Alyssa
Gdyby wzrok zabijał, Alyssa
bez wątpienia byłaby już martwa. Oczywiście Mary nie chciała jej śmierci –
wręcz przeciwnie – ale chyba nigdy nie czuła się aż tak bardzo zdenerwowana na
przyjaciółkę. Wpatrywała się w nią i widać było, że nie dowierza
i że gdyby tylko mogła, natychmiast rzuciłaby się dziewczynie na szyję –
albo po to, żeby ją uściskać, albo żeby własnoręcznie udusić, zależnie od tego,
które emocje przeważyłyby w danym momencie.
Alyssa
w milczeniu obserwowała miotającą się na wszystkie strony dziewczynę,
czując jak wyrzuty sumienia przybierają na sile, przechodząc na jakiś nowy,
nieznany jej do tej pory poziom. Kochała Mary jak siostrę i właśnie
dlatego tak długo zwlekała z pojawieniem się w Seattle, ale i tak
skrzywdziła ją do tego stopnia, że nawet nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
Zniknęła, tak jak lata temu Jessica, nie tylko budząc najgorsze wspomnienia
i obawy, ale zostawiając przyjaciółkę samą, choć doskonale zdawała sobie
sprawę z tego, że Mary będzie odchodzić od zmysłów. Czegokolwiek by nie
zrobiła efekt, zawsze miał być ze szkodą dla dziewczyny, którą do tej pory
traktowała jako swoją jedyną rodzinę, więc żadne usprawiedliwienia nie miały
być w tym wypadku wystarczająco dobre.
Wiele razy
próbowała sobie wyobrazić, jak powinna przeprowadzić rozmowę z Mary,
jednak za każdym razem w głowie miała pustkę. Nie do końca to rozumiała,
zresztą łatwiej było udawać, że nic takiego się nie wydarzyło. Zwykle wtedy
odpuszczała, przekonując samą siebie, że ma jeszcze mnóstwo czasu na to, żeby
dobrze się zastanowić albo – co teraz wydawało się jeszcze bardziej naiwnym
myśleniem – że odpowiednie słowa przyjdą do niej, kiedy już staną ze sobą
twarzą w twarz. Chyba nawet do pewnego stopnia liczyła, że przyjaciółka
sama jej wszystko ułatwi i okaże zrozumienie, ale teraz już nie miała
wątpliwości co do tego, że to nigdy nie było i nie miało być takie proste.
Nie chciała tego ani dla siebie, ani tym bardziej dla swojej dotychczasowej
współmieszkanki, ale skoro nie było innego wyboru…
Chciała
obwiniać Carlosa, po raz kolejny wyzywając go od najgorszych – bo w końcu
to przez niego ostatecznie zmusiła się, żeby przyjechać do Seattle – ale jakaś
część niej zdawała sobie sprawę z tego, że to już i tak nie miało
sensu. Pewne rzeczy się wydarzyły, a ona w końcu musiała je
zaakceptować i spróbować ruszyć dalej, żeby całkiem nie postradać zmysłów.
Dobrze znała Mary i wiedziała, że ta nie odpuści, póki nie pozna prawdy,
jakakolwiek by ona nie była, więc odwlekanie spotkania w czasie nie
przyniosłoby niczego dobrego. Czuła, że jej przyjaciółka może niepotrzebnie
wszystko skomplikować, nie tylko angażując Alexandra i policję, ale
dosłownie będąc gotową stanąć na głowie, byleby cokolwiek zdziałać. Kiedy
dobrze się nad tym zastanowiła, uświadomiła sobie, że sama najpewniej
zachowałaby się dokładnie tak samo, gdyby nagle musiały zamienić się miejscami.
Trudno jej było wyobrazić sobie coś gorszego od niepewności i nieudanych
prób odszukania kogoś, kto był dla niej aż tak ważny.
