Alyssa
Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że w którymś momencie przestało
padać. Z powątpiewaniem spojrzała na zasnute ciężkimi chmurami niebo, z łatwością
będąc w stanie sobie wyobrazić, jak to otwiera się, a na ziemię po
raz kolejny spada deszcz. Mimowolnie zadrżała, nie tyle za sprawą temperatury i tego,
że wciąż była przemoczona, ale z winy wciąż wypełniających ją emocji. Nie
była pewna, co takiego czuła albo przynajmniej powinna, ale to nie wydawało się
aż tak złą perspektywą. Pusta wydawała się o wiele lepsza od gniewu,
zwłaszcza po tym, jak ten popchnął ją zdecydowanie dalej, niż była w stanie
zaakceptować.
Sama nie była pewna, dlaczego pozwoliła
Carlosowi prowadzić, a tym bardziej gdziekolwiek się zabrać. Z drugiej
strony, potrzebowała chwili wytchnienia, najlepiej z daleka od całego
towarzystwa, a zwłaszcza Nadii. Słowa wampirzycy wciąż ją prześladowały,
zresztą tak jak i wyrazy twarzy Mary i Eleonory – dwóch osób, które
jej ufały i które tak bardzo bała się utracić. Wciąż nie docierało do niej
to, co zrobiła, nie wspominając o reakcji dziewczyny, której omal nie
zabiła – sugestii, że mogłaby być podobna do istoty, którą była w stanie
utożsamić co najwyżej z największym złem. Nie rozumiała, co takiego
sugerowała Nadia, nie wspominając o tym, że zdecydowanie nie miała odwagi,
by zadać jakiekolwiek pytanie. Cóż, jak znała Carlosa, najpewniej i tak by
nie odpowiedział, czy to specjalnie, czy to najzwyczajniej w świecie nie
będąc w stanie udzielić sensownych wyjaśnień.
Jeśli miła być ze sobą szczera, nie bez
powodu chciała przebywać akurat przy swoim stwórcy. On nie wyglądał na
zszokowanego, a przynajmniej nie odniosła wrażenia, by jakkolwiek obwiniał
ją za to, co się wydarzyło. Podejrzewała, że to żałosne, skoro próbowała
uciekać przed konsekwencjami własnych czynów, ale to okazało się silniejsze od
niej. Szukała… Och, sama nie była pewna czego! Zrozumienia? Na pewno, choć
zarazem wciąż nie potrafiła ot tak przyjąć prawdy. Czuła się oszołomiona i bardzo,
ale to bardzo zmęczona tym, co się wydarzyło, pragnąc choć na chwilę znaleźć
się w jakimś innym, spokojniejszym miejscu. Nie chciała czekać na rozwój
wypadków, słuchać pocieszeń albo znosić pełnych gniewu spojrzeń, którymi
obdarowywała ją Nadia. Wciąż nie pojmowała, co tak naprawdę się wydarzyło, ale wolała
udawać, że to nie miało znaczenia, przy Carlosie zaś taki stan rzeczy jak
najbardziej wydawał się czymś możliwym.
Inną kwestią pozostawało to, że wciąż musieli
porozmawiać, ale o tym również starała się nie myśleć. W gruncie
rzeczy nie potrafiła nawet określić, co takiego względem tego mężczyzny czuła,
nie tylko przez sposób, w jaki traktował ją od samego początku, ale…
przede wszystkim przez ten pocałunek. Z drugiej strony, być może tak
naprawdę nie było powodu, by cokolwiek analizować. Co prawda nie znała Carlosa
aż tak dobrze, by przewidywać jego zachowania, ale mogła się założyć, że zabawa
cudzymi emocjami nie była czymś, czego mógłby się wystrzegać. Och, była w stanie
wręcz przysiąc, że całowanie przypadkowych dziewczyn również pozostawało czymś,
co zdarzało mu się czy to z czystego egoizmu, czy dla przyjemności. W takim
wypadku mogła co najwyżej zrobić z siebie idiotkę, okazując przejęcie
czymś, co tak naprawdę nie miało znaczenia.
