25 stycznia 2018

Rozdział LV

Alyssa
W salonie panowała przenikliwa, niepokojąca cisza. Cała uwaga skupiona była na Carlosie, ten jednak wydawał się być z takiego stanu rzeczy zadowolony. Siedział spokojnie, niemalże rozłożony na fotelu i w pełni rozluźniony, czego bynajmniej nie dało powiedzieć się o reszcie towarzystwa, a zwłaszcza Alyssy. Jakaś jej cząstka wciąż wspominała ostatnią rozmowę z Nicholasem, cierpiąc w niepojęty sposób z powodu tego, co miało miejsce w lesie, jednak w tamtej chwili wszystko to, co wiązało się z mężczyzną, zeszło na dalszy plan. Istotny był przede wszystkim Carlos oraz złe przeczucia, które ogarnęły Ali już w chwili, w której wampir zdecydował się ot tak oznajmić, że ma coś istotnego do powiedzenia – i że to tyczy się ni mniej, ni więcej, ale jej samej.
Czuła, że był podekscytowany i ta jedna kwestia wydawała się aż nadto oczywista. Uwadze Alyssy nie umknął fakt, że nieśmiertelny zdecydował się działać, kiedy tylko Michael wybył z domu, na cały weekend musząc wyjechać do Seattle na jakieś podobno ważne zebranie albo szkolenie – dziewczyna nie miała pewności, zwłaszcza że wciąż nie miała pewności, czym zajmowali się poszczególni członkowie rodziny, z którą przyszło jej żyć. Co więcej, pomijając neutralne nastawienie, ten z Sorentich wydawał się przejmować się nią przede wszystkim przez wzgląd na Eleonorę.
Zacisnęła usta. Próbowała się rozluźnić i skupić, tym bardziej że słuchanie rewelacji Carlosa wydawało się idealną odskocznią po tym, jak przebiegła jej rozmowa z Nicholasem. Miała przynamniej nadzieję, że tak będzie, wszystko jednak wskazywało na to, że się pomyliła. Szlag, nawet zastanawiała się nad tym, czy mężczyźnie udało się bezpiecznie dotrzeć do domu. Co prawda nie powinna się tym przejmować, skoro z pełną premedytacją go odtrąciła, ale… Och, jakie to właściwie miało znaczenie, skoro od dłuższego czasu pragnęła przede wszystkim tego, żeby zapewnić Nickowi bezpieczeństwo? Tak było lepiej, a ona powinna była cieszyć się z tego, że sprawy rozwiązały się w być może nieprzyjemny, ale bez wątpienia właściwy sposób.
Tak było lepiej…
Cóż, może gdyby powtórzyła to jeszcze przynajmniej ze sto razy, wtedy naprawdę byłaby w stanie w to uwierzyć.
– Za długo milczysz. – Głos Jasona przerwał panującą dotychczas ciszę, jednocześnie skutecznie sprowadzając Alyssę na ziemię. W jakimś stopniu była wampirowi za to wdzięczna, aż nazbyt świadoma tego, jak niewiele brakowało, że jej własne myśli ostatecznie ją przytłoczyły. – Poza tym zastanawia mnie, dlaczego chcesz rozmawiać akurat teraz, skoro przez tyle czasu próbowałeś nas unikać. To… niepokojące – dodał, a Carlos prychnął.
– Pragnienie przynajmniej odrobiny prywatności, jest twoim zdaniem czymś niepokojącym? – zadrwił, po czym wywrócił oczami. – Znajdźcie mu może jakąś dziewczynę, co? Niech w końcu czymś się zajmie i przestanie szperać w umysłach innych.
