Alyssa
Nie miała
pojęcia, jak prezentuje się jej wyraz twarzy, to zresztą wydało jej się
najmniej istotne. Jakkolwiek by jednak nie było, musiała wyglądać na przerażoną,
bo Jason spojrzał na nią w bliżej nieokreślony sposób, intensywnie nad
czymś myśląc.
– Musimy porozmawiać – oznajmił w końcu. – I to teraz, jeśli
nie masz nic przeciwko.
Nie odpowiedziała, zdolna wyłącznie bezmyślnie mu się przypatrywać.
Westchnął przeciągle, wyraźnie sfrustrowany, po czym bezceremonialnie chwycił
ją za ramiona, zdecydowanym ruchem obracając w swoją stronę. Zesztywniała,
w pierwszym odruchu mając ochotę mu się wyrwać, jednak ostatecznie tego
nie zrobiła. Chcąc nie chcąc spojrzała mężczyźnie w oczy i to
wystarczyło, żeby z miejsca opanował ją spokój – dziwny, nienaturalny, ale
mimo wszystko…
Rozluźniła mięśnie, właściwie nieświadoma tego, co robi. Jason
najwyraźniej tego oczekiwał, bo nie wyglądał na zaskoczonego jej reakcją. Wręcz
przeciwnie – coś w jego spojrzeniu złagodniało; tylko odrobinę, ale to i tak
wystarczyło, żeby poczuła się odrobinę pewniej.
– W porządku – powiedział. Alyssy trudno było stwierdzić, czego tak
naprawdę powinna się po nim spodziewać, a tym bardziej czy w tej
jednej kwestii mogła mu wierzyć. Jasne, czuła się przy nim bezpieczna, ale to
jeszcze nie znaczyło, że mogła któremukolwiek z obecnych zaufać. – To
Carlos ci to zrobił, prawda? – zapytał wprost, bez trudu interpretując jej
reakcję.
– Ja…
Skrzywiła się, zresztą nie po raz pierwszy, bo czuła się okropnie za
każdym razem, kiedy przypominała sobie, jak bardzo zmienił się jej własny głos.
W głowie miała pustkę, przez co nie była w stanie ani udzielić
odpowiedzi, ani choć spróbować sformułować jakiekolwiek z dręczących ją
pytań. Dotychczas miała ich mnóstwo, teraz zaś miała wrażenie, że nareszcie
natrafiła na osoby, które mogły udzielić jej odpowiedzi na przynajmniej kilka z nich,
to jednak przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie, skoro nawet nie potrafiła
ich zadać. Czuła się zbytnio zdezorientowana, by skoncentrować się na
czymkolwiek innym, poza tym…
Och, jak miałaby w ogóle myśleć, skoro najpewniej zabiła człowieka?
Ta myśl uderzyła w nią z siłą rozpędzonego pociągu,
sprawiając, że niewiele brakowało do tego, żeby osunęła się na kolana. Musiała
przytrzymać się Jasona, żeby nie upaść, tym samym po raz kolejny wprawiając swojego
wybawcę w konsternację. Oddech gwałtownie jej przyśpieszył, nagle płytki i urywany,
do oczu zaś jak na zawołanie napłynęły świeże łzy. Zamrugała kilkukrotnie,
próbując walczyć z drżącym ciałem i rozmazującym się obrazem, to
jednak okazało się trudne. Już od dłuższego czasu była na granicy załamania, a w tamtej
chwili coś ostatecznie w niej pękło, sprawiając, że Ali poczuła się tak,
jakby za moment miała rozpaść się na kawałeczki.
– Co ty właściwie robisz, Jason? – zaoponowała Eleonora. Rozpoznała jej
głos, bez trudu orientując się, że kobieta ruszyła w ich stronę.
– Co masz na myśli? – zniecierpliwił się mężczyzna. – Próbuję rozmawiać.
Jeśli dziewczyna coś wie, to…
Eleonora z niedowierzaniem pokręciła głową.