Zawahała się, po czym nerwowo obejrzała przez
ramię, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że nie są sami. Raz po raz wodziła
wzrokiem dookoła, spodziewając się dostrzec między drzewami coś, czego
zdecydowanie nie powinno tam być. Machinalnie napięła mięśnie, próbując samą
siebie przekonać, że to wyłącznie jej przewrażliwienie i tak naprawdę nie
miała powodów do niepokoju. Co więcej, jeśli już musiała być ze sobą szczera,
chcąc nie chcąc musiała przyznać, że przy Carlosie czuła się spokojniejsza.
Zdążyła już się przekonać, że nie zamierzał jej skrzywdzić, nie wspominając o momencie,
w którym bez chwili wahania rzucił się do walki ze Skyler. Gdyby przyszła
taka potrzeba ochroniłby ją, niezależnie od sytuacji i tego, jakie byłyby
jego faktyczne intencje. Wiedziała już, że z jakiegoś powodu była ważna – i to
nie tylko dla istot, które próbowały ją dorwać, ale również dla swojego
stwórcy. Cóż, w końcu od samego początku działał tylko i wyłącznie
dlatego, że miał w przemienieniu jej jakiś sobie tylko znany cel.
– Dokąd idziemy? – zaryzykowała, nie mogąc
dłużej znieść przeciągającej się ciszy. Poruszali się wystarczająco szybko, by w krótkim
czasie oddalić się od domu Sorentich na dość znaczącą, bezpieczną odległość. –
Carlos! – jęknęła, kiedy nie odpowiedział, najzwyczajniej w świecie ją
ignorując.
Również tym razem nie śpieszył się z jakąkolwiek
reakcją, w zamian zatrzymując się bezceremonialnie i na tyle
gwałtownie, że prawie na niego wpadła. Zachwiała się niebezpiecznie, odzyskując
równowagę wyłącznie dzięki temu, że Carlos w porę chwycił ją za ramiona,
stanowczo stawiając Alyssę do pionu. Zaraz po tym cofnął się o krok,
odskakując od niej prawie jak oparzony. Z jakiegoś powodu serce jak na
zawołanie zabiło jej szybciej, zdradzając o wiele więcej, niż mogłaby
sobie tego życzyć. Przy Carlosie zawsze czuła się dziwnie, nie tylko przez wzgląd
na emocje, które w niej wzbudzał, ale również przez świadomość, że tak
naprawdę pozostawał jej jedynym źródłem informacji. Chciała tego czy nie, w którymś
momencie powstała między nimi niezrozumiała dla niej więź – coś więcej, niż
tylko relacja, która powinna pojawić się po tym, jak ją przemienił. W grę
wchodziło coś zgoła innego, ale w żaden sposób nie potrafiła tego
zinterpretować.
– W porządku. – Głos Carlosa brzmiał
spokojnie, ale on sam wydawał się pobudzony i dziwnie podekscytowany.
W milczeniu powiódł wzrokiem dookoła, wywracając oczami, co uprzytomniło
Alyssy, że jej przypuszczenia co do tego, że mogli mieć towarzystwo, były jak
najbardziej słuszne. W pierwszym odruchu ją to zaniepokoiło, szybko jednak
uświadomiła sobie, że intruzem musiał być ktoś znajomy, tym bardziej że jej
towarzysz nie wyglądał na zaniepokojonego. Och, wręcz przeciwnie – wydawał się
cieszyć jak dziecko z czego, czego ona mogła co najwyżej się domyślać. –
Pokaż mi – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał, tym krótkim poleceniem
skutecznie wytrącając Ali z równowagi.
– Co takiego? – zapytała w oszołomieniu.
Carlos uniósł brwi.
– Śmiem twierdzić, że dobrze wiesz –
stwierdził w niemalże pobłażliwy sposób. – Czujesz ją, tak? Wyczuwasz
Arianę – dodał, a dziewczyna z niedowierzaniem potrząsnęła głową,
nagle spanikowana.
– Nie rozumiem… – Zawahała się, nie mogąc
pozbyć się wrażenia, że tak naprawdę okłamywała samą siebie. – Ja nie…
– Masz przebłyski, tak? – przerwał
zniecierpliwionym tonem. – Oboje wiemy, że wciąż aż cię nosi. Poza tym… Cóż,
nie wiem, czy pamiętasz, co zrobiłaś, kiedy wysiedliśmy z samochodu.
Przynajmniej mnie to nie wyglądało na przypadek, więc…
Urwał, po czym rzucił jej wymowne spojrzenie.