Alyssa zacisnęła usta, ledwo powstrzymując poirytowane warknięcie. W jakimś stopniu zgadzała się z Carlosem, przynajmniej w kwestii tego, że każdy potrzebował prywatności, jednak trudno jej było to przyznać na głos. Cóż, nie w przypadku, kiedy też się martwiła. Jej stwórca miał to do siebie, że potrafił wzbudzić swoim zachowaniem wątpliwości, a kiedy na dodatek zachowywał się w taki sposób…
– Nie kręć – odezwała się Nadia, dosłownie wyjmując jej te słowa z ust. W tamtej chwili Alyssa wręcz błogosławiła fakt, że kobieta potrafiła być aż tak bezpośrednia, kiedy w grę wchodziły jakiekolwiek poważniejsze sprawy. – To już i tak cud, że chcesz o czymkolwiek rozmawiać i że wyjątkowo zostałam zaproszona – stwierdziła, nie szczędząc sobie złośliwości. – Co ty razem chodzi ci po głowie, hm?
– Nie chcesz tego wiedzieć, ślicznotko… Och, wierz mi, że nie chcesz. – Carlos westchnął, po czym raptownie spoważniał. – Ta rozmowa nie ma sensu, jeśli zamierzacie być tacy uciążliwy.
– Rozmowa? – rzuciła z powątpiewaniem Alyssa. – Jak na razie przede wszystkim milczysz. To raczej nie zalicza się do konwersacji, prawda?
Ciemne oczy wampira jak na zawołanie powędrowały w jej stronę, co skutecznie wprawiło ją w konsternację. Jakby tego było mało, kiedy na ustach Carlosa pojawił się znajomy, odrobinę cyniczny uśmieszek, momentalnie poczuła się jeszcze bardziej zaniepokojona. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, zdradzając całą mieszankę emocji, które usiłowała opanować i zachować dla siebie. Jego wzrok skutecznie dał jej do zrozumienia, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele znaczyły dla niej jego wyjaśnienia, nie wspominając o tym, że zaczynała czuć się naprawdę niepewnie – i to nie po raz pierwszy. Jakby tego było mało, nadal nie potrafiła jednoznacznie określi tego, jak miały się relacje pomiędzy nią a Calosem, chociaż odkąd wróciła przybita i z miejsca oznajmiła, że nie zamierza rozmawiać o Nicholasie, wampirowi poprawił się humor.
Wyczuła ruch po swoje prawej stronie, a chwilę później miejsce u jej boku zajęła Mary. Dziewczyna milczała, poza tym wpatrywała się w Carlosa w zdecydowany, niemalże wyzywający sposób. Ali już wcześniej wyczuła, że pomiędzy tą dwójką coś jest nie tak, chociaż nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się spodziewać. Jakkolwiek by nie było, nie mogłaby nie zwrócić uwagi na to, że Carlos na swój sposób unikał Mary, zaś w odpowiedzi na jej spojrzenie, najzwyczajniej w świecie uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
– Pogadamy, kiedy śmiertelnicy w końcu wrócą do swoich ludzkich zajęć – oznajmił z powagą wampir. – Ja wiem, że ona już prawie tutaj mieszka, ale…
– Nie mów o mnie w trzeciej osobie, kiedy siedzę obok, jeśli łaska – zniecierpliwiła się Mary. – To po pierwsze. A po drugie… Nie zachowuj się tak, jakbym była pierwszą naiwną, która nie ma pojęcia, co takiego dzieje się wokół niej, okej? Już to przerabialiśmy, do cholery.
Brwi Carlosa powędrowały ku górze, ale nie skomentował odpowiedzi dziewczyny nawet słowem. Alyssa była pewna, że butność jej przyjaciółki niezmiennie go zaskakiwała, tym bardziej, że ta mimo wszystko pozostawała śmiertelniczką. Z perspektywy wampira bez wątpienia stanowiła zagrożenie albo materiał na przekąskę, a jednak kiedy zachowywała się w ten sposób, zdecydowanie nic nie wskazywało na to, żeby miała pokornie pozwolić się zjeść.
