Alyssa
Czuła promieniujące, intensywne ciepło, które raz po raz rozchodziło
się po całym jej ciele. To było przyjemne i dodawało jej energii, w pewnym
sensie upajając, choć to wciąż było zbyt mało, by przestała rozumieć, co
takiego działo się wokół niej. Od nadmiaru bodźców kręcili jej się w głowie,
ale nie odebrała tego jako coś niewłaściwego, w zamian wręcz poddając się
temu uczuciu i chłonąc je całą sobą, mimo wątpliwości i tego, że
jakaś jej cząstka wciąż obawiała się tego, co działo się wokół niej.
Dłonie Carlosa wciąż spoczywały na jej
ramionach, ale ledwo była tego świadoma. Nacisk ze strony wampira był prawie
niewyczuwalny, a może to ona instynktownie zdołała odciąć się od tego, co
mogłoby ją rozpraszać. Sam Carlos wydawał się wyjątkowo spokojny, a przy
tym niezwykle pomocny, choć ten jeden raz skupiając się na tym, żeby jakkolwiek
jej pomóc, nie dobić. To okazało się przyjemną odmianą, zwłaszcza że nawet nie
sądziła, iż to właśnie jego będzie stać na taki wysiłek. Z drugiej strony,
mężczyzna wydał jej się dziwnie podekscytowany, jakby tylko wyczekiwał tego, co
miało się wydarzyć. Alyssa miała wrażenie, że od samego początku wiedział na co
ją stać, ale dopiero teraz pokusił się o to, żeby to sprawdzić.
Dopiero po dłuższej chwili znalazła w sobie
dość siły, żeby otworzyć oczy i zmierzyć z tym, co tak zaskoczyło jej
towarzysza. A jednak nawet kiedy już zatrzepotała powiekami i spojrzała
przed siebie, przez dłuższą chwilę była w stanie wyłącznie patrzeć, choć
nie w pełni pojmowała to, co tak naprawdę widziała.
Pomimo tego, że dookoła wciąż panował
półmrok, Alyssa natychmiast zorientowała się, że zrobiło się jaśniej. Widziała
łagodne, bardzo subtelne światło – zieloną poświatę, której źródło dopiero po
kilku następnych sekundach umiejscowiła… w sobie. To wytrąciło ją z równowagi
bardziej niż cokolwiek innego, a jednak zdołała zmusić się do zachowania
spokoju, w pełni świadoma siebie i natury, która otaczała ją ze
wszystkich stron.
– To prawda, czyż nie? – wyszeptał jej do
ucha Carlos, usiłując przybrać taki ton, by jak najmniej ją rozpraszać. Coś w jego
słowach sprawiło, że mimowolnie zadrżała, mając wrażenie, że nieśmiertelny kusi
ją i nie po raz pierwszy jest na dobrej drodze do tego, żeby zacząć
mieszać jej w głowie. – Masz na nią wpływ. Natura jest twoją częścią,
księżniczko.
– Nie wiem jak – odpowiedziała cicho, a do
jej głosu wkradła się napięta nuta.
Wciąż towarzyszył jej lęk, ale to stanowiło
inną, bardziej skomplikowaną kwestię. Nie obawiała się zdolności, którymi
dysponowała i które narastały w niej już od dłuższego czasu – wręcz
przeciwnie. Niepokój brał się stąd, że choć jakaś jej cząstka wydawała się
radować tym, co działo się wokół niej, jednocześnie bała się, że zrobi coś nie
tak. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że i tym razem połączenie z tym, co
ją otaczało – naturą, która była jej częścią, stanowiąc spuściznę po matce –
pozostawało niezwykłe kruche, przez co jeden błąd wystarczył, by najzwyczajniej
w świecie zniknęło. Nie chciała sobie na to pozwolić, na wszystkie możliwe
sposoby próbując okiełznać wypełniającą ją energię, to jednak okazało się o wiele
trudniejsze, aniżeli mogłaby tego oczekiwać. Nie, skoro tak naprawdę nie
wiedziała, co próbowała osiągnąć.