To wystarczyło, a przynajmniej Alyssa nie widziała powodu, dla którego
miałby dodawać cokolwiek więcej – nie, skoro jego sugestia wydawała się aż
nazbyt oczywista. Puls znowu jej przyśpieszył, tym razem z zupełnie innego
powodu, dodatkowo manifestując odczuwane przez dziewczynę zdenerwowanie.
W pamięci wciąż miała urywki wspomnień, które powracały do niej co jakiś
czas, zwłaszcza gdy targały nią wyjątkowo skrajne emocje. To, którego
doświadczyła w akademiku, do tej pory wydawało się porażająco wręcz żywe,
dzięki czemu bez trudu przywołała do siebie targające Arianą uczucia. Pamiętała
woń lasu, szum poruszanych wiatrem liści oraz bliskość natury. Córka Lucyfera –
ona sama, choć wciąż trudno było jej uosobić się z jasnowłosą pięknością,
której oczami czasami spoglądała na świat – czuła się silna, zdeterminowana, a już
na pewno świadoma mocy, które odziedziczyła po matce i które wydawały się
być jej częścią…
Dokładnie tej samej, która potrafiła zmusić
naturę do uległości, jak chociażby w chwili, w której bez chwili
wahania zrzuciła na Carlosa gałęź. Mogła udawać, że to zwykły przypadek, tym
bardziej że pogoda pozostawiała wiele do życzenia, ale oboje wiedzieli, że to
nieprawda. To przyroda stawała w obronie Ariany, manifestując wszystko to,
co ta w tamtej chwili czuła.
Była świadoma naglącego spojrzenia Carlosa,
jednak przynajmniej początkowo próbowała je ignorować. Coraz bardziej
zdezorientowana, zastygła w bezruchu, zwieszając ramiona i w milczeniu
wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Miała ochotę powiedzieć wampirowi, żeby
dał sobie spokój i nie oczekiwał od niej cudów, zwłaszcza teraz, gdy już i tak
ledwo nad sobą panowała. Zawahała się dosłownie w ostatnim momencie,
przypominając sobie gniew, głośny trzask oraz spadającą gałęź, która omal nie
wylądowała na wampirze, zupełnie jakby natura chciała ukarać nieśmiertelnego za
to, że ważył się naruszyć jej spokój. Wcześniej była zbyt oszołomiona, żeby
zebrać myśli i połączyć fakty, ale w tamtej chwili ten jeden moment
wydał jej się istotny i niemalże kluczowy.
Oddychała szybko i płytko, coraz
bardziej podenerwowana. W głowie miała mętlik, sama już niepewna, o czym
tak naprawdę powinna myśleć. Nie rozumiała też tego, czego oczekiwał od niej
Carlos, bynajmniej nie czując się pewniej dzięki temu, że próbował od niej
wymagać. Jeśli miała być ze sobą szczera, przez jego zabiegi zaczynała czuć się
niemalże osaczona, a to zdecydowanie nie zapowiadało niczego dobrego.
– Pozwolisz, księżniczko?
Wydęła usta, decydując się darować sobie
upominanie go z powodu tego, jak na nią mówił. Z wahaniem zmierzyła
go wzrokiem, kiedy z wolna przysunął się bliżej niej, zachęcającym ruchem
wyciągając rękę.
– Nie mam pojęcia, co twoim zdaniem powinnam
zrobić – uświadomiła go zrezygnowanym tonem. – A zresztą… Naprawdę chcesz
zmuszać mnie do tego akurat teraz? – dodała, nie kryjąc rozżalenia. To, że
mógłby ignorować jej emocje, a już zwłaszcza samopoczucie, w jakiś
pokrętny sposób ją raniło.
– To cudownie, bo ja też mam mgliste pojęcie
tego, na czym stoimy – stwierdził ze spokojem wampir, wysilając się na kpiarski
uśmieszek. – W takim razie będziesz musiała się postarać. Wybacz, ale tak
się składa, że natura nie była dla mnie łaskawa, jeśli chodzi o wyjątkowe
zdolności, więc ci nie pomogę.
To nie brzmiało szczególnie motywująco
i Carlos musiał doskonale zdawać sobie z tego sprawę. Przez dłuższą
chwilę milczała, próbując zebrać myśli i jakkolwiek uporządkować wszystko
to, co wiedziała, by podjąć jakąkolwiek sensowną decyzję, ale w głowie
miała pustkę. Fakt, że wampir kolejny raz reagował jedynie na te kwestie, które
były mu na rękę, również nie poprawiał dziewczynie nastroju.