Ali westchnęła w duchu, mając ochotę poprosić oboje, żeby przynajmniej ten jeden raz sobie darowali. Jedynym plusem sytuacji wydawało się być to, że w domu już nie było Jimiego. Alyssa wciąż czuła się dziwnie z myślą o tym, że tak mało czasu poświęciła bratu, bardziej przejęta komplikacjami w związku z Nicholasem oraz własnym zranionym sercem. Chociaż wiedziała, że obecność chłopaka w Home nie była dobra i że powinna cieszyć się z tego, że ten bezpiecznie wrócił do domu, jakaś jej cząstka odczuwała przejmujący wręcz strach. Nie była w stanie opędzić się od myśli, że najpewniej widziała brata po raz ostatni. Prędzej czy później w końcu musiała odciąć się od dawnego życia, tym bardziej, że już się nie starzała. Tak było lepiej, ale ta świadomość i tak bolała, zresztą tak jak i myśl o porzuceniu kogoś, kogo się kochało.
Nicholasa porzuciłaś, odezwał się cichy głosik w jej głowie i coś jak na zawołanie ścisnęło ją w gardle, pozbawiając tchu.
Z pewnym opóźnieniem uświadomiła sobie, że zestawiła imię mężczyzny z uczuciem, którego do tej pory nie miała okazji zaznać – nie w takim sensie, którego mogłaby się spodziewać. Jaki to miało sens w odniesieniu do kogoś, kogo znało się chwilę? Co więcej, dlaczego nie była w stanie stanowczo powiedzieć samej sobie, że przecież go nie kochała i…?
– Już mamy to ustalone? Świetnie – powiedziała na wydechu, chcąc jak najszybciej odrzucić od siebie niechciane myśli. – Mów, Carlos. Albo przy Mary, albo wcale – dodała, czym skutecznie skłoniła wampira do tego, żeby spojrzał na nią w co najmniej urażony sposób.
– Jesteście zbyt uparte… A może po prostu głupie – mruknął wampir, ale jakakolwiek forma obrazy z jego strony nie zrobiła na niej najmniejszego nawet wrażenia. – Cóż, jak sobie chcecie. Córce Lucyfera się nie odmawia.
Skrzywiła się, nie po raz pierwszy mając wrażenie, że ktoś z całej siły uderzył ją w brzuch. Na moment zabrakło jej tchu, ale zmusiła się do tego, żeby nie dać nic po sobie poznać, tym bardziej, że sprawianie Carlosowi przyjemności zdecydowanie nie leżało w jej gestii. Musiała w końcu przyzwyczaić się do tego, kim chcąc nie chcąc była, chociaż i tak czuła się okropnie, kiedy wampir albo ktokolwiek inny zaczynał ten szczególnie wrażliwy temat.
Carlos wciąż ją obserwował, aż naszła ją zarazem irracjonalna, co i niepokojąca myśl o tym, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co chodziło jej po głowie. Nie odezwała się nawet słowem, kiedy nagle poderwał się na równe nogi, w ułamku sekundy materializując przed nią. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co to oznacza, wampir bez jakiegokolwiek ostrzeżenia chwycił ją za ręce, zamykając jej dłonie w silnym, aczkolwiek niezwykle delikatnym uścisku. Spojrzała mu w oczy, w pierwszym odruchu mając ochotę zapytać o to, czego znowu chciał i dodać, że swoim zachowaniem zaczynał ją drażnić, ale coś w spojrzeniu pary znajomych, lśniących oczu skutecznie ją przed tym powstrzymało.
– Księżniczko – wymruczał, a ona drgnęła, bo od dawna nie słyszała, by zwracał się do niej w ten sposób – a przynajmniej nie tonem, który nie czyniłby z tego jednego słowa czegoś równie nieprzyjemnego, co i słowo „idiotka”. Całą uwagę skupiał na niej, zupełnie jakby byli sami, a wszystko i wszyscy wokół przestali istnieć. – W końcu musimy o tym porozmawiać.
– Rozmawiać o czym? – zapytała z powątpiewaniem. – To ty cały czas unikasz tematu, Carlos.
– Ach, moja droga, nie łap mnie za słówka akurat teraz. Mogę w końcu coś powiedzieć, czy wolisz obwiniać mnie o sprawy tak mało istotne, że nawet nie warto poświęcać im uwagi? – zapytał ze spokojem.
