Mary
Wpatrywała się w Carlosa,
bezskutecznie próbując wytłumaczyć samej sobie, dlaczego czuła się tak dziwnie.
Z drugiej strony, być może to wampir spoglądał na nią w ten sposób,
wzbudzając emocje, których nie była w stanie jednoznacznie zinterpretować.
Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że Mary mu nie ufała, chociaż ta jedna
kwestia wydawała się aż nazbyt oczywista – w końcu miała przed sobą
wyjątkowo niebezpiecznego, irytującego wampira, który od pierwszej chwili
wydawał się pragnąć jej śmierci. Wciąż czuła się co najmniej niekomfortowo,
kiedy przebywali razem, najpewniej nie zabijając się tylko przez wzgląd na
Alyssę, która była na tyle zdesperowana, by być zdolną nawet do tego, żeby
powstrzymać wampira przed zrobieniem czegoś wyjątkowo głupiego.
Carlos
przesunął się bliżej, spokojny i skupiony na jej twarzy. Poczuła się
dziwnie, kiedy spojrzała wprost w jego pociemniałe z głodu,
przypominające dwa rozżarzone węgliki tęczówki, tak uważnie lustrujące całą jej
postać. Czasami, kiedy wampir na nią spoglądał, sama nie była pewna czy po
prostu ją drażnił, czy może był w stanie doszukać się w niej
materiału na ewentualny posiłek. Starała się o tym nie myśleć, w pamięci
mając to, co wiedziała na temat nieśmiertelnych: że nigdy nie należało okazywać
przy nich słabości, bo w ten sposób można był co najwyżej sprowokować
drapieżnika do ataku. Taki system wydawał się prosty i oczywisty, a jednak
kiedy przychodziło co do czego, naprawdę zaczynała się obawiać, niezmiennie
doszukując się w Carlosie czegoś, czego w żaden sposób nie potrafiła
sprecyzować. Ten mężczyzna był… niebezpieczny i na swój sposób
wyrachowany, a to mogło skończyć się naprawdę różnie, tym bardziej, że do
tej pory miała wrażenie, iż traktował ją w dość wrogi, czasem wręcz
pobłażliwy sposób.
Wszystko
trwało zaledwie kilka sekund, jej jednak wydawało się wiecznością. Omal nie
wyszła z siebie, kiedy Carlos bez słowa podszedł bliżej, spokojny i rozluźniony,
czego bynajmniej nie dało się powiedzieć o niej. Zauważyła, że oczy mu
zabłysły, kiedy wyczuł jej przyśpieszony puls, bez trudu orientując się, że się
zdenerwowała. Spróbowała nad sobą zapanować i nawet udało jej się rzucić
wampirowi poirytowane, wyzywające spojrzenie, jednak nawet to nie zrobiło na
nim wrażenia; jedynie uśmiechnął się jeszcze bardziej bezczelnie, najpewniej
doskonale bawiąc się jej kosztem.
– Co
myślisz, Mary? – zapytał jakby od niechcenia. – Skoro mój brat tak ładnie
prosi, to mogę ci pomóc, chociaż mam wątpliwości do tego, czy… jesteś
odpowiednia – dodał, a ona aż uniosła brwi, co najmniej zaskoczona jego
słowami.
–
Odpowiednia do czego?
Carlos
uśmiechnął się czarująco.
–
Odpowiednia do tego, żeby z tobą tańczyć – wyjaśnił usłużnie. – Jak na
razie stoisz sztywno, jakbyś połknęła kij od szczotki. O ile nie
zamierzasz odstawić tutaj baletu, sugerowałbym ci, żebyś się rozluźniła –
dodał, a Mary prychnęła.