Mary
zasłużyła na coś więcej, a skoro Alyssa nie była w stanie jej tego
dać, zamierzała w zamian zapewnić jej coś innego, ale równie istotnego:
bezpieczeństwo. Samej siebie nienawidziła za to, że miałaby po tak długim
czasie zakończyć wszystko raz a dobrze, póki jeszcze miała po temu okazję,
ale trudno. Nigdy nie przypuszczała, że kiedykolwiek stanie przed aż tak
skomplikowanymi wyborami, lecz to jedynie dowodziło, że los był
nieprzewidywalny. Sama została uwikłana w coś, co przekraczało zdolności
jej pojmowania, ale skoro mogła oszczędzić tego Mary…
Wyprostowała
się i raz jeszcze spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna zrobiła taki ruch,
jakby chciała zarzucić Alyssy obie ramiona na szyję, ale w ostatniej
chwili wycofała się – czy to zbyt rozeźlona, czy też wyczuwając coś
niewłaściwego w spojrzeniu i postawie Alyssy. Już jakiś czas temu
odkryła, że wraz z przemianą osiągnęła nie tylko wyjątkową sprawność
fizyczną, ale również łatwość w analizowaniu wielu problemów jednocześnie
oraz panowaniu nad emocjami. To nie sprowadzało się do „wyłączania” uczuć, choć
od Sorentich wiedziała, że niektóre wampiry tak właśnie postępowały,
najzwyczajniej w świecie odcinając się od tego, co było w nich
ludzkie, ale sama nawet tego nie próbowała, dodatkowo zbyt rozemocjonowana, by
być w stanie tego dokonać. Mogła co najwyżej grać, przybierając coś na
kształt maski obojętności, która nieraz niepokoiła również ją, a na Mary
musiała robić jeszcze większe wrażenie.
Przyjaciółka
gniewnie zmrużyła oczy. Jej spojrzenie wydawało się przenikać Alyssę na wskroś,
ale trudno było stwierdzić do jakich dziewczyna doszła wniosków. Kątem oka Ali
zauważyła, że jej współmieszkanka raz po raz zaciska i rozprostowuje
palce; słyszała, jak serce Mary coraz szybciej tłucze się w piersi,
zdradzając narastające zdenerwowanie. Oddech jej przyśpieszył, krew krążyła
raźno i już nie było wątpliwości co do tego, że – choć przemoczona i drżąca
– Mary była gotowa do ataku.
Do ataku… Zabawne, kiedyś nie wzięłabym tego
na poważnie¸ pomyślała mimowolnie, czując jak również jej mięśnie napinają
się, kiedy podświadomie uznała zachowanie przyjaciółki za oznaki potencjalnego
zagrożenia. Nawet gdyby chciała, Mary nie miałaby najmniejszych szans ją
skrzywdzić, a jednak instynkt, który przemiana zaszczepiła w Alyssy,
wydawał się wiedzieć swoje. Czasami doprowadzał ją do szaleństwa, choć
jednocześnie nie raz go doceniła, sukcesywnie starając się uczyć, jak powinna
go wykorzystywać.
W korytarzu
zapanowała cisza, podczas której tylko mierzyły się wzrokiem. To było nawet
gorsze, niż gdyby Mary zaczęła krzyczeć albo rzuciła się na nią z pięściami,
prawiąc jej wyrzuty i szlochając jednocześnie. W normalnym wypadku
najpewniej by tak zrobiła, choć później bez wątpienia sama miałaby do siebie
pretensje o wylane łzy, ale przez minione tygodnie coś się zmieniło, choć
Alyssa wciąż nie była pewna, jak najlepiej powinna określić charakter tej
zmiany. Była inna – ta jedna kwestia nie pozostawiała najmniejszych wątpliwości
– ale z drugiej strony…
Mary także
musiała to wiedzieć. Stała przed nią, przypatrując się Ali z taką uwagą,
jakby widziała ją po raz pierwszy. Jej zielone oczy, dodatkowo podkreślone
wyrazistymi pociągnięciami czarnej kredki, wydawały się o wiele większe
niż zazwyczaj. Co więcej, Alyssa bez trudu dostrzegła ciemne cienie, co
uświadomiło jej, że dziewczyna musiała zarwać kilka ostatnich nocy albo – choć
to wydawało się nieprawdopodobne, skoro zawsze była taka silna – że regularnie
wypłakiwała sobie oczy. Przecież nie robiła tego już od dawna, chociaż jej
matka…
– Ty... –
wyszeptała, czy też raczej poruszyła wargami Mary. Alyssa praktycznie musiała
czytać z ruchu jej ust, żeby być w stanie cokolwiek zrozumieć. – Ty!
