Mary
Mary DeLuca siedziała na
niewygodnej, drewnianej ławeczce w korytarzu. Podrygiwała nerwowo, w milczeniu
obserwując przemykających w obie strony ludzi, ale przy tym nie będąc
świadomą tego, co działo się wokół niej. Czuła narastającą irytację,
zwłaszcza, że cierpliwość nigdy nie była jej mocną stroną. Miała wrażenie, że
minuty ciągną się w nieskończoność, przemieniając kolejno godziny,
miesiące, lata, a może całe wieki, zaś świadomość, że umówione piętnaście
minut jeszcze nie minęło, dodatkowo uprzykrzała dziewczynie życie.
Gdzie on
był? Zadawała sobie to pytanie raz po raz, przerywając jedynie po to, żeby po
raz wtóry zacząć wyzywać w duchu na czym świat stoi. Atmosfera panująca na
komisariacie działała na nią przygnębiająco, chociaż i tak wolała siedzieć
tutaj, niż kolejny raz przeżywać katusze związane z godzinami spędzonymi
w szpitalnej poczekalni. Teoretycznie czuła się lepiej w miejscu
pozbawionym sterylnego zapachu oraz atmosfery śmierci i cierpienia,
a jednak nie mogła pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia, że za moment
wydarzy się coś niedobrego. Czuła się prawie tak jak podczas tych wszystkich
nocy, kiedy…
Nie, nie
będzie o tym myśleć. Nie teraz.
Zacisnęła
dłonie w pięści i wsunęła je między uda, żeby powstrzymać się od
nerwowego obgryzania paznokci. Od lat próbowała się tego oduczyć i zwykle
jej się to udawało, ale w naprawdę stresujących sytuacjach stare
przyzwyczajenia wracały, a ona nic nie mogła na to poradzić. Wbiła wzrok
w wiszący na przeciwległej ścianie plakat, propagujący jakąś kolejną
społeczną akcję, chyba dotyczącej nastolatków i zagrożeń płynących z zażywania
narkotyków (Rodzicu, strzeż się!), ale nie miała pewności. Obrazy rozmazywały
jej się przed oczami, zamieniając się w różnobarwne, pozbawione sensu
plamy, co i tak było lepsze od liczenia sekund i obserwowania tych
wszystkich ludzi – umundurowanych funkcjonariuszy, którzy nie zwracali na nią
najmniejszej uwagi, zajęci swoimi sprawami albo sporadycznie prowadzący jakichś klnących pod nosem nieszczęśników. Oczywiście z założenia wszyscy
byli niewinni.
To
zaczynało być coraz bardziej irytujące. Miała wrażenie, że traci czas, ale
przecież nie mogła tak tego zostawić! Trzy tygodnie czekania były już
wystarczająco trudne, a przeszła przez to tylko po to, żeby od osób
trzecich dowiedzieć się, że policja po raz kolejny spieprzyła sprawę. Na
dodatek nikt nawet nie pofatygował się, żeby ją o tym poinformować! Do
cholery, powinna być jedną z pierwszych osób do których doszłaby wiadomość
o planach zawieszenia śledztwa, a jednak dowiedziała się tego
przypadkiem, jedynie dlatego, że weszła do damskiej toalety akurat w momencie,
w którym Francisca plotła trzy po trzy, jak zwykle nie okazując nawet
minimum zrozumienia. Cokolwiek złego można było o niej powiedzieć, Mary
nie mogła zaprzeczyć, że jako córka jakiegoś wysoko postawionego urzędnika ta
cholerna plotkara zwykle wiedziała zdecydowanie więcej od pozostałych studentów
– a sprawy Alyssy nie odpuściłaby sobie za żadne skarby.
I jeszcze
ta jej mina, kiedy Mary zdecydowała się schować dumę do kieszeni, żeby
dowiedzieć się więcej. Niebieskie oczy lśniły złośliwe, doprowadzając ją do
szaleństwa, chociaż to i tak było niczym w porównaniu z tonem
Franciski.
