Alyssa
Zatrzymała się wpół kroku,
sztywniejąc niczym porażona prądem. W jednej chwili już nie była w stanie
się ruszyć, sparaliżowana narastającym z każdą kolejną sekundą lękiem.
Wiedziała, że to tylko wrażenie i szok, którego doznała po raz kolejny w ostatnim
czasie, ale doświadczenie samo w sobie okazało się co najmniej frustrujące.
W pewnym stopniu zdawała sobie również sprawę z tego, że Carlos igrał
z jej uczuciami, próbując uderzyć tam, gdzie zaboli najmocniej, ale
chociaż usiłowała przekonać samą siebie, że to po prostu pozbawiony większego
znaczenia blef, okazało się to o wiele trudniejsze, niż mogła
przypuszczać.
W zasadzie z równym
powodzeniem mógłby ją spoliczkować – nie poczułaby różnicy, a ostateczny
efekt i tak byłby taki sam. Jego słowa podziałały na nią niczym kubeł
lodowatej wody, w jednej chwili sprowadzając na ziemię i w skuteczny
sposób zmuszając do tego, żeby obejrzała się przez ramię. Jakimś cudem odważyła się na niego spojrzeć, choć jeszcze ułamek sekundy wcześniej była skoncentrowana
wyłącznie na myśli o tym, jak bardzo chciała uciec i się od tego
odciąć. Miała dość Carlosa, jego bezczelnych uwag i tego przenikliwego
spojrzenia, tak jak i nie była już w stanie dłużej znosić milczenia
ze strony pozostałych osób. To donikąd nie prowadziło, zaś każda kolejna
sekunda wydawała się przybliżać roztrzęsioną dziewczynę do tego, co nieuniknione
– szaleństwa, które już od dłuższego czasu wydawało się nad nią wisieć.
Wystarczyło
tak niewiele, żeby to wszystko zniszczyć, a jej dotychczasowe
plany trafił szlag…
– Co ty
powiedziałeś? – zapytała drżącym głosem. Chciało jej się wyć z frustracji
albo – co skutecznie wytrąciło Alyssę z równowagi – rzucić się na niego z pięściami.
Miała ochotę roznieść go na kawałeczki, rozjuszona bardziej niż kiedykolwiek
wcześniej, choć nigdy nie spodziewałaby się po sobie podobnej reakcji. Poniekąd
to właśnie szok sprawił, że nawet nie drgnęła, zdolna co najwyżej bezmyślnie
się w jego wpatrywać. Mierzyli się wzrokiem, każde z nich w równym
stopniu uparte i nieustępliwe, nie zamierzające zrobić nic, żeby sprawić
przyjemność drugiemu. – Ty… Ona nie ma z tym nic wspólnego – wyszeptała
przez zaciśnięte zęby. Mocniej zacisnęła dłonie w pięści, obojętna na ból,
który poczuła, kiedy paznokcie nieprzyjemnie wbiły się w skórę.
– Nie ma. I twoja
głowa w tym, żeby tak pozostało – odparł z porażającym wręcz spokojem
Carlos. Mówił cichym, opanowanym głosem, zupełnie jakby prowadzili uprzejmą
pogawędkę na tematy tak neutralne, jak chociażby pogoda, a ona wcale nie
musiała walczyć z pokusą zrobienia czegoś naprawdę głupiego. – Zbyt wiele
poświęciłem, żeby zapewnić tobie i nam wszystkim bezpieczeństwo, Alysso,
byś teraz tak po prostu to zaprzepaściła. Zastanów się nad tym dobrze.
– Mary nie
ma z tym nic wspólnego! – powtórzyła gniewnie, w jednej chwili tracąc
nad sobą panowanie. – Przestań pieprzyć o bezpieczeństwie, bo to nie ma
sensu! Jak możesz nazywać grożenie mi moją najlepszą przyjaciółką, żebym tylko…
Do diabła, czego ty właściwie chcesz?
Jego oczy
pociemniały w odpowiedzi na jej słowa, jakby wychwycił w nich coś, co
wyjątkowo nie przypadło mu do gustu. Wciąż obserwując ją niczym drapieżnik
swoją ofiarę, z wolna zrobił krok do przodu, ale nie miał okazji podejść
zbyt blisko, ponieważ drogę w ostatniej chwili zastąpił mu stojący
najbliżej Michael.