Na moment wręcz się w niej zagotowało, zwłaszcza kiedy kolejny raz doświadczyła tego, jak niewiele potrzebował, żeby zacząć bagatelizować to, co jej wydawało się istotne.
– Nie sądzę, żeby… – zaczęła, ale wystarczyło jedno tylko spojrzenie stwórcy, żeby zamknąć jej usta.
– Wciąż nie masz wspomnień Ariany, prawda? – zapytał wprost, po czym westchnął przeciągle, nawet nie czekając na odpowiedź. – Uznaj to za mój kaprys, ale akurat mam ochotę pociągnąć ten temat dalej. Już i tak powiedziałem ci dużo, a przynajmniej tyle, ile sam wiem. Nie wiem czy to cię satysfakcjonuje, czy też nie, ale prawda jest taka, że jeśli ty sobie nie przypomnisz, to ja ci w tym nie pomogę – oznajmił, po czym wywrócił oczami. – Dlaczego Ariana w ogóle zwróciła się przeciwko Lucyferowi? Przecież musiała to zrobić, bo inaczej ojciec nigdy nie pozwoliłby jej się od siebie oddzielić. Krąży wiele historii o powracającej duszy Ariany i jej buncie przeciwko ojcu, ale żadna z nich nie mówi dlaczego.
– A nie przyszło ci do głowy, że Ariana po prostu miała swój rozum? – obruszyła się Alyssa. – Nie mam ochoty poświęcić kilku niewinnych duszyczek, jeśli to chcesz ode mnie usłyszeć, Carlos – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem rozmawiali tak otwarcie o tym, kim była – i to na dodatek przy świadkach. Nie miała pojęcia czy to dobrze, czy źle, ale czuła się dziwnie, mimo wszystko obawiając się tego, dokąd to wszystko zmierzało. Nie wierzyła w to, by Carlosowi tak po prostu przyszło do głowy, że przyszedł idealny dzień na to, by pociągnąć rozmowę, którą rozpoczęli w samochodzie i którą sama zakończyła, kiedy tak po prostu wysiadła, zbyt wzburzona i przerażona, by dalej słuchać. Wciąż się bała, tym bardziej, że coraz częściej była świadoma obecności osoby, którą podobno była, chociaż wcale tego nie chciała. Nie zamierzała przyznać tego Carlosowi, ale… Ariana bez wątpienia gdzieś tam była – milcząca, jakby uśpiona, ale wciąż obecna.
– Być może – przyznał niechętnie wampir, ale po jego tonie poznała, że taka odpowiedź go nie satysfakcjonowała. Wolałbyś, żebym okazała się potworem, Carlos?, pomyślała z irytacją, ale nie zadała tego pytania na głos, nie chcąc prowokować kolejnej kłótni. – Albo to coś więcej, chociaż nie mam pojęcia co takiego. Gaja poległa w walce z Panem Ciemności, więc jej córka…
– I mam uwierzyć, że chcesz rozmawiać o mojej podobno mrocznej naturze? – przerwała mu, stanowczo odrzucając od siebie niechciane myśli. – Nie chce nic mówić, ale za dobrze cię znam. Nie kluczyłbyś tak, gdybyś chciał wyciągnąć ode mnie odpowiedź na to, czy odzyskałam wspomnienia… Och, zdecydowanie nie – dodała i parsknęła pozbawionym wesołości śmiechem. – Gdyby chodziło o to, po prostu przycisnąłbyś mnie do ściany i zażądał wyjaśnień. To bardziej w twoim stylu.
Puścił jej słowa mimo uszu, ignorując je w równym stopniu, co i spojrzenia reszty rodziny. Wszyscy milczeli, ale wiedziała, że gdyby zaszła taka potrzeba, natychmiast stanęliby w jej obronie, chociaż nie miała pewności, czy sobie na to zasłużyła. Czasami wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że ma o wiele więcej, aniżeli powinna – namiastkę rodziny, której nie potrafiła nalżycie docenić, nawet jeśli byli dla niej ważni. Co więcej, wciąż pozostawała zagrożeniem, ale sama wzmianka o tym, że jej bliskość mogłaby być niepożądana, bez wątpienia rozpętałaby burzę i całą masę protestów.