– Ty nic
nie wiesz, Mary? A wydawało mi się, że to twoja przyjaciółka… – Chytry
uśmieszek. – Nawet jeśli nie… Popraw mnie, jeśli się pomyliłam, ale czy my
przypadkiem nie studiujemy dziennikarstwa?
W tamtej
chwili Mary ledwo powstrzymała chęć przyłożenia jej w twarz.
Och, skąd
w ogóle brali się tacy ludzie? Słuchała plotek na temat Alyssy, tych
wszystkich rzekomo zatroskanych uwag, i za każdym razem dostawała szału,
świadoma fałszywych intencji otaczających ją studentów. Ali zniknęła, a dla
nich był to kolejny powód do sensacji, chociaż już teraz głosy zaczynały
cichnąć, jakby jakimś cudem zapominano o dziewczynie, która przez kilka
lat uczęszczała wraz ze wszystkimi na zajęcia. Mary nie słyszała już nawet
plotek na temat rzekomej ucieczki Alyssy z dopiero co poznanym mężczyzną.
Również po Dorianie wszelaki słuch zaginął, a policja załamywała ręce, już
przy przesłuchaniu patrząc na nią w taki sposób, jakby wątpili w jej
prawdomówność.
Nie
wierzyła w żadną z usłyszanych wersji, zwłaszcza tych, które
oczerniały jej najlepszą przyjaciółkę. Alyssa nie uciekłaby – nie w taki
sposób. Telefon dziewczyny milczał, co również nigdy wcześniej nie miało
miejsca. Mary znała Ali od dziecka, czasami nawet lepiej niż przyjaciółka samą
siebie, dlatego była gotowa dać sobie rękę uciąć, że ta nigdy nie zrobiłaby
czegoś takiego. Podświadomie czuła, że stało się coś niedobrego, a z każdym
kolejnym dniem coraz bardziej odchodziła od zmysłów z niepokoju. Jeśli to
miał być jakiś żart, zamierzała skręcić Alyssy kark przy pierwszej możliwej
okazji. A potem jakimś cudem przywróci ją do życia i zabije raz
jeszcze, żeby raz na zawsze zapamiętała sobie, że kochającym osobom nie wolno
robić takich rzeczy!
Wciąż klęła
na czym świat stoi, kiedy uświadomiła sobie, że ktoś ją obserwuje. Natychmiast
poderwała głowę, a już po chwili zerwała się na równe nogi, w końcu
dostrzegając osobę na którą niecierpliwie czekała już od dłuższego czasu.
Zauważyła konsternację w ciemnych oczach przypatrującego się jej
mężczyzny, dlatego szybkim krokiem ruszyła w jego stronę, nie chcąc
ryzykować, że ten spróbuje ją spławić albo odwróci się na pięcie i ucieknie,
zwłaszcza, że wyglądał na chętnego, żeby postąpić w ten sposób.
– Alex –
rzuciła, żeby nie miał wątpliwości, iż go widziała.
Zauważyła,
że westchnął, ale przynajmniej poczekał aż się z nim zrówna. Stanęła
naprzeciwko niego, wspierając obie dłonie na biodrach i spoglądając nań
z tak wielką irytacją, tak wielkim rozżaleniem…
– Dzień
dobry, Mary – odparł denerwująco rzeczowym, wręcz profesjonalnym tonem. – To
nie jest najlepsza pora…
– Dla
ciebie nigdy nie ma odpowiedniej pory – żachnęła się, nie zważając na to, że
w dość marny sposób próbował ją spławić. Znów westchnął, najwyraźniej
w końcu pojmując, że nie ma innego wyboru, jak w końcu z nią
porozmawiać. – Tkwię tutaj jak idiotka chyba całą wieczność, więc nawet nie
próbuj mówić mi takich rzeczy!
– Mogłaś
zadzwonić. – Alexander spojrzał na nią ostro. – I nie unoś się w ten
sposób, dobrze?
