06 stycznia 2018

Rozdział LIII

Mary
Wpatrywała się w Carlosa, bezskutecznie próbując wytłumaczyć samej sobie, dlaczego czuła się tak dziwnie. Z drugiej strony, być może to wampir spoglądał na nią w ten sposób, wzbudzając emocje, których nie była w stanie jednoznacznie zinterpretować. Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że Mary mu nie ufała, chociaż ta jedna kwestia wydawała się aż nazbyt oczywista – w końcu miała przed sobą wyjątkowo niebezpiecznego, irytującego wampira, który od pierwszej chwili wydawał się pragnąć jej śmierci. Wciąż czuła się co najmniej niekomfortowo, kiedy przebywali razem, najpewniej nie zabijając się tylko przez wzgląd na Alyssę, która była na tyle zdesperowana, by być zdolną nawet do tego, żeby powstrzymać wampira przed zrobieniem czegoś wyjątkowo głupiego.
Carlos przesunął się bliżej, spokojny i skupiony na jej twarzy. Poczuła się dziwnie, kiedy spojrzała wprost w jego pociemniałe z głodu, przypominające dwa rozżarzone węgliki tęczówki, tak uważnie lustrujące całą jej postać. Czasami, kiedy wampir na nią spoglądał, sama nie była pewna czy po prostu ją drażnił, czy może był w stanie doszukać się w niej materiału na ewentualny posiłek. Starała się o tym nie myśleć, w pamięci mając to, co wiedziała na temat nieśmiertelnych: że nigdy nie należało okazywać przy nich słabości, bo w ten sposób można był co najwyżej sprowokować drapieżnika do ataku. Taki system wydawał się prosty i oczywisty, a jednak kiedy przychodziło co do czego, naprawdę zaczynała się obawiać, niezmiennie doszukując się w Carlosie czegoś, czego w żaden sposób nie potrafiła sprecyzować. Ten mężczyzna był… niebezpieczny i na swój sposób wyrachowany, a to mogło skończyć się naprawdę różnie, tym bardziej, że do tej pory miała wrażenie, iż traktował ją w dość wrogi, czasem wręcz pobłażliwy sposób.
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund, jej jednak wydawało się wiecznością. Omal nie wyszła z siebie, kiedy Carlos bez słowa podszedł bliżej, spokojny i rozluźniony, czego bynajmniej nie dało się powiedzieć o niej. Zauważyła, że oczy mu zabłysły, kiedy wyczuł jej przyśpieszony puls, bez trudu orientując się, że się zdenerwowała. Spróbowała nad sobą zapanować i nawet udało jej się rzucić wampirowi poirytowane, wyzywające spojrzenie, jednak nawet to nie zrobiło na nim wrażenia; jedynie uśmiechnął się jeszcze bardziej bezczelnie, najpewniej doskonale bawiąc się jej kosztem.
– Co myślisz, Mary? – zapytał jakby od niechcenia. – Skoro mój brat tak ładnie prosi, to mogę ci pomóc, chociaż mam wątpliwości do tego, czy… jesteś odpowiednia – dodał, a ona aż uniosła brwi, co najmniej zaskoczona jego słowami.
– Odpowiednia do czego?
Carlos uśmiechnął się czarująco.
– Odpowiednia do tego, żeby z tobą tańczyć – wyjaśnił usłużnie. – Jak na razie stoisz sztywno, jakbyś połknęła kij od szczotki. O ile nie zamierzasz odstawić tutaj baletu, sugerowałbym ci, żebyś się rozluźniła – dodał, a Mary prychnęła.
On próbował jej cokolwiek sugerować, na dodatek spoglądając na nią w ten sposób? Słuchała i miała ochotę go wyśmiać, co najmniej wytrącona z równowagi tym, że jak zwykle mógłby zachowywać się w tak trudny do zinterpretowania sposób. Na samą myśl o tym, że miałaby pozwolić mu się dotknąć, robiło jej się słabo, chociaż jednocześnie czuła się dziwnie podekscytowana. Zwłaszcza ta druga kwestia nie dawała dziewczynie spokoju, skutecznie wprowadzając w konsternację, jednak za wszelką cenę usiłowała się nad tym nie zastanawiać. To był wampir. Z założenia miał wzbudzać w niej te najbardziej niebezpieczne odruchy, wabiąc i nęcąc nawet wtedy, gdy nie polował – przynajmniej teoretycznie. Co prawda sądziła, że przez czas, który spędzała z Alyssą i Sorentimi, zdążyła przyzwyczaić się do nadnaturalnej urody, nietypowego zapachu i zdolności do mieszania innym w głowie, a jednak w tamtej chwili wszystko wydawało się wskazywać na to, że sprawy miały się zupełnie odwrotnie.
