Alyssa
W jednej chwili wszystko
potoczyło się błyskawicznie. Skyler roześmiała się, a potem w końcu
puściła Alyssę, by z tym niebezpiecznym, nieco szalonym uśmiechem, skoczyć
do przodu – tak szybko, że nawet wyostrzone zmysły zdały się na nic, a Ali
w zdenerwowaniu zobaczyła jedynie błyskawicznie przemieszczającą się,
zamazaną plamę. Dostrzegła również błysk satysfakcji w lśniących oczach
Carlosa, który natychmiast odpowiedział na atak, poruszając się równie szybko i z –
przyznajmy – wyjątkową wręcz gracją, której niejeden człowiek mógłby mu
pozazdrościć.
Kimkolwiek
była Skyler, najwyraźniej pozostawała równie sprawna i niebezpieczna, co
i wampir. Wrażenie było takie, jakby czas nagle cofnął się o kilka
tygodni, a ona znów była w tym ciemnym lesie na obrzeżach Seattle,
podczas gdy Carlos ratował jej życie, bez chwili wahania rzucając się do walki
z Dorianem. Różnica leżała w tym, że to już nie był las, ale
opustoszała uliczka, a ona nie była niczego nieświadomą, bezradną
dziewczynką, która mogła tylko patrzeć, bezskutecznie próbując zwalczyć
narastające w niej z każdą kolejną sekundą pragnienie natychmiastowej
ucieczki. Co więcej, tym razem nie chodziło wyłącznie o nią, ale również
o Alexandra, który był nieprzytomny albo…
Nie, był
nieprzytomny. Innej możliwości nawet nie chciała brać pod uwagę.
– Alyssa,
wynocha! – syknął z rozdrażnieniem Carlos, lądując w kucki gdzieś
w głębi uliczki, gdzie przyczaił się, uważnie śledząc kolejne ruchy
Skyler.
Kobieta
metodycznie krążyła od jednej kamiennej ściany do drugiej, niczym jakieś
dzikie, zamknięte w klatce zwierzę. Sam Carlos sprawiał wrażenie
niebezpiecznego i absolutnie nieludzkiego, blady i ciemnowłosy,
z tym dzikim błyskiem w oczach. To mogłoby być nawet przerażające,
gdyby wampir akurat nie stanowił jej jedynego wybawienia, a ona nie czuła
się zbyt zaniepokojona stanem Alexa, by zwracać uwagę na cokolwiek innego.
Puściła
słowa mężczyzny mimo uszu, co prawda ruszając się z miejsca, ale nie po
to, żeby gdziekolwiek uciekać. Starając się kontrolować sytuację, powoli
przesunęła się w stronę samochodu i Alexa, chcąc w pierwszej
kolejności zapewnić mu bezpieczeństwo. Mogła się założyć, że Carlos nie miał
takiego zamiaru, przejęty jedynie nią i to najpewniej nie przez wzgląd na
to, że darzył ją jakąś szczególną sympatią. Nie miała pojęcia, skąd tak nagle
się tutaj wziął, ale w gruncie rzeczy wcale jej to nie interesowało,
zresztą nie sądziła, by pobudki jej stwórcy były jakoś szczególnie istotne. Dla
jej przyjemności mógł ją nawet śledzić, jeśli tylko zapewniłby jej okazję do
tego, żeby pomogła Alexandrowi i znalazła sposób na ewakuowanie z tego
miejsca zarówno jego, jak i siebie.
Usłyszała
ciche przekleństwo, ale zamierzała się tym nie interesować. Owszem, w chwili,
w której Carlos pojawił się w tej uliczce, przez ułamek sekundy miała
ochotę płakać z radości albo rzucić się wampirowi na szyję i mocno go
ucałować, ale to był wyłącznie akt desperacji, nic więcej. Ta kobieta, Skyler,
była niebezpieczna i to było wiadome już od chwili, w której Ali zobaczyła
ją po raz pierwszy. Alyssa nie miała pojęcia, co by się stało, gdyby jednak
zdecydowała się odejść ze Skyler, ale czuła, że nie byłoby to nic dobrego, nie
wspominając o losie, który w takim wypadku czekałby Alexa. Co prawda
w najlepszym wypadku zostawiłaby go w tej uliczce, a prędzej czy
później doszedłby do siebie albo ktoś inny zdecydowałby się mu pomóc, ale
bardziej prawdopodobne wydawało się to, że nieśmiertelna pofatygowałaby się
o pozbycie jedynego świadka, który ją widział.