– Ja mam
się nie unosić…? – zaczęła, po czym zmuszona była urwać, bo na usta cisnęła jej
się cała wiązanka niecenzuralnych słów. – Dzwonię do ciebie od rana, to po
pierwsze. A po drugie… Kiedy w ogóle zamierzałeś mi powiedzieć?! – nie
wytrzymała. Coraz trudniej było jej panować nad emocjami, a jego postawa
bynajmniej jej nie pomagała.
Alexander
Malone westchnął ciężko, po czym spojrzał na nią ze znużeniem. Wyglądał na
zmęczonego i rozdrażnionego, co w zasadzie jej nie zdziwiło, bo sama
czuła się podobnie. Spojrzała na jego twarz i nieco złagodniała, kiedy
dostrzegła głębokie cienie pod oczami. Nie pierwszy raz zwróciła uwagę na to,
że jest przystojny, a wycieńczenie w najmniejszym stopniu nie
wpłynęło negatywnie na jego wygląd. Chociaż dopiero zbliżał się do
trzydziestki, już teraz zajmował niezwykle wysoką pozycję, będąc jednym ze
skuteczniejszych policyjnych śledczych. Dobrze zbudowany i ciemnowłosy,
bez trudu wzbudzał zainteresowanie kobiet, jednak nigdy nie udało mu się
stworzyć trwałego związku; Mary wielokrotnie zastanawiała się nad tym czy nie
chciał, czy może jak do tej pory nie znalazł tej jedynej.
– Mary. –
Rzucił jej kolejne znużone spojrzenie.
Zamrugała
kilkukrotnie i nieznacznie pokręciła głową.
–
Przepraszam – zreflektowała się. – Po prostu nie mogę uwierzyć… Alex, to jakaś
bzdura, prawda? To znaczy… Oni nie mogą tego zrobić. Nie zrobili tego! –
powtórzyła, przy końcu mając ochotę cisnąć czymś o ścianę.
– Owszem,
mogli i zrobili. Nie ma efektów, nie ma śledztwa. Brak dowodów, umorzone
i do szuflady, wcześniej ładnie opatrzone kolejnym numerkiem, żeby
wszystko zgadzało się w statystykach. Oficjalnie będzie to kolejna ucieczka
zakochanej dziewczyny, bo w końcu miłość jest taka ogłupiająca, zwłaszcza
w przypadku nastolatek… – podjął tym samym wypranym z jakichkolwiek
emocji tonem Alexander, przyśpieszając i zmuszając ją do tego, żeby niemal
biegła, by dotrzymać mu kroku. – Przepisy, Mary. Wszędzie rządzą pierdolone
przepisy – dodał, a ona niemal potknęła się o własne nogi, wyczuwając
nutkę gniewu w jego głosie.
Kiedy na
nią spojrzał, przekonała się, że porzucił już maskę pozornego spokoju, w końcu
okazując swoje prawdziwe uczucia. Kiedy spojrzał na nią tymi ciemnymi,
przeszywającymi oczami, poczuła się trochę tak, jakby poraził ją prąd. Zawsze
traktowała Alexa jak starszego brata albo okazyjnie ojcującego jej i Alyssy
faceta, ale w tamtej chwili naprawdę ją przeraził i zrozumiała, co
takiego zapewniło mu tak wysoką pozycję i szacunek w policji. Już
wcześniej słyszała, że metody, którymi w pracy posługiwał się Alexander,
nie zawsze były zgodne z prawem (chociaż oficjalnie nikt się nie skarżył,
nawet jeśli podczas przesłuchania zdarzyło mu się „motywować” rozmówcę w dość
dyskusyjny sposób), ale zazwyczaj starała się o tym nie myśleć.
Aż do tej
chwili.