– powtórzyła głośniej, przez co to zabrzmiało raczej jak warknięcie, po czym wyrzuciła
przed siebie ręce, ale również wtedy nie odważyła się Ali dotknąć.
To było jak
jakaś niezrozumiała gra, a przynajmniej Alyssa tak się czuła. Stały tak
blisko siebie, że czuła ciepło bijące od spiętego ciała przyjaciółki, ale
jednocześnie miała wrażenie, że pomiędzy nimi powstała olbrzymia przepaść,
której żadna z nich nie była w stanie przeskoczyć. Patrzyły sobie
w oczy, a równie dobrze mogłyby być w dwóch oddalonych od siebie
o setki kilometrów miejscach, jakby już nie należały do tego samego
świata.
Tak było
w istocie i chyba wiedziały o tym obie, choć żadna z nich
nie chciała nazwać rzeczy po imieniu. Alyssa czuła, jak przyjaciółka wodzi
wzrokiem po jej twarzy – wyostrzonych przez przemianę rysach, niezwykłym
brązie jej nowych oczu, lśniących ciemnych włosach… Mary już wcześniej
niejednokrotnie komentowała nietypową urodę Ali, twierdząc, że jej
współmieszkanka ma w sobie coś niezwykłego, co podobało się facetom, ale tym
razem w grę wchodziło coś zupełnie innego. Znały się tak dobrze, że
dziewczyna musiała to zauważyć, tak jak i dostrzegła wszystkie te bardziej
subtelne zmiany, które nastąpiły od dnia, kiedy widziały się po raz ostatni.
– Mary… –
zaczęła ostrożnie, jakimś cudem będąc w stanie wydobyć z siebie głos.
– Ja… Nie myślałam, że tutaj będziesz – przyznała zgodnie z prawdą.
W chwili,
w której dziewczyna pobladła jeszcze bardziej, chociaż przy jej ostrym
makijażu nie powinno być to możliwe, Alyssa uświadomiła sobie, że popełniła
błąd. Nie powinna była tego mówić – w końcu z równym powodzeniem
mogłaby teraz Mary spoliczkować.
– Jakbyś
wiedziała, nie przyszłabyś, tak? – usłyszała i chociaż było to pytanie,
zabrzmiało trochę jak stwierdzenie faktu. – Czy ty w ogóle zdajesz sobie
sprawę z tego, że… Jak mogłaś mi to zrobić, Alysso?! – wyrzuciła z siebie
na wydechu i w tamtej chwili coś ostatecznie w niej pękło.