– Carlos… –
rzucił ostrzegawczym tonem, jednak mężczyzna nawet na niego nie spojrzał, całą
uwagę wciąż koncentrując na Alyssy.
– Nie
wzywaj diabła, bo może ci odpowiedzieć – doradził jej cicho.
Zaśmiała
się odrobinę histerycznie, nie mogąc się powstrzymać.
–
Powiedział wampir-morderca i to na chwilę po tym, jak próbował mi grozić –
zadrwiła, dopiero po dłuższej chwili uprzytomniając sobie, że po raz pierwszy
użyła tego słowa. Wampir… Dlaczego przyszło jej to aż do
tego stopnia naturalnie? Sama siebie nie poznawała, ogarnięta palącym gniewem i podatna
na myśli, które nigdy wcześniej nie przyszłyby jej do głowy. Wiedziała, że Carlos
powinien wzbudzać w niej lęk, a jednak czuła przede wszystkim
rozdrażnienie i chęć natychmiastowego starcia mu tego cynicznego uśmieszku
z twarzy… I to najlepiej pięścią, chociaż podejrzewała, że gdyby
spróbowała, efekt okazałby się co najmniej marny. – Mam uwierzyć, że jesteś aż
do tego stopnia bogobojny?
– Sądzę, że
mógłbym cię pod tym względem zaskoczyć – stwierdził z dzikim błyskiem w oczach
mężczyzna. – Gdybyś żyła przynajmniej kilka dekad dłużej i doświadczyła
tyle co ja, nie zachowywałabyś się w aż tak niedojrzały sposób.
Niedojrzały?
On śmiał mówić jej o dojrzałości, podczas gdy sam zachowywał się w sposób,
który przekraczał zdolności pojmowania? Kto „dojrzały” z premedytacją
posuwał się do tego, żeby zamienić czyjeś życie w piekło, nie zważając na
konsekwencje? Kto pojawiał się i znikał według własnego uznania, unikając
sensownej rozmowy i przez cały czas udzielając lakonicznych, pozbawionych
jakiegokolwiek sensu wskazówek? Kto zostawił ją z tym wszystkim samą, wysyłając
do obcego miejsca ze słowami, że powinna wiedzieć, dokąd ma się udać? Miała
wrażenie, że trwała w piekle, a każda kolejna sekunda ciągnęła się w nieskończoność,
stopniowo popychając ją ku czemuś, czego nie rozumiała, ale…
Zniszczył
wszystko. Po tym wszystkim naprawdę chciał wymagać od niej dojrzałości i chociaż
odrobiny zdrowego rozsądku?
– Czego
chcesz? – zapytała gniewnie, starając się zrobić wszystko, byleby nie pozwolić
się sprowokować i wciągnąć w te jego bezsensowne gierki. – Tylko
szczerze. Zaatakowałeś mnie. Uczyniłeś… potworem,
bo inaczej nie mogę tego nazwać. – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową,
wciąż nie będąc w stanie zaakceptować tego, co właśnie jej oznajmił. Wampiry… Jak mogłabym być…? – Jesteś mi
coś winien, skoro już rozmawiamy o dojrzałości i… Och, nie ukrywajmy!
Jesteś za mnie odpowiedzialny, Carlos!
Zauważyła,
że nieznacznie drgnął, kiedy wypowiedziała jego imię. Prawie natychmiast wziął
się w garść, przez co można by uznać, że przyjął jej słowa spokojnie,
przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mogła tylko zgadywać, co takiego działo się w jego
głowie, tuż pod maską obojętności i cynizmu, za którą z takim uporem
usiłował się kryć.
– Moja
obecność sprowadza na ciebie niebezpieczeństwo. Wydaje mi się, że to dość
oczywiste – stwierdził, spoglądając na nią w niemal pobłażliwy sposób. –
Zabiłem członka jednego z najbardziej nieprzewidywalnych klanów, jakie
znam i który od dawna ma z nami na pieńku. Co więcej, udało mi się
uciec żywym, a to wszystko komplikuje, bo chyba oczywistym jest, że teraz
tym bardziej znajduję się na ich czarnej liście. – Przez jego twarz przemknął
prawie niezauważalny cień – tak szybko, że równie dobrze mogło być wyłącznie
wrażeniem. – Być może powinienem trzymać się na dystans, ale sama zauważyłaś,
że jestem ci coś winien. Zostawienie cię samej, choćby tutaj, mogłoby wiele
kosztować każdego z nas, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, kim jesteś.