– Miałeś mi wszystko wyjaśnić – zarzuciła mu.
„Cholera, jesteś za mnie odpowiedzialny!” – miała ochotę wykrzyczeć, ale czuła,
że to nie zrobiłoby na nim wrażenia. Już wystarczająco wiele udowodnił jej, że
właściwe zachowanie zdecydowanie nie było czymś, czego należało od niego
wymagać. – Wciąż tego nie zrobiłeś, a ja zaczynam wątpić w to, czy
w ogóle przemyślałeś moją przemianę i to, czy ja…
– Cii… – Aż wzdrygnęła się, gdy jak gdyby
nigdy nic zdecydował się zatkać jej dłonią usta. Spróbowała się odsunąć, wampir
jednak nie zamierzał tak po prostu ustąpić. – Spróbuj się skoncentrować. Jak na
razie potwierdzasz wszystko to, co ja sam wiedziałem. Postaraj się, a oboje
wyjdziemy na tym równie dobrze – stwierdził, wysilając się na blady uśmiech. –
Myśl sobie, co tylko chcesz, ale prawda jest taka, że potrzebujesz chwili na
to, by odreagować. Zamiast użalać się nad sobą i przypominać mi, że jestem
najgorszym stwórcą na świecie – podjął, jednocześnie wywracając oczami –
wykorzystaj te emocje, żeby zdziałać coś praktycznego… Jesteś córka Gai czy
nie?
Nie podzielała jego entuzjazmu, ale Carlos
nie wydawał się chętny do prowadzenia jakiejkolwiek formy dyskusji. W tym,
co mówił, wydawało się być równie wiele sensu, co i wątpliwości, czym
skutecznie podsycał jej irytację, tym bardziej, że zdecydowanie nie w ten
sposób wyobrażała sobie jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony. Miała
wrażenie, że błądzi na oślep, a zachowanie wampira jedynie wszystko
komplikowało, jakby wszystko to, co powiedział jej do tej pory, samo w sobie
nie wydawało się wystarczająco trudne.
Nie miała pojęcia, co tak naprawdę przekonało
ją do tego, żeby jednak spróbować. Myśląc o tym później, doszła do wniosku,
że tak naprawdę chodziło o Gaję – o to, że powołał się na kogoś jakże
odmiennego od Lucyfera. To brzmiało pocieszająco, przynajmniej z perspektywy
Alyssy, choć zarazem wciąż nie docierało do niej, że mogłaby być córką jakże
odmiennych, stojących po dwóch stronach barykady bytów: światła i ciemności,
jak nagle sobie uświadomił
Westchnęła, po czym bardzo niechętnie
zamknęła oczy. Wciąż nie potrafiła stwierdzić, czego tak naprawdę Carlos od
niej oczekiwał i podejrzewała, że on sam tego nie wiedział, ale nie
chciała o tym myśleć. W pamięci wciąż miała ostatnie wspomnienie
Ariany i to jego spróbowała uczepić się jak najmocniej, w nadziei, że
dzięki temu dozna nagłego olśnienia. Z drugiej strony, w momentach
takich jak ten jakimś cudem wiedziała, co powinna zrobić, a to
zdecydowanie o czymś świadczyło.
Kiedy zaatakowała Nadię, zdecydowanie czuła
się świadoma tego, jak zabijać…
Zadrżała, coraz bardziej niespokojna. W pośpiechu
odrzuciła od siebie niechciane myśli, próbując przekonać samą siebie że tak
naprawdę nie miała powodu do niepokoju. Czuła się niezręcznie, nie będąc
w stanie kontrolować tego, co działo się wokół niej, ale i o tym
próbowała nie myśleć. Wzrok nie był wszystkim, a przynajmniej w to
próbowała uwierzyć, niemalże zmuszając się do wiary w coś, względem czego
miała tak wiele wątpliwości. Jakby tego było mało, instynkt wydawała się całą
sobą oponować przed takim rozwiązaniem, raz po raz przypominając, że miała do
czynienia z potencjalnym zagrożeniem – Carlosem, a może tym, co
czaiło się gdzieś w ciemnościach. W jej żyłach krążyła krew, a to
znaczyło, że była ofiarą, nawet jeśli rozsądek podpowiadał, że jej towarzysz
nie zamierzał zrobić niczego głupiego. Całą sobą chłonęła obecność Carlosa,
świadoma jego bliskości bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, w miarę jak
pozostałe zmysły wyostrzyły się, próbując zrekompensować chwilową
bezużyteczność wzroku. Wrażenie było niepokojące, a Alyssa przez dłuższą
chwilę musiała zmuszać się do tego, żeby stać spokojnie.
