiedziała z naciskiem
Mary, rzucając Alyssy porozumiewawcze spojrzenie – już dawno stwierdziła, że
coś mnie opętało i że to pewnie dlatego, że w rodzinie już miałam
jedną wariatkę. W końcu świrowanie na pewno jest dziedziczne, prawda? –
Mary wywróciła oczami, ale jednocześnie zacisnęła usta i Ali wiedziała, że
mimo wszystko te słowa ją dotknęły. – Przynajmniej ja zawsze uważałam ją za
wariatkę, nawet kiedy już umarła, ale… Wiesz co Ali? Wydaje mi się, że zawsze
w te historie po części wierzyłam – przyznała, a ich spojrzenia na
ułamek sekundy się spotkały. – Teraz wierzę – dodała i na moment wszystko
stało się jasne, nawet jeśli nie powinno takim być.
Alyssa
zamrugała pośpiesznie, czując pieczenie pod powiekami. Nie tego spodziewała
się, kiedy zdecydowała się przyjść do Mary, zaś reakcja przyjaciółki przeszła
jej najśmielsze oczekiwania. To wciąż nie było wystarczające, by ostatecznie
poczuła się lepiej, ale mimo wszystko…
Energicznie
potrząsnęła głową, żeby ukryć łzy. Nie żeby bała się słabości, ale skoro już
zabrnęła tak daleko, powinna być silna… Nie tak, jak Mary, ale na pewno trochę
silniejsza.
– Więc co
robimy? – zaryzykowała, choć to chyba ona powinna mieć jakiś plan.
O dziwo,
Mary jedynie się uśmiechnęła.
– Skoro już
doszłyśmy do wniosku, że wariactwo mam w genach, równie dobrze obie możemy
już całkiem oszaleć. Nany nie ma,
a ja nie znam żadnej porządnej wiedźmy – rzuciła z przekąsem – ale
właściwie po co mi jakiekolwiek plemię?
Jeszcze
kiedy mówiła, w końcu podniosła się z kolan, z wolna ruszając
w stronę Alyssy. Dopiero kiedy usiadła obok, dziewczyna zorientowała się,
że Mary trzyma na kolanach laptopa.
Wampiry, demony i Internet?
A właściwie… czemu by i nie?
No i jest kolejny rozdział :3 Jestem z niego o tyle zadowolona, że dość sensownie udało mi się wprowadzić Mary, tak sądzę. Ostateczną ocenę pozostawiam Wam, ale… sądzę, że nie jest źle. Teraz będę musiała pomyśleć nad sensownym uporządkowaniem reszty, ale to kwestia drugorzędna i czas pokaże na co się zdecyduję.Dziękuję za obecność. Przy okazji zapraszam również na „Blank Dream”, gdzie również pojawił się nowy wpis.Do następnego!

Witam
OdpowiedzUsuńRozdział ten wygrał w naszej ankiecie na Rozdział miesiąca. Post z informacją o wynikach znajdziesz pod tym adresem.
Bardzo proszę o przesłanie mi rozdziału na podany adres e-mail do końca tygodnia.
Pozdrawiam,
Ayame
Katalogowo
Komentuję, co dwa rozdziały, bo tak mi jakoś łatwiej zebrać myśli ;)
OdpowiedzUsuńZapomniałam dopisać tego pod poprzednim komentarzem. Na początku myślałam, że może Ali będzie chciała odszukać Nicholasa - żeby dowiedzieć się czegoś więcej o "dawnej sobie", skoro pojawił się w jej wspomnieniach z balu, ale później Jason powiedział, że domyślał się, gdzie poszła Ali, a raczej nie wpadł by na to, że poszła by szukać nieznajomego z ulicy. Ale nie sądziłam, że poszłaby akurat do Mary, biorąc pod uwagę jak się ostatnio pożegnały. Ale to tylko pokazuje jak silna jest ich przyjaźń. Aż miło się czyta. Każdy normalny człowiek by spanikował, a Mary po prostu zaufała swojej najlepszej przyjaciółce. A przecież niecodziennie ktoś przychodzi do ciebie i mówi "słuchaj, ale mam newsa! Zostałam wampirem i na dodatek znalazłam nowych członków rodziny! Tak, Lucyfer to mój tatuś!". Także, podziwiam. Może to opowieści Nany jakoś przygotowały Mary do takich rewelacji. W każdym razie, ciekawe co takiego Mary wyszuka w internecie ;)