Alyssa
W salonie panowała
przenikliwa, niepokojąca cisza. Cała uwaga skupiona była na Carlosie, ten
jednak wydawał się być z takiego stanu rzeczy zadowolony. Siedział
spokojnie, niemalże rozłożony na fotelu i w pełni rozluźniony, czego
bynajmniej nie dało powiedzieć się o reszcie towarzystwa, a zwłaszcza
Alyssy. Jakaś jej cząstka wciąż wspominała ostatnią rozmowę z Nicholasem,
cierpiąc w niepojęty sposób z powodu tego, co miało miejsce w lesie,
jednak w tamtej chwili wszystko to, co wiązało się z mężczyzną,
zeszło na dalszy plan. Istotny był przede wszystkim Carlos oraz złe przeczucia,
które ogarnęły Ali już w chwili, w której wampir zdecydował się ot
tak oznajmić, że ma coś istotnego do powiedzenia – i że to tyczy się ni
mniej, ni więcej, ale jej samej.
Czuła, że
był podekscytowany i ta jedna kwestia wydawała się aż nadto oczywista.
Uwadze Alyssy nie umknął fakt, że nieśmiertelny zdecydował się działać, kiedy
tylko Michael wybył z domu, na cały weekend musząc wyjechać do Seattle na
jakieś podobno ważne zebranie albo szkolenie – dziewczyna nie miała pewności,
zwłaszcza że wciąż nie miała pewności, czym zajmowali się poszczególni
członkowie rodziny, z którą przyszło jej żyć. Co więcej, pomijając
neutralne nastawienie, ten z Sorentich wydawał się przejmować się nią
przede wszystkim przez wzgląd na Eleonorę.
Zacisnęła
usta. Próbowała się rozluźnić i skupić, tym bardziej że słuchanie rewelacji
Carlosa wydawało się idealną odskocznią po tym, jak przebiegła jej rozmowa z Nicholasem.
Miała przynamniej nadzieję, że tak będzie, wszystko jednak wskazywało na to, że
się pomyliła. Szlag, nawet zastanawiała się nad tym, czy mężczyźnie udało się
bezpiecznie dotrzeć do domu. Co prawda nie powinna się tym przejmować, skoro z pełną
premedytacją go odtrąciła, ale… Och, jakie to właściwie miało znaczenie, skoro
od dłuższego czasu pragnęła przede wszystkim tego, żeby zapewnić Nickowi
bezpieczeństwo? Tak było lepiej, a ona powinna była cieszyć się z tego,
że sprawy rozwiązały się w być może nieprzyjemny, ale bez wątpienia
właściwy sposób.
Tak było
lepiej…
Cóż, może
gdyby powtórzyła to jeszcze przynajmniej ze sto razy, wtedy naprawdę byłaby w stanie
w to uwierzyć.
– Za długo
milczysz. – Głos Jasona przerwał panującą dotychczas ciszę, jednocześnie
skutecznie sprowadzając Alyssę na ziemię. W jakimś stopniu była wampirowi
za to wdzięczna, aż nazbyt świadoma tego, jak niewiele brakowało, że jej własne
myśli ostatecznie ją przytłoczyły. – Poza tym zastanawia mnie, dlaczego chcesz
rozmawiać akurat teraz, skoro przez tyle czasu próbowałeś nas unikać. To…
niepokojące – dodał, a Carlos prychnął.
– Pragnienie
przynajmniej odrobiny prywatności, jest twoim zdaniem czymś niepokojącym? –
zadrwił, po czym wywrócił oczami. – Znajdźcie mu może jakąś dziewczynę, co?
Niech w końcu czymś się zajmie i przestanie szperać w umysłach
innych.