– Jest przerażona, to raz. Nie wierzę w to, że możesz być aż taki
niedelikatny – oznajmiła lodowatym tonem. Patrząc na nią wcześniej, Alyssa
nawet nie przypuszczała, że kobietę w ogóle może być stać na takie
zachowanie. – Dwa, skoro już zadajesz pytania, może zacznij od tego, jak ma na
imię. Znacznie łatwiej jest się porozumieć, kiedy twój rozmówca nie jest na
granicy omdlenia – dodała z naciskiem.
Jeszcze kiedy mówiła, jej spojrzenie skoncentrowało się na Ali. To
wystarczyło, żeby zarówno wyraz twarzy, jak i ton głosu kobiety
złagodniały, znów wydając się dziewczynie niezwykle łagodne i… po prostu
ludzkie. Z wahaniem przyjrzała się Eleonorze, zwłaszcza, że ta zachęcająco
wyciągnęła rękę w jej stronę. Wydawała się zdecydowana, poza tym nie
zachowywała się już tak, jakby miała przed sobą potencjalne zagrożenie –
niebezpieczne, dzikie zwierzę, którego należało się wystrzegać. Zauważyła, że
Michael wciąż przypatrywał jej się ze swego rodzaju obawą, ale nie próbował
zatrzymywać partnerki, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że tej nie spotka nic
złego.
Nie jestem potworem, pomyślała Alyssa, ale nie była w stanie
wypowiedzieć tych kilku słów na głos, nagle uświadamiając sobie, że to byłoby
wierutnym kłamstwem. Potrafiła krzywdzić i już zdążyła się o tym
przekonać, chociaż na wszystkie możliwe sposoby próbowała wyrzucić to jedno
wspomnienie z pamięci. Z dwojga złego wolała pustkę w głowie od
ponownego przeżywania tego, jak okropnie czuła się przez palenie w gardle,
a także później, kiedy… pewne rzeczy ostatecznie zostały dokonane.
Pamiętała swój krzyk, gdy w końcu dotarło do niej to, co zrobiła,
zauważyła krew na rękach i…
Krew na rękach.
Poruszając się trochę jak w transie, uniosła ramiona w taki
sposób, żeby móc przyjrzeć się swoim dłoniom. Przynajmniej miała w planach
to zrobić, ale powstrzymały ją inne ręce, które nagle zacisnęły się na jej
nadgarstkach. Uścisk Eleonory okazał się zaskakująco silny i stanowczy,
zaś Alyssa zdołała jedynie spojrzeć na nią w oszołomieniu, coraz bardziej
wytrącona z równowagi.
– Cii… – Kobieta obrzuciła ją łagodnym, zatroskanym spojrzeniem. – To
nic, jasne? Nic się nie stało – dodała tonem, którym można by przemawiać do
małego dziecka, które dopiero co obudziło się z koszmaru.
– Ale…
Eleonora uciszyła ją spojrzeniem.
– Za chwilę – obiecała. – Na razie po prostu mi zaufaj. Chodź, pokażę ci
łazienkę – zaoferowała, a jej palce ostatecznie zacisnęły się wokół dłoni
dziewczyny. – Uspokoisz się, doprowadzisz do porządku i dopiero wtedy
porozmawiamy. Znajdziemy ci jakieś ubranie – dodała, a milczący dotychczas
Jason prychnął, wyraźnie nie dowierzając temu, co słyszał.
– Naprawdę uważasz, że to w tym momencie jest priorytetem? –
zapytał, ale nie zabrzmiał na szczególnie zdeterminowanego, najwyraźniej już
pogodzony z tym, że ktoś inny przejął kontrolę nad sytuacją.
– To, żeby zająć się nią po ludzku? – Eleonora rzuciła mu wymowne
spojrzenie. – Tak, jak najbardziej.
Nie dodała niczego więcej, najwyraźniej uznając to za całkowicie zbędne.