On próbował
jej cokolwiek sugerować, na dodatek spoglądając na nią w ten sposób? Słuchała i miała ochotę
go wyśmiać, co najmniej wytrącona z równowagi tym, że jak zwykle mógłby
zachowywać się w tak trudny do zinterpretowania sposób. Na samą myśl o tym,
że miałaby pozwolić mu się dotknąć, robiło jej się słabo, chociaż jednocześnie
czuła się dziwnie podekscytowana. Zwłaszcza ta druga kwestia nie dawała dziewczynie
spokoju, skutecznie wprowadzając w konsternację, jednak za wszelką cenę
usiłowała się nad tym nie zastanawiać. To był wampir. Z założenia miał
wzbudzać w niej te najbardziej niebezpieczne odruchy, wabiąc i nęcąc
nawet wtedy, gdy nie polował – przynajmniej teoretycznie. Co prawda sądziła, że
przez czas, który spędzała z Alyssą i Sorentimi, zdążyła przyzwyczaić
się do nadnaturalnej urody, nietypowego zapachu i zdolności do mieszania
innym w głowie, a jednak w tamtej chwili wszystko wydawało się
wskazywać na to, że sprawy miały się zupełnie odwrotnie.
– Hm… Zaczynam
dochodzić do wniosku, że popełniłem błąd – odezwał się cicho Michael, wymownie
obserwując brata i zastygłą w bezruchu Mary. – Carlos…
– Nie, jest
w porządku – przerwała mu dziewczyna. – Carlos najwyraźniej jak zwykle ma
problem z przerośniętym ego, ale to u niego w zupełności
naturalne – dodała, a sam zainteresowany parsknął śmiechem.
– Tak
uważasz, Mary? – zapytał, po raz
kolejny sposób wypowiadając jej imię z tym charakterystycznym dla siebie
naciskiem.
Zacisnęła
usta, nawet nie zawracając sobie głowy tym, żeby udzielić mu odpowiedzi. W zamian
spróbowała wziąć się w garść i po prostu wzruszyła ramionami,
próbując przekonać samą siebie, że w kilka zaledwie minut nie może stać
się nic niedobrego. W porządku, czasami bała się Carlosa, ale starała się tego
nie okazywać, a już na pewno nie zamierzała powiedzieć mu tego wprost. W zamian
toczyła z wampirem nieustanną walkę, raz po raz będąc na dobrej drodze do
tego, żeby wytrącić wampira z równowagi albo przynajmniej go zirytować.
Miała wrażenie, że drażniła go swoimi reakcjami i tym, że mogłaby mieć
czelność stawiać mu opór, ale nie dbała o to, nawet pomimo naturalnej
obawy o swoje życie. Wiedziała, że gdyby tylko zechciał, byłaby martwa,
ale i tym nie potrafiła przejąć się w taki sposób, jak mogłaby tego
oczekiwać. Być może to znaczyło, że jednak postradała zmysły, ale w gruncie
rzeczy wiedziała o tym od samego początku – jakby nie patrzeć zadawała się
z wampirami.
Nerwowo
powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie na dłużej zatrzymując spojrzenie na
Jamesie. Chłopak wymownie spoglądał to na nią, to znowu na Carlosa, wyraźnie
zaciekawiony tym, co działo się pomiędzy nimi. Jako jedyny wydawał się
spokojny, cudownie nieświadomy tego, że mógłby znaleźć się w domu z całą
rodziną wampirów – w tym jednym wyjątkowo niebezpiecznym i mającym
zdecydowanie nie po kolei w głowie. Podejrzewała, że gdyby wiedział, już
dawno by się ewakuował, a przynajmniej nie próbował dyskutować na temat
tego, jak zachowywać się względem dziewczyny podczas szkolnej dyskoteki. W tamtej
chwili ten temat wydawał jej się dziwnie nierealny i odległy, stanowiąc
element prostszego życia, które wraz z Alyssą wiodły do momentu, w którym
całym świat ostatecznie nie stanął na głowie.
– Sądzę, że
nie doceniasz Mary – odezwał się nagle Jimie, uśmiechając się promiennie. –
Jeśli nie chcesz, nie musisz tego robić – dodał, tym razem zwracając się do
niej – ale nie wiem kogo innego mógłbym prosić.