– A kim
jestem? – zapytała, ale Carlos puścił jej pytanie mimo uszu.
– Jeśli
odejdziesz, wtedy wszystko to, co się wydarzyło – moje próby ochronienia cię –
dodał, dosłownie taksując ją wzrokiem – stracą jakikolwiek sens. Naprawdę tego
chcesz?
Nie
odpowiedziała, w pierwszej kolejności spoglądając mu w oczy. Coś w jego
spojrzeniu sprawiło, że ostatecznie odwróciła wzrok, nie będąc w stanie
dłużej mierzyć się z mocą tych lśniących, wręcz hipnotyzujących tęczówek.
– Chcę
prawdy – powiedziała cicho; jej głos zabrzmiał słabo i niemal żałośnie. –
Chcę tylko…
– I dostaniesz
ją, prędzej czy później – odparł z przekonaniem. Nie chciała i nie
potrafiła mu uwierzyć, zwłaszcza po tym wszystkim, co jej zaserwował. Carlos był
mordercą i kłamcą, czego pozostawała w coraz większym stopniu
świadoma. – Myślisz, że dlaczego tutaj jestem? Sprawy się skomplikowały,
Alysso, na dodatek z twojej winy. Po prostu przestań zachowywać się jak
obrażona księżniczka, a wtedy wszyscy na tym skorzystamy…
Nie miała
pojęcia jak to robił, ale ledwo tylko zaczynała myśleć o tym, że może
jednak mogłaby na spokojnie go wysłuchać, zawsze mówił coś, co w skuteczny
sposób wyprowadzało ją z równowagi. Coraz bardziej rozeźlona, otworzyła
usta, gotowa zaprotestować albo – co bardziej prawdopodobne – zaskoczyć samą
siebie i wszystkich wokół, zaczynając wyzywać na czym świat stoi. Mary
zawsze twierdziła, że Alyssa jest zdecydowanie zbyt łagodna, ale tym razem
wcale nie czuła się spokojna i opanowana. Trudno było zachować spokój,
skoro jej dotychczasowe życie uległo zmianie, nie wspominając o tym, że Carlos
miał w sobie coś, co pobudzało w niej jakieś mroczne instynkty albo
coś… Och, coś, co w niej było, a czego nie potrafiła opisać słowami.
Coraz
bardziej zaczynała bać się tego, co się z nią działo.
– Zastanów
się nad tym dobrze, Alysso – podjął spokojnie Carlos, nie widząc albo nie chcąc
widzieć tego, jak rozeźlona się czuła. – Pomogłem ci. Poświęciłem wiele, żeby
cię odnaleźć i tutaj sprowadzić. Dałem ci trochę czasu, żebyś oswoiła się z sytuacją
i…
– Oswoiła?
– powtórzyła z niedowierzaniem. – Uważasz, że doba… Słodki Jezu, o czym
ty do mnie mówisz?!
Jedynie
wzruszył ramionami.
– Robię, co
mogę. Jakbym mógł, poczekałbym jeszcze trochę, ale – jak już wspomniałem –
sprawy się skomplikowały… Możesz odejść, ale wtedy skażesz na śmierć nie tylko
mnie, ale nas wszystkich. – Carlos urwał i przez kilka następnych sekund
lustrował wzrokiem jej twarz. – Nie chcesz tego, prawda? – Lekko uniósł brwi ku
górze. Na jego ustach z wolna pojawił się ujmujący, pełen samozadowolenia
uśmiech. – Ach, tak właśnie myślałem…
Słuchała
jego słów, ale te dochodziły do niej jakby z oddali. Wiedziała, że robił
to specjalnie, próbując igrać na jej uczuciach, ale nic nie mogła poradzić na
to, że świadomie bądź nie trafił w jej najsłabszy punkt – w jedyną
osobę, która była dla niej jak siostra i dla której bez chwili wahania
zrobiłaby dosłownie wszystko.
W tamtej
chwili naprawdę zaczęła go nienawidzić.