Alyssa
gwałtownie nabrała powietrza do płuc, kiedy Mary bez zastanowienia skoczyła
w jej stronę, obejmując ją ramionami, choć jednocześnie wciąż trzęsła się
ze złości. Zesztywniała cała, czując jak ciepłe ciało przyjaciółki ociera się
o jej własne; natychmiast uderzył ją nieco przytłumiony, ale wciąż
wyczuwalny zapach słodkiej krwi Mary i aż zakręciło jej się w głowie,
kiedy wyczuła pociągającą, kuszącą mieszankę. Pragnienie towarzyszyło jej przez
cały czas i wydawało się czymś naturalnym, ale kiedy Mary znalazła się tak
blisko…
Wstrzymała
oddech, świadoma wyłącznie pieczenia w gardle oraz bliskości obejmującej ją
przyjaciółki. Uścisk Mary był silny i zdecydowany, choć ona sama drżała na
całym ciele, jakby nie mogąc się opanować. Alyssa niemal wyczuła jej rozżalenie
i rosnące napięcie, tym wyraźniejsze, że nie odważyła się odwzajemnić
uścisku. Nie wiedziała, skąd to wie, ale podświadomie wyczuła, co takiego
znaczy metaliczny posmak, który wyczuła na języku i który jakimś cudem
jeszcze bardziej wzmógł odczuwane przez nią pragnienie.
Ta krew…
Gdyby chciała, mogłaby dostać tę krew…
Nie chcesz jej? To dobra krew, moja miła,
a ta dziewczyna na pewno nie miałaby nic przeciwko temu, żeby posłużyć ci
za naczynie, usłyszała w głowie.
To był
kuszący szept, jakże podobny do tego, który już raz słyszała, bliska wybuchu,
gdy nade wszystko pragnęła, by Carlos zapłacił za to, jak ją traktował, a także
później, być może podczas walki z Jasonem, chociaż wspomnienia okazały się
dziwnie zamazane i raczej odległe. To było tak, jakby chciała… Nie, raczej
jakby ktoś inny tego pragnął, bo jednocześnie czuła, że te słowa należą i nie
należą do niej. Takie rozwiązanie wydawało się pozbawione sensu, ale z drugiej
strony…
Ta krew ci się należy. Należy z racji
tego, kim jesteś…
Zesztywniała
i niewiele myśląc, stanowczo odepchnęła Mary od siebie, jednocześnie
energicznie potrząsając głową, jakby w ten sposób mogła opędzić się od
niechcianych myśli. Dziewczyna zachwiała się, po czym jak długa poleciała do
tyłu, lądując na posadzce. Jęknęła cicho czy to z bólu, czy oszołomienia,
po czym poderwała głowę i spojrzała na Alyssę tak, jakby widziała ją po
raz pierwszy. Ali z bijącym sercem odsunęła się do tyłu, raz po raz
potrząsając głową, choć zdążyła zauważyć, że to i tak prowadziło donikąd.
Coś ścisnęło ją w gardle, sprawiając, że miała wrażenie, iż za moment
zacznie się dusić. Z trudem łapała oddech, roztrzęsiona bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej – i to łącznie z tym pierwszym dniem w Home,
kiedy uświadomiła sobie, że klęczy na ziemi w samym środku obcego sobie
lasu, umazana krwią. Serce waliło jej jak oszalałe, tak mocno, że chyba jedynie
cudem nie połamało jej żeber i nie wyrwało się gdzieś na zewnątrz. Przed
oczami zatańczyły kolorowe plamy i w pewnym momencie nabrała
pewności, że jakimś cudem zwymiotuje, chociaż nie była pewna, czy w jej
przypadku jest to możliwe.
Kiedy
spojrzała na Mary, przekonała się, że dziewczyna wciąż leży na ziemi, wpatrując
się w nią rozszerzonymi do granic możliwości oczami. W spojrzeniu
przyjaciółki doszukała się oszołomienia, ale również czegoś jeszcze, co udało
jej się zinterpretować dopiero po chwili i co całkowicie wytrąciło Alyssę
z równowagi. Spodziewała się wielu rzeczy, ale nigdy nie przypuszczała, że
ktokolwiek mógłby spojrzeć na nią w ten sposób – a już zwłaszcza
osoba, którą uważała niemalże za siostrę.
Strach.
Mary
patrzyła na nią jak na kogoś obcego, nie tyle z wrogością, co czystym
przerażeniem, a to nigdy nie powinno mieć miejsca.