Kiedy zdenerwowała się na Nadię, liczyły się
przede wszystkim emocje. To od nich wydawało się zależeć wszystko, łącznie
z jej pragnieniami, chociaż zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, by ta
najmroczniejsza cząstka jej duszy po raz kolejny doszła do głosu. Co więcej,
Ariana w wizji pozostawała spokojna, a jej siła wydawała się wynikać z utożsamienia
z otaczającą ją naturą. Skoro tak, być może sama musiała zachować się
podobnie, skupiając się na otoczeniu. Problem polegał na tym, że – co zresztą
było do przewidzenia – sama metoda wydawała się brzmieć o wiele prościej
niż mogłoby się okazać w praktyce.
– Księżniczko…? – usłyszała, więc tylko
potrząsnęła głową.
– Możesz przez moment nic nie mówić, proszę?
– zapytała cicho, siląc się na cierpliwość. Nie otworzyła oczu, chociaż miała
na to ochotę, nie będąc w stanie tak po prostu przywyknąć do odcięcia od
najbardziej podstawowego ze zmysłów. – Wydaje mi się…
Urwała, raz jeszcze koncentrując na
wyostrzonych zmysłach. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, zdołała
skoncentrować się na miarowym rytmie, w jakim biło jej serce. Z zaskoczeniem
przekonała się, że to ją uspokaja – tylko trochę, liczyło się jednak przede
wszystkim to, że w ten sposób zdołała się rozluźnić. Na dobry początek
wystarczyło, kiedy zaś odzyskała równowagę, nieśmiało zwróciła się ku innym
bodźcom – tym mniej znaczącym, które na co dzień ignorowała, a które
towarzyszyły jej przez cały czas, bo nie dało się zaprzeczyć temu, że las
tętnił życiem.
– Nie jestem pewien, co robisz, ale chyba
rozumiem – usłyszała tuż przy uchu szept Carlosa i aż wzdrygnęła się,
kiedy jego oddech owiał jej policzek. Nawet nie zorientowała się, kiedy wampir
podszedł tak blisko, stając tuż za jej plecami. Wzdrygnęła się, czując ciepłe
dłonie na ramionach, ale wcale nie poczuła pragnienia, żeby się od wampira
odsunąć. – Chyba nawet mógłbym spróbować ci pomóc, o ile mój głos ci nie
przeszkadza – dodał i była niemalże pewna, że się uśmiechał.
–Nie wiem, co mnie rozprasza, a co nie,
więc zawsze możesz spróbować – odpowiedziała równie cicho. Nie była pewna
dlaczego, ale wszelakie dźwięki wydawały jej się nienaturalnie wręcz
intensywne. – Kiedy jesteś spokojny, o wiele łatwiej mi cię słuchać…
Z drugiej strony, może powinnam poprosić jakiś sędziwy dąb, żeby skopał ci
tyłek. Ostatnim razem prawie zadziałało, a ty będziesz miał swój dowód,
skoro już uparłeś się mnie wykończyć – zaproponowała słodko.
Carlos parsknął śmiechem, co do jakiegoś
stopnia wytrąciło dziewczynę z równowagi. Sam dźwięk wydał jej się dziwnie
odległy, a może to po prostu ona sama bezwiednie próbowała odciąć się od
wszystkich bodźców, które wydały się choć w niewielkim stopniu uciążliwe.
Czuła się prawie tak, jakby próbowała zasnąć, choć jednocześnie w aż
nazbyt świadomy sposób wiedziała, że wciąż stoi pewnie na nogach, na dodatek
w samym środku lasu.