Alyssa
zacisnęła usta, ledwo powstrzymując poirytowane warknięcie. W jakimś
stopniu zgadzała się z Carlosem, przynajmniej w kwestii tego, że
każdy potrzebował prywatności, jednak trudno jej było to przyznać na głos. Cóż,
nie w przypadku, kiedy też się martwiła. Jej stwórca miał to do siebie, że
potrafił wzbudzić swoim zachowaniem wątpliwości, a kiedy na dodatek
zachowywał się w taki sposób…
– Nie kręć
– odezwała się Nadia, dosłownie wyjmując jej te słowa z ust. W tamtej
chwili Alyssa wręcz błogosławiła fakt, że kobieta potrafiła być aż tak
bezpośrednia, kiedy w grę wchodziły jakiekolwiek poważniejsze sprawy. – To
już i tak cud, że chcesz o czymkolwiek rozmawiać i że wyjątkowo zostałam
zaproszona – stwierdziła, nie szczędząc sobie złośliwości. – Co ty razem chodzi
ci po głowie, hm?
– Nie
chcesz tego wiedzieć, ślicznotko…
Och, wierz mi, że nie chcesz. – Carlos westchnął, po czym raptownie spoważniał.
– Ta rozmowa nie ma sensu, jeśli zamierzacie być tacy uciążliwy.
– Rozmowa?
– rzuciła z powątpiewaniem Alyssa. – Jak na razie przede wszystkim
milczysz. To raczej nie zalicza się do konwersacji, prawda?
Ciemne oczy
wampira jak na zawołanie powędrowały w jej stronę, co skutecznie wprawiło
ją w konsternację. Jakby tego było mało, kiedy na ustach Carlosa pojawił
się znajomy, odrobinę cyniczny uśmieszek, momentalnie poczuła się jeszcze
bardziej zaniepokojona. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, zdradzając
całą mieszankę emocji, które usiłowała opanować i zachować dla siebie.
Jego wzrok skutecznie dał jej do zrozumienia, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego,
jak wiele znaczyły dla niej jego wyjaśnienia, nie wspominając o tym, że
zaczynała czuć się naprawdę niepewnie – i to nie po raz pierwszy. Jakby
tego było mało, nadal nie potrafiła jednoznacznie określi tego, jak miały się
relacje pomiędzy nią a Calosem, chociaż odkąd wróciła przybita i z miejsca
oznajmiła, że nie zamierza rozmawiać o Nicholasie, wampirowi poprawił się
humor.
Wyczuła
ruch po swoje prawej stronie, a chwilę później miejsce u jej boku
zajęła Mary. Dziewczyna milczała, poza tym wpatrywała się w Carlosa w zdecydowany,
niemalże wyzywający sposób. Ali już wcześniej wyczuła, że pomiędzy tą dwójką
coś jest nie tak, chociaż nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czego tak
naprawdę powinna się spodziewać. Jakkolwiek by nie było, nie mogłaby nie zwrócić
uwagi na to, że Carlos na swój sposób unikał Mary, zaś w odpowiedzi na jej
spojrzenie, najzwyczajniej w świecie uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
– Pogadamy,
kiedy śmiertelnicy w końcu wrócą do swoich ludzkich zajęć – oznajmił z powagą wampir. – Ja wiem, że ona
już prawie tutaj mieszka, ale…
– Nie mów o mnie
w trzeciej osobie, kiedy siedzę obok, jeśli łaska – zniecierpliwiła się
Mary. – To po pierwsze. A po drugie… Nie zachowuj się tak, jakbym była
pierwszą naiwną, która nie ma pojęcia, co takiego dzieje się wokół niej, okej?
Już to przerabialiśmy, do cholery.
Brwi
Carlosa powędrowały ku górze, ale nie skomentował odpowiedzi dziewczyny nawet
słowem. Alyssa była pewna, że butność jej przyjaciółki niezmiennie go
zaskakiwała, tym bardziej, że ta mimo wszystko pozostawała śmiertelniczką. Z perspektywy
wampira bez wątpienia stanowiła zagrożenie albo materiał na przekąskę, a jednak
kiedy zachowywała się w ten sposób, zdecydowanie nic nie wskazywało na to,
żeby miała pokornie pozwolić się zjeść.
