Alyssa
W milczeniu zbiegła pogrążoną
w ciszy klatką schodową. Wciąż gotowało się w niej na myśl o Carlosie
i sposobie, w jaki wymusił na niej opuszczenie mieszkania, ale próbowała o tym
nie myśleć. Miała dość uciekania, zresztą jakaś cząstka Ali czuła, że
postępowała słusznie. Zagniewana czy też nie, musiała w końcu pewne fakty
ustalić i zakończyć tę farsę raz na zawsze. Czuła, że to już i tak za
zbyt daleko, a wciąż żywe w jej głowie obrazy – wspomnienia, które
przecież nie mogły należeć do niej – wciąż majaczyły gdzieś na granicy świadomości,
uparcie wracając i podważając sens wszystkiego, w co z takim uporem próbowała
wierzyć.
Dudnienie
deszczu nasiliło się, kiedy podeszła bliżej drzwi wejściowych akademika.
Dookoła panowała nieprzenikniona wręcz cisza, co uznała za dobry znak, bo nie
miała pojęcia, co zrobiłaby, gdyby nagle pojawił się któryś ze studentów. W jednym
Carlos bez wątpienia miał rację: zdecydowanie nie mogli zostać w tym
miejscu, jeśli faktycznie mieli o czymkolwiek porozmawiać – i to
zwłaszcza w przypadku tematów tak trudnych, że ledwo była w stanie nadążyć
za tym, co działo się w jej glosie. Mimowolnie pomyślała, że prawdziwym cudem
będzie, jeśli w przypływie frustracji nie rozniesie wampira na kawałeczki.
Jakby tego było mało, wyraźnie czuła, że przy odrobinie szczęścia byłaby do
tego zdolna.
Bezwiednie
zacisnęła dłonie w pięści, dziwnie oszołomiona. Nie była w stanie jednoznacznie
stwierdzić, co takiego czuła, ale próbowała o tym nie myśleć. Z równym uporem
usiłowała nie zwracać pamięcią do wspomnienia głosu, który do tej pory
pobrzmiewał gdzieś w jej umyśle. Teraz umilkł, ale…
– Alyssa?
Drgnęła, co
najmniej zaniepokojona szeptem, który rozbrzmiał gdzieś w ciemnościach. W
pierwszym odruchu uznała, że na własne życzenie przywołała to, przed czym tak
bardzo chciała uciec, ale prawie natychmiast uprzytomniła sobie własną pomyłkę.
Wbiła wzrok w ciemność, dopiero po dłuższej chwili będąc w stanie
wypatrzeć stojącego zaledwie kilka metrów dalej, obserwującego ją uważnie
Jasona. Wampir zawahał się, sprawiając wrażenie chętnego, żeby do niej podejść,
ale ostatecznie powstrzymał się od ruchu. Przyjęła to z ulgą, wciąż spięta i
bliska tego, żeby zrobić albo powiedzieć coś, czego później mogłaby pożałować. Czuła,
że Jason przez cały czas uważnie lustrował ją wzrokiem i choć nie była w stanie
określić, jakie targały nim emocje, coś w jego spojrzeniu sprawiało, że
jak na zawołanie Alyssę ogarnął spokój. Wiedział czy nie, nie wyglądał na
kogoś, kto jakkolwiek ją potępiał albo się nią brzydzi. Och, wręcz przeciwnie –
w spojrzeniu mężczyzny doszukała się tylko i wyłącznie troski.
Mniej
więcej wtedy poczuła, że coś w niej pęka. Zanim zdążyła zastanowić się nad
tym co robi, błyskawicznie przemieściła się, rzucając Jasonowi w ramiona.