– Nie wiem,
czy to będzie takie proste – przyznała. – Carlos najwyraźniej potrafi więcej
mówić niż tańczyć… Poza tym mnie nie lubi – stwierdziła z przekonaniem,
decydując się nazwać po imieniu to, co podejrzewała już od dłuższego czasu.
Spodziewała
się wielu reakcji, ale na pewno nie tego, że wampir prychnie z irytacją,
wyraźnie niezadowolony z jej toku rozumowania. Instynktownie przeniosła na
niego wzrok, na moment zamierając, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Jego
ciemne tęczówki miały w sobie coś hipnotyzującego, przez co jak na
zawołanie zamarła, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że właśnie udało jej się go
zdenerwować.
– Ja cię
nie lubię, Mary? Tak uważasz? – zapytał przesadnie wręcz uprzejmym tonem, wyglądając
na faktycznie urażonego taką możliwością. – I dopiero teraz moje ego
ucierpiało.
– Zupełnie
jakby mnie obchodziło twoje ego –
mruknęła pod nosem.
Carlos
wydął usta, po czym z niedowierzaniem pokręcił głową.
– Powinno,
tym bardziej, że chyba mamy do pogadania. A zresztą… – Urwał i z uwagą
powiódł wzrokiem po salonie. Jego spojrzenie jak na zawołanie skoncentrowało
się na stojącej na jednym z regałów wieży. Mary miała już okazje poznać
okazałą kolekcję filmów, którą dysponowali Sorenti, a kiedy skoncentrowała
się na tym, co zainteresowało Carlosa, przekonała się, że i pod względem
muzycznym ta rodzina potrafiła być niemniej wybredna. – Jakieś specjalne
życzenia, mademoiselle?
– Jak ty
mnie nazwałeś…? – zaczęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. Dlaczego
miała wrażenie, że wampir doskonale bawił się jej kosztem?
Carlos
jedynie wzruszył ramionami, nawet nie trudząc się tym, żeby spróbować jej
odpowiedzieć. Nie wyglądał się szczególnie przejęty tym, że mogłaby być
zdezorientowana, a tym bardziej poirytowana jego zachowaniem, a wręcz
przeciwnie – miała wrażenie, że taki stan rzeczy sprawiał mu przyjemność.
– Nieważne.
Sam wybiorę – powiedział, jak gdyby nigdy nic wodząc wzrokiem po tytułach płyt i bez
chwili wahania decydując się wyjąć jedną z nich.
Założyła
ramiona na piersiach, sama niepewna tego czy powinna się śmiać, czy może
płakać. Obserwowała Carlosa, bezskutecznie próbując zrozumieć jego zachowanie i słowa,
niepewna tego, czy właśnie się z niej nabijał, czy może wręcz przeciwnie.
Nie potrafiła sobie wyobrazić, że ten wampir faktycznie mógłby czuć się urażony
tym, że odebrała jego zachowanie jako niechęć, ale z drugiej strony… Kto
tak naprawdę mógł być pewien, co takiego chodziło po głowie Carlosowi Sorenti?
Coraz
bardziej zdezorientowana, w milczeniu spojrzała najpierw na Jimiego, a ostatecznie
a Michaela. Ten drugi jedynie potrząsnął głową, uważnie obserwując brata i najwyraźniej
zaczynając mieć wątpliwości co do tego, czy słusznie postąpił, kiedy spróbował
zasugerować Carlosowi zaangażowanie się w cokolwiek. Mary ledwo
powstrzymała sfrustrowany jęk, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że sam Michael
nie miał pojęcia, czego powinien spodziewać się po krewnym. To sprawiło, że
naprawdę zaczęła się niepokoić, ale i… ekscytować, chociaż w żaden
logiczny sposób nie potrafiła stwierdzić, skąd mogłoby się brać podobne
odczucie.