– Och, wiesz. – Głos Carlosa brzmiał niemal
beztrosko. Ali naszła dziwna myśl, że wampir doskonale zdawał sobie sprawę z tego,
jak się czuła, być może doświadczając czegoś podobnego, skoro miał z nią
fizyczny kontakt. – Po prostu jeszcze sobie nie przypomniałaś… Może powinnaś
poszukać rozwiązania właśnie tam – dodał i choć nie uściślił swoich słów,
jego sugestia wydała jej się sensowna.
Na ułamek sekundy przymknęła oczy, próbując
przywołać ze swojej pamięci wspomnienia, które już zdążyła zobaczyć – zwłaszcza
te, ktoś dotyczyły rozmyślań Ariany o matce oraz dziedzictwie, które
zapewniła jej Gaja. Pamiętała podobne ciepło i świadomość związku z naturą,
a także entuzjazm, który odczuwała istota z jej wspomnień. Pamiętała
również przejmujące oczekiwanie na tego
mężczyznę, a także to jak podekscytowana przy tym była.
Nie zastanawiając się nad tym, co i dlaczego
robi, otworzyła oczy, po czym powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie wbijając
wzrok w bliżej nieokreślony punkt przestrzeni. Na ułamek obejrzała się
przez ramię, spoglądając wprost w ciemne tęczówki Carlosa, jednak prawie
natychmiast uciekła wzrokiem gdzieś w bok, koncentrując się na mroku
pomiędzy drzewami. Gdzie jest? Dlaczego
wciąż nie przyszedł?, kołatało się jej w głowie, choć te pytania nie
powinny mieć dla niej najmniejszego nawet sensu, Ali poczuła się niemal
rozczarowana, ale i na swój sposób zmartwiona. Zupełnie jakby wiedziała, a osoba
na którą czekała…
Niebieskie
oczy.
Te
niebieskie oczy…
Poruszając się trochę jak w transie,
stanowczo strząsnęła z ramion dłonie Carlosa, po czym przestąpiła o krok
naprzód. Już nie bała się, że światło zgaśnie, a ona straci kontrolę nad wypełniającą
ją mocą. Przez moment czuła się tak, jakby w przeszłości robiła to nie
raz, czy też raczej była kimś innym – pewniejszym siebie, bardziej
doświadczonym i… niezwykle niebezpiecznym, co na swój sposób również przypadło dziewczynie
do gustu. Przez myśl przeszło jej, że taki stan rzeczy miał w sobie coś
niepokojącego, ale prawie natychmiast odrzuciła od siebie tę myśl, w zamian
koncentrując się na tym, co robiła.
Miała wrażenie, że nie jest sama i że
nie tylko Carlos ją obserwuje, ale nie traciła czasu, by sprawdzić ile w tym
prawdy. Bez słowa zatrzymała się, po czym z gracją przykucnęła, by móc
dosięgnąć zieleniącej się pod jej stopami trawy. Ujęła jedno ze źdźbeł między
palce, okręcając je wokół kciuka i mimowolnie uśmiechając się, kiedy
wypełniające jej ciało ciepło przybrała na sile. Wyraźnie czuła pulsującą
energię, która po chwili znalazła ujście, łagodnie opuszczając organizm Alyssy,
by ostatecznie wrócić do miejsca, do którego faktycznie przynależała – natury,
która zapoczątkowywała dosłownie wszystko.
– Jakie to piękne! – usłyszała za plecami
wyraźnie podekscytowany głos Eleonory.
Wysiliła się na blady uśmiech, w końcu
rozumiejąc, dlaczego przez cały ten czas miała wrażenie, że ktoś podążał za nią
i Carlosem. W jakiś pokrętny sposób obecność wampirzycy dodała jej
pewności, zwłaszcza kiedy przekonała się, że ta nie sprawiała wrażenia
rozeźlonej. Co więcej nie zostawiła jej samej i to nawet pomimo tego, co
stało się z udziałem Nadii. Alyssa nie była pewna, co tak naprawdę powinna
o tym sądzić, ale ta świadomość sama w sobie dodała jej pewności
siebie.