Widząc
wyraz jego twarzy i słuchając tego, co mówił, w jednej chwili dotarło
do niej, że tutaj już nawet nie chodziło o przypadek Alyssy – dziewczyny,
którą znał i która w pewnym sensie była jego przyjaciółką. Po jego
oczach wiedziała, że znowu myślał o Jessice i to wystarczyło, żeby
pożałowała, że w ogóle tutaj przyszła i potraktowała go w taki
sposób, jakby to on zdecydował się na zaprzestanie poszukiwań Ali.
Dobrze
pamiętała Jessie, młodsza siostrę Alexandra. Poczuła ukłucie w sercu,
przypominając sobie dawną przyjaciółkę swoją i Alyssy. Miały wtedy
zaledwie po dwanaście lat, ale były dla siebie jak siostry, zawsze trzymając się
razem. Jessica była drobną, pełną entuzjazmu blondynką, niezwykle urodziwą jak
na swój wiek – chociaż nie w tak egzotyczny sposób, jak to było w przypadku
Alyssy.
A potem
Jessica zniknęła.
Uciekła
wzrokiem gdzieś w bok, nie będąc w stanie spojrzeć Alexandrowi
w oczy. Nigdy nie zapytały go o to z Alyssą wprost, ale czasami
miała wrażenie, że obwiniał je za to, co stało się osiem lat temu, podczas
najzwyklejszej w świecie szkolnej potańcówki. Poszły razem, oczywiście,
jak zwykle zresztą. Mary doskonale pamiętała przyciemnione światła sali
gimnastycznej, głośną muzykę, kłębowisko ludzi… Pamiętała śmiech Alyssy i to,
jak tańczyły ze sobą, wygłupiając się wzajemnie i wymownie spoglądając na
podpierających ściany chłopaków. Wtedy jeszcze nie interesowały się rówieśnikami,
wywracając oczami i śmiejąc się z ich dziecinności, chociaż same nie
były wiele dojrzalsze w tamtym okresie. Aż nazbyt dobrze potrafiła
przywołać w pamięci szeroki uśmiech Jessici, to jak ta wirowała w rytm
muzyki w swojej plisowanej spódniczce i wyszywanej cekinami
bluzeczce, która połyskiwała bajecznie, wychwytując nawet najdrobniejsze
załamanie światła. To były dobre wspomnienia i Mary do tej pory nie
rozumiała, jak tamten wieczór mógł przerodzić się w koszmar.
Alex nigdy
nie dał jej czy Alyssie do zrozumienia, że ma im za złe to, że straciły Jessie
z oczu. Wszystkie były wtedy tylko dziećmi, a w zamieszaniu
w ogóle nie zorientowały się, kiedy przyjaciółka się od nich oddaliła. Na
litość Boską, były wtedy w szkole, pośród znajomych! Czuły się tam
bezpieczne i żadnej z nich nie przyszło do głowy, że Jessie wyjdzie
na zewnątrz, że wsiądzie do tamtego samochodu…
Wtedy też
dni wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Ktoś widział drobną
dwunastolatkę wsiadającą do czarnego samochodu… Widział jak auto odjeżdża,
prowadzone przez bezimiennego kierowcę. Ktoś widział, a jednak to było
zbyt mało, a kiedy Jessica w końcu się odnalazła, było za późno.
Mary prawie
bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści. Pomijając rodziców Jessie, to Alex
przeżył to najgorzej. Jego mała siostrzyczka – zgwałcona i zamordowana,
porzucona gdzieś na odludziu jak jakaś popsuta zabawka…
To go
zmieniło. Od tamtej chwili był inny – i ostatecznie znalazł się tutaj.
Poczuła, że
robi jej się niedobrze na samą myśl o tym, co mogło spotkać Alyssę. Teraz
również ona zniknęła, niemal w podobnych okolicznościach, i podobnie
jak wtedy zarówno Mary, jak i Alex czuli się bezradni. Kolejne tygodnie
mijały i żadne z nich nie chciało przyjąć do wiadomości tego, że Ali
mogłaby nie wrócić, tak jak osiem lat temu, kiedy zaginęła Jessica. Jak długo
mieli wątpliwości…
Ale
odnalezienie Jessie niczego nie zmieniło. Była martwa, a ten, który jej to
zrobił, nigdy za to nie odpowiedział.