Nie
odezwała się nawet słowem, kiedy Carlos ruszył w jej stronę. Wydawał się wyjątkowo
spokojny i niemal ludzki, kiedy stanął tuż przed nią, uśmiechając się
złośliwie i uważnie lustrując ją wzrokiem. Miała wrażenie, że był w stanie
przeniknąć ją na wskroś, bez trudu wyczuwając targające nią emocje, a już
zwłaszcza obawy. W tamtej chwili Mary mogła wręcz przysiąc, że był w stanie
przeniknąć jej umysł, chociaż gdyby w istocie tak było, najpewniej już
dawno przypłaciłaby to życiem.
– Więc? –
usłyszała i coś w kpiarskim tonie Carlosa wystarczyło, żeby
ostatecznie się zdecydowała.
Krótko
wzruszyła ramionami, usiłując sprawiać wrażenie obojętnej i rozluźnionej.
Zauważyła, że wampir uśmiechnął się pod nosem, po czym bez pośpiechu ruszył w jej
stronę. Wciąż spoglądała na niego wyzywająco, kiedy wyciągnął rękę w jej
stronę, wydając się prosić o przyzwolenie na to, żeby móc jej dotknąć.
Uniosła brwi, nie będąc w stanie wyobrazić sobie uprzejmego, a tym
bardziej proszącego Carlosa, nie
wspominając o tym, że miałaby dobrowolnie znaleźć się w jego
objęciach. Tym bardziej nie potrafiła wytłumaczyć samej sobie, dlaczego
ostatecznie ujęła jego rękę, pozwalając żeby przyciągnął ją bliżej, przez co
omal nie wpadła mu w ramiona. Zadrżała niekontrolowanie, czując chłód jego
skóry i starając się nie myśleć o tym, że wystarczyłby jeden
zdecydowany ruch z jego strony, by połamać jej żebra.
– Czyżbyś
jednak miała wątpliwości? – zapytał niemal pogodnym tonem Carlos, jakby od
niechcenia układając dłoń na jej biodrze.
– Skądże
znowu – mruknęła, ale nie zabrzmiało to jakoś szczególnie przekonująco.
Kolejny
szelmowski uśmiech utwierdził ją w przekonaniu, że mężczyzna i tak
wiedział swoje. Na moment przymknęła oczy, usiłując się uspokoić i zapanować
nad przyśpieszonym pulsem, aż nazbyt świadoma tego, że Carlos jest w stanie
nie tylko wyczuć, ale wręcz usłyszeć przyśpieszone bicie jej serca. Chciała
znaleźć powód dla którego miałaby się wycofać albo przynajmniej móc się
odsunąć, jednak – jak na ironię – nie mogła niczego zarzucić swojemu
towarzyszowi. Trzymał ją właściwie i pewnie, zupełnie jakby w przeszłości
robił to nie raz, co zresztą wcale by jej zdziwiło. W zasadzie wyglądał na
takiego, co byłby w stanie zawrócić dziewczynie w głowie, a potem
złamać serce… Albo raczej wyssać do cna i zostawić na pewną śmierć.
Ze świstem
wypuściła powietrze, mając wrażenie, że robi z siebie idiotkę. Z pewnym
opóźnieniem dotarło do niej, że powinna coś zrobić, dlatego uniosła obie ręce
ku górze, by móc objąć Carlosa za szyję. Czuła, że wampir jest zdecydowanie
zbyt blisko, przez co nie była w stanie się rozluźnić, bardziej niż kiedykolwiek
wcześniej świadoma tego, że ma przed sobą niebezpiecznego drapieżnika.
– To
powinno wyglądać w ten sposób – odezwała się cicho. Chciała spojrzeć na
Jimiego w nadziei na to, że kiedy skoncentruje się na nim, wtedy będzie o wiele
łatwiej, ale nie była w stanie zmusić się do oderwania wzroku od twarzy
swojego partnera. – Poczekaj aż
Melissa sama obejmie cię za szyję…
– … a w tym
czasie staraj się trzymać ręce tam, gdzie powinieneś, chyba, że masz pewność,
że dziewczyna ma wyjątkowo marnego cela – dopowiedział Carlos, a jej omal
nie trafił szlag.