Wciąż czuła
głód, ale ten w jednej chwili zszedł na dalszy plan, zanikając tak jak
i niepokojące szepty, które wciąż rozbrzmiewały gdzieś w głowie
Alyssy. Stanowczo odcięła się od tych głosów, coraz bardziej spanikowana,
sprawiając, że natychmiast ucichły, pozostawiając ją roztrzęsioną i bliską
histerii.
Nie
zastanawiała się długo, wciąż zbyt przerażona, żeby logicznie myśleć. W jednej
chwili rzuciła się biegiem w stronę wyjścia, jedynie cudem pamiętając
o tym, że musi zachować pozory normalności. Mimo wszystko i tak miała
wrażenie, że poruszała się odrobinę zbyt szybko, jak na zwykłego człowieka, ale
nie dbała o to, skoncentrowana wyłącznie na ucieczce oraz tym, żeby jak
najszybciej znaleźć się w bezpiecznym samochodzie – a potem po prostu
stamtąd odjechać, póki jeszcze miała pewność, że jest w stanie nad sobą
zapanować.
Nie
zatrzymała się nawet na moment, kiedy znów znalazła się na opustoszałym
campusie, wystawiona na działanie rzęsistego deszczu. Obraz natychmiast zaczął
się rozmazywać, zniekształcony i niewyraźny, ale nie miała pojęcia, co
było tego przyczyną – nerwy, ulewa czy może cisnące się jej do oczu łzy. W gruncie
rzeczy nie dbała o to, dochodząc do wniosku, że w takich warunkach
mogła płakać do woli, bo i tak nikt nie miał być w stanie tego
zauważyć. W gruncie rzeczy to i tak nie miało znaczenia, z kolei
Alyssa była świadoma tylko i wyłącznie narastającego w niej
pragnienia ucieczki – gdziekolwiek, byleby znaleźć się z daleka od terenu
uczelni, tamtego korytarza i Mary. W głowie jej wirowało, niespójne
myśli mieszały się ze sobą, a ona już sama nie była pewna, które z nich
należały do niej. Wszystko wydawało się równie nierealne, a jakby tego
było mało…
W pewnym
momencie straciła orientację, sama niepewna, gdzie i dlaczego z takim
uporem biegła. Pomyślała, że powinna wrócić do samochodu i poprosić
Jasona, żeby zabrał ją gdzieś daleko, zanim zdołałaby zrobić coś, czego
przyszłoby jej żałować, ale nie była w stanie się na to zdobyć. Raz po raz
potykała się o własne nogi, choć w przypadku kogoś takiego jak ona
nie powinno być to możliwe. Z drugiej strony, już dawno uświadomiono jej,
że nie jest taka, jak jej pobratymcy, więc być może również w tej kwestii
czymś się różniła. W zasadzie każda możliwość wydawała się prawdopodobna,
ona zaś doszła do wniosku, że tak naprawdę jest jej wszystko jedno.
Przestała
myśleć, zbyt skoncentrowana na bezradnym rozglądaniu się dookoła i błądzeniu
po niemalże całkowicie opustoszałym parkingu. Choć wyostrzone zmysły sprawiały,
że poruszanie się powinno przychodzić jej z łatwością nawet w takich
warunkach, czuła się zbyt roztrzęsiona, by być w stanie skoncentrować się
na którymkolwiek z podsuwanych jej bodźców. Nie chciała zastanawiać się
nad czymkolwiek, bezradna i roztrzęsiona, a jakby tego było mało…
Nie miała
pojęcia, jakim cudem umknęły jej światła nadjeżdżającego z naprzeciwka
samochodu. Tępo spojrzała na zmierzający ku niej pojazd, wcale nie mając przy
tym wrażenia, że świat nagle zwolnił, zatrzymał się albo cokolwiek uległo
zmianie. Wręcz przeciwnie – wszystko działo się bardzo szybko, a ona nawet
nie drgnęła, choć ze swoim refleksem nie powinna mieć najmniejszego problemu z uskoczeniem
w wystarczająco krótkim czasie. Instynktownie napięła mięśnie, próbując
zmusić ciało do współpracy, ale to z uporem odmawiało jej posłuszeństwa,
sprawiając, że czuła się jeszcze bardziej bezradna i roztrzęsiona niż do
tej pory. W zasadzie to było tak, jakby podświadomie czekała na uderzenie,
mimowolnie zastanawiając nad tym, jak to mogłoby skończyć się w przypadku
kogoś takiego jak ona – i czy ostatecznie bardziej miał ucierpieć
samochód, czy może ona.