Nigdy nawet
nie przypuszczała, że znajdzie się w podobnej sytuacji. Nie chodziło nawet
o coś tak abstrakcyjnego, jak wampiryzm i sposób w jaki została
wyrwana ze swojego dawnego życia. Od dziecka czuła się niczym intruz,
wielokrotnie przerzucana pomiędzy ośrodkiem opiekuńczym, a najróżniejszymi
rodzinami zastępczymi, w żadnej nie będąc w stanie zagrzać sobie
miejsca na dłużej. Wyłącznie ostatni raz – jej oschła, przybrana matka i Jimie,
który pokochał ją w tak szczery sposób, jakby faktycznie była jego rodzoną
siostrą – oficjalnie stanowili jej rodzinę, ale to w gruncie rzeczy nie
znaczyło niczego. Nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać.
Diana – jej
matka – nigdy nie traktowała Alyssy
jak kogoś, kim warto się przejmować. Wręcz poczuła ulgę, kiedy dziewczyna przy
pierwszej okazji zadecydowała się zamieszkać w akademiku, by móc studiować
dziennikarstwo z daleka od hałaśliwego Nowego Jorku. Były na siebie
skazane od chwili, kiedy Ali jako piętnastolatka przekroczyła próg domu
Wilde’ów, jednak całych pięć lat znajomości nie wystarczyło, żeby pomiędzy nimi
nawiązało się coś ponad poprawne, oparte na przymusowej uprzejmości relacje.
Jeśli miała
być ze sobą szczera, była skłonna stwierdzić, że Eleonora w ciągu tych
kilku godzin przerażenia i paniki dała jej więcej ciepła, aniżeli Diana
przez całych pięć lat.
– Nie
odejdę – powiedziała cicho. Zaskoczyła samą siebie ulgą, którą poczuła, ledwo
wyrzuciła z siebie tych kilka słów. – To właśnie chciałeś usłyszeć? Że nie
odejdę? W takim razie zostaję, ale – na litość Boską! – zostaw Mary w spokoju!
– warknęła. Nienawidziła siebie za to, że w jakimkolwiek stopniu szła mu
na rękę.
–
Znakomicie. – Carlos uśmiechnął się w nieco chłodny sposób. – Pomyśl o przyjaciółce
za każdym razem, kiedy coś głupiego przyjdzie ci do głowy, a wtedy
naprawdę wszystko będzie dobrze.
Gwałtownie
zaczerpnęła powietrza do płuc, coraz bardziej rozeźlona. Miała wrażenie, że
mężczyzna pogrywa sobie z nią w jakiś okrutny sposób, czerpiąc
przyjemność z tego, że może ją dręczyć i w tak prosty sposób
doprowadzić do szaleństwa. Nie rozumiała już niczego, może pomijając to, że jej
uczucia do Carlosa były coraz trudniejsze do okiełznania…
Och, chyba
naprawdę był na dobrej drodze do tego, żeby zaczęła go nienawidzić.
– Carlos,
do cholery! – wycedził przez zaciśnięte zęby Jason, przybierając taką pozycję,
jakby niewiele brakowało, by spróbował rzucić się bratu do gardła. Poczuła, że
robi jej się słabo, kiedy uprzytomniła sobie, że mężczyzna wysunął kły – ostre i bez
wątpienia niebezpieczne, jeśli zrobić z nich należyty użytek. – Przestań
ją straszyć! Masz, czego chciałeś – wciąż jest tutaj, na dodatek przerażona. Do
cholery, nie bądź większym dupkiem niż musisz być – warknął, ale na samym
zainteresowanym nie zrobiło to najmniejszego nawet wrażenia.
W
oszołomieniu spojrzała na mężczyznę, który okazał jej choć odrobinę ciepła i przy
której mimo wszystko czuła się bezpieczna. Poczuła nieopisaną wręcz
wdzięczność, słysząc jak Jason ją broni – tak po prostu, jakby mu zależało,
chociaż podejrzewała, że z perspektywy postronnego obserwatora musiała
zachowywać się jak wariatka. Bezwiednie podeszła bliżej, instynktownie
przesuwając się ku wciąż stojącej u jej boku Eleonory. Nawet nie drgnęła,
kiedy kobieta ujęła ją za rękę, niemalże opiekuńczym gestem przygarniając do
siebie.
– Jason ma
rację – powiedziała cicho. Chociaż jej głos zabrzmiał łagodnie, Alyssa
doszukała się czegoś co najmniej niepokojącego w sposobie, w jaki
zdecydowała się spojrzeć na mężczyznę. – Daj spokój, przynajmniej na razie. Ja…
Pozwól mi ją teraz ze sobą zabrać – poprosiła, a Ali drgnęła, zaskoczona tymi słowami. – Wytłumaczę jej wszystko i uspokoję… A przynajmniej
się postaram. Rozmowa w tym tonie prowadzi donikąd – stwierdziła, nie
odrywając wzroku od – jak uświadomiła sobie dziewczyna – najpewniej swojego
szwagra.