– Tam gdzie trzeba, to znaczy na biodrach – wycedziła gniewnie.
Wywrócił
oczami.
– Próbuję
wytłumaczyć to w bardziej obrazowy, praktyczny sposób – obruszył się, nie
po raz pierwszy przybierając ton nie mającego nic na sumieniu niewiniątka. –
Oboje wiemy, że podstawowa zasada brzmi: nie schodź za nisko, póki sama ci na
to nie pozwoli.
– Zaczynasz
być wulgarny – zarzuciła mu.
Spojrzał na
nią z rozbawieniem, po czym bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przygarnął ją
na tyle blisko, że otarli się biodrami. Nie miała pojęcia w co pogrywał,
ale najwyraźniej działało, bo z wrażenia aż zakręciło jej się w głowie.
– Nie
jestem. Tylko ty wiesz, co takiego chodzi ci po głowie, Mary – stwierdził ze
spokojem. – Zresztą kiedyś to, co robimy teraz, też zostałoby uznane za
wulgarne.
„Kiedyś”, to znaczy kiedy?, pomyślała,
ale nie zdecydowała się na to, żeby zadać to pytanie na głos. W zasadzie
nie była pewna już niczego, a jakakolwiek próba dyskusji z Carlosem
wydawała się równie sensowna, co i proszenie go o to, żeby przestał
być takim dupkiem. Wiedziała jedynie, że wszystko jest nie tak i że być
może popełniła błąd, kiedy zdecydowała się pozwolić, żeby wampir zbliżył się do
niej aż do tego stopnia, ale z drugiej strony…
Wcześniej nie
zauważyła, że trzymał w dłoni pilota od wieży, przez co omal nie wyszła z siebie,
kiedy nagle usłyszała muzykę – delikatną i spokojną, składającą się przede
wszystkim na dźwięki pianina. To była jakaś klasyczna melodia, którą kiedyś bez
wątpienia słyszała, jednak w żaden sposób nie potrafiła przypomnieć sobie
kto w rzeczywistości ją skomponował. Było w tym coś delikatnego i nostalgicznego,
po prostu pięknego, chociaż przez wzgląd na położenie, w którym się
znalazła, nie była w stanie w pełni skoncentrować się na rytmie i kolejnych
dźwiękach. Mogła co najwyżej tkwić w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w Carlosa
i próbując zrozumieć, z jakiego powodu ten sprawiał wrażenie
rozbawionego.
Sądziła, że
się odezwie, najpewniej znowu planując powiedzieć coś, co skutecznie
wytrąciłoby ją z równowagi, ale nie zrobił tego. Właściwie nie
zorientowała się, w którym momencie jak gdyby nigdy nic przejął kontrolę
nad sytuacją, zdecydowanym ruchem zmuszając ją do tego, żeby ruszyła się z miejsca.
Tańczyła wielokrotnie i z różnymi partnerami, żaden jednak nie
poprowadził ją w sposób, z którego byłaby zadowolona. Nie raz
słyszała, że to od mężczyzny zależało wszystko, ale ze swoim charakterem nigdy
nie potrafiła zaakceptować, że ktokolwiek inny mógłby narzucić jej swoją wolę.
Tym razem było inaczej, a Mary zupełnie machinalnie pozwoliła na to, żeby
Carlo robił z nią, co tylko zechciał.
Obejmował
ją pewnie, ale nie w sposób, który mogłaby uznać za niewłaściwy albo po
prostu krępujący, poruszając się w sposób tak profesjonalny i formalny,
jak tylko było to możliwe. Miała wrażenie, że coś się zmieniło, zupełnie jakby
ktoś wcisnął jakiś przełącznik, odpowiedzialny za całkowitą zmianę charakteru
albo ludzką stronę Carlosa, chociaż
nawet nie przypuszczała, że ten mógłby ją mieć. Pozwalała mu prowadzić,
podporządkowując się każdemu z narzuconych jej ruchów i mając
wrażenie, że unosi się w powietrzu, lekka i… jakby nierzeczywista. W tamtej
chwili w końcu dotarło do niej, co takiego miał na myśli Michael,
twierdząc, że jego brat idealnie nadawał się do pomocy przy tym małym pokazie.