Czyjeś
ramiona bez jakiegokolwiek ostrzeżenia owinęły się wokół jej talii, dosłownie
na ułamek sekundy przed tym, jak bezceremonialnie została odciągnięta do tyłu.
Początkowo nawet nie zorientowała się, co się stało, tępo wpatrując się w samochód,
który śmignął tuż przed nią, jak gdyby nigdy nic przejeżdżając przez miejsce,
gdzie chwilę wcześniej się znajdowała. Być może to szok, ale wcale nie poczuła
przerażenia, ale przede wszystkim pustkę – to oraz wątpliwości, sama niepewna,
co tak naprawdę właśnie miało miejsce. Czuła, że czyjeś ramiona nadal oplatały
ją w pasie, ale nie próbowała się nad tym zastanawiać, a tym bardziej
wyrywać, początkowo przekonana, że to Jason – przynajmniej do momentu, w którym
usłyszała nieco przytłumione, skierowane bezpośrednio do niej słowa.
– Uważaj!
Ja… Nic ci nie jest?
Z jakiegoś
powodu aksamitny, męski głos podziałał na nią trochę tak, jak nagły impuls
elektryczny. Natychmiast odskoczyła, okręcając się na pięcie, po czym poderwała
głowę, coraz bardziej zdezorientowana…
A potem
dosłownie zamarła, już tylko tępo wpatrując się w twarz stojącego przed
nią mężczyzny.
Wciąż
padający deszcz sprawiał, że świat wyglądał inaczej, zniekształcony i niewyraźny,
ale to nie przeszkodziło Alyssy w przyjrzeniu się intruzowi. Dziwnie
oszołomiona, z uwagą powiodła wzrokiem po szczupłym, ale bez wątpienia
umięśnionym ciele. Nawet pod ubraniem widziała zarys smukłego, gibkiego ciała, tym
wyraźniejszy, że mokry materiał ciasno przylegał do ciała mężczyzny. Widziała,
że był blady, a jego karnacja mocno kontrastowała z gęstymi, ciemnymi
włosami, które – wilgotne i ociekające wodą – kleiły się do jego czoła. Choć
na pierwszy rzut oka wydawało się to pozbawione sensu, a już na pewno
potwierdzało teorię o szoku, Alyssa mimowolnie pomyślała, że tych włosów
nie da się tak po prostu ułożyć. Jakby tego było mało, zapragnęła przeczesać je
palcami, jakby w nadziei, że będzie w stanie dokonać jakiegoś pieprzonego
cudu.
Rysy twarzy
z łatwością zapadały w pamięć, niezwykle regularne i harmonijne,
co momentalnie skojarzyło jej się z wyjątkową urodą wampirów, tym samym
potwierdzając, że nowe życie tak bardzo zamieszało jej w głowie, że chyba
już zaczynała tracić zmysły. Nie potrafiła tego jednoznacznie określić, ale coś
w wyglądzie nieznajomego w szczególny sposób zapadało jej w pamięć,
na swój sposób zadziorne i egzotyczne, chociaż nie potrafiła określić
w jakim sensie. Nie był stąd i to wydawało się oczywiste, ale w głowie
miała zbyt wielki mętlik, by być w stanie zebrać myśli i jednoznacznie
określić jego narodowość.