– Hm… Zaczynam dochodzić do wniosku, że popełniłem błąd – odezwał się cicho Michael, wymownie obserwując brata i zastygłą w bezruchu Mary. – Carlos…
– Nie, jest w porządku – przerwała mu dziewczyna. – Carlos najwyraźniej jak zwykle ma problem z przerośniętym ego, ale to u niego w zupełności naturalne – dodała, a sam zainteresowany parsknął śmiechem.
– Tak uważasz, Mary? – zapytał, po raz kolejny sposób wypowiadając jej imię z tym charakterystycznym dla siebie naciskiem.
Zacisnęła usta, nawet nie zawracając sobie głowy tym, żeby udzielić mu odpowiedzi. W zamian spróbowała wziąć się w garść i po prostu wzruszyła ramionami, próbując przekonać samą siebie, że w kilka zaledwie minut nie może stać się nic niedobrego. W porządku, czasami bała się Carlosa, ale starała się tego nie okazywać, a już na pewno nie zamierzała powiedzieć mu tego wprost. W zamian toczyła z wampirem nieustanną walkę, raz po raz będąc na dobrej drodze do tego, żeby wytrącić wampira z równowagi albo przynajmniej go zirytować. Miała wrażenie, że drażniła go swoimi reakcjami i tym, że mogłaby mieć czelność stawiać mu opór, ale nie dbała o to, nawet pomimo naturalnej obawy o swoje życie. Wiedziała, że gdyby tylko zechciał, byłaby martwa, ale i tym nie potrafiła przejąć się w taki sposób, jak mogłaby tego oczekiwać. Być może to znaczyło, że jednak postradała zmysły, ale w gruncie rzeczy wiedziała o tym od samego początku – jakby nie patrzeć zadawała się z wampirami.
Nerwowo powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie na dłużej zatrzymując spojrzenie na Jamesie. Chłopak wymownie spoglądał to na nią, to znowu na Carlosa, wyraźnie zaciekawiony tym, co działo się pomiędzy nimi. Jako jedyny wydawał się spokojny, cudownie nieświadomy tego, że mógłby znaleźć się w domu z całą rodziną wampirów – w tym jednym wyjątkowo niebezpiecznym i mającym zdecydowanie nie po kolei w głowie. Podejrzewała, że gdyby wiedział, już dawno by się ewakuował, a przynajmniej nie próbował dyskutować na temat tego, jak zachowywać się względem dziewczyny podczas szkolnej dyskoteki. W tamtej chwili ten temat wydawał jej się dziwnie nierealny i odległy, stanowiąc element prostszego życia, które wraz z Alyssą wiodły do momentu, w którym całym świat ostatecznie nie stanął na głowie.
– Sądzę, że nie doceniasz Mary – odezwał się nagle Jimie, uśmiechając się promiennie. – Jeśli nie chcesz, nie musisz tego robić – dodał, tym razem zwracając się do niej – ale nie wiem kogo innego mógłbym prosić.
– Nie wiem, czy to będzie takie proste – przyznała. – Carlos najwyraźniej potrafi więcej mówić niż tańczyć… Poza tym mnie nie lubi – stwierdziła z przekonaniem, decydując się nazwać po imieniu to, co podejrzewała już od dłuższego czasu.
Spodziewała się wielu reakcji, ale na pewno nie tego, że wampir prychnie z irytacją, wyraźnie niezadowolony z jej toku rozumowania. Instynktownie przeniosła na niego wzrok, na moment zamierając, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Jego ciemne tęczówki miały w sobie coś hipnotyzującego, przez co jak na zawołanie zamarła, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że właśnie udało jej się go zdenerwować.
– Ja cię nie lubię, Mary? Tak uważasz? – zapytał przesadnie wręcz uprzejmym tonem, wyglądając na faktycznie urażonego taką możliwością. – I dopiero teraz moje ego ucierpiało.
– Zupełnie jakby mnie obchodziło twoje ego – mruknęła pod nosem.
Carlos wydął usta, po czym z niedowierzaniem pokręcił głową.