Wyczuła jego dezorientację, zupełnie jakby w pierwszym odruchu odebrał jej
reakcję jako ewentualną formę ataku, ale nie próbował oponować. W zamian prawie
natychmiast wziął się w garść i stanowczo przygarnął dziewczynę do
siebie, pozwalając żeby wtuliła twarz w jego tors. Nie miała pojęcia czy to
właściwe i czy powinna oczekiwać pocieszenia akurat od niego, ale nie chciała
się tym przejmować. Silne ramiona mimo wszystko przyniosły dziewczynie
ukojenie, Jason zresztą trzymał ją w na tyle pewny sposób, by poczuła się
bezpieczniejsza. Potrzebowała tego, tak jak i rozmowy z Mary, choć w obecnej
sytuacji nie była w stanie powstrzymać wyrzutów sumienia spowodowanych tym,
co zapewniła przyjaciółce. Carlos mógł okazać się zagrożeniem, tym bardziej, że
już teraz patrzył na śmiertelniczkę w niepokojący, bliżej nieokreślony
sposób, przez co nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czego tak naprawdę powinna
się po nim spodziewać.
– Ali… Mój
Boże, Alyssa – usłyszała i mimowolnie zadrżała, czując oddech Jasona na
policzku. – Już w porządku – obiecał, a ona ledwo powstrzymała się od
parsknięcia odrobinę histerycznym śmiechem.
– W porządku… – powtórzyła, ale w jej
głosie pobrzmiewała odczuwana już od dłuższego czasu gorycz. – Tak, na pewno…
Nic mi nie jest – dodała, z zaskoczeniem przekonując się, że jej głos wcale nie
brzmiał aż tak ironicznie, jak mogłaby się tego spodziewać.
Nie
widziała twarzy swojego rozmówcy, ale była w stanie wyczuć, że mimo wszystko
pozostawał spięty. Obejmował ją na tyle pewnie, by okazało się to w równym
stopniu kojące, co i w razie potrzeby powstrzymało ją przed zrobieniem czegoś
głupiego. Biorąc pod uwagę to, że tak po prostu uciekła, kiedy tylko sprawy
zaczęły się komplikować, reakcja Jasona w najmniejszym stopniu nie wydała się
dziewczynie dziwna.
– Jakie to
urocze – usłyszała gdzieś za plecami.
Ledwo
powstrzymała gniewne warknięcie w odpowiedzi na złośliwy komentarz Carlosa. On naprawdę prosi się o to, żeby ktoś kiedyś
go zabił, przeszło jej przez myśl, ale zachowała tę uwagę dla siebie,
dochodząc do wniosku, że nie może tak po prostu dać się sprowokować. To byłoby
zbyt proste, zresztą… Cholera, wciąg go potrzebowała – przynajmniej
teoretycznie, skoro wciąż nie rozumiała wszystkiego, a Carlos pozostawał jedyną
osobą, która mogła wytłumaczyć całe to szaleństwo.
Zacisnęła
usta, decydując się powstrzymać przed wyrzuceniem z siebie cisnących jej
się na usta złośliwości. W zwolna wypuściła powietrze z płuc, żeby łatwiej się
uspokoić, zaś w następnej sekundzie z premedytacją mocniej wtuliła się w Jasona,
chociaż nie była pewna, co chciała w ten sposób osiągnąć. Jej stwórca nie
miał powodów do tego, żeby być o nią zazdrosny, choć coś w jego tonie
wydało jej się… zastanawiające.
Wciąż pełna
wątpliwości, bez pośpiechu odsunęła się, po czym z wolna odwróciła w stronę
schodów. Carlos bez pośpiechu zszedł niżej, zmuszając do tego samego podążającą
przed nim Mary. Również milczała, nienaturalnie blada i wyraźnie
podenerwowana, co było widoczne zwłaszcza w sposobie, w jak raz po raz
oglądała się na wampira przez ramię. Nie dotykał jej, poza tym nic nie
wskazywało na to, żeby planował rzucić się śmiertelniczce do gardła, ale to nie
zmieniało faktu, że dziewczyna sposób nie czuła się dobrze, mając za plecami
niebezpiecznego nieśmiertelnego – i to na dodatek takiego, który wprost
przyznał, że fakt, iż była żywa, zdecydowanie nie był mu na rękę.