– Lepiej zostań przy tym, co robisz –
zaproponował w końcu Carlos. Miała wrażenie, że starannie ważył słowa, nie
chcąc zbytnio jej rozpraszać. – Skoncentruj się, cokolwiek… To jest w tobie,
więc spróbuj do tego dotrzeć – dodał i kiedy tak o tym mówił, to
naprawdę wydawało się łatwe.
– Taak? – rzuciła z przekąsem. – Powiedz
mi, jak często zdarza ci się dotrzeć do twojego… odległego „ja” z innego
wcielenia? – zadrwiła, a przynajmniej próbowała, bo jej własne słowa
wydały jej się co najmniej abstrakcyjne.
Sądziła, że go zdenerwuje i chyba nawet
tego chciała, ale nic podobnego nie miało miejsca. Carlos wciąż był spokojny,
poza tym trzymał obie dłonie na jej ramionach – tak delikatnie i z wyczuciem,
że w pewnym momencie w ogóle przestała zdawać sobie sprawę z jego
dotyku. Czuła oddech raz po raz muskający jej odsłonięty kark, tym samym przyprawiając
ją o dreszcze, to jednak również okazało się niezwykle przyjemne.
– Po prostu spróbuj – odezwał się ponownie
Carlos. Jego głos zabrzmiał inaczej, nagle dziwnie niski i zachrypnięty. –
Mam na myśli… Wiesz jak to jest z tańcem, księżniczko? Wcale nie musisz
się tego uczyć, żeby wiedzieć, co zrobić. Wyobraź sobie, że właśnie tego chcesz
– chcesz tańczyć, ale nie znasz kroków ani nie słyszysz muzyki – zasugerował
cicho. Coś w jego tonie sprawiło, że poczuła się naprawdę dziwnie, nie
pierwszy raz mając trudność ze zrozumieniem jego emocji, a już zwłaszcza
goryczy, która nagle wkradła się do jego głosu. – Żeby to zrobić, musisz poczuć
rytm… Jest gdzieś tam, prawda? A kiedy go poznasz, wtedy naprawdę będziesz
wiedziała, jak…
Nie była pewna czy urwał, czy to ona
przestała go słuchać. To w gruncie rzeczy nie miało znaczenia, przynajmniej
w tamtej chwili. Skupiła się na oddychaniu – na miarowym wdychaniu i wypuszczaniu
powietrza – oraz na tym, jak pewnie trzymała się na nogach. Prócz własnego
oddechu i pulsu, udało jej się usłyszeć delikatny szum wiatru, igrający
z tysiącami liści, które składały się na korony otaczających ją ze
wszystkich stron drzew. Sam ich zapach wydawał się upajać, dodatkowo wzmocniony
po deszczu, powietrze zaś okazało się zaskakująco czyste, nawet pomimo tego, że
kilka kilometrów dalej musiała znajdować się szosa oraz wyraźne ślady
cywilizacji. Gdzieś tam Home, a jeszcze dalej Seattle, musiały tętnić
życiem, ale to wydawało się niczym w porównaniu z tym, co działo się
znacznie bliżej – dosłownie gdzieś na wyciągnięcie ręki.
W jednej chwili zdała się na instynkt, sama
niepewna, co tak naprawdę chciała osiągnąć. Och, to i tak nie miało
znaczenia. Szukała czegoś, czego potrzebowała, choć nie potrafiła tego nazwać..
Pragnęła siły, która płynęła z natury – jej niszczycielskiego działania,
ale również zdolności do tego, żeby tworzyć. Ta jedna myśl zawładnęła nią,
jednak nie gwałtownie, ale delikatnie – prawie jak łagodna fala na plaży, która
stopniowo posuwa się w głąb lądu, by po chwili równie delikatnie się
wycofać. To było przyjemne, a Alyssa niemalże mogła przysiąc, że już
kiedyś doświadczyła czegoś podobnego, ma dodatek więcej niż raz, choć
jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że to nie jest możliwe.
A jednak było – tylko pod warunkiem, iż
w końcu zgodziłaby się z tym, co na temat jej przeszłości powiedział
Carlos.
Była Arianą, ale…
– O mój Boże!
Zaskoczony okrzyk doszedł do niej jakby
z oddali, ale to wystarczyło, żeby skutecznie sprowadzić ją na ziemię.
Bez chwili wahania uniosła głowę,
a potem w końcu otworzyła oczy.