Wciąż trzymała Alyssę, ale nie próbowała do czegokolwiek jej zmuszać, w zamian
przypatrując się dziewczynie w znaczący, zachęcający sposób. W tamtej
chwili do Ali dotarło, że wcale nie miałaby nic przeciwko, żeby gdziekolwiek z kobietą
pójść, chociaż zarazem nie chciała oddalać się od Jasona. Mimo wszystko czuła się
przy nim bezpieczna, a to, że nie wyglądał na zachwyconego propozycją
Eleonory, jedynie podsycało wątpliwości.
Zawahała się, niespokojnie spoglądając najpierw na swojego wybawcę, a później
na wciąż przytrzymującą ją kobietę. Jason musiał wyczytać pytanie w jej
oczach, bo z niedowierzaniem potrzasnął głową, ostatecznie cofając się o krok
i wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście.
– Róbcie co chcecie – stwierdził z rezerwą i to najwyraźniej
wystarczyło Eleonorze, bo przesunęła się bliżej.
– Jak masz na imię? – zapytała łagodnie.
W pierwszym odruchu Ali spojrzała na nią w nieco nieprzytomny,
wciąż jeszcze oszołomiony sposób, czując się trochę tak, jakby mówiono do niej w innym
języku. Zwłaszcza w porównaniu z tym, jakie pytania zadawał jej
Jason, to wydawało się zdecydowanie zbyt błahe. W efekcie dopiero po kilku
kolejnych sekundach zdołała wykrztusić z siebie jakiekolwiek słowo,
uświadamiając sobie, że ignorowanie kogoś, kto próbował jej pomóc, zdecydowanie
nie było rozsądne.
– Alyssa… Ali.
Na nic więcej nie było ją stać, ale Eleonora najwyraźniej była na to
przygotowana. Korzystając z tego, że nie doczekała się żadnych oznak
protestu, kobieta bez pośpiechu ruszyła w głąb korytarza. Uścisk palców na
dłoni Alyssy zelżał i dziewczyna zrozumiała, że gdyby tylko zechciała,
mogłaby się wyrwać, ale nie zrobiła tego, w zamian bez chwili wahania
ruszając za swoją tymczasową opiekunką. Czuła, że ktoś ją obserwuje, więc
nerwowo obejrzała się przez ramię, bez trudu orientując się, że zarówno
Michael, jak i Jason właściwie nie odrywają od niej wzroku. Speszyła się,
ale nie skomentowała tego nawet słowem, w zamian przyśpieszając, by
łatwiej dotrzymać kroku Eleonorze.
– Musiała to zrobić, prawda? – mruknął z irytacją Jason; nie
zwracał się do niej, ale Ali i tak spięła się, nagle zaniepokojona.
– Sam przyznaj, że zachowałeś się trochę… zbyt szorstko – padło w odpowiedzi.
Chłopak prychnął, wyraźnie nieusatysfakcjonowany uwagą Michaela. Rzucił w odpowiedzi, ale Alyssa już nie była w stanie skoncentrować się
na poszczególnych słowach, myślami zbyt daleko, by zdołała skoncentrować się na
czymkolwiek. To, jak łatwo można było ją rozproszyć, zaczynało być niepokojące,
nie wspominając o tym, że zdecydowanie nie wydało jej się normalne.
Cóż, w ostatnim czasie nic takie nie było.
Eleonora faktycznie zaprowadziła ją do łazienki, wciąż łagodna i pełna
troski. Alyssa pomyślała, że powinna czuć się z tego powodu zażenowana,
jednak nic podobnego nie miało miejsca. Czuła się zbyt otępiała, żeby myśleć,
dlatego już tylko bezmyślnie obserwowała kobietę, podczas gdy ta próbowała jej
tłumaczyć, że nie ma powodów do obaw. Ostatecznie wyszła, mówiąc coś na temat
tego, że ktoś – Nadia, a przynajmniej
tyle zdołała zapamiętać – powinien mieć ubrania w odpowiednim rozmiarze,
by mogła je ubrać. Coś w tonie Eleonory sprawiło, że Ali z miejsca
zwątpiła w to, czy prawowita właścicielka będzie zadowolona z tego,
że ktokolwiek inny mógłby dotykać należących do niej rzeczy, ale nie próbowała
się kłócić, dochodząc do wniosku, że jest jej wszystko jedno.