Ali
westchnęła w duchu, mając ochotę poprosić oboje, żeby przynajmniej ten
jeden raz sobie darowali. Jedynym plusem sytuacji wydawało się być to, że w domu
już nie było Jimiego. Alyssa wciąż czuła się dziwnie z myślą o tym,
że tak mało czasu poświęciła bratu, bardziej przejęta komplikacjami w związku
z Nicholasem oraz własnym zranionym sercem. Chociaż wiedziała, że obecność
chłopaka w Home nie była dobra i że powinna cieszyć się z tego,
że ten bezpiecznie wrócił do domu, jakaś jej cząstka odczuwała przejmujący
wręcz strach. Nie była w stanie opędzić się od myśli, że najpewniej
widziała brata po raz ostatni. Prędzej czy później w końcu musiała odciąć
się od dawnego życia, tym bardziej, że już się nie starzała. Tak było lepiej,
ale ta świadomość i tak bolała, zresztą tak jak i myśl o porzuceniu
kogoś, kogo się kochało.
Nicholasa porzuciłaś, odezwał się cichy
głosik w jej głowie i coś jak na zawołanie ścisnęło ją w gardle,
pozbawiając tchu.
Z pewnym
opóźnieniem uświadomiła sobie, że zestawiła imię mężczyzny z uczuciem,
którego do tej pory nie miała okazji zaznać – nie w takim sensie, którego
mogłaby się spodziewać. Jaki to miało sens w odniesieniu do kogoś, kogo
znało się chwilę? Co więcej, dlaczego nie była w stanie stanowczo
powiedzieć samej sobie, że przecież go nie kochała i…?
– Już mamy
to ustalone? Świetnie – powiedziała na wydechu, chcąc jak najszybciej odrzucić
od siebie niechciane myśli. – Mów, Carlos. Albo przy Mary, albo wcale – dodała,
czym skutecznie skłoniła wampira do tego, żeby spojrzał na nią w co
najmniej urażony sposób.
– Jesteście
zbyt uparte… A może po prostu głupie – mruknął wampir, ale jakakolwiek
forma obrazy z jego strony nie zrobiła na niej najmniejszego nawet
wrażenia. – Cóż, jak sobie chcecie. Córce Lucyfera się nie odmawia.
Skrzywiła
się, nie po raz pierwszy mając wrażenie, że ktoś z całej siły uderzył ją w brzuch.
Na moment zabrakło jej tchu, ale zmusiła się do tego, żeby nie dać nic po sobie
poznać, tym bardziej, że sprawianie Carlosowi przyjemności zdecydowanie nie
leżało w jej gestii. Musiała w końcu przyzwyczaić się do tego, kim
chcąc nie chcąc była, chociaż i tak czuła się okropnie, kiedy wampir albo
ktokolwiek inny zaczynał ten szczególnie wrażliwy temat.
Carlos
wciąż ją obserwował, aż naszła ją zarazem irracjonalna, co i niepokojąca
myśl o tym, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co chodziło jej
po głowie. Nie odezwała się nawet słowem, kiedy nagle poderwał się na równe
nogi, w ułamku sekundy materializując przed nią. Zanim zdążyła zastanowić
się nad tym, co to oznacza, wampir bez jakiegokolwiek ostrzeżenia chwycił ją za
ręce, zamykając jej dłonie w silnym, aczkolwiek niezwykle delikatnym
uścisku. Spojrzała mu w oczy, w pierwszym odruchu mając ochotę
zapytać o to, czego znowu chciał i dodać, że swoim zachowaniem
zaczynał ją drażnić, ale coś w spojrzeniu pary znajomych, lśniących oczu
skutecznie ją przed tym powstrzymało.
–
Księżniczko – wymruczał, a ona drgnęła, bo od dawna nie słyszała, by
zwracał się do niej w ten sposób – a przynajmniej nie tonem, który
nie czyniłby z tego jednego słowa czegoś równie nieprzyjemnego, co i słowo
„idiotka”. Całą uwagę skupiał na niej, zupełnie jakby byli sami, a wszystko
i wszyscy wokół przestali istnieć. – W końcu musimy o tym
porozmawiać.
– Rozmawiać
o czym? – zapytała z powątpiewaniem. – To ty cały czas unikasz
tematu, Carlos.
– Ach, moja
droga, nie łap mnie za słówka akurat teraz. Mogę w końcu coś powiedzieć,
czy wolisz obwiniać mnie o sprawy tak mało istotne, że nawet nie warto
poświęcać im uwagi? – zapytał ze spokojem.