Mary na
moment przystanęła, znacząco unosząc brwi na widok Jasona. Gwałtownie zaczerpnęła
powietrza do płuc, tym samym jasno dając do zrozumienia, że przynajmniej
podejrzewała, że ten z Sorentich również nie jest człowiekiem. Alyssa
pomyślała, że obracanie się w towarzystwie nieśmiertelnych zwłaszcza początkowo
musiało być trudne, zresztą tak jak i widok olśniewających urodą istot,
tym bardziej. Biorąc pod uwagę, że sama od niedawna była jedną z nich, a jednak
w wielu przypadkach i tak czuła się nieswojo, dezorientacja przyjaciółki nie
wydawała się niczym dziwnym. Nie mogła zresztą zaprzeczyć, że Jason był
przystojny, poza tym…
Och.
Poza tym
trzymał ją za rękę, chociaż wcześniej nie zwracała na to uwagi.
– To jest
Mary – powiedziała, pośpiesznie robiąc krok na przód i niby to przypadkowo
oswobadzając dłoń. Zamrugała kilkukrotnie, żeby łatwiej doprowadzić się do
porządku, przede wszystkim przez wzgląd na obecność Carlosa. Nie chciała dawać
mu satysfakcji i pozwolić, żeby doszedł do wniosku, że wciąż była słaba i
bezbronna. Nie zamierzała sobie na to pozwolić zwłaszcza po tym, jak udało jej
się wymóc, żeby zostawił Mary w spokoju. – Ona…
– To
upierdliwa psiapsiółka, która wie o wszystkim, bo nasza księżniczka nie
potrafi trzymać języka za zębami. Innymi słowy, jest fantastycznie – wtrącił ze
swojego miejsca Carlos, nie szczędząc sobie ironii.
– Musisz
być złośliwy? – obruszyła się, spoglądając na niego gniewnie. – Jakbyś
zapomniał, to tylko i wyłącznie twoja wina.
Wampir
prychnął, jednocześnie przenosząc oszołomione spojrzenie na swoją podopieczną.
Gdyby wzrok zabijał, wtedy jak nic miałby ją na sumieniu.
– Moja?
Jakież to kobiece, by zrzucić wszystko na mężczyznę! – obruszył się. Wywrócił
oczami, po czym błyskawicznie ominął Mary, przy okazji ocierając się o jej
ramię, czym skutecznie przyprawił dziewczynę o dreszcze. – Ale niech ci
będzie. Idę powiadomić mojego braciszka o małych komplikacjach i tym,
że w każdej chwili może się okazać, że mamy jeszcze bardzie przejebane. Nie
przeszkadzajcie sobie, gołąbeczki – zadrwił, a coś w jego słowach i zachowaniu
sprawiło, że na Alyssa na moment zamarła w bezruchu, całkowicie wytrącona z równowagi.
– Co za…
dupek – sapnęła Mary, jakimś cudem będąc w stanie wykrztusić z siebie
choć słowo.
Nawet jeśli
Carlos to usłyszał, uwaga dziewczyny nie powstrzymał go przed wyjściem w ulewę.
Wkrótce zniknął w ciemnościach, stanowczym ruchem zatrzaskując za sobą
drzwi. Do przedsionka na ułamek sekundy wdarło się lodowate powietrze, a przynajmniej
Alyssa próbowała przekonać samą siebie, że to właśnie z tego powodu jak na
zawołanie zrobiło jej się zimno. Wciąż oszołomiona, w milczeniu spojrzała w ślad
za Carlosem, nerwowo zaciskając przy tym usta. Co go ugryzło?, zapytała samą siebie, chociaż zdecydowanie nie
oczekiwała odpowiedzi. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że nastrój wampira
zmienił się od chwili, w której opuściła pokój Mary, choć nie była pewna,
co mogło być tego przyczyną. Mogła domyślić się, że był na nią zły za to, że
tak lekkomyślnie zdradziła tajemnicę człowiekowi, ale i tak czuła, że za
zachowaniem Carlosa kryło się coś więcej.