– Powinno, tym bardziej, że chyba mamy do pogadania. A zresztą… – Urwał i z uwagą powiódł wzrokiem po salonie. Jego spojrzenie jak na zawołanie skoncentrowało się na stojącej na jednym z regałów wieży. Mary miała już okazje poznać okazałą kolekcję filmów, którą dysponowali Sorenti, a kiedy skoncentrowała się na tym, co zainteresowało Carlosa, przekonała się, że i pod względem muzycznym ta rodzina potrafiła być niemniej wybredna. – Jakieś specjalne życzenia, mademoiselle?
– Jak ty mnie nazwałeś…? – zaczęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. Dlaczego miała wrażenie, że wampir doskonale bawił się jej kosztem?
Carlos jedynie wzruszył ramionami, nawet nie trudząc się tym, żeby spróbować jej odpowiedzieć. Nie wyglądał się szczególnie przejęty tym, że mogłaby być zdezorientowana, a tym bardziej poirytowana jego zachowaniem, a wręcz przeciwnie – miała wrażenie, że taki stan rzeczy sprawiał mu przyjemność.
– Nieważne. Sam wybiorę – powiedział, jak gdyby nigdy nic wodząc wzrokiem po tytułach płyt i bez chwili wahania decydując się wyjąć jedną z nich.
Założyła ramiona na piersiach, sama niepewna tego czy powinna się śmiać, czy może płakać. Obserwowała Carlosa, bezskutecznie próbując zrozumieć jego zachowanie i słowa, niepewna tego, czy właśnie się z niej nabijał, czy może wręcz przeciwnie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że ten wampir faktycznie mógłby czuć się urażony tym, że odebrała jego zachowanie jako niechęć, ale z drugiej strony… Kto tak naprawdę mógł być pewien, co takiego chodziło po głowie Carlosowi Sorenti?
Coraz bardziej zdezorientowana, w milczeniu spojrzała najpierw na Jimiego, a ostatecznie a Michaela. Ten drugi jedynie potrząsnął głową, uważnie obserwując brata i najwyraźniej zaczynając mieć wątpliwości co do tego, czy słusznie postąpił, kiedy spróbował zasugerować Carlosowi zaangażowanie się w cokolwiek. Mary ledwo powstrzymała sfrustrowany jęk, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że sam Michael nie miał pojęcia, czego powinien spodziewać się po krewnym. To sprawiło, że naprawdę zaczęła się niepokoić, ale i… ekscytować, chociaż w żaden logiczny sposób nie potrafiła stwierdzić, skąd mogłoby się brać podobne odczucie.
Nie odezwała się nawet słowem, kiedy Carlos ruszył w jej stronę. Wydawał się wyjątkowo spokojny i niemal ludzki, kiedy stanął tuż przed nią, uśmiechając się złośliwie i uważnie lustrując ją wzrokiem. Miała wrażenie, że był w stanie przeniknąć ją na wskroś, bez trudu wyczuwając targające nią emocje, a już zwłaszcza obawy. W tamtej chwili Mary mogła wręcz przysiąc, że był w stanie przeniknąć jej umysł, chociaż gdyby w istocie tak było, najpewniej już dawno przypłaciłaby to życiem.
– Więc? – usłyszała i coś w kpiarskim tonie Carlosa wystarczyło, żeby ostatecznie się zdecydowała.
Krótko wzruszyła ramionami, usiłując sprawiać wrażenie obojętnej i rozluźnionej. Zauważyła, że wampir uśmiechnął się pod nosem, po czym bez pośpiechu ruszył w jej stronę. Wciąż spoglądała na niego wyzywająco, kiedy wyciągnął rękę w jej stronę, wydając się prosić o przyzwolenie na to, żeby móc jej dotknąć. Uniosła brwi, nie będąc w stanie wyobrazić sobie uprzejmego, a tym bardziej proszącego Carlosa, nie wspominając o tym, że miałaby dobrowolnie znaleźć się w jego objęciach. Tym bardziej nie potrafiła wytłumaczyć samej sobie, dlaczego ostatecznie ujęła jego rękę, pozwalając żeby przyciągnął ją bliżej, przez co omal nie wpadła mu w ramiona. Zadrżała niekontrolowanie, czując chłód jego skóry i starając się nie myśleć o tym, że wystarczyłby jeden zdecydowany ruch z jego strony, by połamać jej żebra.
– Czyżbyś jednak miała wątpliwości? – zapytał niemal pogodnym tonem Carlos, jakby od niechcenia układając dłoń na jej biodrze.
– Skądże znowu – mruknęła, ale nie zabrzmiało to jakoś szczególnie przekonująco.
