Alyssa
Nie miała pewności, która jest
godzina. Choć musiało minąć kilka godzin od chwili, w której pojawiła się
na parapecie pokoju Mary, Alyssa nie mogła pozbyć się wrażenie, że czas nagle przestał
płynąć albo wręcz się cofnął, jakimś cudem wracając do momentu poprzedzającego
ten nieszczęsny wieczór, który raz na zawsze zmienił jej życie. Zdawała sobie
sprawę z tego, że to niemożliwe, jednak siedząc w otoczeniu znajomych
rzeczy, napawając się panującą w pokoju atmosferą i przebywając w miejscu,
które tyle czasu było jej domem i gdzie wciąż znajdowały się jej rzeczy,
czuła się naprawdę dobrze. Jeśli dodać do tego obecność i zachowanie Mary,
Ali była wręcz gotowa stwierdzić, że nie zmieniło się nic, a one po raz kolejny
zasiedziały się do późna, rozmawiając i czuwając do rana, obojętne na to,
że z samego rana czekają je kolejne wykłady.
Zabawne,
ale chyba naprawdę zaczynała tęsknić za codziennymi problemami i tym, by
jej największym wyzwaniem było zmuszenie się, by po zarwanej nocy dotrzeć do
odpowiedniej sali, a później postarać się nie zasnąć podczas zajęć. To wydawało
się zadziwiająco wręcz normalne i najzupełniej ludzkie, przez co
świadomość, że w rzeczywistości zmieniło się wszystko, a ona właśnie
narażała swoją najlepszą przyjaciółkę na niebezpieczeństwo, tym intensywniej
dawała się dziewczynie we znaki. Nie
powinnaś tutaj być. Nie zasłużyłaś na to, tłukło jej się w głowie
i te myśli stopniowo doprowadzały Ali do szaleństwa, uprzytomniając to,
jak wiele zostało jej odebrane w kilka zaledwie tygodni. To, czego
doświadczała, stanowiło zaledwie namiastką dawnego życia, które odeszło w zapomnienie,
teraz jawiąc się jako ulotny sen – jedynie pozornie prawdziwe i wbrew
wszystkiemu nie mające żadnego związku z rzeczywistością.
Z jakiegoś
powodu nawet ta świadomość nie była w stanie sprawić, żeby poczuła się gorzej.
Czuła spokój, co wydawało się dość paradoksalne, jeśli wziąć pod uwagę, że na
zewnątrz wciąż padało, a w powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemne,
podsycone przez deszczową aurę napięcie. Już nie grzmiało i jedynie
sporadycznie gdzieś za oknem dało się przyuważyć rozjaśniający wszystko wokół
błysk pioruna, jednoznacznie dający do zrozumienia, że ulewa stopniowo ustępowała,
coraz bardziej oddalając się od deszczowego Seattle. Z wolna zapanowywał
spokój, co jedynie podsycało uczucie senności, Alyssa jednak nie czuła
zmęczenia. Sen przychodził sporadycznie, stanowiąc prawdziwy przywilej, który
po części został jej odebrany – i to zwłaszcza teraz, kiedy najbardziej go
potrzebowała.
Mary
kręciła się po pokoju, raz po raz popijając już chyba trzecią kawę z rzędu,
by mimo późnej pory utrzymać się na nogach. Z niezrozumiałą dla Alyssy
determinacją przeglądała kolejne strony, wodząc wzrokiem po jaśniejącym w półmroku
ekranie laptopa i bezgłośnie poruszając ustami. Ali już jakiś czas
wcześniej przestała zagadywać, czego przyjaciółka właściwie szukała, w zamian
próbując zająć czymś ręce. Z niejaką ulgą przekonała się, że jej
współmieszkanka nie ruszyła żadnej z należącej do niej rzeczy, dzięki
czemu nie miała większych problemów z doprowadzeniem się do porządku.
Poczuła się dużo pewniej, mogąc przebrać się w suche ubrania i rozczesać
poplątane, wilgotne włosy. Chociaż to wydawało się niczym, zwłaszcza po
rozmowie, którą odbyły, nagle nawet najbardziej prowizoryczne czynności zaczęły
jawić się jako niezwykle kojące i… po prostu normalne.