Przestała o tym myśleć, na powrót
koncentrując się na przepływającej energii. Z opóźnieniem uświadomiła
sobie, że coś faktycznie uległo zmianie, tym samym wyjaśniając, dlaczego
Eleonora zdecydowała się ujawnić. Kwiaty pojawiły się znikąd, nagle po prostu
zaczynając kwitnąć na oczach niemniej oczarowanej tym widokiem Alyssy. Kolorowe
i jak najbardziej prawdziwe, znaczyły ziemie wokół niej, nawet w ciemnościach
wyróżniając się i zachwycając zarówno wyglądem, jak i kolorami.
Alyssa uśmiechnęła się, po czym z wolna
uniosła głowę, żeby obejrzeć się na swoich towarzyszy. Widziała jak zielony
blask odbija się w jasnych tęczówkach Eleonory, co z jakiegoś powodu
ją rozbawiło, chociaż samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, skąd bała się
wypełniająca ją euforia – jakże odmienna od emocji, które wypełniały ją do tej
pory, zwłaszcza po incydencie z Nadią. Sama Eleonora wpatrywała się w Alyssę
zachwytem, sprawiając wrażenie chętniej do tego, by podejść bliżej i upewnić
się, że wszystko to, co widziała, było prawdziwe. Co prawda ostatecznie tego
nie zrobiła, dziewczyna jednak wyraźnie czuła jej fascynację – i to
wystarczyło.
Kwiatów było coraz więcej, subtelnie
rozrastających się wokół Alyssy i wydających się tworzyć wokół dziewczyny
wonny okręg. To było niezwykłe i sprawiało jej przyjemność, zwłaszcza
kiedy uświadomiła sobie, że pewnej osobie taki widok bardzo by się podobał.
Osobie, której tutaj nie było, ale…
Och, widziała go. Przecież nie tak dawno temu
stanęli ze sobą twarzą w twarz, a jednak ona…
– Ali? – doszedł ją nagle dziwnie
zaniepokojony głos Carlosa. Zwłaszcza w przypadku tego wampira
jakiekolwiek oznaki troski wydawały się… nienaturalne.
Zamrugała energicznie, gdy brzmienie własnego
imienia w dość brutalny sposób sprowadził ją na ziemię. Tkwiła w bezruchu,
w pełni pozbawiona kontroli nad własnym ciałem. Wciąż czuła wypełniające
ją ciepło, ale do uciekającej jej w zawrotnym tempie energii wydawało się
dołączyć coś, co była w stanie określić wyłącznie jako narastające z każdą
kolejną zmęczenie. Euforia stopniowo ustępowała otępieniu, a Ali poczuła
się tak, jakby ktoś nagle wcisnął wyłącznik, tak po prostu pozbawiając ją tego
wszystkiego, co przez cały ten czas pozwalało jej utrzymać się na nogach. Uczucia
to dosłownie ją oszołomiło, ona zaś w żaden sposób nie była w stanie z nim
walczyć.
Chciała przerwać, ale wszystko działo się
jakby poza nią, zupełnie jakby było kontrolowane przez kogoś innego. Ta nagła
bezradność wytrąciło ją z równowagi bardziej niż uczucie otępieniu i narastająca
frustracja razem wzięte. Od samego początku nie wiedziała, co tak naprawdę
robi, w pełni poddając się instynktowi, ale to było coś innego, ona zaś nie
miała żadnego wpływu ba to, czego usiłowała dokonać. Nie mogła przerwać, a jej
ciało…
Nie zarejestrowała momentu, w którym tak
po prostu pociemniało jej przed oczami. Usłyszała jeszcze, że ktoś wypowiedział
jej imię, a potem po prostu osunęła się na ziemię – a przynajmniej
tak myślała do momentu, w którym nie otoczyły ją znajome już ramiona. Carlos, przeszło jej przez myśl, bo to
wydawało się dziwnie naturalne i oczywiste, nie zdążyła jednak nawet
upewnić się, czy jej przypuszczenia były choć w niewielkim stopniu
słuszne.