Wszystko
działo się bardzo szybko, ale nawet zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo
nieprzewidywalne potrafiły być istoty takie jak Carlos i – niewątpliwie –
ta kobieta, nie wpadłaby na to, co wydarzyło się chwilę później. Kątem oka
wychwyciła gwałtowny ruch, kiedy Skyler przemieściła się, szykując do kolejnego
ataku; ciemne, przemoczone włosy kobiety falowały za sprawą pędu, kiedy raz
jeszcze rzuciła się przed siebie, próbując znaleźć najdogodniejszy sposób na
to, żeby spróbować zaskoczyć przyczajonego w mroku Carlosa…
…i w następnej
sekundzie wylądować na czterech łapach, w postaci pantery o tak
oszałamiającej, srebrzystobiałej sierści, że Alyssa aż krzyknęła i zatoczyła
się do tyłu, całkowicie wytrącona z równowagi.
To nie
miało prawa się dziać, ale Skyler najwyraźniej jeszcze nie miała o tym
pojęcia. Mrucząc z lubością, niczym rozochocone kocię a nie
śmiertelnie niebezpieczny drapieżnik, pantera przeciągnęła się i zaczęła
z wolna krążyć, stawiając kolejne kroki z taką gracją i rozmysłem,
że wręcz nieprawdopodobnym wydawało się to, iż mogłaby być prawdziwa. Sam widok
tak majestatycznego, pięknego i zarazem niebezpiecznego zwierzęcia w małej,
obskurnej uliczce, wydawał się nierealny, prawie jak sen, choć może lepszym
określeniem byłby „koszmar” – tym bardziej, że zamiary tej istoty zdecydowanie
nie były dobre, a tym bardziej nie niosły ze sobą poczucia bezpieczeństwa.
Skyler
(łatwiej było myśleć o niej Skyler, choć do Alyssy wciąż nie dochodziło
to, że nadal miała przed sobą tę niezwykłą kobietę) wydała z siebie
nieludzki, przyprawiający o dreszcze pomruk, po czym praktycznie bez
ostrzeżenia zwróciła głowę w stronę zastygłej w bezruchu dziewczyny.
Jakby mało było, że przemiana w zwierzę była ostatnią rzeczą, na którą Ali
była gotowa, dodatkowo zaskoczył ją nieziemski odcień pary wpatrzonych w nią
tęczówek – nie stalowoszarych, ale tak przeszywająco niebieskich, że aż
zakręciło jej się w głowie. Momentalnie pomyślała o Nicholasie, swoim
śnie i spadaniu, ale zaraz odrzuciła od siebie podobne myśli, bo w gruncie
rzeczy te oczy były zupełnie inne, miejscami swoim odcieniem wpadając w zieleń,
poza tym, co najważniejsze, nie patrzyły na nią w ten czuły,
przyprawiający o palpitacje serca i przyśpieszający oddech sposób.
To niemożliwe, niemożliwe…, tłukło się
Alyssy w głowie, ale pewnie nawet gdyby powtarzała te słowa aż po kres
wieczności, to niczego by nie zmieniło. Szlag, ledwo oswoiła się z myślą
o tym, że na świecie istnieją nieśmiertelni, całkowicie różni od zwykłych
ludzi i że teraz sama do nich należała! Jakby mało jej było Carlosa, jego
niedopowiedzeń, Nicholasa i tego, że tak po prostu została zmuszona, by odrzucić
swoje dotychczasowe życie, teraz jeszcze musiała pojawić się ta kobieta, na
dobre zakończenie kolejnego nienormalnego dnia, na jej oczach zacząć
przeistaczać się w zwierzę!
No cóż,
w końcu ciekawych doświadczeń nigdy dość.