Po wyjściu kobiety przez kilka sekund po prostu stała, bezmyślnie rozglądając
się po pomieszczeniu. Łazienka była duża, obszerna i bardzo jasna, co z jakiegoś
powodu przyprawiło Alyssę o zawroty głowy. Coś we wszechogarniającej bieli
sprawiło, że momentalnie zapragnęła się schować, nie po raz pierwszy dochodząc
do wniosku, że zdecydowanie bardziej preferowałaby skryć się w jakimś
ciemnym miejscu – chociażby pokoju, w którym się obudziła. Wtedy mogłaby
skulić się w kącie i już więcej się stamtąd nie ruszać, czekając na… W zasadzie
cokolwiek, jeśli tylko mogłoby przynieść jej chociaż chwilowe ukojenie.
Spojrzała na swoje ręce, po czym skrzywiła się, dostrzegając zaschnięte,
pociemniałe już plamy. To była krew, ale chociaż zdawała sobie z tego
sprawę, mimo wszystko zaczęła przekonywać samą siebie do tego, że się pomyliła.
Drżąc i bezskutecznie próbując zapanować nad własnym ciałem, chwyciła
ręcznik i kosmetyki, które przed wyjściem znalazła dla niej Eleonora i błyskawicznie
dopadła do prysznica. Jeszcze przed ściągnięciem ubrań (albo raczej tego, co
zostało z jej wyjściowej sukienki), odkręciła wodę, by móc wsunąć ramiona
pod gorący strumień. Ciecz natychmiast zabarwiła się na czerwono, mieszając się
ze śladami osoki, spływając po bladej skórze dziewczyny i ostatecznie
lądując w brodziku. Coś w tym widoku skutecznie przyprawiło Alyssę o mdłości,
zwłaszcza kiedy patrzyła, jak zabarwiona woda znika w odpływie.
O mój Boże… O mój…, myślała gorączkowo, marząc o tym,
żeby kąpiel faktycznie mogła zmyć z niej wszystko to, co niewłaściwe.
Wiedziała, że to naiwne, zresztą przekonała się o tym, kiedy w całości
weszła pod prysznic, nastawiając twarz ku gorącemu strumieniowi. Czuła, że strzępki
sukienki kleją się do jej ciała, a włosy do karku i policzków, ale to
działo się jakby poza nią – odległe i pozbawione głębszego znaczenia.
Stała, czekając na coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować, to jednak nie
nachodziło, jej zaś pozostały wyłącznie rozczarowanie, ból i poczucie
narastającej pustki.
Gdyby tylko mogła to z siebie zmyć…
Próbowała, ale chociaż widziała spływające krew i brud, wcale nie
czuła się lepiej. Wciąż je na sobie czuła – nie tyle pokrywające jej skórę, ale
wnikające w nią i dosłownie palące ją od środka. Objęła się ramionami,
przemoczona, niemalże naga i drżąca, próbując pogodzić się z czymś,
czego nawet nie rozumiała. Pamiętała, co takiego wydarzyło się w lesie –
jak przez mgłę, wciąż walcząc z tym, żeby nie dopuścić do siebie tego
jednego, jedynego wspomnienia, ale to zaczynało być coraz trudniejsze. Nie możesz uciekać w nieskończoność,
pomyślała i niewiele brakowało, żeby z krzykiem chwyciła się za
głowę, próbując w ten sposób zmusić samą siebie do tego, żeby jednak
próbować – po prostu uciekać, jakkolwiek tchórzliwe by się to nie wydawało.