Zdecydowanie miał „talent”, chociaż to słowo wydawało się najmniej odpowiednim
określeniem.
Tańczyła z nim,
pozwalała, żeby miał nad nią pełną kontrolę – ten jeden raz, zaledwie przez
chwilę – a na myśl jak na zawołanie nasunęło jej się jedno: że zachowywał
się tak, jakby był muzyką. Nigdy
wcześniej nie widziała czegoś takiego, a już na pewno nie przypuszczała,
że w czyichkolwiek ramionach poczuje się tak wyjątkowo i pewnie, nie
wspominając o tym, że to wciąż był Carlos: irytujący i niebezpieczny.
Dokładnie ten sam, który jeszcze przed ich pierwszym spotkaniem próbował ją
zabić, a jednak teraz uśmiechał się czarująco, uważnie śledząc wzrokiem
jej twarz i wydając się wyciągać z jej zachowania sobie tylko znane
wnioski.
Nie
zorientowała się, kiedy nagle ją puścił ani kiedy zachwiała się niebezpiecznie,
tracąc równowagę i chyba jedynie cudem nie lądując na ziemi. Carlos
pochwycił ją w pasie, pozwalając żeby wygięła się do tyłu i nachylając
w taki sposób, że ich twarze znalazły się na jednej wysokości. Serce
tłukło jej się w pierwsi jak szalone, kiedy zaś spojrzała mu w oczy,
przekonała się, że patrzył na nią w bliżej nieokreślony, co najmniej dziwy
sposób. Czuła na twarzy jego słodki oddech, co niezmiennie ją rozpraszało, nie
pozwalając na zebranie myśli, a tym bardziej zrozumienie tego, co działo
się w jej wnętrzu i głowie. Czuła się oszołomiona i wytrącona z równowagi,
chociaż nie przypuszczała nawet, że taniec z jakimkolwiek mężczyzną może
wprawić ją w taki stan.
– Z kobietą
trzeba bardzo ostrożnie, a już zwłaszcza taką, która pozwala na wspólny
taniec – odezwał się cicho Carlos, a jego głos okazał się dziwnie
zachrypnięty. Mówił i miała wrażenie, że w rzeczywistości zwracał się
do niej, chociaż z drugiej strony… – Wszystko sprowadza się do wspólnego
zaufania i… Ach, teraz mi ufasz, prawda Mary?
– dodał i to pytanie wytrąciło ją z równowagi bardziej niż cokolwiek
innego.
– Ja…
Musiała
urwać, nie będąc w stanie wyrzucić z siebie chociażby słowa. Wciąż
czuła dłonie Carlosa, subtelnie przesuwające się po jej ciele i sprawiające,
że w istocie czuła się w zupełności bezpiecznie – i to na
dodatek przy nim, chociaż pięć minut wcześniej wyśmiałaby każdego, kto choć
spróbowałby zasugerować podobny stan rzeczy. Próbowała przekonać samą siebie,
że wampir specjalnie miesza jej w głowie i że powinna przerwać to
szaleństwo, póki jeszcze była na tyle świadoma, żeby spróbować to zrobić, ale
nie była w stanie zmusić się do podjęcia decyzji. Mogła co najwyżej tkwić w bezruchu,
bezmyślnie spoglądając to na jego bladą twarz, to znów koncentrować się na jego
ciemnych, przenikliwych tęczówkach i nie potrafiąc nawet jednoznacznie
stwierdzić, co takiego mógł chcieć osiągnąć postępując względem niej w ten sposób.