Tak,
zdecydowanie potrzebowała normalności.
–
Mogę cię o coś zapytać? – usłyszała i aż uniosła brwi, pośpiesznie
przenosząc wzrok na ułożoną na łóżku Mary.
Leżała na
brzuchu, nawet na moment nie odrywając wzroku od ustawionego na materacu
laptopa. Jej twarz nie wyrażała żadnych konkretnych emocji, przez co Alyssa
mogła tylko domyślać się, co takiego jej przyjaciółka tym razem czytała. Z ciemnymi
włosami i w cieniutkiej koszuli nocnej wydawała się krucha, a przy
tym na swój sposób urocza (Nie żeby zamierzała Mary o tym powiedzieć!)
i absolutnie nieprzygotowana na to, by mierzyć się ze światem, w który
dopiero co wprowadziła ją Alyssa.
– Jasne.
Usłyszała
westchnienie, a po chwili Mary w końcu wyprostowała się i przeniosła
na przyjaciółkę parę lśniących, szmaragdowych tęczówek.
– Chodzi mi
o to, co powiedziałaś o tym, co wydarzyło się w lesie. Wiesz,
kiedy ten dupek cię zdenerwował… –
rzuciła jakby od niechcenia, a Ali ledwo powstrzymała uśmiech.
– Ten dupek ma na imię Carlos i wcale nie
jestem pewna, czy jest aż tak zły, jak to przedstawiłam – przyznała, po czym
westchnęła przeciągle. – Byłam wtedy taka zła, Mary…
– Tak, tak.
Dla mojej przyjemności on może być nawet uosobieniem archanioła Gabriela,
samego Jezusa, czy kogo tam jeszcze. Dla mnie to dupek – ucięła. Alyssa z zaskoczeniem przekonała się, że przyjaciółka
wcale nie wyglądała przy tym na rozbawioną. Wręcz przeciwnie – wspominając
o Carlosie, Mary wydawała się chętną rozszarpać wampira na kawałeczki,
nawet jeśli to było fizycznie niemożliwe. – Zresztą nie o niego chodzi.
Pytam się o to, co wydarzyło się, kiedy… już straciłaś nad sobą kontrolę –
uściśliła, momentalnie poważniejąc.
Alyssa
zamarła, momentalnie przestając przeczesywać ciemne włosy palcami. Z miejsca
poczuła, że robi jej się gorąco, zaraz też instynktownie sięgnęła pamięcią do
tego, co wydarzyło się zaledwie kilka godzin wcześniej – wypełniającej ją
wściekłości, przykrych słów…
Głośnego
trzasku pękającej gałęzi, która omal nie zmiażdżyła Carlosa, wydając się wręcz
reagować na jej emocje.
Chcąc nie
chcąc znowu pomyślała o swoim stwórcy, chcąc nie chcąc wracając pamięcią
do chwili zapomnienia i pocałunku, który do tej pory jawił jej się jako
coś nieprawdopodobnego. Nadal nie potrafiła sobie wytłumaczyć, dlaczego Carlos
ją pocałował i co tak naprawdę powinna w związku z tym czuć –
a tym bardzie co takiego czuł on. Nie chciała tego roztrząsać – nie po raz
kolejny – jednak to wydawało się być silniejsze od niej, a jakby tego było
mało, Mary nieświadomie sama pobudziła jej pamięć. Z pewnym opóźnieniem do
Alyssy dotarło, że w swoich wyjaśnieniach nawet słowem nie zająknęła się
na temat tego, co zaszło między nią a Carlosem… I zwłaszcza teraz nie
zamierzała o tym przyjaciółce wspominać, nie tylko dlatego, że Mary
najpewniej nie dałaby jej żyć, jak nic bez trudu orientując się, że –
przynajmniej dla Alyssy – ten pocałunek musiał coś znaczyć.
A znaczy?, zapytała samą siebie,
całkowicie wytrącona z równowagi własnym stwierdzeniem. Właściwie dlaczego miałby, zresztą…
– O co
mnie pytasz? – zapytała z pewnym opóźnieniem, uprzytomniając sobie, że
Mary spogląda na nią wyczekująco.