Zaraz po tym wszystko ostatecznie zniknęło,
wyparte przez ciemność, poczucie zapadania się w pustkę oraz parę
znajomych, intensywnie niebieskich oczu…
~*~
Nie była pewna, co wróciło jako pierwsze – słuch czy może czucia. Nagle
po prostu uświadomiła sobie, że leży na czymś miękkim, a gdzieś przy niej
siedział ktoś z bijącym pulsem, swobodnie oddychając i znajdując się
gdzieś dosłownie na wyciągnięcie ręki. W gardle jak na zawołanie poczuła
irytujące pieczenie i ledwo powstrzymała grymas, przez ułamek sekundy
świadoma wyłącznie głodu oraz tego, że czuła się trochę tak, jakby ktoś wetknął
jej do gardła rozpalony do białości pręt.
Alyssy wyrwał się cichy jęk, co trochę ją
otrzeźwiło, pozwalając znaleźć dość siły na to, by zamrugać kilkukrotnie, a po
chwili w końcu zmusić się do otwarcia oczu. W pomieszczeniu, w którym
się znajdowała, panował przyjemny półmrok, ale i tak zmrużyła powieki w blasku
znajdującej się w kącie pomieszczenia lampki. Nie musiała patrzeć w tamtą
stronę, by zorientować się, że najpewniej leżała na kanapie w salonie, zaraz
też jak na zawołanie całą jej uwagę pochłonął cały kalejdoskop wspomnień, które
dotyczyły tego, co miało miejsce, zanim ostatecznie wszystko zlało się w ciemność.
Zemdlała. Znowu.
Och, do diabła, naprawdę zaczynała mieć tego
dość!
– Jak tam? – doszedł ją znajomy głos.
Natychmiast poderwała głowę, podnosząc się na
tyle, by być w stanie spojrzeć na siedzącą w rogu kanapy Mary.
Dziewczyna zwinęła się w kłębek, a w rękach jak gdyby nigdy nic
obracała wciąż parujący kubek z czymś, co chyba było herbatą. Na widok
zdezorientowanego wyrazu twarzy Alyssy, uśmiechnęła się blado, po czym
wzruszyła ramionami, sprawiając wrażenie w pełni rozluźnionej i to
pomimo sytuacji, w jakiej się znalazła.
– Eleonora jest niesamowita – stwierdziła z przekonaniem.
Mary często zdarzało się mówić, zwłaszcza kiedy była podenerwowana i za
wszelką cenę próbowała znaleźć sposób na rozluźnienia atmosfery. – Chcesz coś
do picia? Jest jeszcze, bo nawet ja nie dam rady z całym dzbankiem, a chyba
nikt inny nie specjalizuje się tu w normalnych napojach… – stwierdziła z przekąsem.
Alyssa zamrugała kilkukrotnie, wciąż oszołomiona.
Zachowanie Mary, która wydawała się przynajmniej częściowo spokojniejsza i to
na tyle, by porozumieć się z Eleonorą, bynajmniej jej nie pomagało, choć
nie mogła zaprzeczyć, że wampirzycy nie dało się tak po prostu nie polubić.
Gdyby miała wskazać najbardziej ludzką z nieśmiertelnych istot, które
spotkała w ostatnim czasie, wybór byłby oczywisty.