– Ranisz mnie, księżniczko – mruknął pod nosem Carlos, wymownie wywracając oczami. – Ale jak sobie życzysz. Powiedziałem ci ostatnio kim jesteś, ale… Cóż, nie pozwoliłaś mi powiedzieć wszystkiego – stwierdził, a Alyssa prychnęła. – Wciąż mam żal o ten konar.
– Oj, biedaku… Jak ja, potwór, mogłam tak cię potraktować? – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową, nie szczędząc sobie sarkazmu. Wampir miał na nią zły wpływ, a przynajmniej takie miała wrażenie, coraz częściej przyłapując się na złośliwościach. – Mam cię za to przeprosić?
Carlos rzucił jej wymowne spojrzenie, ale ostatecznie nie odezwał się nawet słowem. Myślami wydawał się być gdzieś daleko, rozważając coś, czego tylko mogła się domyślać. Kiedy w końcu się odezwał, jego głos brzmiał w spokojny wręcz niepokojący sposób, prawie jak wtedy w samochodzie, kiedy z największą ostrożnością dobierał słowa, chcąc jak najlepiej ująć to, co miał jej do przekazania.
– Ariana… miała być zgubą albo zbawieniem dla samej Ciemności. Czy to nie brzmi wystarczająco niepokojąco? – zapytał w końcu, spoglądając jej w oczy. – Jesteś jedną, wielką zagadką, księżniczko.
– Zagadką, którą sam sobie sprowadziłeś – zarzuciła mu. – Dlaczego? Po co ci sama córka Lucyfera?
– Rodzinne sprawy – odpowiedział lakonicznie.
Zacisnęła usta, nie kryjąc irytacji. Niby jak mieli rozmawiać, kiedy zachowywał się w ten sposób? Kiedy już sądziła, że w końcu może swobodnie zadawać mu pytania, zbywał ją w taki właśnie sposób, przemilczając te kwestie, które wydawały jej się istotne.
Nie ułatwiasz, pomyślała i przyszło jej do głowy, że to dość ironiczne, bo zarzucił jej dokładnie to samo, kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem.
– W porządku – dała za wygraną. – Nie będzie po twojemu, ale to nie jest uczciwe – zarzuciła mu, w odpowiedzi jednak wyłącznie wzruszył ramionami.
– Życie takie nie jest.
Pieprzony filozof za dolara.
– Skoro nic nie chcesz mi powiedzieć, to po co ta rozmowa? Nie wyjaśniłeś mi bardzo wielu rzeczy, ale… – Gwałtownie urwała, po czym zawahała się na moment. W głowie pośpiesznie analizowała wszystkie ich rozmowy, szukając jakiegoś niedopowiedzenia, które mogłaby poruszyć w tym momencie. Skoro prywatne sprawy Carlosa nie wchodziły w grę, to być może… – „Naznaczona przez ciemność. Dwa ugryzienia, by zyskać nieśmiertelność – trzecie, by przypieczętować przeznaczenie” – wyrecytowała, przypominając sobie, co powiedział jej całe tygodnie wcześniej.
Spodziewała się tego, że po raz kolejny ją spławić, więc tym większym zaskoczeniem był dla niej olśniewający uśmiech, który pojawił się na jego ustach. Ciemne tęczówki zabłysły w pełen satysfakcji sposób, zdradzając narastające z każdą kolejną sekundą podekscytowanie, które jednoznacznie uprzytomniło jej, że trafiła w sedno.
– Mówiłem, że istnieje wiele historii o córce Lucyfera – zauważył przytomnie. – To jest właśnie jedna z nich. Nie wiem, jak się czujesz, ale ja powiedziałbym, że jak najbardziej nosisz na sobie piętno samej ciemności… Ba, jesteś córką Lucyfera, a to coś oznacza, prawda? – Wywrócił oczami. – Wnikałem w tę legendę i wiem, że jednak z interpretacji mówiła o wampiryzmie. Przemieniłem cię i sama możesz się przekonać, kim się stałaś. Ludzie od wieków wierzą, że wystarczy ugryzienie, by doprowadzić do przemiany, więc uznajmy to za metaforę. Dwa ugryzienia…
Ukąsiłeś mnie raz – przerwała mu.