– Carlos… –
wyszeptała zmartwiałymi wargami, instynktownie cofając się o krok, choć jakaś
jej cząstka stanowczo protestowała przed takim rozwiązaniem. W końcu
drapieżników nigdy nie należało prowokować, ale…
Oddech
jeszcze bardziej jej przyśpieszył, co chyba nie zrobiło większego wrażenia na Skyler.
Biała pantera uniosła ogon, machając nim na prawo i lewo, tak szybko, że
ze świstem przeciął powietrze, zamieniając się w srebrzystobiałą zamazaną
smugę. Obnażyła niebezpiecznie ostre zęby, po czym zrobiła kolejny krok do
przodu, zmierzając w stronę zesztywniałej Alyssy. Teraz znajdowała się
idealnie w połowie dystansu, który łączył Ali i Carlosa, zwrócona
plecami do wampira, co zdecydowanie nie było mądre, ale gotowe do skoku zwierzę
najwyraźniej nie czuło się nawet w niewielkim stopniu zagrożone.
Ali uniosła
głowę, by w co najmniej spanikowany sposób spojrzeć na Carlosa. Mężczyzna
lekko potrząsnął głową, nakazując jej milczenie; wzroku prawie wcale nie
odrywał od Skyler, nie tyle zaniepokojony, co wyraźnie rozdrażniony tym, że
ktokolwiek mógłby traktować go w ten sposób. Carlos rzadko okazywał
emocje, zwłaszcza te najbardziej skrajne, ale tym razem nawet nie próbował się
hamować, dzięki czemu Alyssa nie miała wątpliwości, że Skyler nie była
przypadkową przeciwniczką. Już pomijając to, że wampir znał jej imię, nie mogła
zapomnieć, że ta kobieta przyszła po nią, nie wspominając o tym, że nazywała
ją w ten dziwny sposób…
Och, Carlos
przecież też nazywał ją „księżniczką”. Wcześniej uznała to za próbę
zdenerwowania jej, tym bardziej, że w jego wykonaniu brzmiało to równie
pieszczotliwie, co i wzgardliwie, tak, że z równym powodzeniem mógłby
mówić do niej „idiotko”, ale kiedy myślała o tym teraz… Jeśli miała być
szczera, nie była już pewna niczego, a niewiedza stopniowo doprowadzała ją
do szaleństwa.
Deszcz
wciąż padał, tak mocno i intensywnie, że stróżki wody zaczęły gromadzić
się w rynsztokach, tworząc coraz bardziej okazałe kałuże. Alyssa nie była
pewna, co to właściwie oznacza i dlaczego towarzyszyło jej irracjonalne
poczucie, iż to, co wydawało się ciągnąć w nieskończoność, w rzeczywistości
trwało zaledwie kilka sekund, ale to pozostawało najmniej istotne. Całą swoją
uwagę koncentrowała na Skyler, zwłaszcza kiedy zauważyła, jak biała pantera
napina mięśnie, szykując się do skoku. Zastygła w bezruchu, gotowa do
natychmiastowej ucieczki, nawet mimo obecności Carlosa, ale nim zdążyła dobrze
zastanowić się nad tym, co się działo, zwierzę nagle zaatakowało – z tym,
że jego celem wcale nie była Alyssa.
To były
zaledwie ułamki sekund, ale zapamiętała je z taką dokładnością, jak
i tę noc, w którą przestała być człowiekiem. Kiedy Skyler skoczyła
w stronę Alexa, zareagowała tak instynktownie, że nawet nie zorientowała
się, kiedy właściwie ruszyła się z miejsca. W jednej chwili stała pod
ścianą, a w następnej zmaterializowała się tuż przed panterą, gotowa
przyjąć uderzenie, nawet jeśli jej na wpół ludzkie ciało miałoby na tym
ucierpieć. Chyba powinna się bać, ale czuła przede wszystkim narastający
z każdą kolejną sekundą gniew, jakże podobny do tego, którego doświadczyła
już wcześniej. Wszystko jak na zawołanie zabarwiło się na czerwono, ale tym razem
przyjęła to niemalże z ulgą, jakby ta złość była czymś więcej, niż reakcją
nowo narodzonej na jakiekolwiek zagrożenie. Co więcej, uczucie nie zniknęło
samo z siebie, jak to było wcześniej, kiedy w jednej chwili chciała
ze Skyler walczyć, a w następnej stała bezradna, gotowa
podporządkować się woli kobiety, niezależnie od tego, jaka by ona nie była. W tamtej
chwili coś w niej pękło, a Ali nie potrafiła się temu oprzeć,
pozwalając, by to dziwne uczucie – niosące ze sobą zarówno oślepiający gniew,
jak i oszałamiającą wręcz siłę – przejęło nad nią kontrolę, sprawiając, że
przez krótką chwilę poczuła się kimś zupełnie innym.