Sądziła, że
Carlos ją wyśmieje albo zaprotestuje, ale nic podobnego nie miało miejsca.
– Skoro tak
uważasz… – Lekko przekrzywił głowę, wciąż nie odrywając wzroku od Eleonory.
Zaraz po tym przeniósł wzrok na Michaela i uśmiechnął się nieco cierpko. –
Urocze stworzenie sobie wybrałeś, wiesz? Słodka, ale zadziorna.
–
Wiedziałbyś o tym od dawna, gdybyś chociaż trochę przejmował się własną
rodziną – stwierdził z powątpiewaniem Michael.
Carlos
jedynie wywrócił oczami.
– Obawiam
się, że moja rodzina umarła już dawno
temu – powiedział cicho, nawet nie zastanawiając się nad doborem słów.
– Może po
prostu sobie na nią nie zasłużyłeś – wyszeptała pod wpływem impulsu.
Mężczyzna
drgnął, reagując co najmniej tak, jakby spróbowała go uderzyć. Nie sądziła, że
istnieje sposób na to, by wzbudzić w nim jakiekolwiek emocje; co więcej,
poczuła swego rodzaju przyjemność na myśl o tym, że nie tylko on był
zdolny do tego, żeby ranić wszystkich wokół.
– Naprawdę
tak uważasz, Alysso?
Coś w sposobie,
w jaki wypowiadał jej imię, skutecznie przyprawiło dziewczynę o dreszcze.
Nie
odpowiedziała, nie chcąc po raz kolejny wdawać się z nim w dyskusję.
Machinalnie uścisnęła przyjemnie chłodną dłoń trzymającej ją Eleonory, próbując
odnaleźć w bliskości utraconą równowagę. Kobieta odwzajemniła
uścisk, a po chwili bez słowa i w najzupełniej naturalny sposób
otoczyła Alyssę ramieniem, żeby móc ją uściskać. Dopiero w tamtej chwili
do Alyssy dotarło to, jak bardzo roztrzęsiona była, ale zmusiła się do tego,
żeby zachować spokój. Jeszcze tylko trochę – do czasu, aż wraz ze swoją
opiekunką miała znaleźć się wystarczająco daleko, żeby Carlos nie mógł okazać
się świadkiem jej słabości. Tylko tego sobie życzyła, gotowa nawet mierzyć się z prawdą
i tym, co miała jej do powiedzenia Eleonora, byleby dłużej nie musieć
rozmawiać ze… swoim stwórcą,
jakkolwiek niedorzecznie by to nie brzmiało.
Przez kilka
sekund panowała cisza, którą ostatecznie zdecydowała się przerwać blada jak
papier, niespokojna Nadia:
– A co
ze mną? – zapytała cicho. – Żadne z was mi nie powie o co chodzi,
tak? Ona tutaj zostaje, chociaż wciąż nie powiedziałeś, dlaczego… – zaczęła,
ale nie było jej dane dokończyć.
Carlos
westchnął, wyraźnie rozdrażniony. Wyglądał na coraz bardziej niespokojnego i skrępowanego
tym, że coraz więcej osób próbowało mu się sprzeciwiać. Gdyby nie był takim
cholernym dupkiem, Alyssa pomyślałaby, że sam ma do siebie pretensje o to,
że postawił ją w aż tak niezręcznej sytuacji – a może nawet żałował
tego, że zafundował jej aż tak wielki przewrót w życiu, odbierając wszystko
to, co miała do tej pory. Co prawda prawie natychmiast doszła do wniosku, że to
niedorzeczne i że ktoś taki nie był zdolny do tego, by czuć cokolwiek,
ale…
– Nie mnie
jest wnikać w to, ile masz w tym domu do powiedzenia. W zasadzie jest
mi wszystko jedno – oznajmił, rzucając Nadii wymowne spojrzenie. Kobieta
drgnęła, krzywiąc się i wyglądając tak, jakby ktoś właśnie ją uderzył. –
Ale mogę dać ci przyjacielską radę: czasami niewiedza jest najlepszym, czego
można doświadczyć.