A potem
spojrzała mu w oczy i to było tak, jakby cały świat nagle się
zatrzymał, chociaż dopiero po kilku sekundach w pełni dotarło do niej
dlaczego.
Bo to były
te oczy! Te szokująco niebieskie, oszałamiające tęczówki, które dręczyły ją
przez te wszystkie miesiące, prześladując niemalże każdej nocy. Te same oczy,
których podświadomie wypatrywała, kiedy rozmawiała z każdym swoim kolejnym
partnerem, o ile tym mianem mogła nazwać rówieśników, z którymi
zdarzało jej się kilka razy spotkać z nadzieją na rozpoczęcie jakiejś
poważniejszej relacji. Oczy, których właściciela tak bardzo pragnęła poznać,
ale budziła się za każdym razem, kiedy wydawało jej się, że nareszcie dojdzie
do tego jakże upragnionego spotkania…
Teraz
z kolei właściciel tych pięknych tęczówek stał naprzeciwko niej, jak gdyby
nic spoglądając na nią w równie troskliwy, co i zagniewany sposób –
tak blisko… dosłownie na wyciągnięcie ręki…
Gwałtownie
nabrała powietrza do płuc. Serce momentalnie zabiło jej jeszcze szybciej,
rozpaczliwie tłukąc się w piersi i sprawiając, że ledwo była w stanie
oddychać. Spazmatycznie chwytała powietrze, jak urzeczona wpatrując się w mężczyznę
i bezskutecznie starając się stwierdzić, co takiego powinna zrobić.
Wszelakie myśli jak na zawołanie uciekły z jej głowy, a ona była
w stanie już tylko patrzeć, coraz bardziej zatracając się w tych
tęczówkach i…
I nagle
znów spadała, coraz niżej i niżej, podczas gdy on znajdował się tuż
naprzeciwko niej. Spoglądał na nią przenikliwie i już nie miała
wątpliwości, że pochwycił ją, by uchronić przed tym, co nieuniknione – upadkiem
albo ciemnością. Jedynym, czego była pewna, pozostawało to, że On tutaj był, sprawiając, że czuła się
naprawdę spokojna i bezpieczna, chociaż to wydawało się irracjonalne.
– Hej… Nic
ci nie jest? – doszło ją jakby z oddali. Uświadomiła sobie, że się
trzęsie, jedynie cudem wciąż będąc w stanie ustać na nogach. – Nic ci nie jest?
– zapytał ponownie, a jego ramiona nagle owinęły się wokół niej, pomagając
jej utrzymać pion.
Jego zapach
i bliskość oszałamiały, sprawiając, że jeszcze intensywniej zawirowało jej
w głowie. Usłyszała, że znów coś do niej mówił, próbując jakkolwiek
zwrócić na siebie jej uwagę, ale puściła jego pytania mimo uszu. W zamian
poderwała głowę i raz jeszcze spojrzała w te błękitne tęczówki, momentalnie
zapominając o okolicznościach – również o tym, że właśnie odciągnął
ją z drogi nadjeżdżającego auta.
– Jak masz
na imię? – wyszeptała tak cicho, że właściwie sprowadzało się to do delikatnego
ruchu warg, on jednak zdołał ją usłyszeć.
– Jakie to
ma…? – zaczął spiętym tonem, jednak coś w jej oszołomionym, aczkolwiek
zdeterminowanym spojrzeniu musiało na niego wpłynąć, bo ostatecznie dał za
wygraną. – Nick… Jestem Nicholas – wyszeptał.
– Nicholas…
– powtórzyła, jakby smakując nowe imię na języku. Podobało jej się, chociaż nie
była pewna, jakie to ma znaczenie.
Nicholas…
Znowu miała
wrażenie, że się zapada, ale tym razem to uczucie jej nie przeraziło. Czuła się
przy nim bezpieczna, jakby w jednej chwili świat wrócił na swój prawidłowy
tor, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe… Nie od dnia, w którym
całe jej życie uległo zmianie, a jej niejako zostało odebrane
człowieczeństwo.