– Stój!
Chyba
podświadomie czuła, że Skyler usłucha, ale do samego końca mimo wszystko
i tak wyczekiwała towarzyszącego uderzeniu bólu. Aż nazbyt wyraźnie
widziała napinające się pod srebrzystobiałym futrem mięśnie oraz pazury,
zdecydowanie ostrzejsze niż w przypadku normalnego zwierzęcia. Skyler była
silniejsza, bardziej niebezpieczna i zdecydowana, by zabić, przez co aż nieprawdopodobnym
wydawało się, żeby cokolwiek mogło ją zatrzymać.
A jednak
w odpowiedzi na słowa Alyssy przystanęła, chyba jedynie cudem będąc
w stanie wytracić prędkość. Zrezygnowała z ataku, miękko lądując na
czterech łapach, zaledwie kilka metrów od zastygłej w bezruchu dziewczyny.
Patrzyły na siebie, obie równie zdenerwowane i zagniewane, dosłownie
przenikając się spojrzeniami, co robiło wrażenie zwłaszcza w przypadku
całkowicie ludzkich oczu Skyler – pary niebieskozielonych tęczówek, osadzonych w ciele
zwierzęcia. Pantera zamarła, wciąż przyczajona i wyraźnie podenerwowana,
co było widać w niemalże każdym, nawet najbardziej subtelnym ruchu. Ali
doskonale widziała najeżone futro, drgające mięśnie, uważnie śledzące każdy jej
ruch jasne, przenikliwe oczy… Wszystko to wydawało się wręcz krzyczeć, że
kobieta ma ochotę rzucić się komuś do gardła, a jednak nie ruszyła się
nawet o milimetr, posłusznie nieruchomiejąc pod ostrym spojrzeniem Alyssy.
Zauważyła,
że tkwiący na swoim miejscu Carlos drgnął nerwowo. Słyszała, że mruczał coś
gniewnie, wydając się wyklinać na czym świat stoi, ale prawie nie zwracała na
niego uwagi, przynajmniej do chwili, w której spróbował do niej
podejść. Chociaż sensownym wydawało się, że chciał ją chronić, Alyssa
instynktownie uniosła rękę, nakazując mu zostać na swoim miejscu. Spojrzał
na nią tak, jakby całkiem już postradała zmysły i natychmiast otworzył
usta, bez wątpienia gotów zacząć się kłócić, ale nie zamierzała pozwolić mu
dojść do słowa:
– Nie,
Carlos – ucięła, chociaż sama nie była pewna, co ma na myśli. Brzmienie jej
własnego głosu ją zaskoczyło, tym bardziej, że słowa zabrzmiały tak zdecydowanie,
że sama zapragnęła skulić się za sprawą rozkazu, który padł z jej ust.
Nigdy wcześnie nie zwracała się do nikogo w taki sposób i choć do
pewnego stopnia ten stan rzeczy ją przerażał, jednocześnie sprawiał, że czuła
się… dobrze. – Masz zostać tam, gdzie
stoisz – dodała, nawet nie próbując sprawdzać, czy usłuchał.
Jeszcze
kiedy mówiła, zrobiła stanowczy krok naprzód, znacznie skracając dzielący ją i Skyler
dystans. W najzupełniej naturalny sposób ugięła nogi w kolanach,
niemal z gracją kucając, by bez przeszkód spojrzeć wprost w te
lśniące, niezwykłe oczy. Mogła tylko zgadywać, co takiego wyrażała jej twarz,
ale dawno nie czuła się tak zdecydowana i wściekła zarazem. W zasadzie
nie doświadczyła podobnego stanu nigdy wcześniej, choć coś zbliżonego chyba
miało miejsce przed domem Sorentich, kilka tygodni wcześniej, kiedy pogardliwe
traktowanie Carlosa całkiem wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że miała
ochotę go… zabić.