– Ali, co
z tobą? – Dziewczyna urwała, po czym westchnęła przeciągle. – Pytam
o ten moment w lesie. Nie wiem, czy to ma znaczenie, ale… Wiesz,
kiedy opowiadałaś mi, co stało się zanim uciekłaś… – Zamilkła i lekko
przekrzywiła głowę, jakby chcąc przyjrzeć się przyjaciółce pod innym kątem. –
To zabrzmiało trochę tak, jakby…
– Jakby
natura mi odpowiedziała? – zapytała cicho Ali, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Oczy Mary
rozszerzyły się nieznacznie w odpowiedzi na te słowa, ale ostatecznie
krótko skinęła głową. Alyssa jęknęła cicho, po czym ukryła twarz w dłoniach,
energicznie pocierając skronie, próbując zwalczyć przybierający na sile ból głowy.
Nie była pewna, czy w jej przypadku podobne objawy powinny mieć rację
bytu, czy też było to wyłącznie wynikiem jej wyobraźni, ale to pozostawało
najmniej istotne. Czuła się okropnie, a jakby tego było mało, Mary nieświadomie
poruszyła kwestię, która dręczyła ją już od dłuższego czasu i która
również teraz nie dawała jej spokoju.
Co tak
naprawdę poczuła na chwilę przed tym, jak jej irytacja względem Carlosa
sięgnęła zenitu? Była wściekła i rozżalona, ostatecznie wyrzucając z siebie
wszystko, co wydawało się narastać w niej od dnia przemiany, co zresztą
wydawało się naturalne w sytuacji, w której się znalazła, ale z drugiej
strony… Za tym kryło się coś więcej, ale nie potrafiła wytłumaczyć sobie, skąd
brało się to przeświadczenie. Było jeszcze to dziwne wspomnienie, które wróciło
do niej akurat w chwili, w której straciła kontrolę. Z uporem
próbowała je kontrolować, chociaż to okazało się o wiele trudniejsze, niż
mogłaby sobie tego życzyć. Może tak naprawdę nie chciała wiedzieć, bo wtedy
musiałaby uwierzyć Carlosowi, a to…
Nie,
zdecydowanie nie była na to gotowa. Jednak skoro nawet Mary wydawała się
świadoma, że coś było na rzeczy, być może w istocie powinna była spróbować
się z tym zmierzyć albo…
– Właśnie…
– Mary się zawahała. – Mówiłaś, że tacy jak ty… To znaczy… No wiesz – mruknęła,
nagle zażenowana. – Że tacy jak ty –
zaryzykowała w końcu, ostrożnie dobierając słowa i najwyraźniej za
wszelką cenę zamierzając unikać słowa „wampir” – potrafią… różne rzeczy.
Manipulować pamięcią i… tak dalej, więc…
– Mhm…
Mary
rzuciła jej rozdrażnione spojrzenie, wyraźnie niezadowolona z lakoniczności
odpowiedzi, ale Ali nie zwróciła na to uwagi. Owszem, zdążyła zaobserwować, że
nieśmiertelność niosła ze sobą najróżniejsze możliwości, ale nawet do głowy jej
nie przyszło, żeby zastanawiać się nad zdolnościami, którymi sama by
dysponowała. Już i tak była „wyjątkowa” pod niemal każdym możliwym
względem, a ostatnim, czego było jej trzeba, były jakiekolwiek niezrozumiałe,
wyjątkowe zdolności, które…
Och, jakim cudem
nie zapytała o to ani Jasona, ani nikogo innego z Sorentich? Tak
naprawdę przez cały ten czas ograniczała konieczność wypytywania o wampiryzm
do minimum, co zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem. Może gdyby pozwoliła
sobie na głębszy rekonesans, wszystko stałoby się prostsze, chociaż…
Zupełnie jakby cokolwiek mogło takie być!
A potem
pomyślała o tamtym wspomnieniu i sposobie, w jaki sama czuła się
pośród drzew. Pomyślała o spokoju, który towarzyszył jej, kiedy
spacerowała lasem oraz o tym, jak natura wydawała się odpowiadać, kiedy
zwróciła całą swą wściekłość przeciwko Carlosowi. W końcu pomyślała
o tym, co jej odpowiedział i o swojej… matce – o Gai,
która…
– Gaja oznacza ziemię, Ali – zauważyła cicho Mary, tym samym uprzytomniając dziewczynie,
że musiała nieświadomie odezwać się na głos. Obserwowała współmieszkankę, kiedy
ta lekko postukała długim paznokciem w obudowę laptopa, by lepiej zwrócić
na niego uwagę przyjaciółki. – Przynajmniej za taką uważali ją w starych
wierzeniach. Matka Ziemia, odpowiedzialna za wszystko, co nas otacza.