– Carlos
to… wyjątkowy przypadek – stwierdził Jason, w końcu decydując się przerwać
panującą ciszę. Wszystko w nim aż krzyczało, że miał ochotę powiedzieć coś
innego, a przy tym o wiele bardziej wulgarnego. – Mary, tak? Nie przejmuj się
nim. Jeśli dopisze nam szczęście, ktoś kiedyś w końcu przetrąci mu kark –
zwrócił się do tkwiącej na schodach dziewczyny.
Alyssa
spojrzała na wampira z powątpiewaniem, mimo wszystko zaskoczona. Wiedziała, że
relacje Jasona z bratem były napięte, ale nigdy nie zastanawiała się nad tym
jak bardzo – i czy mężczyzna faktycznie byłby skłonny życzyć Carlowi śmierci.
Wciąż oszołomiona, krótko zerknęła na Mary, po czym lekko wzruszyła ramionami.
Starała się nie myśleć o Carlosie, ale to okazało się o wiele trudniejsze,
aniżeli mogłaby przypuszczać. Z drugiej strony, o czym również nie potrafiła
zapomnieć, alternatywą pozostawało zamartwianie się o przyjaciółkę i
niebezpieczeństwie, które na nią ściągnęła. To był świat, którego sama nie
rozumiała i który w wielu przypadkach po prostu ją przerastał, a jednak…
Zdecydowanie
nie powinna się ujawniać, ale jaki to miało teraz znaczenie?
„Zacznijmy
do tego, że nie potraktujesz mnie tak, jak biednego Alexa”. Ta jedna obietnica
ciążyła bardziej niż cokolwiek innego, Ali zaś czuła, że bardzo szybko zacznie
jej żałować.
– Jasne,
pewnie. – Mary zaśmiała się w nerwowy, niemalże histeryczny sposób. Alyssa
przeniosła na nią wzrok, próbując ocenić, co takiego czuła jej przyjaciółka. –
Udawany narzeczony? Rozmawiałyśmy sobie troszeczkę i jakoś za wiele o tobie nie
wspominała, więc zakładam, że… –
upewniła się, stając przed Jasonem i uważnie mierząc go wzrokiem.
Uniosła
brwi, przez krótką chwilę świadoma tylko i wyłącznie narastającej
dezorientacji. Niby w jaki sposób powinna rozumieć stwierdzenie, że…?
Jakby tego
było mało, Jason jedynie się uśmiechnął.
– Można tak
powiedzieć – stwierdził z rezerwą, wzruszając ramionami. – Nie patrz tak
na mnie, Ali. Musiałem coś powiedzieć, kiedy wystawiłaś mnie na uczelni… Och,
swoją drogą, zabiję cię za to – zapowiedział, a dziewczyna z niedowierzaniem
potrząsnęła głową.
–
Przedstawiłeś się komuś jako mój facet?
Jason
wywrócił oczami.
–
Narzeczony – poprawił machinalnie.
– Jeszcze
lepiej! – zadrwiła, nie mogąc się powstrzymać. – Jest coś jeszcze, o czym nie
wiem? Może rzuciłam studia, bo spodziewamy się dziecka, kochanie? – wycedziła przez zaciśnięte zęby, machinalnie kładąc
dłoń na brzuchu.
– Że też na
to nie wpadłem! – Jason spojrzał na nią z zaciekawieniem. – Dlaczego nie byłaś
taka kreatywna w samochodzie, co? Wcisnąłem w dziekanacie bajeczkę, że
planujemy ślub i wyprowadzkę do Nowego Jorku, bo załapałaś się tam staż…
Musiałem być wiarygodny, skoro przyszedłem bez ciebie. To i trochę perswazji
załatwiło sprawę – dodał, przy końcu raptownie poważniejąc.
Otworzyła i
zaraz zamknęła usta, sama niepewna, co powinna powiedzieć. Podziękować? Być
może powinna, ale trudno było tak po prostu skupić się i słuchać kłamstw, które
miały ostatecznie odciąć ją od dotychczasowego życia. To wydawało się…
ostateczne, a przynajmniej takie miała wrażenie.