Wszyscy
spojrzeli na niego w oszołomieniu, również Alyssa, ale nawet nie zwrócił
na to uwagi. Oddech Nadii przyśpieszył, zaś ona sama – o dziwo – zdecydowała
się nie komentować słów mężczyzny. Po prostu stała, błędnym wzrokiem
przypatrując się Carlosowi z taką niechęcią, że każda inna osoba na jego
miejscu już dawno poczułaby się z tego powodu w co najmniej
niezręczny sposób.
Wampir
zignorował jej zachowanie, w zamian na powrót przenosząc wzrok na skuloną w objęciach
swojej tymczasowej opiekunki Alyssy. Kiedy się odezwał – zaskakująco łagodnym
tonem, co również wytrąciło dziewczynę z równowagi – zwracał się
bezpośrednio do Eleonory:
– Zajmij
się nią lepiej niż ja bym mógł, co? – rzucił jakby od niechcenia. Przez moment miała
ochotę prychnąć, bo chyba każdy odnalazłby się w roli potencjalnego stwórcy
lepiej od niego. – Nigdy nie byłem cierpliwy… A teraz dzieje się zbyt
dużo, bym miał czas, żeby siedzieć i tłumaczyć małolacie, dlaczego powinna
mnie słuchać. Nie zamierzam też latać za nią, jeśli zacznie panikować, więc…
– Jeśli
dziwi cię to, że masz przed sobą przerażoną sytuacją dziewczynę, jesteś nie
tylko bezduszny, ale również wybitnie głupi – oznajmiła z powagą Eleonora.
Kąciki ust Carlosa drgnęły, zresztą tak jak i Michael, który przez moment
wyglądał na chętnego dla pewności osłonić partnerkę, jakby z obawy przed
tym, jak mógł zareagować jego brat. – Zajmę się nią, ale nie przez wzgląd na
ciebie… Jednak nie oczekuj ode mnie tego, że zdejmę z ciebie
odpowiedzialność, bo to tak nie działa. Wiedziałeś w co się pakujesz i to
już wtedy, kiedy byłeś w naszym domu po raz pierwszy. Nie zadawałam pytań
wtedy i nie zamierzam robić tego teraz – dodała z powagą. – Postaram
się dla tej dziewczyny, bo nie miałeś prawa jej tego zrobić.
Carlos
nieznacznie potrząsnął głową, wyraźnie zaskoczony tym, że ktokolwiek, a już
zwłaszcza drobniutka Eleonora, mógłby zwracać się do niego w taki sposób.
Alyssa mimowolnie pomyślała o tym, że zaistniała sytuacja na swój sposób
go bawiła, jakby wciąż nie docierała do niego pełnia zawartych w słowach
kobiety oskarżeń.
– Masz ode
mnie zielone światło, tak długo, jak nad wszystkim panujesz – odparł spokojnie,
uśmiechając się blado. – A wydawałaś się taka niegroźna… No cóż, ale w porządku.
Mimo wszystko jestem cierpliwy, nawet bardzo, ale tylko do czasu. – Urwał, po czym
zmierzył kobietę wzrokiem. – Po prostu zrób to tak, żeby żadne z nas niczego
nie żałowało – dodał niemal łagodnym tonem.
A potem –
jak gdyby nigdy nic – odwrócił się i bez słowa rzucił do biegu, już w następnej
sekundzie rozpływając się w ciemnościach. Zniknął równie nagle, co się
pojawił, zostawiając Alyssę z jeszcze większą ilością pytań i wątpliwości.
Wciąż
oszołomiona, mocniej przywarła do Eleonory, mając wrażenie, że jest coraz
bliższa tego, by ostatecznie stracić nad sobą panowanie. Twarz kobiety nie
wyrażała żadnych emocji, kiedy lekko odsunęła od siebie dziewczynę, żeby
łatwiej móc spojrzeć jej w oczy.
– Chodź –
powiedziała cicho, a przy tym wystarczająco kojąco, by Ali poczuła się
bezpieczniej. – Wszystko ci pokażę – dodała, bardziej stanowczo ściskając swoją
podopieczną za rękę.
Chociaż
wciąż przerażona, nawet nie zaprotestowała, kiedy Eleonora pociągnęła ją w stronę
domu. Pomimo obaw, ruszyła za wampirzycą bez chociażby cienia
wątpliwości.