Sęk w tym, że obecność dziewczyny
najzwyczajniej w świcie nie miała dla niej sensu. Nie po tym, jak kazała
Jasonowi odwieźć Mary do domu, a jednak…
Przymknęła oczy, po czym wypuściła powietrze
ze świstem, bezskutecznie próbując zebrać. Dobrze pamiętała wszystko, aż do
momentu w którym Carlos impulsywne zacisnął ją do lasu. Pamiętała również
to, co działo się później, kiedy już trzymał jej obie dłonie na ramionach, choć
jeden raz nie mówiąc czegoś, co mogłoby ją zdenerwować, a wręcz
przeciwnie. Gdzieś w pamięci wciąż miała wspomnienie przyjemnego ciepła,
zapachu kwiatów oraz rozkwitających pod jej dotykiem roślin, ale to… To wcale
nie było dla niej aż tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
– Mary? – zapytała cicho i zaraz
skrzywiła się, będąc w stanie co najwyżej szeptać. Pośpiesznie
odchrząknęła, po czym przełknęła ślinę, próbując doprowadzić się do porządku.
Pragnienie wciąż dawało jej się we znaki, ale przynajmniej była w stanie
je zignorować. – Co ja zrobiłam?
Przyjaciółka zmarszczyła brwi, po czym
pośpiesznie odłożyła kubek na niski stolik, który stał tuż obok kanapy.
Natychmiast wyprostowała się, siadając twarzą do Alyssy, w następnej
sekundzie pociągając kolana pod brodę i obejmując się ramionami.
– Chyba nic niewłaściwego, tak mi się wydaje
– powiedziała i z założenia chyba miało zabrzmieć to pocieszająco. Alyssa
nie widziała swojej twarzy, ale podejrzewała, że nie sprawiała wrażenia
szczególnie usatysfakcjonowanej taką odpowiedzią, bo Mary westchnęła cicho.
Pominięcie kwestii Nadii dręczyło ją najbardziej, chociaż z dwojga złego
wolała skupić się na tym, co wydarzyło się w lesie. – Nawet nie wiem, jak
powinnam to opisać, Ali. Zdaniem Eleonory byłaś… Byłaś jak w transie, a to,
co robiłaś… To było po prostu niesamowite – stwierdziła i choć starała się
zabrzmieć jak najspokojniej, do jej głosu i tak wkradła się wyraźna nutą
podekscytowania. – Nigdy nie spotkałam czego takiego. Te kwiaty… Eleonora
mówiła, że zmieniały się pod twoim dotykiem i… – Energicznie potrząsnęła głową,
wyraźnie niedowierzając. – A potem po prostu nam tam padłaś i to w zasadzie
wszystko.
Alyssa z wolna skinęła głową, chociaż
wcale nie czuła się dzięki wyjaśnieniom Mary lepiej. W zasadzie tyle sama
pamiętała i w gruncie rzeczy chyba wolałaby się mylić – bo jeśli
faktycznie zmusiła naturę do współpracy, to znaczyło, że wyjaśnienia Carlosa
oraz przebłyski, których doświadczyła, były prawdziwe. Wspomnienia Ariany były
gdzieś w niej – niezmienione, żywe i jak najbardziej realne, tym
bardziej, że należały do niej.
Całe to życie było gdzieś w njej,
chociaż nigdy się o to nie prosiła.
Przeczesała ciemne włosy palcami, na ułamek
sekundy zatrzymując dłoń na czole. Bolała ją głowa, ale to wydawało się niczym w porównaniu
z dezorientacją, którą odczuwała przez cały ten czas. To było zdecydowanie
za długo jak na jeden dzień, choć jakaś jej cząstka mimo wszystko pragnęła
tego, żeby dowiedzieć się więcej.
– Och, nieważne… – mruknęła bardziej do
siebie niż do Mary. Dziewczyna spojrzała na nią z powątpiewaniem, ale
ostatecznie nie skomentowała zachowania Alyssy nawet słowem. – Gdzie reszta?
– Hm… Wiesz, odleciałaś nam ze trzy godziny
temu. Carlos cię tu zostawił i cholera wie, gdzie zniknął. Michael zniknął
gdzieś z Nadią, a twój narzeczony na niby poszedł odreagować… I nie,
ja nie chcę zastanawiać się nad tym, co to tak naprawdę oznacza – oznajmiła z powagą,
a krew na moment odpłynęła jej z twarzy. – Wolałam posiedzieć sobie
tutaj. Eleonora jest naprawdę miła – powtórzyła, chyba co najmniej wytrącona z równowagi
tym, że kobieta mogłaby być wampirzycą.