Uosobienie natury, stworzycielka gór… I tak dalej, i tak dalej.
– I wierzymy
w to, co napisane jest w internecie? – upewniła się, chcąc zmienić
temat, ale Mary nadal patrzyła na nią wyczekująco.
– Czemu nie?
W końcu w każdej historii musi być jakieś ziarnko prawdy, a przynajmniej
tak mi się wydaje – stwierdziła, po czym jakby od niechcenia przewróciła się na
plecy i wbiła zielone oczy w sufit. – Więc powiadasz, że te twoje…
twoje wampiry spalają się na słońcu?
Alyssa
spojrzała na nią zaskoczona, tym bardziej, że po raz pierwszy użyła słowa
„wampir”. I tak przyszło jej to o wiele szybciej niż samej Ali, być
może dlatego, że dla Mary sytuacja wciąż pozostawała na swój sposób
abstrakcyjna. O wiele łatwiej było mierzyć się z cudzymi problemami,
niż pogodzić ze zmianami, które dotyczyły całego dotychczasowego życia.
– Tak
stwierdził Jason… Omal nie dostał zawału, kiedy zorientował się, że jak gdyby
nigdy nic poszłam sobie na spacer w słońcu i nic mi się nie stało.
Kołek w serce też podobno działa, ale nie jestem pewna… – Urwała, kiedy
coś ścisnęło ją w gardle. Dlaczego miała niejasne wrażenie, że umykało jej
coś istotnego. – Może gdybyś spróbowała na mnie, miałybyśmy pewność.
– Nawet tak
nie żartuj! – obruszyła się Mary. – Mam nadzieję, że w razie co będę mogła
nakopać temu całemu Carlosowi, ale skoro jest taki silny…
–
Rzuciłabyś się na Carlosa z osinowym kołkiem? – zapytała z niedowierzaniem,
próbując to sobie wyobrazić.
Drobna
Gotka Mary i niebezpieczny Carlos? Taki widok byłby doprawdy interesujący,
o ile w ogóle zdecydowałaby się dopuścić do ich spotkania. Nie miała
pojęcia, jak mógłby zareagować jej stwórca na to, co zrobiła, ale na pewno nie
zamierzała cierpliwie czekać i pozwolić, by ktokolwiek zagrażał jej
przyjaciółce. Teraz co prawda nie miała pewności, czy Carlos okazałby się na
tyle bezduszny i nieprzewidywalny, by próbować zagrażać komuś, kogo
kochała, ale nie zamierzała tego sprawdzać. Co prawda mogła się założyć, że
wampir prędzej czy później zacznie jej szukać i że najpewniej ją
odnajdzie, ale do tego czasu…
– Która
dziewczyna czasami nie marzy, żeby zabawić się w Buffy? – Mary z niedowierzaniem pokręciła głową. – Jak
sądzisz, ile kosztowałoby zaopatrzenie się w miotacz ognia? – wypaliła
nagle, a po jej minie Alyssa z niedowierzaniem rozpoznała, że mówiła
poważnie. – Och, albo kuszę! Kusze są fajne.
– Zaczynasz
mnie przerażać, Mary – wyszeptała i z zaskoczeniem uprzytomniła
sobie, że taka jest prawda. – Właśnie dlatego nie powinnam cię w to
wciągać. Gdyby nie ja, nie siedziałabyś teraz w internecie i nie
zastanawiała nad tym, jak najlepiej jest bronić się przed wampirami… Zresztą
nawet Carlos nie zasłużył sobie na coś takiego – dodała po chwili.
Poczuła, że
przyjaciółka jak na zawołanie przeniosła na nią wzrok. To było aż nazbyt
znajome, przenikliwe i na swój badawcze spojrzenie, które sprawiło, że
serce Alyssy natychmiast przyśpieszyło, zdradzając zdenerwowanie. Kto jak kto,
ale Mary znała ją aż nazbyt dobrze, a teraz… Teraz wydawała się wiedzieć
coś, co wyraźnie ją intrygowało i niepokoiło jednocześnie.