Pośpiesznie
odrzuciła od siebie niechciane myśli, koncentrując się na Skyler i emocjach,
które względem niej odczuwała. Ta istota chciała skrzywdzić Alexandra i ją,
a to…
To
zdecydowanie nie było akceptowalne, zwłaszcza z jej perspektywy.
– Masz go
zostawić – powiedziała cicho. Kolejne słowa wydawały się ginąć w łagodnym
szumie wciąż padającego deszczu, ale nie miała wątpliwości, że kobieta
doskonale ją rozumiała… Och, lepiej dla niej byłoby, gdyby słyszała. – Odsuń
się, Skyler – powtórzyła z mocą.
Miała
wrażenie, że trwało to całą wieczność, niemniej pantera usłyszała. Nienaturalne,
ale wciąż ludzkie oczy nadal wydawały się przeszywać Alyssę na wskroś, kiedy
zwierzę zrobiło pierwszy krok w tył, kuląc się i wydając się toczyć
wewnętrzną walkę, której rezultatów dziewczyna mogła się tylko domyślać. Nie
była pewna, skąd to wie, ale czuła, że w tym przypadku istotny jest każdy,
nawet najmniej rzucający się w oczy gest – od jeżącego się mimo ulewy
futra, poprzez drgające mięśnie i nerwowe ruchy ogona. Ludzie nie
porozumiewali się ze sobą w ten sposób, ale kiedy do głosu dochodził
instynkt, wszystko się zmieniało i chyba właśnie na tym polegała
najistotniejsza różnica pomiędzy człowieczeństwem a istotami
nieśmiertelnymi.
Wraz
z kolejnym krokiem w przód, jeszcze bardziej skróciła dystans
pomiędzy sobą a Skyler. Czuła, że ryzykuje i w innym wypadku bez
wątpienia doszłaby do wniosku, że postępuje głupio, ale nie tym razem. To był
rodzaj dotychczas zgubnej pewności siebie, której nigdy dotąd nie zaznała,
a która podobała jej się w równym stopniu, co i nagłe poczucie
władzy albo wrażenie, że jest w stanie przejąć kontrolę nad sytuacją.
Co więcej, ten jeden raz była w stanie ochronić kogoś, kto był dla niej
ważny, Skyler z kolei zaczęła jej się nagle jawić jako nic nieznacząca,
słabsza od niej istota, która nie tylko nie miała prawa jej skrzywdzić, ale wręcz
powinna się przed nią płaszczyć. Powinna, ponieważ…
Zabij ją. Zabij ją, Alysso… Ukarz, bo ona
nie powinna…
Zabij.
Zacisnęła
powieki, po czym nieznacznie potrząsnęła głową. Wciąż nie odrywając wzroku od
przyczajonej przed nią pantery, raz jeszcze spojrzała stworzeniu w oczy,
decydując się odezwać:
– Skyler –
powiedziała z naciskiem i tym razem doznała niemałego szoku, kiedy
grzbiet pantery drgnął, jakby ta tylko siłą woli utrzymywała się na nogach. Z równie
przerażającą łatwością przyszło jej wyobrażenie sobie klęczącej przed nią
Skyler, na dodatek niekoniecznie pod postacią zwierzęcia. – Teraz odejdziesz. I nigdy
więcej nie tkniesz Alexa… Słyszysz? Nigdy! – rzuciła gniewnie, na moment tracąc
panowanie nad własnym głosem. – Jeśli coś mu się stanie… Nie wiem, jak tego
dokonam, ale przysięgam, że cię odnajdę – zapowiedziała i przez ułamek
sekundy naprawdę czuła, że byłaby do tego zdolna.