– Świetnie – mruknęła z przesadnym
wręcz entuzjazmem. Wciąż czuła się dziwnie, mając wrażenie, że wszelakie bodźce
dochodzą do niej w innej, bardziej przytłumionej formie. To było tak,
jakby trwała we śnie, chociaż sama nie była pewna, czy dzięki temu powinna czuć
się bezpieczniej. – A ty co tutaj robisz? Jason miał… – zaczęła, ale Mary
nie pozwoliła jej dojść do słowa.
– Dopiero co w moim mieszkaniu były
wampiry, jednej prawie zmiażdżyłaś gardło, a potem z jeszcze innym
wysłałaś mnie z powrotem do domu – oznajmiła, wyraźnie sfrustrowana. –
Serio uważasz, że tak po prostu sobie teraz pójdę?
Chciała odpowiedzieć, ale w głowie miała
pustkę. W milczeniu wpatrywała się w Mary, szukając jakichkolwiek
oznak tego, że coś jest nie tak – zwłaszcza przerażenia, którego już raz
doszukała się w spojrzeniu przyjaciółki. Sęk w tym, że nic podobnego
nie miało miejsca, w oczach dziewczyny zaś doszukała się tylko i wyłącznie
troski. To wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że z miejsca poczuła
się jeszcze gorzej.
Jakby tego było mało, wciąż czuła przybierające
na sile pragnienie, co zwłaszcza przez wzgląd na bliskość Mary okazało się
problematyczne. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nie chcąc zbyt obcesowo
wpatrywać się w odsłonięte gardło przyjaciółki, nie tylko przez wzgląd na
niepokojące myśli, które chodziły jej w takich chwilach po głowie.
Ostatnim, czego potrzebowała, pozostawała utrata kontroli – i to zwłaszcza
po tym, jak potraktowała Nadię.
– No… – Wymowne mruknięcie skutecznie
ściągnęło jej uwagę na stojącego w progu Carlosa. Plecami niemalże
nonszalancko oparł się o framugę, jakby od niechcenia spoglądając na dwie
siedzące na kanapie dziewczyny. – Coś marnie wyglądasz, księżniczko. Jesteś
głodna – oznajmił wprost, wydając się czytać w niej prawie jak w otwartej
księdze.
– Sugerujesz mi coś? – zapytała natychmiast,
prostując się niczym struna, tym bardziej, że spojrzenie Mary jak na zawołanie
powędrowało w jej stronę.
Carlos wywrócił oczami.
– Ja? Skądże znowu! – zapewnił pośpiesznie. –
Po prostu widzę. Zresztą to chyba oczywiste, dlaczego nam odleciałaś, prawda? –
dodał z przekonaniem. – To, co zrobiłaś…
– Możemy choć przez moment o tym nie
rozmawiać? – przerwała mu pośpiesznie, wplatając palce we włosy i ciągnąć
za nie mocniej niż z założenia powinna. – Chociaż nie. Jeśli masz mi do
powiedzenia coś konkretnego, najlepiej zrób to od razu.
Patrzył na nią dłuższą chwilę, obojętny zarówno
na obecność Mary, jak i pobrzmiewającą w jej głosie frustracje. Miała
wrażenie, że dla Carlosa jak długo była przytomna i świadoma tego, co do
niej mówił, tak długo wszystko musiało być w absolutnym porządku. Chciała,
żeby to było aż takie proste, ale obawiała się, że rzeczywistość prezentowała
się w o wiele mniej satysfakcjonujący sposób.
– Nie – oznajmił w końcu, ale z jakiegoś
powodu mu nie uwierzyła. – Jesteś kolejną reinkarnacją Ariany – córką Lucyfera
i Gai. Po każdym z nich odziedziczyłaś… dość specyficzne zdolności,
chociaż pewnie dopiero z czasem dowiemy się, co to tak naprawdę oznacza.