Pragnęła odciąć się od wszystkiego, a zwłaszcza wspomnienia, które jawiły jej się jako najbardziej bolesne, nieprzyjemne doświadczenie, jakiego
kiedykolwiek doświadczyła w życiu.
Z jękiem oparła się o ścianę kabiny, by po chwili osunąć się do
pozycji siedzącej. Już prawie nie czuła ciepła spływającej po jej ciele wody,
chociaż ta bez wątpienia wciąż płynęła, przypominając trochę nieustającą, gwałtowną
ulewę. Jeśli to był deszcz, nie przeszkadzał ani trochę, stanowiąc co najwyżej
trochę uciążliwą, aczkolwiek całkowicie akceptowalną okoliczność – coś na co
nie miała wpływu i co dla kogoś takiego jak ona tak czy inaczej nie miało
znaczenia.
W ułamku sekundy wszystko się zmieniło, chociaż w oszołomieniu nie
potrafiła stwierdzić, z czym tak naprawdę miałaby mieć do czynienia. Cokolwiek
się działo… To było niczym sen na jawie – niezrozumiały, ale znajomy, a przynajmniej
tak podpowiadało jej rozochocone ciało. Nie potrafiła tego opisać, ale czuła –
po prostu czuła! – że powinna pamiętać, nawet jeśli umysł podpowiadał jej, że
jest inaczej. Co więcej, tym razem wcale nie chodziło o wspomnienie tego,
co wydarzyło się w lesie, ale coś zupełnie innego – bardziej odległego,
zamazanego i… bardzo intymnego, chociaż w żaden sposób nie potrafiła
określić, skąd to wie.
Łazienka zniknęła, zupełnie jakby nigdy jej nie było. Nagle poczuła się
jak we śnie, po prostu przyjmując kolejne zmiany do wiadomości, bez zadawania
jakichkolwiek zbędnych, prowadzących donikąd pytań. To po prostu się działo,
Alyssa zaś czuła się dziwnie spokojna, pozwalając, żeby wszystko zmieniało się
na jej oczach – ot tak, jakby podobne sceny w jej przypadku miały miejsce
na co dzień. Teraz niemalże widziała siebie, stojącą na skraju pogrążonej w mroku,
okazałej polany i wpatrzoną w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą. Wcześniej
nie zwróciła uwagi na to, że ktokolwiek mógłby jej towarzyszyć, a jednak
wcale nie poczuła się zaskoczona widokiem stojącego zaledwie kilka metrów przed
nią, przypatrującego jej się rozszerzonymi do granic możliwości oczami
mężczyzny. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, skoczyła do przodu, z wprawą
kogoś, kto robił już to nie raz, chwytając nieznajomego za ramiona i szarpnięciem
przyciągając go do siebie. Wyczuła jego strach – dziwny, metaliczny posmak na
języku, który aż nazbyt dobrze znała – ten jednak nie zrobił na niej
najmniejszego nawet wrażenia. Zaraz po tym odrzuciła głowę do tyłu, wysunęła kły
i po prostu zatopiła zęby w karku mężczyzny, obojętna na jęk, który z siebie
wydał. Piła łapczywie, pozwalając, żeby znajome już ciepło rozchodziło się po
całym jej ciele, niosąc ze sobą siłę i czystą euforię.
Posiłek nie trwał długo, ale i to wydało się Alyssy naturalne – w końcu
postępowała w ten sposób nie raz, doskonale wiedząc w jaki sposób powinna
się zachować. Poczuła, że ciało ofiary wiotczeje, bez życia osuwając się w jej
ramionach. Zadowolona z siebie, odrzuciła je od siebie, po czym cofnęła
się o krok, wierzchem dłoni niedbale ocierając usta.