Nowy rozdział, dość udany moim zdaniem, chociaż to nie mnie oceniać ostateczny efekt. Mogę już w tym miejscu obiecać, że następna perspektywa należeć będzie do kogoś innego i… Hm, że jest dość ciekawa, bo najbliżej dwa rozdziały mam gotowe od dawna. Trochę namieszam, a przynajmniej mam nadzieję, że uda mi się to zrobić tak, jakbym chciała.Dziękuję pięknie za komentarze. Rozdział z dedykacją dla Sparks Fly, której bardzo dziękuję za obecność – cieszę się, że wciągnęłaś się w tę historię. No i nie przeczę, że przyjemnie czyta się spekulacje osoby, która do tej pory nie miała styczności z moim stylem pisania i pomysłami w pierwotnej wersji ;) Dziękuję Ci za to i dodam, że od dłuższego czasu przymierzam się do czytania Twojej historii, bo już po prologu mnie masz.Na koniec dodam, że po tych kilku miesiącach pojawił się zwiastun tego opowiadania – zapraszam [TUTAJ]. Zakochałam się w piosence i teledysku, a potem już samo poszło, bo dokładnie czegoś takiego mi brakowało. Lojalnie ostrzegam, że zwiastun może rzucić trochę światła na tę historię, więc uwaga na spojlery.Do następnego!

Jestem i tu!
OdpowiedzUsuńCzłowiek tak już działa. Oczywiście nie każdy, ale większość. Gdy nam na kimś zależy i ktoś im grozi, zaczynamy się bać. Nawet jeśli myślimy, że to blef, wahamy się i czujemy strach, tak jak jest w przypadku Alyssy. Carlos zagroził jej przyjaciółce. Najbliższej osobie jaką miała.
Chociaż rozumiem wampira, to jednak nie popieram tego co zrobił. Zagroził jej, bo chciał ją zatrzymać. Sam powiedział, że poświęcił wiele. Jednak wydaje mi się, że mógłby znaleźć jakieś inne sposoby by osiągnąć co chciał. Ale chyba Carlos nie baczył na to by być grzecznym. Bo to w końcu Carlos, nie?
"Nie wzywaj diabła, bo może ci odpowiedzieć." Jedyne co mi się nasuwa by skomentować to zdanie to bardzo, że tak powiem, kreatywne (nie)słowo heh. Ja i te moje bogate słownictwo, co nie? :D
W pięknej historii po słowach Ali "Chcę prawdy", Carlos zaprosiłby ją do domu, bo nie wypada rozmawiać na zewnątrz. Eleonora zrobiłaby jej herbatkę i bam! Słowa płynęły by jak woda, a Carlos wszystko ładnie by wyśpiewał, w następnym pewnie byłoby rozwiązanie problemów a jeszcze kilka następnych byłby ślub <- Pamiętaj, że tu jeszcze możesz wszystko naprawić! A tak już poważnie, wszystko ma swoje naturalne tempo. Nie ma żadnego przyśpieszenia, by jak najszybciej wszystko wyszło na jaw. Wszystko dzieje się w odpowiednim tempie i w odpowiedni sposób, co bardzo mi się podoba i co na pewno pisze w każdym rozdziale. Ale ważne kwestie powinno się powtarzać, prawda?
Ajajajaj! Alyssa nieświadomie, ale nadepnęła Carlosowi (dlaczego chciałam napisać Carlo Rossi?!) na odcisk. W sumie mogłoby mi być wampira szkoda, ale nie jest przez to jak potraktował Ali, grożąc jej. I to nie raz. Więc sobie na to zasłużył i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Co więcej, liczę na Ciebie, że Ali da mu jeszcze w kość.
CHOCIAŻ I TAK CZEKAM NA TEGO PANA CO TAM SOBIE GRA GŁÓWNĄ ROLĘ! (wcale nie spojlerowałaś).
Mówiłam, że ja Nadii nie lubię? I w ten oto sposób, choć Carlos jest wredny itd., łącze się z nim i go lubię gdy on się do niej tak milusio odzywa. Tutaj znów liczę na Ciebie, że jeszcze niejednokrotnie będzie nasz Carlos jeździł po Nadii i ją wkurzał. Chętnie sobie poczytam, wiesz? No i widać, że najlepiej Carlos traktuje Eleonora (przynajmniej chwilowo). Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że zwraca się do niej tak jak do reszty czy do Nadii. Ale to Carlos (i Ty) więc wszystko jest możliwe.