– Już drugi
raz go przy mnie bronisz – zauważyła podejrzliwym tonem.
Alyssa
poczuła, że sztywnieje i nagle zaczęła błogosławić, że w pokoju
panował przyjemny półmrok, dzięki któremu Mary nie była w stanie dostrzec
rumieńców, które wkradły się na jej policzki… Chyba. Przeklęty Carlos!, pomyślała z niedowierzaniem, ale w ostatniej
chwili powstrzymała się przed wypowiedzeniem tych słów na głos. W zamian
z wolna wyprostowała się i niemal obojętnie wzruszyła ramionami,
siląc się na zachowanie spokoju.
– Uratował
mnie – powiedziała w końcu, zupełnie jakby to wszystko wyjaśniało. – Denerwuje
mnie jak cholera, ale mimo wszystko jest moim stwórcą i koniec końców
powiedział mi prawdę. Fakt, miałam ochotę go zabić, ale…
– Ale? –
naciskała Mary.
Zacisnęła
usta, ledwo powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś, czego później mogłaby
żałować. Nie miała pojęcia, dlaczego uwagi przyjaciółki aż do tego stopnia
wytrąciły ją z równowagi, to jednak nie miało większego znaczenia. Liczył
się sam fakt tego, że wspomniała o Carlosie, a jakby tego było mało…
Westchnęła,
po czym w pośpiechu zmieniła temat:
– Pytałaś
mnie o to, co czuję względem natury, pamiętasz?
Mary
spojrzała na nią podejrzliwie, najpewniej jak zwykle wiedząc swoje, ale
ostatecznie odpuściła. W zamian usiadła na łóżku i raz jeszcze przyjrzawszy
się przyjaciółce, w końcu zdecydowała się odezwać.
– Fakt. A skoro
sama do tego wracasz, najwyraźniej coś w tym musi być – stwierdziła
z miną znawczyni. – Czy ty…?
– Sama powiedziałaś,
że to by pasowało. Nie mam pojęcia, co tak naprawdę potrafię… O ile
cokolwiek potrafię, pomijając mieszanie w głowi i poruszanie się w środku
dnia – westchnęła, po czym z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Nie wiem
kim tak naprawdę jestem, Mary.
– To akurat
jest oczywiste – obruszyła się tamta. – Jesteś moją przyjaciółką. Ta jedna
kwestia nie uległa zmianie.
Coś
ścisnęło ją w gardle, ledwo tylko usłyszała te słowa. Mary niemal na
każdym kroku uparcie powtarzała, że wszystko jest w porządku, być może
sama również w to wierząc. Sęk w tym, że to zdecydowanie nie było
takie proste, a przynajmniej Alyssa nie potrafiła ot tak tego zaakceptować.
Nie, skoro pozostawała aż nazbyt świadoma tego, że sytuacja jest o wiele
poważniejsza. Na samą myśl o tym, jakie to niosło ze sobą konsekwencje nie
tylko dla niej, ale przede wszystkim dla Mary…
Był jeszcze
szczególny rodzaj strachu, który paraliżował ją w ten najbardziej złożony,
przejmujący sposób. Być może wszystko sprowadzało się do egoizmu – już dawno
doszła do wniosku, że zachowuje się samolubnie – ale to i tak nie
zmieniało faktu, że przerażała ją myśl, że Mary jednak mogłaby się od niej
odwrócić. Teraz była oszołomiona i na swój sposób zafascynowana tym, co
się działo, chyba wciąż nie dowierzając
prawdziwości wypowiedzianych słów. Rozmawiały o wampirach, wyjątkowych
zdolnościach, ale… to było jak sen, a ze snu przecież bardziej łatwo się
wybudzić. Obawiała się, że prędzej czy później do Mary miało jednak dotrzeć, że
w prawdziwym życiu to wcale nie jest takie proste.
A wtedy
mogło wydarzyć się dosłownie wszystko.