Carlos westchnął.
– Zapiski nie są jasne. Jasne, zrobiłem to, a jednak to nie wystarczyło, by dopełnić przemiany. Trwasz w zawieszeniu, a to coś oznacza – powiedział, po czym nerwowym ruchem przeczesał włosy palcami. – Nie znam twojej przeszłości, Ali. Być może miałaś z nami do czynienia już wcześniej albo… Sam nie wiem, ale jedno jest pewne – twoje urodziny będą kluczowe, bo wtedy prawie na pewno powinnaś zyskać pełną nieśmiertelność. To z kolei oznacza, że…
– Ty chyba już całkiem oszalałeś!
Nawet nie zorientowała się, kiedy w przypływie frustracji poderwała się na równe nogi. Trzęsła się nieznacznie, zarówno z gniewu, jak i strachu, bo na samo wspomnienie bólu, które doświadczyła za sprawą przemiany, robiło jej się niedobrze. Jeśli Carlos myślał, że z powodu jakichś bajek zamierzała pozwolić na to, żeby to powtórzyli, chyba było z nim gorzej niż początkowo zakładała! Już i tak czuła się jak dziwadło, ale przynajmniej miała w sobie coś ludzkiego. Odebrał jej dość, a ona nawet nie miała pewności, czy bacząc na to, kim była, mogła liczyć na względnie normalne życie i rodzinę. Do cholery, była kobietą! Jak każda pragnęła znaleźć miłość życia, mieć dzieci, zamieszkać w domu z ogródkiem, cholernym białym płotkiem i pieskiem, który pilnowałby podwórka. To było banalne i oklepane, a jednak dla kogoś takiego jak ona zaczęło jawić się jako spełnienie wszelakich marzeń – nieosiągalne, doskonałe, cudowne…
Teraz chciał odebrać jej więcej, choć nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Była człowiekiem przynajmniej po części, a jednak on…
– Nie, nie! Alyssa, księżniczko, źle mnie zrozumiałaś! – obruszył się Carlos, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Powiedziałem, że to tylko interpretacje! Przecież piłaś krew Eleonory i nic się nie stało, prawda? To, kim jesteś… Mam cię chronić, nie zabić! – przypomniał, jednak jego słowa sprawiły, że dodatkowo wybuchła niekontrolowanym, pozbawionym wesołości śmiechem.
– Chronić?! – zadrwiła, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Dziękuję ci bardzo, łaskawco! Czuję się bezpieczna jak nie wiem co!
Była podenerwowana, co zwłaszcza w jej przypadku nie wróżyło dobrze. Carlos jej nie pomagał, raz po raz mówiąc coś, co doprowadzało ją do ostateczności. Wiedziała, że w ten sposób żadne z nich nie dojdzie do porozumienia, ale nie dbała o to, zbyt podenerwowana. Ten cholerny dupek naprawdę myślał, że…?
Nie zorientowała się, kiedy nagle zmaterializował się tuż przed nią, zaciskając obie dłonie na jej ramionach. Aż syknęła, oszołomiona siłą jego uścisku i tym, jak podenerwowany się wydawał. Usłyszała, że ktoś rzucił coś ostrzegawczym tonem, nakazując mu ją puścić, ale nie miała pojęcia kto i dlaczego się odezwał. W milczeniu wpatrywała się w Carlosa, spoglądając mu w oczy w niemalże wyzywający sposób, mając ochotę go uderzyć. Dłonie nerwowo zacisnęła w pięści, czując coraz silniejszą potrzebę, by wyrzucić z siebie to, co myślała na jego temat. Już od dłuższego czasu ich relacje były napięte, a skoro teraz wręcz czas prosił się o to, by wszystko mu wygarnęła…
– Nie zacząłem tego tematu, żeby rozmawiać o jakiejkolwiek przemianie, więc dajcie sobie wszyscy spokój! Mam na myśli coś zupełnie innego, a skoro już zaczęliśmy temat, to dokończę, obojętnie czego byście nie chcieli – oznajmił rozdrażnionym tonem wampir. – Ariana miała przynieść zbawienie albo zgubę Lucyferowi. Istnieje bardzo mało sposobów na zranienie upadłego anioła, ale to teraz najmniej istotne. Sęk, że właśnie dowiedziałem się o czymś, co nie daje mi spokoju… I co, mam nadzieję, pomożesz mi zdobyć, księżniczko – oznajmił, swoimi słowami i stanowczością skutecznie wytrącając ją z równowagi.