Na moment
wręcz się w niej zagotowało, zwłaszcza kiedy kolejny raz doświadczyła
tego, jak niewiele potrzebował, żeby zacząć bagatelizować to, co jej wydawało
się istotne.
– Nie
sądzę, żeby… – zaczęła, ale wystarczyło jedno tylko spojrzenie stwórcy, żeby
zamknąć jej usta.
– Wciąż nie
masz wspomnień Ariany, prawda? – zapytał wprost, po czym westchnął przeciągle,
nawet nie czekając na odpowiedź. – Uznaj to za mój kaprys, ale akurat mam
ochotę pociągnąć ten temat dalej. Już i tak powiedziałem ci dużo, a przynajmniej
tyle, ile sam wiem. Nie wiem czy to cię satysfakcjonuje, czy też nie, ale
prawda jest taka, że jeśli ty sobie nie przypomnisz, to ja ci w tym nie
pomogę – oznajmił, po czym wywrócił oczami. – Dlaczego Ariana w ogóle
zwróciła się przeciwko Lucyferowi? Przecież musiała to zrobić, bo inaczej
ojciec nigdy nie pozwoliłby jej się od siebie oddzielić. Krąży wiele historii o powracającej
duszy Ariany i jej buncie przeciwko ojcu, ale żadna z nich nie mówi
dlaczego.
– A nie
przyszło ci do głowy, że Ariana po prostu miała swój rozum? – obruszyła się
Alyssa. – Nie mam ochoty poświęcić kilku niewinnych duszyczek, jeśli to chcesz
ode mnie usłyszeć, Carlos – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Nie
przypominała sobie, kiedy ostatnim razem rozmawiali tak otwarcie o tym,
kim była – i to na dodatek przy świadkach. Nie miała pojęcia czy to
dobrze, czy źle, ale czuła się dziwnie, mimo wszystko obawiając się tego, dokąd
to wszystko zmierzało. Nie wierzyła w to, by Carlosowi tak po prostu
przyszło do głowy, że przyszedł idealny dzień na to, by pociągnąć rozmowę,
którą rozpoczęli w samochodzie i którą sama zakończyła, kiedy tak po
prostu wysiadła, zbyt wzburzona i przerażona, by dalej słuchać. Wciąż się
bała, tym bardziej, że coraz częściej była świadoma obecności osoby, którą
podobno była, chociaż wcale tego nie chciała. Nie zamierzała przyznać tego
Carlosowi, ale… Ariana bez wątpienia gdzieś tam była – milcząca, jakby uśpiona,
ale wciąż obecna.
– Być może
– przyznał niechętnie wampir, ale po jego tonie poznała, że taka odpowiedź go
nie satysfakcjonowała. Wolałbyś, żebym
okazała się potworem, Carlos?, pomyślała z irytacją, ale nie zadała
tego pytania na głos, nie chcąc prowokować kolejnej kłótni. – Albo to coś
więcej, chociaż nie mam pojęcia co takiego. Gaja poległa w walce z Panem
Ciemności, więc jej córka…
– I mam
uwierzyć, że chcesz rozmawiać o mojej podobno mrocznej naturze? –
przerwała mu, stanowczo odrzucając od siebie niechciane myśli. – Nie chce nic
mówić, ale za dobrze cię znam. Nie kluczyłbyś tak, gdybyś chciał wyciągnąć ode
mnie odpowiedź na to, czy odzyskałam wspomnienia… Och, zdecydowanie nie –
dodała i parsknęła pozbawionym wesołości śmiechem. – Gdyby chodziło o to,
po prostu przycisnąłbyś mnie do ściany i zażądał wyjaśnień. To bardziej w twoim
stylu.
Puścił jej
słowa mimo uszu, ignorując je w równym stopniu, co i spojrzenia
reszty rodziny. Wszyscy milczeli, ale wiedziała, że gdyby zaszła taka potrzeba,
natychmiast stanęliby w jej obronie, chociaż nie miała pewności, czy sobie
na to zasłużyła. Czasami wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że ma o wiele
więcej, aniżeli powinna – namiastkę rodziny, której nie potrafiła nalżycie
docenić, nawet jeśli byli dla niej ważni. Co więcej, wciąż pozostawała
zagrożeniem, ale sama wzmianka o tym, że jej bliskość mogłaby być
niepożądana, bez wątpienia rozpętałaby burzę i całą masę protestów.