W tamtej
chwili Mary zrozumiała, że dla Alexandra to coś zdecydowanie więcej niż
zaginięcie i to nie tylko dlatego, że przypadek chciał, że padło akurat na
Alyssę.
– Alex… –
zaczęła cicho, po czym zawahała się, bo gwałtownie obrócił głowę, spoglądając
na nią w taki sposób, jakby zdążył zapomnieć, że mu towarzyszyła.
– Nie
przejmuj się – powiedział stanowczo, chyba bardziej do siebie niż do niej. – To
moja sprawa. Jeśli będzie trzeba… – Nie dokończył, ale i tak poczuła
narastający niepokój.
– To wtedy
co? – niemal warknęła, a kiedy nie odpowiedział i po prostu szedł przed
siebie, chwyciła go stanowczo za ramię. Wzdrygnął się i zrobił taki ruch,
jakby w ostatniej chwili powstrzymał się przed odepchnięciem jej. – Do
cholery, obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego – nakazała mu stanowczo,
jakby wcale nie było pomiędzy nimi prawie dziesięciu lat różnicy. W tamtej
chwili czuła się znacznie starsza i bardziej doświadczona od niego,
chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to absolutna bzdura. – Alex…
– Nigdy nie
postępuję głupio – mruknął, chociaż to akurat była sprawa dyskusyjna. Mary wyrwało
się ciche przekleństwo, kiedy w ostatniej chwili powstrzymała się przed
zapytaniem go o to, jak wiele razy omal go nie zawiesili. Jakby nie
patrzeć, pojęcie głupoty było dość dyskusyjną kwestią. – Je… Alyssy – poprawił
się błyskawicznie – na pewno nic nie będzie. – Wiedziała, że kłamie, zwłaszcza,
że nawet nie wysilał się, żeby ukryć targające nim emocje. Alex już zwątpił,
poza tym to, co mówił… – Idź do domu, Mary. Pogadamy później – uciął i wyminął
ją bez słowa, nawet nie dając jej okazji do tego, żeby zaprotestowała.
Została
sama na korytarzu, sfrustrowana i oszołomiona jego zachowaniem. Już odkąd
dowiedziała się, że Alex będzie zajmować się sprawą Alyssy, wyczuwała kłopoty,
ale nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielki wpływ na jego zachowanie
miało zniknięcie dziewczyny. Niejednokrotnie miał styczność z zaginięciami,
czasami też zdarzało się, że takie sprawy kończyły się tragicznie, jednak tym
razem to było coś więcej, bo w grę wchodziła przyjaciółka jego zmarłej
siostry. Mary miała wrażenie, że Alexander jest myślami gdzieś daleko.
Jessica. Myślał o Jessice, a to
zdecydowanie mu nie służyło.
Powinna
była go zatrzymać, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nawet
gdyby stanęła na głowie, nie byłaby w stanie odwrócić uwagi, kiedy był
w takim stanie. Usłyszała trzaśnięcie drzwi i wzdrygnęła się,
uświadamiając sobie, że została w korytarzu sama. Powstrzymała się od
dziecinnego pragnienia, żeby coś kopnąć, najlepiej drzwi do biura Alexandra.