– O czym ty znowu…? – zaczęła, jednak wampir i tym razem zdecydował się jej przerwać:
– O mieczu archanioła – odpowiedział ze spokojem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Wiesz co to jest miecz, prawda? A ten… Ten jest wyjątkowy. Ja zaś chyba właśnie dowiedziałem się, gdzie powinniśmy szukać.
Otworzyła i zamknęła oczy, coraz bardziej oszołomiona. Na moment zawirowało jej w głowie, przez co nie była w stanie odezwać się nawet słowem, chociaż bez wątpienia tego chciała. Z drugiej strony…
Blond włosy. Niebieskie oczy.
Ciężar długie ostrza, które trzymała w dłoniach, kiedy…
– O mój Boże.
Dobry wieczór! Przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem, który – tak swoją drogą – jest coraz bliższy punktu, w którym zakończyłam tę historie przed przekształceniem jej na wersję czysto autorską. Mam nadzieję, że kierunek, w którym powoli zmierzam, przypadnie Wam do gustu :3 Swoją drogą, w końcu mam chwilę, by sprawdzić i wrzucić ten wpis, bo aktualnie wykańcza mnie sesja. Cóż, byle do lutego, co nie?
Dziękuję za obecność i komentarze. Jestem pod tym względem jak zdarta płyta, ale już chyba zawsze będę podkreślać, jak wiele znaczy dla mnie Wasza obecność.
Tak więc do napisania!

1 komentarz:

  1. O_o Carlos chce coś powiedzieć... nie powiem, żeby zabrzmiało to optymistycznie, a wnioskując z jego zachowania, to nie będzie nic miłego dla Ali...
    Och, z Jasonem myślimy tak samo. :3 Jak miło.

    I właśnie zostałam wytrącona z równowagi i mam pustkę w głowie... ehhh...

    Mamy kolejne naprowadzenie na dalszą akcję, co mi się podoba. Idziemy szukać miecza! ^^ A i jeszcze anioł się przewinął <3! Choć nie ukrywam, że ostatnim czasem demony są bliższe mojemu sercu. Zresztą tak samo jak wolę wampiry od wilkołaków i jakoś nie potrafię się tak zupełnie przekonać do tych drugich... A o czym to ja...? a no tak... miecz archanioła... tylko którego? A przede wszystkim co stało się z archaniołem, że stracił swój miecz?
    Carlos jak zwykle pełen taktu i dobrodusznej szczerości. xD Uwielbiam kiedy on się odzywa – wtedy zawsze jest mnóstwo takiego ekscytującego napięcia.
    Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia (bo nie przypominam sobie, żeby ten temat któryś z Sorentich poruszył), nikt nie próbował się dowiedzieć od Carlosa po co mu Ali? Bo przecież to oczywista oczywistość, że Carlos nie chce zniszczyć Lucyfera (o ile w ogóle faktycznie chce) z dobroci serca... W to raczej nikt nigdy nie uwierzy.
    Chyba że ten miecz mu wcale nie jest potrzebny, żeby dźgnąć Lucka tylko... *_* właśnie dostałam olśnienia I oszukuje wszystkich, że to na Księcia Ciemności... W sumie to Carlos, nie? On byłby świetnym podwójnym agentem. :3

    OdpowiedzUsuń