–
Perswazja, wampiry… Jasne, jasne. Mówcie mi jeszcze – jęknęła Mary, tym samym
skutecznie wyrywając Alyssę z zamyślenia.
– Nie
musisz z nami jechać, jeśli nie chcesz – zapewnił pośpiesznie Jason. –
Jakoś załatwimy sprawę z Carlosem, jeśli tylko… – Urwał i spojrzał
znacząco na dziewczynę.
– Jeśli
będę trzymała język za zębami, tak? – upewniła się, ale w jej głosie
słychać było niepewność. – Nie jestem szalona. Kto zresztą uwierzyłby mnie, gdybym zaczęła opowiadać… takie
rzeczy? – dodała i rozłożyła ramiona, jakby chcąc zachęcić ich do tego, by
lepiej jej się przyjrzeli.
Przed
wyjściem zdążyła jedynie narzucić na siebie w pośpiechu pochwycone ubrania
– podkreślające jej smukłą sylwetkę jeansy i czarny sweterek. Ciemne włosy
miała w nieładzie, a czarne kosmyki mocno kontrastowały z nienaturalnie
bladą cerą. Nawet pozbawiona ostrego makijażu wyglądała niezwykle korzystnie,
a Ali nie po raz pierwszy pomyślała, że jej przyjaciółka bardziej niż ona nadawałaby
się na istotę mroku. Zauważyła, że Mary lekko chwieje się na nogach, kiedy zaś
spojrzała w szmaragdowe tęczówki dziewczyny, doszukała się w nich
przede wszystkim niepokoju, ale i… determinacji.
– Mary… –
zaczęła, po czym urwała, bo ta spojrzała na nią w niemalże ostry sposób.
– Jadę
z wami – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem. – To jedno chyba już
omówiłyśmy, poza tym… Och, jak będzie szczególnie źle, zawsze możesz mnie zabić
– dodała z bladym, odrobinę wymuszonym uśmiechem.
Alyssa
nawet się nie uśmiechnęła.
Nie chciała
przyznać tego przed samą sobą, ale taki scenariusz wydawał się wręcz
niepokojąco prawdopodobny.
Victoria
Victoria Torentino odrzuciła ciemne włosy na plecy, po czym
poprawiła przeciwsłoneczne okulary. Klimat Alaski miał to do siebie, że w powietrzu
jak zwykle dało się wyczuć przejmujący chłód, jednak jako istota w połowie
nieśmiertelna nie odczuwała zimna w takim stopniu, jak zwykli
śmiertelnicy. Lekko zmrużyła oczy, próbując osłonić je przed przesadnie
wręcz jasnymi promieniami słonecznymi, które odbiły się od białej warstwy
zalegającego na ziemi śniegu. Ta dziwna pogoda niezmiennie ją bawiła, bo choć
było zimno, słońce uparcie walczyło z grubą warstwą chmur. Dla jej
przesadnie wręcz wrażliwych oczu blask był co najmniej uciążliwy, tym bardziej,
że Tori zdążyła przywyknąć do przyjemnego półmroku, który panował w kryjówce.
Megan jak nic miała zabić ją
zaraz po powrocie, co zresztą nie wydało się Victorii dziwne. Podejrzewała
wręcz, że po wszystkim nawet zdolności Noela mogły okazać się zbędne, ale
dziewczyna nie przejmowała się tym. Czasami irytowało ją to, że jej towarzystwo
wydawało się utożsamiać fakt, że była najmłodsza, z przesadną
lekkomyślnością. Meg bywała nadopiekuńcza, co na dłuższą metę okazywało się
drażniące, chociaż Tori potrafiła zrozumieć troskę. Wszyscy byli w niebezpieczeństwie,
zwłaszcza teraz, kiedy Carlos zaczął szaleć, a może szczególnie od
momentu, w którym jak zwykle wsiąknął jak kamień w wodę, najpewniej
zamierzając odezwać się dopiero w chwili, w której jednak uznałby, że
potrzebuje pomocy. Ten wampir był niereformowalny, ale to jedynie sprawiało, że
tym większa przyjemność sprawiało Victorii drażnienie go.