– Ranisz
mnie, księżniczko – mruknął pod nosem Carlos, wymownie wywracając oczami. – Ale
jak sobie życzysz. Powiedziałem ci ostatnio kim jesteś, ale… Cóż, nie
pozwoliłaś mi powiedzieć wszystkiego – stwierdził, a Alyssa prychnęła. –
Wciąż mam żal o ten konar.
– Oj,
biedaku… Jak ja, potwór, mogłam tak cię potraktować? – Potrząsnęła z niedowierzaniem
głową, nie szczędząc sobie sarkazmu. Wampir miał na nią zły wpływ, a przynajmniej
takie miała wrażenie, coraz częściej przyłapując się na złośliwościach. – Mam
cię za to przeprosić?
Carlos
rzucił jej wymowne spojrzenie, ale ostatecznie nie odezwał się nawet słowem.
Myślami wydawał się być gdzieś daleko, rozważając coś, czego tylko mogła się
domyślać. Kiedy w końcu się odezwał, jego głos brzmiał w spokojny
wręcz niepokojący sposób, prawie jak wtedy w samochodzie, kiedy z największą
ostrożnością dobierał słowa, chcąc jak najlepiej ująć to, co miał jej do
przekazania.
– Ariana…
miała być zgubą albo zbawieniem dla samej Ciemności. Czy to nie brzmi
wystarczająco niepokojąco? – zapytał w końcu, spoglądając jej w oczy.
– Jesteś jedną, wielką zagadką, księżniczko.
– Zagadką,
którą sam sobie sprowadziłeś – zarzuciła mu. – Dlaczego? Po co ci sama córka
Lucyfera?
– Rodzinne
sprawy – odpowiedział lakonicznie.
Zacisnęła
usta, nie kryjąc irytacji. Niby jak mieli rozmawiać, kiedy zachowywał się w ten
sposób? Kiedy już sądziła, że w końcu może swobodnie zadawać mu pytania,
zbywał ją w taki właśnie sposób, przemilczając te kwestie, które wydawały
jej się istotne.
Nie ułatwiasz, pomyślała i przyszło
jej do głowy, że to dość ironiczne, bo zarzucił jej dokładnie to samo, kiedy
rozmawialiśmy ostatnim razem.
– W porządku
– dała za wygraną. – Nie będzie po twojemu, ale to nie jest uczciwe – zarzuciła
mu, w odpowiedzi jednak wyłącznie wzruszył ramionami.
– Życie
takie nie jest.
Pieprzony filozof za dolara.
– Skoro nic
nie chcesz mi powiedzieć, to po co ta rozmowa? Nie wyjaśniłeś mi bardzo wielu
rzeczy, ale… – Gwałtownie urwała, po czym zawahała się na moment. W głowie
pośpiesznie analizowała wszystkie ich rozmowy, szukając jakiegoś
niedopowiedzenia, które mogłaby poruszyć w tym momencie. Skoro prywatne
sprawy Carlosa nie wchodziły w grę, to być może… – „Naznaczona przez
ciemność. Dwa ugryzienia, by zyskać nieśmiertelność – trzecie, by
przypieczętować przeznaczenie” – wyrecytowała, przypominając sobie, co
powiedział jej całe tygodnie wcześniej.
Spodziewała
się tego, że po raz kolejny ją spławić, więc tym większym zaskoczeniem był dla
niej olśniewający uśmiech, który pojawił się na jego ustach. Ciemne tęczówki
zabłysły w pełen satysfakcji sposób, zdradzając narastające z każdą
kolejną sekundą podekscytowanie, które jednoznacznie uprzytomniło jej, że
trafiła w sedno.
– Mówiłem,
że istnieje wiele historii o córce Lucyfera – zauważył przytomnie. – To
jest właśnie jedna z nich. Nie wiem, jak się czujesz, ale ja
powiedziałbym, że jak najbardziej nosisz na sobie piętno samej ciemności… Ba,
jesteś córką Lucyfera, a to coś oznacza, prawda? – Wywrócił oczami. –
Wnikałem w tę legendę i wiem, że jednak z interpretacji mówiła o wampiryzmie.