Wyczuła, że
Nicholas przesunął się, a po chwili jego dłoń wylądowała na jej ramieniu.
Drgnęła, ale nie zaprotestowała, zaś z chwilą, w której mężczyzna
spróbował ująć ją pod ramię, a ich dłonie otarły się o siebie, on
i parking nagle się rozpryśli, a wszystko po raz kolejny uległo
zmianie.
Zeszło mi trochę dłużej niż zwykle, ale to przez pewne problemy z komputerem i to, że przez kilka dni musiałam ograniczać się do tabletu – a na nim nie da się swobodnie pisać. Co więcej, sama nie byłam pewna, jak poprowadzić akcję po rozmowie z Mary, bo przez pewne zmiany nie mogłam wrzucić pełnego gotowca. Ostatecznie w ostatniej chwili zdecydowałam się na takie rozwiązanie – o tyle przemyślane, że brałam je pod uwagę już za pierwszym razem, a potem żałowałam, że jednak się na nie nie zdecydowałam. Cóż, tym razem już się nie wahałam – macie Nicholasa, pierwsze spotkanie i… ogólnie chaos, jak mniemam. Mam nadzieję, że to Was usatysfakcjonuje, tym bardziej, że część wyszła dłuższa niż zazwyczaj ;>Kolejny rozdział niebawem, tym razem bez niespodzianek – przynajmniej mam taką nadzieję. Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia, witam nowych czytelników i raz jeszcze dziękuję, że ze mną jesteście. To pomaga.No cóż, z mojej strony to tyle, więc do napisania!

No i masz... Alyssa miała pozałatwiać ludzkie sprawy i nie zrobiła nic. Ale w sumie życie takie jest, czy to wampirze czy też ludzkie, że lubi płatać figle. Chociaż może jednak coś zrobiła – jeszcze bardziej wystraszyła Mary swoim dziwacznym zachowaniem, o ucieczce nie wspominając. Tylko kto wie, co by zrobiła, gdyby jednak została, więc może tak było lepiej?
OdpowiedzUsuńŻal mi Mary, naprawdę. Dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka żyje, a do tego zachowuje się jakby były dla siebie obce. To musiało zaboleć, cholernie mocno. Jeszcze to, że Alyssa nie sądziła, że Mary tam będzie... Cios poniżej pasa. :/
Choć jak sądzę, Ali zabolało to równie mocno. Tym bardziej, że robi to dla dobra przyjaciółki.
Na temat spotkania z Nicholasem, co by tu powiedzieć. Na razie chyba niewiele. Gdybym to ja spotkała faceta, który śni mi się po nocach, albo raczej jego oczy, to pewnie uciekłabym z krzykiem. No cóż... Raczej takie rzeczy zdarzają się rzadko, jak nie w ogóle. :)
Czyżby Alyssa miała wizję tego kim była? Albo coś w tym stylu?
Czekam na następny rozdział!
Pozdrawiam ^^
Rozmowa z Mary z pewnością nie przebiegnęła tak jak Alyssa by sobie tego życzyła -o ile w ogóle można to nazwać rozmową. To zawsze przykre, kiedy najbliżsi nagle wydają się tak bardzo obcy,. Choć wierzę, że można to wszystko naprawić o ile będą mieć szansę na jedną szczerą rozmowę. Trudno jednak oskarżać Aly o jej zachowanie - to był jedyny sposób żeby uratować Mary, nawet jeśli to sprawiło, że przyjaciółka patrzyła na nią jak na potwora.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że nie spodziewałam się, że Nicholas będzie tym tajemniczym wymarzonym mężczyzną z pięknymi oczami. I po tym opisie i zachwycie Aly też zaczynam go lubić xD Choć obawiam się, że to może być złudne. Ale tak czy siak, to z pewnością będzie ciekawie o nich czytać ;)