Tak czy inaczej, Carlosa nie
było, a Megan z Noelem zaczynali być przewrażliwieni. Ta cała
atmosfera oczekiwania i napięcia coraz bardziej dawała się pół-wampirzycy
we znaki, a kiedy oficjalnie usłyszała, że głupie wyjście do miasta jest
wykluczone, doszła do wniosku, że świat oszalał. W porządku, była młoda, ale
nie głupia! W razie potrzeby potrafiła porządnie skopać tyłek, poza tym
wątpiła, żeby cokolwiek mogło się jej stać w centrum handlowym. W takim miejscu
była skłonna oczekiwać prędzej jakiegoś wariata z pistoletem, aniżeli
wysłannika Lucyfera, bo temu w równym stopniu, co i jej samej
zależało na tym, żeby pozostać przez ludzi niezauważonym.
Westchnęła przeciągle, słysząc
przenikliwy dźwięk telefonu komórkowego. Chwilę po tym do ostrej melodii
włączył się nieco łagodniejszy głos wokalistki, a Tori chcąc nie chcąc
sięgnęła do torebki, próbując znaleźć telefon. Skrzywiła się, kiedy z pewnym
wysiłkiem zdołała go dosiężność, jeszcze przed zerknięciem na wyświetlacz
wiedząc, że to Meg. To wystarczyło, żeby zawahała się na moment, próbując
ocenić, czy odbieranie było dobrym pomysłem. Cóż, z dwojga złego…
Telefon zamilkł równie nagle, co
wcześniej się rozdzwonił, a Tori wymownie wywróciła oczami, zadowolona z takiego
obrotu spraw. Nie śpiesząc się, szarpnięciem otworzyła drzwiczki wysłużonego
już, absolutnie nie rzucającego się w oczy malucha, by wrzucić na tylnie
siedzenie kilka siatek z zakupami. Okulary zsunęły jej się na czubek nosa,
kiedy nachyliła się do przodu, by porządniej ułożyć torby i nie ryzykować,
że te powywracają się, kiedy odpali silnik. Podejrzewała, że jak zwykle będzie
musiała się trochę nagimnastykować, zanim uda jej się wyjechać z ciasnego,
krytego parkingu centrum, ale zdążyła już się przyzwyczaić. Cofanie nigdy nie
było jej mocną stroną, co zresztą wyjaśniało, dlaczego Noel i Carlos
prędzej zatrzasnęliby ją w łazience, aniżeli użyczyli kluczyków do
własnych aut. Już dawno zrezygnowała z proszenia, zagadywania i szukania
jakichkolwiek sensownych argumentów, jakimi było chociażby to, że mogliby
łaskawie ruszyć tyłki i spróbować trochę ją doszkolić.
Komórka odezwała się ponownie,
ale tym razem Tori nie śpieszyła się z odbieraniem.
– Och, Meg, jeszcze nikt mnie
nie zamordował – prychnęła pod nosem.
Ta dziewczyna powinna była jak
najszybciej wyluzować, tym bardziej że wydawała się dobrej drodze, żeby popaść w paranoję.
Tori nie potrzebowała niański, zwłaszcza w takich sytuacjach. Była równie
świadoma niebezpieczeństwa, co i wszyscy inni, ale – na Boga! – czy to
naprawdę znaczyło, że miała zacząć się bać własnego cienia? Istniały pewne
granice, po których zwykła ostrożność przeinaczała się w coś
przesadzonego, a to zdecydowanie nie było dobre.
Uśmiechnęła się pod nosem, po
czym z wolna wyprostowała, uważając, żeby przypadkiem nie uderzyć się o w głowę.
Chłodne powietrze rozwiało jej włosy, ciskając kilka ciemnych kosmyków w twarz.