Sama nie była pewna, czego oczekiwała po spotkaniu z nim; prawdopodobnie
przynajmniej częściowego ukojenia, ale jak na razie czuła się jeszcze bardziej
zdenerwowana, zwłaszcza, że zachowanie mężczyzny przypomniało jej o tragedii
sprzed lat, a to było ostatnim, czego potrzebowała. Martwiła się o Alyssę,
a wspominanie Jessie…
Poczuła
wibracje, co w pierwszej chwili ją zdekoncentrowało, póki nie uświadomiła
sobie, że to po prostu telefon. Wyciągnęła komórkę z kieszeni, wbiła wzrok
w ekran i jęknęła w duchu, natychmiast rozpoznając numer swojego
szefa, tuż pod informacją o otrzymaniu nowej wiadomości. Mimo wszystko
ulżyło jej, bo najbardziej bała się telefonu ze szpitala, chociaż perspektywa
spędzenia wieczoru w barze również nie była szczytem jej marzeń. Od
przeszło roku dorabiała sobie wieczorami jako kelnerka w leżącym dobrych
czterdzieści minut jazdy autobusem od akademika barze i chociaż musiała
przyznać, że była z tej pracy zadowolona, w obecnej sytuacji nie
miała cierpliwości do szczerzenia się, wesołego trajkotania i spełniania
każdej zachcianki wieczornych klientów. Mogła się spodziewać, że wieczorna
zmiana po raz kolejny przypadnie jej – czasami miała wrażenie, że szef polega
wyłącznie na przejawianym przez nią wyjątkowym talencie radzenia sobie z tymi
mniej przystępnymi bywalcami baru, zwłaszcza tymi, którzy zbyt często zaglądali
do kieliszka – i chociaż w normalnym wypadku by jej to pochlebiało,
tym razem miała ochotę z czystej przekory odpisać, żeby się wypchał.
Westchnęła,
po czym odesłała krótko, pozbawioną emocji odpowiedź – „OK.”. Może tak nawet było
lepiej, bo potrzebowała czegoś, żeby się wyciszyć, a przesiadywanie
w pustym pokoju nie było szczytem jej marzeń. Ledwo o tym pomyślała,
poczuła się lepiej, póki irytujący głosik w jej głowie nie przypomniał jej
o tym, że przecież od kilku dni obiecywała sobie, że odwiedzi matkę. Jutro, pomyślała nie po raz pierwszy
i zaraz ogarnęły ją jeszcze silniejsze wyrzuty sumienia, bo przecież
właśnie okłamywała się po raz kolejny. Jutro również przełoży to na następny
dzień. A później kolejny i kolejny, jeszcze następny…
Och, była
beznadziejna. Na pewno nie zachowywała się lepiej od Alexa, chociaż w jej
przypadku słabość sprowadzała się do wciąż żyjącej matki, a nie martwej od
lat siostry. Mimochodem pomyślała, że chyba lepiej byłoby dla niej, gdyby mama
jednak umarła, po czym natychmiast zbeształa się za podobne myśli. Ale czuła
się już tak bardzo zmęczona tymi wszystkimi wizytami w szpitalu, udawaniu
silnej i obserwowaniu, jak traci jedyną rodzinę, która jej pozostała.
Miała wrażenie, że połowa jej dzieciństwa, a później nastoletniego życia,
sprowadzała się do przesiadywaniu w szpitalnych poczekalniach i czekaniu,
czekaniu, czekaniu…
Nienawidziła
czekać.
Kiedy
właściwie tak naprawdę miała matkę? Przed oczami Mary natychmiast stanął obraz
ładnej, jasnowłosej kobiety, którą znała ze zdjęć. Pamiętała również siebie
jako ośmioletnią dziewczynkę, siedzącą na jej kolanach i nieśmiało
uśmiechającej się do aparatu. Jako dziecko wyglądała zupełnie inaczej, w pełni
naturalna i z jasnymi, kręconymi włosami, sięgającymi pasa. Teraz nie
potrafiła wyobrazić sobie swojego wyglądu inaczej, aniżeli z prostymi,
czarnymi kosmykami. Już dawno przestała być niewinna i wrażliwa, przestała
być tamtą słodką Mary. Była sobą i czuła się z tym dobrze, a przynajmniej
tak utrzymywała.
Nieważne.
Nie raz czuła na sobie krytyczne spojrzenia, nie wspominając o licznych
komentarzach na temat jej stroju, stylu, ostrego makijażu… Nie dbała o to.