Dobry wieczór! Jest rozdział, co bardzo mnie cieszy, bo chyba wracam do rytmu. Co prawda nie chcę zapeszyć, ale możemy chyba założyć, że jest w porządku. Z drugiej strony, to może być zasługą Three Days Grace i koncertu, który odbędzie się za dwa tygodnie w Warszawie. Ktoś może się wybiera? :DTradycyjnie dziękuję za komentarze i obecność. To wiele dla mnie znaczy, nie wspominając o tym, że niezmiennie dodaje mi skrzydeł. Swoją drogą, w przyszłym miesiącu wypada pierwsza rocznica nowej wersji tego opowiadania. Szybko zleciało, prawda?Do napisania!

Wow :D coraz bardziej wkręcam się w tę historię :) Liczę na ciąg dalszy:D
OdpowiedzUsuńHej:3
UsuńBardzo miło mi to czytać! Dziękuję i mogę zapewnić, że ciąg dalszy jeszcze w tym tygodniu :) Byłabym też wdzięczna, gdybyś jakkolwiek się podpisywała, by łatwiej było mi się do Ciebie zwracać ^^
Pozdrawiam!
Nessa.
ALyssa rzeczywiście ma jakiś problem ze swoim emocjami i lepiej, żeby nauczyła się nad tym panować, bo może "zlać się" z Arianą. Z flashbackami i manipulacjami Lucyfera, może jej się łatwo pomieszać w głowie. Szkoda, że Mary musiała widzieć ten wybuch, ale myślę, że mimo wszystko nie przekreśli swojej przyjaciółki.
OdpowiedzUsuńW każdym razie podoba mi się ta relacja pomiędzy Alyssą i Carlosem w tym rozdziale, bo jest taka intymna i osobista. Mam wrażenie, że sięga naprawdę głęboko.
Co do mocy Alyssy... Oprócz tego, że to po prostu fajna umiejętność, to to może być coś co pozwoli jej połączyć się z matką i ze swoim poprzednim wcieleniem, no i w ogóle jakoś to wszystko lepiej zrozumieć.
A jeśli chodzi o Skyler... Jest demon i chyba z założenia powinna być zła, ale po tym fragmencie w ostatnim rozdziale nie pałam do niej jakąś szczególną nienawiścią. Owszem, "pracuje" dla Lucyfera, ale to jak stara się mu zaimponować, jak chce być najlepsze i stara się zdobyć wyższe cele jest w jakiś sposób ujmujące. W każdym razie nie wydała mi się jakoś szczególnie i bezwzględna xD
I co się stało?! Aaaaawwwww!!! Jak Ty tak możesz niedobra Ty?!
OdpowiedzUsuńPoczątkowo patrzę i mówię, ale długi rozdział, a się okazało, ze jednak zbyt krótki. :)
Ale od początku...
Trochę śmiechłam, gdy przeczytałam, że Ali aż tak dobrze nie znała Carlosa... Ehem... Go chyba nikt nie zna w ogóle :P Nawet bracia nie są w stanie stwierdzić, o co temu kolesiowi chodzi, no ale to po prostu Carlos. Chociaż z perspektywy Ali akurat teraz to to, że on raczej nie jest skory do rozmów, jest dobre. Nie wymusza na niej, żeby mu się wyspowiadała tylko po prostu jest. No ale wiadomo, że gdy on już otworzy usta, to cały urok i poczucie względnego spokoju pryska, kolejny raz pokazując, że zdecydowanie nie można stwierdzić jak on się zachowa.
Bardzo spodobało mi się stwierdzenie, że to natura stanęła w obronie Ariany, kiedy zrzuciła gałąź na Carlosa. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak po prostu, coś w tym mi przypasowało. :)
I wciąż zastanawiam się co takiego było w tym lesie, a może kto? Najprostszym rozwiązaniem to byłyby zwierzątka, tak po prostu, ale... Właśnie jest to ale i pewnie to żadne jelenie, skunksy czy inne stwory. ;)
Gdy Carlos zaczął mówić o tańcu... Od razu przed oczami stanęła mi scena, gdy on wspominał. Mistery (nie wiem czy dobrze pamiętam i czy dobrze napisałam) tańczyła. Uwielbiała to, prawda? A on jej się wtedy przyglądał. I standardowo nie wiem, czy chciałaś nawiązać do tego, czy to moja nadinterpretacja...