To chyba tyle, chyba, że jakaś kwestia nadal jest dla ciebie niejasna – rzucił
niemal pogodnym tonem, zachowując się trochę tak, jakby rozmawiali o pogodzie,
a jego słowa wcale nie brzmiały dla niej niczym czysta abstrakcja.
– Świetnie – warknęła, na ułamek sekundy
ukrywając twarz w dłoniach. – Po prostu… świetnie – powtórzyła i choć
to zdecydowanie nie było twórcze, w jakiś pokrętny sposób wydawało się
idealnie opisywać całą sytuację.
– Możesz w końcu sobie darować? –
zniecierpliwiła się Mary. Wydawała się rozeźlona, chociaż przeciwstawianie się
wampirowi również zdawało się zakrawać o szaleństwo. – Alyssa jest
zmęczona, to po pierwsze. A po drugie…
– … to musi się posilić. Tak, przecież o tym
mówię – przerwał niecierpliwym tonem. – Potrzebuje krwi i chyba nawet
dobrze się składa, bo mamy w domu wszystko, czego nam potrzeba – dodał,
dosłownie przeszywając Mary wzrokiem.
Dziewczyna jak na zawołanie spojrzała mu
w oczy, nie po raz pierwszy usiłując okazać więcej pewności siebie niż
czuła w rzeczywistości. Choć coś w jej postawie wydawało się niemal
butne, w rzeczywistości Ali wiedziała, że jej przyjaciółka była przerażona
– i że Carlos jedynie to podsycał.
Zacisnęła usta, próbując zapanować nad
pragnieniem i marząc o tym, żeby na kogoś warknąć. Spojrzała już
nawet na Carlosa, gotowa naskoczyć na niego za głupie pomysły, ale nie miała po
temu okazji, bo wampir sam postanowił się zreflektować:
– Dlaczego się tak na mnie patrzycie? –
obruszył się, ostatecznie w pełni koncentrując na Mary. – Wyluzuj,
maleńka. Mam na myśli krew z woreczka… Chyba, że jesteś chętna, co B Rh
minus?
– Mógłbyś się w końcu przymknąć? –
warknęła na niego dziewczyna. A potem Ali wyraźnie usłyszała, jak serce
jej przyjaciółki gwałtownie przyśpiesza, a Mary zamiera i ze świstem
nabiera powietrza do płuc. – Zaraz! Czy ty właśnie określiłeś moją grupę krwi po
prostu na mnie patrząc? – zapytała podejrzliwie.
Carlos spojrzał na nią leniwie spod lekko
uniesionych brwi.
– O rany… Naprawdę trafiłem? – zapytał z drapieżnym
uśmiechem. – A mówią, że kobiety nie są przewidywalne… – mruknął, zaraz po
tym jak gdyby nigdy nic postanowił jednak zostawić je w spokoju.
Alyssa westchnęła w duchu,
w milczeniu odprowadzając go wzrokiem, kiedy ruszył w stronę wyjścia.
Już wcześniej nabrała przekonania, że tak będzie, ale teraz była już tego
pewna.
Mieszkanie z Carlosem pod jednym dachem
miało być bardzo, ale to bardzo trudne.
Kolejny rozdział, który – mam nadzieję – przypadnie Wam do gustu. Jeśli dobrze pójdzie, być może wrzucę coś na weekend, aczkolwiek czas pokaże, co z tego wyjdzie, zwłaszcza z racji koncertu na który się wybieram.Dziękuję za obecność i komentarze. To naprawdę wiele dla mnie znaczy! Pięknie też dziękuję za opinię, która pojawiła się w związku z akcją „People, who read say…”, organizowaną przez Katalog Opowiadań o Wampirach. Adna jak zwykle okazała się niezastąpiona :3Tak więc zostawiam Was z tym wpisem i do następnego!