Przemieniłem cię i sama możesz się przekonać, kim się stałaś. Ludzie od
wieków wierzą, że wystarczy ugryzienie, by doprowadzić do przemiany, więc
uznajmy to za metaforę. Dwa ugryzienia…
– Ukąsiłeś mnie raz – przerwała mu.
Carlos
westchnął.
– Zapiski
nie są jasne. Jasne, zrobiłem to, a jednak to nie wystarczyło, by dopełnić
przemiany. Trwasz w zawieszeniu, a to coś oznacza – powiedział, po
czym nerwowym ruchem przeczesał włosy palcami. – Nie znam twojej przeszłości,
Ali. Być może miałaś z nami do czynienia już wcześniej albo… Sam nie wiem,
ale jedno jest pewne – twoje urodziny będą kluczowe, bo wtedy prawie na pewno
powinnaś zyskać pełną nieśmiertelność. To z kolei oznacza, że…
– Ty chyba
już całkiem oszalałeś!
Nawet nie
zorientowała się, kiedy w przypływie frustracji poderwała się na równe
nogi. Trzęsła się nieznacznie, zarówno z gniewu, jak i strachu, bo na
samo wspomnienie bólu, które doświadczyła za sprawą przemiany, robiło jej się
niedobrze. Jeśli Carlos myślał, że z powodu jakichś bajek zamierzała
pozwolić na to, żeby to powtórzyli, chyba było z nim gorzej niż początkowo
zakładała! Już i tak czuła się jak dziwadło, ale przynajmniej miała w sobie
coś ludzkiego. Odebrał jej dość, a ona nawet nie miała pewności, czy
bacząc na to, kim była, mogła liczyć na względnie normalne życie i rodzinę.
Do cholery, była kobietą! Jak każda pragnęła znaleźć miłość życia, mieć dzieci,
zamieszkać w domu z ogródkiem, cholernym białym płotkiem i pieskiem,
który pilnowałby podwórka. To było banalne i oklepane, a jednak dla
kogoś takiego jak ona zaczęło jawić się jako spełnienie wszelakich marzeń –
nieosiągalne, doskonałe, cudowne…
Teraz
chciał odebrać jej więcej, choć nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Była
człowiekiem przynajmniej po części, a jednak on…
– Nie, nie!
Alyssa, księżniczko, źle mnie zrozumiałaś! – obruszył się Carlos, wyrzucając
obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Powiedziałem, że to tylko
interpretacje! Przecież piłaś krew Eleonory i nic się nie stało, prawda?
To, kim jesteś… Mam cię chronić, nie zabić! – przypomniał, jednak jego słowa
sprawiły, że dodatkowo wybuchła niekontrolowanym, pozbawionym wesołości
śmiechem.
– Chronić?!
– zadrwiła, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Dziękuję ci bardzo,
łaskawco! Czuję się bezpieczna jak nie wiem co!
Była
podenerwowana, co zwłaszcza w jej przypadku nie wróżyło dobrze. Carlos jej
nie pomagał, raz po raz mówiąc coś, co doprowadzało ją do ostateczności.
Wiedziała, że w ten sposób żadne z nich nie dojdzie do porozumienia,
ale nie dbała o to, zbyt podenerwowana. Ten cholerny dupek naprawdę
myślał, że…?