Spojrzenie
Skyler – choć ta wciąż pozostawała pod postacią drapieżnika – miało w sobie
coś kpiarskiego, choć Alyssa nie przypuszczała, że jakiekolwiek zwierzę mogłoby
patrzeć na kogokolwiek w taki sposób. To było niemal jak wyzwanie, które
na moment znów wytrąciło ją z równowagi, sprawiając, że instynktownie
spięła się, nagle zaniepokojona myślą, że kobieta jednak nie podda się tak
łatwo i spróbuje ją zaatakować. Minuty ciągnęły się w nieskończoność,
wydając się utwierdzać Alyssę w przekonaniu, że to wcale nie jest takie
proste, a Skyler za chwilę roześmieje się albo od razu rozpęta piekło,
którego nie będzie w stanie powstrzymać nawet Carlos. Nie, skoro ten stał
zdecydowanie zbyt daleko, by nawet przy swoich wampirzych zdolnościach być
w stanie zareagować.
A potem
– jak gdyby nigdy nic – pantera zadarła ogon i okręciwszy się wokół
własnej osi, po prostu odeszła, w następnej sekundzie rzucając się do
biegu. Chwilę później zniknęła gdzieś w mroku, równie nagle, co się
pojawiła. Deszcz wciąż padał, zawzięcie atakując ziemię i sprawiając, że
świat wyglądał zupełnie inaczej, zniekształcony przez ścianę spływającej wody.
Wokół panowała cisza, choć ta już nie wydawała się aż do tego stopnia
nienaturalna, jak jeszcze chwilę wcześniej, kiedy miało się wręcz ochotę wyć
z rozpaczy, żeby tylko ten stan rzeczy przerwać. Alyssa wciąż odczuwała
przejmujący chłód, niekontrolowanie drżąc na całym ciele, choć sama nie była
pewna, czy to sprawka temperatury, deszczu, czy też tej niepojętej mieszaniny
skrajnych emocji, których w żaden sposób nie potrafiła okiełznać, a tym
bardziej zrozumieć.
W milczeniu
powiodła wzrokiem dookoła, spoglądając kolejno na miejsce, w którym
zniknęła Skyler, na uparcie milczącego Carlosa, zaparkowany samochód, a ostatecznie
na wciąż nieprzytomnego Alexa. Z chwilą, w której dotarło do niej, że
ten ostatni wciąż oddycha i że przynajmniej tymczasowo wszyscy byli
bezpieczni, poczuła się trochę tak, jakby z ramion zdjęto jej olbrzymi
ciężar. W tym samym momencie kolana ostatecznie ugięły się pod nią i byłaby
upadła, gdyby nie dwie lodowate ręce, które w porę pochwyciły ją w pasie.
Uniosła głowę, mimo padającego deszczu spoglądając wprost w ciemne oczy
obejmującego ją Carlosa i próbując zrozumieć, jak to możliwe, że mimo
tego, iż była przemoczona, jego objęcia wydawały jej się rozkosznie ciepłe.
– Carlos…?
– wyszeptała z pewnym wysiłkiem. Lekko uniósł brwi, jakby zaskoczony tym,
że w tej sytuacji mogłaby wypowiedzieć właśnie jego imię. – Co ja
zrobiłam?
– Sam
chciałbym to wiedzieć, księżniczko – stwierdził cicho, równie wytrącony z równowagi,
co i ona, chociaż starał się tego nie okazywać. Zwykle jego zdolność do
panowania nad emocjami doprowadzała ją do szaleństwa, ale tym razem wyjątkowo
było jej to na rękę. Już i tak była zbyt przejęta, a więcej nerwów
zdecydowanie nie było jej potrzebne.
Dziwnie
zdezorientowana, spuściła wzrok.
– Dlaczego
wciąż nazywasz mnie „księżniczką”? – zaryzykowała, nawet nie próbując na niego
patrzeć.
Carlos
westchnął cicho, ostatecznie rezygnując z prób postawienia jej do pionu. W zamian
przykucnął tuż obok, wciąż ją podtrzymując i jakby od niechcenia chwytając
za rękę.
– A dlaczego
nie? – rzucił i niewiele brakowało, by roześmiała się histerycznie. Z drugiej
strony z równym powodzeniem mogła spróbować go uderzyć, bo nie miała
najmniejszych wątpliwości, że kłamał jak z nut.
– Carlos… –
zaczęła raz jeszcze.