Hmmm... Pierwsza część wydała mi się mega spokojna, choć przecież działo się w niej coś naprawdę ważnego, no i pięknego, bo co jak co, ale to musiało być piękne. Te kwiaty, które tak po prostu wyrosły dla niej. Nawet na chwilę zapomniałam, że był tam Carlos! A przecież ja go tak lubię. ;)
OdpowiedzUsuńW pewnym momencie, jak Ali pomyślała o niebieskich oczach, to myślałam, że ich właściciel wyjdzie gdzieś z pomiędzy drzew. Takie „no cześć, co tam”. ^^ W sumie to, że za nimi poszła Eleonora... Cóż... mogłam się tego spodziewać, ale jednak nawet o tym nie pomyślałam. Bo w sumie, jak dobrze pamiętam, to ona dała krew Ali (nie mam teraz głowy, jakiego innego określenia użyć, ale mam świadomość, że „dała krew” brzmi beznadziejnie... wybacz) i przejęła część obowiązków stwórcy, więc po części i ona jest stwórcą, więc (wiem kolejny raz „więc” ;)) ma pełne prawo martwić się o Ali, tym bardziej że ona poszła w las z Carlosem. Poza tym Eleonora tak już jest, prawda? Pełna współczucia, empatii i tych wszystkich mało wampirzych cech. :)
No i druga część, która... hmm... podobała mi się. Przepychanki słowne Carlosa i Mary będą chyba stałym punktem, który będzie wywoływał u mnie uśmiech, a mam wrażenie że ona dopiero się rozkręca. :) Nie wiem też dlaczego, ale wydaje mi się, że Carlos w jakiś pokręcony dla siebie sposób lubi Mary, mimo wszystko. Mimo to że ona jest człowiekiem i że może być dla nich problemem. I oczywiście on sam się przed sobą do tego nie przyzna, ale jakąś, może i bardzo słabą, sympatią darzy ją.
Co do samej Alyssy/Ariany... Co raz bardziej jestem ciekawa jak to rozwiniesz, bo jakby na to nie patrzeć, to są dwie zupełnie różne kobiety – inne charaktery, inne myślenie, inny wygląd, w sumie i pewnie rodzice inni (bo Ali chyba urodziła się normalnie?). No i na razie to wygląda tak, jakby przemiana w wampirzycę obudziła Arianę, która jest uwięziona w ciele Ali i próbuje przejąć nad nią kontrolę. Na obecną chwilę naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić, żeby te dwie osobowości koegzystowały w jednym ciele. Może planujesz coś, że spojrzę na to inaczej, ale teraz zdecydowanie nie. Jedna wygra, a druga zostanie zepchnięta gdzieś głęboko i pozostanie w wiecznym cieniu.
Mówiłam już, że kocham tę historię? Nie?
To tak, kocham <3
Uważaj, bo się przyzwyczaję do tego wyróżniania mnie pod Twoimi rozdziałami i zacznę się tego domagać. :P A tak poważnie, to nie ma za co dziękować, bo skoro czytam i tak jak powiedziałam, kocham Carlosa... pfu! Kocham to opowiadanie ^^, to oczywistym jest dla mnie, żeby się wypowiedzieć. :)
Alyssa potrafi tworzyć piękne rzeczy i z jednej strony powinna to rozwijać, bo to przecież świetna umiejętność, ale z drugiej... W ten sposób może być łatwiej zatracić się w Arianie. Po cichu mam nadzieję, że wspominanie o niebieskich oczach jest zapowiedzią rychłego pojawienia się Nicholasa, bo chciałabym bliżej poznać jego postać i zobaczyć relację z Alyssą ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to co się dzieję pomiędzy Carlosem i Mary, ich słowne przepychanki są urocze i jest między nimi jakiś rodzaj chemii. Być może to dla tego, że Mary jest człowiekiem.
Alyssa zdecydowanie często mdleje. Może to przez to, że jej osobowość nie jest w równowadze, w końcu jest jakby dwoma osobami w jednym ciele.
Pozdrawiam i czekam na następny rozdział :D