Kolejny szelmowski uśmiech utwierdził ją w przekonaniu, że mężczyzna i tak wiedział swoje. Na moment przymknęła oczy, usiłując się uspokoić i zapanować nad przyśpieszonym pulsem, aż nazbyt świadoma tego, że Carlos jest w stanie nie tylko wyczuć, ale wręcz usłyszeć przyśpieszone bicie jej serca. Chciała znaleźć powód dla którego miałaby się wycofać albo przynajmniej móc się odsunąć, jednak – jak na ironię – nie mogła niczego zarzucić swojemu towarzyszowi. Trzymał ją właściwie i pewnie, zupełnie jakby w przeszłości robił to nie raz, co zresztą wcale by jej zdziwiło. W zasadzie wyglądał na takiego, co byłby w stanie zawrócić dziewczynie w głowie, a potem złamać serce… Albo raczej wyssać do cna i zostawić na pewną śmierć.
Ze świstem wypuściła powietrze, mając wrażenie, że robi z siebie idiotkę. Z pewnym opóźnieniem dotarło do niej, że powinna coś zrobić, dlatego uniosła obie ręce ku górze, by móc objąć Carlosa za szyję. Czuła, że wampir jest zdecydowanie zbyt blisko, przez co nie była w stanie się rozluźnić, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej świadoma tego, że ma przed sobą niebezpiecznego drapieżnika.
– To powinno wyglądać w ten sposób – odezwała się cicho. Chciała spojrzeć na Jimiego w nadziei na to, że kiedy skoncentruje się na nim, wtedy będzie o wiele łatwiej, ale nie była w stanie zmusić się do oderwania wzroku od twarzy swojego partnera. – Poczekaj aż Melissa sama obejmie cię za szyję…
– … a w tym czasie staraj się trzymać ręce tam, gdzie powinieneś, chyba, że masz pewność, że dziewczyna ma wyjątkowo marnego cela – dopowiedział Carlos, a jej omal nie trafił szlag.
Tam gdzie trzeba, to znaczy na biodrach – wycedziła gniewnie.
Wywrócił oczami.
– Próbuję wytłumaczyć to w bardziej obrazowy, praktyczny sposób – obruszył się, nie po raz pierwszy przybierając ton nie mającego nic na sumieniu niewiniątka. – Oboje wiemy, że podstawowa zasada brzmi: nie schodź za nisko, póki sama ci na to nie pozwoli.
– Zaczynasz być wulgarny – zarzuciła mu.
Spojrzał na nią z rozbawieniem, po czym bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przygarnął ją na tyle blisko, że otarli się biodrami. Nie miała pojęcia w co pogrywał, ale najwyraźniej działało, bo z wrażenia aż zakręciło jej się w głowie.
– Nie jestem. Tylko ty wiesz, co takiego chodzi ci po głowie, Mary – stwierdził ze spokojem. – Zresztą kiedyś to, co robimy teraz, też zostałoby uznane za wulgarne.
„Kiedyś”, to znaczy kiedy?, pomyślała, ale nie zdecydowała się na to, żeby zadać to pytanie na głos. W zasadzie nie była pewna już niczego, a jakakolwiek próba dyskusji z Carlosem wydawała się równie sensowna, co i proszenie go o to, żeby przestał być takim dupkiem. Wiedziała jedynie, że wszystko jest nie tak i że być może popełniła błąd, kiedy zdecydowała się pozwolić, żeby wampir zbliżył się do niej aż do tego stopnia, ale z drugiej strony…
Wcześniej nie zauważyła, że trzymał w dłoni pilota od wieży, przez co omal nie wyszła z siebie, kiedy nagle usłyszała muzykę – delikatną i spokojną, składającą się przede wszystkim na dźwięki pianina. To była jakaś klasyczna melodia, którą kiedyś bez wątpienia słyszała, jednak w żaden sposób nie potrafiła przypomnieć sobie kto w rzeczywistości ją skomponował. Było w tym coś delikatnego i nostalgicznego, po prostu pięknego, chociaż przez wzgląd na położenie, w którym się znalazła, nie była w stanie w pełni skoncentrować się na rytmie i kolejnych dźwiękach. Mogła co najwyżej tkwić w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w Carlosa i próbując zrozumieć, z jakiego powodu ten sprawiał wrażenie rozbawionego.