Usłyszała śmiech – melodyjny, bez wątpienia należący do mężczyzny
śmiech. Dochodził jakby z oddali, a ona nade wszystko chciała się go
uczepić i z jego pomocą dotrzeć głębiej, by móc przypomnieć sobie
wszystko. Gdzieś na krawędzi jej świadomości zamajaczyło wspomnienie czyjejś
twarzy, jednak im bardziej próbowała się na niej skoncentrować, tym bardziej ta
wydawała się niewyraźna. Taki stan rzeczy zaczynał być irytujący, ale zmusiła
się do tego, żeby o tym nie myśleć, wciąż walcząc o utrzymanie obrazów,
które tak nagle zrodziły się w jej umyśle. Jedynym, co zapadło jej w pamięć,
była para intensywnie niebieskich, znajomych oczu – tych samych, które
nawiedzały ją każdej nocy, niemal w każdym śnie.
Dotyk dłoni na biodrach…
Przyjemnie ciepło rozeszło się po całym jej ciele – coś więcej, aniżeli
prysznic, Alyssa zaś uświadomiła sobie, że już właściwie nie czuje spływającej
wody. Było wyłącznie wspomnienie miękkich warg, które musnęły jej usta,
zamykając je w długim, namiętnym pocałunku, któremu natychmiast zapragnęła
się poddać. Wciąż miała krew na wargach, co najpewniej spodobało się jej
towarzyszowi, bo przyciągnął ją do siebie mocniej. Zaraz po tym znów rozbrzmiał
ten śmiech – radosny i pełen samozadowolenia – będący pochwałą tego, że
zdołała zrobić to, czego właściciel tych pięknych oczu oczekiwał.
– Bardzo ładnie, Aniele – usłyszała i to wystarczyło, by całkowicie
wytrącić ją z równowagi.
Sama również się uśmiechnęła, nie mogąc się powstrzymać. Czuła się
silna, pewna siebie i zdeterminowana, poza tym bardzo chciała odwrócić się
w stronę kogoś, kto znajdował się za jej plecami, motając w głowie
samym tylko brzmieniem głosu. Pokusa była silna, ale zdołała ją zignorować, raz
po raz powtarzając sobie, że On tylko
tego wyczekiwał, dręcząc nawet teraz, kiedy już należała do niego. Chociaż to
wymagało mnóstwa samozaparcia, zamierzała się podroczyć, nim w końcu
padnie mu w ramiona, wynagradzając konieczność czekania – i to nie
tylko jemu, ale przede wszystkim sobie.
Ach, ale ty nie wiesz… Nadal
nie wiesz, na ile mnie stać,
chciała odpowiedzieć, jednak nie wypowiedziała żadnego z tych słów na
głos.
Więc mi pokaż. Nie dręcz mnie,
Nemezis, tylko mi pokaż…,
rozległo się w jej głowie i to wystarczyło, żeby ostatecznie podjęła decyzję.
W tamtym momencie nabrała pewności, że Jego słowa odnoszą się do czegoś więcej
niż tylko jej zdolności.
Ktokolwiek to był, tęsknił za nią.
Ktokolwiek to był, wyzwalał tęsknotę również w niej…
Wzniosła twarz ku górze, pozwalając, by ciepły wiatr bawił się jej
ciemnymi włosami, które… Och, nie ciemnymi. To było wyłącznie wrażenie, czy włosy
naprawdę były jaśniejsze? Złote loki, miękkie i długie, spływały na
ramiona i plecy, muskając policzki i osłaniając kark. Wpatrywała się
przed siebie, w oddali widząc zarys gór i miasta, podświadomie jednak
wiedziała, że miejsce to nie przypomina żadnego, jakie spotkała w ostatnim
czasie. To nie było Seattle, a tym bardziej nie Home; była tego pewna i to
nie tylko dlatego, że wyczuwalne w powietrzu ciepły klimat w niczym
nie przypominał wiecznie deszczowej aury stanu Waszyngton.