Już dawno przestała się przejmować, chociaż jednocześnie zdawała sobie sprawę
z tego, że to również rodzaj ucieczki. Starała się o tym nie myśleć,
ale bywały takie chwile, zwłaszcza kiedy wspominała matkę…
Stanowczo
odwróciła się na pięcie, po czym niemal biegiem ruszyła w stronę wyjścia.
Komisariat nie był duży, poza tym w ostatnim czasie bywała w tym
miejscu tyle razy, że nikogo już nawet nie dziwił jej widok, nawet jeśli
niejednokrotnie czuła na sobie wymowne, krytyczne spojrzenia. Martwiła się
o Alyssę, jednak tym razem nie tylko sprawa przyjaciółki potęgowała
odczuwane przez nią przygnębienie. Ali była dla niej niczym siostra, jedyna
osoba, którą miała i przy której mogła być sobą. Jeśli coś jej się stało,
Mary zdawała sobie sprawę z tego, że nigdy sobie tego nie wybaczy, nawet
jeśli nie miała wpływu na to, co spotkało dziewczynę. Z drugiej strony, to
przecież ona sama zaczęła dopingować ją przed wyjściem na tę nieszczęsną
randkę... Mimo wszystko miała wrażenie, że mogła i powinna coś zrobić,
nawet jeśli nie wiedziała od czego zacząć.
Poczuła się
trochę lepiej, kiedy znalazła się na zatłoczonej ulicy. Ruszyła wraz
z tłumem przechodniów, właściwie nie zwracając uwagi na to, gdzie idzie
i myślami będąc gdzieś daleko. Jakby od niechcenia spojrzała na zasnute
chmurami niebo, akurat w momencie, w którym ciężkie chmury otworzyły
się, a na ziemię spadły pierwsze krople deszczu.
Mary
zamknęła oczy.
Spadające
krople przypominały łzy, ale ona już lata temu oduczyła się płakać.
Ostatni rozdział w tym roku – jeden z moich „gotowców”, bo nie zmieniłam w nim praktycznie nic. Pamiętam, że zaraz po napisaniu byłam z niego zadowolona i jeśli mam być szczera, dalej jestem. Znów Mary, poznajemy Alexandra i trochę przeszłości… Ot taka mieszanka. Plus Ness w roli twórcy kryminałów. Proszę mnie zjechać, jeśli coś zepsułam!Dziękuję za obecność i komentarze. Tym rozdziałem zamykam tutaj rok dwa tysiące szesnasty, więc pozwolę sobie życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze w nowym, który dopiero nadejdzie. Ze swojej strony mogę obiecać kolejną część w przyszłym tygodniu, więc do napisania!Aha, na zakończenie dodam, że do spisu treści wrzuciłam okładkę pierwszej księgi, bo czemu nie? Dla zainteresowanych – wygląda tak [KLIK].

*0*
OdpowiedzUsuńI jaka ładna okładka. <3
Ty wiesz, że moja obsesja na punkcie Jensena jest duża. Dlatego minęła chwilka zanim zaczęłam czytać. Piękny gif wybrałaś dla tego rozdziału. Tylko czemu jego piękne, zielone oczy zmieniłaś na ciemne. :( Ale nie ważne, to nie jest najważniejsze w tej chwili.^^
UsuńCholera, jaki on jest biedny. Serce mi zawsze się rozdziera, kiedy czytam lub widzę coś, gdzie mój biedny mąż cierpi. Nie potrafię sobie wyobrazić tego co musi przechodzić Alexander w tej chwili, siostra, której życie zostało w tak brutalny spodoba odebrane i teraz Ali, która zaginęła w podobnych okolicznościach. Ale my wszyscy wiemy, że ma się całkiem dobrze, pomijając ten kołek, który wbiła jej Nadia w plecy. Mam nadzieję, że to faceta od Jessici znajdą i wsadzą mu ten kołek w... No. Najstraszniejsze jest to, że takie historie są prawdziwe i dzieją się naprawdę, a tacy ludzie chodzą pośród nas i nigdy nie wiadomo czy przypadkiem w autobusie nie siedzisz obok potencjalnego mordercy czy gwalciciela. ;_;
Rozumiem jak najbardziej obawy Mary. Jej najbliższą przyjaciółka, osoba która kocha, zaginęła i nie ma żadnych oznak życia. Ja bym chyba zwariowala, gdyby coś takiego się wydarzyło. Nie moglabym siedzieć na miejscu. A policja, jak policja niby coś robią, ale zawsze nie wystarczająco. Chociaż w tym przypadku znalezienie czegokolwiek graniczy z cudem. Może Mary trafi sama jakoś na ślad Alyssy lub sama "zaginiona" się do niej odezwie. Zobaczymy jak to będzie dalej.