Poirytowana, zdecydowanym ruchem odgarnęła niesforne loczki na bok, przy okazji
przeczesując je palcami. Długie włosy bywały utrapieniem, zwłaszcza dla kogoś
tak porywczego jak Tori, ale nie wyobrażała sobie tego, że miałaby tak po
prostu je ściąć. Wciąż przytrzymując niesforne kosmyki, które tak uparcie
próbowały dostać się do oczu, raz jeszcze sięgnęła po telefon.
Zdążyła zaledwie wyciągnąć
komórkę i – oparłszy się o bok samochodu – spróbować odblokować
aparat, żeby w końcu przyjąć połączenie, kiedy wszystko potoczyło się
bardzo szybko.
Wcześniej nie wyczuła niczyjej
obecności, chociaż przy swoich wyostrzonych zmysłach nie powinna mieć z tym
najmniejszego problemu. Jako pół-wampirzyca powinna w porę wychwycić każde,
nawet najcichsze kroki, a jednak nie zorientowała się, kiedy ktoś jak
gdyby nigdy nic zaszedł ją od tyłu. Dopiero czując czyjś ciepły oddech na karku
uświadomiła sobie, że coś jest nie tak i błyskawicznie chciała odwrócić
się na pięcie, by przekonać się, kto stoi za nią, jednak intruz nie dał jej po
temu okazji. Czyjeś ramiona z siłą imadła owinęły się wokół talii, unieruchamiając
ją i skutecznie pozbawiając tchu. Szarpnęła się, ale przeciwnik okazał się
silniejszy od niej, co jednoznacznie dało Victorii do zrozumienia, że nie miała
do czynienia z człowiekiem. Warknęła cicho, po czym nabrała powietrza do
płuc, gotowa zacząć krzyczeć, jednak i tego planu nie zdołała wcielić w życie, bowiem przeciwnik zdecydował się zapobiegawczo zatkać jej
usta i nos dłonią…
Och, nie – to nie była po prostu
dłoń.
Do jej twarzy przylgnęło coś
miękkiego – być może skrawek materiału – na dodatek odrobinę wilgotny i słodko
pachnący. Woń okazała się mdląca, poza tym jak na zawołanie sprawiła, że zaskoczonej
dziewczynie aż zawirowało w głowie. Coś było nie tak i to wystarczyło,
żeby Tori zesztywniała, uprzytomniając sobie, że najpewniej popełniła
błąd.
Wstrzymaj
oddech!,
nakazała samej sobie, coraz spanikowana, jednak nie była w stanie się do
tego zmusić. Miała wrażenie, że się zapada… że powoli zasypia… podczas gdy jej
mięśnie zaczynały wiotczeć i…
Zanim ostatecznie poddała się i straciła
przytomność, usłyszała jeszcze, że jej telefon rozdzwonił się ponownie.
No i jest. Zeszło mi dłużej niż do tej pory, ale musiałam dobrze zastanowić się jak powinnam ten moment rozegrać. Poznajemy Tori, z którą scena przeskoczyła z rozdziału, który miał okazać się dużo później. Ogólnie musiałam sporo przebudować również w pierwszej części i chyba jestem zadowolona z efektu, aczkolwiek ostateczną ocenę jak zwykle pozostawiam Wam.Dziękuję za obecność, bo to dla mnie bardzo ważne. Kolejny rozdział już wkrótce, więc do napisania!

O_o Carlos serio jest zazdrosny! Choć próbuje ukryć to pod ironią i opryskliwością... Proszę mu wytłumaczyć, że w ten sposób, to on serca kobiety nie zdobędzie... Chyba, że jakaś desperatka się trafi :P Ale że on nie usłyszał o narzeczonym! Oj jestem ciekawa co by było gdyby... W ogóle mega wyszła ta scena, taka trochę rozluźniająca atmosferę i dająca chwilę na złapanie oddechu, choć nie można zapomnieć o tym, co nad nimi wisi.