Zacisnęła dłonie w pięści, dopiero w tamtej chwili pojmując,
że ściska coś w prawej ręce. Instynktownie chciała spojrzeć w tamtą
stronę, ale ciało jej nie słuchało, jakby nie należało do niej. Jasnowłosa
piękność, która jednocześnie była i nie była Alyssą, roześmiała się
melodyjnie, niewinnie niczym dziecko, którym od dawna nie była. Zaraz po tym
obróciła się na pięcie, rzucając przed siebie i instynktownie wiedząc, że
już czekają na nią znajome ramiona, które owiną się wokół niej, kiedy tylko
znajdzie się wystarczająco blisko. Ramiona, które ją złapią; które łapały ją
zawsze, kiedy tego potrzebowała – znajome, stworzone dla niej, bliskie…
Alyssa zamarła, widząc parę wpatrzonych w nią, cudownie niebieskich
oczu. To była zaledwie chwila – zaledwie sekunda – bo wszystko działo się tak
szybko i chaotycznie, że czuła się tak, jakby trwała we śnie. Niczym w transie
wpadła w silne, znajome ramiona, układając policzek na torsie kogoś, kogo
powinna znać. Nie potrafiła tego opisać, ale w jednej chwili poczuła się
tak, jakby trafiła do domu – odnalazła swoje miejsce, poczucie bezpieczeństwa i wszystko
to, czego tak bardzo potrzebowała.
Niebieskie oczy – te same, które dręczyły ją od miesięcy, które
nawiedzały ją w snach…
Zadarła głowę, chcąc zobaczyć je raz jeszcze, w nadziei, że może w końcu
uda jej się dostrzec Jego twarz.
Gdyby to było możliwe, w tamtym momencie serce wyskoczyłoby jej z piersi,
tak bardzo rozemocjonowana była. Gdyby jeszcze zdołała mu się przyjrzeć…
Ale nie zobaczyła niczego ponad te oczy. Błękit tych tęczówek ją pochłonął,
przysłaniając wszystko inne i sprawiając, że wizja w jednej chwili
się rozwiała. W jednej chwili stała w tamtym dziwnym miejscu, trwając
w silnych objęciach kogoś, kogo twarzy nawet nie potrafiła sobie
przypomnieć, a już w następnej znalazła się w pustce –
absolutnie sama, pomijając lśniące, wyróżniające się we wszechogarniającej
czerni tęczówki w tym niezwykłym kolorze. Piękne oczy, które tyle dla niej
znaczyły i których wspomnienie pielęgnowała w sobie, nie będąc w stanie
o nich zapomnieć nawet wtedy, kiedy się budziła i wracała do
rzeczywistości. Ktoś powiedziałby, że żyła iluzją, ale to przecież nie było
tak... Nawet jeśli sama nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie o to,
jak w takim razie wygląda prawda.
A potem wszystko inne przestało istnieć, a ona już tylko spadała,
spadała i spadała w pustkę…
No cóż… Pozwolę sobie pozostawać tę część bez komentarza, tym bardziej, że gdybym czytała to opowiadanie, nie mając pojęcia o tym, co wydarzy się wkrótce, moją jedyną reakcją byłoby: „Co, do cholery?!”. Zdaję sobie sprawę z tego, że końcówka może wydawać się bardzo chaotyczna, ale… Hej, to po prostu ja!Pomijając zawiłość, wszystko wyszło tak, jak od samego początku chciałam. Jestem z tego rozdziału bardzo zadowolona i aż nie mogę doczekać się, żeby móc zabrać się za następny, ale na to będzie trzeba trochę poczekać. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu właśnie rozpoczął się rok szkolny, przez co z czasem i chęciami bywa różnie. Sama jeszcze tego nie doświadczam, ale i tak życzę Wam powodzenia.Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem, bo to przede wszystkim one motywują mnie do tego, żeby pisać dalej. Przy okazję witam nowych czytelników; mam wielką nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej.Hm… Na tę chwilę to wszystko. Do napisania!

Jeeest<3 I ten gif na górze:D
OdpowiedzUsuńZaklepuję, wpadam na dniach! :D
Gabi.