Alyssa miała do tej pory jedynie Mary. Jak sama zaznaczyłaś, była przerzucana pomiędzy ośrodkami opiekuńczymi a rodzinami zastępczymi. Teraz pojawiła się Eleonora, której dziewczyna zaufała i która jest taką opiekuńczą osobą, w której jest dużo dobroci. Chociaż do wampir, ale kto powiedział, że wampir musi być zły? Jednak chodzi mi o to, że to dobrze iż grono bliskich osób Ali się powiększa.
Jeśli komentarz wydaje się chaotyczny - wybacz! Piszę, czytam, piszę, czytam. I tak może wyjść. No i godzina też nie jest zbyt wczesna :)
Teraz czekam na następny i cieszę się, że nie ma końcówki, za którą bym Cie chciała udusić - ale spokojnie, nie miałabym serca tego zrobić!
Mrs.Cross!
Ps. Pamiętaj! Jeszcze wszystko możesz naprawić!
OdpowiedzUsuńHej!:)
Przywiało mnie znowu i tutaj. Jestem zdziwiona tym ile mam zaległości na blogach. Jak o wiele łatwiej by było, gdybym miała je wszystkie zapisane jako książki. Papierowe, z tym cudownym książkowym zapachem... Ale czytanie na telefonie też jest w porządku. O parę szczebelków niżej niż książka, ale wraz jest ok. Dobra, nie przedłużając przechodzę już do rozdziału.
Mam wrażenie, że nienawiść do Carlosa ze strony rodzinki będzie jeszcze bardziej się powiększać. Facet pojawia się i znika kiedy tylko chce. Poza tym mam wrażenie, że narobił sobie wrogów na całym wiecie i w razie kłopotów - A one będą na 100% - Nie będzie nikogo kto zechciałby mu pomóc się z nimi uporać. To w jaki sposób się zachowuje do Ali... dobra, ja w pewnym sensie rozumiem to, że nie może jej tego wszystkiego za bardzo wytłumaczyć, czas goni, on ma na pieńku z dużą liczbą osób, ale mógłby chociaż się jak człowiek zachować, (xD?)
Strasznie mi się podoba zachowanie Eleonory w stosunku do Ali. Kompletnie nie zna dziewczyny, jest dla niej obca, a zachowuje się w taki sposób... To naprawdę kochane z jej strony. I dobrze, że w domu była taka osoba jak ona, bo gdyby były tam takie dwie Nadie to Ali mogłaby nie mieć tam taryfy ulgowej. W końcu widać tą niechęć Nadii do dziewczyny, aż za dobrze.
Nie przedłużając dobrze wiesz, że rozdział mi się podobał. I teraz powinnam napisać, że czekam na kolejny, ale mam to szczęście i przede mną jest jeden rozdział. ;) Także lecę przeczytać i po przeczytaniu zastanowić się, na jaki blog udać się później. ;p
Weny!^^
Gabi.❤
Po pierwsze, bardzo dziękuję za dedykację :* Bardzo mi się miło zrobiło.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału. Podoba mi się jak Alyssa odkrywa swoją mroczną naturę - te wybuchy złości i chęć skrzywdzenia Carlosa (co akurat byłoby dość naturalne nawet dla zwykłego człowieka :P) i jak zaczyna przyzwyczajać się to słowo "wampir". I choć w ogóle wszyscy mają prawo się na niego wściekać, a jego zachowanie nie poprawia jego sytuacji, to jednak w niektórych jego wypowiedziach wyczuwam taki... smutek. Jakieś zadumanie i dystans. Jeszcze nie czytałam tego kolejnego rozdziału, ale widziałam, że jest właśnie o nim, więc może utwierdzę się w swoich przekonaniach ;)
Co do reszty bohaterów to Eleonora zdecydowanie błysnęła w tym rozdziale. Z jednej strony jest taka ciepła i czuła, ale nie jest znowu przesadnie potulna i cicha, co mi się bardzo spodobało.
Z kolei co do Nadii... Mogłaby wykazać się większym współczuciem, ale jakoś nie potrafię jej tak całkiem nie lubić, może później. Bo tak naprawdę Carlos sprowadził zagrożenie także i na nią, a ona wydaje się nie mieć w domu żadnego prawa głosu. Wszyscy ją trochę zbywają, a ona po prostu stara się pokazać, że też się liczy i może dlatego pozoruję na taką typową "mean girl".
Przez weekend przeczytam kolejny :D