– Hm? –
Wydawał się coraz bardziej niespokojny. – Alyssa, proszę… – westchnął, choć
właściwie nie miała pewności, co takiego miał na myśli. Jakie to zresztą miało
znaczenie w obecnej sytuacji?
Zmusiła się,
by wziąć się w garść, po czym raz jeszcze spojrzała mu w oczy. Kiedy
w końcu zdecydowała się odezwać, jej głos brzmiał zaskakująco wręcz
spokojnie, a przy tym bardzo, ale to bardzo pewnie.
– Chyba
masz mi coś do wyjaśnienia i to w tej chwili – oznajmiła z przekonaniem.
– I naprawdę nie chcę słyszeć, że nie możesz albo nie chcesz.
Po jego
minie poznała, że niezależnie od tego, co faktycznie myślał, musiał przyznać
jej rację – i że taki stan rzeczy cholernie mu się nie podobał.
Kolejny rozdział – dość dynamiczny, a przynajmniej takie było pierwotne założenie. Niemniej ostateczną ocenę pozostawiam Wam, zresztą tak jak i zwykle ;) Dodam, że teraz już prosto do wyjaśnień, chociaż nie wiem, czy dzięki nim cokolwiek stanie się łatwiejsze. Jaśniejsze na pewno, ale nie byłabym sobą, gdybym właśnie nie planowała namieszać.Z mojej strony to tyle. Jak zwykle dziękuję za to, że jesteście, a teraz… Do napisania!

Co dopiero oswoiłam się z poprzednim rozdziałem, a tu już następny! :)
OdpowiedzUsuńZ czasem jest jeszcze więcej pytań niż na początku, ale ja tam uwielbiam takie historie. Fajnie, że się pojawił znów Carlos i mam nadzieję, że w następnym rozdziale też będzie, bo jest moim ulubieńcem. ^^
Intrygująca jest Alyssa, albo w sumie to, kim była? Nie wiem jak to nazwać, bo nie wiem czy to jakieś wcielenie czy co... Pewnie kiedyś to wyjaśnisz. Obecnie odnoszę wrażenie, że mogła być demonem, albo miała z nimi coś wspólnego, skoro Skyler powiedziała, że się znały. No i mam gdzieś w pamięci scenę z Panem Ciemności, tak więc jakąś swoją teorię snuję, ale zobaczymy ile mi się z tym pokryje.
Zauważyłam kilka literówek:
„...jak bała pantera napina mięśnie, szykując się do skoku.” – chyba miało być „biała”.
„Zrezygnowała z ataku, miękko lądując na czterech łapach, zaledwie kilka metrów od zastygłem w bezruchu dziewczyny” – a nie „zastygłej”?
„Skyler z kolei zaczęła jej się nagle jawić jako nic nieznacząca, słabsza od niej istota, która nie tylko miała prawa jej skrzywdzić, ale wręcz powinna się przed nią płaszczyć” – a nie powinno być: „nie tylko nie miała prawa jej skrzywdzić”.
Czekam na następny rozdział!
Pozdrawiam. ^^
Dziękuję ślicznie za komentarz :3 Literówki zaraz poprawię – trochę odciążyłaś moją betę, bo Frix dopiero się za ten rozdział zabiera. Ech, zawsze coś namieszam ^^
UsuńCieszę się, że wciąż Ci się podoba :) Jestem też ciekawa teorii, tym bardziej, że rozdział 31 powinien przynieść konkretne odpowiedzi – to, kim jest Alyssa. Mam nadzieję, że mimo wszystko zaskoczę, chociaż przyznaję, że Twój tok rozumowania jest dobry :3
Również pozdrawiam!
Nessa.
Podzielę się jedną, a co mi tam. ;)
OdpowiedzUsuńAlyssa była córką Lucyfera, która zakochała się w Nicholasie i coś tam się wydarzyło, że zginęła. No ale to tylko teoria. :)
Dziękuję za tę teorię. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że chyba trafiłam z tempem… I że XXXI rozdział jak najbardziej będzie odpowiedni na wyjaśnienia :) Pozwól, że na razie nic więcej nie dodam, przynajmniej nie tutaj z oczywistych względów ^^
UsuńNessa.