Nie
zorientowała się, kiedy nagle zmaterializował się tuż przed nią, zaciskając
obie dłonie na jej ramionach. Aż syknęła, oszołomiona siłą jego uścisku i tym,
jak podenerwowany się wydawał. Usłyszała, że ktoś rzucił coś ostrzegawczym
tonem, nakazując mu ją puścić, ale nie miała pojęcia kto i dlaczego się
odezwał. W milczeniu wpatrywała się w Carlosa, spoglądając mu w oczy
w niemalże wyzywający sposób, mając ochotę go uderzyć. Dłonie nerwowo
zacisnęła w pięści, czując coraz silniejszą potrzebę, by wyrzucić z siebie
to, co myślała na jego temat. Już od dłuższego czasu ich relacje były napięte, a skoro
teraz wręcz czas prosił się o to, by wszystko mu wygarnęła…
– Nie
zacząłem tego tematu, żeby rozmawiać o jakiejkolwiek przemianie, więc
dajcie sobie wszyscy spokój! Mam na myśli coś zupełnie innego, a skoro już
zaczęliśmy temat, to dokończę, obojętnie czego byście nie chcieli – oznajmił
rozdrażnionym tonem wampir. – Ariana miała przynieść zbawienie albo zgubę
Lucyferowi. Istnieje bardzo mało sposobów na zranienie upadłego anioła, ale to
teraz najmniej istotne. Sęk, że właśnie dowiedziałem się o czymś, co nie
daje mi spokoju… I co, mam nadzieję, pomożesz mi zdobyć, księżniczko –
oznajmił, swoimi słowami i stanowczością skutecznie wytrącając ją z równowagi.
– O czym
ty znowu…? – zaczęła, jednak wampir i tym razem zdecydował się jej
przerwać:
– O mieczu
archanioła – odpowiedział ze spokojem, jakby to była najoczywistsza rzecz na
świecie. – Wiesz co to jest miecz, prawda? A ten… Ten jest wyjątkowy. Ja
zaś chyba właśnie dowiedziałem się, gdzie powinniśmy szukać.
Otworzyła i zamknęła
oczy, coraz bardziej oszołomiona. Na moment zawirowało jej w głowie, przez
co nie była w stanie odezwać się nawet słowem, chociaż bez wątpienia tego
chciała. Z drugiej strony…
Blond włosy. Niebieskie oczy.
Ciężar długie ostrza, które trzymała w dłoniach,
kiedy…
– O mój
Boże.
Dobry wieczór! Przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem, który – tak swoją drogą – jest coraz bliższy punktu, w którym zakończyłam tę historie przed przekształceniem jej na wersję czysto autorską. Mam nadzieję, że kierunek, w którym powoli zmierzam, przypadnie Wam do gustu :3 Swoją drogą, w końcu mam chwilę, by sprawdzić i wrzucić ten wpis, bo aktualnie wykańcza mnie sesja. Cóż, byle do lutego, co nie?Dziękuję za obecność i komentarze. Jestem pod tym względem jak zdarta płyta, ale już chyba zawsze będę podkreślać, jak wiele znaczy dla mnie Wasza obecność.Tak więc do napisania!

O_o Carlos chce coś powiedzieć... nie powiem, żeby zabrzmiało to optymistycznie, a wnioskując z jego zachowania, to nie będzie nic miłego dla Ali...
OdpowiedzUsuńOch, z Jasonem myślimy tak samo. :3 Jak miło.
I właśnie zostałam wytrącona z równowagi i mam pustkę w głowie... ehhh...
Mamy kolejne naprowadzenie na dalszą akcję, co mi się podoba. Idziemy szukać miecza! ^^ A i jeszcze anioł się przewinął <3! Choć nie ukrywam, że ostatnim czasem demony są bliższe mojemu sercu. Zresztą tak samo jak wolę wampiry od wilkołaków i jakoś nie potrafię się tak zupełnie przekonać do tych drugich... A o czym to ja...? a no tak... miecz archanioła... tylko którego? A przede wszystkim co stało się z archaniołem, że stracił swój miecz?
Carlos jak zwykle pełen taktu i dobrodusznej szczerości. xD Uwielbiam kiedy on się odzywa – wtedy zawsze jest mnóstwo takiego ekscytującego napięcia.
Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia (bo nie przypominam sobie, żeby ten temat któryś z Sorentich poruszył), nikt nie próbował się dowiedzieć od Carlosa po co mu Ali? Bo przecież to oczywista oczywistość, że Carlos nie chce zniszczyć Lucyfera (o ile w ogóle faktycznie chce) z dobroci serca... W to raczej nikt nigdy nie uwierzy.
Chyba że ten miecz mu wcale nie jest potrzebny, żeby dźgnąć Lucka tylko... *_* właśnie dostałam olśnienia I oszukuje wszystkich, że to na Księcia Ciemności... W sumie to Carlos, nie? On byłby świetnym podwójnym agentem. :3