– Hej, Ali,
nie rób mi tego. – Nawet nie zorientowała się, kiedy Mary zerwała się ze
swojego łóżka i usiadła u jej boku, bez wahania otaczając Alyssę
ramionami. Oszołomił ją słodki zapach skóry przyjaciółki i dźwięk
tętniącej w jej żyłach krwi, jednak nawet do głowy jej nie przyszło, że
mogłaby pokusić się o rzucenie dziewczynie do gardła. – Jestem tutaj,
jasne? Teraz lepiej skupmy się na tym, co najważniejsze… Jak to było z tymi
drzewami? – podjęła, a dziewczyna ledwo powstrzymała sfrustrowany jęk.
– Nie mam
pojęcia. To się działo samo siebie, Mary – westchnęła, po czym energicznie
potarła skronie, czując nasilający się z każdą kolejną sekundą ból głowy.
– Byłam wzburzona, ale… – Nagle urwała i wyprostowała się niczym struna.
– Co jest?
– zapytała natychmiast Mary, jedna Alyssa już poderwała się na równe nogi,
zaczynając nerwowo krążyć.
– Wtedy
wróciło do mnie to wspomnienie – przyznała, ostrożnie dobierając słowa, choć
nie sądziła, że w takim stanie w ogóle będzie do tego zdolna. –
Przypomniałam sobie coś… Sama nie wiem, ale na pewno już tego doświadczyłam.
Wtedy myślałam o ziemi, o… mojej matce… – Znów urwała, bo to brzmiało
zdecydowanie zbyt nierzeczywiście, by tak po prostu to zaakceptowała. –
Myślałam o spuściźnie po mojej matce.
– To
znaczy?
Alyssa jęknęła.
– Nie wiem!
Skąd mam wiedzieć? – zapytała zniecierpliwiona, zaciskając dłonie w pięści.
– Carlos tak naprawdę niczego mi nie powiedział, a później ja nie dałam mu
okazji, by jakkolwiek się wybronił. Teraz tego żałuję, ale nieszczególnie
śpieszy mi się, żeby z nim rozmawiać.
Zatrzymała
się i zwiesiła ramiona, nagle wyczerpana i zmęczona jeszcze bardziej
niż do tej pory. Czuła, że za podejrzeniami jej i Mary kryje się coś
więcej, ale nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić co takiego. Miała wrażenie,
że krążą wokół rozwiązania, dosłownie mając przed nosem wszystkie odpowiedzi,
ale jak na ironię nie będąc w stanie ich dosięgnąć. To było tak, jakby
patrzyła na coś przez grubą, zamgloną szybę, mogąc rozróżnić poszczególne
kształty, ale nie potrafiąc w żaden sposób dopatrzeć się szczegółów.
Mary
obserwowała ją w milczeniu, poważna i wyraźnie zaniepokojona. Alyssa
ze świstem wypuściła powietrze, mimochodem zaczynając się zastanawiać, czy zachowanie
przyjaciółki miało jakikolwiek związek z gniewem, który sama odczuwała.
Nie czuła, żeby zmieniła się jakoś szczególnie, jednak z perspektywy
dziewczyny, która znała ją od dziecka, wpływ wampirzej natury na jej wygląd
i zachowanie musiał być wręcz szokująco wyraźny.
– Pokażesz
mi swoje znamię, Ali? – zapytała nagle Mary, momentalnie wyrywając przyjaciółkę
z zamyślenia. – To, które tak interesowało Carlosa – uściśliła, a jej
zielone oczy zabłysły dziwnie, kiedy spojrzała na Alyssę w niemal
wyczekujący sposób.
Nerwowo
przygryzła dolną wargę, nagle zaniepokojona. Wspomniała, że to, co wzięła za
nic nieznaczący znak na skórze, znacznie zmieniło swoją formę, ale czym innym
było mówić, a czymś zupełnie odmiennym przekonać się o tym na własne
oczy.
– W porządku
– westchnęła, dochodząc do wniosku, że już i tak zabrnęła o wiele
zbyt daleko, by próbować się wycofać.