OdpowiedzUsuńI jestem coraz bardziej ciekawa, co tak właściwie zaszło między braćmi, bo w sumie prócz tego, że Carlos to czarna owca w rodzinie i z Jasonem się nie trawią, to za wiele nie ma. Najstarszy z Sorentich wydaje się rozumieć Carlosa i dlatego wciąż czeka (?) na powrót brata. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że zawsze tak było. Zapewne coś się wydarzyło, ze sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej i dlatego ich relacje są dość napięte... Delikatnie to określiłam, a może nawet za delikatnie, ale chyba wiesz o co mi chodzi? :P
Tori! Czekam na nią od momentu, kiedy podzieliłaś się tym co ją spotka. I pierwsze zdania o niej, troszeczkę mnie zszokowały. Wychodzi na słońce, Ali też, prawda? W tym są podobne, choć zastanawia mnie teraz inna kwestia. Pomijając fakt, że Alyssa jest córką Lucka, to jest w pełni wampirem? Tori jest nim w połowie... Ale że jak? Została ugryziona jednym kłem? :D Czy może jeden z rodziców był wampirem? A może z jej przemianą poszło coś nie tak?
Dobrze rozumiem, że na nią Lucyfer poluje? Czy może na całą trójkę/czwórkę (nie jestem pewna co do Carlosa)?
Nasuwa się kolejne pytanie – kim był napastnik? Może demon? Albo pół-wampir? I teraz będzie to wszystko co ma być? Boję się... Ale chcę więcej!
Bardzo lubię wstawki o Arianie. Kiedy je czytam mam wrażenie, że są otoczone aurą magii, jakby pokrywała je jakaś mgiełka czy coś. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale naprawdę pochodzą z innego wymiaru.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się, że Ali stara się przejąć stary nad własnym życiem, stawia Carlosowi warunki itd. Mary i tak już wie, a jej obecność i wsparcie może dobrze działać na Alyssę, więc jasne niech jedzie.
Co do Jasona, to miło z jego strony, że załatwił całą sprawę w dziekanacie i że nie gniewał się jakoś specjalnie na Aly, że go tak okrutnie zostawiła ha ha. A Carlos na sto procent jest zazdrosny. Tylko że nie wiem, czemu, ale jestem sceptyczna do tego związki i nie do końca ufam Carlosowi w tej kwestii - może traktować Alyssę zbyt instrumentalnie. Dlatego nie wiem, czy jest zazdrosny o samą Alyssę czy może po prostu o to, że ufa komuś bardziej niż jemu, mimo że to on jest jej stwórcą. A poza tym - może po prostu chodzi o Jasona... W końcu się nie lubią i może po prostu nie podoba mu się, że ktoś woli Jasona od niego.
Co do Tori. Trudno mi coś o niej powiedzieć na tym etapie, ale wydaje się miła. Taka energiczna. Sprawia wrażenie, jakby była nastolatką. Nie mam pojęcia, czemu nie spala się w słońcu - może jest półwampirem czy coś takiego. Chyba że też jest córką Lucyfera tylko z jakiejś innej legendy xD Ale taką moją poważniejszą teorią jest to, że została porwana ze względu na Carlosa. Skoro się znali, to może chcą poprzez nią dojść do niego, a przez niego do Aly
Hej :D
UsuńHeh, nie potwierdzam i nie zaprzeczam, jeśli chodzi o przypuszczenia z Carlosem i Jasonem. Czas pokaż ile miałaś w tym racji :3 Za to wypowiem się w kwestii Tori, a raczej przytoczę jedną linijkę:
Jako pół-wampirzyca powinna w porę wychwycić każde, nawet najcichsze kroki, a jednak nie zorientowała się, kiedy ktoś jak gdyby nigdy nic zaszedł ją od tyłu.
To tak odnośnie tego kim jest i dlaczego się nie spala ^^ Reszta wyjaśni się z czasem, tak jak i wyraźniej zarysuję tę rasę.
Dziękuję za komentarz :3
Nessa.