Dzień dobry :3
UsuńSzczerze mówiąc nie wiem jak kona nie lubić Eleonory. Ona jest naprawdę wspaniała kobieta, a to widać po tym rozdziale. Jest taka opiekuńcza, czuła i dobra. Jako jedyna zauważyła, że trzeba się zająć dziewczyna. Z całą pewnością Ali będzie się lepiej rozmawiać, kiedy będzie czysta i w świeżych ubraniach. To w końcu już różnica, niż mając na sobie zlepek ubrań i być całą we krwi. Panowie w tym domu jeszcze trzymają ja na dystans, ale nawet to mnie nie dziwi. Pojawia się obca wampirzyca, której nikt nie zna i jedynie domyślają się, że to wina Carlosa. A może raczej już wiedzą, że to on. Skoro tak zareagowała wcześniej na jego imię.
Teraz po przeczytaniu nawet nie wiem w jaki sposób mam skomentować końcówkę rozdziału. Mam naprawdę jedno wielkie wtf w głowie. :D Ja podobnie jak Natalia nie miałabym nic przeciwko, aby Pan z tymi oczami również i mi się czasami śnił. Serio, dzień od razu byłby o wiele lepszy, gdybym się budziła zaraz po śnie z nim. ^0^
Rozdział był naprawdę świetny i już teraz czekam z utęsknieniem na kolejny. ;)
Pozdrawiam,
Gabi.
Hej!
OdpowiedzUsuńPowoli sobie czytam i czytam. Idzie lekko i przyjemnie, choć co jakiś czas jestem wołana i muszę przestać na jakąś chwilę. Jednak i tak mogę stwierdzić, że rozdział mi się podoba, a do tego jestem zadowolona, że pojawił się nowy.
Już lubię Eleonore ^^ Mimo iż jest wampirem jest ciepła i życzliwa. Dobrze, że wzięła Ali pod swoją opiekę by ta mogła trochę ochłonąć. Gdyby została z Jasonem, ten zacząłby pewnie zadawać pytania i dziewczyna poczułaby się bardziej zagubiona, choć przy tym wampirze czuje się bezpiecznie. A przynajmniej takie moje wrażenie, lecz co ja mogę wiedzieć? :D
Podobała mi się koncówka ^^ choć faktycznie wydawała się być chaotyczna, ale gdy wie się nieco więcej to jest do zrozumienia. I zrobiłaś to naprawdę w świetny sposób ^^ Zrozumiałam też co miało oznaczać "Rozdział w stylu WTF?!" No i trochę mi się w tej mojej łepetynie rozjaśniło w związku z Panem CudowneBłękitneOczy, który nawiedza(ł) naszą Ali w snach. Ech... mnie też by mógł. Nie pogniewałabym się ^^
Zazdroszczę Ci umiejętności opisywania wszystkiego w... taki sposób. Ja zawsze próbuje i nigdy mi nie wychodzi x.x Ale dzięki temu, że potrafisz rozdziały lepiej i chętniej się czyta!
Ściskam mocno i już czekam na kolejny rozdział!
Mrs.Cross!
Hej :)
OdpowiedzUsuńPolubiłam Eleonorę, bo jak na razie jako jedyna porządnie zajęła się naszą Ali. W ogóle nie sądziłam, że ona w dalszym ciągu jest brudna z tej krwi! To zdecydowanie nie byłby dobry moment na jakąś poważniejszą rozmowę.
Końcówka rozdziału... Rzeczywiście trochę WTF więc pozwolę sobie na gdybanie xD Wydaje mi się, że to jest w jakiś sposób związane z tym, jak instynktownie Ali wiedziała, że Home "to jest to". Może to jakieś wspomnienia z przeszłości, ale wręcz przeciwnie - z przyszłości, jakieś takie wizje czy cóś. Koniec gdybania. Tak czy siak, miło się czytało ;)
Do następnego!