Mimo
wątpliwości zwróciła się do przyjaciółki plecami, po czym bardzo ostrożnie
podciągnęła koszulkę. Usłyszała, jak Mary gwałtownie nabiera powietrza do płuc,
wyraźnie wytrącona z równowagi wyrazistym, skomplikowanym wzorem, który
zdobił plecy Alyssy. Tak nie wyglądało żadne znamię, a już na pewno nie
istniały rysunki, które samie z siebie pojawiały się na jakiejkolwiek
skórze, a jednak…
Ali przymknęła
oczy, żeby łatwiej się uspokoić i spróbować skoncentrować, jednak to
okazało się trudne. Zaniepokojona przeciągającym się milczeniem, bardzo powoli
opuściła ramiona, pozwalając żeby koszulka luźno opadła w dół, zasłaniając
plecy i nietypowe znamię – cieniutki półksiężyc, zdobiony misternymi,
kwiatowymi motywami. Mimo wątpliwości chciała zwrócić się do Mary, by poznać zdanie
przyjaciółki, jednak nie miała po temu okazji.
Ledwo się
poruszyła, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pociemniało jej przed oczami.
Zachwiała się niebezpiecznie, próbując utrzymać równowagę, jednak to okazało
się równie bezsensowne, co i próba zachowania przytomności.
Usłyszała
jeszcze, że Mary wypowiada jej imię, a potem wszystko pochłonęła ciemność.
Dzień dobry w ten świąteczny dzień! Może na dobry początek życzę wszystkim zdrowych, pogodnych świąt w rodzinnym gronie. Oby najbliższe dni (i nie tylko) okazały się czasem spokoju, radości i odpoczynku, którego w tym okresie wszyscy potrzebujemy :)Dzisiaj oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział. Nie wiem, w jaki sposób powinnam go skomentować, więc nie będę kombinować i opinię jak zwykle pozostawię Wam. Powiem jedynie, że wkrótce na dłużej pojawi się Nicholas, a sprawy troszeczkę się skomplikują, hm… Och, poza tym nareszcie zmieniłam szablon! Obecny, choć bardzo prosty, zdążył napsuć mi nerwów, ale taki już urok Bloggera. Mam nadzieję, że posłuży równie długo, co ostatni (swoisty rekord, bo zwykle zmieniam szatę graficzną ot tak, zależnie od nastroju). W razie jakichkolwiek uwag, piszcie śmiało, chociaż liczę na to, że wszystko działa jak powinno.Na koniec jak zwykle dziękuję za obecność. Do napisania wkrótce, moi drodzy! :3

Wchodzę, a tu taki szok. Nowy szablon! Osobiście chyba wolałam poprzedni... A może to kwestia przyzwyczajenia... Nie wiem, dziś jestem bardzo niezdecydowana. ;)
OdpowiedzUsuńPrzyjaźń Ali i Mary jest cudowna. Tak właśnie powinna wyglądać ta prawdziwa, o której tyle wszyscy mówią, a mało kto jej doświadczył. Raczej mało kto przyjąłby tak po prostu, że najbliższa jej osoba nie jest już człowiekiem.
W sumie, to tak naprawdę nie wiadomo jak taki ludzik by na ową wiadomość zareagował... Krzyk? Śmiech? Zaniemówienie? Omdlenie?
A tu sobie siedzą w pokoju z laptopem w poszukiwaniu informacji o wampirach w internetach...
Co to się z nami stanie, jak nam prądy wyłączą XD
Buffy! To był chyba pierwszy serial „horror”, który uwielbiałam oglądać, choć teraz lepiej do niego nie wracać, bo można sobie popsuć wspomnienia :/ Jak w przypadku Wywiadu z wampirem.
Coraz bardziej lubię Mary! Miotacz ognia i kusza? Zajebiście XD
Heh, musiałam w końcu coś zmienić :3 Napsuł mi nerwów jak nie wiem co, ale jestem zadowolona z efektu, tym bardziej, że w zdjęciu się zakochałam <3
UsuńStarałam się oddać przyjaźń, w którą (być może naiwnie) wierzę :D Zawsze drażni mnie, kiedy autorzy wprowadzają podobno bliską dla bohatera osobę, a potem ona znika po jednym rozdziale. Ot niby taka oddana, a tu nagle jej nie ma. Mary to silna postać, która, mam nadzieję, idealnie równoważy delikatny charakter Alyssy. No i cieszę się, że ją lubisz, bo dziewczyna naturalnie zostanie na dłużej. Mam względem niej plany ;>
Nessa.