Ten rozdział naprawdę mi się podobał. Był ciekawy, szybko się go czytało i trochę więcej już wiemy, ale to wciąż nie wszystko. ;) Ja czekam więcej na Alexa, bo wydaje się być skomplikowana postacią, a jednocześnie ciekawa bardzo. No i też na więcej Mary, bo po tym rozdziale zauważyłam, że bardzo mi się spodobała jej perspektywa. C:
Gabi
Cześć! Czytam Twojego bloga/opowiadanie (jak kto woli) od pewnego czasu, nawet dodałam do obserwowanych, ale jakoś nigdy nie mogłam zostawić komentarza. Nie, że nie chciałam, tylko nie wiedziałam co mogłabym napisać, ale wzięłam się w garść i pisze. :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, kiedy widzę, że dodałaś nowy rozdział, bo wciągnęła mnie ta historia. Zaintrygował mnie Carlos, jest chyba moją ulubioną postacią jak na razie, choć za dużo o nim nie było i ogólnie jest dupkiem (:D), ale ma w sobie to coś.
Czasami czytając, denerwuję się na Ciebie, bo chciałabym wiedzieć już co tam będzie dalej, a tu nic... Do następnego rozdziału, więc cierpliwie czekam. Ogólnie rzecz biorąc, świetna robota!
Pozdrawiam i do przyszłego roku! ^^
Hej :)
UsuńDziękuję bardzo za miłe słowa – to zawsze pozytywne zaskoczenie, odkryć, że ma się kolejnego czytelnika. Tym milsze, że już od dłuższego czasu zabieram się za Twoją najnowszą historię; czekam na natchnienie, bo lubię komentować konkretnie ;)
Heh, nie jesteś pierwszą osobą, która się na mnie denerwuje za końcówki. Lojalnie uprzedzam, że mam to do siebie, że akcję rozwijam powoli, o nieszczęsnych końcówkach nie wspominając. Mam nadzieję,że ze mną wytrzymacie!
Również pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za ciepłe słowa! Komentarzami się nie przejmuj, bo nie one są ważne – mnie zawsze wystarczy świadomość tego, że ktoś jest. Za to jestem najbardziej czytelnikom wdzięczna: za obecność, bo zdaję sobie sprawę, że do napisania komentarza też trzeba mieć czas i wenę :3
Nessa.
Biedna Mary - stracić przyjaciółkę w taki sposób i to na dodatek dwa razy. Szkoda, że dowiedziała się o umorzeniu śledztwa od Franciski. Nie cierpię takich dziewczyn, którym wydaje się, że są takie świetne i lepsze od innych. Zresztą, chłopaków też nie. W każdym razie to przykre, kiedy zawodzi nawet policja, ale co się dziwić - w końcu została uprowadzona przez wampiry. To zdecydowanie utrudnia dochodzenie :P
OdpowiedzUsuńNo ale Alex jest naprawdę zdeterminowany - na pewno bardziej od niektórych swoich kolegów po fachu. Chociaż nie wiem, czy to dobrze dla niego że będzie zajmował się sprawą koleżanki - to może mu cały czas przypominać o siostrze. Myślę, że może jednak wpaść na jakiś trop, więc jestem ciekawa jak to się później rozwinie.