Sądziła, że się odezwie, najpewniej znowu planując powiedzieć coś, co skutecznie wytrąciłoby ją z równowagi, ale nie zrobił tego. Właściwie nie zorientowała się, w którym momencie jak gdyby nigdy nic przejął kontrolę nad sytuacją, zdecydowanym ruchem zmuszając ją do tego, żeby ruszyła się z miejsca. Tańczyła wielokrotnie i z różnymi partnerami, żaden jednak nie poprowadził ją w sposób, z którego byłaby zadowolona. Nie raz słyszała, że to od mężczyzny zależało wszystko, ale ze swoim charakterem nigdy nie potrafiła zaakceptować, że ktokolwiek inny mógłby narzucić jej swoją wolę. Tym razem było inaczej, a Mary zupełnie machinalnie pozwoliła na to, żeby Carlo robił z nią, co tylko zechciał.
Obejmował ją pewnie, ale nie w sposób, który mogłaby uznać za niewłaściwy albo po prostu krępujący, poruszając się w sposób tak profesjonalny i formalny, jak tylko było to możliwe. Miała wrażenie, że coś się zmieniło, zupełnie jakby ktoś wcisnął jakiś przełącznik, odpowiedzialny za całkowitą zmianę charakteru albo ludzką stronę Carlosa, chociaż nawet nie przypuszczała, że ten mógłby ją mieć. Pozwalała mu prowadzić, podporządkowując się każdemu z narzuconych jej ruchów i mając wrażenie, że unosi się w powietrzu, lekka i… jakby nierzeczywista. W tamtej chwili w końcu dotarło do niej, co takiego miał na myśli Michael, twierdząc, że jego brat idealnie nadawał się do pomocy przy tym małym pokazie. Zdecydowanie miał „talent”, chociaż to słowo wydawało się najmniej odpowiednim określeniem.
Tańczyła z nim, pozwalała, żeby miał nad nią pełną kontrolę – ten jeden raz, zaledwie przez chwilę – a na myśl jak na zawołanie nasunęło jej się jedno: że zachowywał się tak, jakby był muzyką. Nigdy wcześniej nie widziała czegoś takiego, a już na pewno nie przypuszczała, że w czyichkolwiek ramionach poczuje się tak wyjątkowo i pewnie, nie wspominając o tym, że to wciąż był Carlos: irytujący i niebezpieczny. Dokładnie ten sam, który jeszcze przed ich pierwszym spotkaniem próbował ją zabić, a jednak teraz uśmiechał się czarująco, uważnie śledząc wzrokiem jej twarz i wydając się wyciągać z jej zachowania sobie tylko znane wnioski.
Nie zorientowała się, kiedy nagle ją puścił ani kiedy zachwiała się niebezpiecznie, tracąc równowagę i chyba jedynie cudem nie lądując na ziemi. Carlos pochwycił ją w pasie, pozwalając żeby wygięła się do tyłu i nachylając w taki sposób, że ich twarze znalazły się na jednej wysokości. Serce tłukło jej się w pierwsi jak szalone, kiedy zaś spojrzała mu w oczy, przekonała się, że patrzył na nią w bliżej nieokreślony, co najmniej dziwy sposób. Czuła na twarzy jego słodki oddech, co niezmiennie ją rozpraszało, nie pozwalając na zebranie myśli, a tym bardziej zrozumienie tego, co działo się w jej wnętrzu i głowie. Czuła się oszołomiona i wytrącona z równowagi, chociaż nie przypuszczała nawet, że taniec z jakimkolwiek mężczyzną może wprawić ją w taki stan.
– Z kobietą trzeba bardzo ostrożnie, a już zwłaszcza taką, która pozwala na wspólny taniec – odezwał się cicho Carlos, a jego głos okazał się dziwnie zachrypnięty. Mówił i miała wrażenie, że w rzeczywistości zwracał się do niej, chociaż z drugiej strony… – Wszystko sprowadza się do wspólnego zaufania i… Ach, teraz mi ufasz, prawda Mary? – dodał i to pytanie wytrąciło ją z równowagi bardziej niż cokolwiek innego.
– Ja…
Musiała urwać, nie będąc w stanie wyrzucić z siebie chociażby słowa. Wciąż czuła dłonie Carlosa, subtelnie przesuwające się po jej ciele i sprawiające, że w istocie czuła się w zupełności bezpiecznie – i to na dodatek przy nim, chociaż pięć minut wcześniej wyśmiałaby każdego, kto choć spróbowałby zasugerować podobny stan rzeczy. Próbowała przekonać samą siebie, że wampir specjalnie miesza jej w głowie i że powinna przerwać to szaleństwo, póki jeszcze była na tyle świadoma, żeby spróbować to zrobić, ale nie była w stanie zmusić się do podjęcia decyzji. Mogła co najwyżej tkwić w bezruchu, bezmyślnie spoglądając to na jego bladą twarz, to znów koncentrować się na jego ciemnych, przenikliwych tęczówkach i nie potrafiąc nawet jednoznacznie stwierdzić, co takiego mógł chcieć osiągnąć postępując względem niej w ten sposób.