Czego ty chcesz, Carlos? Czego ty…?
Chwilę
jeszcze patrzył na nią, wydając się intensywnie nad czymś zastanawiać. Chwilę
później omal nie wyszła z siebie, kiedy nachylił się w jej stronę, aż
jego oddech musnął jej odsłonięte gardło. W tamtym momencie do głosu jak
na zawołanie doszła panika, skutecznie niwecząc dotychczasową otoczkę spokoju i bezpieczeństwa.
Otworzyła i zamknęła usta, próbując zapanować nad mętlikiem w głowie i odrzucić
od siebie niepokojącą wizję tego, że Carlos mógłby wgryźć się w jej gardło
albo…
…albo ją
pocałować.
Właściwie
dlaczego Carlos vel dupek miałby ją…?
Jego ręce
zniknęły nagle, a Mary niebezpiecznie zachwiała się, w ułamek sekundy
później bezpiecznie lądując w fotelu. Roztrzęsiona i wciąż
zdezorientowana, pośpiesznie poderwała głowę, by przekonać się, że Carlos w popłochu
odsunął się od niej, znów obojętny, zimny i dziwnie odległy. Jego twarz
nie wyrażała niczego, kiedy bez słowa wyjaśnienia szybkim, choć wciąż ludzkim
tempem ruszył w stronę wyjścia, by w krótce po tym zniknąć jej z oczu,
zostawiając zaskoczone towarzystwo w pogrążonym w ciszy salonie.
Troszkę później niż zakładałam. W sumie wolę już nic nie obiecywać, chociaż z satysfakcją stwierdzam, że powoli wracam do rytmu. Widać to przede wszystkim na LITT, gdzie w końcu wróciłam do codziennych publikacji, co w sumie jest dobrym początkiem, jeśli chodzi o blogi. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, zwłaszcza że nie zamierzam odpuścić, a plany na ten rok mam dość ambitne ;)Jak zwykle dziękuję za obecność, bo to dla mnie najważniejsze. Rozdział z dedykacją dla Adny, bo… po prostu czuję, że Ci się spodoba. Ja jak najbardziej mam do niego słabość, zwłaszcza że przez dłuższy czas miałam tak, że o wiele łatwiej planowało mi się sceny z Carlosem i Mary, niż Alyssą i Nicholasem. Ale nie ma tego złego, prawda?Kolejny już wkrótce, więc do napisania!

Och tak! Zdecydowanie mi się podobał! I sama czułam się dziwnie podekscytowana czytając ten rozdział. Zupełnie jakbym to ja tańczyła z Carlosem, a nie Mary (choć tańczyć nie potrafię T-T, a chciałabym i to bardzo). Braknie mi słów... nawet nie wiem jak mam ułożyć jakieś zdanie, żeby dało się je zrozumieć... to co zadziało się między Mary, a Carlosem było... elektryzujące. Taka niewidzialna nić porozumienia, która zaskoczyła ich oboje, choć chyba to bardziej Carlos poczuł się wytrącony z równowagi, a niżeli Mary. A może po prostu obudziły się w nim dawne wspomnienia i niepotrzebne emocje? Ech... ciężko mi gdybać, zwłaszcza, że Carlos jest nieprzewidywalnym osobnikiem i tak naprawdę nikt nie może stwierdzić w stu procentach, co on zrobi (tak, nikt - nawet Ty, Nesso xD).
OdpowiedzUsuńTen rozdział zdecydowanie należy do moich ulubionych. Podejrzewam, że nie tylko ja, ale i Mary i Carlos zapomnieli, że nie byli sami w salonie. ^^
Cud, miód i orzeszki. :3
A tu:
Alyssa miała już okazje poznać okazałą kolekcję filmów, którą dysponowali Sorenti, a kiedy skoncentrowała się na tym, co zainteresowało Carlosa, przekonała się, że i pod względem muzycznym ta rodzina potrafiła być niemniej wybredna. - czy nie powinna być Mary zamiast Alyssy?