Czego ty chcesz, Carlos? Czego ty…?
Chwilę jeszcze patrzył na nią, wydając się intensywnie nad czymś zastanawiać. Chwilę później omal nie wyszła z siebie, kiedy nachylił się w jej stronę, aż jego oddech musnął jej odsłonięte gardło. W tamtym momencie do głosu jak na zawołanie doszła panika, skutecznie niwecząc dotychczasową otoczkę spokoju i bezpieczeństwa. Otworzyła i zamknęła usta, próbując zapanować nad mętlikiem w głowie i odrzucić od siebie niepokojącą wizję tego, że Carlos mógłby wgryźć się w jej gardło albo…
…albo ją pocałować.
Właściwie dlaczego Carlos vel dupek miałby ją…?
Jego ręce zniknęły nagle, a Mary niebezpiecznie zachwiała się, w ułamek sekundy później bezpiecznie lądując w fotelu. Roztrzęsiona i wciąż zdezorientowana, pośpiesznie poderwała głowę, by przekonać się, że Carlos w popłochu odsunął się od niej, znów obojętny, zimny i dziwnie odległy. Jego twarz nie wyrażała niczego, kiedy bez słowa wyjaśnienia szybkim, choć wciąż ludzkim tempem ruszył w stronę wyjścia, by w krótce po tym zniknąć jej z oczu, zostawiając zaskoczone towarzystwo w pogrążonym w ciszy salonie.
Troszkę później niż zakładałam. W sumie wolę już nic nie obiecywać, chociaż z satysfakcją stwierdzam, że powoli wracam do rytmu. Widać to przede wszystkim na LITT, gdzie w końcu wróciłam do codziennych publikacji, co w sumie jest dobrym początkiem, jeśli chodzi o blogi. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, zwłaszcza że nie zamierzam odpuścić, a plany na ten rok mam dość ambitne ;)
Jak zwykle dziękuję za obecność, bo to dla mnie najważniejsze. Rozdział z dedykacją dla Adny, bo… po prostu czuję, że Ci się spodoba. Ja jak najbardziej mam do niego słabość, zwłaszcza że przez dłuższy czas miałam tak, że o wiele łatwiej planowało mi się sceny z Carlosem i Mary, niż Alyssą i Nicholasem. Ale nie ma tego złego, prawda?
Kolejny już wkrótce, więc do napisania!

1 komentarz:

  1. Och tak! Zdecydowanie mi się podobał! I sama czułam się dziwnie podekscytowana czytając ten rozdział. Zupełnie jakbym to ja tańczyła z Carlosem, a nie Mary (choć tańczyć nie potrafię T-T, a chciałabym i to bardzo). Braknie mi słów... nawet nie wiem jak mam ułożyć jakieś zdanie, żeby dało się je zrozumieć... to co zadziało się między Mary, a Carlosem było... elektryzujące. Taka niewidzialna nić porozumienia, która zaskoczyła ich oboje, choć chyba to bardziej Carlos poczuł się wytrącony z równowagi, a niżeli Mary. A może po prostu obudziły się w nim dawne wspomnienia i niepotrzebne emocje? Ech... ciężko mi gdybać, zwłaszcza, że Carlos jest nieprzewidywalnym osobnikiem i tak naprawdę nikt nie może stwierdzić w stu procentach, co on zrobi (tak, nikt - nawet Ty, Nesso xD).
    Ten rozdział zdecydowanie należy do moich ulubionych. Podejrzewam, że nie tylko ja, ale i Mary i Carlos zapomnieli, że nie byli sami w salonie. ^^
    Cud, miód i orzeszki. :3

    A tu:
    Alyssa miała już okazje poznać okazałą kolekcję filmów, którą dysponowali Sorenti, a kiedy skoncentrowała się na tym, co zainteresowało Carlosa, przekonała się, że i pod względem muzycznym ta rodzina potrafiła być niemniej wybredna. - czy nie powinna być Mary zamiast Alyssy?

    OdpowiedzUsuń